Lasy
fascynowały i przerażały jednocześnie. To miejsca, które zapewniały ludzkości wiele darów natury, pożywienie oraz
budulec. Ale to także symbol dzikości, niebezpieczeństwa i tajemnicy. Każdy
nierozpoznany dźwięk, każdy uchwycony kątem oka ruch, mógł wzbudzić niepokój. Nic
więc dziwnego, że w wierzeniach z różnych zakątków świata opowiadano o licznych
stworach, które za swe siedzliszcza obrały sobie bory i puszce. Powstały także
legendy o samych nadprzyrodzonych lasach i o jednym z takich miejsc ze
skandynawskich wierzeń opowiemy sobie dzisiaj.
Daleko
na wschodzie Midgardu znajdował się Járnviðr, Żelazny Las. Było to mroczne,
nieprzyjazne miejsce. Stanowiło siedzibę starej kobiety lub czarownicy, która
miała być matką wszystkich wilków. Być może jest to określenie olbrzymki, Angerbordy,
z którą Loki, Bóg Oszustw miał kilkoro dzieci, w tym olbrzymiego wilka Fenrira.
Również wilk Mánagarmr miał pochodzić z Żelaznego Lasu. Imię to tłumaczy się dokładnie
jako Księżycowy Ogar. U kresu czasu ma pożreć Księżyc oraz spijać krew
poległych i zjadać ich ciała podczas wielkiej bitwy Ragnaröku. Wiele wskazuje
więc, że było to inne imię wilka, o którym opowiedzieliśmy sobie już na blogu,
Hatiego (nord. Nienawiść), który razem ze Sköll (nord. Zdrada)
dogonią na Niebie a następnie pożrą Słońce oraz Księżyc.
Hati i Sköll ChatGPT 2025
Oprócz
tych trzech wymienionych, również inne olbrzymie i przeraźliwe wilki pochodziły
z Járnviðru, prawdopodobnie byli to potomkowie znanych nam z imienia bestii.
Nazywano je wargami (nord. Vargr), które to miano używano do opisu dużych
wilków. I w tej chwili zarówno fani Władcy Pierścieni jak i Gry onTron mogą poczuć się jak w domu. Autorzy obydwu dzieł użyli tych nazw w
swoich książkach. W pierwszej, by opisać olbrzymie wilki, w drugiej, na
określenie osób, które potrafiły wejść swoją świadomością w ciało zwierzęcia i
kontrolować je.
Angerborda
zapewne była przedstawicielką wzmiankowanej rasy innych istot, zwanych Járnviðjur.
Forma pojedyncza tego słowa to Járnviðja. Tym samym terminem była nazwana
Skadi, której już poświęciłem materiał na blogu, a do którego przeczytania
zachęcam. Jednak Skadi pochodziła z Jotunheimu, a nie z Żelaznego Lasu. Być
może więc Járnviðja oznaczało po prostu olbrzymkę, lub na przestrzeni wieków
albo w różnych zakątkach Skandynawii wątki i postaci uległy zmianie i pomieszaniu.
Świadczy o tym fakt, że w pewnym źródle Járnviðja oznacza żonę trolla, a nie
olbrzymkę. Być może więc to, kim były mieszkanki Żelaznego Lasu ewoluowało i
dopasowywane było do danego kontekstu przez osobę, która o nich opowiadała. A
może też Járnviðr był przedsionkiem Jotunheimu, jak Niflheim jest uznawany za
przedsionek Helheimu.
Angerborda i Fenrir ChatGPT 2026
Járnviðr
symbolizuje krawędź znanego świata. To, czego nie odwiedzamy codziennie, co
znamy jeno z opowieści. Miejsce, gdzie zapadł cień, które napawa lękiem. To, co
cywilizacji nieznane, a więc nieokiełznane i dzikie. To strach przed byciem
obserwowanym, nie wiadomo przez kogo i przez co.
Nazwa
tej krainy sugeruje, że drzewa tam rosnące były żelazne lub twarde jak żelazo,
chociaż nie poznajemy szczegółów ich opisu. To jednak podkreśla dzikość i
trudne warunki panujące tam. Drzewo kojarzy nam się z czymś silnym, wiekowym,
ale poddającym się ludzkiej obróbce, służąc człowiekowi za budulec. Żelazne
pnie byłyby niesamowicie trudne do ścięcia. Járnviðr jest więc krainą, która
łatwo nie podda się nikomu, kto chciałby ją ujarzmić, zarówno pod kątem flory,
jak i fauny, reprezentowanej przez potwornych wargów. Żelazo, jako tkanka
drzewa, symbolizuje też coś nienaturalnego, co w przyrodzie nie występuje.
Powiązanie
Angerbordy oraz innych Járnviðjur z tym miejscem przedstawia je także jako
wylęgarnię zła, z którego nadejdzie zniszczenie wszystkiego co dobre i czyste,
przy końcu świata. To jak sztolnie Isengardu ze wspomnianego Władcy
Pierścieni, służące jeno do rozmnażania orków uruk-hai oraz właśnie wargów.
To z tamtego kierunku, ze wschodu, a więc od Żelaznego Las nadpłynie okręt
Naglfar, niosący na swoim pokładzie armie chaosu, olbrzymy oraz inne potwory, w
dniu Ragnaröku.
Być
może źródeł mitu o Járnviðrze można doszukiwać się w pozyskiwaniu żelaza w
starożytności, na obecnym pograniczu duńsko-niemieckim. Rosną tam lasy dębowe,
które to drzewa są potężne, a ziemia obfitowała w złoża żelaza. Nie zgadzałby
się jednak kierunek, bo ziemie te leżą bardziej na południe niż na wschód od
wielu skandynawskich krain.
Żelazny Las ChatGPT 2026
Na
dziś to tyle. Zostawcie subskrypcję, jeśli jeszcze tego nie zrobiliście, by nie
ominęły Was następne materiały, a także polubienia, jeśli odcinek Wam się spodobał.
Chciałbym również zaprosić do odsłuchania innym nagrań, które już miały
premierę na tym kanale, byście mogli poznać ciekawe istoty z różnych wierzeń.
Zachęcam także do odwiedzenia mojego profilu na Facebooku, gdzie publikuję
informacje o nowych artykułach na blogu, jak i zapowiedzi tego, co pojawi się
tu, na Youtube. A jeśli możesz, drogi Słuchaczu lub droga Słuchaczko, wesprzeć
moją twórczość finansowo, zapraszam do odwiedzenia strony na Patronite, by
zostać Patronem wzorem Piotra Brachowicza. A tymczasem, bywajcie!
To,
co nieznane budzi strach. To, co nieokiełznane może być niebezpieczne. Na
świecie codziennie dochodzi do tragedii. Wypadki, ludzkie dramaty, kataklizmy
na wielką skalę. Człowiek żyje w poczuciu, że cywilizacja zapewnia mu
bezpieczeństwo. Jednak w momencie, gdy dotykają nas lub naszych bliskich
nieszczęścia, często zdajemy sobie sprawę, jak kruche są te pozory. I to nawet
dziś, kiedy możemy cieszyć się dobrodziejstwami cywilizacji i wynalazkami,
jakich nie znały pokolenia przed nami. Co one musiały czuć? W średniowieczu,
gdy drogi nie były oświetlone? Gdy nie było serwisów informacyjnych ani służb
mundurowych? Gdy znany świat często ograniczał się do jednej wioski, w której
się mieszkało i pracowało, a wszystko poza nią było nieodkrytą, białą plamą na
przysłowiowej mapie? Strach w tamtych czasach nabierał kształtu. Był
przedstawiany pod postacią przerażającego stworzenia, o którym sobie dziś
opowiemy. Wśród Słowian nazywano go Biesem.
Bies
żył na słowiańskich ziemiach już w czasach przedchrześcijańskich. Najstarszy
zapis jego miana to prasłowiańskie słowo bĕsъ, oznaczające Coś
strasznego lub przerażającego, pochodzi ze Słowa o zakonie i
łasce, staroruskiego kazania z końca X wieku. Przypomina więc Licho,
któremu już poświeciłem jeden temat, bo zarówno słowo to opisywało istotę, jak
i stan, odczucia lub zdarzenie. Śladów po tym terminie można ciągle doszukiwać
się w litewskim słowie baisùs, tłumaczonym na polski jako przymiotnik straszny.
Bies ChatGPT 2026
Bies
bytował w puszczach i na mokradłach, daleko od siedlisk ludzkich. W dzikich
ostępach, które powodowały strach i poczucie osamotnienia, a także
przytłoczenia. Nie raz już poruszaliśmy ten motyw. Lasy były nieznane, pełne
zwierzyny, ale i drapieżników. Każdy szelest, uchwycony kątem oka ruch,
zwłaszcza przy złej pogodzie lub późną porą, potęgowały uczucie lęku przed
nieznanym i byciem obserwowanym.
Po
chrystianizacji Słowiańszczyzny Biesy zaczęto utożsamiać z Diabłami, by pokazać
ich piekielną naturę. Jednak przez następne stulecia przetrwało także
powiedzenie zbiesić się, a więc wpaść w gniew. Zatraciło ono swój
pierwotny charakter, gdyż nie nawiązywało do roli Biesa, jako istoty budzącej
strach, a właśnie do zła, które przypisywano mu przez chrześcijan. Z czasem
mianem Biesów nazywano każdą demoniczną istotę. Tym określeniem Nestor w swojej
Powieści Minionych Lat przezwał słowiańskich Bogów, których posągi w
Kijowie zostały postawione przez Włodzimierza Wielkiego. Elementem wspólnym
było zapewne poroże, chociaż u Biesów bardziej przypominało rogi jelenia, niż
kozła, jak w przypadku Diabłów. Do tego porośnięte były futrem oraz posiadały kopyta,
co podkreślało ich dziką naturę. Należy jednak pamięć, że słowiańskie Biesy
były istotami chaotycznymi, a nie złymi do szpiku kości. Potrafiły też
przemieniać się w inne zwierzęta, które żyły na ich terenach lub przejawiać ich
cechy, chociażby poprzez posiadanie olbrzymich, błoniastych skrzydeł, niczym u
nietoperza.
Trąba Powietrzna ChatGPT 2026
Zbieszeniem
się nazywano także postradanie rozumu.
Jeśli człek z dnia na dzień zaczął się zachowywać inaczej, niebezpiecznie,
niegodziwie lub pomimo nieprzejawiania żadnych symptomów, pewnego dnia nagle popełnił
samobójstwo, bliscy obwiniali o takie zdarzenie Biesy. By uchronić się przed
ściągnięciem na siebie ich obłędu unikano nawet wymawiania imienia Biesa
nazywają go Sami-Wiecie-Kim… No dobra, to nie ta bajka. Ale za to używano
nieokreślonych zaimków jak On albo Ten Zły. W lasach zostawiano
także ofiary, by ubłagać go i odwieść od wyrządzania krzywdy.
W
Beskidzie Sądeckim, w paśmie Jaworzyny Krynickiej jest pewna formacja skalna
zwana Diabelskim Kamieniem. Legenda mówi, że Diabeł niósł kamień, by zatamować
źródło jednego z okolicznych potoków. Dźwigał ze sobą głaz całą noc, ale kiedy
zapiał kogut, Diabeł zniknął, upuszczając ciężar w tym konkretnym miejscu. W
różnych regionach Polski istnieją inne warianty tej legendy o podobnych kamiennych
formacjach. Nim jednak ich powstanie zaczęto przypisać Diabłom, to właśnie
Biesy były uznawane za odpowiedzialne ich tworzeniu. Czasami mogły obraź sobie taką
nienaturalną skałę za swe siedzliszcze. Wtedy też okoliczna ludność
przypisywała temu miejscu działanie złych sił. Jeśli już jesteśmy przy temacie
gór, to warto zaznaczyć, że jedna z hipotez powstania nazwa Bieszczady pochodzi
od imion dwóch istot, Biesów i Czartów, zwanych też Czadami. Olbrzymie, dzikie
lasy i połoniny zapewne były uważane za tereny tych stworów, a ryki niedźwiedzi
czy widok przemykających wśród gałęzi drzew poroży jeleni utwierdzał ludzi w
tym przekonaniu.
Bies na Jaworzynie Krynickiej Copilot 2026
Biesy
potrafiły się objawiać pod postacią wirów i trąb powietrznych. Mawiano wtedy,
że należy schować się w domostwie, pozamykać okna i drzwi, by stwór nie połamał
człekowi kości. W tym aspekcie przypominały z kolei Południce. Nie ma się co
dziwić, bo silniejsze wiry powietrzne potrafią przewrócić człowieka, powodując
kontuzje, a trąby powietrzne zniszczyć nawet części budynków. A dla naszych
przodków, były to niewidzialne siły, jak powietrze. Biesom przypisywano także
niszczenie upraw i porywanie trzody, gdy jakaś wieś ściągnęła na siebie ich
gniew. Trąby powietrzne potrafią przejść przez pole zboża, zostawiając za sobą
pasmo zniszczeń, a niezagonione w porę zwierzęta mogą zostać porwane i
uniesione wysoko w powietrze.
Biesy
miały też strzec skarbów w swych siedliszczach. Śmiałek, który nie uląkł się
wiru powietrznego i celnie cisnął w niego nożem, w czasach chrześcijańskich
koniecznie poświęconym, mógł zmusić Biesa do wyjawienia miejsca ukrycia
bogactwa. Jednak taki łup mógł często okazywał się przeklęty, z czasem
doprowadzając do nieszczęść, utraty zdrowia, czy nawet duszy śmiałka, który go
posiadł.
Morowica ChatGPT 2026
Oprócz
zniszczeń i urazów powodowanych przez kontrolowanie powietrza Biesy także mogły
zsyłać choroby, niczym Morowice.Wierzono,
że to powietrze, zwłaszcza złe, przenosi choroby. Pojęcie zarazków czy bakterii
nie było w dawnych wiekach znane, a zdawano sobie sprawę, że właśnie przez nie
mikroorganizmy i cząsteczki są przenoszone, bo nawet bez cielesnego kontaktu
ludzie i zwierzęta potrafili się od siebie zarażać. Takie plagi mogły być
ściągnięte na okolicę również przez Biesy.
Echa
wiary w Biesy znaleźć można w Panu Tadeuszu pióra Adama Mickiewicza:
On tu nie przyjdzie; próżno wzywać bernardyna.
Jeśli od niego wyszła ta cała nowina,
To kto wie, w jakim celu: bo to bies księżyna!
Biesy
to również powieść Fiodora
Dostojewskiego, gdzie tytułowe stwory stanowią alegorię nastrojów politycznych
i ludzkiej natury, a dokładnie jej złej strony.
Wiedźmin Geralt Copilot 2026
Obecnie
z Biesami można zmierzyć się w grze Wiedźmin III: Dziki Gon. Ich wygląd dość
dobrze odpowiada temu z ludowych przekazów. Oprócz trzeciego oka na czole. To
trzecie oko zawsze było dla mnie jakieś niepokojące. Ale taka jest rola Biesa,
prawda? Wzbudzać strach, być jego ucieleśnieniem.
Bies
to strach przez nieznanym, niebezpiecznym, przez zmiennością i niepewnością
losu człowieka. Był potężny, swoimi mocami przewyższał śmiertelnika, który nie
miał z nim szans w walce. Wiara w nie to ostrzeżenie przez nierozwagą ale i
przed tym, jak kruche potrafi być ludzkie życie.
Na
dziś to tyle. Zostawcie subskrypcję, jeśli jeszcze tego nie zrobiliście, by nie
ominęły Was następne materiały, a także polubienia, jeśli odcinek Wam się spodobał.
Chciałbym również zaprosić do odsłuchania innym nagrań, które już miały
premierę na tym kanale, byście mogli poznać ciekawe istoty z różnych wierzeń.
Zachęcam także do odwiedzenia mojego profilu na Facebooku, gdzie publikuję
informacje o nowych artykułach na blogu, jak i zapowiedzi tego, co pojawi się
tu, na Youtube. A jeśli możesz, drogi Słuchaczu lub droga Słuchaczko, wesprzeć
moją twórczość finansowo, zapraszam do odwiedzenia strony na Patronite, by
zostać Patronem wzorem Piotra Brachowicza. A tymczasem, bywajcie!
Kojot
z indiańskich wierzeń gościł już dwakroć na moim kanale i blogu. Za pierwszym razem opowiedzieliśmy sobie historie związane z powstaniem świata i człowieka.
Za drugim razem, tematycznie zebrałem kilka historii o Kojocie szukającym
pożywienia. Tym razem znów będzie bardziej poważnie i opowiemy sobie legendę z
plemienia Caddo, które zajmuje pogranicze Teksasu, Arkansas oraz Luizjany. Mit,
który dziś poznamy, został spisany przez George’a Amosa Dorseya, amerykańskiego
antropologa badającego kulturę Indian, na początku XX wieku. Historię tę
usłyszał bezpośrednio od przedstawicieli plemienia Caddo, który nosił imię
Biały Chleb.
U
zarania dziejów ludzie nie umierali na zawsze. Żyli bardzo długo, dłużej niż my
obecnie. Warto w tym miejscu zaznaczyć, że mity w innych zakątkach świata, jak
biblijne opisy pierwszych pokoleń czy historie o sumeryjskich królach, również
wskazywały na wielowiekowe żywoty ludzi tuż po ich stworzeniu. Wygląda na to,
że niezależnie od kontynentu, wszędzie utrwaliły się historie o tym, iż czas
ludzkiego życia na przestrzeni tysiącleci skrócił się drastycznie.
Przeludniony świat w wierzeniach Caddo Copilot 2026
Ponadto,
wedle plemienia Caddo, na początku nie było chorób, a sama śmierć nie odbywała
się tak, jak teraz, poprzez proces starzenia się. Ludzie zachowywali względną
młodość. Odchodzili jednak z tego świata na jakiś czas, dokładnie na dziesięć
dni, by następnie powrócić na nowo. Przy rodzących się ciągle dzieciach ludzi
przybywało w takim stopniu, że zaczynało brakować miejsca i zwierzyny, by ich
wykarmić.
Wodzowie,
mędrcy i szamani zebrali się na wielką naradę, by debatować, co można uczynić w
kwestii przeludnionego świata. I chociaż rozmawiali o samej śmierci, uznali, że
w takiej formie, jak wtedy istniała, powinna zostać. Jako krótkotrwały sen,
pozwalający odpocząć duszy przed powrotem na ten świat.
Chata Duchów Copilot 2026
Na
naradzie pojawił się także Kojot. Jako jedyny sprzeciwiał się temu stanowisku,
twierdząc, że śmierć powinna być ostateczna, a dusze ludzi na zawsze muszą opuszczać
ten świat. Argumentował to faktem, że Wielki Ojciec w Niebie stworzył osobne
miejsce, gdzie dusze mogą udawać się po śmierci. Jak wiemy z mitu o stworzeniu
gwiazd, to właśnie dziełem Kojota jest Droga Mlecza, czyli ścieżka, po której
dusze wędrują do zaświatów. Plemię Caddo wierzy, że gdy ktoś odchodzi z tego
świata, wędruje po Niebie, odwraca się i widzimy jego blask, pod postacią
gwiazdy. Bardzo mocno przypomina mi to narrację z Króla Lwa. Simba, Pamiętaj,
pamiętaj…
Wróćmy
do indiańskich wierzeń. Kojot przemawiał wprost. Miejsce na Ziemi jest
ograniczone i nie zostanie powiększone. Jeśli ludzi ciągle będzie przybywać, a
ci, którzy umierają wracają, nie będzie miejsca dla nowo narodzonych dzieci.
Duch indianina Caddo ChatGPT 2026
Powrót
do życia odbywał się wtedy dzięki mocy szamanów, którzy w tak zwanej Chacie
Duchów albo Domu Leczenia odprawiali specjalne rytuały. Drzwi budynku były
skierowane na wschód. Na dachu konstrukcji szaman umieszczał orle pióro, które
barwiło się na czerwono i zsuwało z budynku, gdy ktoś umierał. Dzięki temu
wiadomo było, kiedy odprawić rytuał. Swoimi śpiewami i obrzędami szamani sprawiali,
iż duchy zmarłych wracały i odradzały się w ciałach po dziesięciu dniach.
Człowiek, stojący przy Chacie mógł poczuć powiew wiatru z zachodu, który
okrążał budynek. Była to dusza wracająca by się odrodzić.
Pomimo
sprzeciwu rady, Kojot postanowił interweniować i zaryglował na zawsze drzwi do
Chaty Duchów. Dusze odbijały się od drzwi i z jękiem odlatywały. Kojot, by
uniknąć gniewu ludzi, uciekł na prerię, gdzie najłatwiej go spotkać aż po dziś
dzień. Wierzy się, że Kojoty wyją usilniej i bardziej przeciągle w wietrzne
noce, bo właśnie wtedy więcej dusz krąży po świecie, nie mogąc dostać się do
Chaty Duchów. A Kojot zawodzi, bo zdaje sobie sprawę, że pozbawił ludzkość
możliwości odradzania się po śmierci, ale zrobił to z myślą o kolejnych
pokoleniach i by Ziemia nie przeludniła się. Tak samo wśród ludu Caddo, gdy
słyszą świst wiatru w ciemną noc, mówią Ktoś tu błąka się, mając na
myśli dusze, nie mogą więcej odrodzić się w ludzkim ciele.
Kojot zamykający Chatę Duchów Copilot 2026
Historia
o zamknięciu Chaty Duchów to opowieść o smutku i przemijaniu, ale i o byciu
realistą. Warto wyciągnąć z tej historii lekcję, że życie jest cenne, bo jest
ulotne i dobiega końca. Cieszmy się więc i doceniajmy każdą chwilę, którą dane
nam jest przeżywać.
Na
bazie tego, co sobie powiedzieliśmy do tej pory o Kojocie wyłania się jego
bardzo złożony i niejednoznaczny obraz. Kojot pomagał przy tworzeniu świata,
ale i kształtował go po swojemu, jako miejsce, które w naszej ocenie może być
nieidealne. To zarówno istota, która obdarowuje, jak i zabiera. Jest symbolem
chaosu, jak sama przyroda, ani dobrym, ani złym. Potężnym bytem obdarzonym
magiczną mocą i przede wszystkim, przebiegłością. Być może jeszcze kiedyś
opowiemy sobie o nim, bo w dalszym ciągu nie wyczerpaliśmy tematu, nawet po
trzech materiałach o nim.
Na
dziś to tyle. Zostawcie subskrypcję, jeśli jeszcze tego nie zrobiliście, by nie
ominęły Was następne materiały, a także polubienia, jeśli odcinek Wam się
podobał. Chciałbym również zaprosić do odsłuchania innym nagrań, które już
miały premierę na tym kanale, byście mogli poznać ciekawe istoty z różnych
wierzeń. Zachęcam także do odwiedzenia mojego profilu na Facebooku, gdzie
publikuję informacje o nowych artykułach na blogu, jak i zapowiedzi tego, co
pojawi się tu, na Youtube. A jeśli możesz, drogi Czytelniku lub droga Czytelniczko, wesprzeć moją twórczość finansowo, zapraszam do odwiedzenia strony
na Patronite, by zostać Patronem wzorem Piotra Brachowicza. A tymczasem, bywajcie!
Na moim blogu gościła
już Idunna, Bogini Wiosny. Wiosna to czas, gdy przyroda budzi się do życia,
rośliny kwitną, a ptaki śpiewają. Nic więc dziwnego, że w wierzeniach
Skandynawów wiosenna pora była nierozerwalnie związana z poezją. Pory roku, jak
dobrze dobrane rymy, są cykliczne. Zarówno wiosna, jak i poezja mogą nieść
nadzieję. Personifikacją poezji był Bragi, Bóg Skaldów, a także małżonek
Idunny. To właśnie jego sylwetkę chciałbym Wam dziś przybliżyć.
Bragi był synem Odyna
i olbrzymki Gunnlöd, co czyniło go przyrodnim bratem Thora. Gunnlöd z kolei była córką Suttunga,
właściciela beczek z Miodem Poezji. Zadaniem Gunnlöd było pilnowanie naczyń w
jaskini zwanej Hnitbiorg.Pewnego dnia do
groty zakradł się Odyn, pod postacią węża, by wykraść magiczny trunek. Wedle
legend napój miał czynić pijącego skaldem, dając mu możliwości zrozumienia
wielu kwestii i odpowiadania na trudne pytania. Odyn, który już poświęcił
jednego oko przy Źródle Mądrości Mimira, by posiąść olbrzymią wiedzę, chciał
zdobyć także i Miód. Jednak gdy zobaczył Gunnlöd przemienił się na powrót w
swoją prawdziwą postać i uwiódł olbrzymkę. Po trwającym trzy noce romansie, ta
dała napić mu się po łyku
z każdej z beczek. Następnie Odyn, bardzo wdzięczny swojej kochance… Po prostu
ją opuścił, zamieniając się w orła i wylatując z jaskini… Jakie to typowe... Jednak
podczas jednej z tych trzech upojnych nocy Gunnlöd zaszła w ciąże i następnie urodziła
syna.
Gunnlöd Copilot, 2025
Bragi, bo właśnie o
nim mowa, został patronem poezji, inspiracji, elokwencji oraz samych skaldów, poetów.
Zapewne to od jego imienia (albo na odwrót) pochodzi staronordyckie słowo bragr
lub współczesne islandzkie bragur określające wiersz. Był nadwornym
poetą Asów, śpiewając im swoje utwory w salach Walhalli. Witał także przybyłych
Einherjerów, poległych wojowników, swymi przemowami. Eryk Krwawy Topór, syn
Haralda Pięknowłosego, miał wedle pieśni Eiríksmál być powitanym w Walhalli właśnie przez Bragiego.
Bóg Skaldów swoje
zdolności czerpał z Miodu Poezji (zapewne dużo tego złotego trunku płynęło w
jego żyłach), jak i z magicznych run, które miał wyryte albo wytatuowane na
języku i które zwiększały jego zdolności oratorskie, a każde wypowiedziane
przez niego słowo było idealnie użyte w rozmowie.
Wikińska uczta Gemini, 2025
W przeciwieństwie do
wielu nordyckich Bogów, nie lubił chwytać za broń. Uważał, że walka nie jest
jego przeznaczeniem, co podważa pewien stereotyp o wikingach, jako nacji wychwalającej
przede wszystkim wojnę. Czasami przebierał się za żebraka i udawał się do
Midgardu, świata ludzi, by grać na harfie i śpiewać na licznych dworach. Podczas
jednej z uczt, u olbrzyma Aegira, Loki zarzucał mu nawet, iż jest najbardziej
tchórzliwym ze wszystkich Bogów, stroniącym od walki. Konflikt próbowała
zażegnać Idunna, jednak wtedy Bóg Oszustw przypomniał jej, iż Bragi zabił jej
brata. Ubolewam, ale historia o tym, jak Bóg Poezji i Bogini Wiosny zostali
małżeństwem, a także zapewne co z tym związane, jak zginął jej brat, nie
dotrwała do naszych czasów.
Bragi na pewno
podchodził także do wszystkiego bardzo osobiście i emocjonalnie. Po porwaniu
jego żony przez olbrzyma Þjaziego, stracił wenę i nie chciał grywać ani śpiewać
w Walhalli. Natchnienie wróciło mu dopiero, gdy Idunna bezpieczne powróciła za
mury Asgardu. O tej przygodzie przeczytacie więcej na moim blogu, do którego
odwiedzenia zachęcam.
Bragi ChatGPT, 2025
Odchodząc od boskiej
natury Bragiego warto także wspomnieć, iż wielu badaczy zastanawia się, czy
Bragi nie został wyniesione z roli śmiertelnego skalda i umieszczony za swoje
zasługi i dzieła w panteonie nordyckich Bogów. Tak się bowiem składa, iż kilku
skandynawskich poetów wczesnego średniowiecza nosiło to imię. Czy przyjmowali
miano po swoim patronie? Czy może też jeden z nich zaskarbił sobie nieśmiertelność
utworami? Odpowiedź na to pytanie pozostawiam Wam. Wśród bardziej znanych warto
wspomnień Norwega, Bragiego Starego, który był nadwornym skaldem Ragnara
Lodbroka.
Na wikińskich ucztach
wznoszono toast pucharem, który zwał się Bragarfull, czyli dosłownie Puchar
Bragiego. Podawany od jarla do innych biesiadników służył składaniu
przysięg. Wojowie pili z
niego, przyrzekając, chociażby,
że dokonają doniosłych czynów albo wsławią się w walce, czyniąc te obietnice
przed zgromadzeniem.
Bragi Copilot, 2025
Na
dziś to tyle. Zostawcie subskrypcję, jeśli jeszcze tego nie zrobiliście, by nie
ominęły Was następne materiały, a także polubienia, jeśli odcinek Wam się
podobał. Chciałbym również zaprosić do odsłuchania innym nagrań, które już
miały premierę na tym kanale, byście mogli poznać ciekawe istoty z różnych
wierzeń. Zachęcam także do odwiedzenia mojego profilu na Facebooku, gdzie
publikuję informacje o nowych artykułach na blogu, jak i zapowiedzi tego, co
pojawi się tu, na Youtube. A jeśli możesz, drogi Słuchaczu lub droga
Słuchaczko, wesprzeć moją twórczość finansowo, zapraszam do odwiedzenia strony
na Patronite, by zostać Patronem wzorem Piotra Brachowicza. A tymczasem, bywajcie!
Daleko
na zachodzie leży wyspa zwaną Irlandią. To piękne i zielone miejsce, pełne
pastwisk i lasów. Na pastwiskach można spotkać wiele owiec, a w lasach dzikie
zwierzęta. Mieszkańcy Irlandii wierzą, że w ich krainie żyją tajemnicze i
magiczne istoty, nazywane Faoladha. To wielkie, przypominające wilki
stworzenia. Wyglądają jak drapieżniki, ale są przyjazne i pomocne dla ludzi. Strzegą
lasów i przyrody. Zsyłają na ludzi także dobre sny, by każdy mógł się budzić
wypoczęty i spokojny.
Szczególną
troskę okazują wobec osób, które zabłądziły albo zraniły się w lesie. Jeśli
jakieś dziecko zgubiło się, odprowadzają je do rodziców. Gdy ktoś się
skaleczył, czuwają i pomagają w potrzebie. W najchłodniejsze zimy potrafią
ogrzać zagubione osoby ciepłem swojego futra. A ponieważ wyglądem przypominają
wilki albo duże, przyjazne psy, ich futro jest gęste i miękkie.
Pewien
ksiądz, który wędrował dawno temu po Irlandii i zabłądził w lesie, spotkał na
swojej drodze wilka. Wystraszył się, że zwierzę chce go zjeść. Jednak wilk
przemówił ludzkim głosem i ksiądz zrozumiał, że to Faoladh. Zwierzę poprosiło
go, by poszedł z nim do jego legowiska, gdzie leżała wilczyca, która była chora
i źle się czuła. Ksiądz zlitował się nad nią, pobłogosławił ją i pomógł jej.
Pamiętajcie jednak, że najlepiej trzymać się drogi i należy być ostrożnym, bo
nie każde zwierzę, które wygląda jak wilk, jest tak miłe i pomocne jak Faoladh.
Te stworzenia mają zupełnie inne nastawienie do ludzi, niż wilk z bajki o
Czerwonym Kapturku.
Connor i rodzina Faoladh ChatGPT 2026
Inna
historia mówi o mężczyźnie imieniem Connor, który również zgubił się w lesie.
Szukał właściwej drogi i w końcu znalazł starą, drewnianą chatkę. Kiedy wszedł
do środka, zobaczył całą rodzinkę Faoladha. W pierwszej chwili wystraszył się w
pierwszej chwili, ale zwierzęta do niego przemówiły i poprosiły o pomoc. Jeden
z nich, mały, kudłaty szczeniaczek, zranił się w łapkę. Connor pomógł im i
opatrzył ranę, a rodzinka Faoladha była mu za to wdzięczna i wyprowadziła go za
to z lasu. Kiedy to się stało, wszyscy pożegnali się ciepło i wrócili do swoich
domów.
O
Faoladha można dowiedzieć się więcej z filmu Sekret Wilczej Gromady
opowiadającego o młodej dziewczynie Robyn, która spotkała te stworzenia.
Faoladha
to ciekawe istoty, przyjazne i pomocne. Wyprowadzają zagubionych ludzi z lasu.
Opiekują się także rannymi. Są strażnikami lasów i przyrody.
Na
dziś to tyle. Zostawcie subskrypcję na Youtube,
jeśli jeszcze tego nie zrobiliście, by nie ominęły Was następne materiały, a
także polubienia, jeśli odcinek Wam się podobał. Chciałbym również zaprosić do
odsłuchania innym nagrań, które już miały premierę na kanale, byście mogli
poznać ciekawe istoty z różnych wierzeń. Zachęcam także do odwiedzenia mojego
profilu na Facebooku,
gdzie publikuję informacje o nowych artykułach na blogu, jak i zapowiedzi tego,
co pojawi się na Youtube. A jeśli możesz, drogi Czytelniku lub droga
Czytelniczko, wesprzeć moją twórczość finansowo, zapraszam do odwiedzenia
strony na Patronite, by
zostać Patronem wzorem Piotra Brachowicza. A tymczasem, bywajcie!
Na
moim blogu i kanale gościł już Kojot, który przewija się przez wierzenia wielu
rdzennych plemion Ameryki Północnej. Ten posiadający boskie moce żartowniś brał
udział w wielu ważnych wydarzeniach u zarania dziejów. Zapraszam w tym miejscu
od odsłuchania historii o tym, jak przyczynił się do powstania człowieka,
spowodował iż Słońce toczy się po nieboskłonie, pomógł w tworzeniu gwiazd czy
ofiarował ludzkości ogień, niczym grecki Prometeusz. Nie wyczerpaliśmy jednak
historii związanych z nim i dziś chciałbym opowiedzieć kolejne.
Pewnego
dnia Kojot był bardzo głodny. Stanął pod drzewem kaki i zauważył wśród jego
gałęzi Oposa, zwierzę z rodziny dydelfowatych. Ten zajadał się owocami. Gdy
Kojot poprosił go, by zrzucił mu kilka, zwierzak na drzewie zaczął się śmiać.
Następnie ciskał w Kojota pestki i nabijał się dalej. Zachowanie Dydelfa coraz
bardziej oburzało Kojota i zaczął mu grozić. Opos nie pozostawał mu dłużny.
Udawał, że zeskakuje z gałęzi, po czym chwytał się ich ogonem, by zawisnąć w
powietrzu i nie dać się ugryźć Kojotowi. W końcu jednak chwycił się uschłego
konara, który się złamał i zwierzak spadł na ziemię. Wówczas Kojot zaczął bić Dydelfa.
Ten wpadł na pomysł, że zacznie udawać martwego, co poskutkowało i Kojot
opuścił. Gdy Kojot odchodził od drzewa, obrócił się i zauważył, że Opos znów
wspiął się na nie i dalej zajadał się owocami kaki. Mit ten tłumaczy, jak
Dydelfy nauczyły się, by w obliczu zagrożenia udawać trupy.
Kojot i Opos Gemini 2025
W
innej historii Kojot wędrując po dziczy jest świadkiem, jak cztery Indyki
chowały się na przemian w worku, a pozostałe turlały je ze wzgórza. Podszedł do
nich i spytał, co robią, na co odpowiedziały, że naprzemiennie dla zabawy staczają
się z pagórka w worku. Kojot, który był głodny, wpadł na pewien pomysł i
spytał, czy mógłby i on spróbować. Wlazł do worka a Indyki go sturlały. Zabawa
trwała, a nasz żartowniś udawał, że mu się podoba. Szczerze, nie próbujcie tego
w domu, nie brzmi jak bezpieczna rozrywka. W końcu zaproponował Indykom, żeby
wszystkie cztery weszły na raz do worka, a on je sturla, na co ptaki się
zgodziły. Kojot poczekał, aż znajdą się w środku… A wtedy zawiązał worek i
wrócił z nim na plecach do domu, gdzie czekali na niego jego synowie. Albo
raczej powinniśmy powiedzieć, szczenięta. Powiedział im, że w środku worka są
cztery indyki na obiad i by go nie rozwiązywali, bo musi jeszcze iść do lasu po
drewno na rozpalenie ogniska. Kiedy odszedł, najmłodszy z jego synów nie
wytrzymał i z ciekawości otworzył worek, by zajrzeć do środka. Wtedy Indyki
uciekły, słysząc wcześniejszą rozmowę o tym, że miały stać się głównym daniem,
a Kojot i jego synowie dalej pozostali głodni. Morał taki, że ciekawość i
niecierpliwość nie popłaca. No i by nie wchodzić do worka za namową obcych.
Synowie Kojota ChatGPT 2025
Innym
razem Kojot dostrzegł na drzewie tłustego Indyka. Podszedł do pnia i zaczął mu
mówić, jakie to ma szczęście, że Indyk siedzi na drzewie, a nie że uciekł na
prerię, bo Kojot może się z łatwością wspiąć na gałęzie. Oczywiście, było to
kłamstwo, ale ptak mu uwierzył i odfrunął z drzewa w stronę otwartej
przestrzeni. Indyk na początku leciał wysoko, ale z czasem zaczął słabnąć i
spowalniać. Zwierzęta te nie są najlepszymi lotnikami i poruszają się w ten
sposób tylko na krótkich dystansach, najczęściej w obliczu zagrożenia. Gdy ptak
się zmęczył i wylądował, Kojot w końcu dopadł go i zjadł. Odpoczywając po
sowitym posiłku, w pewnym momencie miał wrażenie, że zbliża się do niego
Indianin z pałką, którą zobaczył kątem oka. Zaczął więc uciekać. Obrócił się w
lewo. Pałka prawie go sięgała. Biegł dalej. Obrócił się w prawo. Znów widział
cień obucha nad sobą. Pościg trwał wiele godzin, aż do wieczora, kiedy Kojot
nie miał już sił i padał z wyczerpania. W końcu przewrócił się na trawę, gotowy
na śmierć. Jednak żaden cios nie spadł na niego. Dookoła nikogo nie było.
Zaczął się powoli i spokojnie rozglądać i wtedy zrozumiał. Jedząc Indyka jedno
z czarnych piór ptaka wbiło mu się w futro na głowie i za każdym razem, gdy
widział je kątem oka, brał je za ciemną i ciężką pałkę. Tym mitem Indianie
tłumaczyli sobie często obserwowane zachowanie Kojotów, które nie raz rozglądają
się i odwracają za siebie podczas biegu.
Kojot po zjedzeniu Indyka ChatGPT 2025
Trzy
mity, wszystkie związane z Kojotem i jedzeniem. Nie wyczerpaliśmy tematu
opowieści o tym szachraju i zapewne spotkamy się tu, słuchając trzeciej części
historii o nim. Tematycznie chciałem zebrać te historie w jedną całość, bo
wszystkie opowiadają o Kojocie poszukających pożywienia. Dajcie znać, która z
nich najbardziej Wam się podobała.
Na
dziś to tyle. Zostawcie subskrypcję, jeśli jeszcze tego nie zrobiliście, by nie
ominęły Was następne materiały, a także polubienia, jeśli odcinek Wam się
podobał. Chciałbym również zaprosić do odsłuchania innym nagrań, które już
miały premierę na tym kanale, byście mogli poznać ciekawe istoty z różnych
wierzeń. Zachęcam także do odwiedzenia mojego profilu na Facebooku, gdzie
publikuję informacje o nowych artykułach na blogu, jak i zapowiedzi tego, co
pojawi się tu, na Youtube. A jeśli możesz, drogi Słuchaczu lub droga
Słuchaczko, wesprzeć moją twórczość finansowo, zapraszam do odwiedzenia strony
na Patronite, by zostać Patronem wzorem Piotra Brachowicza. A tymczasem, bywajcie!
Mity
greckie obfitują w historie o licznych herosach, których losy przeplatały się z
Olimpijskimi Bogami, a także którzy stawiali czoła niebezpiecznym potworom. Jednak
i na północy naszego kontynentu tacy bohaterowie pojawiali się i dziś opowiemy
sobie o jednym z nich. Na początku jednak zaznaczę, że opowieść zawiera
brutalne opisy. To historia o zniewoleniu, zemście, ale i o odzyskaniu wolności
pomimo kalectwa.
Nasz
dzisiejszy bohater zwał się Wolundr i był znakomitym kowalem. Pojawia się w
dziełach spisanych przez Snorriego Sturlusona, dlatego mamy wszelkie podstawy
sądzić, że był dobrze znany wśród ludów nordyckich. Jednak, pod innymi imionami
występował także wśród plemion południowogermańskich, a także przeniknął do
wierzeń anglosaskich. Ktoś mógłby w tej chwili zaznaczyć, że wszystkie te ludy
należą do rodziny ludów germańskich i miałby rację. Wracając do samego Wolundra,
w zależności od regionu znany był pod różnymi imionami. Wayland czy Wieland to
tylko przykłady. Wywodzą się z pragermańskiego słowa Wilą-ndz, które
można przetłumaczyć jako Rzemieślnik.
Walkiria ChatGPT 2025
Wieść
niesie, iż Wolundr miał wespół ze swoimi braćmi, Egilem oraz Slagfinnem,
podróżować po świecie. Wszyscy trzej mieli być synami króla Finów, a więc obok
ludów germańskich, pojawiają się nawiązania do ludów ugrofińskich, być może
Saamów, jednych z pierwszych rdzennych ludów Skandynawii. Wedle innej wersji,
opowiadanej przez Anglosasów, był synem olbrzyma Vadiego, a kowalstwa nauczył
się u krasnoludów ze Svartalfheimu, co tłumaczy jego ponadprzeciętne zdolności.
W trakcie wyprawy spotkali trzy Walkirie, Ölrún, Hervör Wszechwiedzącą oraz Hlaðguðr
Białą jak Łabędź. Bracia wzięli sobie te Walkirie za żony. O tym, kim są same
Walkirie, a także co łączyło je z symboliką łabędzi, więcej przeczytacie na
moim blogu, do którego odwiedzenia zapraszam.
Czas
mijał. Wolundr, który poślubił Hervör Wszechwiedzącą, doczekał się z nią syna
imieniem Heime. Jednak związki braci nie trwały długo. Po dziewięciu latach
Walkirie odeszły od swoich mężów. Jest to symboliczny czas, ponieważ liczba
dziewięć, jak wielokrotnie wskazywałem na blogu, była dla wikingów święta i
często przewija się przez rożne mity. Wracając do Wolundra, przez rozstaniem
Hervör zostawiła mu swój Pierścień, który miał magiczną moc. No dobrze,
nigdzie nie jest powiedziane, że był magiczny. To nie ta historia. Gollum,
gollum!Wolundr znalazł pierścień na
dnie kufra, w którym Hervör trzymała swoje rzeczy i zachował go na pamiątkę.
Pierścień Hervör ChatGPT 2025
W
końcu bracia wyruszyli na poszukiwanie swoich oblubienic i rozdzielili się.
Podczas jednego postoju, w krainie Närke, czyli na terenach dzisiejszej
południowej Szwecji (lub wedle innej wersji miało to miejsce w duńskiej
Jutlandii) Wolundr został wyzwany na pojedynek przez Amiliasa, królewskiego
kowala. Nasz bohater wykuł miecz nazwany Mimung, a jego rywal zbroję. Pancerz
okazał się słabszy od ostrza, które go przebiło i zabił Amiliasa. W kraju tym
panował król Niðhad, który miał właśnie stoczyć bitwę. Zdał sobie jednak
sprawę, że zgubił swój szczęśliwy kamień zwycięstwa. Władca zaoferował oddanie
połowy królestwa i ręki córki temu, kto przyniesie mu kamień. Tą osobą okazał się
Wolundr, ale odmówił ostatecznie oddania talizmanu, kiedy król wycofał się ze
swojej obietnicy. Wtedy też Niðhad wygnał go. Wkrótce jednak władca pojmał
Wolundra, gdy ten spał. Przeciął mu ścięgna w nogach, by okaleczyć kowala i
uwięził w kuźni na wyspie Sævarstöð, w której był zmuszany do wykuwania różnych
przedmiotów dla swojego oprawcy, między innymi mieczy i pancerzy. Pierścień od
Hervör został siłą odebrany i oddany Böðvildr, córce Niðhad. Sam okrutny władca
zabrał miecz Mimung, który od tej chwili nosił u pasa, jak swój. Uwięziony,
okaleczony kowal ciągle nie zapominał o celu swojej wyprawy i o żonie, która
odeszła. W tęsknocie za nią Wolundr zaczął tworzyć kopie pierścienia, jego
jedynej pamiątki po niej. Miał ich wykonać osiem, co wespół z oryginałem znów
daje nam liczbę dziewięciu pierścieni… Dziewięciu Pierścieni dla
śmiertelników, ludzi śmierci podległych… No dobra, wybaczcie, znowu nie ta
historia.
Los
dał okaleczonemu kowalowi szansę na dokonanie zemsty. Synowie Niðhada przybyli do kuźni, w której
był uwięziony Wolundr i chcieli zobaczyć tworzone przez niego arcydzieła. Kowal
odciął im głowy, wprawił czaszki w srebrne obręcze i zrobił z nich kielichy. Wyłupione
oczy wprawił w biżuterię, a z zębów zrobił broszkę. Następnie odesłał taki
makabryczny podarek swojemu porywaczowi.
Wolundr i Böðvildr ChatGPT 2025
Później
dowiadujemy się, że Wolundra odwiedziła córka Niðhada, Böðvildr. Scena ta
została uwieczniona na kamieniu runicznym, który zachował się do naszych czasów
w miejscowości Ardre w Szwecji. Sam kamień datowany jest na VIII wiek naszej
ery. Królewna zwróciła się do kowala z prośbą o naprawienie pierścienia. Ten
wykorzystał okazję, uwiódł ją, wedle wersji anglosaskiej, lub zgwałcił, wedle
wersji skandynawskiej i spłodził z nią dziecko. Ich synem miał być Vidrik,
zwany też Witigiem przez Anglosasów, germański bohater, któremu przypisuje się
herb z młotem i obcęgami kowalskimi, podkreślając jego pochodzenie. Późniejsze
wersje legendy mówią, że Böðvildr została w końcu żoną Wolundra, ale do tego
sobie wrócimy.
W
tym samym czasie na dworze Niðhada pojawił się jeden z braci Wolundra, Egill.
Był on zdolnym łucznikiem i władca wyzwał go na pojedynek, w którym Egill miał
zestrzelić za pierwszym razem jabłko z głowy Otvina, syna Niðhada. Łucznik
wziął trzy strzały, ale wystrzelił tylko jedną. Król spytał, po co pozostałe
dwie w takim razie, na co Egill odpowiedział, że gdyby nie trafił i zabił Otvina,
pozostałe dwie wystrzeliłby w samego władcę. Przyznajcie, ryzykowna rozrywka.
Następnie
Egill odwiedził swojego brata Wolundra na wyspie Sævarstöð. Wtedy kowal
poprosił go, by zestrzelił wiele ptaków, a z ich piór stworzył magiczny płaszcz
ze skrzydłami lub wedle innej wersji, pelerynę z piór, dzięki któremu, pomimo
kalectwa uwolnił się ze swojego więzienia. I tu mamy właśnie podobieństwo do
greckich mitów, konkretnie do historii Dedala oraz Ikara. Dedal również był
zdolnym rzemieślnikiem, który został uwięziony i dzięki skonstruowanym przez
siebie skrzydłom uciekł z synem z niewolni. To skojarzenie widzieli też
Islandczycy, bo w jednym z manuskryptów z XIII wieku Dom Dedala, w którym
uwięziony został wynalazca przez Minosa, nazwany jest kenningiem Vǫlundarhús,
czyli dosłownie Dom Wolundra.
Wolundr i Niðhada ChatGPT 2025
Wolundr
poleciał do Niðhada i wyznał mu wszystko, co zrobił, że zabił dwóch jego synów,
a także że spłodził z jego córką dziecko. Rozsierdzony władca nakazał Egillowi,
by zestrzelił bezczelnego kowala, gdy ten po przyznaniu się do swojej zemsty
odleciał. Brat Wolundra oszukał jednak Niðhada i trafił w ukryty pod płaszczem
Wolundra pęcherz wypełniony krwią. Niðhad myślał, że pomścił swoje dzieci, ale
Wolundr doleciał cało na duńską wyspę Zelandię. Wkrótce Niðhad zmarł, a tron po
nim objał Otvin. Wtedy też Wolundr miał się pogodzić z synem swojego porywacza
i poślubić Böðvildr, stając się w świetle prawa oficjalnym ojcem Vidrika. Vidrik
z kolei miał następnie odziedziczyć miecz Mimurg, kiedy Wolundr odszedł z tego
świata.
Wolundr
był zdolnym kowalem, być może najzdolniejszym ze wszystkich, jacy kiedykolwiek
żyli. W połączeniu z jego kalectwem, skojarzenia do greckiego Hefajstosa,
kuśtykającego, ale genialnego rzemieślnika, są jak najbardziej na miejscu. Również
i w historii greckiego Boga pojawia się wątek zemsty, w której wykorzystuje
swoje ponadprzeciętne umijętności, chociaż tam motywem była niewierność jego
żony, a nie uwięzienie.
To
właśnie Wolundrowi przypisuje się wykonanie wielu legendarnych mieczy, w tym
Cortaina, należącego do Ogiera Duńskiego, wspomnianego w Pieśni o Rolandzie.
Joyeuse’a, należącego do samego Karola Wielkiego, czy też Durandala, ostrza,
który dzierżył wspomniany Roland. Te wzmianki umieszczają postać Wolundra w
konkretnym punkcie w dziejach, a mianowicie pod koniec VIII wieku, chociaż
zaraz podważymy sobie ten fakt. A jeśli chcecie poczytać więcej o Karolu
Wielkim, jego kampaniach wojennych i o tym, jaki miał wpływ na początek Epoki Wikingów,
zapraszam na mój blog, gdzie poświęciłem mu serię artykułów, a kolejne, o
legendach związanych z jego żywotem, pojawią się w przyszłości. Wracając do
przedmiotów wykutych przez Wolundra, to na pewno należy wymienić ostrze zwane
Gramem lub Balmugiem, którego Sigurd użył do zabicia smoka Fafnira, a także magiczne
pierścienie, które inny bohater sag, Thorstein, odzyskał z rąk ducha zwanego
Sote. Z kolei kolczugę wykutą przez Wolundra miał nosić sam Beowulf, co z kolei
umieszcza życie tego kowala dwa, albo trzy wieki wcześniej, i kolejny raz
pokazuje, jak rozchwytywaną postacią był przez różnych artystów, bo każdy
chciał nawiązać do jego rzemieślniczego geniuszu. A to tylko kilka przykładów,
bo nawiązania do magicznych dzieł Wolundra trafiły do wielu legend, w tym do
mitów arturiańskich.
Kowal Wolundr ChatGPT 2025
Wolundr
był znaną w swoich czasach postacią. Być może w jego osobie zachowały się
wcześniejsze wierzenia i był półboską albo nawet boską istotą. Trop takich
przypuszczeń widzimy w jego imieniu, które oznacza Rzemieślnika i może
był archetypowym patronem kowalstwa. Jego wizerunek pod imieniem Welandu został
uwieczniony na monetach z VII wieku, co przeczy, iż żył za czasów rycerzy
Karola Wielkiego i zapewne przeniknąłdopiero później do frankijskich źródeł. Wskazuje to jednak, jak
popularny był i każdy chciał móc poszczycić się tym wybitnym kowalem w swoim
czasie. Historia Wolundra znana jest również z płaskorzeźb z tzw. Szkatułki z
Auzon zwanej też Szkatułką Franksa, która jest artefaktem wykazującym dobitnie
cechy synkretyzmu religijnego, albowiem są przedstawieni na niej Trzej
Królowie, którzy przybyli do Jezusa, a także Wolundr oraz inne postaci i z
sceny związane z tymi z chrześcijaństwem i rdzennymi, germańskimi wierzeniami.
Historia Wolundra również znalazła się na chrześcijańskim krzyżu z Leeds, czym
upodabnia ten zabytek do opisywanego przeze mnie krzyża z Gosforth.
Nazwą
Kuźnia Waylanda Anglicy nazwali kopiec, który znajduje się Ashbury w
Oxfordshire. Miejscowi wierzyli, że koń pozostawiony na noc przy mogile, wespół
z ofiarą ze srebrnej monety, nazajutrz rano będzie odnaleziony podkuty, przez
ducha kowala Waylanda. Ja tam jednak wierzę, że konia nie powinno się zostawiać
samego na noc przy czyimś kurhanie, w trosce o bezpieczeństwo zwierzęcia.
Czemu
chciałem opowiedzieć o Wolundrze? Bo był znanym bohaterem zamierzchłych czasów.
Znaleziska ze Szwecji, Niemiec, poematy z Francji czy Islandii pokazują, jak
bardzo rozpowszechnione były legendy o nim. Opowieści te łączyły ludy
germańskie, niezależnie, jak je dziś nazywamy. A osobiście uważam, że jest
mniej znaną obecnie postacią, stojąc gdzieś w cieniu popularnych Bogów i
potworów. Jednak według mnie, jego historia jest bardzo ciekawa. Nie jest
bohaterem nieskazitelnym. Dokonuje brutalnej i krwawej zemsty. Swoim geniuszem
i niezłomnością osiąga jednak wolność, pomimo kalectwa, gdy opuścił swoje więzienie
na skonstruowanych przez siebie skrzydłach wolności. Późniejsza, anglosaska
wersja daje mu jednak szczęśliwsze zakończenie, gdy związuje się z córką
swojego dawnego wroga.
Moneta z podobizną Wolundra ChatGPT 2025
Na
dziś to tyle. Zostawcie subskrypcję, jeśli jeszcze tego nie zrobiliście, by nie
ominęły Was następne materiały, a także polubienia, jeśli odcinek Wam się
podobał. Chciałbym również zaprosić do odsłuchania innym nagrań, które już
miały premierę na tym kanale, byście mogli poznać ciekawe istoty z różnych
wierzeń. Zachęcam także do odwiedzenia mojego profilu na Facebooku, gdzie
publikuję informacje o nowych artykułach na blogu, jak i zapowiedzi tego, co
pojawi się tu, na Youtube. A jeśli możesz, drogi Słuchaczu lub droga
Słuchaczko, wesprzeć moją twórczość finansowo, zapraszam do odwiedzenia strony
na Patronite, by zostać Patronem wzorem Piotra Brachowicza. A tymczasem,
bywajcie!