czwartek, 24 września 2026

Inugarullit - Mity dla Dzieci


Daleko na północy Ziemia przez większą cześć roku pokrywa jest śniegiem. To tak, jakby zima trwała wiele miesięcy. Ta kraina nazywana jest Arktyką. Mieszkają tam rogate renifery. Po puszystym śniegu spacerują wielkie, białe niedźwiedzie polarne. Są także foki, które w słoneczne dni wylegują się na brzegu. Lodowe pustynie wydają się ciche, ale skrywają też swoje tajemnice. Pod łapami tych zwierząt śnieg skrzypi w mroźne dni. Ale nie zawsze tak jest. Czy wiecie, kto chodzi po śniegu i nie zostawia na nim śladów? To małe, wesołe stworki zwane Inugarullitami, o których sobie dziś opowiemy.

Arktykę zamieszkują także ludzie, Inuici, zwani potocznie Eskimosami. To lud, który ubiera się w ciepłe futra i mieszka w lodowych, okrągłych domkach igloo. Spotkać ich można na Grenlandii, wielkiej lodowej, wyspie, a także Alasce w Ameryce Północnej oraz na Syberii w Azji. Opowiadają oni sobie o spotkaniach z Inugarullitami, małymi skrzatami, które są bardzo pomocne.

Inugarullit chowający się przed człowiekiem
ChatGPT 2026

Inugarullici, podobnie jak ludzie, żyją w społeczeństwach. Mają rodziny, mieszkają w wioskach, budują domki czy używają narzędzi. Są niskiego wzrostu, jak dzieci. Mają ciemne oczy i spiczaste uszy. Ubierają się podobnie jak Inuici, w grube, ciepłe futra, które chronią ich przed mrozem w zimnym, arktycznym klimacie. Wobec ludzi potrafią być zarówno pomocni, jak i złośliwi. Są strażnikami przyrody i nie podoba im się, gdy ktoś ją niszczy. Jeśli dana osoba jest dobra, szanuje zwierzęta i rośliny, pomagają jej znaleźć zgubione rzeczy, czy odprowadzić do domu, gdy człowiek zabłądził, zwłaszcza podczas burzy śnieżnej. Jeśli jednak zauważą, że ktoś jest niemiły dla zwierząt czy niszczy rośliny, złośliwie chowają jego rzeczy czy też same wyprowadzają człowieka na manowce.

Są niesamowicie silne, bo pomimo małego wzrostu, potrafią przenosić przedmioty o wiele większe i cięższe od nich samych. Maszerują bez zmęczenia przez bardzo długi czas, nawet przez wiele dni, i potrafią pokonywać długie dystanse. A jak już chodzą po śniegu, to jak wspominałem, nie zostawiają po sobie śladów stóp. Zauważeni przez ludzi, stają się niewidzialni, albo zamieniają się w kamień. Dlatego tak trudno je dostrzec, bo bardzo dobrze potrafią się ukrywać. Miejsca, które uważano za niewidzialne siedliska Inugarullitów obdarzano czcią i szanowano, by nie zakłócać spokoju tych małych stworków.

Wioska Inugarullitów
ChatGPT 2026

A co Wy sądzicie o Innugarulitach? Ich nazwa jest długa i trudna, ale spróbujmy wymówić ją razem. I-nnu-ga-ru-llit. Inugarullit. Brawo! Jeśli kiedyś uda Wam się spotkać ten małe stworki, będziecie wiedzieli, jak je nazwać. Na dziś to tyle. Do usłyszenia w następnej słuchance o mitologicznych istotach.

czwartek, 17 września 2026

Szarlej

 

Pisząc moje artykuły tworzę niezliczone notatki. Pomysły zapisane na później, zasłyszane historie, do których warto wrócić. Dowód tego dostaniecie dziś. Jakiś czas temu Jarlartsgard, którego w tym miejscu serdecznie pozdrawiam, podsunął mi temat legend i stworów ze Śląska. Nie uszło to mojej uwadze i pomysły zostały skrzętnie zanotowane. Oczywiście piórem, na moich zwojach, przy kuflu grzanego miodu, jak widzicie na załączonym obrazku. I dziś właśnie zapoznamy się bliżej z jedną z tych istot, Szarlejem.

Przenieśmy się więc na Śląsk, do historycznej krainy na pograniczu Polski, Czech i Niemiec. Ziemie te znaną są z malowniczych gór, licznych zamków, a przede wszystkim z kopalń. Kultura górnicza jest bardzo istotna dla Śląska i nie może dziwić, że wiele magicznych stworzeń za swe siedliszcza obrało sobie sztolnie i głębokie złoża minerałów, niekoniecznie ziem rzadkich!

Praca pod ziemią do najbezpieczniejszych nie należy. Tąpnięcia, zalania, ulatnianie się metanu. Strach zagląda bardzo często w oczy górników, zwanych drzewiej gwarkami. Uosobieniem tych zagrożeń był wspomniany Szarlej. Żył w kopalniach i podziemiach. Istnieją różne opisy jego wyglądu, przez bardziej ludzkie po zupełnie potworne. Czasami nie jest uznawany nawet za materialną istotę, a bardzie za eterycznego ducha, przemierzającego podziemne chodniki. Na potrzeby tego materiału przyjmę jeden z bardziej monstrualnych opisów. Jego cielsko było masywne, wyglądał jak zdeformowany mutant o skórze przypominającej szary kamień lub stwardniałe strupy. Poruszał się przygarbiony, przy samej ziemi, jakby pełzał, a może właśnie to czynił. Jego ruchom towarzyszyło dudnienie, którego echo budziło trwogę. W podziemnych sztolniach takie odgłosy mogły zapowiadać tąpnięcia i zasypania chodników. Swoimi wrzaskami przeganiał także górników. Niektórzy zarzekali się, że gdy przyłożyli ucho do skał, słyszeli bicie serca Szarleja, będącego ucieleśnieniem mroku kopalń i podziemnego świata.

Śląski, górniczy krajobraz
ChatGPT 2026

Mianem Szarleja nazwano dzielnicę Piekar Śląskich. W latach 1811-1896 istniała tam kopalnia rudy cynku, właśnie pod nazwą Szarley/Scharley. I tu warto się pochylić nad etymologią tego miana. Jedni mówią, że pochodzi od podziemnego stwora, Szarleja (niem. Scharley) czy Szarlena, inni, że od Szarej Ziemi. Przyjmując tę pierwszą wersję, można iść o krok dalej. Konstanty Damrot, XIX-wieczny pisarz i ksiądz katolicki uważał jego miano za zesłowiańszczone określenie Graumännchen, czyli dosłownie z niemieckiego Szary Ludzik, wskazując na jego nienaturalny kolor skóry, szary jak kamień.

Dostrzeżenie go uznawane było za zwiastun katastrofy w kopalni lub wręcz za powód zbliżającej się tragedii.  W ciemnych i ciasnych tunelach nie było łatwo uciekać, nawet tzw. drogami ucieczkowymi, a świadomość, że bezpieczeństwo czekało dopiero na powierzchni, nie napawała optymizmem. Zawaleniu mogła ulec część chodnika nawet całe przejście, przez co praca górnika była nieprzewidywalna, nawet przy zachowaniu szczególnej ostrożności.

Górnik i Szarlej
ChatGPT 2026

Znane są też podania o Skarbniku, duchu kopalń, który jednocześnie strzeże skarbów i złóż w nich ukrytych, ale i ostrzega gwarków przed niebezpieczeństwami, zwłaszcza tych dobrych i uczciwych. Szarlej zdecydowanie był jego przeciwieństwem. Stwór ten był jak siły natury, nieprzewidywalny, nieokiełznany i potężny. W starciu z jego mocą człek nie miał żadnych szans. Nie trzeba go było nawet widzieć, by już się go bać. Pozbawiał życia w ciemności, wśród budzących grozę odgłosów dudnienia i odczuwalnych wstrząsów.

Znana jest legenda z kopalni w Olkuszu, nazywanego drzewiej Srebrnym Miastem. W średniowieczu wydobywano tam srebro, stąd nazwa. Ludzie w pogoni za cennym kruszce kopali dalej i głębiej. Sztolnie te miały być zamieszkane przez Szarleja, który robił im na złość i starał się ich przepędzić. Niszczył stemple podtrzymujące stropy, zwodził górników w ślepe korytarze, zasypywał chodniki, a nawet zalewał je wodą. Poszukiwacze kruszców nie dawali jednak za wygraną. W końcu Szarlej miał ściągnąć do kopalni Szwedów, podczas ich najazdu na Polskę w XVI wieku, który znany jest dzisiaj jako Potop Szwedzki. Wrogowie pojmali gwarków i wywieźli ich pod Częstochowę, gdzie mieli kopać podkopy pod mury klasztoru. Wszyscy, mocą klątwy Szarleja, zginęli od bratobójczego ostrzału broniących Jasnej Góry Polaków. Nikt z nich nie wrócił już do kopalni srebra w Olkuszu, a Szarlej mógł znów mieszkać w podziemnych czeluściach, w spokoju i ciszy.

Szarlej
ChatGPT 2026

Szarlej pojawił się w trzeciej części gry Wiedźmin, jako ślepy stwór, reagujący na drgania i wywołujący wstrząsy ziemi. Posiada twardą skorupę i zwija się w kulę, niczym pancernik. Większość tych aspektów nawiązuje do jego ludowych opisów. Skóra jest nienaturalna, szara i twarda niczym kamień, a dudnienie przypomina odgłosy towarzyszące tąpnięciom w podziemnych korytarzach. Odebranie mu wzroku przez twórców gry tylko pasuje do istot żyjących pod powierzchnią ziemi, które cechują się często światłowstrętem, lub u których w ogóle gałki oczne zanikają w toku ewolucyjnych przemian.

Szarlej zagościł także w książce Wędrowcy z cyklu Powiernik Franciszka Piątkowskiego, który to tytuł jest zbiorem opowiadań różnych autorów inspirowanych postaciami z oryginalnej serii, opowiadającej o słowiańskich Bogach i stworzeniach.

Podziemna Trwoga
ChatGPT 2026

W wierze w Szarleja wybrzmiewa przestroga przed chciwością, przed lekkomyślnym wydobywaniem złóż, ukrytych głęboko pod ziemią. Przypomina mi to Balroga z Władcy Pierścieni, który stał się Zgubą kolonii krasnoludów, drążących tunele w poszukiwaniu mithrilu. Szarlej jest istotą terytorialną. To co znajduje się pod ziemią uznaje za swoje i zazdrośnie tego strzeże. Stara się odstraszyć ludzi wrzaskami, dudnieniem, a kiedy to nie przynosi efektów, powoduje katastrofy, zasypując chodniki lub zalewając je. W końcu, jest ucieleśnieniem strachu przed tym, co czai się w mroku, w nieprzeniknionych ciemnościach sztolni. On tam jest. On widzi, zanim człowiek zdąży zareagować. Jest w swoim środowisku i ma przewagę, której nie należy lekceważyć. Górnicy są dla niego intruzami. Wkroczyli na jego terytorium, dlatego w kopalniach należy zachować szczególną ostrożność.

Na dziś to tyle. Zostawcie subskrypcję na Youtube, jeśli jeszcze tego nie zrobiliście, by nie ominęły Was następne materiały, a także polubienia, jeśli odcinek Wam się spodobał. Chciałbym również zaprosić do odsłuchania innym nagrań, które już miały premierę na kanale, byście mogli poznać ciekawe istoty z różnych wierzeń. Zachęcam także do odwiedzenia mojego profilu na Facebooku, gdzie publikuję informacje o nowych artykułach na blogu, jak i zapowiedzi tego, co pojawi się na Youtube. A jeśli możesz, drogi Czytelniku lub droga Czytelniczko, wesprzeć moją twórczość finansowo, zapraszam do odwiedzenia strony na Patronite, by zostać Patronem wzorem Piotra Brachowicza. A tymczasem, bywajcie!

czwartek, 10 września 2026

Kitsune



Japońskie wierzenia są pełne niesamowitych istot, dlatego też mitologia z Kraju Kwitnącej Wiśni zagościła już na moim blogu i kanale. Jednym z omówionych stworzeń był Raichō, Ptak Gromu. Imię to może brzmieć znajomo, bo pewien Pokémon nazywa się Raichu, co właśnie nawiązuje do piorunów. A to tylko jeden z przykładów, jak rdzenne wierzenia przeniknęły do współczesnej kultury Japonii i są ciągle adaptowane na potrzeby mangi, anime czy gier. Dziś opowiemy sobie o innej istocie, bardziej znanej niż Raichō, ale tak samo ciekawej.

Mowa o Kitsune (狐/きつね), które to określenie dosłownie oznacza Lisa. Jednak nie mówimy tu drapieżnych ssakach, które można spotkać i w naszych lasach, oraz coraz częściej, także na obrzeżach miast. Kitsune w japońskich wierzeniach był magiczną istotą, jednym z gatunków yōkai (妖怪) i dlatego dziś zagościł na moim kanale. Wprowadzę w tym momencie, na potrzeby przyszłych materiałów, pojęcie yōkai, którym określa się wszystkie istoty z japońskiego folkloru o nadprzyrodzonych mocach.

Yōkai
ChatGPT 2026

Stworzenia te były rozumne, często cechowały się mądrością zdobywaną przez stulecia. A ze zdobywaniem doświadczenia zmieniał się ich wygląd, czym można je było odróżnić od zwykłych lisów. Musicie bowiem wiedzieć, że Kitsune wyrastał dodatkowy ogon, kiedy przeżył każde sto lat. Najstarsze, żyjące dziewięć wieków, a więc posiadające dziewięć ogonów, nazywane były Kyūbi no Kitsune (九尾の狐).

Kitsune są utożsamiane z Inari, Bogiem, czy mówiąc po japońsku, Kami, patronującym płodności, uprawie ryżu, przemysłowi, powodzeniu w przedsięwzięciach… I właśnie samym lisom. Zwłaszcza tym białym, nazywanym Zenko (善狐), które były postrzegane jako posłańcy Inariego (稲荷大神). Często przy świątyniach tego Boga stawiano kamienne posągi Kitsune. Mieszczący się w prefekturze Aichi przybytek Toyokawa zawiera tysiąc podobizn Magicznego Lisa. Wierzy się, że nawet sama figurka Kitsune potrafi odganiać złe moce. Po przesłuchaniu tego materiału polecam znaleźć zdjęcia w Internecie ze świątyni Toyokawa, ponieważ widok ten jest imponujący. Warto zaznaczyć, że patronowanie płodności i rolnictwu łączy się bezpośrednio z naturą lisa. Ssaki te są naturalnymi wrogami szczurów, dlatego też Japończycy widząc, jak odganiają gryzonie, mogli zacząć obdarzać je czcią. Już sama woń moczu lisa potrafi odstraszyć szczury, nie mówiąc o samej sylwetce drapieżnika, zbliżającego się wśród pól do potencjalnej zwierzyny.

Lis i szczury
Copilot 2026

Kitsune mogą być pomocne, wręcz opiekuńcze, jak wspomniane Zenko, ale mogą być też złośliwe i szkodzić. Takie istoty nazywane są z kolei Yako (野狐) lub Nogitsune (野狐). Yako potrafiły zsyłać na ludzi złe myśli, choroby, a także opętać ich i skłonić do złych uczynków. Były w stanie ponadto uwodzić mężczyzn, pod postaciami ponętnych kobiet, by kraść ich energię życiową, w czym przypominają sukkuby. W lasach i górach, zwłaszcza po zmierzchu, sprowadzały wędrowców na manowce. Potrafiły także, jako istoty władające ogniem, wzniecać pożary. Mniej szkodliwym, ale zapewne irytującym żartem, było obdarowywanie ludzi banknotami lub monetami. Człek z radością wkładał darowiznę do kieszeni, a kiedy ją wyciągał, okazywało się, że zamieniała się w liście lub kamyki. Przypomina Wam to coś? Jeśli tak, to przyznaję pięć punktów dla Gryffindoru! Mniej smacznym dowcipem było obdarowywanie ludzi pierogami… Które po pierwszym kęsie, w ich ustach zamieniały się w końskie łajno. Smacznego.

Nogitsune z kolei żywiły się cierpieniem oraz waśniami między ludźmi. Zenko, czyli Dobre Lisy, również potrafiły opętać człowieka, jednak czyniły to, by jego rękami sprawiać dobre uczynki lub by po wejściu w ciało śmiertelnika wypędzić z niego chorobę. Czasami po opuszczenia ciała człowieka, ten zostawał już na zawsze odmieniony, chociażby poprzez zyskanie daru przewidywania przyszłości.

Kitsune
Gemini 2026

Zenko z kolei dzieliły się Kinko (金狐), czyli Złote Lisy oraz Ginko (銀狐), czyli Srebrne Lisy. Kinko symbolizowały siłę Słońca, a Ginko siłę Księżyca. Oba rodzaje Lisów służyły Bogini Dakini, bóstwu z buddyjskich wierzeń. A jak wiemy z odcinka o Daikokutenie, wiele buddyjskich i hinduskich motywów przeniknęło do japońskiego szintoizmu. Swoją drogą, korzeni wiary w Kitsune także można doszukiwać się poza Japonią, bo najstarsze wzmianki nie pochodzą z Kraju Kwitnącej Wiśni, a z Państwa Środka, czyli z Chin. Już w V wieku przed naszą erą wzmiankowano istoty zwane Jiǔwěihú, czyli dosłownie Dziewięcioogoniaste Lisy. Ich natura jednak różniła się od japońskich Kitsune, więc zostawię sobie w tym miejscu furtkę, by opowiedzieć o tych istotach innym razem.

Istnieją także odmiany Kitsune nazywane Byakko (白狐), czyli Białe Lisy, służące bezpośrednio pod rozkazami Inariego, Kokuko (黒狐) czyli Czarne Lisy, objawiające się ludziom tylko podczas pokoju i panowania dobrych władców oraz Tenko (天狐), czyli Niebiańskie Lisy, którymi stawały się Kitsune dożywające tysiąca lat.

Kitsunebi
Copilot 2026

Kitsune potrafią zsyłać na ludzi wizje, wpływać na ich sny. Kontrolują także pogodę oraz mogą zmieniać bieg czasu. Powodują halucynacje zwłaszcza u ludzi chciwych, złych czy pijaków. W to ostatnie jestem w stanie bardzo łatwo uwierzyć. Jedną z ich najbardziej charakterystycznych mocy jest wspomniana już władza nad ogniem pod postacią tzw. Kitsunebi (狐火), czyli Lisich Ogników. Na słowiańskich ziemiach nazwalibyśmy je Błędnymi Ognikami. Płomyki miały pochodzić z kości, które Kitsune nosiły w pyskach. Te kości są także przedstawiane na statuach Lisów, chociażby we wspomnianej świątyni Toyokawa. To właśnie Lisie Ogniki ściągały po zmroku wędrowców na manowce, o czym wspomniałem wcześniej.

Kitsune są zmiennokształtne. Potrafią ukazywać się pod ludzką postacią, najczęściej pięknych, młodych kobiet, ale to nie była ich jedyna forma. Zdarza się, że jakiś Magiczny Lis przeistoczy się w starca czy mnicha. Zmieniając się w kobietę istota ta mogła nawet zostać czyjąś małżonką i była nazywana wtedy Kitsune Nyōbō (狐女房), czyli dosłownie Lisia Żona. Takie Lisie Niewiasty cechowały się wąską twarzą, blisko osadzonymi oczami, cienkimi brwiami i wysokimi kośćmi policzkowymi, które to rysy twarzy były przez Japończyków uważane za atrakcyjne. Niestety, gdy mąż poznał jej prawdziwą naturę, odchodziła, wracając do swojego wcześniejszego życia i formy. Lisie Żony często spędzały całe życia pod ludzką postacią, podejmując się zwykłych prac i zakładając rodziny. Dzieci z takich związków mogły z czasem przejawiać magiczne zdolności Kitsune. Jednak gdy Kitsune Nyōbō wykazały się nieroztropnością lub gdy się upiły, nie utrzymywały swojej ludzkiej iluzji i mogły same się zdradzić. A to gdzieś na ciele pojawił się strzęp lisiego futra, a to lisie uszy, albo jeden lub więcej ogonów. Mogła nie być to typowa cecha fizyczna, a odbicie w lustrze, które pokazywało nie twarz kobiety, a lisi pysk. Ponadto Lisie Żony traciły nad sobą panowanie w obecności psów, których się panicznie bały i w takiej sytuacji ich iluzja słabła. Przypomina mi to dość mocno historię europejskiej Meluzyny. Jeśli jesteście ciekawi z kolei tej istoty, zapraszam na mój blog, gdzie poświęciłem Meluzynie jeden temat.

Kitsune Nyōbō
Copilot 2026

Tamamo-no-Mae (玉藻の前), postać utożsamiana z XII-wieczną cesarzową Fujiwara no Nariko (藤原得子), żoną cesarza Toby (鳥羽天皇), miała być właśnie piękna Kitsune, która uwiodła władcę.

Jednym z atrybutów Kitsune jest Hoshi no Tama (ほしのたま), Gwiezdny Klejnot, czyli magiczna kula, wielkości mandarynki, którą Lis często trzyma w swoich łapach. Legendy mówią, iż w środku zamknięta jest dusza, bądź moc samego yōkai, a bez niej Kitsune nie jest w stanie czarować.

Słabością Kitsune jest zamiłowanie do tofu, zwłaszcza smażonego. Nawet współcześnie potrawę z tofu i makaronem udon nazywa się dosłownie Kitsune-Udon.

Podobnie jak Raichō zainspirował powstanie jednego z Pokémonów, tak samo stało się z Kitsune. Fani Kieszonkowych Stworków zapewne kojarzą ognistego Vulpixa i Ninetalesa. Pierwsza forma posiada sześć ogonów, a w trakcie ewolucji zamienia się w dziewięcioogonową formę, bardziej dostojną i silniejszą. Pokémon ten więc przeobraża się dokładnie tak samo, jak Kitsune. Wraz z przeżywaniem kolejnych stuleci zyskiwał kolejne ogony, mądrość oraz silę. No i samo powiązanie z żywiołem ognia łączy się z Kitsunebi, czyli Lisimi Ognikami.

Kitsune-Udon
ChatGPT 2026

Śladów wiary w Kitsune można dopatrywać się także w japońskich powiedzeniach. Kitsune no Yomeiri (狐の嫁入), czyli dosłownie Ślub Lisa oznacza pogodę podczas której jednocześnie pada deszcz i świeci słońce. A jak wcześniej wspomniałem, tym yōkai przypisywano także władzę nad pogodą.  Kitsune ni Tsumamareru (狐につままれる) tłumaczy się jako Złapany przez Lisa i jest używane na określenie kogoś, kto został czymś zupełnie zaskoczony.  Tora no i o Karu Kitsune (虎の威を借る狐) to dosłownie Lis pożyczający autorytet Tygrysa i opisuje osobę, która udaje silniejszą, niż naprawdę jest. Przyznajcie, wszystkie te metafory są literackie i bardzo obrazowe.

Istnieje też japońska gra Kitsune-Ken (狐拳), czyli dosłownie Lisia Pięść, odpowiednik naszego papier-kamień-nożyce, w której pokazuje się trzy gesty, reprezentujące lisa, myśliwego i sołtysa (庄屋). Myśliwy pokonuje lisa, sołtys bije myśliwego, a lis oczarowuje sołtysa. Dla mnie jest to niesamowita ciekawostka, jak ten sam pomysł na grę został dostosowany w zupełnie innym zakątku świata do lokalnej kultury i wierzeń.

Opowieści o Kitsune to temat rzeka. Pominąłem wiele lokalnych baśni, nawiązań w kulturze, by zbytnio nie przeciągać tego odcinka. Kto wie, może pewnego dnia opowiemy sobie kilka z nich w osobnym materiale. Kitsune fascynowały i fascynują dalej. To tajemnicze i niejednoznaczne postaci, które potrafiły pomagać ludziom, ale i płatać figle.

Kitsune zimową porą
ChatGPT 2026

Na dziś to tyle. Zostawcie subskrypcję, jeśli tego jeszcze nie zrobiliście, by nie ominęły Was następne materiały, a także polubienia, jeśli odcinek Wam się podobał. Chciałbym również zaprosić do odsłuchania innym nagrań, które już miały premierę na tym kanale, byście mogli poznać ciekawe istoty z różnych wierzeń. Zachęcam także do odwiedzenia mojego profilu na Facebooku, gdzie publikuję informacje o nowych artykułach na blogu, jak i zapowiedzi tego, co pojawi się tu, na Youtube. A jeśli możesz, drogi Słuchaczu lub droga Słuchaczko, wesprzeć moją twórczość finansowo, zapraszam do odwiedzenia strony na Patronite, by zostać Patronem wzorem Piotra Brachowicza. A tymczasem, sayonara (さようなら)!

czwartek, 3 września 2026

Żelazny Las

 


Lasy fascynowały i przerażały jednocześnie. To miejsca, które zapewniały  ludzkości wiele darów natury, pożywienie oraz budulec. Ale to także symbol dzikości, niebezpieczeństwa i tajemnicy. Każdy nierozpoznany dźwięk, każdy uchwycony kątem oka ruch, mógł wzbudzić niepokój. Nic więc dziwnego, że w wierzeniach z różnych zakątków świata opowiadano o licznych stworach, które za swe siedzliszcza obrały sobie bory i puszce. Powstały także legendy o samych nadprzyrodzonych lasach i o jednym z takich miejsc ze skandynawskich wierzeń opowiemy sobie dzisiaj.

Daleko na wschodzie Midgardu znajdował się Járnviðr, Żelazny Las. Było to mroczne, nieprzyjazne miejsce. Stanowiło siedzibę starej kobiety lub czarownicy, która miała być matką wszystkich wilków. Być może jest to określenie olbrzymki, Angerbordy, z którą Loki, Bóg Oszustw miał kilkoro dzieci, w tym olbrzymiego wilka Fenrira. Również wilk Mánagarmr miał pochodzić z Żelaznego Lasu. Imię to tłumaczy się dokładnie jako Księżycowy Ogar. U kresu czasu ma pożreć Księżyc oraz spijać krew poległych i zjadać ich ciała podczas wielkiej bitwy Ragnaröku. Wiele wskazuje więc, że było to inne imię wilka, o którym opowiedzieliśmy sobie już na blogu, Hatiego (nord. Nienawiść), który razem ze Sköll (nord. Zdrada) dogonią na Niebie a następnie pożrą Słońce oraz Księżyc.

Hati i Sköll
ChatGPT 2025

Oprócz tych trzech wymienionych, również inne olbrzymie i przeraźliwe wilki pochodziły z Járnviðru, prawdopodobnie byli to potomkowie znanych nam z imienia bestii. Nazywano je wargami (nord. Vargr), które to miano używano do opisu dużych wilków. I w tej chwili zarówno fani Władcy Pierścieni jak i Gry onTron mogą poczuć się jak w domu. Autorzy obydwu dzieł użyli tych nazw w swoich książkach. W pierwszej, by opisać olbrzymie wilki, w drugiej, na określenie osób, które potrafiły wejść swoją świadomością w ciało zwierzęcia i kontrolować je.

Angerborda zapewne była przedstawicielką wzmiankowanej rasy innych istot, zwanych Járnviðjur. Forma pojedyncza tego słowa to Járnviðja. Tym samym terminem była nazwana Skadi, której już poświęciłem materiał na blogu, a do którego przeczytania zachęcam. Jednak Skadi pochodziła z Jotunheimu, a nie z Żelaznego Lasu. Być może więc Járnviðja oznaczało po prostu olbrzymkę, lub na przestrzeni wieków albo w różnych zakątkach Skandynawii wątki i postaci uległy zmianie i pomieszaniu. Świadczy o tym fakt, że w pewnym źródle Járnviðja oznacza żonę trolla, a nie olbrzymkę. Być może więc to, kim były mieszkanki Żelaznego Lasu ewoluowało i dopasowywane było do danego kontekstu przez osobę, która o nich opowiadała. A może też Járnviðr był przedsionkiem Jotunheimu, jak Niflheim jest uznawany za przedsionek Helheimu.

Angerborda i Fenrir
ChatGPT 2026

Járnviðr symbolizuje krawędź znanego świata. To, czego nie odwiedzamy codziennie, co znamy jeno z opowieści. Miejsce, gdzie zapadł cień, które napawa lękiem. To, co cywilizacji nieznane, a więc nieokiełznane i dzikie. To strach przed byciem obserwowanym, nie wiadomo przez kogo i przez co.

Nazwa tej krainy sugeruje, że drzewa tam rosnące były żelazne lub twarde jak żelazo, chociaż nie poznajemy szczegółów ich opisu. To jednak podkreśla dzikość i trudne warunki panujące tam. Drzewo kojarzy nam się z czymś silnym, wiekowym, ale poddającym się ludzkiej obróbce, służąc człowiekowi za budulec. Żelazne pnie byłyby niesamowicie trudne do ścięcia. Járnviðr jest więc krainą, która łatwo nie podda się nikomu, kto chciałby ją ujarzmić, zarówno pod kątem flory, jak i fauny, reprezentowanej przez potwornych wargów. Żelazo, jako tkanka drzewa, symbolizuje też coś nienaturalnego, co w przyrodzie nie występuje.

Powiązanie Angerbordy oraz innych Járnviðjur z tym miejscem przedstawia je także jako wylęgarnię zła, z którego nadejdzie zniszczenie wszystkiego co dobre i czyste, przy końcu świata. To jak sztolnie Isengardu ze wspomnianego Władcy Pierścieni, służące jeno do rozmnażania orków uruk-hai oraz właśnie wargów. To z tamtego kierunku, ze wschodu, a więc od Żelaznego Las nadpłynie okręt Naglfar, niosący na swoim pokładzie armie chaosu, olbrzymy oraz inne potwory, w dniu Ragnaröku.

Być może źródeł mitu o Járnviðrze można doszukiwać się w pozyskiwaniu żelaza w starożytności, na obecnym pograniczu duńsko-niemieckim. Rosną tam lasy dębowe, które to drzewa są potężne, a ziemia obfitowała w złoża żelaza. Nie zgadzałby się jednak kierunek, bo ziemie te leżą bardziej na południe niż na wschód od wielu skandynawskich krain.

Żelazny Las
ChatGPT 2026

Na dziś to tyle. Zostawcie subskrypcję, jeśli jeszcze tego nie zrobiliście, by nie ominęły Was następne materiały, a także polubienia, jeśli odcinek Wam się spodobał. Chciałbym również zaprosić do odsłuchania innym nagrań, które już miały premierę na tym kanale, byście mogli poznać ciekawe istoty z różnych wierzeń. Zachęcam także do odwiedzenia mojego profilu na Facebooku, gdzie publikuję informacje o nowych artykułach na blogu, jak i zapowiedzi tego, co pojawi się tu, na Youtube. A jeśli możesz, drogi Słuchaczu lub droga Słuchaczko, wesprzeć moją twórczość finansowo, zapraszam do odwiedzenia strony na Patronite, by zostać Patronem wzorem Piotra Brachowicza. A tymczasem, bywajcie!

piątek, 28 sierpnia 2026

Bies

 


To, co nieznane budzi strach. To, co nieokiełznane może być niebezpieczne. Na świecie codziennie dochodzi do tragedii. Wypadki, ludzkie dramaty, kataklizmy na wielką skalę. Człowiek żyje w poczuciu, że cywilizacja zapewnia mu bezpieczeństwo. Jednak w momencie, gdy dotykają nas lub naszych bliskich nieszczęścia, często zdajemy sobie sprawę, jak kruche są te pozory. I to nawet dziś, kiedy możemy cieszyć się dobrodziejstwami cywilizacji i wynalazkami, jakich nie znały pokolenia przed nami. Co one musiały czuć? W średniowieczu, gdy drogi nie były oświetlone? Gdy nie było serwisów informacyjnych ani służb mundurowych? Gdy znany świat często ograniczał się do jednej wioski, w której się mieszkało i pracowało, a wszystko poza nią było nieodkrytą, białą plamą na przysłowiowej mapie? Strach w tamtych czasach nabierał kształtu. Był przedstawiany pod postacią przerażającego stworzenia, o którym sobie dziś opowiemy. Wśród Słowian nazywano go Biesem.

Bies żył na słowiańskich ziemiach już w czasach przedchrześcijańskich. Najstarszy zapis jego miana to prasłowiańskie słowo bĕsъ, oznaczające Coś strasznego lub przerażającego, pochodzi ze Słowa o zakonie i łasce, staroruskiego kazania z końca X wieku. Przypomina więc Licho, któremu już poświeciłem jeden temat, bo zarówno słowo to opisywało istotę, jak i stan, odczucia lub zdarzenie. Śladów po tym terminie można ciągle doszukiwać się w litewskim słowie baisùs, tłumaczonym na polski jako przymiotnik straszny.

Bies
ChatGPT 2026

Bies bytował w puszczach i na mokradłach, daleko od siedlisk ludzkich. W dzikich ostępach, które powodowały strach i poczucie osamotnienia, a także przytłoczenia. Nie raz już poruszaliśmy ten motyw. Lasy były nieznane, pełne zwierzyny, ale i drapieżników. Każdy szelest, uchwycony kątem oka ruch, zwłaszcza przy złej pogodzie lub późną porą, potęgowały uczucie lęku przed nieznanym i byciem obserwowanym.

Po chrystianizacji Słowiańszczyzny Biesy zaczęto utożsamiać z Diabłami, by pokazać ich piekielną naturę. Jednak przez następne stulecia przetrwało także powiedzenie zbiesić się, a więc wpaść w gniew. Zatraciło ono swój pierwotny charakter, gdyż nie nawiązywało do roli Biesa, jako istoty budzącej strach, a właśnie do zła, które przypisywano mu przez chrześcijan. Z czasem mianem Biesów nazywano każdą demoniczną istotę. Tym określeniem Nestor w swojej Powieści Minionych Lat przezwał słowiańskich Bogów, których posągi w Kijowie zostały postawione przez Włodzimierza Wielkiego. Elementem wspólnym było zapewne poroże, chociaż u Biesów bardziej przypominało rogi jelenia, niż kozła, jak w przypadku Diabłów. Do tego porośnięte były futrem oraz posiadały kopyta, co podkreślało ich dziką naturę. Należy jednak pamięć, że słowiańskie Biesy były istotami chaotycznymi, a nie złymi do szpiku kości. Potrafiły też przemieniać się w inne zwierzęta, które żyły na ich terenach lub przejawiać ich cechy, chociażby poprzez posiadanie olbrzymich, błoniastych skrzydeł, niczym u nietoperza.

Trąba Powietrzna
ChatGPT 2026

Zbieszeniem się nazywano także postradanie rozumu. Jeśli człek z dnia na dzień zaczął się zachowywać inaczej, niebezpiecznie, niegodziwie lub pomimo nieprzejawiania żadnych symptomów, pewnego dnia nagle popełnił samobójstwo, bliscy obwiniali o takie zdarzenie Biesy. By uchronić się przed ściągnięciem na siebie ich obłędu unikano nawet wymawiania imienia Biesa nazywają go Sami-Wiecie-Kim… No dobra, to nie ta bajka. Ale za to używano nieokreślonych zaimków jak On albo Ten Zły. W lasach zostawiano także ofiary, by ubłagać go i odwieść od wyrządzania krzywdy.

W Beskidzie Sądeckim, w paśmie Jaworzyny Krynickiej jest pewna formacja skalna zwana Diabelskim Kamieniem. Legenda mówi, że Diabeł niósł kamień, by zatamować źródło jednego z okolicznych potoków. Dźwigał ze sobą głaz całą noc, ale kiedy zapiał kogut, Diabeł zniknął, upuszczając ciężar w tym konkretnym miejscu. W różnych regionach Polski istnieją inne warianty tej legendy o podobnych kamiennych formacjach. Nim jednak ich powstanie zaczęto przypisać Diabłom, to właśnie Biesy były uznawane za odpowiedzialne ich tworzeniu. Czasami mogły obraź sobie taką nienaturalną skałę za swe siedzliszcze. Wtedy też okoliczna ludność przypisywała temu miejscu działanie złych sił. Jeśli już jesteśmy przy temacie gór, to warto zaznaczyć, że jedna z hipotez powstania nazwa Bieszczady pochodzi od imion dwóch istot, Biesów i Czartów, zwanych też Czadami. Olbrzymie, dzikie lasy i połoniny zapewne były uważane za tereny tych stworów, a ryki niedźwiedzi czy widok przemykających wśród gałęzi drzew poroży jeleni utwierdzał ludzi w tym przekonaniu.

Bies na Jaworzynie Krynickiej
Copilot 2026

Biesy potrafiły się objawiać pod postacią wirów i trąb powietrznych. Mawiano wtedy, że należy schować się w domostwie, pozamykać okna i drzwi, by stwór nie połamał człekowi kości. W tym aspekcie przypominały z kolei Południce. Nie ma się co dziwić, bo silniejsze wiry powietrzne potrafią przewrócić człowieka, powodując kontuzje, a trąby powietrzne zniszczyć nawet części budynków. A dla naszych przodków, były to niewidzialne siły, jak powietrze. Biesom przypisywano także niszczenie upraw i porywanie trzody, gdy jakaś wieś ściągnęła na siebie ich gniew. Trąby powietrzne potrafią przejść przez pole zboża, zostawiając za sobą pasmo zniszczeń, a niezagonione w porę zwierzęta mogą zostać porwane i uniesione wysoko w powietrze.

Biesy miały też strzec skarbów w swych siedliszczach. Śmiałek, który nie uląkł się wiru powietrznego i celnie cisnął w niego nożem, w czasach chrześcijańskich koniecznie poświęconym, mógł zmusić Biesa do wyjawienia miejsca ukrycia bogactwa. Jednak taki łup mógł często okazywał się przeklęty, z czasem doprowadzając do nieszczęść, utraty zdrowia, czy nawet duszy śmiałka, który go posiadł.

Morowica
ChatGPT 2026

Oprócz zniszczeń i urazów powodowanych przez kontrolowanie powietrza Biesy także mogły zsyłać choroby, niczym Morowice.  Wierzono, że to powietrze, zwłaszcza złe, przenosi choroby. Pojęcie zarazków czy bakterii nie było w dawnych wiekach znane, a zdawano sobie sprawę, że właśnie przez nie mikroorganizmy i cząsteczki są przenoszone, bo nawet bez cielesnego kontaktu ludzie i zwierzęta potrafili się od siebie zarażać. Takie plagi mogły być ściągnięte na okolicę również przez Biesy.

Echa wiary w Biesy znaleźć można w Panu Tadeuszu pióra Adama Mickiewicza:

On tu nie przyjdzie; próżno wzywać bernardyna.

Jeśli od niego wyszła ta cała nowina,

To kto wie, w jakim celu: bo to bies księżyna!

 

Biesy to również powieść Fiodora Dostojewskiego, gdzie tytułowe stwory stanowią alegorię nastrojów politycznych i ludzkiej natury, a dokładnie jej złej strony.

Wiedźmin Geralt
Copilot 2026

Obecnie z Biesami można zmierzyć się w grze Wiedźmin III: Dziki Gon. Ich wygląd dość dobrze odpowiada temu z ludowych przekazów. Oprócz trzeciego oka na czole. To trzecie oko zawsze było dla mnie jakieś niepokojące. Ale taka jest rola Biesa, prawda? Wzbudzać strach, być jego ucieleśnieniem.

Bies to strach przez nieznanym, niebezpiecznym, przez zmiennością i niepewnością losu człowieka. Był potężny, swoimi mocami przewyższał śmiertelnika, który nie miał z nim szans w walce. Wiara w nie to ostrzeżenie przez nierozwagą ale i przed tym, jak kruche potrafi być ludzkie życie.

Na dziś to tyle. Zostawcie subskrypcję, jeśli jeszcze tego nie zrobiliście, by nie ominęły Was następne materiały, a także polubienia, jeśli odcinek Wam się spodobał. Chciałbym również zaprosić do odsłuchania innym nagrań, które już miały premierę na tym kanale, byście mogli poznać ciekawe istoty z różnych wierzeń. Zachęcam także do odwiedzenia mojego profilu na Facebooku, gdzie publikuję informacje o nowych artykułach na blogu, jak i zapowiedzi tego, co pojawi się tu, na Youtube. A jeśli możesz, drogi Słuchaczu lub droga Słuchaczko, wesprzeć moją twórczość finansowo, zapraszam do odwiedzenia strony na Patronite, by zostać Patronem wzorem Piotra Brachowicza. A tymczasem, bywajcie!

piątek, 14 sierpnia 2026

Kojot i Chata Duchów

 


Kojot z indiańskich wierzeń gościł już dwakroć na moim kanale i blogu. Za pierwszym razem opowiedzieliśmy sobie historie związane z powstaniem świata i człowieka. Za drugim razem, tematycznie zebrałem kilka historii o Kojocie szukającym pożywienia. Tym razem znów będzie bardziej poważnie i opowiemy sobie legendę z plemienia Caddo, które zajmuje pogranicze Teksasu, Arkansas oraz Luizjany. Mit, który dziś poznamy, został spisany przez George’a Amosa Dorseya, amerykańskiego antropologa badającego kulturę Indian, na początku XX wieku. Historię tę usłyszał bezpośrednio od przedstawicieli plemienia Caddo, który nosił imię Biały Chleb.

U zarania dziejów ludzie nie umierali na zawsze. Żyli bardzo długo, dłużej niż my obecnie. Warto w tym miejscu zaznaczyć, że mity w innych zakątkach świata, jak biblijne opisy pierwszych pokoleń czy historie o sumeryjskich królach, również wskazywały na wielowiekowe żywoty ludzi tuż po ich stworzeniu. Wygląda na to, że niezależnie od kontynentu, wszędzie utrwaliły się historie o tym, iż czas ludzkiego życia na przestrzeni tysiącleci skrócił się drastycznie.

Przeludniony świat w wierzeniach Caddo
Copilot 2026

Ponadto, wedle plemienia Caddo, na początku nie było chorób, a sama śmierć nie odbywała się tak, jak teraz, poprzez proces starzenia się. Ludzie zachowywali względną młodość. Odchodzili jednak z tego świata na jakiś czas, dokładnie na dziesięć dni, by następnie powrócić na nowo. Przy rodzących się ciągle dzieciach ludzi przybywało w takim stopniu, że zaczynało brakować miejsca i zwierzyny, by ich wykarmić.

Wodzowie, mędrcy i szamani zebrali się na wielką naradę, by debatować, co można uczynić w kwestii przeludnionego świata. I chociaż rozmawiali o samej śmierci, uznali, że w takiej formie, jak wtedy istniała, powinna zostać. Jako krótkotrwały sen, pozwalający odpocząć duszy przed powrotem na ten świat.

Chata Duchów
Copilot 2026

Na naradzie pojawił się także Kojot. Jako jedyny sprzeciwiał się temu stanowisku, twierdząc, że śmierć powinna być ostateczna, a dusze ludzi na zawsze muszą opuszczać ten świat. Argumentował to faktem, że Wielki Ojciec w Niebie stworzył osobne miejsce, gdzie dusze mogą udawać się po śmierci. Jak wiemy z mitu o stworzeniu gwiazd, to właśnie dziełem Kojota jest Droga Mlecza, czyli ścieżka, po której dusze wędrują do zaświatów. Plemię Caddo wierzy, że gdy ktoś odchodzi z tego świata, wędruje po Niebie, odwraca się i widzimy jego blask, pod postacią gwiazdy. Bardzo mocno przypomina mi to narrację z Króla Lwa. Simba, Pamiętaj, pamiętaj…

Wróćmy do indiańskich wierzeń. Kojot przemawiał wprost. Miejsce na Ziemi jest ograniczone i nie zostanie powiększone. Jeśli ludzi ciągle będzie przybywać, a ci, którzy umierają wracają, nie będzie miejsca dla nowo narodzonych dzieci.

Duch indianina Caddo
ChatGPT 2026

Powrót do życia odbywał się wtedy dzięki mocy szamanów, którzy w tak zwanej Chacie Duchów albo Domu Leczenia odprawiali specjalne rytuały. Drzwi budynku były skierowane na wschód. Na dachu konstrukcji szaman umieszczał orle pióro, które barwiło się na czerwono i zsuwało z budynku, gdy ktoś umierał. Dzięki temu wiadomo było, kiedy odprawić rytuał. Swoimi śpiewami i obrzędami szamani sprawiali, iż duchy zmarłych wracały i odradzały się w ciałach po dziesięciu dniach. Człowiek, stojący przy Chacie mógł poczuć powiew wiatru z zachodu, który okrążał budynek. Była to dusza wracająca by się odrodzić.

Pomimo sprzeciwu rady, Kojot postanowił interweniować i zaryglował na zawsze drzwi do Chaty Duchów. Dusze odbijały się od drzwi i z jękiem odlatywały. Kojot, by uniknąć gniewu ludzi, uciekł na prerię, gdzie najłatwiej go spotkać aż po dziś dzień. Wierzy się, że Kojoty wyją usilniej i bardziej przeciągle w wietrzne noce, bo właśnie wtedy więcej dusz krąży po świecie, nie mogąc dostać się do Chaty Duchów. A Kojot zawodzi, bo zdaje sobie sprawę, że pozbawił ludzkość możliwości odradzania się po śmierci, ale zrobił to z myślą o kolejnych pokoleniach i by Ziemia nie przeludniła się. Tak samo wśród ludu Caddo, gdy słyszą świst wiatru w ciemną noc, mówią Ktoś tu błąka się, mając na myśli dusze, nie mogą więcej odrodzić się w ludzkim ciele.

Kojot zamykający Chatę Duchów
Copilot 2026

Historia o zamknięciu Chaty Duchów to opowieść o smutku i przemijaniu, ale i o byciu realistą. Warto wyciągnąć z tej historii lekcję, że życie jest cenne, bo jest ulotne i dobiega końca. Cieszmy się więc i doceniajmy każdą chwilę, którą dane nam jest przeżywać.

Na bazie tego, co sobie powiedzieliśmy do tej pory o Kojocie wyłania się jego bardzo złożony i niejednoznaczny obraz. Kojot pomagał przy tworzeniu świata, ale i kształtował go po swojemu, jako miejsce, które w naszej ocenie może być nieidealne. To zarówno istota, która obdarowuje, jak i zabiera. Jest symbolem chaosu, jak sama przyroda, ani dobrym, ani złym. Potężnym bytem obdarzonym magiczną mocą i przede wszystkim, przebiegłością. Być może jeszcze kiedyś opowiemy sobie o nim, bo w dalszym ciągu nie wyczerpaliśmy tematu, nawet po trzech materiałach o nim.

Na dziś to tyle. Zostawcie subskrypcję, jeśli jeszcze tego nie zrobiliście, by nie ominęły Was następne materiały, a także polubienia, jeśli odcinek Wam się podobał. Chciałbym również zaprosić do odsłuchania innym nagrań, które już miały premierę na tym kanale, byście mogli poznać ciekawe istoty z różnych wierzeń. Zachęcam także do odwiedzenia mojego profilu na Facebooku, gdzie publikuję informacje o nowych artykułach na blogu, jak i zapowiedzi tego, co pojawi się tu, na Youtube. A jeśli możesz, drogi Czytelniku lub droga Czytelniczko, wesprzeć moją twórczość finansowo, zapraszam do odwiedzenia strony na Patronite, by zostać Patronem wzorem Piotra Brachowicza. A tymczasem, bywajcie!