Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mitologia słowiańska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mitologia słowiańska. Pokaż wszystkie posty

piątek, 13 lutego 2026

Rusałki



Dziś wracamy na słowiańskie ziemie, by poznać kolejną istotę z rodzimych wierzeń. W lasach i nad brzegami jezior drzewiej można było spotkać urodziwe dziewczyny. Jednak niech wygląd Was nie zwiedzie, ponieważ nie były one żywymi istotami. Mowa o rusałkach, którym będzie poświęcony dzisiejszy temat.

Rusałkami stawały się panny, które zmarły tragicznie przed zamążpójściem, chociażby poprzez utopienie się. Następnie wracały do świata śmiertelników, objawiając się ludziom w pobliżu zbiorników wodnych lub w lasach pod postacią młodych i pięknych dziewczyn, o długich, rozpuszczonych włosach. Te włosy mogły zdradzić ich prawdziwą naturę, gdyż z bliska mieniły się nienaturalnym, zielonym odcieniem. Innym znakiem, który je zdradzał, były odciski stóp. Pomimo, że człek widząc je, był pewien, że mają delikatne, dziewczęce nogi, ślady, które po nich zostawały na brzegu wyglądały jak ślady gęsi. Często pojawiają się w wiankach z kwiatów, który był tradycyjnym nakryciem głowy panien przez ślubem. Stąd też o kobiecie zamężnej mówiło się, iż straciła wianek. Rusałki mogły być odziane w białe suknie, półnagie lub pojawiać się całkowicie nago. Dziewczyna porwana przez inne rusałki mogła także zostać zamieniona w jedną z nich. Jeśli jej rodzina szukała jej i znalazła po niej jeno jej wianek, a sama krewna zniknęła na dobre, za takie uprowadzenie obwiniano właśnie rusałki.

Rusałki
Copilot


Swym wyglądem kusiły młodych mężczyzn i zwabiały ich do tańca, który trwał tak długo, aż nieszczęśnik umierał z wycieńczenia. Potrafiły także załaskotać ofiarę na śmierć lub utopić w jeziorze, którego brzegi nawiedzały. Często można było zaobserwować je, jak tańczą w grupie. Taki taniec hipnotyzował obserwatorów, wabiąc ich bliżej. A gdy już mężczyźni znaleźli się zbyt blisko, byli porywani we wspomniany śmiertelny taniec. Istniał jednak cień szansy, by się z niego uwolnić. Czasami się zdarzało, że rusałka zadawała zagadkę swojej ofierze. Jeśli młodzieniec zachował się rozsądnie, oparł się zauroczeniu i co ważniejsze, wykazałaś się mądrością, poprawnie odpowiadając na zagwozdkę, rusałka puszczała go wolno.

Jeśli chłopak wykazał się do tego sprytem, i oprócz wyjścia żywym z takiego mistycznego spotkania, udało mu się ukraść wianek rusałki, zyskiwał magiczny artefakt. Tak przynajmniej wierzyli południowi Słowianie z Bałkanów.

Rusałka i młodzieniec
Copilot

Powiada się iż istoty te nie lubiły gorzkiego zapachu piołunu, dlatego by się przed nimi uchronić, dobrze było mieć jego liście przy sobie. Szczególną uwagę należało zachować podczas tak zwanego Rusalczego Tygodnia, o którym wspominał już Jan Długosz, a który obchodzony był w czerwcu. Wierzono, że właśnie wtedy rusałki są wyjątkowo aktywne. Nie należało wtedy rozwieszać prania, by jakaś rusałka się w nie zaplątała, co ściągnęłoby na ludzi jej gniew. Tak samo podczas Rusalczego Tygodnia nie można było kąpać się w jeziorach i rzekach, by nie kusić losu. Obrzędy te obchodzone były na terenach Białorusi, Rosji i Ukrainy jeszcze w dwudziestoleciu międzywojennym.

Z kolei, by je udobruchać, zostawiano na brzegach jezior chleb i sól, jako poczęstunek dla tych magicznych istot. Ponoć również spuszczenie wzroku na ziemię i nie patrzenie rusałce w oczy, mogło uchronić przed zauroczeniem i porwaniem do śmiertelnego tańca. Można także było nosić przy sobie coś czerwono. Jak już wiemy, ten kolor odstraszał także inne stwory, jak opisane na moim blogu mamuny, czy licho, o którym powstał już materiał na tym kanale. Zachęcam do zapoznania się z materiałami o tych istotach, a teraz wróćmy do tematu rusałek.

Istniały także dobre strony rusałek. W wielu miejscach krążyły historie, jakoby zagubione dzieci, czy też, gdy zostały zaatakowane przez dzikie zwierzęta, zostały uratowane przez te duchy i odprowadzone bezpieczne w pobliże ludzkich siedlisk. Rusałki miały bowiem nie krzywdzić dziatków. Powiadano także, że jeśli w jakimś miejscu zaobserwowano rusałki, to w tej okolicy będzie urodzaj, gdyż ich magiczne moce sprawiały, że ziemia stawała się bardziej płodna. Tak samo podczas Rusalczego Tygodnia często odprawiano rytualne tańce wokół chorych, bowiem w tym magicznym czasie łatwiej było wypędzić chorobę.

Rusałki
Copilot

Uważa się, iż samo słowo rusałka powstało dość późno i wywodzi się z łacińskiego słowa rosalia oznaczającego święto róż. Miało rzekomo nawiązywać do uroczystości, podczas której pewnej nimfie, a więc istocie podobnej do rusałki, składano ofiary z róż. Innego źródła dopatruje się pochodzenia tej nazwy w słowie rusa, oznaczającego coś jasnego lub świecącego. Nie da się jednak ukryć, że słowiańskie rusałki podobne są do nimf, czy syren z innych wierzeń. Najstarsza wzmianka o rusałkach, która zachowała się do naszych czasów, to graffiti na ścianie Soboru Mądrości Bożej w Nowogrodzie Wielkim, który to napis datuje się na XI wiek.

Z rusałkami utożsamia się także inne istoty, często uważając ich nazwy za synonimy tych pierwszych. I tak oto mamy boginki, brzeginie, dziwożony, kupałki, łaskotałki, ta nazwa niewątpliwie nawiązuje do tortur, jakie stosowały na młodzieńcach. Następnie majki, mawki, wodne panny lub żony, wodiany czy wiły. W przyszłości część z tych istot również sobie omówimy, gdyż wedle podań z różnych regionów, rozróżniało je od rusałek.

Pamięć o rusałkach jest ciągle żywa. Przytoczmy sobie kilka przykładów, gdzie można się spotkać z nimi. Mianem rusałek obecnie nazywa się kilka odmian motyli, dobrze znanych z polskich łąk i pól. Z kolei w opowiadaniach Andrzeja Sapkowskiego o wiedźminie, Geralt mylnie bierze pewną bruxę za rusałkę. Rusałki zawitały także do cyklu gier Heroes of Might and Magic. Na marginesie, trzecia część tej gry jest najlepsza. Rzekłem.  

Na dziś to tyle. Zostawcie subskrypcję na Youtube, jeśli jeszcze tego nie zrobiliście, by nie ominęły Was następne materiały, a także polubienia, jeśli odcinek Wam się podobał. Chciałbym również zaprosić do odsłuchania innym nagrań, które już miały premierę na kanale, byście mogli poznać ciekawe istoty z różnych wierzeń. Zachęcam także do odwiedzenia mojego profilu na Facebooku, gdzie publikuję informacje o nowych artykułach na blogu, jak i zapowiedzi tego, co pojawi się na Youtube. A jeśli możesz, drogi Czytelniku lub droga Czytelniczko, wesprzeć moją twórczość finansowo, zapraszam do odwiedzenia strony na Patronite, by zostać Patronem wzorem Piotra Brachowicza. Chciałbym również serdecznie podziękować Piotrowi za całe wsparcie, porady i nakierowanie na nowe rozwiązania w rozwijaniu kanału. A tymczasem, bywajcie!

piątek, 10 października 2025

Karkonosz

 


Na polsko-czeskim pograniczu rozciąga się najwyższe pasmo Sudetów – Karkonosze, ze swoim najwyższym szczytem, Śnieżką. Zarówno nazwa jak i cały ten obszar nierozerwalnie związane są z pewną tajemniczą postacią z ludowych wierzeń, którą sobie dziś omówimy.

Karkonosz, bo o nim mowa, zwany jest także Duchem Gór, Liczyrzepą czy Rzepiórem. Najstarsze zachowane wyobrażenie Karkonosza pochodzi z mapy Śląska autorstwa Martina Helwiga, sporządzonej w 1561 roku. Ukazuje ono istotę łączącą cechy kilku innych stworzeń – posiada bowiem nogi zakończone kopytami, skrzydła, dziób oraz rogi jelenia. W łapach dzierży kostur lub różdżkę. Podpisane jest jako Rübenczal, czyli z niemieckiego (Rübenzahl) dosłownie Liczyrzepa. Nie jest to jedna postać Karkonosza, albowiem potrafił zamieniać się także w niedźwiedzia lub innego zwierza, czy starego człeka o długiej, siwej brodzie. Niektórzy uważają, że jego imię zostało błędnie zapisane i pierwotnie brzmiało w staroniemieckim Rabe-Zabel, czyli Kruczy Diabeł, co mogłoby pasować do jego demonicznego wyglądu ze skrzydłami. Jednak wśród podań o Duchu Gór jest i legenda o liczeniu rzep, która wyjaśnia jedno z jego imion. Otóż pewnego dnia Karkonosz pod postacią wiewiórki podglądał kąpiące się dziewczyny. W jednej z nich, księżniczce Emmie, zakochał się bez pamięci. Porwał więc ją do swojego zamku mieszczącego się na szczycie góry. By zapewnić jej towarzystwo zabrał z pewnego pola tuzin rzep i dzięki czarom przemienił je w służbę. Emma jednak planowała, jak uciec od Ducha Góry. Poprosiła więc swego porywacza, by policzył wszystkie rzepy na wszystkich polach w Karkonoszach, by mogła dobrze zaplanować, które i ile w kogo zamienić. Gdy tylko Duch Gór udał się dokonać spisu wszystkich rzep, Emma z pomocą jednego ze służących z ożywionego warzywa
(w innych wersjach był to koń, pegaz lub pszczoła) uciekła z zamku. Po powrocie do swojej siedziby Karkonosz zauważył nieobecność ukochanej i od tamtej pory złościło go, gdy ludzie nazywali go Liczyrzepą czy Rzepiórem, co przypominało mu, iż dał się oszukać śmiertelniczce.



Prawdopodobnie Duch Gór był pierwotnie jednym z lokalnych imion Świętowita, Boga o czterech obliczach, czczonego na Połabiu (czyli terenach w zlewisku rzeki Łaby, mającej swoje źródło w czeskich Karkonoszach). Uznawano go za władcę czterech żywiołów, wody, ziemi, ognia i powietrza, a jak wiemy, tylko Avatar może opanować wszystkie cztery żywioły i przywrócić równowagę na Świecie. Czasami przewija się podanie o tym, jak władał pogodą i o posiadanym przez niego magicznym młocie, czym bliżej mu do Boga Piorunów, Peruna (jednak kiedyś poruszymy sobie teorię na blogu, za Aleksandrem Gieysztorem, iż być może Świętowit i Perun to ten sam Bóg). Jego pierwotny wygląd z kolei przypomina Leszego, Władcę Puszcz. Z czasem jego rola zmieniła się, a w dobie chrystianizacji zmalała do Ducha Gór, który to pomagał wędrowcom, to psocił i robił im na złość. Górnicy z Sudetów wierzyli, że to on im przeszkadza w pracach ale i w dobrym humorze pomaga znajdować złoża, wraz ze swoją świtą, leśnych skrzatów. Według ludu Karkonosz cenił sobie ludzi uczciwych i pracowitych, a karał oszustów i leniów. Wiele legend mówi o tym, jakie figle płatał i jak czasami obracały się na korzyść człeka – niektóre z nich, bardziej szczegółowo, chciałbym przytoczyć w przyszłości na blogu.

Karkonosz
ChatGPT


Jak popularny jest Duch Gór i dziś? Wystarczy odwiedzić Karpacz i sąsiadujące z nim miejscowości. Wiele domów, restauracji, hoteli (ba, kiedyś nocowałem w hotelu w Sudetach, w którym hasłem do sieci WI-FI było właśnie imię Liczyrzepa), ścieżek przyrodniczych i muzeów nawiązuje do któregoś z jego wyobrażeń lub jakieś historii o nim. Kilka z ilustracji do tego artykułu nawiązuje właśnie do Karkonosza, którego razem z żoną spotkałem to tu, to tam, podróżując po Sudetach.


Na sam koniec ciekawostka. Niemiecki malarz Josef Madlener, stworzył obraz o tytule Der Berggeist (niem. Duch Gór) gdzieś w latach 20. XX wieku (Przypuszcza się, iż było to na przełomie 1925 i 1926 roku). Obraz ten stał się na tyle popularny, iż zaczęto go umieszczać nawet na pocztówkach. Jedną z takich kartek zakupił nie kto inny jak John Ronald Reuel Tolkien, autor późniejszej powieści Hobbit, czyli tam i z powrotem. Na swoim egzemplarzu pisarz zamieścił dopisek the Origin of Gandalf (ang. Pochodzenie Gandalfa). Tak więc oprócz inspirowania się Odynem, Wszechojcem, Bogiem i czarodziejem z nordyckiej mitologii, również wyobrażenie Karkonosza wpłynęło na powstanie jednej z najbardziej rozpoznawalnej postaci fantastyki… Chociaż, jak sobie już zasygnalizowaliśmy, kto wie, być może zarówno Odyn, Świętowit/Perun oraz Duch Gór to ta sama osoba?

Liczyrzepa
ChatGPT

Na dziś to tyle. Zachęcam do przeczytania moich innych artykułów, a także od odsłuchania materiałów na kanale na Youtube. Zachęcam także do odwiedzenia mojego profilu na Facebooku, gdzie publikuję informacje o nowych artykułach na blogu, jak i zapowiedzi tego, co pojawi się na Youtube. A jeśli możesz, drogi Słuchaczu lub droga Słuchaczko, wesprzeć moją twórczość finansowo, zapraszam do odwiedzenia strony na Patronite, by zostać Patronem wzorem Piotra Brachowicza. Do usłyszenia w następnym materiale. A tymczasem, bywajcie!

piątek, 23 maja 2025

Król Krak

 

Król Krak
Gemini

Każdy z nas zapewne zna historię króla Kraka. Smok, szewczyk, owca, cała kupa siarki… Te motywy są dobrze rozpoznawalne, nawet w kulturze masowej. Dziś jednak chciałbym przytoczyć historię tego władcy z trochę innej strony, szukając historycznych źródeł i porównując je do legendy.

W pierwszych latach XIII wieku Wincenty Kadłubek, późniejszy biskup krakowski, spisał Kronikę Polski. To w tym dziele można znaleźć najstarsze wzmianki o Kraku. Historia zaczyna się od wojny z Galami. Kronikarz przypisuje Polakom zabicie tysięcy żołnierzy wroga, co w końcu skłoniło nieprzyjaciela do zawarcia pokoju (przymierza, jak dokładnie jest ujęte w Kronice). Następnie nasi przodkowie mieli toczyć walki z Rzymianami. Być może w tych podaniach są echa walk Słowian pod dowództwem Samona z Frankami za czasów króla Dagoberta. Wiadomo, że po stronie Franków walczyli m.in. Longobardowie, a ich państewko zostało utworzone na Półwyspie Apenińskim, w miejscu dawnych terenów Cesarstwa Rzymskiego. Ponadto Kadłubek wskazuje, iż Gallowie wkroczyli do Panonii, co pokrywa się z terenami, na których władał Samon, gdzie walczył z Awarami i którą to krainę bronił przed Dagobertem. Być może więc część historii Kraka jest zaczerpnięte z dziejów Samona, a być może był on innym przywódcą, który również stawiał dzielnie opór Rzymianom i Galom (Frankom) w podobnym czasie.

Gdy walki się skończyły, (Proto)Polacy jako swego księcia obrali człowieka i imieniu Grakchus, pod którym to mianem Kadłubek na łacińską modłę ukrył Kraka. Ten wrócił po licznych bitwach z Karyntii (obecnie w południowej Austrii) do swej ojczyzny. Zorganizował wiec, na którym ugruntował swą władzę, przemawiając wzniośle do poddanych i obiecując im, iż nie będzie królem, w powszechnym rozumieniu, ale wspólnikiem królestwa. Zjednawszy sobie rodaków zaczął wprowadzać nowe prawa i reformy w kraju. Kadłubek uważa ten czas za początek naszej państwowości, za nową epokę, sprawiedliwą, bez niewolnictwa i gwałtów.

Dalej dowiadujemy się, iż Krak miał dwóch synów. Kronikarz podkreśla także, że król będąc bardziej troskliwym ojcem dla kraju, niż własnych dzieci, wysłał ich na wyprawę. Oto bowiem w okolicy, w załomach pewnej skały zalągł się potwór, zwany całożercą (nie jest powiedziane, chociaż ogólnie tak się przyjęło, iż pod tym mianem Kadłubek miał na myśli smoka). Domagał się składania cotygodniowej ofiary z wyliczonych sztuk bydła, a kiedy ich nie dostawał, pożerał odpowiednią liczbę ludzi.

Synowie Kraka posłusznie wykonali rozkaz ojca, zbrojąc się a następnie stając do walki z całożercą. Niestety, otwarte starcie nie przynosiło skutku, więc uciekli się do podstępu. Ponieważ wiedzieli, że bestia jest łakoma na bydło, wypchali bydlęce skóry zapaloną siarką (wcale nie owcę!). Potwór dał się nabrać, a następnie dostał niemiłosiernej zgagi – dusił się i trawiły go wewnętrznej płomienie.

Tryumf nie trwał długo. Młodszy syn, również o imieniu Krak, w swej zawiści, chcąc przypisać sobie zasługi, zabił starszego brata. Gdy wrócił przed oblicze ojca, całą winę zrzucił na całożercę. Zafrasowało to Kraka, który wkrótce zmarł. Jako jedyny męski potomek, Krak II, przejął władzę po ojcu. Jednak nie nacieszył się tronem zbyt długo, gdyż jego zbrodnia wyszła na jaw i został wygnany z własnego królestwa.

Warto wrócić jeszcze do samej śmierci Kraka. Na jego cześć, na skale całożercy założono miasto, później Krakowem zwane, by pamięć o władcy trwała wiecznie. Kadłubek sam sobie przeczy w następnym zdaniu, twierdząc, iż nazwę gród zaczerpnął od krakania kruków, których była moc w tej okolicy. Co się tyczy samych obrzędów pogrzebowych, podaje, iż żałoba po władcy była tak wielka, iż trwała, aż całe miasto nie zostało ukończone.

Następnie władza złożona została w ręce jedynej córki Kraka, Wandy. Kadłubek podkreśla, iż tak zadecydował cały naród. Kronikarz przypisywał jej wiele zalet – miała przewyższać wszystkich pięknem, jak i mądrością, albowiem swoimi radami potrafiła wprawić wielu w zadumę. Nawet wrogowie przed nią ustępowali. Kiedy została królową pewien przywódca germański postanowił najechać Polskę i samemu zająć tron. Jednak gdy stanął naprzeciw armii Wandy, całe jego wojsko porzuciło zamiar walki. Sam dowódca ukorzył się i zaczął modlić w imieniu królowej i jej narodu.

Wizualizacja grodu Kraków w VII wieku...
Z grodem na wzgórzu Wawel...
I z Wisłą płynącą u stóp wzgórza...
I jest pięknie...

Gemini

Wybiegłem nieco poza rządy samego Kraka, ale uznałem, że historia jego dzieci wiąże się nierozerwalnie z nim samym. Poza tym, pisząc temat uznałem za ciekawe, jak na przestrzeni wieków zmienił się obraz jego córki – od potężnej i mądrej królowej, która budziła respekt nawet wśród wrogów, do księżniczki, która rzuciła się do rzeki, jeno by nie poślubić właśnie tego wroga. Historia ta pokazała legendarnego władcę z trochę innej strony, niż znamy go z bardziej współczesnych źródeł. Zamiast pomysłowego Szewczyka, wplotła także motyw bratobójczej walki, który przewija się w wielu wierzeniach z całego świata (a która być może później znalazła echo w legendzie o Kościele Mariackim w Krakowie). W przyszłości nawiążemy nawet do nordyckich wierzeń, albowiem i tam pojawił się wątek starcia ze smokiem, któremu towarzyszył w tle konflikt rodzeństwa. Na koniec pragnę również zauważyć, iż Kadłubek tytułował go nie księciem, a królem. Również i ta kwestia będzie rozwinięta na moim blogu.

Sam Król Krak, jako książę, pojawia się wspólnie ze Smokiem Wawelskim w książce Porwanie Baltazara Gąbki. W powieści relacje między władcą a całożercą są zgoła inne, niż były u Kadłubka. Ale cóż, wszak to historia dla dzieci… Które może tak jak ja (kto pamięta stare wydanie książki w granatowej okładce?), zainteresują się po niej innymi źródłami, historiami oraz legendami opowiadającymi o Królu Kraku.

Na koniec zachęcam do odwiedzenia mojego profilu na Facebooku. A jeśli możecie wesprzeć moją twórczość finansowo, również do zostania Patronem, wzorem Piotra Brachowicza. Następny materiał pojawi się w formie nagrania na Youtube :)

piątek, 9 maja 2025

Licho

 

Licho
ChatGPT

Czasami można usłyszeć, jak ktoś mówi Licho wie, Licho nie śpi, Pal Licho, Do Licha, Niech to Licho, Licho przywiało czy po prostu, że coś jest liche, to znaczy, że coś jest małej wartości, w złym stanie, mizerne lub mało solidne. Czy jednak ktoś z Was zastanawiał się, czym jest to Licho? Dziś powiemy sobie słów kilka o istocie, od której te wszystkie powiedzenia lub określenia się wzięły.

Licho było istotą ze słowiańskich wierzeń. Nie pokazywało się często ludziom, ale jeśli już przybierało jakąś postać, to często jako starej, chudej kobiety. Często o długich czarnych lub siwych włosach, w ciemnej szacie. Charakterystycznym elementem, który odróżniał ją od innych stworów, jak chociażby od Biedy był fakt posiadania jednego oko na środku czoła. Mogło też mieć na przykład tylko jedną rękę.

Wróćmy na chwilę do porzekadeł o Lichu. Zwrot Licho wie, jest bardzo podobny do używanego współcześnie Cholera wie czy Diabeł wie. Wszystkie te wersje pokazują na coś niejasne, co może być zrozumiałe tylko przez złe moce. Tak samo Licho nie śpi, które kładzie nacisk, że zawsze jakieś nieszczęście może spotkać człeka i należy zachować czujność. I takie zwroty zachowały po dziś dzień istotę Licha. Było ono personifikacją tego co złe, a co spotyka ludzi, chorób, nieszczęścia, głodu, wypadków. Ktoś spadł z drabiny, bo szczebel się złamał lub wysunął? Zapewne stało za tym Licho. Komuś zsunęło się ostrze siekiery z trzonka i spadło na stopę? Niewątpliwie stało za tym Licho. Ktoś się przewrócił, potykając o kamień, którego można by przysiąc, nie było jeszcze chwilę temu w miejscu upadku? To na pewno sprawka Licha, które ten oto kamień podłożyło tuż przed stopą nieszczęśnika.

Licho i Chłop
ChatGPT


Licho było także odpowiedzialne za złe myśli i wszechogarniający smutek, który nawiedzały ludzi, a także za zarazy zsyłane na mieszkańców, zwierzęta czy uprawy w danej wsi. Wszelkie niepełnosprawności, typu niewykształcone palce, czy gałki oczne u noworodków także przypisywano działaniom Licha. Być może dlatego często posiadało te same cechy – było zdeformowane lub miało nieparzyste części ciała, które w naturze powinny występować parzyście. W przyszłości jednak rozwiniemy sobie te tematy, wskazując za inne istoty, które również posądzono o choroby, tym samym może nieco uniewinniając samo Licho.

Licho było wszędobylskie, więc w przeciwieństwie do innych stworów, nie upodobało sobie konkretnego siedliska, czy to nad wodą, czy pod ziemią. Mogło, mówiąc kolokwialnie, przyczepić się do człeka wszędzie. W domu, na polu, na drodze, w lesie. Istniało jednak kilka sposobów, by się przed nim bronić. Przykładowo, po zmroku należało zamykać wszystkie drzwi. Kto mieszkał w niebezpiecznej okolicy, ten wie, że taka dobra praktyka to podstawa, by uchronić się przed nieszczęściem. Można było także nosić przy sobie coś czerwonego lub żelaznego. Zarówno kolor czerwony jak i żelazo trzymało różne istoty na dystans. W przyszłości opowiemy sobie o innych stworach, które można było także tym kolorem i materiałem odstraszyć. Niektórzy próbowali je także przekupić, by udobruchać lub wręcz przeciwnie, wygnać przekleństwami.

Czasami zastanawiamy się, czemu coś złego nas spotyka i nie potrafimy tego racjonalnie wyjaśnić. Uważamy, że na coś nie zasłużyliśmy. Tak właśnie działało Licho, sprowadzało nieszczęście, nie kierując się moralnością. Czy człek był dobry, czy zły, Licho mogło go spotkać i wpakować w kłopoty. Było uosobieniem chaosu i pecha.

A Wy, jak zapatrujecie się na Licho? Spotkaliście się z porzekadłami o nim? Czy słyszeliście lub czytaliście coś, o czym dziś nie wspomniałem? Zapraszam do dyskusji w komentarzach.

Dzisiejszy temat jest pierwszą, eksperymentalną formą, gdzie materiału możecie również posłuchać :) Zapraszam więc, do zasubskrybowania mojego nagrania na Youtube.


Na koniec zachęcam do odwiedzenia mojego profilu na Facebooku. A jeśli możecie wesprzeć moją twórczość finansowo, również do zostania Patronem, wzorem Piotra Brachowicza. Do usłyszenia w następnym materiale, a tymczasem, bywajcie!

piątek, 25 kwietnia 2025

Gaik


Gaik
ChatGPT

Chrześcijaństwo zaadaptowało wiele świąt starszych religii, nie mogąc ich skutecznie wyplenić ze świadomości ludzkiej. Nie chodzi tylko o symbolikę, ale także o daty, gdzie w miejsce starych obrzędów, wprowadzano nowe, często dopisując im inne znaczenie. Niektóre jednak w takiej formie reliktowej przetrwały do naszych czasów. Takim świętem może być Gaik, który omówimy sobie dzisiaj.

Gaik obchodzono o obchodzi się dalej wiosną, na powitanie nowej pory roku. Obchody następowały najczęściej po paleniu lub topieniu Marzanny. Zniszczenie kukły miał odgonić zimę, natomiast wszystko co związane z Gaikiem służyło budzeniu przyrody do życia. Obnoszono po miejscowości rośliny lub gałązki drzew, a niekiedy i całe małe drzewko, zdobione wstążkami, pisankami, dzwoneczkami, niekiedy też z laleczką, symbolizującą królową wiosny, która miała zastąpić panowanie Marzanny. Obchodzono domy wszystkich mieszkańców, składając im życzenia, a w zamian otrzymując poczęstunki, czym ten zwyczaj może kojarzyć się z kolędowaniem.

Topienie Marzanny
Gemini

Nazwa jest zdrobnieniem słowa gaj, gdyż dawniej związana była ze świętymi gajami. W dawnych wiekach lasy pełniły rolę świątyń, związane z nimi były liczne wierzenia, rytuały i przesądy. Gajenie sprowadzało się do wyznaczania takiej świętej ziemi, najczęściej poprzez oznakowanie jej granic tak zwanymi kiczkami, czyli witkami z brzeziny tudzież rokiciny. Tak odgrodzonego terenu nie wolno było naruszyć niepowołanym osobom, dla przykładu, obcym spoza lokalnej społeczności.

Obecnie, w miejscowościach w której Gaik przetrwał, nie ma jednej wspólnej daty dla obchodzenia tego święta. Wskazuje się terminy od czwartej niedzieli Wielkiego Postu, przez wtorek po Lanym Poniedziałku, aż po pierwszą wypadającą w maju. Miejscem kulminacyjnym dla obrzędów jest udekorowany Majowy Słup (zwanego także Drzewem Majowym, Maikiem lub także Gaikiem), wokół którego zbiera się społeczność, świętuje, bawi i śpiewa.

Majowy Słup
Gemini

Na samo koniec tradycyjnie chciałbym zachęcić do polubienia mojego profilu na Facebooku, a także do udostępniania moich artykułów, bym mógł dotrzeć do szerszego grona Czytelników. A jeśli jesteś w stanie wesprzeć mojego bloga finansowo, zapraszam do dołączenia do grona Patronów, wzorem Piotra Brachowicza. A już zupełnie kończąc… Wypatrujcie nowości, na kanale na Youtube :)

piątek, 28 marca 2025

Hieronim i Dąb Peruna

 

Hieronim i dąb Peruna
ChatGPT

Kiedy chrześcijaństwo wypierało stare religie w Europie, misjonarze nowej wiary starali się niszczyć relikty poprzednich kultów. Pierwszym opisanym tego przykładem na blogu była historia świętego Bonifacego, który w 723 lub 724 roku naszej ery ściął Dąb Donara, który rósł w pobliżu Gaesmere (dzisiejsza dzielnica Geismar w niemieckim Frankenbergu, a kiedyś osobna wieś). W jego kroki poszedł Karol Wielki, niszcząc święty dla Sasów dąb Irminsul w 772, który znajdował się gdzieś na pograniczu Westfalii. Dziś omówimy sobie następny dąb, który padł ofiarą Chrześcijan, tym razem jednak z terenów współczesnej Litwy.

W 1410 roku na tereny Królestwa Polskiego przybył Hieronim z Pragi, czeski teolog. Przez poprzednie lata Hieronim podróżując po Europie i nauczając na wielu uniwersytetach, jednak gdzie się nie pojawił, był uznawany za heretyka. Był bowiem jednym z husytów, stronników Jana Husa, który domagał się reformy Kościoła Katolickiego, zarzucają mu między innymi zbyt duże dążenie do bogactwa, kupczenie urzędami kościelnymi i brak skromności. Przebywając w naszym kraju Hieronim udał się na Litwę, by wspierać ruchy misjonarzy. Litwa oficjalnie zobowiązała się przyjąć chrzest podczas unii z Koroną Polską w 1385 roku, jednak proces ten trwał następne dekady (jak nie wieki). Głosząc nową wiarę wpisywał się to, jak misjonarze traktowali dawne miejsca kultów. Jak czytamy u Aleksandra Gieysztora w Mitologii Słowian[1]:

W początkach wieku XV Hieronim z Pragi udał się na Litwę, głosząc wiarę chrześcijańską w zachodniej połaci kraju. Jego relacja, przekazana przez Eneasza Sylwiusza Piccolominiego w pół wieku później, zawiera opis czci wężów, kamiennego młota niezwykłych rozmiarów, wiecznego ognia, świętych lasów i drzew szczególnie wysokich. Najstarszy dąb w lesie uważano za siedzibę bóstwa. Hieronim w zapale misjonarskim pozabijał węże, pogasił ogniska i ściął święte drzewo. Wywołało to sprzeciw ludzi, którzy udali się do wielkiego księcia Witolda ze skargą na przybysza o zniszczenie domu bożego (sacram Dei domum), skąd otrzymywano deszcz i dobrą pogodę; nie wiadomo już było, gdzie się modlić i szukać swego boga. Witold wzruszył się dolą ludu i skłonił Hieronima do opuszczenia kraju18 ''. Nowożytne informacje o pogaństwie litewskim, miejscami żywym jeszcze w wieku XVII, wspominają o ponownym wzniecaniu świętego ognia przez tarcie dębiny o szare kamienie polne.

Jak więc widać, Litwini również czcili dęby. Warto również zauważyć, iż relacja wspomina o kamiennym młocie niezwykłych rozmiarów. Wspomniana przeze mnie historia Bonifacego nierozerwalnie związana jest z Dębem Donara – gromowładnego bóstwa południowych Germanów. Dla porównania północne ludy germańskie, wikingowie, jak nazywamy ich sobie na blogu, również czcili Boga Piorunów – Thora. Co ciekawe, to jemu poświęcony był dąb również w Skandynawii i to on również dzierżył potężny magiczny młot. Wśród Słowian i Bałtów z kolei wierzono, że uderzenie pioruna w drzewo było naznaczeniem go przez Bogów. Brzmi to o tyle ciekawe, że dąb jest właśnie wyjątkowo odporny na przetrwanie gromów – potrafi się odrodzić i po pożarze, co widzieliśmy w 2019 roku, kiedy ofiarą pożaru padł 600-letni pomnik przyrody, Mieszko, a jego liście bardzo źle się palą.

Litwini skarżą się do księcia Witolda
ChatGPT

W tym miejscu przejdę do słowiańskiego Boga piorunów, Peruna, znanego wśród Bałtów jako Perkun lub Perkon. Nie będzie już niespodzianką, że święte dęby z Litwy poświęcone były właśnie jemu. Jednak to nie same drzewa były obiektem kultów, a jeno symbolami gromowładnego Boga. Biorąc pod uwagę, że południowi Germanie uważali dąb za drzewo Donara, Skandynawowie za drzewo Thora a Słowianie za drzewo Peruna nie da się uniknąć myśli, że wszystkie te religie miały wspólne korzenie. Ba, Bogu piorunów zawsze poświęcony jest czwarty dzień tygodnia – w języku niemieckim jest to Donnerstag (Dzień Donara), w angielskim  jest to Thursday, norweskim Torsdag (Dzień Thora). Wśród Słowian Połabskich dzień ten zwany był Perěndan, a więc Dzień Peruna.

Do podobnych wniosków doszliśmy omawiając sobie Mojry, Norny, Parki i Rodzanice, wskazując, że Boginie Przeznaczenia w różnych religiach musiałby wywodzić się z jednej, wspólnej, indoeuropejskiej wiary. Chciałbym, by i to było jednym z wniosków dzisiejszej historii o zniszczonym Dębie Peruna na Litwie, historii jakże podobnej do tych o drzewach zniszczonych przez świętego Bonifacego i Karola Wielkiego.

Na koniec warto wrócić do samej postaci Hieronima z Pragi. Po wyrzuceniu go przez księcia Witolda (kuzyna Władysława Jagiełły) z Litwy ten ukrywał się do 1415, ścigany przez agentów Kościoła Katolickiego za herezję. W końcu jednak został złapany i 30 maja 1416 roku spalony na stosie, niecałe jedenaście miesięcy po Janie Husie. Kościół Katolicki czekała reformacja, gdyż w ślad za Husem także inni widzieli zżerające go zepsucie – następne wieki przyniosą takich religijnych reformatorów jak Marcin Luter czy Jan Kalwin. A co czekało Dęby Peruna? Wedle Aleksandra Gieysztora były miejscami kultu na Litwie jeszcze na przełomie XVII i XVIII wieku. Tak wiele aspektów stały się reliktami dawnych wierzeń, których misjonarze nie potrafili do końca zniszczyć. 

Na sam koniec tradycyjnie chciałbym zachęcić do polubienia mojego profilu na Facebooku, a także do udostępniania moich artykułów, bym mógł dotrzeć do szerszego grona Czytelników. A jeśli jesteś w stanie wesprzeć mojego bloga finansowo, zapraszam do dołączenia do grona Patronów, wzorem Piotra Brachowicza.


[1] Mitologia Słowian, Aleksander Gieysztor, Wydawnictwo Uniwersytetu Warszawskiego, Warszawa 2006, Wydanie II, s. 89.

sobota, 8 marca 2025

Marzanna

 

Marzanna, ChatGPT

Wiele lat temu, uczęszczając do czwartej klasie podstawówki, moja klasa udała się na wycieczkę nad pobliską rzekę. Był wiosenny, pochmurny dzień. A my w kurtkach staliśmy obok starego mostu, obok przygrywała orkiestra. Wtedy też miał miejsce mój pierwszy kontakt z pewnym starożytnym rytuałem. Tamtego dnia pierwszy raz pierwszy raz byłem świadkiem topienia kukły Marzanny.

Marzanna jest słowiańską Boginią zimy oraz śmierci. Wstęp do tego artykułu mógł przypomnieć i Wam obserwowanie związanego z nią rytuału, który odbywa się po dziś dzień w pierwszy dzień wiosny. Na bazie tego można więc wysnuć wniosek, iż nie była i nie jest zbyt lubianym i popularnym bóstwem, ponieważ tradycyjnie żegna się z nią w symboliczny, aczkolwiek brutalny sposób, miast oddawać jej cześć i modły. Budzi to skojarzenia do greckiego Hadesa, Boga Zaświatów, któremu nie budowano nawet świątyń, albowiem bardziej się go obawiano, niż czczono (zachowały się wzmianki tylko o jednej takiej wzniesionej budowli). Za chwilę przytoczymy sobie kontrargument Jana Długosza, jednak pierw warto powiedzieć kilka słów o samej Bogini.

W tradycji była znana pod różnymi imionami, między innymi jako Morena, co przywodziło na myśl zimowe miesiące, pełne śniegu i lodu, a także jako Śmierć, personifikacja tego, co nieuchronne dla śmiertelników. Samo jej imię wywodzi się z praindoeuropejskiego ­mar/mor, tak samo jak łacińskie mors, śmierć (jak w post mortem). W niektórych regionach Śląska istniał też męski odpowiednik Bogini, Marzaniok.

Najstarsze wzmianki o niej pochodzą z ziem czeskich z XIII wieku. O Marzannie wspominał też już Jan Długosz, XV-wieczny polski kronikarz. Ten napomykał, iż w dawnych wiekach istniał pewien jej kult. Opowiadał, jakoby rolnicy ofiarowali jej dary ze zboża, zapewne by przebłagać kapryśne bóstwo, które przymrozkami mogło zniszczyć uprawy. Tu z kolei przypomnijmy sobie postać Rán, Bogini Sztormów, która sprawowała pieczę na jedną z domen zaświatów w mitologii nordyckiej. Marynarze, by ubłagać ją o dobrą pogodę na morzu, również ciskali dla niej w głęboką toń ofiary i podarunki. Robili to jednak bardziej ze strachu, niż miłości do bóstwa.

Trzeba jednak pamiętać, iż były to czasy po chrystianizacji, kiedy starano się zwalczyć starszą wiarę. W 1420 roku biskup poznański, Andrzej Łaskarz, potępiał uroczystości związane z topieniem kukły[1]:

Item prohibeatis, ne In dominica ludica alias Byala Nijedzela supersticiosam consuetudinem observent offerentes auandam ymaginem, quam Mortem vocant et In lutum postea proiciunt, quia non carent huiusmodi facta supersticionis.

Czyli tłumacząc na nasze:

Zabrońcie im też praktykowania zabobonnego zwyczaju w Białą Niedzielę wynoszenia jakiegoś obrazu, którego Śmiercią nazywają, a potem w błoto rzucają, albowiem takich przesądów u nich nie brakuje.

Tradycyjna topienia Marzanny miała się jednak dobrze. W kolejnych wiekach kościół nie mogąc jej zabić, próbował przerobić ją na swoją modłę. Podjęto próby, by miast topić kukłę Bogini Śmierci, z wież kościołów zrzucano inną, symbolizującą Judasza. Jednak te praktycznie nie cieszyły się powodzeniem i odeszły w zapomnienie, a rytuał związany z Marzanną przetrwał do dziś.

Marzanna, ChatGPT

Tradycja przetrwała nie tylko w Polsce, ale także w innych krajach słowiańskich. Lalkę, wykonaną ze słomy lub innego materiału, ubiera się w suknię, zdobi kokardkami oraz innymi elementami dekoracyjnymi. Wokół obrzędów powstało wiele przesądów i zwyczajów. Dawniej rytuał sprowadzał się nie tylko do topienia kukły w rzece, ale do obchodzenia z nią wszystkich domów we wsi. Po drodze podtapiano Boginię we wszystkich napotykanych jeziorach, strumieniach czy kałużach. Następnie, nim została ostatecznie ciśnięta w wodę, podpalano ją lub zrywano z niej odzienie. Tak zrzuconej do rzeki Marzanny nie wolno już było dotknąć, gdyż groziło to zapadnięciem na chorobę. Tak samo niebezpieczne było dla zdrowia oglądanie się za siebie po rytuale, aż do momentu wejścia do własnego domu. A już śmiertelnie niebezpieczne było potknięcie się w drodze powrotnej. Osoba, której to się przydarzyło, lub co gorsze, przewróciła się, miała nie dożyć do następnego topienia Marzanny.

Obecnie oprócz samego topienia Marzanny można czasem usłyszeć o różnych imprezach wplecionych w tematykę rytuału. Są więc konkursy, niczym na szopki Bożonarodzeniowe, są organizowane biegi. Tak więc pomimo wieków walczenia z tradycją, coroczne topienie Marzanny ciągle jest żywą tradycją i oby tak pozostało.

Na sam koniec tradycyjnie chciałbym zachęcić do polubienia mojego profilu na Facebooku, a także do udostępniania moich artykułów, bym mógł dotrzeć do szerszego grona Czytelników. A jeśli jesteś w stanie wesprzeć mojego bloga finansowo, zaprasza do dołączenia do grona Patronów, wzorem Piotra Brachowicza.


[1] Najdawniejsze statuty synodalne archidiecezji gnieźnieńskiej oraz statuty z rękopisu Oss. Nr 1627 z uwzględnieniem materjałów zebranych przez ś.p. b. , Władysław Abraham, Polska Akademia Umiejętności, Kraków 1920, s. 50

piątek, 14 lutego 2025

Raróg

 

Źródło: https://www.slawoslaw.pl/rarog-boski-ptak-ognia/, data odczytu: 13.02.2025

Gdybym spytał o mitologiczny gatunek ptaka, którego żywiołem jest ogień, zapewne usłyszałbym o greckim Feniksie. Nie pytałbym jednak, gdyby było tak oczywiste. Dziś chciałbym więc przybliżyć wierzenia w taką istotę, ale ze słowiańskich wierzeń.

W naszych rodzimych wierzeniach Bogiem Słońca był Swaróg. Sama postać jest dość tajemnicza i pojawia się jeno w Powieści Minionych Lat, najstarszej kronice ruskiej, spisanej przez mnicha Nestora. Jako takiego widział go Aleksander Gieysztor, uważając iż był jednym z naczelnych bóstw, patronem niebiańskiego ognia. Jego towarzyszem, czy też wręcz personifikacją, miał być ognisty ptak Raróg. Powietrzna istota podkreślała związek z Niebem, a płomienisty charakter z samym Słońcem. Nie da się ukryć, że taką samą rolę pełnił egipski Benu, którego uważano wcielenie Boga Słońca, Ra. Następnie Benu został zaadaptowany na potrzeby wierzeń Greków i Rzymian, przyjmując postać lepiej nam znanego, odradzającego się z płomieni, Feniksa.

Aleksander Gieysztor przytacza taki oto opis Raroga, pochodzący od naszych południowych sąsiadów[1]:

Czeski Raroh, Rarach to miała istota demoniczna, równie szczodra co mściwa, ruchliwa, przybierająca postać ptaka i smoka, bliska ognia, o ciele i włosach płomienistych, wylatująca kominem jako kłąb ognia lub jako wicher.

Być może pierwotnie było to zwierzęce wcielenie Swaroga, później w dobie chrystianizacji odseparowane i zdegradowane. Ciężko bowiem wyobrażać sobie, by Bóg mógł rodzić się raz za razem za sprawą człowieka, a takie bowiem wierzenia krążyły o Rarogu. Ludzie byli bowiem przekonani, że Rarogiem stawał się ptak wysiadywany przez człowieka przez dziewięć dni i nocy ze złotego jajka. Ten przepis na hodowlę ognistej istoty dopuszcza istnienie wielu stworów tego gatunku, a nie jednego, jedynego, który jeszcze byłby bóstwem niebieskim. Sam przytoczony przekaz Gieysztora jeno podkreśla, iż Raróg zdegradowany został do roli demona. Na bazie przytoczonego opisu można też wnioskować, iż potrafił zmieniać swoją postać, zamieniając się w płomienie czy wiatr.

Niebiańska natura Raroga objawiała się także w roli strażnika Raju (Wyraju), jaką mu przypisywano. W dawnych wiekach wierzono, iż dusze ludzkie pod postacią ptaków, lub wespół z nimi, opuszczają i wracają do tego świata. Raróg miał wtedy pilnować bram zaświatów, dzierżąc w swoich szponach klucz do Raju.

Przypuszcza się, że pochodzący z rosyjskiego folkloru Żar-Ptak to właśnie zdegradowany Raróg. Wyobrażany jako czerwono-złoty paw o płonących piórach na ogonie. Na Słowiańszyźnie wierzono, iż jego zobaczenie miało przynosić szczęście. Ukazać się śmiertelnikom mógł w nocy, jak niespokojny, ledwo uchwytny błysk światła. Być może więc przesąd o wypowiadaniu życzeń przy obserwowaniu spadających gwiazd tak naprawdę powstał z wierzeń o Rarogu, przelatującym szybko po nocnym niebie.

Przeglądając źródła zanotowałem sobie powiedzenie, które istnieje w języku polskim – Patrzeć na kogoś/coś jak na raroga. Oznacza ono ni mniej, ni więcej, tylko oglądanie osoby, rzeczy z niedowierzaniem, jako niezwykłego, niecodziennego zjawiska. Fanom twórczości Andrzeja Sapkowskiego może wydać się znajome – pojawiło się w opowiadaniu Trochę poświęcenia.

Dziś imię tego mitologicznego ptaka nosi jeden z drapieżników – Raróg Zwyczajny. Tym, którzy pamiętają Ogniem i Mieczem Henryka Sienkiewicza, na pewno przypomni się pierwsze spotkanie Pana Skrzetuskiego z Heleną, kiedy to ten majestatyczny ptak, jednocześnie chwycił nóżkami dłonie obojga.

Ślad językowy po Rarogu przetrwał też w nazwie jednej z gór w paśmie Sudetów Środkowych (mierzącej 745 metrów, na którą biegnie zielony szlak ze wsi Tłumaczowa).

Na sam koniec tradycyjnie chciałbym zachęcić do polubienia mojego profilu na Facebooku, a także do udostępniania moich artykułów, bym mógł dotrzeć do szerszego grona Czytelników. A jeśli jesteś w stanie wesprzeć mojego bloga finansowo, zapraszam do dołączenia do grona Patronów, wzorem Piotra Brachowicza. 



[1] Mitologia Słowian, Aleksander Gieysztor, Wydawnictwo Uniwersytetu Warszawskiego, Warszawa 2006, Wydanie II, s. 178.

piątek, 1 listopada 2024

Kraboszki

 

Źródło: https://pl.wikipedia.org/wiki/Kraboszka,
data odczytu: 01.11.2024

W ostatnich latach coraz większą popularność w naszym kraju zyskuje Halloween. Widać to między innymi w sklepach, gdzie pojawiają się ekspozycje z dekoracjami, kostiumami i gadżetami. Nieodłącznym elementem stały się także wydrążone dynie. Jednak korzeni tych ozdób należy szukać w Irlandii. Dziś chciałbym rzucić trochę światła na nasze rodzime, słowiańskie odpowiedniki – kraboszki.

Kraboszki były drewnianymi maskami, wykonywanymi na obchody święta dziadów, słowiańskiego święta ku pamięci zmarłych. Obecnie używa się także nazwy karaboszki, co ma być efektem literówki popełnionej gdzieś w literaturze u początku XX wieku (jednak sam muszę przyznać, że ta nazwa po prostu brzmi dobrze). Najstarsza wzmianka o tych maskach pochodzi z Kroniki Kosmasa, spisanej na czeskim dworze mniej więcej w tym samym czasie w którym powstał nasz polski odpowiednik, Kronika Galla Anonima[1]:

Także pogrzeby, które odbywały się w lasach i na polach, i korowody, które odprawiali podług pogańskiego zwyczaju, na dwóch i trzech rozstajnych drogach, jakby dla spokoju dusz. Także i bezbożne gry, które [Słowianie] wyprawiali nad swoimi zmarłymi, tańcząc z nałożonymi na twarz maskami i wywołując cienie umarłych. Te okropności i inne świętokradcze wymysły dobry książę [Brzetysław] wyplenił, aby się więcej nie działy wśród ludu Bożego.

Maski były drewniane i miały pomagać w kontakcie ze zmarłymi lub pozwalać wcielać się w ich role przy okazji świętowania Dziadów. A relacja ta nie sprowadzała się tylko do modlitwy czy wspominania zmarłych. Uważa się, że początkowo uczty dla przodków przygotowywano bezpośrednio przy grobach na cmentarzach, a z biegiem wieków przeniesiono się do ludzkich domostw. W izbach zostawiano pusty talerz dla ducha przodka, który miał odwiedzić rodzin – zwyczaj ten przetrwał chrystianizację i co prawda praktykowany jest w Wigilię Bożego Narodzenia, ale i w naszych czasach również pozostawia się puste miejsce dla niespodziewanego gościa, który w powszechnym mniemaniu zastąpił dusze przodka. Aleksander Gieysztor przytacza jedną z formuł, mającą rozpocząć obcowanie z duchami w to szczególne święto[2]:

Święci dziadowie, chodźcie do nas wieczerzać, proszę was na wieczerzę.

Przypuszcza się, ze to koniec ucztowania z przodkami (dziadami) dał początek tradycji palenia zniczy. Dusze po uczcie musiały wrócić do Raju (w tak zwane Zaduszki, których nazwa przetrwała do dziś). Musiały więc przebyć tę samą drogę, którą wróciły do świata żywych i do domostw swoich krewnych. Tak więc zapalony znicz, czy świeczka na grobie była jakoby latarnią, która miała oświetlać powrót i gwarantować, że dusza zmarłego trafi na powrót szczęśliwie do Raju. Wedle inne wersji, zapewniała też zmarłym odrobinę ciepła w świecie śmiertelników.

Wróćmy jednak do kraboszek. Inną ich funkcją, miało być odstraszanie złych duchów. Nie tylko bowiem dobre dusze miały łatwiejszy kontakt ze światem żywych w święto Dziadów, ale i te mniej przyjazne ludziom. Pokraczny, czasem i straszny wyraz kraboszek służyć miał właśnie temu celowi. Być może też założenie maski było symbolicznym wejściem w inną rolę, w postać osoby będącej na pograniczu świata żywych i umarłych. Jedna z teorii sugeruje też, że masek używano dopiero po odprowadzeniu duszy w pobliże grobu, by pod nią nie rozpoznała krewnego i nie podążyła za nim z powrotem do domu, tym samym gubiąc się i zostając w świecie śmiertelników.

Najsłynniejszą kraboszką jest bodaj ta znaleziona podczas prac archeologicznych przeprowadzanych w Opolu w latach 50. i 60. XX wieku. Datuje się ją na X/XI wieku. Pomimo chrystianizacji Polski maski, jak i inne przedmioty oraz zwyczaje ze starej wiary, nie zniknęły od razu. Dekret papieża Innocentego II z dnia 8 stycznia 1207 potępia odgrywanie scen w kościołach i katedra z użyciem karaboszek (w tym n a terenie katedry gnieźnieńskiej, która powstała w miejsce wcześniejszej słowiańskiej świątyni, co potwierdzone zostało przez Jana Długosza, zbudowanej prawdopodobnie na cześć Nyji, Boga opiekuńczego zmarłych dusz właśnie). Dekret na niewiele się zdał, albowiem jeszcze arcybiskup gnieźnieński Janisław w 1326 roku wspominał o ludziach i księżach, którzy zakładali maski w kościołach i na cmentarzach podczas święta zmarłych.

Kończę ten temat, ufając, iż przybliżyłem trochę słowiańskie kraboszki związane ze świętem Dziadów. Tak więc gdy następnym razem zobaczycie kolorowe maski z meksykańskiego Día de Muertos czy anglosaskiego Hallowen, pamiętajcie, że Słowianie również mieli podobne, rytualne zasłony twarzy.

Na sam koniec tradycyjnie chciałbym zachęcić do polubienia mojego profilu na Facebooku, a także do udostępniania moich artykułów, bym mógł dotrzeć do szerszego grona Czytelników. A jeśli jesteś w stanie wesprzeć rozwój mojego bloga finansowo, zapraszam do dołączenia do Patronów, wzorem Piotra Brachowicza.



[1] Źródła hebrajskie do dziejów Słowian i niektórych innych ludów środkowej i wschodniej Europy, E. KUpfer, T. Lewicki, Wydawnictwo Ossolineum, 1956, Wrocław, s. 17.

[2] Mitologia Słowian, Aleksander Gieysztor, Wydawnictwo Uniwersytetu Warszawskiego, Warszawa 2006, Wydanie II, s. 260.

piątek, 11 sierpnia 2023

Baba Jagodowa

 

Źródło: https://twitter.com/cpetersonart/status/1374944536699432965,
data odczytu: 10.08.2023

Jednym z pierwszych żeńskich demonów, które zagościły na mym blogu, była Południca, nazywana też Żytnią Babą. Słowiańskie wierzenia pełne są podobnych istot. I tak oto mamy zarówno Baby Wodne, jak i Grochowe, jak nazwa wskazuje, czatujące na ofiary w polu grochu. Dziś jednak uwagę poświęcimy istocie mieszkającej w leśnych odstępach, a mianowicie Babie Jagodowej.

Baba Jagodowa była znana od Podlasia aż po Dolny Śląsk. Wyglądała jak stara, brzydka kobieta, która zamiast włosów miała zioła lub chwasty. Odziana była w szaty z roślin. Demon potrafił przybierać także postać dzikiego zwierza, jak niedźwiedź, ryś czy żbik.

Upodobała sobie polowanie na dzieci, zwłaszcza te zbierające jagody lub grzyby w lesie, stąd też jej miano. Jeśli jakieś dziecko nie było ostrożne, chwytała je swoimi łapami i dusiła. Zapewne w ten sposób nasi przodkowie tłumaczyli liczne wypadki, do jakich dochodziło w dziczy, zwłaszcza, iż Babie Jagodowej przypisywano zmiennokształtność. Nie jeden człowiek, szczególnie nie jedno zagubione dziecko, padło przed wiekami ofiarą dużego drapieżnika, gdy nieopatrznie weszło na jego teren.

Wracając do Południc, tymi polnymi istotami mogły zostać dusze kobiet, które zmarły między swoimi zaręczynami a weselem. Podobnie było z Babami Jagodowymi, o których utrzymywały się przesłania, iż zmarły przed własnym ślubem. Być może rozgoryczenie w duszy uwięzionej na tym świecie, duszy, która nie doczekała się własnego potomstwa, powodowało, iż atakowały właśnie dzieci.

Nie da się ukryć również podobieństwa do Jędzy czy Baby Jagi, która również za swe domostwa obrały sobie las i również jak bohaterka naszego dzisiejszego tematu, wyrządzały krzywdę dzieciom, porywając je i następnie zjadając. Być może więc Baby Jagodowe i Baby Jagi u zarania dziejów były tymi samymi istotami, które zaczęły być regionalnie, lub ze względu na swoje zachowanie, rozróżniane.

W Karkonoszach przetrwała legenda o pojedynku Ducha Gór z Babą Jagodową. Aczkolwiek, jako obie biorące udział w tej historii postaci wpisują się w pewne archetypy, chciałbym tę opowieść przedstawić innym razem, analizując ją bardziej szczegółowo.

Kończąc, chciałbym tradycyjnie zaprosić na mój profil na Facebooku. Wspomóc mnie można również udostępniając ten artykuł, bym mógł dotrzeć do szerszego grona Odbiorców, lub wzorem Piotra Brachowicza, dorzucić cegiełkę na profilu na Patronite.