Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mitologia słowiańska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mitologia słowiańska. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 17 września 2026

Szarlej

 

Pisząc moje artykuły tworzę niezliczone notatki. Pomysły zapisane na później, zasłyszane historie, do których warto wrócić. Dowód tego dostaniecie dziś. Jakiś czas temu Jarlartsgard, którego w tym miejscu serdecznie pozdrawiam, podsunął mi temat legend i stworów ze Śląska. Nie uszło to mojej uwadze i pomysły zostały skrzętnie zanotowane. Oczywiście piórem, na moich zwojach, przy kuflu grzanego miodu, jak widzicie na załączonym obrazku. I dziś właśnie zapoznamy się bliżej z jedną z tych istot, Szarlejem.

Przenieśmy się więc na Śląsk, do historycznej krainy na pograniczu Polski, Czech i Niemiec. Ziemie te znaną są z malowniczych gór, licznych zamków, a przede wszystkim z kopalń. Kultura górnicza jest bardzo istotna dla Śląska i nie może dziwić, że wiele magicznych stworzeń za swe siedliszcza obrało sobie sztolnie i głębokie złoża minerałów, niekoniecznie ziem rzadkich!

Praca pod ziemią do najbezpieczniejszych nie należy. Tąpnięcia, zalania, ulatnianie się metanu. Strach zagląda bardzo często w oczy górników, zwanych drzewiej gwarkami. Uosobieniem tych zagrożeń był wspomniany Szarlej. Żył w kopalniach i podziemiach. Istnieją różne opisy jego wyglądu, przez bardziej ludzkie po zupełnie potworne. Czasami nie jest uznawany nawet za materialną istotę, a bardzie za eterycznego ducha, przemierzającego podziemne chodniki. Na potrzeby tego materiału przyjmę jeden z bardziej monstrualnych opisów. Jego cielsko było masywne, wyglądał jak zdeformowany mutant o skórze przypominającej szary kamień lub stwardniałe strupy. Poruszał się przygarbiony, przy samej ziemi, jakby pełzał, a może właśnie to czynił. Jego ruchom towarzyszyło dudnienie, którego echo budziło trwogę. W podziemnych sztolniach takie odgłosy mogły zapowiadać tąpnięcia i zasypania chodników. Swoimi wrzaskami przeganiał także górników. Niektórzy zarzekali się, że gdy przyłożyli ucho do skał, słyszeli bicie serca Szarleja, będącego ucieleśnieniem mroku kopalń i podziemnego świata.

Śląski, górniczy krajobraz
ChatGPT 2026

Mianem Szarleja nazwano dzielnicę Piekar Śląskich. W latach 1811-1896 istniała tam kopalnia rudy cynku, właśnie pod nazwą Szarley/Scharley. I tu warto się pochylić nad etymologią tego miana. Jedni mówią, że pochodzi od podziemnego stwora, Szarleja (niem. Scharley) czy Szarlena, inni, że od Szarej Ziemi. Przyjmując tę pierwszą wersję, można iść o krok dalej. Konstanty Damrot, XIX-wieczny pisarz i ksiądz katolicki uważał jego miano za zesłowiańszczone określenie Graumännchen, czyli dosłownie z niemieckiego Szary Ludzik, wskazując na jego nienaturalny kolor skóry, szary jak kamień.

Dostrzeżenie go uznawane było za zwiastun katastrofy w kopalni lub wręcz za powód zbliżającej się tragedii.  W ciemnych i ciasnych tunelach nie było łatwo uciekać, nawet tzw. drogami ucieczkowymi, a świadomość, że bezpieczeństwo czekało dopiero na powierzchni, nie napawała optymizmem. Zawaleniu mogła ulec część chodnika nawet całe przejście, przez co praca górnika była nieprzewidywalna, nawet przy zachowaniu szczególnej ostrożności.

Górnik i Szarlej
ChatGPT 2026

Znane są też podania o Skarbniku, duchu kopalń, który jednocześnie strzeże skarbów i złóż w nich ukrytych, ale i ostrzega gwarków przed niebezpieczeństwami, zwłaszcza tych dobrych i uczciwych. Szarlej zdecydowanie był jego przeciwieństwem. Stwór ten był jak siły natury, nieprzewidywalny, nieokiełznany i potężny. W starciu z jego mocą człek nie miał żadnych szans. Nie trzeba go było nawet widzieć, by już się go bać. Pozbawiał życia w ciemności, wśród budzących grozę odgłosów dudnienia i odczuwalnych wstrząsów.

Znana jest legenda z kopalni w Olkuszu, nazywanego drzewiej Srebrnym Miastem. W średniowieczu wydobywano tam srebro, stąd nazwa. Ludzie w pogoni za cennym kruszce kopali dalej i głębiej. Sztolnie te miały być zamieszkane przez Szarleja, który robił im na złość i starał się ich przepędzić. Niszczył stemple podtrzymujące stropy, zwodził górników w ślepe korytarze, zasypywał chodniki, a nawet zalewał je wodą. Poszukiwacze kruszców nie dawali jednak za wygraną. W końcu Szarlej miał ściągnąć do kopalni Szwedów, podczas ich najazdu na Polskę w XVI wieku, który znany jest dzisiaj jako Potop Szwedzki. Wrogowie pojmali gwarków i wywieźli ich pod Częstochowę, gdzie mieli kopać podkopy pod mury klasztoru. Wszyscy, mocą klątwy Szarleja, zginęli od bratobójczego ostrzału broniących Jasnej Góry Polaków. Nikt z nich nie wrócił już do kopalni srebra w Olkuszu, a Szarlej mógł znów mieszkać w podziemnych czeluściach, w spokoju i ciszy.

Szarlej
ChatGPT 2026

Szarlej pojawił się w trzeciej części gry Wiedźmin, jako ślepy stwór, reagujący na drgania i wywołujący wstrząsy ziemi. Posiada twardą skorupę i zwija się w kulę, niczym pancernik. Większość tych aspektów nawiązuje do jego ludowych opisów. Skóra jest nienaturalna, szara i twarda niczym kamień, a dudnienie przypomina odgłosy towarzyszące tąpnięciom w podziemnych korytarzach. Odebranie mu wzroku przez twórców gry tylko pasuje do istot żyjących pod powierzchnią ziemi, które cechują się często światłowstrętem, lub u których w ogóle gałki oczne zanikają w toku ewolucyjnych przemian.

Szarlej zagościł także w książce Wędrowcy z cyklu Powiernik Franciszka Piątkowskiego, który to tytuł jest zbiorem opowiadań różnych autorów inspirowanych postaciami z oryginalnej serii, opowiadającej o słowiańskich Bogach i stworzeniach.

Podziemna Trwoga
ChatGPT 2026

W wierze w Szarleja wybrzmiewa przestroga przed chciwością, przed lekkomyślnym wydobywaniem złóż, ukrytych głęboko pod ziemią. Przypomina mi to Balroga z Władcy Pierścieni, który stał się Zgubą kolonii krasnoludów, drążących tunele w poszukiwaniu mithrilu. Szarlej jest istotą terytorialną. To co znajduje się pod ziemią uznaje za swoje i zazdrośnie tego strzeże. Stara się odstraszyć ludzi wrzaskami, dudnieniem, a kiedy to nie przynosi efektów, powoduje katastrofy, zasypując chodniki lub zalewając je. W końcu, jest ucieleśnieniem strachu przed tym, co czai się w mroku, w nieprzeniknionych ciemnościach sztolni. On tam jest. On widzi, zanim człowiek zdąży zareagować. Jest w swoim środowisku i ma przewagę, której nie należy lekceważyć. Górnicy są dla niego intruzami. Wkroczyli na jego terytorium, dlatego w kopalniach należy zachować szczególną ostrożność.

Na dziś to tyle. Zostawcie subskrypcję na Youtube, jeśli jeszcze tego nie zrobiliście, by nie ominęły Was następne materiały, a także polubienia, jeśli odcinek Wam się spodobał. Chciałbym również zaprosić do odsłuchania innym nagrań, które już miały premierę na kanale, byście mogli poznać ciekawe istoty z różnych wierzeń. Zachęcam także do odwiedzenia mojego profilu na Facebooku, gdzie publikuję informacje o nowych artykułach na blogu, jak i zapowiedzi tego, co pojawi się na Youtube. A jeśli możesz, drogi Czytelniku lub droga Czytelniczko, wesprzeć moją twórczość finansowo, zapraszam do odwiedzenia strony na Patronite, by zostać Patronem wzorem Piotra Brachowicza. A tymczasem, bywajcie!

piątek, 28 sierpnia 2026

Bies

 


To, co nieznane budzi strach. To, co nieokiełznane może być niebezpieczne. Na świecie codziennie dochodzi do tragedii. Wypadki, ludzkie dramaty, kataklizmy na wielką skalę. Człowiek żyje w poczuciu, że cywilizacja zapewnia mu bezpieczeństwo. Jednak w momencie, gdy dotykają nas lub naszych bliskich nieszczęścia, często zdajemy sobie sprawę, jak kruche są te pozory. I to nawet dziś, kiedy możemy cieszyć się dobrodziejstwami cywilizacji i wynalazkami, jakich nie znały pokolenia przed nami. Co one musiały czuć? W średniowieczu, gdy drogi nie były oświetlone? Gdy nie było serwisów informacyjnych ani służb mundurowych? Gdy znany świat często ograniczał się do jednej wioski, w której się mieszkało i pracowało, a wszystko poza nią było nieodkrytą, białą plamą na przysłowiowej mapie? Strach w tamtych czasach nabierał kształtu. Był przedstawiany pod postacią przerażającego stworzenia, o którym sobie dziś opowiemy. Wśród Słowian nazywano go Biesem.

Bies żył na słowiańskich ziemiach już w czasach przedchrześcijańskich. Najstarszy zapis jego miana to prasłowiańskie słowo bĕsъ, oznaczające Coś strasznego lub przerażającego, pochodzi ze Słowa o zakonie i łasce, staroruskiego kazania z końca X wieku. Przypomina więc Licho, któremu już poświeciłem jeden temat, bo zarówno słowo to opisywało istotę, jak i stan, odczucia lub zdarzenie. Śladów po tym terminie można ciągle doszukiwać się w litewskim słowie baisùs, tłumaczonym na polski jako przymiotnik straszny.

Bies
ChatGPT 2026

Bies bytował w puszczach i na mokradłach, daleko od siedlisk ludzkich. W dzikich ostępach, które powodowały strach i poczucie osamotnienia, a także przytłoczenia. Nie raz już poruszaliśmy ten motyw. Lasy były nieznane, pełne zwierzyny, ale i drapieżników. Każdy szelest, uchwycony kątem oka ruch, zwłaszcza przy złej pogodzie lub późną porą, potęgowały uczucie lęku przed nieznanym i byciem obserwowanym.

Po chrystianizacji Słowiańszczyzny Biesy zaczęto utożsamiać z Diabłami, by pokazać ich piekielną naturę. Jednak przez następne stulecia przetrwało także powiedzenie zbiesić się, a więc wpaść w gniew. Zatraciło ono swój pierwotny charakter, gdyż nie nawiązywało do roli Biesa, jako istoty budzącej strach, a właśnie do zła, które przypisywano mu przez chrześcijan. Z czasem mianem Biesów nazywano każdą demoniczną istotę. Tym określeniem Nestor w swojej Powieści Minionych Lat przezwał słowiańskich Bogów, których posągi w Kijowie zostały postawione przez Włodzimierza Wielkiego. Elementem wspólnym było zapewne poroże, chociaż u Biesów bardziej przypominało rogi jelenia, niż kozła, jak w przypadku Diabłów. Do tego porośnięte były futrem oraz posiadały kopyta, co podkreślało ich dziką naturę. Należy jednak pamięć, że słowiańskie Biesy były istotami chaotycznymi, a nie złymi do szpiku kości. Potrafiły też przemieniać się w inne zwierzęta, które żyły na ich terenach lub przejawiać ich cechy, chociażby poprzez posiadanie olbrzymich, błoniastych skrzydeł, niczym u nietoperza.

Trąba Powietrzna
ChatGPT 2026

Zbieszeniem się nazywano także postradanie rozumu. Jeśli człek z dnia na dzień zaczął się zachowywać inaczej, niebezpiecznie, niegodziwie lub pomimo nieprzejawiania żadnych symptomów, pewnego dnia nagle popełnił samobójstwo, bliscy obwiniali o takie zdarzenie Biesy. By uchronić się przed ściągnięciem na siebie ich obłędu unikano nawet wymawiania imienia Biesa nazywają go Sami-Wiecie-Kim… No dobra, to nie ta bajka. Ale za to używano nieokreślonych zaimków jak On albo Ten Zły. W lasach zostawiano także ofiary, by ubłagać go i odwieść od wyrządzania krzywdy.

W Beskidzie Sądeckim, w paśmie Jaworzyny Krynickiej jest pewna formacja skalna zwana Diabelskim Kamieniem. Legenda mówi, że Diabeł niósł kamień, by zatamować źródło jednego z okolicznych potoków. Dźwigał ze sobą głaz całą noc, ale kiedy zapiał kogut, Diabeł zniknął, upuszczając ciężar w tym konkretnym miejscu. W różnych regionach Polski istnieją inne warianty tej legendy o podobnych kamiennych formacjach. Nim jednak ich powstanie zaczęto przypisać Diabłom, to właśnie Biesy były uznawane za odpowiedzialne ich tworzeniu. Czasami mogły obraź sobie taką nienaturalną skałę za swe siedzliszcze. Wtedy też okoliczna ludność przypisywała temu miejscu działanie złych sił. Jeśli już jesteśmy przy temacie gór, to warto zaznaczyć, że jedna z hipotez powstania nazwa Bieszczady pochodzi od imion dwóch istot, Biesów i Czartów, zwanych też Czadami. Olbrzymie, dzikie lasy i połoniny zapewne były uważane za tereny tych stworów, a ryki niedźwiedzi czy widok przemykających wśród gałęzi drzew poroży jeleni utwierdzał ludzi w tym przekonaniu.

Bies na Jaworzynie Krynickiej
Copilot 2026

Biesy potrafiły się objawiać pod postacią wirów i trąb powietrznych. Mawiano wtedy, że należy schować się w domostwie, pozamykać okna i drzwi, by stwór nie połamał człekowi kości. W tym aspekcie przypominały z kolei Południce. Nie ma się co dziwić, bo silniejsze wiry powietrzne potrafią przewrócić człowieka, powodując kontuzje, a trąby powietrzne zniszczyć nawet części budynków. A dla naszych przodków, były to niewidzialne siły, jak powietrze. Biesom przypisywano także niszczenie upraw i porywanie trzody, gdy jakaś wieś ściągnęła na siebie ich gniew. Trąby powietrzne potrafią przejść przez pole zboża, zostawiając za sobą pasmo zniszczeń, a niezagonione w porę zwierzęta mogą zostać porwane i uniesione wysoko w powietrze.

Biesy miały też strzec skarbów w swych siedliszczach. Śmiałek, który nie uląkł się wiru powietrznego i celnie cisnął w niego nożem, w czasach chrześcijańskich koniecznie poświęconym, mógł zmusić Biesa do wyjawienia miejsca ukrycia bogactwa. Jednak taki łup mógł często okazywał się przeklęty, z czasem doprowadzając do nieszczęść, utraty zdrowia, czy nawet duszy śmiałka, który go posiadł.

Morowica
ChatGPT 2026

Oprócz zniszczeń i urazów powodowanych przez kontrolowanie powietrza Biesy także mogły zsyłać choroby, niczym Morowice.  Wierzono, że to powietrze, zwłaszcza złe, przenosi choroby. Pojęcie zarazków czy bakterii nie było w dawnych wiekach znane, a zdawano sobie sprawę, że właśnie przez nie mikroorganizmy i cząsteczki są przenoszone, bo nawet bez cielesnego kontaktu ludzie i zwierzęta potrafili się od siebie zarażać. Takie plagi mogły być ściągnięte na okolicę również przez Biesy.

Echa wiary w Biesy znaleźć można w Panu Tadeuszu pióra Adama Mickiewicza:

On tu nie przyjdzie; próżno wzywać bernardyna.

Jeśli od niego wyszła ta cała nowina,

To kto wie, w jakim celu: bo to bies księżyna!

 

Biesy to również powieść Fiodora Dostojewskiego, gdzie tytułowe stwory stanowią alegorię nastrojów politycznych i ludzkiej natury, a dokładnie jej złej strony.

Wiedźmin Geralt
Copilot 2026

Obecnie z Biesami można zmierzyć się w grze Wiedźmin III: Dziki Gon. Ich wygląd dość dobrze odpowiada temu z ludowych przekazów. Oprócz trzeciego oka na czole. To trzecie oko zawsze było dla mnie jakieś niepokojące. Ale taka jest rola Biesa, prawda? Wzbudzać strach, być jego ucieleśnieniem.

Bies to strach przez nieznanym, niebezpiecznym, przez zmiennością i niepewnością losu człowieka. Był potężny, swoimi mocami przewyższał śmiertelnika, który nie miał z nim szans w walce. Wiara w nie to ostrzeżenie przez nierozwagą ale i przed tym, jak kruche potrafi być ludzkie życie.

Na dziś to tyle. Zostawcie subskrypcję, jeśli jeszcze tego nie zrobiliście, by nie ominęły Was następne materiały, a także polubienia, jeśli odcinek Wam się spodobał. Chciałbym również zaprosić do odsłuchania innym nagrań, które już miały premierę na tym kanale, byście mogli poznać ciekawe istoty z różnych wierzeń. Zachęcam także do odwiedzenia mojego profilu na Facebooku, gdzie publikuję informacje o nowych artykułach na blogu, jak i zapowiedzi tego, co pojawi się tu, na Youtube. A jeśli możesz, drogi Słuchaczu lub droga Słuchaczko, wesprzeć moją twórczość finansowo, zapraszam do odwiedzenia strony na Patronite, by zostać Patronem wzorem Piotra Brachowicza. A tymczasem, bywajcie!

piątek, 13 lutego 2026

Rusałki



Dziś wracamy na słowiańskie ziemie, by poznać kolejną istotę z rodzimych wierzeń. W lasach i nad brzegami jezior drzewiej można było spotkać urodziwe dziewczyny. Jednak niech wygląd Was nie zwiedzie, ponieważ nie były one żywymi istotami. Mowa o rusałkach, którym będzie poświęcony dzisiejszy temat.

Rusałkami stawały się panny, które zmarły tragicznie przed zamążpójściem, chociażby poprzez utopienie się. Następnie wracały do świata śmiertelników, objawiając się ludziom w pobliżu zbiorników wodnych lub w lasach pod postacią młodych i pięknych dziewczyn, o długich, rozpuszczonych włosach. Te włosy mogły zdradzić ich prawdziwą naturę, gdyż z bliska mieniły się nienaturalnym, zielonym odcieniem. Innym znakiem, który je zdradzał, były odciski stóp. Pomimo, że człek widząc je, był pewien, że mają delikatne, dziewczęce nogi, ślady, które po nich zostawały na brzegu wyglądały jak ślady gęsi. Często pojawiają się w wiankach z kwiatów, który był tradycyjnym nakryciem głowy panien przez ślubem. Stąd też o kobiecie zamężnej mówiło się, iż straciła wianek. Rusałki mogły być odziane w białe suknie, półnagie lub pojawiać się całkowicie nago. Dziewczyna porwana przez inne rusałki mogła także zostać zamieniona w jedną z nich. Jeśli jej rodzina szukała jej i znalazła po niej jeno jej wianek, a sama krewna zniknęła na dobre, za takie uprowadzenie obwiniano właśnie rusałki.

Rusałki
Copilot


Swym wyglądem kusiły młodych mężczyzn i zwabiały ich do tańca, który trwał tak długo, aż nieszczęśnik umierał z wycieńczenia. Potrafiły także załaskotać ofiarę na śmierć lub utopić w jeziorze, którego brzegi nawiedzały. Często można było zaobserwować je, jak tańczą w grupie. Taki taniec hipnotyzował obserwatorów, wabiąc ich bliżej. A gdy już mężczyźni znaleźli się zbyt blisko, byli porywani we wspomniany śmiertelny taniec. Istniał jednak cień szansy, by się z niego uwolnić. Czasami się zdarzało, że rusałka zadawała zagadkę swojej ofierze. Jeśli młodzieniec zachował się rozsądnie, oparł się zauroczeniu i co ważniejsze, wykazałaś się mądrością, poprawnie odpowiadając na zagwozdkę, rusałka puszczała go wolno.

Jeśli chłopak wykazał się do tego sprytem, i oprócz wyjścia żywym z takiego mistycznego spotkania, udało mu się ukraść wianek rusałki, zyskiwał magiczny artefakt. Tak przynajmniej wierzyli południowi Słowianie z Bałkanów.

Rusałka i młodzieniec
Copilot

Powiada się iż istoty te nie lubiły gorzkiego zapachu piołunu, dlatego by się przed nimi uchronić, dobrze było mieć jego liście przy sobie. Szczególną uwagę należało zachować podczas tak zwanego Rusalczego Tygodnia, o którym wspominał już Jan Długosz, a który obchodzony był w czerwcu. Wierzono, że właśnie wtedy rusałki są wyjątkowo aktywne. Nie należało wtedy rozwieszać prania, by jakaś rusałka się w nie zaplątała, co ściągnęłoby na ludzi jej gniew. Tak samo podczas Rusalczego Tygodnia nie można było kąpać się w jeziorach i rzekach, by nie kusić losu. Obrzędy te obchodzone były na terenach Białorusi, Rosji i Ukrainy jeszcze w dwudziestoleciu międzywojennym.

Z kolei, by je udobruchać, zostawiano na brzegach jezior chleb i sól, jako poczęstunek dla tych magicznych istot. Ponoć również spuszczenie wzroku na ziemię i nie patrzenie rusałce w oczy, mogło uchronić przed zauroczeniem i porwaniem do śmiertelnego tańca. Można także było nosić przy sobie coś czerwono. Jak już wiemy, ten kolor odstraszał także inne stwory, jak opisane na moim blogu mamuny, czy licho, o którym powstał już materiał na tym kanale. Zachęcam do zapoznania się z materiałami o tych istotach, a teraz wróćmy do tematu rusałek.

Istniały także dobre strony rusałek. W wielu miejscach krążyły historie, jakoby zagubione dzieci, czy też, gdy zostały zaatakowane przez dzikie zwierzęta, zostały uratowane przez te duchy i odprowadzone bezpieczne w pobliże ludzkich siedlisk. Rusałki miały bowiem nie krzywdzić dziatków. Powiadano także, że jeśli w jakimś miejscu zaobserwowano rusałki, to w tej okolicy będzie urodzaj, gdyż ich magiczne moce sprawiały, że ziemia stawała się bardziej płodna. Tak samo podczas Rusalczego Tygodnia często odprawiano rytualne tańce wokół chorych, bowiem w tym magicznym czasie łatwiej było wypędzić chorobę.

Rusałki
Copilot

Uważa się, iż samo słowo rusałka powstało dość późno i wywodzi się z łacińskiego słowa rosalia oznaczającego święto róż. Miało rzekomo nawiązywać do uroczystości, podczas której pewnej nimfie, a więc istocie podobnej do rusałki, składano ofiary z róż. Innego źródła dopatruje się pochodzenia tej nazwy w słowie rusa, oznaczającego coś jasnego lub świecącego. Nie da się jednak ukryć, że słowiańskie rusałki podobne są do nimf, czy syren z innych wierzeń. Najstarsza wzmianka o rusałkach, która zachowała się do naszych czasów, to graffiti na ścianie Soboru Mądrości Bożej w Nowogrodzie Wielkim, który to napis datuje się na XI wiek.

Z rusałkami utożsamia się także inne istoty, często uważając ich nazwy za synonimy tych pierwszych. I tak oto mamy boginki, brzeginie, dziwożony, kupałki, łaskotałki, ta nazwa niewątpliwie nawiązuje do tortur, jakie stosowały na młodzieńcach. Następnie majki, mawki, wodne panny lub żony, wodiany czy wiły. W przyszłości część z tych istot również sobie omówimy, gdyż wedle podań z różnych regionów, rozróżniało je od rusałek.

Pamięć o rusałkach jest ciągle żywa. Przytoczmy sobie kilka przykładów, gdzie można się spotkać z nimi. Mianem rusałek obecnie nazywa się kilka odmian motyli, dobrze znanych z polskich łąk i pól. Z kolei w opowiadaniach Andrzeja Sapkowskiego o wiedźminie, Geralt mylnie bierze pewną bruxę za rusałkę. Rusałki zawitały także do cyklu gier Heroes of Might and Magic. Na marginesie, trzecia część tej gry jest najlepsza. Rzekłem.  

Na dziś to tyle. Zostawcie subskrypcję na Youtube, jeśli jeszcze tego nie zrobiliście, by nie ominęły Was następne materiały, a także polubienia, jeśli odcinek Wam się podobał. Chciałbym również zaprosić do odsłuchania innym nagrań, które już miały premierę na kanale, byście mogli poznać ciekawe istoty z różnych wierzeń. Zachęcam także do odwiedzenia mojego profilu na Facebooku, gdzie publikuję informacje o nowych artykułach na blogu, jak i zapowiedzi tego, co pojawi się na Youtube. A jeśli możesz, drogi Czytelniku lub droga Czytelniczko, wesprzeć moją twórczość finansowo, zapraszam do odwiedzenia strony na Patronite, by zostać Patronem wzorem Piotra Brachowicza. Chciałbym również serdecznie podziękować Piotrowi za całe wsparcie, porady i nakierowanie na nowe rozwiązania w rozwijaniu kanału. A tymczasem, bywajcie!

piątek, 10 października 2025

Karkonosz

 


Na polsko-czeskim pograniczu rozciąga się najwyższe pasmo Sudetów – Karkonosze, ze swoim najwyższym szczytem, Śnieżką. Zarówno nazwa jak i cały ten obszar nierozerwalnie związane są z pewną tajemniczą postacią z ludowych wierzeń, którą sobie dziś omówimy.

Karkonosz, bo o nim mowa, zwany jest także Duchem Gór, Liczyrzepą czy Rzepiórem. Najstarsze zachowane wyobrażenie Karkonosza pochodzi z mapy Śląska autorstwa Martina Helwiga, sporządzonej w 1561 roku. Ukazuje ono istotę łączącą cechy kilku innych stworzeń – posiada bowiem nogi zakończone kopytami, skrzydła, dziób oraz rogi jelenia. W łapach dzierży kostur lub różdżkę. Podpisane jest jako Rübenczal, czyli z niemieckiego (Rübenzahl) dosłownie Liczyrzepa. Nie jest to jedna postać Karkonosza, albowiem potrafił zamieniać się także w niedźwiedzia lub innego zwierza, czy starego człeka o długiej, siwej brodzie. Niektórzy uważają, że jego imię zostało błędnie zapisane i pierwotnie brzmiało w staroniemieckim Rabe-Zabel, czyli Kruczy Diabeł, co mogłoby pasować do jego demonicznego wyglądu ze skrzydłami. Jednak wśród podań o Duchu Gór jest i legenda o liczeniu rzep, która wyjaśnia jedno z jego imion. Otóż pewnego dnia Karkonosz pod postacią wiewiórki podglądał kąpiące się dziewczyny. W jednej z nich, księżniczce Emmie, zakochał się bez pamięci. Porwał więc ją do swojego zamku mieszczącego się na szczycie góry. By zapewnić jej towarzystwo zabrał z pewnego pola tuzin rzep i dzięki czarom przemienił je w służbę. Emma jednak planowała, jak uciec od Ducha Góry. Poprosiła więc swego porywacza, by policzył wszystkie rzepy na wszystkich polach w Karkonoszach, by mogła dobrze zaplanować, które i ile w kogo zamienić. Gdy tylko Duch Gór udał się dokonać spisu wszystkich rzep, Emma z pomocą jednego ze służących z ożywionego warzywa
(w innych wersjach był to koń, pegaz lub pszczoła) uciekła z zamku. Po powrocie do swojej siedziby Karkonosz zauważył nieobecność ukochanej i od tamtej pory złościło go, gdy ludzie nazywali go Liczyrzepą czy Rzepiórem, co przypominało mu, iż dał się oszukać śmiertelniczce.



Prawdopodobnie Duch Gór był pierwotnie jednym z lokalnych imion Świętowita, Boga o czterech obliczach, czczonego na Połabiu (czyli terenach w zlewisku rzeki Łaby, mającej swoje źródło w czeskich Karkonoszach). Uznawano go za władcę czterech żywiołów, wody, ziemi, ognia i powietrza, a jak wiemy, tylko Avatar może opanować wszystkie cztery żywioły i przywrócić równowagę na Świecie. Czasami przewija się podanie o tym, jak władał pogodą i o posiadanym przez niego magicznym młocie, czym bliżej mu do Boga Piorunów, Peruna (jednak kiedyś poruszymy sobie teorię na blogu, za Aleksandrem Gieysztorem, iż być może Świętowit i Perun to ten sam Bóg). Jego pierwotny wygląd z kolei przypomina Leszego, Władcę Puszcz. Z czasem jego rola zmieniła się, a w dobie chrystianizacji zmalała do Ducha Gór, który to pomagał wędrowcom, to psocił i robił im na złość. Górnicy z Sudetów wierzyli, że to on im przeszkadza w pracach ale i w dobrym humorze pomaga znajdować złoża, wraz ze swoją świtą, leśnych skrzatów. Według ludu Karkonosz cenił sobie ludzi uczciwych i pracowitych, a karał oszustów i leniów. Wiele legend mówi o tym, jakie figle płatał i jak czasami obracały się na korzyść człeka – niektóre z nich, bardziej szczegółowo, chciałbym przytoczyć w przyszłości na blogu.

Karkonosz
ChatGPT


Jak popularny jest Duch Gór i dziś? Wystarczy odwiedzić Karpacz i sąsiadujące z nim miejscowości. Wiele domów, restauracji, hoteli (ba, kiedyś nocowałem w hotelu w Sudetach, w którym hasłem do sieci WI-FI było właśnie imię Liczyrzepa), ścieżek przyrodniczych i muzeów nawiązuje do któregoś z jego wyobrażeń lub jakieś historii o nim. Kilka z ilustracji do tego artykułu nawiązuje właśnie do Karkonosza, którego razem z żoną spotkałem to tu, to tam, podróżując po Sudetach.


Na sam koniec ciekawostka. Niemiecki malarz Josef Madlener, stworzył obraz o tytule Der Berggeist (niem. Duch Gór) gdzieś w latach 20. XX wieku (Przypuszcza się, iż było to na przełomie 1925 i 1926 roku). Obraz ten stał się na tyle popularny, iż zaczęto go umieszczać nawet na pocztówkach. Jedną z takich kartek zakupił nie kto inny jak John Ronald Reuel Tolkien, autor późniejszej powieści Hobbit, czyli tam i z powrotem. Na swoim egzemplarzu pisarz zamieścił dopisek the Origin of Gandalf (ang. Pochodzenie Gandalfa). Tak więc oprócz inspirowania się Odynem, Wszechojcem, Bogiem i czarodziejem z nordyckiej mitologii, również wyobrażenie Karkonosza wpłynęło na powstanie jednej z najbardziej rozpoznawalnej postaci fantastyki… Chociaż, jak sobie już zasygnalizowaliśmy, kto wie, być może zarówno Odyn, Świętowit/Perun oraz Duch Gór to ta sama osoba?

Liczyrzepa
ChatGPT

Na dziś to tyle. Zachęcam do przeczytania moich innych artykułów, a także od odsłuchania materiałów na kanale na Youtube. Zachęcam także do odwiedzenia mojego profilu na Facebooku, gdzie publikuję informacje o nowych artykułach na blogu, jak i zapowiedzi tego, co pojawi się na Youtube. A jeśli możesz, drogi Słuchaczu lub droga Słuchaczko, wesprzeć moją twórczość finansowo, zapraszam do odwiedzenia strony na Patronite, by zostać Patronem wzorem Piotra Brachowicza. Do usłyszenia w następnym materiale. A tymczasem, bywajcie!

piątek, 23 maja 2025

Król Krak

 

Król Krak
Gemini

Każdy z nas zapewne zna historię króla Kraka. Smok, szewczyk, owca, cała kupa siarki… Te motywy są dobrze rozpoznawalne, nawet w kulturze masowej. Dziś jednak chciałbym przytoczyć historię tego władcy z trochę innej strony, szukając historycznych źródeł i porównując je do legendy.

W pierwszych latach XIII wieku Wincenty Kadłubek, późniejszy biskup krakowski, spisał Kronikę Polski. To w tym dziele można znaleźć najstarsze wzmianki o Kraku. Historia zaczyna się od wojny z Galami. Kronikarz przypisuje Polakom zabicie tysięcy żołnierzy wroga, co w końcu skłoniło nieprzyjaciela do zawarcia pokoju (przymierza, jak dokładnie jest ujęte w Kronice). Następnie nasi przodkowie mieli toczyć walki z Rzymianami. Być może w tych podaniach są echa walk Słowian pod dowództwem Samona z Frankami za czasów króla Dagoberta. Wiadomo, że po stronie Franków walczyli m.in. Longobardowie, a ich państewko zostało utworzone na Półwyspie Apenińskim, w miejscu dawnych terenów Cesarstwa Rzymskiego. Ponadto Kadłubek wskazuje, iż Gallowie wkroczyli do Panonii, co pokrywa się z terenami, na których władał Samon, gdzie walczył z Awarami i którą to krainę bronił przed Dagobertem. Być może więc część historii Kraka jest zaczerpnięte z dziejów Samona, a być może był on innym przywódcą, który również stawiał dzielnie opór Rzymianom i Galom (Frankom) w podobnym czasie.

Gdy walki się skończyły, (Proto)Polacy jako swego księcia obrali człowieka i imieniu Grakchus, pod którym to mianem Kadłubek na łacińską modłę ukrył Kraka. Ten wrócił po licznych bitwach z Karyntii (obecnie w południowej Austrii) do swej ojczyzny. Zorganizował wiec, na którym ugruntował swą władzę, przemawiając wzniośle do poddanych i obiecując im, iż nie będzie królem, w powszechnym rozumieniu, ale wspólnikiem królestwa. Zjednawszy sobie rodaków zaczął wprowadzać nowe prawa i reformy w kraju. Kadłubek uważa ten czas za początek naszej państwowości, za nową epokę, sprawiedliwą, bez niewolnictwa i gwałtów.

Dalej dowiadujemy się, iż Krak miał dwóch synów. Kronikarz podkreśla także, że król będąc bardziej troskliwym ojcem dla kraju, niż własnych dzieci, wysłał ich na wyprawę. Oto bowiem w okolicy, w załomach pewnej skały zalągł się potwór, zwany całożercą (nie jest powiedziane, chociaż ogólnie tak się przyjęło, iż pod tym mianem Kadłubek miał na myśli smoka). Domagał się składania cotygodniowej ofiary z wyliczonych sztuk bydła, a kiedy ich nie dostawał, pożerał odpowiednią liczbę ludzi.

Synowie Kraka posłusznie wykonali rozkaz ojca, zbrojąc się a następnie stając do walki z całożercą. Niestety, otwarte starcie nie przynosiło skutku, więc uciekli się do podstępu. Ponieważ wiedzieli, że bestia jest łakoma na bydło, wypchali bydlęce skóry zapaloną siarką (wcale nie owcę!). Potwór dał się nabrać, a następnie dostał niemiłosiernej zgagi – dusił się i trawiły go wewnętrznej płomienie.

Tryumf nie trwał długo. Młodszy syn, również o imieniu Krak, w swej zawiści, chcąc przypisać sobie zasługi, zabił starszego brata. Gdy wrócił przed oblicze ojca, całą winę zrzucił na całożercę. Zafrasowało to Kraka, który wkrótce zmarł. Jako jedyny męski potomek, Krak II, przejął władzę po ojcu. Jednak nie nacieszył się tronem zbyt długo, gdyż jego zbrodnia wyszła na jaw i został wygnany z własnego królestwa.

Warto wrócić jeszcze do samej śmierci Kraka. Na jego cześć, na skale całożercy założono miasto, później Krakowem zwane, by pamięć o władcy trwała wiecznie. Kadłubek sam sobie przeczy w następnym zdaniu, twierdząc, iż nazwę gród zaczerpnął od krakania kruków, których była moc w tej okolicy. Co się tyczy samych obrzędów pogrzebowych, podaje, iż żałoba po władcy była tak wielka, iż trwała, aż całe miasto nie zostało ukończone.

Następnie władza złożona została w ręce jedynej córki Kraka, Wandy. Kadłubek podkreśla, iż tak zadecydował cały naród. Kronikarz przypisywał jej wiele zalet – miała przewyższać wszystkich pięknem, jak i mądrością, albowiem swoimi radami potrafiła wprawić wielu w zadumę. Nawet wrogowie przed nią ustępowali. Kiedy została królową pewien przywódca germański postanowił najechać Polskę i samemu zająć tron. Jednak gdy stanął naprzeciw armii Wandy, całe jego wojsko porzuciło zamiar walki. Sam dowódca ukorzył się i zaczął modlić w imieniu królowej i jej narodu.

Wizualizacja grodu Kraków w VII wieku...
Z grodem na wzgórzu Wawel...
I z Wisłą płynącą u stóp wzgórza...
I jest pięknie...

Gemini

Wybiegłem nieco poza rządy samego Kraka, ale uznałem, że historia jego dzieci wiąże się nierozerwalnie z nim samym. Poza tym, pisząc temat uznałem za ciekawe, jak na przestrzeni wieków zmienił się obraz jego córki – od potężnej i mądrej królowej, która budziła respekt nawet wśród wrogów, do księżniczki, która rzuciła się do rzeki, jeno by nie poślubić właśnie tego wroga. Historia ta pokazała legendarnego władcę z trochę innej strony, niż znamy go z bardziej współczesnych źródeł. Zamiast pomysłowego Szewczyka, wplotła także motyw bratobójczej walki, który przewija się w wielu wierzeniach z całego świata (a która być może później znalazła echo w legendzie o Kościele Mariackim w Krakowie). W przyszłości nawiążemy nawet do nordyckich wierzeń, albowiem i tam pojawił się wątek starcia ze smokiem, któremu towarzyszył w tle konflikt rodzeństwa. Na koniec pragnę również zauważyć, iż Kadłubek tytułował go nie księciem, a królem. Również i ta kwestia będzie rozwinięta na moim blogu.

Sam Król Krak, jako książę, pojawia się wspólnie ze Smokiem Wawelskim w książce Porwanie Baltazara Gąbki. W powieści relacje między władcą a całożercą są zgoła inne, niż były u Kadłubka. Ale cóż, wszak to historia dla dzieci… Które może tak jak ja (kto pamięta stare wydanie książki w granatowej okładce?), zainteresują się po niej innymi źródłami, historiami oraz legendami opowiadającymi o Królu Kraku.

Na koniec zachęcam do odwiedzenia mojego profilu na Facebooku. A jeśli możecie wesprzeć moją twórczość finansowo, również do zostania Patronem, wzorem Piotra Brachowicza. Następny materiał pojawi się w formie nagrania na Youtube :)

piątek, 9 maja 2025

Licho

 

Licho
ChatGPT

Czasami można usłyszeć, jak ktoś mówi Licho wie, Licho nie śpi, Pal Licho, Do Licha, Niech to Licho, Licho przywiało czy po prostu, że coś jest liche, to znaczy, że coś jest małej wartości, w złym stanie, mizerne lub mało solidne. Czy jednak ktoś z Was zastanawiał się, czym jest to Licho? Dziś powiemy sobie słów kilka o istocie, od której te wszystkie powiedzenia lub określenia się wzięły.

Licho było istotą ze słowiańskich wierzeń. Nie pokazywało się często ludziom, ale jeśli już przybierało jakąś postać, to często jako starej, chudej kobiety. Często o długich czarnych lub siwych włosach, w ciemnej szacie. Charakterystycznym elementem, który odróżniał ją od innych stworów, jak chociażby od Biedy był fakt posiadania jednego oko na środku czoła. Mogło też mieć na przykład tylko jedną rękę.

Wróćmy na chwilę do porzekadeł o Lichu. Zwrot Licho wie, jest bardzo podobny do używanego współcześnie Cholera wie czy Diabeł wie. Wszystkie te wersje pokazują na coś niejasne, co może być zrozumiałe tylko przez złe moce. Tak samo Licho nie śpi, które kładzie nacisk, że zawsze jakieś nieszczęście może spotkać człeka i należy zachować czujność. I takie zwroty zachowały po dziś dzień istotę Licha. Było ono personifikacją tego co złe, a co spotyka ludzi, chorób, nieszczęścia, głodu, wypadków. Ktoś spadł z drabiny, bo szczebel się złamał lub wysunął? Zapewne stało za tym Licho. Komuś zsunęło się ostrze siekiery z trzonka i spadło na stopę? Niewątpliwie stało za tym Licho. Ktoś się przewrócił, potykając o kamień, którego można by przysiąc, nie było jeszcze chwilę temu w miejscu upadku? To na pewno sprawka Licha, które ten oto kamień podłożyło tuż przed stopą nieszczęśnika.

Licho i Chłop
ChatGPT


Licho było także odpowiedzialne za złe myśli i wszechogarniający smutek, który nawiedzały ludzi, a także za zarazy zsyłane na mieszkańców, zwierzęta czy uprawy w danej wsi. Wszelkie niepełnosprawności, typu niewykształcone palce, czy gałki oczne u noworodków także przypisywano działaniom Licha. Być może dlatego często posiadało te same cechy – było zdeformowane lub miało nieparzyste części ciała, które w naturze powinny występować parzyście. W przyszłości jednak rozwiniemy sobie te tematy, wskazując za inne istoty, które również posądzono o choroby, tym samym może nieco uniewinniając samo Licho.

Licho było wszędobylskie, więc w przeciwieństwie do innych stworów, nie upodobało sobie konkretnego siedliska, czy to nad wodą, czy pod ziemią. Mogło, mówiąc kolokwialnie, przyczepić się do człeka wszędzie. W domu, na polu, na drodze, w lesie. Istniało jednak kilka sposobów, by się przed nim bronić. Przykładowo, po zmroku należało zamykać wszystkie drzwi. Kto mieszkał w niebezpiecznej okolicy, ten wie, że taka dobra praktyka to podstawa, by uchronić się przed nieszczęściem. Można było także nosić przy sobie coś czerwonego lub żelaznego. Zarówno kolor czerwony jak i żelazo trzymało różne istoty na dystans. W przyszłości opowiemy sobie o innych stworach, które można było także tym kolorem i materiałem odstraszyć. Niektórzy próbowali je także przekupić, by udobruchać lub wręcz przeciwnie, wygnać przekleństwami.

Czasami zastanawiamy się, czemu coś złego nas spotyka i nie potrafimy tego racjonalnie wyjaśnić. Uważamy, że na coś nie zasłużyliśmy. Tak właśnie działało Licho, sprowadzało nieszczęście, nie kierując się moralnością. Czy człek był dobry, czy zły, Licho mogło go spotkać i wpakować w kłopoty. Było uosobieniem chaosu i pecha.

A Wy, jak zapatrujecie się na Licho? Spotkaliście się z porzekadłami o nim? Czy słyszeliście lub czytaliście coś, o czym dziś nie wspomniałem? Zapraszam do dyskusji w komentarzach.

Dzisiejszy temat jest pierwszą, eksperymentalną formą, gdzie materiału możecie również posłuchać :) Zapraszam więc, do zasubskrybowania mojego nagrania na Youtube.


Na koniec zachęcam do odwiedzenia mojego profilu na Facebooku. A jeśli możecie wesprzeć moją twórczość finansowo, również do zostania Patronem, wzorem Piotra Brachowicza. Do usłyszenia w następnym materiale, a tymczasem, bywajcie!

piątek, 25 kwietnia 2025

Gaik


Gaik
ChatGPT

Chrześcijaństwo zaadaptowało wiele świąt starszych religii, nie mogąc ich skutecznie wyplenić ze świadomości ludzkiej. Nie chodzi tylko o symbolikę, ale także o daty, gdzie w miejsce starych obrzędów, wprowadzano nowe, często dopisując im inne znaczenie. Niektóre jednak w takiej formie reliktowej przetrwały do naszych czasów. Takim świętem może być Gaik, który omówimy sobie dzisiaj.

Gaik obchodzono o obchodzi się dalej wiosną, na powitanie nowej pory roku. Obchody następowały najczęściej po paleniu lub topieniu Marzanny. Zniszczenie kukły miał odgonić zimę, natomiast wszystko co związane z Gaikiem służyło budzeniu przyrody do życia. Obnoszono po miejscowości rośliny lub gałązki drzew, a niekiedy i całe małe drzewko, zdobione wstążkami, pisankami, dzwoneczkami, niekiedy też z laleczką, symbolizującą królową wiosny, która miała zastąpić panowanie Marzanny. Obchodzono domy wszystkich mieszkańców, składając im życzenia, a w zamian otrzymując poczęstunki, czym ten zwyczaj może kojarzyć się z kolędowaniem.

Topienie Marzanny
Gemini

Nazwa jest zdrobnieniem słowa gaj, gdyż dawniej związana była ze świętymi gajami. W dawnych wiekach lasy pełniły rolę świątyń, związane z nimi były liczne wierzenia, rytuały i przesądy. Gajenie sprowadzało się do wyznaczania takiej świętej ziemi, najczęściej poprzez oznakowanie jej granic tak zwanymi kiczkami, czyli witkami z brzeziny tudzież rokiciny. Tak odgrodzonego terenu nie wolno było naruszyć niepowołanym osobom, dla przykładu, obcym spoza lokalnej społeczności.

Obecnie, w miejscowościach w której Gaik przetrwał, nie ma jednej wspólnej daty dla obchodzenia tego święta. Wskazuje się terminy od czwartej niedzieli Wielkiego Postu, przez wtorek po Lanym Poniedziałku, aż po pierwszą wypadającą w maju. Miejscem kulminacyjnym dla obrzędów jest udekorowany Majowy Słup (zwanego także Drzewem Majowym, Maikiem lub także Gaikiem), wokół którego zbiera się społeczność, świętuje, bawi i śpiewa.

Majowy Słup
Gemini

Na samo koniec tradycyjnie chciałbym zachęcić do polubienia mojego profilu na Facebooku, a także do udostępniania moich artykułów, bym mógł dotrzeć do szerszego grona Czytelników. A jeśli jesteś w stanie wesprzeć mojego bloga finansowo, zapraszam do dołączenia do grona Patronów, wzorem Piotra Brachowicza. A już zupełnie kończąc… Wypatrujcie nowości, na kanale na Youtube :)

piątek, 28 marca 2025

Hieronim i Dąb Peruna

 

Hieronim i dąb Peruna
ChatGPT

Kiedy chrześcijaństwo wypierało stare religie w Europie, misjonarze nowej wiary starali się niszczyć relikty poprzednich kultów. Pierwszym opisanym tego przykładem na blogu była historia świętego Bonifacego, który w 723 lub 724 roku naszej ery ściął Dąb Donara, który rósł w pobliżu Gaesmere (dzisiejsza dzielnica Geismar w niemieckim Frankenbergu, a kiedyś osobna wieś). W jego kroki poszedł Karol Wielki, niszcząc święty dla Sasów dąb Irminsul w 772, który znajdował się gdzieś na pograniczu Westfalii. Dziś omówimy sobie następny dąb, który padł ofiarą Chrześcijan, tym razem jednak z terenów współczesnej Litwy.

W 1410 roku na tereny Królestwa Polskiego przybył Hieronim z Pragi, czeski teolog. Przez poprzednie lata Hieronim podróżując po Europie i nauczając na wielu uniwersytetach, jednak gdzie się nie pojawił, był uznawany za heretyka. Był bowiem jednym z husytów, stronników Jana Husa, który domagał się reformy Kościoła Katolickiego, zarzucają mu między innymi zbyt duże dążenie do bogactwa, kupczenie urzędami kościelnymi i brak skromności. Przebywając w naszym kraju Hieronim udał się na Litwę, by wspierać ruchy misjonarzy. Litwa oficjalnie zobowiązała się przyjąć chrzest podczas unii z Koroną Polską w 1385 roku, jednak proces ten trwał następne dekady (jak nie wieki). Głosząc nową wiarę wpisywał się to, jak misjonarze traktowali dawne miejsca kultów. Jak czytamy u Aleksandra Gieysztora w Mitologii Słowian[1]:

W początkach wieku XV Hieronim z Pragi udał się na Litwę, głosząc wiarę chrześcijańską w zachodniej połaci kraju. Jego relacja, przekazana przez Eneasza Sylwiusza Piccolominiego w pół wieku później, zawiera opis czci wężów, kamiennego młota niezwykłych rozmiarów, wiecznego ognia, świętych lasów i drzew szczególnie wysokich. Najstarszy dąb w lesie uważano za siedzibę bóstwa. Hieronim w zapale misjonarskim pozabijał węże, pogasił ogniska i ściął święte drzewo. Wywołało to sprzeciw ludzi, którzy udali się do wielkiego księcia Witolda ze skargą na przybysza o zniszczenie domu bożego (sacram Dei domum), skąd otrzymywano deszcz i dobrą pogodę; nie wiadomo już było, gdzie się modlić i szukać swego boga. Witold wzruszył się dolą ludu i skłonił Hieronima do opuszczenia kraju18 ''. Nowożytne informacje o pogaństwie litewskim, miejscami żywym jeszcze w wieku XVII, wspominają o ponownym wzniecaniu świętego ognia przez tarcie dębiny o szare kamienie polne.

Jak więc widać, Litwini również czcili dęby. Warto również zauważyć, iż relacja wspomina o kamiennym młocie niezwykłych rozmiarów. Wspomniana przeze mnie historia Bonifacego nierozerwalnie związana jest z Dębem Donara – gromowładnego bóstwa południowych Germanów. Dla porównania północne ludy germańskie, wikingowie, jak nazywamy ich sobie na blogu, również czcili Boga Piorunów – Thora. Co ciekawe, to jemu poświęcony był dąb również w Skandynawii i to on również dzierżył potężny magiczny młot. Wśród Słowian i Bałtów z kolei wierzono, że uderzenie pioruna w drzewo było naznaczeniem go przez Bogów. Brzmi to o tyle ciekawe, że dąb jest właśnie wyjątkowo odporny na przetrwanie gromów – potrafi się odrodzić i po pożarze, co widzieliśmy w 2019 roku, kiedy ofiarą pożaru padł 600-letni pomnik przyrody, Mieszko, a jego liście bardzo źle się palą.

Litwini skarżą się do księcia Witolda
ChatGPT

W tym miejscu przejdę do słowiańskiego Boga piorunów, Peruna, znanego wśród Bałtów jako Perkun lub Perkon. Nie będzie już niespodzianką, że święte dęby z Litwy poświęcone były właśnie jemu. Jednak to nie same drzewa były obiektem kultów, a jeno symbolami gromowładnego Boga. Biorąc pod uwagę, że południowi Germanie uważali dąb za drzewo Donara, Skandynawowie za drzewo Thora a Słowianie za drzewo Peruna nie da się uniknąć myśli, że wszystkie te religie miały wspólne korzenie. Ba, Bogu piorunów zawsze poświęcony jest czwarty dzień tygodnia – w języku niemieckim jest to Donnerstag (Dzień Donara), w angielskim  jest to Thursday, norweskim Torsdag (Dzień Thora). Wśród Słowian Połabskich dzień ten zwany był Perěndan, a więc Dzień Peruna.

Do podobnych wniosków doszliśmy omawiając sobie Mojry, Norny, Parki i Rodzanice, wskazując, że Boginie Przeznaczenia w różnych religiach musiałby wywodzić się z jednej, wspólnej, indoeuropejskiej wiary. Chciałbym, by i to było jednym z wniosków dzisiejszej historii o zniszczonym Dębie Peruna na Litwie, historii jakże podobnej do tych o drzewach zniszczonych przez świętego Bonifacego i Karola Wielkiego.

Na koniec warto wrócić do samej postaci Hieronima z Pragi. Po wyrzuceniu go przez księcia Witolda (kuzyna Władysława Jagiełły) z Litwy ten ukrywał się do 1415, ścigany przez agentów Kościoła Katolickiego za herezję. W końcu jednak został złapany i 30 maja 1416 roku spalony na stosie, niecałe jedenaście miesięcy po Janie Husie. Kościół Katolicki czekała reformacja, gdyż w ślad za Husem także inni widzieli zżerające go zepsucie – następne wieki przyniosą takich religijnych reformatorów jak Marcin Luter czy Jan Kalwin. A co czekało Dęby Peruna? Wedle Aleksandra Gieysztora były miejscami kultu na Litwie jeszcze na przełomie XVII i XVIII wieku. Tak wiele aspektów stały się reliktami dawnych wierzeń, których misjonarze nie potrafili do końca zniszczyć. 

Na sam koniec tradycyjnie chciałbym zachęcić do polubienia mojego profilu na Facebooku, a także do udostępniania moich artykułów, bym mógł dotrzeć do szerszego grona Czytelników. A jeśli jesteś w stanie wesprzeć mojego bloga finansowo, zapraszam do dołączenia do grona Patronów, wzorem Piotra Brachowicza.


[1] Mitologia Słowian, Aleksander Gieysztor, Wydawnictwo Uniwersytetu Warszawskiego, Warszawa 2006, Wydanie II, s. 89.