Daleko
na zachodzie leży wyspa zwaną Irlandią. To piękne i zielone miejsce, pełne
pastwisk i lasów. Na pastwiskach można spotkać wiele owiec, a w lasach dzikie
zwierzęta. Mieszkańcy Irlandii wierzą, że w ich krainie żyją tajemnicze i
magiczne istoty, nazywane Faoladha. To wielkie, przypominające wilki
stworzenia. Wyglądają jak drapieżniki, ale są przyjazne i pomocne dla ludzi. Strzegą
lasów i przyrody. Zsyłają na ludzi także dobre sny, by każdy mógł się budzić
wypoczęty i spokojny.
Szczególną
troskę okazują wobec osób, które zabłądziły albo zraniły się w lesie. Jeśli
jakieś dziecko zgubiło się, odprowadzają je do rodziców. Gdy ktoś się
skaleczył, czuwają i pomagają w potrzebie. W najchłodniejsze zimy potrafią
ogrzać zagubione osoby ciepłem swojego futra. A ponieważ wyglądem przypominają
wilki albo duże, przyjazne psy, ich futro jest gęste i miękkie.
Pewien
ksiądz, który wędrował dawno temu po Irlandii i zabłądził w lesie, spotkał na
swojej drodze wilka. Wystraszył się, że zwierzę chce go zjeść. Jednak wilk
przemówił ludzkim głosem i ksiądz zrozumiał, że to Faoladh. Zwierzę poprosiło
go, by poszedł z nim do jego legowiska, gdzie leżała wilczyca, która była chora
i źle się czuła. Ksiądz zlitował się nad nią, pobłogosławił ją i pomógł jej.
Pamiętajcie jednak, że najlepiej trzymać się drogi i należy być ostrożnym, bo
nie każde zwierzę, które wygląda jak wilk, jest tak miłe i pomocne jak Faoladh.
Te stworzenia mają zupełnie inne nastawienie do ludzi, niż wilk z bajki o
Czerwonym Kapturku.
Connor i rodzina Faoladh ChatGPT 2026
Inna
historia mówi o mężczyźnie imieniem Connor, który również zgubił się w lesie.
Szukał właściwej drogi i w końcu znalazł starą, drewnianą chatkę. Kiedy wszedł
do środka, zobaczył całą rodzinkę Faoladha. W pierwszej chwili wystraszył się w
pierwszej chwili, ale zwierzęta do niego przemówiły i poprosiły o pomoc. Jeden
z nich, mały, kudłaty szczeniaczek, zranił się w łapkę. Connor pomógł im i
opatrzył ranę, a rodzinka Faoladha była mu za to wdzięczna i wyprowadziła go za
to z lasu. Kiedy to się stało, wszyscy pożegnali się ciepło i wrócili do swoich
domów.
O
Faoladha można dowiedzieć się więcej z filmu Sekret Wilczej Gromady
opowiadającego o młodej dziewczynie Robyn, która spotkała te stworzenia.
Faoladha
to ciekawe istoty, przyjazne i pomocne. Wyprowadzają zagubionych ludzi z lasu.
Opiekują się także rannymi. Są strażnikami lasów i przyrody.
Na
dziś to tyle. Zostawcie subskrypcję na Youtube,
jeśli jeszcze tego nie zrobiliście, by nie ominęły Was następne materiały, a
także polubienia, jeśli odcinek Wam się podobał. Chciałbym również zaprosić do
odsłuchania innym nagrań, które już miały premierę na kanale, byście mogli
poznać ciekawe istoty z różnych wierzeń. Zachęcam także do odwiedzenia mojego
profilu na Facebooku,
gdzie publikuję informacje o nowych artykułach na blogu, jak i zapowiedzi tego,
co pojawi się na Youtube. A jeśli możesz, drogi Czytelniku lub droga
Czytelniczko, wesprzeć moją twórczość finansowo, zapraszam do odwiedzenia
strony na Patronite, by
zostać Patronem wzorem Piotra Brachowicza. A tymczasem, bywajcie!
Kiedy
opowiadaliśmy sobie na blogu o celtyckim Bogu, Cernunnosie, wspomniałem, iż
przedstawiany był z dwoma rogatymi wężami siedzącymi mu na kolanach. Zaznaczyłem
też, że pewnego dnia wrócimy do tego motywu, gdyż bliźniacza istota występuje w
wierzeniach rdzennych ludów Ameryki. I nastał w końcu ten czas, że podejmiemy dalej
wątek zapoczątkowany w 2024 roku. W tym miejscu zapraszam do odwiedzenia mojej
strony, jeśli ktoś z Was nie miał jeszcze okazji poczytać o wspomnianym Cernunnosie.
A teraz już przenosimy się za Ocean.
W
wierzeniach wielu indiańskich plemion pojawia się Rogaty Wąż. Czirokezi znają
go pod imieniem Uktena, Dakotowie z kolei jako Unktehi. Pojawia się także wśród
innych ludów, głównie z regionu Wielkich Jezior, pod mianami takimi jak
chociażby Awanyu, Gitaskog, Mazacoatl, Msi-kinepikwa czy Misi-ginebig. Te dwa
ostatnie imiona w dokładnym tłumaczeniu oznaczają dosłownie Wielkiego Węża.
Mazacoatl z kolei znaczy dosłownie Jeleniowęża, co odnosi się do jego
wyglądu, gdyż łączy gadzie ciało z jelenim
porożem na głowie.Na terenach stanu
Alabamy wierzono, że istnieją cztery odmiany Ukteny, niebieska, czerwona, biała
oraz żółta.
Uktena ChatpGPT, 2025
Nim
opiszemy sobie Uktenę, warto wspomnieć, że nie tylko Cernunnosowi towarzyszyły
rogate węże. Sumeryjski Bóg Ningiszzida również posiadał trzech takich
towarzyszy. Tak samo w greckiej mitologii pojawia się istota zwana Cerastes,
będąca wężem o dwóch baranich rogach lub czterech mniejszych, bardziej ostrych,
jak u kozy. Tym mianem nazwano gatunek żmii występujący na Bliskim Wschodzie i
w północnej Afryce. Kto wie, być może to on zainspirował starożytnych Greków do
włączenia tej istoty do swoich wierzeń.
Wróćmy
jednak do bohatera dzisiejszego tematu, czy Ukteny. Czirokezi opisywali go jako
wielkiego węża o ciele grubym jak pień drzewa. Miał być pokryty łuskami
mieniącymi się wszystkimi kolorami tęczy. Dzięki skrzelom potrafi oddychać
zarówno pod wodą, jak i nad jej powierzchnią. Jego głowę zdobiło poroże,
okazałe niczym u jelenia. Czasami te rogi były opisywane jako bardziej podobne
do bydlęcych. Mógł to być też pojedynczy róg, niczym u jednorożca. Jego czoło
zdobił kryształ zwany Ulunsuti (Ulûñsû'tî), co tłumaczyć można jako Przejrzysty.
Kamień miał mieć magiczną moc. Potrafił uzdrawiać, ale mógł ściągnąć też na
kogoś, kto go zdobył nieszczęście i zgubę. Posiadacz zyskiwał wiedzę o
tajemnicach życia i śmierci, mógł mieć dzięki niemu wgląd w świat duchów. Oczywiście,
by go posiąść, pierw trzeba było pokonać Uktenę. Można było tego dokonać tylko
poprzez celny strzał w serce Węża, który był jedynym słabym punktem na jego
ciele. Na marginesie, czy nie przypomina Wam to innej historii o pewnym smoku? Wracając
do Ulunsuti, to kamień ten można uznać
za przeklęty, gdyż by nie stracił swojej mocy, codziennie należało karmić go
ludzką krwią. Co więcej, kryształ ściągał na posiadacza niekończące się nocne
koszmary, które mogły przyprawić o obłęd. Pokazuje to, iż pozyskanie jego mocy musiało
zostać okupione potworną ceną.
Uktena Gemini, 2025
Najsłynniejsza
historia Czirokezów o Ulunsuti opowiada, jak w bitwie z plemieniem Szawnisów
pojmany został ich szaman o imieniu Âgän-uni'tsï. Czirokezi związali go, a
następnie chcieli poddać torturom. Âgän-uni'tsï błagał o litość, obiecując, że
jeśli nie zrobią mu krzywdy, zdobędzie dla nich magiczny kryształ Ukteny. Czirokezi
zwrócili uwagę na fakt, że zmierzenie się z Rogatym Wężem oznacza pewną śmierć,
na co szawniski szaman stwierdził, że nie boi się umrzeć.Wówczas wypuszczono go, pod warunkiem, że
dotrzyma danego słowa. Skąd ta nagła troska o schwytanego jeńca, którego chwilę
wcześniej chcieli torturować, to ja nie wiem. Uktena zamieszkiwać miał Wielkie
Zamglone Góry, jedno z pasm Appalachów. Szaman szukał Rogatego Węża, aż w końcu
znalazł pewną istotę. Był to też wąż, olbrzymi, większy od człowieka i cały
czarny. Nie miał jednak poroża, więc Âgän-uni'tsï wyśmiał węża, że nie jest prawdziwym
Ukteną i udał się na dalsze poszukiwania. Ja tam nie wiem, ale czułbym się na
miejscu tego gada dyskryminowany. Nikt nie powinien być wyśmiewany ze względu
na brak poroża. Nikt. Następnie szaman napotkał olbrzymiego grzechotnika, jaszczurkę,
żabę, ale nic nie pasowało do opisu Ukteny. W końcu na górze Gahû'tï znalazł
śpiącego Rogatego Węża. Najciszej jak mógł zszedł z góry. U jej podnóża zebrał
sosnowe szyszki, ułożył z nich wielki krąg, a wewnątrz niego wykopał wielki dół.
Następnie same szyszki podpalił. Âgän-uni'tsï wrócił na szczyt góry. Nałożył
strzałę na cięciwę swojego łuku i jednym celnym strzałem przeszył serce Ukteny.
Wąż się obudził i zaczął ścigać szamana, plując jadem i wyziewając toksyczne
opary. Indianin zbiegł w dół zbocza i wskoczył do kręgu płonących szyszek. Uktena
pluł jadem ile mógł, ale trucizna nie mogła pokonać bariery z ognia. Tylko
jedna mała kropla jadu przedostała się do środka, parząc czoło Âgän-uni'tsïego.
Uktena tracił siły, aż w końcu padł martwy od śmiertelnej rany. Wtedy szaman
zawezwał wszystkie ptaki z okolicy i obwieścił im, że mogą ucztować na ciele
Rogatego Węża. Zleciało się ich tyle, że po wszystkim nie zostały nawet kości
Ukteny. Po siedmiu dniach Âgän-uni'tsï szukając kryształu w końcu go zobaczył.
Jasne światło, silne nawet w nocy, w miejscu, gdzie pewien kruk coś upuścił po
uczcie. To był Ulunsuti w całej okazałości. Âgän-uni'tsï starannie zawinął go w
materiał i wrócił do plemienia Czirokezów, w którym został nowym szamanem. Ku
przerażeniu Indian, w miejscu, gdzie jad Ukteny dotknął jego czoła, wyrósł mały
wąż, który żył zrośnięty z nim tak długo, jak sam szaman. Z kolei w miejscu, w
którym skonał Uktena powstało jezioro tak czarne, że kobiety z plemienia
Czirokezów chodziły na jego brzeg barwić trzcinowe koszyki jego czernią.
Âgän-uni'tsï oraz Uktena ChatGPT 2025
Jeśli
chodzi o inne podania, to powiadano, że nawet sam wzrok Ukteny był
niebezpieczny. Spojrzenie w oczy Rogatego Węża kończyło się oślepieniem albo
nawet natychmiastową śmiercią. Tak więc miał coś wspólnego z europejskim
krewniakiem, Bazyliszkiem. Niektóre podania mówią, że to nie same oczy, a blask
Ulunsuti sprawiał, iż człek tracił wzrok lub nawet życie. Jeszcze inna wersja
mówi, że jego wzrok hipnotyzował i człek miast uciekać, potulnie szedł na
pożarcie przez Wielkiego Węża. Tak samo jego oddech był niczym zabójcze opary. Być
może w ten sposób Czirokezi tłumaczyli sobie wdychanie metanu nad mokradłami,
który jest toksyczny, a nawet śmiertelny dla człowieka, a który mógł się nad
nimi wydobywać w formie gazu błotnego.
Uktena
był mieszkańcem i strażnikiem wód. Uważano, że można go spotkać również w
jaskiniach, które były postrzegane za przejścia między światem żywych i
umarłych. Mówi się, że został stworzony przez Starych Ludzi, lub wedle innych
źródeł przez tak zwanych Małych Ludzi, by walczyć z siłami niebios, uosabianymi
z duchami lub z Ptakami Gromu. Inna wersja mówi, że Uktena miał za zadanie zabić
samo Słońce. Nie da się więc ukryć podobieństwa do postaci z innych mitologii.
Skandynawski Thor, reprezentujący niebiosa, walczący z mieszkającym w oceanie
Jormungandrem czy też słowiański Perun walczący ze Żmijem. Zawsze jest to
przedstawiciel niebios i piorunów walczący z wężokształtną istotą.
Podobnym
stworzeniem do Ukteny jest Mishipeshu, olbrzymia hybryda pantery i węża,
również z jelenim porożem na głowie. Także i ten stwór postrzegany jest jako
strażnik wód, oraz tajemnic tego świata, jak i zaświatów. Być może wiara w obie
istoty miała wspólne korzenie, a z czasem w różnych plemionach wyodrębniły się
te dwa osobne opisy.
Podsumowując,
Uktena to antropomorfizacja sił przyrody, zwłaszcza wody. Stanowi przeciwwagę
dla sił niebios. Ale to także strażnik tajemnic i skarbów, przypominający na
wielu płaszczyznach europejskie smoki. Dodajmy do tego motyw Rogatego Węża,
który jak sobie wskazaliśmy, przewija się przez różne wierzenia, od Bliskiego
Wschodu, przez Europę.
Cerastes ChatGPT 2025
Na
dziś to tyle. Zostawcie subskrypcję na Youtube, jeśli jeszcze tego nie
zrobiliście, by nie ominęły Was następne materiały, a także polubienia, jeśli
odcinek Wam się podobał. Chciałbym również zaprosić do odsłuchania innym
nagrań, które już miały premierę na kanale, byście mogli poznać ciekawe istoty
z różnych wierzeń. Zachęcam także do odwiedzenia mojego profilu na Facebooku,
gdzie publikuję informacje o nowych artykułach na blogu, jak i zapowiedzi tego,
co pojawi się na Youtube. A jeśli możesz, drogi Czytelniku lub droga
Czytelniczko, wesprzeć moją twórczość finansowo, zapraszam do odwiedzenia
strony na Patronite, by zostać Patronem wzorem Piotra Brachowicza. Chciałbym
również serdecznie podziękować Piotrowi za całe wsparcie, porady i nakierowanie
na nowe rozwiązania w rozwijaniu kanału. A tymczasem, bywajcie!
Inuici
to rdzenne ludy Arktyki. Postaci z ich wierzeń pojawiły się już na tym kanale,
gdy opowiadaliśmy sobie o takich istotach jak Mahaha czy Akhiyyini. Noce
polarne zapewne sprzyjały snuciu opowieści o rożnych istotach, które
zamieszkują ten mroźny i surowy klimat. Dziś poznamy nowe stworzenie. Ufam, że
nie połamię sobie języka, ale chciałbym Wam przedstawić Inugarulligaarjuita.
Inugarulligaarjuit,
znany także lokalnie jako Inuraraq, Memegwaans, Tornit, Tuurit, Qalupalik, Ijiraat
albo Inugarullit, to dosłownie Mały Człowiek. Ten sam rdzeń znajduje się
w słowie Inuit, gdyż ta nazwa oznacza ni mniej, ni więcej, tylko Człowieka. A
to tylko część z ich imion pod jakimi znany jest na terenach Alaski, Syberii czy
Grenlandii. Ufam, że zrozumiecie, jeśli będę używał tego ostatniego imienia na
potrzeby dzisiejszego materiału, w obawie przed realnym zagrożeniem połamania sobie
języka. Inugarullit przejawiał cechy i wyrażał emocje podobne do ludzkich, stąd
tez wśród Inuitów przekonanie, że nie wolno było na niego polować.
Inugarullici
potrafili być zarówno pomocni, jak i złośliwi. Postrzega się ich jako
strażników przyrody. Nie ma jednolitego opisu ich wyglądu, różnią się w
zależności od regionu i plemienia, w którym o nich opowiadają, podobnie, jak już
wskazałem, różnią się ich regionalne nazwy. Mogą być wysokości trzyletniego
dziecka, a w innej części Arktyki zdecydowanie niżsi, lub wręcz odwrotnie. I
podobnie, jeśli chodzi o ich twarze, w jednych regionach mówi się, że wyglądają
jak ludzkie, ale w miniaturce, a w innych przypisuje im się zwierzęce oczy,
kły, czy spiczaste uszy. Tak samo z ciałem, w zależności od plemienia, mogą
nosić ubiór na modłę Inuitów, albo być małymi krasnalami, których całe ciało
jest pokryte futrem.
Inugarulligaarjuit, ChatGPT 2025
Co
jednak jest ich wspólną cechą, niezależnie od regionu, to nadnaturalna tężyzna,
przewyższająca ludzką siłę. Widuje się ich noszących narzędzia czterokrotnie
większe od nich samych lub polujących na renifery karibu. Są też niestrudzeni,
bo potrafią godzinami a nawet dniami maszerować bez odpoczynku w niskich
temperaturach. Zauważeni przez ludzi, mogą stać się niewidoczni lub zamienić
się w jakieś zwierzę albo w element otoczenia, jak chociażby kamień, by się
ukryć. Potrafią także z gracją i lekkością poruszać się po śniegu. Nie grzęzną
w zaspach jak ludzie, a ich chód jest lekki i raźny. Skojarzenia w tym miejscu
do Legolasa z Władcy Pierścieni są jak najbardziej na miejscu.
Inugarullici
to istoty społeczne. Tworzyli plemiona, którym miała przewodzić starszyzna. Jest
to o tyle istotne, że w takich samych plemionach i wioskach żyją sami Inuici. Tak
więc wiara, iż również duchowi strażnicy przyrody w Arktyce żyją w podobnej
cywilizacji, wskazuje na naturalną i pierwotną potrzebę zrzeszania się ludzi w
większe grupy i że każdy ma swoje miejsce w społeczeństwie, a także na tym
świecie.
Wspominałem,
że oprócz patronowania nad przyrodą mogą mieć także bardziej psotną naturę. Znane
są historie, w których Inugarullit wyprowadzał zagubione dziecko na manowce lub
wręcz zwabiał do swojego lodowego domku w kształcie igloo. Z kolei wśród
plemion Inuitów zamieszkujących wschodnią Kanadę wierzy się, że Inugarullitem
może zostać dusza przodka danego plemienia. Taka istota jest dobroduszna i
pomocna. Potrafi także wyleczyć chorobę, na którą zapadł człek, czy też
uspokoić pogodę, jeśli ktoś zabłądził w burzy śnieżnej, a swoim zachowaniem i
uczynkami zaskarbił sobie szacunek Inugarullitów. Potrafiły także pomagać
ludziom w polowaniach, wskazując miejsca bytowania zwierzyny. Wśród plemienia Inuvialuitów,
czyli Inuitów z zachodniej Kanady, znana jest historia, jak pewien zagubiony
ślepy chłopiec został znaleziony przez Inugarullitów, następnie został przez
nich odziany ciepło, nakarmiony i odprowadzony w pobliże ludzkich siedlisk.
Inugarulligaarjuit, ChatGPT 2025
Również
współcześnie Inuici respektują Małych Ludzi. Miejsca uznawane za ich
siedliska, są omijane, by nie naruszać spokoju Inugarullitów. Właśnie tym
szacunkiem do magicznych istot i przyrody można zaskarbić sobie ich
przychylność.
Podsumowując,
Inugarullici przypominają wiele innych, niewielkich i magicznych stworzeń z
różnych wierzeń, które już omawialiśmy sobie na blogu, jak Tusse, Vittry ze
Skandynawii czy słowiańskie Polewiki i Domowoje. Potrafią być zarówno pomocne,
jak i złośliwe. Jednak symbolizują jedność z naturą, więc są dokładnie takie
jak ona, mogą wyrządzić szkodę, ale częściej obdarowują i pomagają, jeśli okaże
im się szacunek. Na tle poprzednich gości z inuickich legend, czyli Mahahy oraz
Ahkiyyini, na pewno wypadają bardziej przyjaźnie.
Na
dziś to tyle. Zostawcie subskrypcję na Youtube, jeśli jeszcze tego nie
zrobiliście, by nie ominęły Was następne materiały, a także polubienia, jeśli
odcinek Wam się podobał. Chciałbym również zaprosić do odsłuchania innym
nagrań, które już miały premierę na kanale, byście mogli poznać ciekawe istoty
z różnych wierzeń. Zachęcam także do odwiedzenia mojego profilu na Facebooku,
gdzie publikuję informacje o nowych artykułach na blogu, jak i zapowiedzi tego,
co pojawi się na Youtube. A jeśli możesz, drogi Czytelniku lub droga
Czytelniczko, wesprzeć moją twórczość finansowo, zapraszam do odwiedzenia
strony na Patronite, by zostać Patronem wzorem Piotra Brachowicza. Chciałbym
również serdecznie podziękować Piotrowi za całe wsparcie, porady i nakierowanie
na nowe rozwiązania w rozwijaniu kanału. A tymczasem, bywajcie!
Dziś
opowiemy sobie o Kitsune, magicznych lisach z japońskich legend. Im są starsze,
tym więcej mają ogonów. Najstarsze Kitsune posiadają ich aż dziewięć! Są bardzo
mądre i pomocne dla ludzi. Są opiekuńcze i potrafią leczyć choroby. Istnieją
ich różne odmiany, rude, białe, złote, srebrne oraz czarne. Złote lisy symbolizują
Słońce na błękitnym niebie, a srebrne Księżyc na nocnym niebie.
W
japońskich świątyniach stawiano kamienne figury tym małym, sprytnym lisom,
które jak wierzono, odganiają złe moce. Potrafią także zamieniać się w ludzi,
piękne kobiety, mądrych mnichów czy wiekowych starców. Często w ich wyglądzie zdradzają
je lisie cechy, jak spiczaste uszy, czy puszysty ogon.
Kitsune Copilot
Zdarza
się także, że te małe futrzaste zwierzaki o kilku ogonach płatają ludziom
figle. Potrafią dać komuś banknoty i monety. Następnie te pieniążki, ku
zdziwieniu człowieka, zamieniają się w liście i kamyki, a Kitsune widząc to,
zaczyna się śmiać.
Kitsune
kontrolują pogodę. Mogą wpływać na to, czy świeci słońce, czy pada deszcz.
Sprawują także władzę nad Błędnymi Ognikami, które w Japonii nazywa się Lisimi
Ognikami.
Jednym
z atrybutów Kitsune jest Gwiezdny Klejnot, magiczna kula, wielkości mandarynki,
którą Lis trzyma w swoich łapkach. Klejnoty świecą jasnym, ciepłym światłem. To
właśnie w niej zamknięta jest magiczna moc tego stworzenia.
Kitsune Gemini
Kitsune
to straszne łasuchy. Lubią zwłaszcza smażone tofu z makaronem, któremu nie mogą
się oprzeć. Tofu to taki biały, miękki ser, zrobiony z soi. To ich ulubiona potrawa.
Nawet współcześnie w Japonii na taką potrawę mówi się Makaron Lisa.
Kitsune
to niesamowite istoty. Magiczne i szanowane w Japonii. To dobre stworzenia, ale
czasami lubią sobie żartować. Ich ogony, których mogą mieć nawet dziewięć,
wyglądają dostojnie i pięknie. Zapraszam do podzielenia się opinia, czy
słyszeliście o Kitsune i co w opowieści o nich najbardziej Wam się podoba.
Na
dziś to tyle. Zostawcie subskrypcję na Youtube, jeśli jeszcze tego nie
zrobiliście, by nie ominęły Was następne materiały, a także polubienia, jeśli
odcinek Wam się podobał. Chciałbym również zaprosić do odsłuchania innym
nagrań, które już miały premierę na kanale, byście mogli poznać ciekawe istoty
z różnych wierzeń. Zachęcam także do odwiedzenia mojego profilu na Facebooku,
gdzie publikuję informacje o nowych artykułach na blogu, jak i zapowiedzi tego,
co pojawi się na Youtube. A jeśli możesz, drogi Czytelniku lub droga
Czytelniczko, wesprzeć moją twórczość finansowo, zapraszam do odwiedzenia
strony na Patronite, by zostać Patronem wzorem Piotra Brachowicza. Chciałbym
również serdecznie podziękować Piotrowi za całe wsparcie, porady i nakierowanie
na nowe rozwiązania w rozwijaniu kanału. A tymczasem, bywajcie!
W
skandynawskich wierzeniach istnieje dziewięć światów zamieszkałych przez rożne
istoty żywe… No, i nie tylko żywe. Wśród tych krain jest Niflheim, Świat Mgieł.
Był on przedsionkiem zaświatów, Helheimu. To mroczne i chłodne miejsce. Stanowił
jednak dom dla pewnej straszliwej i niszczycielskiej istoty, która będzie
bohaterem dzisiejszego tematu.
Mowa
o olbrzymim potworze Nidhoggu (nord. Níðhöggr), którego siedliszczem była Niðafjöll,
Mroczna Góra w podziemnym świecie. W Eddzie Poetyckiej opisywany jest
jako mroczny i latający smok. Jego imię próbuje się tłumaczyć na różne sposoby.
Na blogu, w materiale o nordyckich zaświatach, do którego przeczytania
zachęcam, zdecydowałem się na wersję Napastnik, Który Napiętnuje, jednak
inne tłumaczenia wskazują na Napastnika w Ciemnościach albo Gryzącego
Pod Ziemią albo Gryzący Strach. Ciekawostką jest, iż przedrostek níð,
występujący w jego imieniu, wikingowie używali także, by piętnować osoby
pozbawione honoru lub wyjęte spod prawa. Wracając jednak do Nidhogga, wszystkie
te miana pasują do tej bestii, gdyż przez większość czasu zajmował się
pogryzaniem korzeni kosmicznego jesionu Yggdrasil, by strącić z czubka tego
drzewa Wielkiego Orła. Między smokiem a ptakiem dochodziło do napięć, gdyż
wiadomości między nimi przenosiła wiewiórka Ratatosk. Gryzoniowi przypisuje się
złośliwość i celowe przekręcenia słów obydwu istot, by podsycić konflikt między
nimi. A przez te waśnie, Nidhogg dążył do uszkodzenia Yggdrasilla, co mu się w
końcu uda, w dniu Ragnaröku, Zmierzchu Bogów. I mamy tu wyjaśnienie, dlaczego niektórzy
tłumaczą jego imię jako Gryzący Pod Ziemią albo Gryzący Strach.
Pałac w Náströndzie ChatGPT 2025
Z
kolei o Napastniku, możemy mówić w kontekście jego żądnej krwi natury. Kiedy
zawył czterooki ogar Garm, smok wiedział, że w świecie śmiertelników rozegrała
się jakaś bitwa i krew poległych wsiąknie w ziemię, a następnie skapywać będzie
do Niflheimu. Odstępował tedy od podgryzania korzeni Yggdrasilu i spijał
czerwoną posokę. Napastował także dusze osób, które trafiały do jednego z
najgorszych miejsc w nordyckich zaświatach, które niczym te z Boskiej
Komedii Dantego, dzielą się na wiele zakątków, lepszych i gorszych,
bardziej przyjaznych i tych bardziej wrogich. Tym bodaj najgorszym był pałac w
Náströndzie, która nazwa oznacza Wybrzeże Umarłych. Opisywano go jako
miejsce wielkiego zła i ciemności. Ściany tego przybytku zbudowane były z
żywych węży, które kąsały potępione dusze. Ponadto, potępieni cierpieli męki
wiecznego chłodu, a jednocześnie pieczenia od jadu węży, który skapywał nań ze
sklepienia. Trucizny gromadziło się tyle, że wypełnia także dno wnętrza
Náströndu, tworząc upiorny basen, w którym dusze musiały brodził po pas. Do
tego niewątpliwie mało urokliwego miejsca można było trafić zabijając za życia
dziecko lub dopuszczając się zdrady, co w wierzeniach wikingów było wyjątkowo
piętnowanym grzechem.
I
to wkracza Nidhogg, cały na czarno, który podchodził pod Náströnd i zjadał
potępione dusze. Gryzł, przeżuwał i wypluwał. Łamanie kości i rozszarpywanie
ciała nie kończyło się jednak śmiercią, pomimo iż było niewątpliwie bolesne. Dusze
z Náströndu mogły doznawać takich katuszy wielokrotnie, aż do dnia Ragnaröku.
Bowiem i Nidhogga nie ominie jego przeznaczenie i zginie podczas Zmierzchu
Bogów. Przynajmniej tak mówi jedna interpretacja.
Nidhogg podczas Ragnaröku Copilot 2025
Za
Eddą Poetycką w przekładzie Eysteinna Björnssona:
Þar kømr inn dimmi
dreki fljúgandi,
naðr fránn, neðan
frá Niðafjöllum.
Berr sér í fjöðrum
—flýgr völl yfir— Níðhöggr nái—
nú mun hon søkkvask.
Nadlatuje mroczny smok
Lśniąca żmija
z Mrocznej Góry.
Niesie między piórami
– przelatując nad lądem –
Trupy Nidhogga, które zrzuca–
Teraz niech utonie.
Dwuznaczne
jest określenie Trupy Nidhogga, które zrzuca. Czy oznacza to, że rozpęta
piekło i będzie ciskał ciałami swych ofiar podczas tej decydującej dla świata
bitwy? A może zrzuci je metaforycznie, niczym emocjonalny ciężar lub poczucie
winy? Być może u kresu świata zrozumie, że wieści, które do niego docierały. za
pośrednictwem Ratatoska. były przekręcane i cała jego nienawiść oparta była na
kłamstwie. A zatem, czy tak, jak świat po Ragnaröku się odmieni, może jest i
szansa dla Nidhogga? Tu zostawiam pole do interpretacji Wam, czy te wersy
wieszczą jego śmierć, czy odkupienie. A może i jedno i drugie?
Nidhogg
jest symbolem chaosu i zniszczenia, uosobieniem tego, co zagraża całej
strukturze Wszechświata reprezentowanego przez drzewo Yggdrasil. Ale jest też,
niczym Szatan z hebrajskich wierzeń, katem złych i potępionych dusz. Nie ma bowiem
życia bez śmierci. Nie ma stworzenia bez zniszczenia. I coś, w co chciałbym
wierzyć, nie ma zbrodni bez kary.
Współcześnie
Nidhogg zawitał do gry God of War: Ragnarok, gdzie jest jednym z bossów, z
którymi musi zmierzyć się Kratos.
Nidhogg w Gimle... Copilot 2025
Na
dziś to tyle. Zostawcie subskrypcję na Youtube, jeśli jeszcze tego nie
zrobiliście, by nie ominęły Was następne materiały, a także polubienia, jeśli
odcinek Wam się podobał. Chciałbym również zaprosić do odsłuchania innym
nagrań, które już miały premierę na kanale, byście mogli poznać ciekawe istoty
z różnych wierzeń. Zachęcam także do odwiedzenia mojego profilu na Facebooku,
gdzie publikuję informacje o nowych artykułach na blogu, jak i zapowiedzi tego,
co pojawi się na Youtube. A jeśli możesz, drogi Czytelniku lub droga
Czytelniczko, wesprzeć moją twórczość finansowo, zapraszam do odwiedzenia
strony na Patronite, by zostać Patronem wzorem Piotra Brachowicza. Chciałbym
również serdecznie podziękować Piotrowi za całe wsparcie, porady i nakierowanie
na nowe rozwiązania w rozwijaniu kanału. A tymczasem, bywajcie!
Dziś
wracamy na słowiańskie ziemie, by poznać kolejną istotę z rodzimych wierzeń. W
lasach i nad brzegami jezior drzewiej można było spotkać urodziwe dziewczyny.
Jednak niech wygląd Was nie zwiedzie, ponieważ nie były one żywymi istotami.
Mowa o rusałkach, którym będzie poświęcony dzisiejszy temat.
Rusałkami
stawały się panny, które zmarły tragicznie przed zamążpójściem, chociażby
poprzez utopienie się. Następnie wracały do świata śmiertelników, objawiając
się ludziom w pobliżu zbiorników wodnych lub w lasach pod postacią młodych i
pięknych dziewczyn, o długich, rozpuszczonych włosach. Te włosy mogły zdradzić
ich prawdziwą naturę, gdyż z bliska mieniły się nienaturalnym, zielonym
odcieniem. Innym znakiem, który je zdradzał, były odciski stóp. Pomimo, że
człek widząc je, był pewien, że mają delikatne, dziewczęce nogi, ślady, które
po nich zostawały na brzegu wyglądały jak ślady gęsi. Często pojawiają się w
wiankach z kwiatów, który był tradycyjnym nakryciem głowy panien przez ślubem.
Stąd też o kobiecie zamężnej mówiło się, iż straciła wianek. Rusałki mogły
być odziane w białe suknie, półnagie lub pojawiać się całkowicie nago. Dziewczyna
porwana przez inne rusałki mogła także zostać zamieniona w jedną z nich. Jeśli
jej rodzina szukała jej i znalazła po niej jeno jej wianek, a sama krewna
zniknęła na dobre, za takie uprowadzenie obwiniano właśnie rusałki.
Rusałki Copilot
Swym
wyglądem kusiły młodych mężczyzn i zwabiały ich do tańca, który trwał tak
długo, aż nieszczęśnik umierał z wycieńczenia. Potrafiły także załaskotać
ofiarę na śmierć lub utopić w jeziorze, którego brzegi nawiedzały. Często można
było zaobserwować je, jak tańczą w grupie. Taki taniec hipnotyzował
obserwatorów, wabiąc ich bliżej. A gdy już mężczyźni znaleźli się zbyt blisko,
byli porywani we wspomniany śmiertelny taniec. Istniał jednak cień szansy, by
się z niego uwolnić. Czasami się zdarzało, że rusałka zadawała zagadkę swojej
ofierze. Jeśli młodzieniec zachował się rozsądnie, oparł się zauroczeniu i co
ważniejsze, wykazałaś się mądrością, poprawnie odpowiadając na zagwozdkę,
rusałka puszczała go wolno.
Jeśli
chłopak wykazał się do tego sprytem, i oprócz wyjścia żywym z takiego
mistycznego spotkania, udało mu się ukraść wianek rusałki, zyskiwał magiczny
artefakt. Tak przynajmniej wierzyli południowi Słowianie z Bałkanów.
Rusałka i młodzieniec Copilot
Powiada
się iż istoty te nie lubiły gorzkiego zapachu piołunu, dlatego by się przed
nimi uchronić, dobrze było mieć jego liście przy sobie. Szczególną uwagę
należało zachować podczas tak zwanego Rusalczego Tygodnia, o którym wspominał
już Jan Długosz, a który obchodzony był w czerwcu. Wierzono, że właśnie wtedy
rusałki są wyjątkowo aktywne. Nie należało wtedy rozwieszać prania, by jakaś
rusałka się w nie zaplątała, co ściągnęłoby na ludzi jej gniew. Tak samo
podczas Rusalczego Tygodnia nie można było kąpać się w jeziorach i rzekach, by
nie kusić losu. Obrzędy te obchodzone były na terenach Białorusi, Rosji i
Ukrainy jeszcze w dwudziestoleciu międzywojennym.
Z
kolei, by je udobruchać, zostawiano na brzegach jezior chleb i sól, jako
poczęstunek dla tych magicznych istot. Ponoć również spuszczenie wzroku na
ziemię i nie patrzenie rusałce w oczy, mogło uchronić przed zauroczeniem i
porwaniem do śmiertelnego tańca. Można także było nosić przy sobie coś
czerwono. Jak już wiemy, ten kolor odstraszał także inne stwory, jak opisane na
moim blogu mamuny, czy licho, o którym powstał już materiał na tym kanale. Zachęcam
do zapoznania się z materiałami o tych istotach, a teraz wróćmy do tematu
rusałek.
Istniały
także dobre strony rusałek. W wielu miejscach krążyły historie, jakoby
zagubione dzieci, czy też, gdy zostały zaatakowane przez dzikie zwierzęta,
zostały uratowane przez te duchy i odprowadzone bezpieczne w pobliże ludzkich
siedlisk. Rusałki miały bowiem nie krzywdzić dziatków. Powiadano także, że
jeśli w jakimś miejscu zaobserwowano rusałki, to w tej okolicy będzie urodzaj,
gdyż ich magiczne moce sprawiały, że ziemia stawała się bardziej płodna. Tak
samo podczas Rusalczego Tygodnia często odprawiano rytualne tańce wokół
chorych, bowiem w tym magicznym czasie łatwiej było wypędzić chorobę.
Rusałki Copilot
Uważa
się, iż samo słowo rusałka powstało dość późno i wywodzi się z łacińskiego
słowa rosalia oznaczającego święto róż. Miało rzekomo nawiązywać do
uroczystości, podczas której pewnej nimfie, a więc istocie podobnej do rusałki,
składano ofiary z róż. Innego źródła dopatruje się pochodzenia tej nazwy w
słowie rusa, oznaczającego coś jasnego lub świecącego. Nie da się jednak ukryć,
że słowiańskie rusałki podobne są do nimf, czy syren z innych wierzeń. Najstarsza
wzmianka o rusałkach, która zachowała się do naszych czasów, to graffiti na
ścianie Soboru Mądrości Bożej w Nowogrodzie Wielkim, który to napis datuje się
na XI wiek.
Z
rusałkami utożsamia się także inne istoty, często uważając ich nazwy za
synonimy tych pierwszych. I tak oto mamy boginki, brzeginie, dziwożony, kupałki,
łaskotałki, ta nazwa niewątpliwie nawiązuje do tortur, jakie stosowały na
młodzieńcach. Następnie majki, mawki, wodne panny lub żony, wodiany czy wiły. W
przyszłości część z tych istot również sobie omówimy, gdyż wedle podań z
różnych regionów, rozróżniało je od rusałek.
Pamięć
o rusałkach jest ciągle żywa. Przytoczmy sobie kilka przykładów, gdzie można
się spotkać z nimi. Mianem rusałek obecnie nazywa się kilka odmian motyli,
dobrze znanych z polskich łąk i pól. Z kolei w opowiadaniach Andrzeja
Sapkowskiego o wiedźminie, Geralt mylnie bierze pewną bruxę za rusałkę. Rusałki
zawitały także do cyklu gier Heroes of Might and Magic. Na marginesie, trzecia
część tej gry jest najlepsza. Rzekłem.
Na
dziś to tyle. Zostawcie subskrypcję na Youtube, jeśli jeszcze tego nie
zrobiliście, by nie ominęły Was następne materiały, a także polubienia, jeśli
odcinek Wam się podobał. Chciałbym również zaprosić do odsłuchania innym
nagrań, które już miały premierę na kanale, byście mogli poznać ciekawe istoty
z różnych wierzeń. Zachęcam także do odwiedzenia mojego profilu na Facebooku,
gdzie publikuję informacje o nowych artykułach na blogu, jak i zapowiedzi tego,
co pojawi się na Youtube. A jeśli możesz, drogi Czytelniku lub droga
Czytelniczko, wesprzeć moją twórczość finansowo, zapraszam do odwiedzenia
strony na Patronite, by zostać Patronem wzorem Piotra Brachowicza. Chciałbym
również serdecznie podziękować Piotrowi za całe wsparcie, porady i nakierowanie
na nowe rozwiązania w rozwijaniu kanału. A tymczasem, bywajcie!
Jakiś
czas temu poznaliśmy Mahahę z inuickiej mitologii. Dziś wracamy do wierzeń
Eskimosów. Odzwierciedlają one chłodny, surowy i przez dużą część roku mroczny
krajobraz, w którym żyją te rdzenne ludy Arktyki.
Bohaterem
naszego dzisiejszego tematu jest Ahkiyyini, znany szczególnie wśród plemion z
okolic Alaski. Był to upiorny, poruszający się szkielet o wielkiej mocy. Znany
był ze swojego dzikiego tańca. Kiedy zaczynał pląsać, jego ruchy wywoływały
trzęsienia ziemi i fale wdzierające się głęboko w ląd. Mówiąc japońskim
nazewnictwem, fale tsunami. Takie fale są nie tylko groźne dla ludzi
znajdujących się na wybrzeżu ale także dla łodzi i statków, ponieważ pojazdy
takie mogą być rozbite o brzeg i skały.
Ahkiyyini ChatGPT
Mówi
się, że Ahkiyyini zostaje człowiek, który kochał muzykę i taniec za życia, a ta
miłość nie ustała nawet po śmierci. Co ważne, jego życie musiało zakończyć się
tragicznie i nigdy za życia nie mógł nacieszyć się muzyką i tańcem tyle, ile by
chciał. To też powoduje jego powrót z zaświatów w tej upiornej formie. Nie jest
pojedynczą istotą, wielu ludzi może zamienić się w Ahkiyyini po śmierci. Liczba
etatów w tej roli nie jest ograniczona, tak więc doniesienia o ich spotkaniach
mogą pochodzić z różnych miejsc w tym samym czasie.
Inna
wersja historii mówi, że Ahkiyyini był uzdolnionym muzykiem, który lubił się
popisywać i wpadać w samozachwyt nad własnymi melodiami. Pewnego dnia wyzwał na
taneczny pojedynek szamana, którego chciał upokorzyć. I trafił na godnego siebie
przeciwnika, bo taniec szamana został lepiej odebrany przez plemię, przed
którym występowali. Wtedy też, by dać młodemu samochwale nauczkę, szaman
przemienił go czarami w ożywiony szkielet.
Oprócz
tańca znany jest także z gry na instrumentach, które tworzy z kości, wyjętych
ze swojego własnego ciała. No normalnie człowiek orkiestra i to dosłownie. Stąd
też wśród inuickich rybaków strach przed muzyką. Wierzono, że usłyszenie
melodii przed wypłynięciem lub w trakcie rejsu może zwiastować zbliżający się
kataklizm. Eskimos, słysząc takie odgłosy, powinien jak najszybciej kierować
się do brzegu, a będąc na nim, uciekać w głąb lądu. W niektórych wersjach
legendy jego muzyka hipnotyzowała ludzi i zmuszała do tańca, którego nie
potrafili przestać. Tacy żeglarze zaczynali w niekontrolowany sposób pląsać,
pozwalając, by wiatr zniósł swobodnie pływający statek i rozbił go o skały.
Jeśli hipnozie ulegli ludzie na lądzie, mogli tańczyć bez końca, do wyczerpania
i śmierci, albo tanecznym krokiem iść w stronę brzegu, by wbrew swojej woli utopić
się w lodowatych wodach Arktyki.
Arktyka ChatGPT
Oprócz
muzyki i dudnienia od jego tupania, samego Ahkiyyini można było zobaczyć.
Objawiał się jako wysoki szkielet, a jego kości promieniowały światłem podobnym
do gwiazd widzianych na nocnym niebie.
Historia
o Ahkiyyini uczy pokory wobec nieprzewidywalnych sił natury, których nie warto
lekceważyć oraz by zachować czujność w obliczu zmieniającej się sytuacji na
morzu. Z kolei wersja o konkurowaniu z szamanem uczy także pokory, gdyż za
pychę możemy zostać ukarani.
Na dziś to tyle. Zostawcie subskrypcję na Youtube, jeśli jeszcze tego nie zrobiliście, by nie ominęły Was następne materiały, a także polubienia, jeśli odcinek Wam się podobał. Chciałbym również zaprosić do odsłuchania innym nagrań, które już miały premierę na kanale, byście mogli poznać ciekawe istoty z różnych wierzeń. Zachęcam także do odwiedzenia mojego profilu na Facebooku, gdzie publikuję informacje o nowych artykułach na blogu, jak i zapowiedzi tego, co pojawi się na Youtube. A jeśli możesz, drogi Czytelniku lub droga Czytelniczko, wesprzeć moją twórczość finansowo, zapraszam do odwiedzenia strony na Patronite, by zostać Patronem wzorem Piotra Brachowicza. Chciałbym również serdecznie podziękować Piotrowi za całe wsparcie, porady i nakierowanie na nowe rozwiązania w rozwijaniu kanału. A tymczasem, bywajcie!
W
mitach i legendach z całego świata przewija się wiele stworzeń, które na
przestrzeni wieków stały się symbolami. Jednymi z takich istot są Jednorożce i
to właśnie im chciałbym poświęcić dzisiejszy temat. Odcinek ten dedykuję Kini,
najmłodszej Słuchaczce tego kanału. A teraz usiądźcie wygodnie i posłuchajcie
opowieści o Jednorożcach.
Jednorożce
to magiczne konie z legend i mitów. Mają lśniącą sierść, czasem białą jak
chmury, czasem srebrną jak księżyc. Na ich głowach powiewają lśniące grzywy. Są
niesamowicie szybkie, niczym wiatr. Ale to, co najbardziej odróżnia je od
zwykłych rumaków, to jeden, długi róg, który wyrasta na środku ich czoła. Mówi
się, że ich rogi mają magiczne moce. Wszystko, czego dotkną, staje się czyste i
zdrowe. Tak samo łzy Jednorożca, potrafiły uleczać i wypędzać choroby. Odganiają
także smutki.
Jednorożec ChatGPT
Jednorożce
to nieśmiałe i płochliwe zwierzęta. Stronią od ludzi. Są symbolem dobroci,
miłości i religii. Ich legowiskami są tajemnicze i zaczarowane lasy, zwłaszcza
polany pokryte miękką, zieloną trawą. Żyją w małych stadach, a wszystkie
zwierzęta w nim dbają o siebie nawzajem.
Najstarsze
wzmianki o Jednorożcach pochodzą ze starożytnej Grecji, z V wieku przed naszą
erą. Na przestrzeni stuleci próbowano doszukiwać się różnych źródeł pochodzenia
legend o Jednorożcach, typując zwierzęta takie jak antylopy, bawoły czy
nosorożce. Czy wyobrażacie sobie teraz magicznego nosorożca, którego otacza
tęcza? Być może źródło legendy znajdowało się także w opowieściach o kłach
narwali, które zamieszkują Arktykę, a które nazywane są Jednorożcami Północy.
Kirin ChatGPT
Podobnymi
istotami do Jednorożców były chińskie Kiriny. Tak samo jak europejskiej
Jednorożce, Kiriny ukazały się tylko dobrym ludziom, tam gdzie panowała
uczciwość i pokój.
Jednorożce
stały się popularnym motywem na wielu herbach. Królestwo Szkocji posiada w
swoim herbie aż dwa, białe jednorożce. Jednorożec i lew znajdują się w herbie
Wielkiej Brytanii. W Polsce te magiczne istoty możemy spotkać chociażby na
herbie Lidzbarku a także w gminie, która nazywa się dosłownie Jednorożec.
Jednorożec ChatGPT
Współcześnie
Jednorożce również są popularne, można je spotkać w wielu filmach, bajkach czy
grach komputerowych. A czy Wy macie swoje ulubione Jednorożce? Możecie o nich
opowiedzieć w komentarzach!
Podsumowując,
Jednorożce są symbolami czystości, dobroci, miłości. To z natury dobre istoty,
które w wielu legendach pomagały ludziom. Niektórym może być trudno uwierzyć w
istnienie
Jednorożców, ale kto wie, może pewnego dnia pewien mały odkrywca lub pewna
mała odkrywczyni trafi na ich ślady?
Na
dziś to tyle. Zostawcie subskrypcję na Youtube, jeśli jeszcze tego nie zrobiliście, by nie
ominęły Was następne materiały, a także polubienia, jeśli odcinek Wam się
podobał. Chciałbym również zaprosić do odsłuchania innym nagrań, które już
miały premierę na kanale, byście mogli poznać ciekawe istoty z różnych
wierzeń. Zachęcam także do odwiedzenia mojego profilu na Facebooku, gdzie
publikuję informacje o nowych artykułach na blogu, jak i zapowiedzi tego, co
pojawi się na Youtube. A jeśli możesz, drogi Czytelniku lub droga
Czytelniczko, wesprzeć moją twórczość finansowo, zapraszam do odwiedzenia strony
na Patronite, by zostać Patronem wzorem Piotra Brachowicza. Chciałbym
również serdecznie podziękować Piotrowi za całe wsparcie, porady i nakierowanie
na nowe rozwiązania w rozwijaniu kanału. A tymczasem, bywajcie!
Dziś
pierwszy raz wyruszymy na tereny Mezopotamii, by poznać pewną magiczną istotę.
Na wstępie warto zaznaczyć, iż sama Mezopotamia była krainą leżącą w dorzeczu
rzek Eufratu i Tygrysu, w której rozwinęło się wiele starożytnych kultur. Na
pewno warto wymienić wśród nich Sumerów, Akadyjczyków, Asyryjczyków czy Babilończyków.
Schedę z ich wierzeń i wiele motywów z mezopotamskich legend znalazło swój ślad
w hebrajskich wierzeniach, jak motyw stworzenia człowieka z gliny, mit o
potopie czy o wieży Babel. Ale dziś nie o tym, to była bardziej dygresja, by
zarysować Wam kontekst historyczny i kulturowy. Dziś za to opowiemy sobie o
istocie zwanej Anzû.
Anzû,
zwany też po prostu Zû lub Imdugud był ptakiem olbrzymich rozmiarów. Co jednak
odróżniało go od innych skrzydlatych istot, to posiadanie głowy lwa. W
niektórych opisach taka głowa miała typowo koci pysk a w innych była zakończona
dziobem ostrym jak piła do drewna. Stwór był tak wielki, że ruchem swoich
skrzydeł potrafił tworzyć trąby powietrzne, czy powodować burze piaskowe. Mógł
też ziać ogniem lub strumieniem wody z pyska, czy wedle innej wersji, z dziobu.
Anzû Gemini
Najbardziej
znany mit o Anzû opowiada, jak ten wykrada Enkiemu lub Enlilowitak zwaną Tabliczkę Przeznaczeń, gdy któryś z
nich brał kąpiel. Był to artefakt, zapewniający posiadaczowi najwyższe miejsce
wśród Bogów, a także pozwalał zapisywać losy świata. Ot, taki o wiele starszy i
dający więcej możliwości odpowiednik Notatnika Śmierci. Swoją drogą, o
Shinigami też sobie kiedyś opowiemy. Zaznaczyłem, iż przedmiot został
skradziony Enkiemu, albo Enlilowi. Czemu tak? Musimy w tym miejscu odwołać się do
początku dzisiejszego materiału. Wierzenia mezopotamskie nie są koherentne i
różnią się w zależności od źródła i wieku, w którym zostały spisane. W
starszej, sumeryjskiej wersji mitu wymieniony jest Enki, natomiast w młodszej,
akadyjskiej, jest to właśnie Enil. Obaj byli Bogami w mezopotamskim panteonie,
jednak na przestrzeni wieków jeden zastąpił w tej historii miejsce drugiego. Wróćmy
jednak do bohatera dzisiejszego tematu, czyli do Anzû. Syn Enlila, Ninurta, Bóg
burzy, wojny i rolnictwa, podejmuje się misji odzyskania tabliczek. Pierw
zbiera armię, a następnie stacza długą i wyczerpującą walkę o Tabliczkę z
ptakiem. Anzû wykorzystuje Tabliczkę, by zmieniać losy walki i zyskiwać
przewagę, jednak Ninurta jest nieustępliwy i nie poddaje się. W końcu
doprowadza ptaka na skraj fizycznego wyczerpania, odcina mu skrzydła, a
następnie zabija i oddaje odzyskany artefakt swojemu ojcu.
Na
bazie tej historii i wiedząc już co nie co o Anzû, możemy go uznać za symbol
chaosu. Bogowie i ich prawa to ład, a Tabliczka pozwalają kierować losami
świata. Anzû natomiast ją wykrada, a więc burzy ten porządek. Poza tym,
potrafił wpływać na pogodę, wywołując takie niebezpieczne zjawiska znane w
pustynnym klimacie jak trąby powietrzne czy burze piaskowe, które na pewno były
zmorą ludności Mezopotamii. Jest więc nierozerwanie związany z
nieprzewidywalnymi klęskami żywiołowymi i siłami, wobec których człek był niejednokrotnie
bezradny. Jest to motyw, który przewija się przez wiele wierzeń. Zeus walczył z
Tyfonem, Peruna z Welesem albo Thora z Jormungandrem. Zawsze jest to siła,
którą można utożsamiać z niebiosami a która mierzy się z inną siłą, związaną z
chaosem, często z żywiołem.
Anzû i Ninurta nad wodami Abzu ChatGPT
Jak
chaotyczną istotą był Anzû, niech świadczy fakt, że inny przedstawiciel tego
gatunku prowadzi Ninurtę do świętych wód Abzu oraz objawia mu jego
przeznaczenie. W podzięce za to Bóg obiecuje postawić posąg ptakowi i ustanowić
jego kult. Tak więc ptak ten niekoniecznie był z natury zły. Był chaotyczny,
jak siły przyrody. Być może także jego charakter zmieniał się na przestrzeni
wieków, ponieważ jak zaznaczyłem, przewijał się przez kulturę sumeryjską,
akadyjską czy babilońską. Swoją drogą, wody Abzu miały być miejscem narodzin
pierwszego z rasy Anzû.
Inna
historia opowiada jak Lugalbanda, sumeryjski król panujący w mieście Uruk,
który żył jakieś 4000 lat temu, natrafia w górach Zagros na gniazdo Anzû, w
którym znajduje pisklę tego stwora. Ot, taki mały skrzydlaty kotek. Dorosłe Anzû
w tym czasie polowały na bydło, co pokazuje jak duże musiały być. Lugalbanda
składa rożne podarki i karmi pisklę, a kiedy jego rodzice wracają do gniazda,
są pod takim wrażeniem, że postanawiają obdarzyć króla nadprzyrodzonymi mocami,
takimi jak super szybkie bieganie i nie odczuwanie zmęczenia.
Podoba
historia, zapewne jej kopia, znajduje się w historii o Gilgameszu. W tym
miejscu odsyłam na mój blog, do tematu o Potopie, który to motyw jest również
obecny w historii o Gilgameszu.
Pamięć
o Anzûjest ciągle żywa. W 2014 roku na jego cześć nazwano odkryty
gatunek dinozaura, Anzu Wyliei, który żył na obecnych terenach stanów
Montana, a także Południowa oraz Północna Dakota. Dinozaur posiadał pióra na
całym ciele i jego fizjonomia skojarzyła się odkrywcom właśnie z bohaterem
naszego dzisiejszego tematu.
Anzu Wyliei ChatGPT
Postać
inspirowana Anzû pojawia się także w grze World of Warcraft.
Na
dziś to tyle. Kończąc, chciałbym zaprosić do odsłuchania innym materiałów,
które już miały premierę na tym kanale, byście mogli poznać istoty z różnych
wierzeń. Zachęcam także do odwiedzenia mojego profilu na Facebooku, gdzie
publikuję informacje o nowych artykułach na blogu, jak i zapowiedzi tego, co
pojawi się tu, na Youtube. A jeśli możesz, drogi Słuchaczu lub droga Słuchaczko,
wesprzeć moją twórczość finansowo, zapraszam do odwiedzenia strony na
Patronite, by zostać Patronem wzorem Piotra Brachowicza. Do usłyszenia w
następnym materiale. A tymczasem, bywajcie!