czwartek, 3 września 2026

Żelazny Las

 


Lasy fascynowały i przerażały jednocześnie. To miejsca, które zapewniały  ludzkości wiele darów natury, pożywienie oraz budulec. Ale to także symbol dzikości, niebezpieczeństwa i tajemnicy. Każdy nierozpoznany dźwięk, każdy uchwycony kątem oka ruch, mógł wzbudzić niepokój. Nic więc dziwnego, że w wierzeniach z różnych zakątków świata opowiadano o licznych stworach, które za swe siedzliszcza obrały sobie bory i puszce. Powstały także legendy o samych nadprzyrodzonych lasach i o jednym z takich miejsc ze skandynawskich wierzeń opowiemy sobie dzisiaj.

Daleko na wschodzie Midgardu znajdował się Járnviðr, Żelazny Las. Było to mroczne, nieprzyjazne miejsce. Stanowiło siedzibę starej kobiety lub czarownicy, która miała być matką wszystkich wilków. Być może jest to określenie olbrzymki, Angerbordy, z którą Loki, Bóg Oszustw miał kilkoro dzieci, w tym olbrzymiego wilka Fenrira. Również wilk Mánagarmr miał pochodzić z Żelaznego Lasu. Imię to tłumaczy się dokładnie jako Księżycowy Ogar. U kresu czasu ma pożreć Księżyc oraz spijać krew poległych i zjadać ich ciała podczas wielkiej bitwy Ragnaröku. Wiele wskazuje więc, że było to inne imię wilka, o którym opowiedzieliśmy sobie już na blogu, Hatiego (nord. Nienawiść), który razem ze Sköll (nord. Zdrada) dogonią na Niebie a następnie pożrą Słońce oraz Księżyc.

Hati i Sköll
ChatGPT 2025

Oprócz tych trzech wymienionych, również inne olbrzymie i przeraźliwe wilki pochodziły z Járnviðru, prawdopodobnie byli to potomkowie znanych nam z imienia bestii. Nazywano je wargami (nord. Vargr), które to miano używano do opisu dużych wilków. I w tej chwili zarówno fani Władcy Pierścieni jak i Gry onTron mogą poczuć się jak w domu. Autorzy obydwu dzieł użyli tych nazw w swoich książkach. W pierwszej, by opisać olbrzymie wilki, w drugiej, na określenie osób, które potrafiły wejść swoją świadomością w ciało zwierzęcia i kontrolować je.

Angerborda zapewne była przedstawicielką wzmiankowanej rasy innych istot, zwanych Járnviðjur. Forma pojedyncza tego słowa to Járnviðja. Tym samym terminem była nazwana Skadi, której już poświęciłem materiał na blogu, a do którego przeczytania zachęcam. Jednak Skadi pochodziła z Jotunheimu, a nie z Żelaznego Lasu. Być może więc Járnviðja oznaczało po prostu olbrzymkę, lub na przestrzeni wieków albo w różnych zakątkach Skandynawii wątki i postaci uległy zmianie i pomieszaniu. Świadczy o tym fakt, że w pewnym źródle Járnviðja oznacza żonę trolla, a nie olbrzymkę. Być może więc to, kim były mieszkanki Żelaznego Lasu ewoluowało i dopasowywane było do danego kontekstu przez osobę, która o nich opowiadała. A może też Járnviðr był przedsionkiem Jotunheimu, jak Niflheim jest uznawany za przedsionek Helheimu.

Angerborda i Fenrir
ChatGPT 2026

Járnviðr symbolizuje krawędź znanego świata. To, czego nie odwiedzamy codziennie, co znamy jeno z opowieści. Miejsce, gdzie zapadł cień, które napawa lękiem. To, co cywilizacji nieznane, a więc nieokiełznane i dzikie. To strach przed byciem obserwowanym, nie wiadomo przez kogo i przez co.

Nazwa tej krainy sugeruje, że drzewa tam rosnące były żelazne lub twarde jak żelazo, chociaż nie poznajemy szczegółów ich opisu. To jednak podkreśla dzikość i trudne warunki panujące tam. Drzewo kojarzy nam się z czymś silnym, wiekowym, ale poddającym się ludzkiej obróbce, służąc człowiekowi za budulec. Żelazne pnie byłyby niesamowicie trudne do ścięcia. Járnviðr jest więc krainą, która łatwo nie podda się nikomu, kto chciałby ją ujarzmić, zarówno pod kątem flory, jak i fauny, reprezentowanej przez potwornych wargów. Żelazo, jako tkanka drzewa, symbolizuje też coś nienaturalnego, co w przyrodzie nie występuje.

Powiązanie Angerbordy oraz innych Járnviðjur z tym miejscem przedstawia je także jako wylęgarnię zła, z którego nadejdzie zniszczenie wszystkiego co dobre i czyste, przy końcu świata. To jak sztolnie Isengardu ze wspomnianego Władcy Pierścieni, służące jeno do rozmnażania orków uruk-hai oraz właśnie wargów. To z tamtego kierunku, ze wschodu, a więc od Żelaznego Las nadpłynie okręt Naglfar, niosący na swoim pokładzie armie chaosu, olbrzymy oraz inne potwory, w dniu Ragnaröku.

Być może źródeł mitu o Járnviðrze można doszukiwać się w pozyskiwaniu żelaza w starożytności, na obecnym pograniczu duńsko-niemieckim. Rosną tam lasy dębowe, które to drzewa są potężne, a ziemia obfitowała w złoża żelaza. Nie zgadzałby się jednak kierunek, bo ziemie te leżą bardziej na południe niż na wschód od wielu skandynawskich krain.

Żelazny Las
ChatGPT 2026

Na dziś to tyle. Zostawcie subskrypcję, jeśli jeszcze tego nie zrobiliście, by nie ominęły Was następne materiały, a także polubienia, jeśli odcinek Wam się spodobał. Chciałbym również zaprosić do odsłuchania innym nagrań, które już miały premierę na tym kanale, byście mogli poznać ciekawe istoty z różnych wierzeń. Zachęcam także do odwiedzenia mojego profilu na Facebooku, gdzie publikuję informacje o nowych artykułach na blogu, jak i zapowiedzi tego, co pojawi się tu, na Youtube. A jeśli możesz, drogi Słuchaczu lub droga Słuchaczko, wesprzeć moją twórczość finansowo, zapraszam do odwiedzenia strony na Patronite, by zostać Patronem wzorem Piotra Brachowicza. A tymczasem, bywajcie!

piątek, 28 sierpnia 2026

Bies

 


To, co nieznane budzi strach. To, co nieokiełznane może być niebezpieczne. Na świecie codziennie dochodzi do tragedii. Wypadki, ludzkie dramaty, kataklizmy na wielką skalę. Człowiek żyje w poczuciu, że cywilizacja zapewnia mu bezpieczeństwo. Jednak w momencie, gdy dotykają nas lub naszych bliskich nieszczęścia, często zdajemy sobie sprawę, jak kruche są te pozory. I to nawet dziś, kiedy możemy cieszyć się dobrodziejstwami cywilizacji i wynalazkami, jakich nie znały pokolenia przed nami. Co one musiały czuć? W średniowieczu, gdy drogi nie były oświetlone? Gdy nie było serwisów informacyjnych ani służb mundurowych? Gdy znany świat często ograniczał się do jednej wioski, w której się mieszkało i pracowało, a wszystko poza nią było nieodkrytą, białą plamą na przysłowiowej mapie? Strach w tamtych czasach nabierał kształtu. Był przedstawiany pod postacią przerażającego stworzenia, o którym sobie dziś opowiemy. Wśród Słowian nazywano go Biesem.

Bies żył na słowiańskich ziemiach już w czasach przedchrześcijańskich. Najstarszy zapis jego miana to prasłowiańskie słowo bĕsъ, oznaczające Coś strasznego lub przerażającego, pochodzi ze Słowa o zakonie i łasce, staroruskiego kazania z końca X wieku. Przypomina więc Licho, któremu już poświeciłem jeden temat, bo zarówno słowo to opisywało istotę, jak i stan, odczucia lub zdarzenie. Śladów po tym terminie można ciągle doszukiwać się w litewskim słowie baisùs, tłumaczonym na polski jako przymiotnik straszny.

Bies
ChatGPT 2026

Bies bytował w puszczach i na mokradłach, daleko od siedlisk ludzkich. W dzikich ostępach, które powodowały strach i poczucie osamotnienia, a także przytłoczenia. Nie raz już poruszaliśmy ten motyw. Lasy były nieznane, pełne zwierzyny, ale i drapieżników. Każdy szelest, uchwycony kątem oka ruch, zwłaszcza przy złej pogodzie lub późną porą, potęgowały uczucie lęku przed nieznanym i byciem obserwowanym.

Po chrystianizacji Słowiańszczyzny Biesy zaczęto utożsamiać z Diabłami, by pokazać ich piekielną naturę. Jednak przez następne stulecia przetrwało także powiedzenie zbiesić się, a więc wpaść w gniew. Zatraciło ono swój pierwotny charakter, gdyż nie nawiązywało do roli Biesa, jako istoty budzącej strach, a właśnie do zła, które przypisywano mu przez chrześcijan. Z czasem mianem Biesów nazywano każdą demoniczną istotę. Tym określeniem Nestor w swojej Powieści Minionych Lat przezwał słowiańskich Bogów, których posągi w Kijowie zostały postawione przez Włodzimierza Wielkiego. Elementem wspólnym było zapewne poroże, chociaż u Biesów bardziej przypominało rogi jelenia, niż kozła, jak w przypadku Diabłów. Do tego porośnięte były futrem oraz posiadały kopyta, co podkreślało ich dziką naturę. Należy jednak pamięć, że słowiańskie Biesy były istotami chaotycznymi, a nie złymi do szpiku kości. Potrafiły też przemieniać się w inne zwierzęta, które żyły na ich terenach lub przejawiać ich cechy, chociażby poprzez posiadanie olbrzymich, błoniastych skrzydeł, niczym u nietoperza.

Trąba Powietrzna
ChatGPT 2026

Zbieszeniem się nazywano także postradanie rozumu. Jeśli człek z dnia na dzień zaczął się zachowywać inaczej, niebezpiecznie, niegodziwie lub pomimo nieprzejawiania żadnych symptomów, pewnego dnia nagle popełnił samobójstwo, bliscy obwiniali o takie zdarzenie Biesy. By uchronić się przed ściągnięciem na siebie ich obłędu unikano nawet wymawiania imienia Biesa nazywają go Sami-Wiecie-Kim… No dobra, to nie ta bajka. Ale za to używano nieokreślonych zaimków jak On albo Ten Zły. W lasach zostawiano także ofiary, by ubłagać go i odwieść od wyrządzania krzywdy.

W Beskidzie Sądeckim, w paśmie Jaworzyny Krynickiej jest pewna formacja skalna zwana Diabelskim Kamieniem. Legenda mówi, że Diabeł niósł kamień, by zatamować źródło jednego z okolicznych potoków. Dźwigał ze sobą głaz całą noc, ale kiedy zapiał kogut, Diabeł zniknął, upuszczając ciężar w tym konkretnym miejscu. W różnych regionach Polski istnieją inne warianty tej legendy o podobnych kamiennych formacjach. Nim jednak ich powstanie zaczęto przypisać Diabłom, to właśnie Biesy były uznawane za odpowiedzialne ich tworzeniu. Czasami mogły obraź sobie taką nienaturalną skałę za swe siedzliszcze. Wtedy też okoliczna ludność przypisywała temu miejscu działanie złych sił. Jeśli już jesteśmy przy temacie gór, to warto zaznaczyć, że jedna z hipotez powstania nazwa Bieszczady pochodzi od imion dwóch istot, Biesów i Czartów, zwanych też Czadami. Olbrzymie, dzikie lasy i połoniny zapewne były uważane za tereny tych stworów, a ryki niedźwiedzi czy widok przemykających wśród gałęzi drzew poroży jeleni utwierdzał ludzi w tym przekonaniu.

Bies na Jaworzynie Krynickiej
Copilot 2026

Biesy potrafiły się objawiać pod postacią wirów i trąb powietrznych. Mawiano wtedy, że należy schować się w domostwie, pozamykać okna i drzwi, by stwór nie połamał człekowi kości. W tym aspekcie przypominały z kolei Południce. Nie ma się co dziwić, bo silniejsze wiry powietrzne potrafią przewrócić człowieka, powodując kontuzje, a trąby powietrzne zniszczyć nawet części budynków. A dla naszych przodków, były to niewidzialne siły, jak powietrze. Biesom przypisywano także niszczenie upraw i porywanie trzody, gdy jakaś wieś ściągnęła na siebie ich gniew. Trąby powietrzne potrafią przejść przez pole zboża, zostawiając za sobą pasmo zniszczeń, a niezagonione w porę zwierzęta mogą zostać porwane i uniesione wysoko w powietrze.

Biesy miały też strzec skarbów w swych siedliszczach. Śmiałek, który nie uląkł się wiru powietrznego i celnie cisnął w niego nożem, w czasach chrześcijańskich koniecznie poświęconym, mógł zmusić Biesa do wyjawienia miejsca ukrycia bogactwa. Jednak taki łup mógł często okazywał się przeklęty, z czasem doprowadzając do nieszczęść, utraty zdrowia, czy nawet duszy śmiałka, który go posiadł.

Morowica
ChatGPT 2026

Oprócz zniszczeń i urazów powodowanych przez kontrolowanie powietrza Biesy także mogły zsyłać choroby, niczym Morowice.  Wierzono, że to powietrze, zwłaszcza złe, przenosi choroby. Pojęcie zarazków czy bakterii nie było w dawnych wiekach znane, a zdawano sobie sprawę, że właśnie przez nie mikroorganizmy i cząsteczki są przenoszone, bo nawet bez cielesnego kontaktu ludzie i zwierzęta potrafili się od siebie zarażać. Takie plagi mogły być ściągnięte na okolicę również przez Biesy.

Echa wiary w Biesy znaleźć można w Panu Tadeuszu pióra Adama Mickiewicza:

On tu nie przyjdzie; próżno wzywać bernardyna.

Jeśli od niego wyszła ta cała nowina,

To kto wie, w jakim celu: bo to bies księżyna!

 

Biesy to również powieść Fiodora Dostojewskiego, gdzie tytułowe stwory stanowią alegorię nastrojów politycznych i ludzkiej natury, a dokładnie jej złej strony.

Wiedźmin Geralt
Copilot 2026

Obecnie z Biesami można zmierzyć się w grze Wiedźmin III: Dziki Gon. Ich wygląd dość dobrze odpowiada temu z ludowych przekazów. Oprócz trzeciego oka na czole. To trzecie oko zawsze było dla mnie jakieś niepokojące. Ale taka jest rola Biesa, prawda? Wzbudzać strach, być jego ucieleśnieniem.

Bies to strach przez nieznanym, niebezpiecznym, przez zmiennością i niepewnością losu człowieka. Był potężny, swoimi mocami przewyższał śmiertelnika, który nie miał z nim szans w walce. Wiara w nie to ostrzeżenie przez nierozwagą ale i przed tym, jak kruche potrafi być ludzkie życie.

Na dziś to tyle. Zostawcie subskrypcję, jeśli jeszcze tego nie zrobiliście, by nie ominęły Was następne materiały, a także polubienia, jeśli odcinek Wam się spodobał. Chciałbym również zaprosić do odsłuchania innym nagrań, które już miały premierę na tym kanale, byście mogli poznać ciekawe istoty z różnych wierzeń. Zachęcam także do odwiedzenia mojego profilu na Facebooku, gdzie publikuję informacje o nowych artykułach na blogu, jak i zapowiedzi tego, co pojawi się tu, na Youtube. A jeśli możesz, drogi Słuchaczu lub droga Słuchaczko, wesprzeć moją twórczość finansowo, zapraszam do odwiedzenia strony na Patronite, by zostać Patronem wzorem Piotra Brachowicza. A tymczasem, bywajcie!

piątek, 14 sierpnia 2026

Kojot i Chata Duchów

 


Kojot z indiańskich wierzeń gościł już dwakroć na moim kanale i blogu. Za pierwszym razem opowiedzieliśmy sobie historie związane z powstaniem świata i człowieka. Za drugim razem, tematycznie zebrałem kilka historii o Kojocie szukającym pożywienia. Tym razem znów będzie bardziej poważnie i opowiemy sobie legendę z plemienia Caddo, które zajmuje pogranicze Teksasu, Arkansas oraz Luizjany. Mit, który dziś poznamy, został spisany przez George’a Amosa Dorseya, amerykańskiego antropologa badającego kulturę Indian, na początku XX wieku. Historię tę usłyszał bezpośrednio od przedstawicieli plemienia Caddo, który nosił imię Biały Chleb.

U zarania dziejów ludzie nie umierali na zawsze. Żyli bardzo długo, dłużej niż my obecnie. Warto w tym miejscu zaznaczyć, że mity w innych zakątkach świata, jak biblijne opisy pierwszych pokoleń czy historie o sumeryjskich królach, również wskazywały na wielowiekowe żywoty ludzi tuż po ich stworzeniu. Wygląda na to, że niezależnie od kontynentu, wszędzie utrwaliły się historie o tym, iż czas ludzkiego życia na przestrzeni tysiącleci skrócił się drastycznie.

Przeludniony świat w wierzeniach Caddo
Copilot 2026

Ponadto, wedle plemienia Caddo, na początku nie było chorób, a sama śmierć nie odbywała się tak, jak teraz, poprzez proces starzenia się. Ludzie zachowywali względną młodość. Odchodzili jednak z tego świata na jakiś czas, dokładnie na dziesięć dni, by następnie powrócić na nowo. Przy rodzących się ciągle dzieciach ludzi przybywało w takim stopniu, że zaczynało brakować miejsca i zwierzyny, by ich wykarmić.

Wodzowie, mędrcy i szamani zebrali się na wielką naradę, by debatować, co można uczynić w kwestii przeludnionego świata. I chociaż rozmawiali o samej śmierci, uznali, że w takiej formie, jak wtedy istniała, powinna zostać. Jako krótkotrwały sen, pozwalający odpocząć duszy przed powrotem na ten świat.

Chata Duchów
Copilot 2026

Na naradzie pojawił się także Kojot. Jako jedyny sprzeciwiał się temu stanowisku, twierdząc, że śmierć powinna być ostateczna, a dusze ludzi na zawsze muszą opuszczać ten świat. Argumentował to faktem, że Wielki Ojciec w Niebie stworzył osobne miejsce, gdzie dusze mogą udawać się po śmierci. Jak wiemy z mitu o stworzeniu gwiazd, to właśnie dziełem Kojota jest Droga Mlecza, czyli ścieżka, po której dusze wędrują do zaświatów. Plemię Caddo wierzy, że gdy ktoś odchodzi z tego świata, wędruje po Niebie, odwraca się i widzimy jego blask, pod postacią gwiazdy. Bardzo mocno przypomina mi to narrację z Króla Lwa. Simba, Pamiętaj, pamiętaj…

Wróćmy do indiańskich wierzeń. Kojot przemawiał wprost. Miejsce na Ziemi jest ograniczone i nie zostanie powiększone. Jeśli ludzi ciągle będzie przybywać, a ci, którzy umierają wracają, nie będzie miejsca dla nowo narodzonych dzieci.

Duch indianina Caddo
ChatGPT 2026

Powrót do życia odbywał się wtedy dzięki mocy szamanów, którzy w tak zwanej Chacie Duchów albo Domu Leczenia odprawiali specjalne rytuały. Drzwi budynku były skierowane na wschód. Na dachu konstrukcji szaman umieszczał orle pióro, które barwiło się na czerwono i zsuwało z budynku, gdy ktoś umierał. Dzięki temu wiadomo było, kiedy odprawić rytuał. Swoimi śpiewami i obrzędami szamani sprawiali, iż duchy zmarłych wracały i odradzały się w ciałach po dziesięciu dniach. Człowiek, stojący przy Chacie mógł poczuć powiew wiatru z zachodu, który okrążał budynek. Była to dusza wracająca by się odrodzić.

Pomimo sprzeciwu rady, Kojot postanowił interweniować i zaryglował na zawsze drzwi do Chaty Duchów. Dusze odbijały się od drzwi i z jękiem odlatywały. Kojot, by uniknąć gniewu ludzi, uciekł na prerię, gdzie najłatwiej go spotkać aż po dziś dzień. Wierzy się, że Kojoty wyją usilniej i bardziej przeciągle w wietrzne noce, bo właśnie wtedy więcej dusz krąży po świecie, nie mogąc dostać się do Chaty Duchów. A Kojot zawodzi, bo zdaje sobie sprawę, że pozbawił ludzkość możliwości odradzania się po śmierci, ale zrobił to z myślą o kolejnych pokoleniach i by Ziemia nie przeludniła się. Tak samo wśród ludu Caddo, gdy słyszą świst wiatru w ciemną noc, mówią Ktoś tu błąka się, mając na myśli dusze, nie mogą więcej odrodzić się w ludzkim ciele.

Kojot zamykający Chatę Duchów
Copilot 2026

Historia o zamknięciu Chaty Duchów to opowieść o smutku i przemijaniu, ale i o byciu realistą. Warto wyciągnąć z tej historii lekcję, że życie jest cenne, bo jest ulotne i dobiega końca. Cieszmy się więc i doceniajmy każdą chwilę, którą dane nam jest przeżywać.

Na bazie tego, co sobie powiedzieliśmy do tej pory o Kojocie wyłania się jego bardzo złożony i niejednoznaczny obraz. Kojot pomagał przy tworzeniu świata, ale i kształtował go po swojemu, jako miejsce, które w naszej ocenie może być nieidealne. To zarówno istota, która obdarowuje, jak i zabiera. Jest symbolem chaosu, jak sama przyroda, ani dobrym, ani złym. Potężnym bytem obdarzonym magiczną mocą i przede wszystkim, przebiegłością. Być może jeszcze kiedyś opowiemy sobie o nim, bo w dalszym ciągu nie wyczerpaliśmy tematu, nawet po trzech materiałach o nim.

Na dziś to tyle. Zostawcie subskrypcję, jeśli jeszcze tego nie zrobiliście, by nie ominęły Was następne materiały, a także polubienia, jeśli odcinek Wam się podobał. Chciałbym również zaprosić do odsłuchania innym nagrań, które już miały premierę na tym kanale, byście mogli poznać ciekawe istoty z różnych wierzeń. Zachęcam także do odwiedzenia mojego profilu na Facebooku, gdzie publikuję informacje o nowych artykułach na blogu, jak i zapowiedzi tego, co pojawi się tu, na Youtube. A jeśli możesz, drogi Czytelniku lub droga Czytelniczko, wesprzeć moją twórczość finansowo, zapraszam do odwiedzenia strony na Patronite, by zostać Patronem wzorem Piotra Brachowicza. A tymczasem, bywajcie!

piątek, 31 lipca 2026

Bragi - Bóg Poezji

 


Na moim blogu gościła już Idunna, Bogini Wiosny. Wiosna to czas, gdy przyroda budzi się do życia, rośliny kwitną, a ptaki śpiewają. Nic więc dziwnego, że w wierzeniach Skandynawów wiosenna pora była nierozerwalnie związana z poezją. Pory roku, jak dobrze dobrane rymy, są cykliczne. Zarówno wiosna, jak i poezja mogą nieść nadzieję. Personifikacją poezji był Bragi, Bóg Skaldów, a także małżonek Idunny. To właśnie jego sylwetkę chciałbym Wam dziś przybliżyć.

Bragi był synem Odyna i olbrzymki Gunnlöd, co czyniło go przyrodnim bratem Thora. Gunnlöd z kolei była córką Suttunga, właściciela beczek z Miodem Poezji. Zadaniem Gunnlöd było pilnowanie naczyń w jaskini zwanej Hnitbiorg. Pewnego dnia do groty zakradł się Odyn, pod postacią węża, by wykraść magiczny trunek. Wedle legend napój miał czynić pijącego skaldem, dając mu możliwości zrozumienia wielu kwestii i odpowiadania na trudne pytania. Odyn, który już poświęcił jednego oko przy Źródle Mądrości Mimira, by posiąść olbrzymią wiedzę, chciał zdobyć także i Miód. Jednak gdy zobaczył Gunnlöd przemienił się na powrót w swoją prawdziwą postać i uwiódł olbrzymkę. Po trwającym trzy noce romansie, ta dała napić mu się po łyku z każdej z beczek. Następnie Odyn, bardzo wdzięczny swojej kochance… Po prostu ją opuścił, zamieniając się w orła i wylatując z jaskini… Jakie to typowe... Jednak podczas jednej z tych trzech upojnych nocy Gunnlöd zaszła w ciąże i następnie urodziła syna.

Gunnlöd
Copilot, 2025

Bragi, bo właśnie o nim mowa, został patronem poezji, inspiracji, elokwencji oraz samych skaldów, poetów. Zapewne to od jego imienia (albo na odwrót) pochodzi staronordyckie słowo bragr lub współczesne islandzkie bragur określające wiersz. Był nadwornym poetą Asów, śpiewając im swoje utwory w salach Walhalli. Witał także przybyłych Einherjerów, poległych wojowników, swymi przemowami. Eryk Krwawy Topór, syn Haralda Pięknowłosego, miał wedle pieśni Eiríksmál być powitanym w Walhalli właśnie przez Bragiego.

Bóg Skaldów swoje zdolności czerpał z Miodu Poezji (zapewne dużo tego złotego trunku płynęło w jego żyłach), jak i z magicznych run, które miał wyryte albo wytatuowane na języku i które zwiększały jego zdolności oratorskie, a każde wypowiedziane przez niego słowo było idealnie użyte w rozmowie.

Wikińska uczta
Gemini, 2025

W przeciwieństwie do wielu nordyckich Bogów, nie lubił chwytać za broń. Uważał, że walka nie jest jego przeznaczeniem, co podważa pewien stereotyp o wikingach, jako nacji wychwalającej przede wszystkim wojnę. Czasami przebierał się za żebraka i udawał się do Midgardu, świata ludzi, by grać na harfie i śpiewać na licznych dworach. Podczas jednej z uczt, u olbrzyma Aegira, Loki zarzucał mu nawet, iż jest najbardziej tchórzliwym ze wszystkich Bogów, stroniącym od walki. Konflikt próbowała zażegnać Idunna, jednak wtedy Bóg Oszustw przypomniał jej, iż Bragi zabił jej brata. Ubolewam, ale historia o tym, jak Bóg Poezji i Bogini Wiosny zostali małżeństwem, a także zapewne co z tym związane, jak zginął jej brat, nie dotrwała do naszych czasów.

Bragi na pewno podchodził także do wszystkiego bardzo osobiście i emocjonalnie. Po porwaniu jego żony przez olbrzyma Þjaziego, stracił wenę i nie chciał grywać ani śpiewać w Walhalli. Natchnienie wróciło mu dopiero, gdy Idunna bezpieczne powróciła za mury Asgardu. O tej przygodzie przeczytacie więcej na moim blogu, do którego odwiedzenia zachęcam.

Bragi
ChatGPT, 2025

Odchodząc od boskiej natury Bragiego warto także wspomnieć, iż wielu badaczy zastanawia się, czy Bragi nie został wyniesione z roli śmiertelnego skalda i umieszczony za swoje zasługi i dzieła w panteonie nordyckich Bogów. Tak się bowiem składa, iż kilku skandynawskich poetów wczesnego średniowiecza nosiło to imię. Czy przyjmowali miano po swoim patronie? Czy może też jeden z nich zaskarbił sobie nieśmiertelność utworami? Odpowiedź na to pytanie pozostawiam Wam. Wśród bardziej znanych warto wspomnień Norwega, Bragiego Starego, który był nadwornym skaldem Ragnara Lodbroka.

Na wikińskich ucztach wznoszono toast pucharem, który zwał się Bragarfull, czyli dosłownie Puchar Bragiego. Podawany od jarla do innych biesiadników służył składaniu przysięg. Wojowie pili z niego, przyrzekając, chociażby, że dokonają doniosłych czynów albo wsławią się w walce, czyniąc te obietnice przed zgromadzeniem.

Bragi
Copilot, 2025

Na dziś to tyle. Zostawcie subskrypcję, jeśli jeszcze tego nie zrobiliście, by nie ominęły Was następne materiały, a także polubienia, jeśli odcinek Wam się podobał. Chciałbym również zaprosić do odsłuchania innym nagrań, które już miały premierę na tym kanale, byście mogli poznać ciekawe istoty z różnych wierzeń. Zachęcam także do odwiedzenia mojego profilu na Facebooku, gdzie publikuję informacje o nowych artykułach na blogu, jak i zapowiedzi tego, co pojawi się tu, na Youtube. A jeśli możesz, drogi Słuchaczu lub droga Słuchaczko, wesprzeć moją twórczość finansowo, zapraszam do odwiedzenia strony na Patronite, by zostać Patronem wzorem Piotra Brachowicza. A tymczasem, bywajcie!

wtorek, 21 lipca 2026

Faoladh - Mity dla Dzieci

 


Daleko na zachodzie leży wyspa zwaną Irlandią. To piękne i zielone miejsce, pełne pastwisk i lasów. Na pastwiskach można spotkać wiele owiec, a w lasach dzikie zwierzęta. Mieszkańcy Irlandii wierzą, że w ich krainie żyją tajemnicze i magiczne istoty, nazywane Faoladha. To wielkie, przypominające wilki stworzenia. Wyglądają jak drapieżniki, ale są przyjazne i pomocne dla ludzi. Strzegą lasów i przyrody. Zsyłają na ludzi także dobre sny, by każdy mógł się budzić wypoczęty i spokojny.

Szczególną troskę okazują wobec osób, które zabłądziły albo zraniły się w lesie. Jeśli jakieś dziecko zgubiło się, odprowadzają je do rodziców. Gdy ktoś się skaleczył, czuwają i pomagają w potrzebie. W najchłodniejsze zimy potrafią ogrzać zagubione osoby ciepłem swojego futra. A ponieważ wyglądem przypominają wilki albo duże, przyjazne psy, ich futro jest gęste i miękkie.

Pewien ksiądz, który wędrował dawno temu po Irlandii i zabłądził w lesie, spotkał na swojej drodze wilka. Wystraszył się, że zwierzę chce go zjeść. Jednak wilk przemówił ludzkim głosem i ksiądz zrozumiał, że to Faoladh. Zwierzę poprosiło go, by poszedł z nim do jego legowiska, gdzie leżała wilczyca, która była chora i źle się czuła. Ksiądz zlitował się nad nią, pobłogosławił ją i pomógł jej. Pamiętajcie jednak, że najlepiej trzymać się drogi i należy być ostrożnym, bo nie każde zwierzę, które wygląda jak wilk, jest tak miłe i pomocne jak Faoladh. Te stworzenia mają zupełnie inne nastawienie do ludzi, niż wilk z bajki o Czerwonym Kapturku.

Connor i rodzina Faoladh
ChatGPT 2026

Inna historia mówi o mężczyźnie imieniem Connor, który również zgubił się w lesie. Szukał właściwej drogi i w końcu znalazł starą, drewnianą chatkę. Kiedy wszedł do środka, zobaczył całą rodzinkę Faoladha. W pierwszej chwili wystraszył się w pierwszej chwili, ale zwierzęta do niego przemówiły i poprosiły o pomoc. Jeden z nich, mały, kudłaty szczeniaczek, zranił się w łapkę. Connor pomógł im i opatrzył ranę, a rodzinka Faoladha była mu za to wdzięczna i wyprowadziła go za to z lasu. Kiedy to się stało, wszyscy pożegnali się ciepło i wrócili do swoich domów.

O Faoladha można dowiedzieć się więcej z filmu Sekret Wilczej Gromady opowiadającego o młodej dziewczynie Robyn, która spotkała te stworzenia.

Faoladha to ciekawe istoty, przyjazne i pomocne. Wyprowadzają zagubionych ludzi z lasu. Opiekują się także rannymi. Są strażnikami lasów i przyrody.

Na dziś to tyle. Zostawcie subskrypcję na Youtube, jeśli jeszcze tego nie zrobiliście, by nie ominęły Was następne materiały, a także polubienia, jeśli odcinek Wam się podobał. Chciałbym również zaprosić do odsłuchania innym nagrań, które już miały premierę na kanale, byście mogli poznać ciekawe istoty z różnych wierzeń. Zachęcam także do odwiedzenia mojego profilu na Facebooku, gdzie publikuję informacje o nowych artykułach na blogu, jak i zapowiedzi tego, co pojawi się na Youtube. A jeśli możesz, drogi Czytelniku lub droga Czytelniczko, wesprzeć moją twórczość finansowo, zapraszam do odwiedzenia strony na Patronite, by zostać Patronem wzorem Piotra Brachowicza. A tymczasem, bywajcie!