Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mitologia celtycka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mitologia celtycka. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 21 lipca 2026

Faoladh - Mity dla Dzieci

 


Daleko na zachodzie leży wyspa zwaną Irlandią. To piękne i zielone miejsce, pełne pastwisk i lasów. Na pastwiskach można spotkać wiele owiec, a w lasach dzikie zwierzęta. Mieszkańcy Irlandii wierzą, że w ich krainie żyją tajemnicze i magiczne istoty, nazywane Faoladha. To wielkie, przypominające wilki stworzenia. Wyglądają jak drapieżniki, ale są przyjazne i pomocne dla ludzi. Strzegą lasów i przyrody. Zsyłają na ludzi także dobre sny, by każdy mógł się budzić wypoczęty i spokojny.

Szczególną troskę okazują wobec osób, które zabłądziły albo zraniły się w lesie. Jeśli jakieś dziecko zgubiło się, odprowadzają je do rodziców. Gdy ktoś się skaleczył, czuwają i pomagają w potrzebie. W najchłodniejsze zimy potrafią ogrzać zagubione osoby ciepłem swojego futra. A ponieważ wyglądem przypominają wilki albo duże, przyjazne psy, ich futro jest gęste i miękkie.

Pewien ksiądz, który wędrował dawno temu po Irlandii i zabłądził w lesie, spotkał na swojej drodze wilka. Wystraszył się, że zwierzę chce go zjeść. Jednak wilk przemówił ludzkim głosem i ksiądz zrozumiał, że to Faoladh. Zwierzę poprosiło go, by poszedł z nim do jego legowiska, gdzie leżała wilczyca, która była chora i źle się czuła. Ksiądz zlitował się nad nią, pobłogosławił ją i pomógł jej. Pamiętajcie jednak, że najlepiej trzymać się drogi i należy być ostrożnym, bo nie każde zwierzę, które wygląda jak wilk, jest tak miłe i pomocne jak Faoladh. Te stworzenia mają zupełnie inne nastawienie do ludzi, niż wilk z bajki o Czerwonym Kapturku.

Connor i rodzina Faoladh
ChatGPT 2026

Inna historia mówi o mężczyźnie imieniem Connor, który również zgubił się w lesie. Szukał właściwej drogi i w końcu znalazł starą, drewnianą chatkę. Kiedy wszedł do środka, zobaczył całą rodzinkę Faoladha. W pierwszej chwili wystraszył się w pierwszej chwili, ale zwierzęta do niego przemówiły i poprosiły o pomoc. Jeden z nich, mały, kudłaty szczeniaczek, zranił się w łapkę. Connor pomógł im i opatrzył ranę, a rodzinka Faoladha była mu za to wdzięczna i wyprowadziła go za to z lasu. Kiedy to się stało, wszyscy pożegnali się ciepło i wrócili do swoich domów.

O Faoladha można dowiedzieć się więcej z filmu Sekret Wilczej Gromady opowiadającego o młodej dziewczynie Robyn, która spotkała te stworzenia.

Faoladha to ciekawe istoty, przyjazne i pomocne. Wyprowadzają zagubionych ludzi z lasu. Opiekują się także rannymi. Są strażnikami lasów i przyrody.

Na dziś to tyle. Zostawcie subskrypcję na Youtube, jeśli jeszcze tego nie zrobiliście, by nie ominęły Was następne materiały, a także polubienia, jeśli odcinek Wam się podobał. Chciałbym również zaprosić do odsłuchania innym nagrań, które już miały premierę na kanale, byście mogli poznać ciekawe istoty z różnych wierzeń. Zachęcam także do odwiedzenia mojego profilu na Facebooku, gdzie publikuję informacje o nowych artykułach na blogu, jak i zapowiedzi tego, co pojawi się na Youtube. A jeśli możesz, drogi Czytelniku lub droga Czytelniczko, wesprzeć moją twórczość finansowo, zapraszam do odwiedzenia strony na Patronite, by zostać Patronem wzorem Piotra Brachowicza. A tymczasem, bywajcie!

piątek, 7 listopada 2025

Boobrie

 


Wyżynne i górskie tereny Szkocji są siedliskiej wielu legendarnych stworzeń. Warto wymienić wśród nich potwora z Loch Ness czy Kelpie, które gościło już na moim blogu. Mało zaludniony kraj, gdzie gęstość zaludnienia nawet współcześnie jest sześć razy niższa niż średnia dla całej Anglii, stał się ojczyzną również innych, mniej znanych stworów. Wśród mgieł, które często zawisają nad mokradłami i wrzosowiskami swoje siedlisko znalazł stwór zwany Boobrie, o którym sobie dziś opowiemy.

Boobrie zamieszkiwał zachodnie wybrzeża Szkocji, zwłaszcza hrabstwo Argyll. Przypomina dużego kormorana albo nurzyka polarnego. O ile kormorany są znane i w Polsce, tak warto powiedzieć sobie, iż nurzyk jest gatunek alki. Jednak co go odróżnia od tych ptaków, to rozmiary. Boobrie bowiem miał mieć rozpiętość skrzydeł równą siedemnastokrotności wymiarów skrzydeł orła, co daje imponującą rozpiętość 40 metrów! Potrafił także przybierać formę wodnego byka lub olbrzymiego, krwiożerczego owada, który wysysał krew z koni. Taka forma przerażającego moskita była o tyle straszna, że posiadała dodatkowe macki, niczym jakiś stwór z prozy Lovecrafta. Nawet w postaci wielkiego ptaka o czarnym upierzeniu jego głos nie przypominał innych skrzydlatych zwierząt, a świadkowie twierdzili, że brzmiał jak ryczenie byka właśnie. Odciski jego stóp, błoniastych, ale o ostrych pazurach, miały dorównywać szerokości jeleniego poroża. Obrazu dopełniały czerwone lub świecące oczy, dodające mu złowrogiego wyglądu.

Boobrie
ChatGPT

Oprócz upodobania do krwi koni, zwłaszcza w okresie letnim, w swojej pierzastej formie Boobrie polował na krowy i owce. Zwłaszcza na te przewożone przez jeziora czy rzeki na promach, gdyż żerował w pobliżu zbiorników wodnych. Potrafił nawet przewrócić łódź, by łatwiej pochwycić tonącą ofiarę w wodzie. Źródła podają, iż widywany był zwłaszcza w pobliżu jezior Loch Awe, Loch Fyne czy też Loch Leathan. W takich przypadkach jego głos był bardziej delikatny, jak młodego jagnięcia czy cielęcia, by zwabić nim do siebie ofiary. Gdy mu się to udawało, chwytał zwierzynę swoimi ostrymi jak brzytwa szponami i wciągał pod wodę, by pierw je utopić przed zjedzeniem. A pływak był z niego równie dobry jak lotnik – ponoć potrafił przebywać pod wodą nawet pięć godzin, bez konieczności wynurzania się, by zaczerpnąć powietrze. Jeśli nie ma w pobliżu owiec i krów, Boobrie zadowoli się wydrami. W formie byka, który potrafił galopować po tafli jeziora za swoją ofiarą, nazywany był Tarbh-boidhre, co można luźno przetłumaczyć jako Zmieniający się w Byka. Zwyczajowa nazwa może pochodzić od staroszkockiego słowa Boibhre, co mogłoby znaczyć Dawca Krów. Być może było to ironiczne określenie, zwłaszcza, że Boobrie raczej zabierał, niż obdarowywał krowami. No chyba, że wyobrazimy sobie, co robił z nimi następnie i być może wrzucał porwane krowy do gniazda, dla swoich równie olbrzymich piskląt. Na pewno kojarzycie te wielkie, kudłate szkockie krowy, albo owce szetlandzkie. One właśnie były ulubionym posiłkiem Boobrie. W tym miejscu mała ciekawostka geograficzna ode mnie - w Szkocji, podobnie jak w Irlandii, jest więcej owiec, niż ludzi.

Pomimo, iż w większości historii uznawany jest za złą istotę, we wspomnianym hrabstwie Agryll opowiada się legendę, jakoby Boobrie miał kiedyś uratować kobietę napadniętą przez zamaskowanego napastnika, po czym zniknął bez śladu we mgle. Czytając ten przypadek zastanowiło mnie, czy naprawdę kierował się chęcią ratunku białogłowy, czy może przypadkowo upolował jakiegoś zakapiora, wyświadczając lokalnej społeczności przysługę? Cóż, któż to może dzisiaj wiedzieć.

Tarbh-boidhre
ChatGPT

Inna historia pokazuje to bardziej straszne obliże Boobrie. Pewnego rybka zastała burza na środku słynnego jeziora Loch Ness, kiedy wiosłował do brzegu. W pewnym momencie, ponad falami dostrzegł olbrzymiego czarnego ptaka lecącego w jego stronę. Bestia wpatrywała się w niego swoimi czerwonymi ślepiami. Przerażony rybak szybko uczynił znak krzyża i nagle burza ucichła, a Boobrie rozpłynął się w powietrzu. Rybak bezpiecznie wrócił do brzegu i opowiedział tę historię swoim bliskim. Niektórzy powiadają, że już samo zobaczenie Boobrie było omenem śmierci lub katastrofy, która miała wydarzyć się w okolicy.

Boobrie zapewne reprezentował strach przed surowymi, szkockimi jeziorami. Przeprawy przez nie były na pewno niebezpieczne, zwłaszcza przy zmiennej, typowej dla szkockich wyżyn pogodzie a także w tajemniczej mgle. Każdy nierozpoznany kształt, każdy ptak przelatujący blisko, na pewno był wyolbrzymiony przez strach. A i w sytuacjach, gdy dochodziło do wypadków i łodzie przewracały się, ludzie starali się znaleźć wyjaśnienie dla takiego nieszczęścia. I tak zapewne powstała wiara w Boobrie… No, chyba, że na chwilę przyjmiemy, że ciągle gdzieś w szkockich dzikich odstępach, wśród mgieł czai się nieodkryty, gatunek olbrzymiego czarnego ptaka o czerwonych oczach, gotowego w każdej chwili porwać jakieś zwierzę pod wodę.

Współcześnie najłatwiej chyba spotkać Boobrie na etykiecie whiskey produkowanej przez rozlewcę Cask 88 a także na etykiecie piwa produkowanego przez duński browar Amager Bryghus w ramach serii poświęconej szkockim legendom.

Boobrie
ChatGPT


Zbliżając się do końca, chciałbym zaprosić do odsłuchania innym materiałów, które już miały premierę na kanale, byście mogli poznać istoty z innych wierzeń. Zachęcam także do odwiedzenia mojego profilu na Facebooku, gdzie publikuję informacje o nowych artykułach na blogu, jak i zapowiedzi tego, co pojawi się tu, na Youtube. A jeśli możesz, drogi Słuchaczu lub droga Słuchaczko, wesprzeć moją twórczość finansowo, zapraszam do odwiedzenia strony na Patronite, by zostać Patronem wzorem Piotra Brachowicza. Do usłyszenia w następnym materiale. A tymczasem, bywajcie!

piątek, 23 sierpnia 2024

Cernunnos

Źródło: https://celticnative.com/cernunnos/,
data odczytu: 22.08.2024


Śladów po dawnych wierzeniach można doszukiwać się w zachowanych zwyczajach, źródłach, pisanych czy znaleziskach archeologicznych. Niekiedy nie pochodzą one bezpośrednio z epoki, w której powstały lub do kultury, której część dziedzictwa stanowiły. Powszechnie znanym przykładem są wierzenia Rzymian, przejęte od Greków. Jednym z takich przykładów chciałbym zająć się dziś i przedstawić Wam Boga Cernunnosa.

Jego imię można przetłumaczyć jako Rogaty. Imię to pojawia się tylko raz, na Kolumnie Przewoźników. Jest to rzymski filar wzniesiony w I wieku naszej ery na Île de la Cité, wyspie, która obecnie mieści się w sercu Paryża i na której to wzniesiono katedrę Notre-Dame (to właśnie w fundamentach tejże świątyni w 1710 roku odnaleziono filar). W czasach rzymskich była siedzibą celtyckiego plemienia Paryzjów. Sama kolumna, podobnie jak krzyżz Gosforth i kamień z Kirkby, jest przejawem synkretyzmu religijnego. Tym razem jednak nie między nordyckimi wierzeniami i chrześcijaństwem, a pomiędzy celtycką i rzymską wiarą. Na ścianach filaru można znaleźć Bogów takich jak Jowisz (rzymski odpowiednik Zeusa) czy Wulkan (Hefajstos), a obok nich ukazano galijskiego Esusa, czy właśnie Cernunnosa. Zapewne i w tym wypadku dla twórcy nie było problemu, by uszanować Bogów z obydwu panteonów, nie przedkładając jednej religii nad drugą.

Co się tyczy samego Rogatego, to uważa się, iż jego podobizna znajduje się także na pochodzącym z II-I wieku sprzed naszej ery Kotle z Gundestrup, znalezionym w Danii. Ten wizerunek przedstawia Cernunnosa siedzącego z wężem w jednej dłoni i torkwesem w drugiej (typ sztywnego naszyjnika noszonego na szyi). Z głowy wyrasta mu poroże, niczym u jelenia. Otoczony jest przez zwierzęta, wilka, psa jelenia, byki, kota oraz człowieka jadącego na rybie (to musiała być niezapomniana przejażdżka, warta utrwalenia).  

Źródło: https://en.wikipedia.org/wiki/Cernunnos,
data odczytu: 22.08.2024

Inne jego wyobrażenia, które dotrwały do naszych czasów to rzeźba z Étang-sur-Arroux, gdzie Cernunnos wyobrażony jest bez rogów, za to z miski na jego kolanach jedzą dwa rogate węże, płaskorzeźba z angielskiej miejscowości Cirencester, na której Bóg trzyma w obydwu rękach również dwa węże z rogami, oraz kolejna płaskorzeźba z Vendoeuvres, datowana na II wiek, na której Rogaty otoczony jest przez dwójkę dzieci, a jakże, ściskających węże (do motywu rogatego węża zapewne wrócimy w przyszłości, albowiem podobna istota występuje w wierzeniach zza Oceanu, wśród rdzennych mieszkańców Ameryk). Przypuszcza się, że także rzymski ołtarz z Reims przedstawia Rogatego, otoczonego przez dwie postaci ludzkie, u stóp którego stoją jelenie. Najstarszym wyobrażeniem, jest petroglif z włoskiem miejscowości Val Camonica, datowany na VII-IV wiek przed naszą erą, na którym wielka rogata postać góruje nad drugą, ponad dwa razy mniejszą. Wizerunków jest o wiele więcej (liczba znalezionych przedstawień i inskrypcji dobija już do pięćdziesięciu), niestety nie idą za nimi źródła pisane, które zachowałyby się do naszych czasów. Co ciekawe, to oprócz poroża, prawie wszystkie jego wyobrażenia przedstawiają go w pozycji siedzącej, po turecku.

Oprócz wizerunków zachowały się również inskrypcje. Jedna z nich, znaleziona w Steinsel-Rëlent na terenie Luksemburga, zapisana po grecku, brzmi Deo Ceruninco (Bogu Cerunincosowi). Drugi napis pochodzi z francuskiej miejscowości Montagnac i brzmi Alleteiuos Karnonou Alisonteas (również z greckiego, Poświęcona Karnonosowi z Alisontei).

Źródło: https://ralphhaussler.weebly.com/cernunnos.html,
data odczytu: 22.08.2024


Badacze spierają się, jaką rolę mógł pełnić. Otoczony zwierzętami mógł stanowić bóstwo urodzaju, natury, nawet polowań. Jednak częste powtarzanie się motywu węża, zwłaszcza rogatego, nakierowuje trop raczej na chaos, śmierć i zniszczenie. W wielu wierzeniach węże związane są ze światem podziemnym, złem, cierpieniem, przemijaniem. Wizerunek z Reims ukazuje Cernunnosa rozsypującego monety z worka. Łącząc ten motyw z Kolumną Przewoźników, na której zestawiony był z Bogami tworzenia i dobrobytu, można przypuszczać, iż Celtowie wznosili do niego modły także o powodzenie, dostatek.

Nie da się również ukryć podobieństw do innych bóstw związanych z naturą. Bóg Cocidius, czczony w północnych częściach Wysp Brytyjskich, również wyobrażany był z rogami, a patronował lasom, polowaniom oraz wojnie. Również Karkonosz, znany z naszych rodzimych wierzeń, posiadał rogi jelenia na głowie, zwłaszcza w starszych wyobrażeniach, a jego królestwo znajdowało się w niedostępnych, dzikich rejonach gór. Jest jeszcze nordycki Loki, który na kamieniu z Kirkby miał zakręcone baranie rogi. Z tym ostatnim nierozerwalnie zestawiane są węże – Jormungand, olbrzymi potwór oplatający swym ogonem cały świat, a także gad, z którego kłów kapał jad na uwięzionego Boga Oszustw.

W późniejszych wiekach w angielskim folklorze pojawiła się postać Herna Myśliwego, pana lasu, zapewne inspirowana Cernunnosem. Ludziom ukazywał się jako łowczy z porożem na głowie. Pisał o nim nawet William Szekspir w XVI wieku. A już na samym Hernie inspirowana jest postać Hircyna z serii gier The Elder Scrolls, jednego z daedrycznych książąt (potężnych duchowych bytów), patrona polowań, któremu jako ogary służyły wilkołaki.

Łączenie elementów ludzkiej sylwetki z porożem zwierzęcia wyrażało podwójny charakter bóstwa. Z jednej strony był on zapewne istotną cechującą się mądrością, z drugiej pozostawał bliżej natury niż śmiertelnicy i zapewne nią rządził, co czyniłoby z jego poroża swoich symbol, koronę władcy natury. A jaka jest natura, wiemy wszyscy. Potrafi dużo dawać, ale bywa także i chaotyczna, nawet niszczycielska. Te wszystkie elementy wyrażane są w przypuszczeniach i próbach interpretacji, jakim aspektom mógł Cernunnos patronować.

Kończąc, chciałbym tradycyjnie zaprosić do polubienia mojego profilu na Facebooku, a także do udostępniania moich artykułów, bym mógł dotrzeć do szerszego grona Czytelników. A jeśli jesteś w stanie wesprzeć rozwój kanału finansowo, zapraszam do zostania moim Patronem, wzorem Piotra Brachowicza.

piątek, 2 sierpnia 2024

Banshee

 

Źródło: https://www.theirishroadtrip.com/the-banshee/, data odczytu: 01.08.2024

Wierzenia z całego świata przekazują wiedzę na temat omenów, które zapowiadają dobre lub złe wydarzenia. Nie muszą to być koniecznie widzialne znaki, czasem wystarczy jakiś dźwięk. Istota, którą sobie dziś omówimy, a raczej jej głos lub płacz, jest właśnie taką zapowiedzią czyjeś śmierci.

Banshee (ze staroirlandzkiego Ben Side, Kobieta z Kurhanu Wróżek), bo o niej mowa, to żeński duch nawiedzający tereny Irlandii. Nazwa łączy się z licznymi kopcami i kamiennymi kręgami rozsianymi po Irlandii. Była zwiastunem śmierci. Uważano, że mogło ich być więcej niż jedna, nawet że każda rodzina miała swoją. Ba, utarło się nawet przekonanie, iż Banshee objawić się może tylko najstarszym irlandzkim rodom – osoby, które przybyły do Irlandii lub są potomkami dopiero w którymś pokoleniu, nigdy żadnej nie spotkają, ani nie usłyszą.

Przedstawiano ją jako kobietę, w różnym wieku, od młodej nastolatki po staruszkę. Jednak zawsze była odziana w ciemnoszare szaty, a jej oczy błyszczały czerwonawym blaskiem (w tym miejscu warto zauważyć, iż płacz i zaczerwienione oczy idą w parze nawet wśród śmiertelników). Jej długie, rozpuszczone włosy najczęściej były koloru rudego lub srebrnego. Zazwyczaj jest niskiego wzrostu, od jednej do czterech stóp wysokości. Wyjątkowo mogła przybierać także postaci zwierząt, jak łasicy, gronostaja, zająca czy wrony.

Gdy objawiała się nocą, wieszcząc nadchodzącą śmierć, płakała lub krzyczała. Usłyszenie jej głosu miało zwiastować śmierć jednego z krewnych. Ponoć sam jej krzyk potrafił rozbijać szyby w domach, obok których przeszła. Niektórzy uważali, że ukazanie się w ducha w widzialnej formie było wyrokiem, dla tego, kto ją ujrzał. Potrafiła się w mgnieniu oka rozpływać w mgle, które to zjawisko atmosferyczne łączone było z jej obecnością.

Źródło: https://hcemagazine.com/gods-and-monsters-the-banshee/, data odczytu: 01.08.2024

Istnieją także przesłanki, iż Banshee dzieliły się na dobre oraz złe. Te pierwsze śpiewały piękne, acz smutne pieśni, które dane było słyszeć tylko osobom, dla których były przeznaczone, by mogły wiedzieć o nadchodzącej, nieuchronnej śmierci. Po drugiej stronie były krzyczące i zawodzące duchy opisane wcześniej. Jednak samo to rozróżnienie jest dość mylące – wszak wieszczyła śmierć dobrym i złym ludziom, bogatym i biednym, chorym i zdrowym, nie rozróżniając i nie faworyzując nikogo. Jej głos był ostrzeżeniem, a nie właściwą przyczyną śmierci.

Nazywa się ją także Małą Praczką, gdyż można było dostrzec ją nad brzegami zbiorników wodnych, gdzie spierała krew z ubrań lub części zbroi. Jeśli ktoś w odzieniu rozpoznał własność swojego blisko, przerażony zdawał sobie sprawę, iż jego krewny wkrótce zginie.

Jej szkockim odpowiednikiem była Ban Sith albo Bean Nighe. Również, wzorem irlandzkiego ducha, można było ją napotkać nad wodą, gdzie spierała krew z ubrań osoby, która wkrótce miała opuścić ten świat.

Niektórzy uważają, iż Banshee była kobietą z danej rodziny, która nie pogodziła się ze śmiercią i została przy swoich potomkach, stając się dla przyszłych pokoleń rodowym zwiastunem śmierci. Inni sądzą, iż wiara w Banshee związana jest z celtyckim zwyczajem opłakiwania zmarłych. Do takich obrzędów najmowało się specjalne płaczki (Bean Chaointe czyli Kobieta Płacząca), które śpiewały lub lamentowały po zmarłych. Jako, iż często oprócz zapłaty życzyły sobie alkoholu i jedzenia ze stypy, uznawano je za chciwe. Zwyczaj najmowania płaczek znany był jeszcze w VIII wieku, kiedy to Irlandia była już w dużej mierze schrystianizowana, a nowa religia mogła potępiać chciwość, alkoholizm i obżarstwo. Stąd też powstało przekonanie, iż zachłanne płaczki po śmierci stają się Banshee i przez całą wieczność skazane są na zawodzenie zapowiadające czyjś zgon (podobnie, jak słowiańscy Granicznicy, którzy za oszukiwanie za życia, musieli jako dusze błąkać się po polach, wykonując swoją pracę za karę aż po kres świata).

Teorie wysuwają się także w stronę świata przyrody, gdzie źródła legendy o Banshee dopatruje się w przeraźliwym i przeciągłym głosie wydawanym przez samice płomykówek. Jest to o tyle ciekawe, że ptaki te oprócz lasów upodobały sobie także opuszczone ludzkie budynki, gdzie, jeśli nikt im nie przeszkadza, potrafią budować sobie gniazda. Wyobraźcie sobie teraz przechodzenie obok ruin starego zamku, któremu towarzyszy akompaniament głosu płomykówki (na potwierdzenie, załączam link do filmiku, by lepiej wyobrazić sobie te doznania dźwiękowe).

Jeszcze inni z kolei widzą w postaci Banshee cień wcześniejszych wierzeń. W staroirlandzkim eposie Rúraíocht jeden z bohaterów wyruszających na wojnę, imieniem Cú Chulainn, widzi na brzegu rzeki Boginię Wojny, Morrigan, która zmywa ze zbroi krew. Widząc tę scenę uświadamia sobie, iż bitwa, na którą zmierza, będzie jego ostatnią. W takim zdegradowaniu boskiej istoty nie byłoby nic dziwnego, wiele potężnych istot zostało zepchniętych do niższych rang, czy nawet uznane za demony w dobie chrześcijaństwa (jak słowiańska Baba Jaga).

Zbliżając się do końca warto wspomnieć, iż głos Banshee miał być po trzykroć dosłyszany przez Briana Śmiałego, króla Irlandii, który 23 kwietnia 1014 ruszał do bitwy przeciwko wikingom. Jego armia co prawda odniosła wielkie zwycięstwo, ale sam poległ od odniesionych ran.

Banshee jest dość dobrze rozpoznawalną istotą z irlandzkiego folkloru i gościła w wielu dziełach. Pojawiała się w serii książek o Harrym Potterze (w polskim tłumaczeniu jako Szyszymora), w Śwecie Dysku Terry’ego Pratchetta, w grze Wiedźmin 3: Dziki Gon, a także w serialach o zjawiskach paranormalnych jak Supernatural czy Sleepy Hollow.

Kończąc, chciałbym tradycyjnie zaprosić do polubienia mojego profilu na Facebooku, a także do udostępniania moich artykułów, bym mógł dotrzeć do szerszego grona Czytelników. A jeśli jesteś w stanie wesprzeć mnie finansowo, zapraszam do zostania moim Patronem, wzorem Piotra Brachowicza.

piątek, 24 maja 2024

Nuckelavee

 

Źródło: https://www.worldanvil.com/w/cimmerian-shade/a/nuckalavee-article,
data odczytu: 24.05.2024


W wierzeniach z całego świata pojawiają się przerażające istoty. W niektórych przypadkach grozę wywołuje to, co potrafią zrobić ludziom. W innych, już sam widok przyprawia o dreszcze. Do tej drugiej grupy zaliczyć można demona zwanego Nuckelavee, który nawiedzał Orkady na północ od szkockiego wybrzeża, i to jemu poświęcimy sobie dzisiejszy temat.

Uważa się, iż początków legendy o Nuckelavee należy szukać w czasach najazdów wikingów, którzy gościli na Orkadach od początku IX wieku. Wcześniejsze, celtyckie wierzenia, wymieszały się z nowymi opowieściami ze Skandynawii. Być może jednym z elementów połączonych w nową istotę były celtyckie Kelpie.

Nuckelavee jest przede wszystkich istotą morską, atakuje wzdłuż wybrzeży, rzadziej zapuszcza się w głąb lądu, a zupełnie stroni od słodkich zbiorników wodnych. Dlatego też, podobnie jak w przypadku spotkań z innymi duchami, przekroczenie rzeki dawało gwarancję, iż demon nie będzie podążał za swoją ofiarą. Potrafił zatrzymać się przy brzegu, gdy padał deszcz – w taką pogodę odmawiał wyjścia na ląd. Jego wtargnięcie na suchy ląd powodowało więdnięcie roślin oraz szerzenie się zarazy wśród zwierząt oraz ludzi. W tym miejscu warto wspomnieć o innym koniu ze skandynawskich wierzeń, który miał pojawiać się przed wybuchem zarazy – Helheście. Sam Jakub Grimm wspominał, iż podczas epidemii w rejonie Szlezwizku gmin powiadał Hel jeździ na trójnogim koniu, niszcząc ludzi.

Imię miało oznaczać w miejscowym dialekcie Diabła Morskiego, czym oddaję naturę i nastawienie stworzenia wobec innych istot. Mieszkańcy Szetlandów nazywali go Mukkelevi. W ich języku pojawiało się także słowo Neugle, określające magicznego konia morskiego (być może etymologicznie wywodziło się z tego samego rdzenia, co Nuckelavee właśnie). Ciekawostką językową może być, iż w dawnych wiekach mieszkańcy Anglii nazywali diabła Old Nick (Stary Nick), a wszystkie te nazwy brzmią bardzo do siebie podobnie. Nazwa budzi także skojarzenia ze skandynawskich Nøkkiem, co by potwierdzało teorię o wpływach wikingów na uformowanie się Nuckelavee. Jego imię owiane było taką niesławą, że mieszkańcy Orkadów stronili od wymawiania go (Sam-Wiesz-Kto!) lub tuż po wypowiedzeniu, odmawiali modlitwę. Nuckelavee rozsierdzał się w szczególności, gdy czuł dym z palonych wodorostów. Takie prace wykonywano na Orkadach by pozyskać składniki do produkcji mydła czy szkła (popiół z morskich roślin jest bogaty w potas oraz sodę), a uważane były za obrazę dla Diabła Morskiego.

Źródło: https://aminoapps.com/c/atheist-amino/page/blog/the-nuckelavee/r01Q_LeZueu0zdv0wZlDWq4YpxoqPg121a6,
data odczytu: 24.05.2024


Tym razem, poznając nową mitologiczną istotę, zostawiłem jej opis na później. Wedle świadków, była to nieopisana, wypaczona, chodząca groza. Częściowo wyglądał jak upiorny koń, o płetwach, a nie kopytach, czym jeszcze można by przyrównać go do wielu magicznych stworzeń. Jednak co odróżniało go od innych gatunków i nadawało niepowtarzalny wygląd, to wyrastający z grzbietu męski tors z długimi ramionami sięgającymi do ziemi. Pozbawiony był za to ludzkich nóg. Mógł mieć olbrzymią głowę, o średnicy nawet trzech stóp, zwieńczoną świńskim ryjem. Z kolei koński łeb ma nienaturalnie szeroką paszczę z ostrymi zębami i to z niego wydobywał się trujący opar, który powodował chorobę i śmierć roślin, zwierząt, a nawet ludzi. Otwór gębowy może przypominać też ten u wielorybów, wypełniony fiszbinami. Nad tym pyskiem znajdowało się wielkie, pojedyncze oko. Całe ciało, zarówno część końska, jak i ludzka, pozbawiona jest skóry, tak że widać wszystkie mięśnie i ścięgna, które pulsują w nienaturalny sposób. Mało tego, z tkanek wypływa czarna ropa oraz krew.

W przeciwieństwie do innych stworzeń, jak Nøkki, które można było udobruchać, Nuckelavee był do szpiku kości zły i jego jedyną rolą było zatruwanie tego, co napotka. Osobiście, zastanawiam się, czy początkowi legendy nie dała jakaś krwawa ofiara z epoki wikingów, której świadkom wbiły się w pamięć obrazy obdartego ze skóry i wypatroszonego jeźdźca wraz z jego koniem… Taki widok mógł pozostać z obserwatorami na długie lata, powodując traumę, a z czasem, wraz z przekazywaniem tej opowieści, przerodzić się w omówionego dziś Diabła Morskiego z Orkadów.

Kończąc, chciałbym tradycyjnie zaprosić do polubienia mojego profilu na Facebooku, a także do udostępniania moich artykułów, bym mógł dotrzeć do szerszego grona Czytelników. A jeśli jesteś w stanie wesprzeć mnie finansowo, zachęcam do zostania moim Patronem, wzorem Piotra Brachowicza.


piątek, 20 października 2023

Cat-sìth


Źródło: https://www.gmbinder.com/share/-N0V7-5Sm_vFHJzpB46c,
data odczytu: 17.10.2023

Koty towarzyszą ludziom od zarania dziejów. Dwie teorie przypisują ich udomowienie mieszkańcom wschodniej Azji lub Afryki. Niezależnie, która z tych wersji jest prawdziwa, stały się nieodłącznymi obywatelami ludzkich siedzib, niemal na całym świecie. Ich obecność zaczęła przenikać także do sfery kulturowej, czy też wierzeń. Starożytni Egipcjanie czcili te zwierzęta. W Skandynawii wierzono, iż rydwan Bogini Freji ciągnięty jest przez dwa osobniki tego gatunku (lub wedle niektórych, przez rysie). Na blogu omówiliśmy sobie już dwa rodzaje kotowatych istot z nordyckiego folkloru – Kattakyny, nieumarte zombie-koty, oraz Jólakötturina, olbrzymią istotę, która w noc przesilenia zimowego wyruszała na łowy by zjeść tych mieszkańców Islandii, którzy w ciągu minionego roku nie dostali żadnego nowego ubrania. Dziś poznamy kolejnego nadprzyrodzonego kota, tym razem z celtyckich wierzeń.

W szkockim oraz irlandzkim folklorze istnieje pewno stworzenie przypominające wielkiego, czarnego kota z białym znamieniem na klatce piersiowej. Ponoć gdy ludzie nie patrzyli, zmieniał sposób chodzenia z czterech, na dwie łapy. Zauważony przez człowieka znów chodził na wszystkich kończynach, wyginając cały czas grzbiet i jeżąc sierść. Biegał też znacznie szybciej niż zwykły, niemagiczny kot. W Szkocji zwą go Cat-sìth (Kot Wróżek), natomiast na sąsiedniej Irlandii, Cat sí. Uważa się go za rodzaj wróżki lub czarownicy, która potrafi przybierać zwierzęcą postać (w Hogwarcie nazwaliby ją animagiem). Takich przemian można było dokonać w życiu tylko dziewięć razy, a po ostatniej nie miała już sposobności by powrócić do ludzkiej postaci. Być może w jakiś sposób wpłynęło to na wierzenie, iż kot ma dziewięć żyć (siedem w wersji znanej z kontynentu).

Wierzono je za istoty o złej naturze. Wedle podań potrafiły kraść ludzkie dusze. Kiedy ktoś zmarł, wyznaczano przy jego ciele warty, zwane Fèill Fhadalach (Późne Czuwanie), by nie dopuścić w pobliże żadnego kota, który mógłby okraść zmarłego z jego esencji istnienia. Uważano, że ciepło ściąga tego kota, tak więc podczas czuwania nie rozpalano ognisk czy też nie podtrzymywano żaru w paleniskach.

Źródło: https://monstersdownthepath.tumblr.com/post/182620089045/bonus-bestiary-cat-sith,
data odczytu: 17.10.2023

Wierzono iż w święto Samhain, czyli obrzędy, z których wywodzi się współczesne Halloween, każdy dom, który wystawi miseczkę z mlekiem dla Cat-sìth, zostanie przez niego pobłogosławiony, a te gospodarstwa, które tego nie uczynią, zostaną przeklęte, a posiadane w nich krowy przestaną dawać pokarm. Wierzono też, iż istotę można przywołać, odprawiając rytuał, w którym przez cztery dni i cztery noce palono ciała innych kotów (zgadza się, żywe koty opiekano na ruszcie). Przybyły Cat-sìth spełniał wtedy życzenie przyzywającej go osoby. Trafnie zidentyfikowany, zabrany na statek, zapewniał łodzi niezatapialność, cokolwiek by się nie działo na morzu.

Podobną istotą był Cù-Sìth, tym razem jednak z wyglądu bardziej przypominająca psa, która jednak nie kradła dusz, a zwiastowała śmierć (motyw czarnego psa, omena śmierci, przewija się w wielu kulturach). Kto usłyszał jego trzy przeraźliwe szczekania, umierał. Dlatego gdy do uszu dobiegło mrożące krew w żyłach, nienaturalne psie zawodzenie, należało jak najszybciej ukryć się w bezpiecznym miejscu, zamknąć za sobą drzwi i okna, by trzecie powtórzenie nie dotarło do uszu potencjalnej ofiary. Szczególnie narażone były kobiety karmiące noworodki. Jeśli usłyszały trzy potworne szczekania, ich dusze porywane były do magicznego kopca, gdzie musiały karmić Daoine Sith, rasę wróżek.

Niektórzy uważają, iż początku legendy o Cat-sìth można szukać w krzyżówkach kotów domowych i żbików zamieszkujących tereny Szkocji. Taki okaz udokumentowano dopiero w 1984 roku i nazwano go Kellas, ponieważ osobnika znaleziono w pobliżu tak nazwanej wioski. Są większe niż koty mieszkające z ludźmi, długość ich ciała może dochodzić nawet do 110 centymetrów. Napotkany okaz idealnie pasował do umaszczenia legendarnego stworzenia – był czarny i posiadał białą plamę pod szyją.

Na samo koniec chciałbym tradycyjnie zachęcić do polubienia mojego profilu na Facebooku, a także do udostępniania moich artykułów, bym mógł dotrzeć do szerszego grona Odbiorców. A jeśli jesteś w stanie Czytelniku wesprzeć mnie finansowo, zapraszam wzorem Piotra Brachowicza na mój profil na Patronite, gdzie można dołożyć cegiełkę do rozwoju bloga.

piątek, 5 sierpnia 2022

Kelpie

 

Kelpie
ChatGPT

Jednym ze zwierząt, które od zarania dziejów towarzyszyło człowiekowi, jest koń. Fascynację tym ssakiem widać także w wierzeniach z wielu kultur. Na blogu omówiliśmy już sobie upiornego Helhesta z Danii. Koni dosiadali także irlandzcy Dullahanowie. Również woda stanowiła istotny element podań o nadprzyrodzonych istotach. To pod powierzchnią jezior czaiły się niebezpieczne nordyckie Nøkki i to na dnie morza swój pałac miała Bogini Rán. Dziś połączymy sobie te dwie fascynacje i opowiemy o postaci konia nierozerwalnie związanego z wodą. Przed Wami celtycki Kelpie.

Nazwa pochodzi prawdopodobnie od szkockiego słowa cailpeach, oznaczającego źrebaka. Śladów wierzeń w tę istotę można doszukiwać się już u Piktów (plemię, które zamieszkiwało ongiś Szkocję) między VI a IX wiekiem. Niedaleko szkockiej miejscowości Inverurie znajduje się kamień z inskrypcjami, które przez niektórych interpretowane są jako wyobrażenia tej wodnej istoty.

Kelpie pojawiał się przy potokach i rzekach, najczęściej jako biały lub siwy wierzchowiec (w niektórych wersjach czarny, jak piekło). Z natury był łagodny, jednak nie należało próbować go dosiadać. Kiedy człowiek wsiał na grzbiet istoty, ta szarżowała w stronę wody, by utopić jeźdźca. Już w tym momencie pojawia się skojarzenie do skandynawskich Nøkków, które również przybierały postacie koni i potrafiły utopić kogoś, kto je dosiadł. W części Skandynawii znany był jako Bäckhästen, czyli dosłownie Koń Potokowy.

Kelpie również potrafił zamienić się w człekokształtną istotę. Co go jednak odróżniało, to mocne owłosienie ciała i sine zabarwienie skóry, jak u topielca. W Szkocji wierzono, że nawet gdy zamienił się w człowieka, pozostawały mu końskie kopyta. Najstarsze zapiski o tej charakterystycznej cesze pochodzą jednak z czasów po chrystianizacji i zostały spisane przez mnichów – być może więc był to element, który miał upodobnić Kelpie to diabła, często przedstawianego również z kopytami, rogami i ogonem. Na północnym wybrzeżu istniała również słonowodna odmiana tego stwora, zwana z języka celtyckiego jako Each uisge. To te wodne konie powodowały, iż na morzu powstawały fale, ściągały także sztormy. Powiadano, że grupka sinych ludzi zadomowiła się w cieśninie Minch między szkockim wybrzeżem a Hebrydami i powodowała tam ciągłe burze, zmuszając żeglarzy do szukania innych dróg morskich. Pod postacią koni tak samo kusiły ludzi, by ich dosiąść. Jednak gdy człowiek wsiadł na grzbiet stwora ten stawał się tak lepki, że nie można było od niego się oderwać. Czasami samo dotknięcie istoty lub pogłaskanie jej, w przekonaniu, że to zwyczajny koń, wystarczyło, by człowiek przykleił się na stałe. Następnie porywał swoją ofiarę na dno morza, gdzie zjadał go całego… Oprócz wątroby (widocznie to najmniej smaczny kawałek człowieka).


Źródło: https://sco.wikipedia.org/wiki/Kelpie,
data odczytu: 04.08.2022

Powszechne są wariacje podania o grupce dzieci, która dosiada Kelpie. Jedno z nich nie zawsze chce wsiąść i tylko głaszcze istotę. Kiedy okazuje się, że żadne z nich nie może się oderwać od skóry stwora, jedyne dziecko, które nań nie wsiadło potrafi się ocalić poprzez odcięcie sobie palców lub całej dłoni, tylko po to by być bezradnym i okaleczonym świadkiem, jak jego przyjaciele giną w pod taflą wody.

Kelpie pojawiały się przeważnie podczas mgły. Można je było odróżnić od zwykłych koni, ponieważ te ostatnie panicznie ich się bały. Stwory wykorzystywały to i umyślnie potrafiły straszyć ludzkie wierzchowce, by te zrzucały z grzbietów swoich jeźdźców. Czasami oddalały się od swoich zbiorników, zwabione zapachem pieczonego mięsa. Taki Kelpie potrafił podejść nawet pod ludzkie domostwa.

W Irlandii podobne istoty nazywano Aughisky. Wierzono jednak, że dosiadanie ich nie było pewnym wyrokiem. Jeśli udało się uwięzić stwora do czasu jego ujeżdżenia i osiodłania, ten stawał się nad wyraz dobrym wierzchowcem i już nie porywał jeźdźca pod wodę. Również potomstwo Kelpie i konia wyróżniało się na tle innych wierzchowców. Taka krzyżówka nigdy nie tonęła w wodzie. W późniejszych wiekach chrześcijaństwo również wymyśliło sposób osiodłania Kelpie – mianowicie przed pierwszym dosiadaniem stwora należało mu założyć na głowię kantar z krzyżem. Zaczerpnięto również sposób znany z polowań na wilkołaki – srebrne kule mogły skutecznie zabić istotę, a jej ciało zamieniało się w resztki wodorostów, darń i wodnistej masy podobnej do ciał meduz.

Wariacja wierzenia z wyspy Mann wspomina o Glashtynie, wodnym koniu lub wodnym byku, który również wciągał pod wodę ludzi, w szczególności kobiety. Potrafił także pojawiać się w postaci pół-byka lub pół-konia i pół-człowieka (czyżby inspiracja greckim Minotaurem?). Jeśli przybierał ludzką postać to robił to nieudolnie i można go było rozpoznać po końskich lub krowich uszach. Glashtyn polował nocami a płoszyło go pianie koguta.

Co ciekawe, podobne wierzenie pojawia się w podaniach oddalonego o tysiące kilometrów indiańskiego plemienia Miskito, zamieszkującego środkową Amerykę. Wihwin, bo tak go zwano, latem przebywał w pobliżu słodkich zbiorników wodnych, a zimą wracał na nadmorskie wybrzeże. Podobnie jak Glashtyn żerował tylko nocą. Jako, że konie (przynajmniej nam współczesne) nie występowały pierwotnie w Ameryce, przypuszczam, że pierwsze podania o nich przywędrowały ze Starego Świata, być może od irlandzkich osadników i zostały wkomponowane w miejscowe legendy.

Co ciekawe, starsze opowieści o słynnym Potworze z Loch Ness opisują go bardziej jako istotę podobną do konia, niż do dinozaura. Być może więc ludzie niepotrzebnie szukają olbrzymiej istoty, kształtem przypominającej plezjozaura, a być może powinni wypatrywać nadnaturalnego wierzchowca podczas mglistych poranków nad tym szkockim jeziorem.

Wiara w Kelpie to przestroga przez zdradziecką wodą. To także ostrzeżenie, by uważać na to, co nieznane. Tak więc kiedy następnym razem znajdziecie się nad jakimś zbiornikiem wodnym, zwłaszcza w mglisty poranek, uważajcie na siebie.

Na koniec tradycyjnie zapraszając do odwiedzenia mojej strony na Facebooku oraz do wsparcia mojej twórczości na profilu na Patronite. Nie mogłoby się oczywiście obyć bez podziękowań dla Piotra Brachowicza, który został pierwszym Patronem bloga.

piątek, 23 października 2020

Dullahanowie - Jeźdźcy bez głów

Źródło obrazka: https://sleepyhollow.fandom.com/wiki/Headless_Horseman_(film),
data odczytu: 20.10.2020


Sleepy Hollow – senna miejscowość w Stanach Zjednoczonych, która stała się miejscem akcji opowiadania Washingtona Irvinga. Ta niepozorna i cicha wieś była nawiedzana przez Jeźdźca bez głowy. Upiór za życia był heskim 
najemnikiem, zdekapitowanym podczas Wojny o Niepodległość Stanów Zjednoczonych (1775-1783). Po śmierci przemierzał Senną Kotlinę szukając swojej utraconej głowy... Heski żołnierz nie był jednak pierwszą istotą, która wędrowała po świecie śmiertelników bez głowy. Mitologia irlandzka zawiera opis podobnej zjawy. Jednak, w przeciwieństwie do Sleepy Hollow i jej jedynego upiornego mieszkańca, Irlandię nawiedzały całe rzesze Dullhanów, jak nazywali ich miejscowi.

Dullahanowie (ir. Mroczni Ludzie) byli zwani także Gan Ceann (ir. Bez Głowy). To upiorni jeźdźcy, obojga płci, podróżujący najczęściej na czarnych koniach i w ubraniu tego samego koloru. Odcięte głowy trzymali w rękach lub przywiązywali je do siodeł. Pomimo, że oderwane od ciała, czerepy zachowywały się jak żywe. Uśmiechały się złowieszczo, a ich oczy bez przerwy rozglądały się dookoła, zachowując doskonały wzrok w ciemnościach nocy. Nie tylko jeźdźcowi mogło brakować głowy. Czasami również jego zwierzę było zdekapitowane, przez co przypominało duńskiego Helhesta. Niektóre relacje zamieniały pojedynczego jeźdźca na rumaku w woźnicę kierującego upiornym powozem (ir. Cóiste Bodhar – Powóz Śmierci), który przewoził, a jakże inaczej, pasażerów bez głów (wszak w grupie zawsze raźniej tracić głowę...). Części takiego wozu były zrobione z ludzkich kości a bicz powożącego z kręgosłupa.

Źródło obrazka: https://www.yourirish.com/folklore/coiste-bodhar,
data odczytu: 20.10.2020

Jeśli podczas swojej upiornej jazdy Dullahan zatrzymałby się w jakiejś miejscowości, to jego postój zwiastować mógł tylko śmierć jednego z jej mieszkańców. Podobną złowrogą wróżbą było wypowiedzenie czyjegoś imienia przez odciętą głowę Dullahana. Taka osoba natychmiast padała martwa, niczym rażona piorunem. Warto zaznaczyć, że jeździec mógł ponoć wypowiedzieć tylko jedno imię podczas każdej nocy, co ograniczało dobową liczbę jego ofiar.

Gan Ceann miał jedną, jedyną słabość – złoto. Złote obiekty mogły przestraszyć jeźdźca, lub położone na środku drogi, uniemożliwić mu dalszy przejazd. Jeśli komuś udało się nawet przetrwać spotkanie z upiorem, cena dalszego życia była ogromna. Śmiertelnik tracił wzrok, jeśli spojrzał na Dullahana (według innej wersji tylko spojrzenie prosto w nieumarłe oczy oślepiało nieszczęśnika).

Źródeł legendy o Dullahanach można upatrywać w kulcie boga Crom Dubha, który oczekiwał corocznych ofiar składanych z ludzi. I nie będzie już chyba niespodzianką, że ludzie składani mu w ofierze byli... Skracani o głowę. Nie jest to jednak jedyne możliwe źródło historii o jeźdźcach bez głowy, gdyż Wyspy Brytyjskie posiadają również inne podobne przekazy. Wśród legend arturiańskich pojawia się pan Gawain (Gawen), który miał skrócić o głowę nad wyraz wysokiego Zielonego Rycerza. Ten drugi, nic sobie nie robiąc z powierzchownej rany, podniósł swój odcięty czerep, wyzwał przeciwnika na rewanż za rok i odjechał z Kamelotu. Z kolei na szkockiej wyspie Mull podczas bitwy o Glen Cainnir biorący udział w walce człowiek imieniem Ewen, jak i jego wierzchowiec, mieli zostać ścięci. Po śmierci oboje zaczęli nawiedzać okolicę, oczywiście już bez swoich głów.

Źródło obrazka: https://www.deviantart.com/blizzardhelen/art/Dullahan-788088843,
data odczytu: 20.10.2020

Mając już wyobrażenie o bezgłowych jeźdźcach z Wysp Brytyjskich możemy wrócić do Sleepy Hollow. Washington Irving, autor Legendy o Sennej Kotlinie, urodził się w Nowym Jorku, ale jego rodzice przyjechali do Ameryki ze Starego Świata. Ojciec pisarza pochodził z Orkadów a matka z Kornwalii. Ponadto niania, którą zatrudnili państwo Irvingowie, miała szkockie korzenie. Mały Washington z pewnością poznał większość przytoczonych postaci już jako dziecko. Nic dziwnego, że zainspirowały go w dorosłym życiu do opisania Jeźdźca bez głowy.

I na sam koniec ciekawostka. Polacy, nie gęsi, swojego Jeźdźca bez głowy także mają. W dawnej wsi Sklęczki, obecnie stanowiącej dzielnicę Kutna, nocami można spotkać ducha grubego szlachcica, który objeżdża okolicę na wielkim koźle, w ręku trzymając swoją własną głowę. Ten upiorny arystokrata miał zostać skazany po śmierci na wieczną tułaczkę za okrutne traktowanie chłopów w swoich włościach.