Na
moim blogu i kanale gościł już Kojot, który przewija się przez wierzenia wielu
rdzennych plemion Ameryki Północnej. Ten posiadający boskie moce żartowniś brał
udział w wielu ważnych wydarzeniach u zarania dziejów. Zapraszam w tym miejscu
od odsłuchania historii o tym, jak przyczynił się do powstania człowieka,
spowodował iż Słońce toczy się po nieboskłonie, pomógł w tworzeniu gwiazd czy
ofiarował ludzkości ogień, niczym grecki Prometeusz. Nie wyczerpaliśmy jednak
historii związanych z nim i dziś chciałbym opowiedzieć kolejne.
Pewnego
dnia Kojot był bardzo głodny. Stanął pod drzewem kaki i zauważył wśród jego
gałęzi Oposa, zwierzę z rodziny dydelfowatych. Ten zajadał się owocami. Gdy
Kojot poprosił go, by zrzucił mu kilka, zwierzak na drzewie zaczął się śmiać.
Następnie ciskał w Kojota pestki i nabijał się dalej. Zachowanie Dydelfa coraz
bardziej oburzało Kojota i zaczął mu grozić. Opos nie pozostawał mu dłużny.
Udawał, że zeskakuje z gałęzi, po czym chwytał się ich ogonem, by zawisnąć w
powietrzu i nie dać się ugryźć Kojotowi. W końcu jednak chwycił się uschłego
konara, który się złamał i zwierzak spadł na ziemię. Wówczas Kojot zaczął bić Dydelfa.
Ten wpadł na pomysł, że zacznie udawać martwego, co poskutkowało i Kojot
opuścił. Gdy Kojot odchodził od drzewa, obrócił się i zauważył, że Opos znów
wspiął się na nie i dalej zajadał się owocami kaki. Mit ten tłumaczy, jak
Dydelfy nauczyły się, by w obliczu zagrożenia udawać trupy.
Kojot i Opos Gemini 2025
W
innej historii Kojot wędrując po dziczy jest świadkiem, jak cztery Indyki
chowały się na przemian w worku, a pozostałe turlały je ze wzgórza. Podszedł do
nich i spytał, co robią, na co odpowiedziały, że naprzemiennie dla zabawy staczają
się z pagórka w worku. Kojot, który był głodny, wpadł na pewien pomysł i
spytał, czy mógłby i on spróbować. Wlazł do worka a Indyki go sturlały. Zabawa
trwała, a nasz żartowniś udawał, że mu się podoba. Szczerze, nie próbujcie tego
w domu, nie brzmi jak bezpieczna rozrywka. W końcu zaproponował Indykom, żeby
wszystkie cztery weszły na raz do worka, a on je sturla, na co ptaki się
zgodziły. Kojot poczekał, aż znajdą się w środku… A wtedy zawiązał worek i
wrócił z nim na plecach do domu, gdzie czekali na niego jego synowie. Albo
raczej powinniśmy powiedzieć, szczenięta. Powiedział im, że w środku worka są
cztery indyki na obiad i by go nie rozwiązywali, bo musi jeszcze iść do lasu po
drewno na rozpalenie ogniska. Kiedy odszedł, najmłodszy z jego synów nie
wytrzymał i z ciekawości otworzył worek, by zajrzeć do środka. Wtedy Indyki
uciekły, słysząc wcześniejszą rozmowę o tym, że miały stać się głównym daniem,
a Kojot i jego synowie dalej pozostali głodni. Morał taki, że ciekawość i
niecierpliwość nie popłaca. No i by nie wchodzić do worka za namową obcych.
Synowie Kojota ChatGPT 2025
Innym
razem Kojot dostrzegł na drzewie tłustego Indyka. Podszedł do pnia i zaczął mu
mówić, jakie to ma szczęście, że Indyk siedzi na drzewie, a nie że uciekł na
prerię, bo Kojot może się z łatwością wspiąć na gałęzie. Oczywiście, było to
kłamstwo, ale ptak mu uwierzył i odfrunął z drzewa w stronę otwartej
przestrzeni. Indyk na początku leciał wysoko, ale z czasem zaczął słabnąć i
spowalniać. Zwierzęta te nie są najlepszymi lotnikami i poruszają się w ten
sposób tylko na krótkich dystansach, najczęściej w obliczu zagrożenia. Gdy ptak
się zmęczył i wylądował, Kojot w końcu dopadł go i zjadł. Odpoczywając po
sowitym posiłku, w pewnym momencie miał wrażenie, że zbliża się do niego
Indianin z pałką, którą zobaczył kątem oka. Zaczął więc uciekać. Obrócił się w
lewo. Pałka prawie go sięgała. Biegł dalej. Obrócił się w prawo. Znów widział
cień obucha nad sobą. Pościg trwał wiele godzin, aż do wieczora, kiedy Kojot
nie miał już sił i padał z wyczerpania. W końcu przewrócił się na trawę, gotowy
na śmierć. Jednak żaden cios nie spadł na niego. Dookoła nikogo nie było.
Zaczął się powoli i spokojnie rozglądać i wtedy zrozumiał. Jedząc Indyka jedno
z czarnych piór ptaka wbiło mu się w futro na głowie i za każdym razem, gdy
widział je kątem oka, brał je za ciemną i ciężką pałkę. Tym mitem Indianie
tłumaczyli sobie często obserwowane zachowanie Kojotów, które nie raz rozglądają
się i odwracają za siebie podczas biegu.
Kojot po zjedzeniu Indyka ChatGPT 2025
Trzy
mity, wszystkie związane z Kojotem i jedzeniem. Nie wyczerpaliśmy tematu
opowieści o tym szachraju i zapewne spotkamy się tu, słuchając trzeciej części
historii o nim. Tematycznie chciałem zebrać te historie w jedną całość, bo
wszystkie opowiadają o Kojocie poszukających pożywienia. Dajcie znać, która z
nich najbardziej Wam się podobała.
Na
dziś to tyle. Zostawcie subskrypcję, jeśli jeszcze tego nie zrobiliście, by nie
ominęły Was następne materiały, a także polubienia, jeśli odcinek Wam się
podobał. Chciałbym również zaprosić do odsłuchania innym nagrań, które już
miały premierę na tym kanale, byście mogli poznać ciekawe istoty z różnych
wierzeń. Zachęcam także do odwiedzenia mojego profilu na Facebooku, gdzie
publikuję informacje o nowych artykułach na blogu, jak i zapowiedzi tego, co
pojawi się tu, na Youtube. A jeśli możesz, drogi Słuchaczu lub droga
Słuchaczko, wesprzeć moją twórczość finansowo, zapraszam do odwiedzenia strony
na Patronite, by zostać Patronem wzorem Piotra Brachowicza. A tymczasem, bywajcie!
Mity
greckie obfitują w historie o licznych herosach, których losy przeplatały się z
Olimpijskimi Bogami, a także którzy stawiali czoła niebezpiecznym potworom. Jednak
i na północy naszego kontynentu tacy bohaterowie pojawiali się i dziś opowiemy
sobie o jednym z nich. Na początku jednak zaznaczę, że opowieść zawiera
brutalne opisy. To historia o zniewoleniu, zemście, ale i o odzyskaniu wolności
pomimo kalectwa.
Nasz
dzisiejszy bohater zwał się Wolundr i był znakomitym kowalem. Pojawia się w
dziełach spisanych przez Snorriego Sturlusona, dlatego mamy wszelkie podstawy
sądzić, że był dobrze znany wśród ludów nordyckich. Jednak, pod innymi imionami
występował także wśród plemion południowogermańskich, a także przeniknął do
wierzeń anglosaskich. Ktoś mógłby w tej chwili zaznaczyć, że wszystkie te ludy
należą do rodziny ludów germańskich i miałby rację. Wracając do samego Wolundra,
w zależności od regionu znany był pod różnymi imionami. Wayland czy Wieland to
tylko przykłady. Wywodzą się z pragermańskiego słowa Wilą-ndz, które
można przetłumaczyć jako Rzemieślnik.
Walkiria ChatGPT 2025
Wieść
niesie, iż Wolundr miał wespół ze swoimi braćmi, Egilem oraz Slagfinnem,
podróżować po świecie. Wszyscy trzej mieli być synami króla Finów, a więc obok
ludów germańskich, pojawiają się nawiązania do ludów ugrofińskich, być może
Saamów, jednych z pierwszych rdzennych ludów Skandynawii. Wedle innej wersji,
opowiadanej przez Anglosasów, był synem olbrzyma Vadiego, a kowalstwa nauczył
się u krasnoludów ze Svartalfheimu, co tłumaczy jego ponadprzeciętne zdolności.
W trakcie wyprawy spotkali trzy Walkirie, Ölrún, Hervör Wszechwiedzącą oraz Hlaðguðr
Białą jak Łabędź. Bracia wzięli sobie te Walkirie za żony. O tym, kim są same
Walkirie, a także co łączyło je z symboliką łabędzi, więcej przeczytacie na
moim blogu, do którego odwiedzenia zapraszam.
Czas
mijał. Wolundr, który poślubił Hervör Wszechwiedzącą, doczekał się z nią syna
imieniem Heime. Jednak związki braci nie trwały długo. Po dziewięciu latach
Walkirie odeszły od swoich mężów. Jest to symboliczny czas, ponieważ liczba
dziewięć, jak wielokrotnie wskazywałem na blogu, była dla wikingów święta i
często przewija się przez rożne mity. Wracając do Wolundra, przez rozstaniem
Hervör zostawiła mu swój Pierścień, który miał magiczną moc. No dobrze,
nigdzie nie jest powiedziane, że był magiczny. To nie ta historia. Gollum,
gollum!Wolundr znalazł pierścień na
dnie kufra, w którym Hervör trzymała swoje rzeczy i zachował go na pamiątkę.
Pierścień Hervör ChatGPT 2025
W
końcu bracia wyruszyli na poszukiwanie swoich oblubienic i rozdzielili się.
Podczas jednego postoju, w krainie Närke, czyli na terenach dzisiejszej
południowej Szwecji (lub wedle innej wersji miało to miejsce w duńskiej
Jutlandii) Wolundr został wyzwany na pojedynek przez Amiliasa, królewskiego
kowala. Nasz bohater wykuł miecz nazwany Mimung, a jego rywal zbroję. Pancerz
okazał się słabszy od ostrza, które go przebiło i zabił Amiliasa. W kraju tym
panował król Niðhad, który miał właśnie stoczyć bitwę. Zdał sobie jednak
sprawę, że zgubił swój szczęśliwy kamień zwycięstwa. Władca zaoferował oddanie
połowy królestwa i ręki córki temu, kto przyniesie mu kamień. Tą osobą okazał się
Wolundr, ale odmówił ostatecznie oddania talizmanu, kiedy król wycofał się ze
swojej obietnicy. Wtedy też Niðhad wygnał go. Wkrótce jednak władca pojmał
Wolundra, gdy ten spał. Przeciął mu ścięgna w nogach, by okaleczyć kowala i
uwięził w kuźni na wyspie Sævarstöð, w której był zmuszany do wykuwania różnych
przedmiotów dla swojego oprawcy, między innymi mieczy i pancerzy. Pierścień od
Hervör został siłą odebrany i oddany Böðvildr, córce Niðhad. Sam okrutny władca
zabrał miecz Mimung, który od tej chwili nosił u pasa, jak swój. Uwięziony,
okaleczony kowal ciągle nie zapominał o celu swojej wyprawy i o żonie, która
odeszła. W tęsknocie za nią Wolundr zaczął tworzyć kopie pierścienia, jego
jedynej pamiątki po niej. Miał ich wykonać osiem, co wespół z oryginałem znów
daje nam liczbę dziewięciu pierścieni… Dziewięciu Pierścieni dla
śmiertelników, ludzi śmierci podległych… No dobra, wybaczcie, znowu nie ta
historia.
Los
dał okaleczonemu kowalowi szansę na dokonanie zemsty. Synowie Niðhada przybyli do kuźni, w której
był uwięziony Wolundr i chcieli zobaczyć tworzone przez niego arcydzieła. Kowal
odciął im głowy, wprawił czaszki w srebrne obręcze i zrobił z nich kielichy. Wyłupione
oczy wprawił w biżuterię, a z zębów zrobił broszkę. Następnie odesłał taki
makabryczny podarek swojemu porywaczowi.
Wolundr i Böðvildr ChatGPT 2025
Później
dowiadujemy się, że Wolundra odwiedziła córka Niðhada, Böðvildr. Scena ta
została uwieczniona na kamieniu runicznym, który zachował się do naszych czasów
w miejscowości Ardre w Szwecji. Sam kamień datowany jest na VIII wiek naszej
ery. Królewna zwróciła się do kowala z prośbą o naprawienie pierścienia. Ten
wykorzystał okazję, uwiódł ją, wedle wersji anglosaskiej, lub zgwałcił, wedle
wersji skandynawskiej i spłodził z nią dziecko. Ich synem miał być Vidrik,
zwany też Witigiem przez Anglosasów, germański bohater, któremu przypisuje się
herb z młotem i obcęgami kowalskimi, podkreślając jego pochodzenie. Późniejsze
wersje legendy mówią, że Böðvildr została w końcu żoną Wolundra, ale do tego
sobie wrócimy.
W
tym samym czasie na dworze Niðhada pojawił się jeden z braci Wolundra, Egill.
Był on zdolnym łucznikiem i władca wyzwał go na pojedynek, w którym Egill miał
zestrzelić za pierwszym razem jabłko z głowy Otvina, syna Niðhada. Łucznik
wziął trzy strzały, ale wystrzelił tylko jedną. Król spytał, po co pozostałe
dwie w takim razie, na co Egill odpowiedział, że gdyby nie trafił i zabił Otvina,
pozostałe dwie wystrzeliłby w samego władcę. Przyznajcie, ryzykowna rozrywka.
Następnie
Egill odwiedził swojego brata Wolundra na wyspie Sævarstöð. Wtedy kowal
poprosił go, by zestrzelił wiele ptaków, a z ich piór stworzył magiczny płaszcz
ze skrzydłami lub wedle innej wersji, pelerynę z piór, dzięki któremu, pomimo
kalectwa uwolnił się ze swojego więzienia. I tu mamy właśnie podobieństwo do
greckich mitów, konkretnie do historii Dedala oraz Ikara. Dedal również był
zdolnym rzemieślnikiem, który został uwięziony i dzięki skonstruowanym przez
siebie skrzydłom uciekł z synem z niewolni. To skojarzenie widzieli też
Islandczycy, bo w jednym z manuskryptów z XIII wieku Dom Dedala, w którym
uwięziony został wynalazca przez Minosa, nazwany jest kenningiem Vǫlundarhús,
czyli dosłownie Dom Wolundra.
Wolundr i Niðhada ChatGPT 2025
Wolundr
poleciał do Niðhada i wyznał mu wszystko, co zrobił, że zabił dwóch jego synów,
a także że spłodził z jego córką dziecko. Rozsierdzony władca nakazał Egillowi,
by zestrzelił bezczelnego kowala, gdy ten po przyznaniu się do swojej zemsty
odleciał. Brat Wolundra oszukał jednak Niðhada i trafił w ukryty pod płaszczem
Wolundra pęcherz wypełniony krwią. Niðhad myślał, że pomścił swoje dzieci, ale
Wolundr doleciał cało na duńską wyspę Zelandię. Wkrótce Niðhad zmarł, a tron po
nim objał Otvin. Wtedy też Wolundr miał się pogodzić z synem swojego porywacza
i poślubić Böðvildr, stając się w świetle prawa oficjalnym ojcem Vidrika. Vidrik
z kolei miał następnie odziedziczyć miecz Mimurg, kiedy Wolundr odszedł z tego
świata.
Wolundr
był zdolnym kowalem, być może najzdolniejszym ze wszystkich, jacy kiedykolwiek
żyli. W połączeniu z jego kalectwem, skojarzenia do greckiego Hefajstosa,
kuśtykającego, ale genialnego rzemieślnika, są jak najbardziej na miejscu. Również
i w historii greckiego Boga pojawia się wątek zemsty, w której wykorzystuje
swoje ponadprzeciętne umijętności, chociaż tam motywem była niewierność jego
żony, a nie uwięzienie.
To
właśnie Wolundrowi przypisuje się wykonanie wielu legendarnych mieczy, w tym
Cortaina, należącego do Ogiera Duńskiego, wspomnianego w Pieśni o Rolandzie.
Joyeuse’a, należącego do samego Karola Wielkiego, czy też Durandala, ostrza,
który dzierżył wspomniany Roland. Te wzmianki umieszczają postać Wolundra w
konkretnym punkcie w dziejach, a mianowicie pod koniec VIII wieku, chociaż
zaraz podważymy sobie ten fakt. A jeśli chcecie poczytać więcej o Karolu
Wielkim, jego kampaniach wojennych i o tym, jaki miał wpływ na początek Epoki Wikingów,
zapraszam na mój blog, gdzie poświęciłem mu serię artykułów, a kolejne, o
legendach związanych z jego żywotem, pojawią się w przyszłości. Wracając do
przedmiotów wykutych przez Wolundra, to na pewno należy wymienić ostrze zwane
Gramem lub Balmugiem, którego Sigurd użył do zabicia smoka Fafnira, a także magiczne
pierścienie, które inny bohater sag, Thorstein, odzyskał z rąk ducha zwanego
Sote. Z kolei kolczugę wykutą przez Wolundra miał nosić sam Beowulf, co z kolei
umieszcza życie tego kowala dwa, albo trzy wieki wcześniej, i kolejny raz
pokazuje, jak rozchwytywaną postacią był przez różnych artystów, bo każdy
chciał nawiązać do jego rzemieślniczego geniuszu. A to tylko kilka przykładów,
bo nawiązania do magicznych dzieł Wolundra trafiły do wielu legend, w tym do
mitów arturiańskich.
Kowal Wolundr ChatGPT 2025
Wolundr
był znaną w swoich czasach postacią. Być może w jego osobie zachowały się
wcześniejsze wierzenia i był półboską albo nawet boską istotą. Trop takich
przypuszczeń widzimy w jego imieniu, które oznacza Rzemieślnika i może
był archetypowym patronem kowalstwa. Jego wizerunek pod imieniem Welandu został
uwieczniony na monetach z VII wieku, co przeczy, iż żył za czasów rycerzy
Karola Wielkiego i zapewne przeniknąłdopiero później do frankijskich źródeł. Wskazuje to jednak, jak
popularny był i każdy chciał móc poszczycić się tym wybitnym kowalem w swoim
czasie. Historia Wolundra znana jest również z płaskorzeźb z tzw. Szkatułki z
Auzon zwanej też Szkatułką Franksa, która jest artefaktem wykazującym dobitnie
cechy synkretyzmu religijnego, albowiem są przedstawieni na niej Trzej
Królowie, którzy przybyli do Jezusa, a także Wolundr oraz inne postaci i z
sceny związane z tymi z chrześcijaństwem i rdzennymi, germańskimi wierzeniami.
Historia Wolundra również znalazła się na chrześcijańskim krzyżu z Leeds, czym
upodabnia ten zabytek do opisywanego przeze mnie krzyża z Gosforth.
Nazwą
Kuźnia Waylanda Anglicy nazwali kopiec, który znajduje się Ashbury w
Oxfordshire. Miejscowi wierzyli, że koń pozostawiony na noc przy mogile, wespół
z ofiarą ze srebrnej monety, nazajutrz rano będzie odnaleziony podkuty, przez
ducha kowala Waylanda. Ja tam jednak wierzę, że konia nie powinno się zostawiać
samego na noc przy czyimś kurhanie, w trosce o bezpieczeństwo zwierzęcia.
Czemu
chciałem opowiedzieć o Wolundrze? Bo był znanym bohaterem zamierzchłych czasów.
Znaleziska ze Szwecji, Niemiec, poematy z Francji czy Islandii pokazują, jak
bardzo rozpowszechnione były legendy o nim. Opowieści te łączyły ludy
germańskie, niezależnie, jak je dziś nazywamy. A osobiście uważam, że jest
mniej znaną obecnie postacią, stojąc gdzieś w cieniu popularnych Bogów i
potworów. Jednak według mnie, jego historia jest bardzo ciekawa. Nie jest
bohaterem nieskazitelnym. Dokonuje brutalnej i krwawej zemsty. Swoim geniuszem
i niezłomnością osiąga jednak wolność, pomimo kalectwa, gdy opuścił swoje więzienie
na skonstruowanych przez siebie skrzydłach wolności. Późniejsza, anglosaska
wersja daje mu jednak szczęśliwsze zakończenie, gdy związuje się z córką
swojego dawnego wroga.
Moneta z podobizną Wolundra ChatGPT 2025
Na
dziś to tyle. Zostawcie subskrypcję, jeśli jeszcze tego nie zrobiliście, by nie
ominęły Was następne materiały, a także polubienia, jeśli odcinek Wam się
podobał. Chciałbym również zaprosić do odsłuchania innym nagrań, które już
miały premierę na tym kanale, byście mogli poznać ciekawe istoty z różnych
wierzeń. Zachęcam także do odwiedzenia mojego profilu na Facebooku, gdzie
publikuję informacje o nowych artykułach na blogu, jak i zapowiedzi tego, co
pojawi się tu, na Youtube. A jeśli możesz, drogi Słuchaczu lub droga
Słuchaczko, wesprzeć moją twórczość finansowo, zapraszam do odwiedzenia strony
na Patronite, by zostać Patronem wzorem Piotra Brachowicza. A tymczasem,
bywajcie!
Thor
jest jednym z najbardziej znanych Bogów w mitologii nordyckiej. Był władcą burz
a także patronem rolnictwa oraz ogniska domowego. Ojciec Thora, Odyn, jest
władcą Asgardu. Nazywany Wszechojciem, również i dziś jest rozpoznawalnym
bóstwem. Jednak matka Thora, Jörð, stoi nieco w ich cieniu. Dlatego właśnie dziś
chciałbym właśnie jej poświęcić temat.
Jörð
była olbrzymką z Jotunheimu, krainy lodowych gigantów. Była córką Nott, Bogini
Nocy, z jej drugiego związku z Annarem, o którym niewiele wiadomo, ale można
przypuszczać, że był jednym z lodowych olbrzymów. Nott posiadała również dwóch
synów z innych związków, Auðra, którego imię można tłumaczyć jako Dobrobyt,
oraz Daga, czyli Boga Dnia. Obaj byli przyrodnimi braćmi Jörð. Więcej o
Bóstwach Dnia i Nocy przeczytacie na moim blogu, ponieważ był już im poświęcony
jeden temat.
Imię
Jörð można tłumaczyć dosłownie się jako Ziemia. Etymologii tego słowa należy
doszukiwać się w pragermańskim słowie erþō, z którego wywodzi się
również współczesne angielskie earth. Jörð znana jest też pod mianami
takimi jak Fjörgyn, co oznacza Krainę, lub Hlóðyn. Ten ostatni wariant
jest podobny do czczonej przez południowych Germanów Hludany. Być może jest
więc ich odpowiednikiem, tak samo jak Thor był wśród nich znany jako Donar. Jörð
pojawia się także w kenningach, czyli poetyckich przenośniach z wikińskiej
poezji. Nazywana jest Friðbjótr Fjallanna, czyli Niszczycielką Gór, co
pokazuje, że natura potrafi nie tylko obdarowywać, ale także niepochamowaną
siłą. Hlöðvina Miða czyli Przyjaciółka Mew a także Hlinar Móðir, czyli Matką
Hlíny. Do samej Hlíny kiedyś sobie wrócimy, ponieważ niektórzy utożsamiają ją z
Friggą, czyli inną oblubienicą Odyna, a inni z kolei widzą w niej ślad wiary w
zupełnie inną Boginię.
Imię
Jörð już samo w sobie daje wskazówkę, czemu dokładnie patronuje. Bo chociaż
pochodzi z Jotunheimu, zaliczana jest w poczet nordyckich Bogiń. Jest opiekunką
Ziemi samej w sobie, płodności ale i stabilności. Czyni ją to skandynawskich
odpowiednikiem wielu Bogiń-Matek, których kult nierozerwalnie związany jest z
czczeniem Ziemi. Nawet współcześnie mówi się o Matce Ziemi, która obdarowuje
plonami, ale i zapewnia stabilność. Nasze życia toczą się właśnie na tej
planecie, w tym środowisku i jest to wiedza i mądrość, którą widzieli już
starożytni, niezależnie, pod jakim imieniem ją czcili. W Grecji była to Gaja,
matka tytanów, jedna z pierwszych istot, która wyłoniła się z Chaosu. Dla
Rzymian rolę tę przejęła Ceres, utożsamiana z Demeter, patronką wegetacji oraz
rolnictwa… Albo Tellus, zwana Terra Mater, czyli dosłownie Matka Ziemia. W
naszych słowiańskich stronach, była to Mokosz, której na pewno będę chciał
poświęcić temat w przyszłości. U Celtów była to Danu. W tym miejscu warto
zaznaczyć, że na półwyspie Indyjskich wierzy się w Boginię Wód o tym samym
imieniu, która była jedną z pierwszych istot we wszechświecie. W starożytnym
Sumerze była to Ninhursag, Pani Gór, która miała swoim mlekiem karmić ludzkich
władców, tym samym przekazując im boską moc. Nawet po drugiej stronie oceanu
możemy spotkać taką postać, w inkaskich wierzeniach. Jest nią swojsko brzmiąca Pachamama,
czyli dosłownie Matka Ziemia. Wszystkie te miana, patronowanie płodności,
rolnictwu oraz nawet znaczenia imion wskazują na przedwieczny kult Bogini Matki
w każdym zakątku świata.
Odyn
jest Bogiem Niebios, Jörð tymczasem jest Boginią Ziemi. Pierwsze burze, które
można zaobserwować po zimie, przypadają na okres wiosny.Nic więc dziwnego, że Skandynawowie przypisywali temu
związkowi Nieba z Ziemią poczęcie burzy, piorunów, wiosennych ulew, a samą Jörð
uważano za oblubienicę Odyna. Wiosną Ziemia zaczyna rodzić, rośliny się
zielenią. W ten symboliczny sposób postrzegano, czemu po okresie zimy świat znowu
budzi się do życia i czemu staje się płodny.
Odyn
i Jörð prawdopodobnie mieli drugiego syna, Meiliego, ale wzmianka o nim i to
dość skąpa, zachowała się tylko w jednym źródle. Niektórzy widzą w nim Baldura,
ale również i ten temat rozwiniemy sobie w przyszłości.
W
nordyckich sagach wybrzmiewa szacunek do Ziemi, do gleby, do natury. Warto o
tym pamiętać, nie zapominać, że to ta planeta nas karmi. Bez niej ludzie, ani
inne istoty, nie zaistnieliby w ogóle. Jednemu z rytuałów, w którym proszono
Jörð o urodzaj, towarzyszyło wylewanie mleka i miodu na glebę, co stanowiło
ofiarę dla tej Bogini.
Niestety,
Jörð ma zginąć w dniu Ragnaröku. W przedostatnim zdaniu Gylfaginning
czyli Gylfa Omamienia jest powiedziane, cytując: Surtur rzuci ogień
na Jörð/Ziemię i spali cały świat (nord. Surtr eldi yfir jörðina ok
brennir allan heim). Kluczowe jest tu znaczenie imienia Jörð, czyli możemy
rozumieć ten fragment iż spali ją osobiście, jako olbrzymkę, albo spali ją,
jako personifikację Ziemi.
Ciekawostką
jest, iż nawet współcześnie w językach norweskim, duńskim oraz islandzkim jej
imię ciągle można ciągle spotkać w kilku słowach. Norweskie jordbær,
czyli truskawka, to dosłownie Jagoda Jörð. Z kolei położna to po
norwesku jordmor, czyli Matka Jörð, co podkreśla jej cechy
związane z macierzyństwem. I ostatnie nawiązanie, jakie znalazłem, to jordfeste,
czasownik oznaczający pochowanie kogoś, wyprawienie pogrzebu, a w
dosłownym tłumaczeniu, Ucztowanie Jörð. Pokazuje to związek z Ziemią, kiedy
ciało po życiu wraca do niej.
Podsumowując,
Jörð to archetypowe przedstawienie Bogini Matki, Matki Ziemi. Nieważne, jak ją
nazywano w różnych kręgach kulturowych. Zawsze patronowała tym samym aspektom -
płodności, macierzyństwu, stabilności oraz rolnictwu. Może nie brała udziału w
wielkich wydarzeniach i bitwach zamierzchłych czasów, ale jej siła to
życiodajna moc. Bez niej, nie było by nas, nie było żadnych istot żywych.
Na
dziś to tyle. Zostawcie subskrypcję, jeśli jeszcze tego nie zrobiliście, by nie
ominęły Was następne materiały, a także polubienia, jeśli odcinek Wam się
podobał. Chciałbym również zaprosić do odsłuchania innym nagrań, które już
miały premierę na tym kanale, byście mogli poznać ciekawe istoty z różnych
wierzeń. Zachęcam także do odwiedzenia mojego profilu na Facebooku, gdzie
publikuję informacje o nowych artykułach na blogu, jak i zapowiedzi tego, co
pojawi się tu, na Youtube. A jeśli możesz, drogi Słuchaczu lub droga
Słuchaczko, wesprzeć moją twórczość finansowo, zapraszam do odwiedzenia strony
na Patronite, by zostać Patronem wzorem Piotra Brachowicza. A tymczasem,
bywajcie!
Loki, Bóg Oszustw,
miał dość nietypowe potomstwo. Wśród niego znaleźć można ogromnego węża, który
opasał swym cielskiem cały świat, jak i córkę o połowie ciała, która się
rozkładała, ewentualnie była samym szkieletem. Innym jego dzieckiem był wilk
Fenrir, który już został wspomniany przy temacie o Týrze, czy też o Garmie.
Fenrir był dzieckiem
wspomnianego Lokiego i olbrzymki Angerbordy (nord. Angrboða – Przynosząca
Smutek). Gdy wilk był mały, nie wyróżniał się niczym na tle innych przedstawicieli swojej rasy.
Jako jedynemu z potomstwa Lokiego pozwolono zostać w Asgardzie (resztę,
delikatnie mówiąc, wygnano). Z czasem Odyna zaczął niepokoić jego nienaturalny
wzrost i agresywne zachowanie. Udał się po poradę do Norn, Bogiń
Przeznaczenia. Te wygłosiły mu przepowiednię, w myśl której Fenrir sprawi wiele
cierpienia i zabije samego Wszechojcia podczas Ragnaröku, Zmierzchu Bogów.
Angerborda i Fenrir ChatGPT 2026
Jeden, jedyny Týr nie
bał się w owym czasie Fenrira, karmił go i bawił się z nim (czym zyskał
przydomek Karmiciel Wilka). Niestety, igraszki wilka powodowały coraz większe
zniszczenia w Asgardzie, a obawy związane z przepowiedniami narastały.
Postanowiono więc spętać wilka łańcuchem Leyding (pojawiający się w literaturze
także jako Løding, Læðing). Syn Lokiego uznał, iż okowy nie są dla niego zbyt
silne, tedy pozwolił pokornie nałożyć je na siebie. Nie omylił się. Przy
pierwszej próbie zerwania, ogniwa pękły ku jego zadowoleniu i ku wielkim obawom
Bogów, którzy uważali łańcuch za arcywytrzymały i niemożliwy do zerwania. Zlecono
więc wykucie kolejnego, potężniejszego o nazwie Dromi, na który nałożono silne
zaklęcia. Nim jednak powstał, Fenrir urósł jeszcze i zyskał więcej siły. Znów,
bez obaw pozwolił na siebie nałożyć łańcuch. Otrząsnął się, napiął mięśnie i
kopnął weń tylną łapą, tak, że ogniwa nie dość, że pękły, to poleciały na
znaczną odległość. Spętanie wilka okazało się ponad siły Asów, a samo
wydarzenie dało początek dwóm kenningom - að leysa úr Læðingi (nord. wyplątać
się z Leydinga) oraz að drepa úr Drama (nord. wyrwać się z Dromiego),
oznaczających wykaraskanie się z jakiejś niemożliwej sytuacji.
Nie mogąc samemu
znaleźć rozwiązania na rosnącą potęgę Fenrira, Odyn wysłał posłańca, Skírnira,
do Svartalfheimu, krainy krasnoludów, gdzie mieszkali najznakomitsi kowale we
wszystkich dziewięciu światach. Ci stworzyli magiczną sieć (lub linę, wedle
innej wersji) Gleipnir (nord. Otwartość). Ingrediencje, który posłużyły do jej
wykucia były dość osobliwe. Użyto bowiem dźwięku stąpania kota, brody
niewiasty, korzeni gór, ścięgien niedźwiedzia, oddechu ryby oraz ptasich
wymiocin (lub wedle innej wersji, śliny). Później powiadano, iż tych składników brakuje już na świecie, ponieważ większość została zużywa przed
wiekami, właśnie do stworzenia sieci w kuźniach Niðavelliru.
Widar i Fenrir ChatGPT 2025
Kiedy Asowie pokazali
się Fenrirowi z siecią, ten wyczuł podstęp. Poprzednie łańcuchy były grube. Tym razem sznurki były nad wyraz cienkie i niepozorne. Na początku odmówił, jednak
zaczęli go podpuszczać, iż w takim razie zapewne nie jest tak silny, by zerwać
cienkie nici. Ambitny Fenrir chciał dowieść swojej potęgi, więc przystanął na
wyzwanie. Tym razem jednak nie zgodził się bezwarunkowo na próbę. Zażądał, by
jeden z Bogów wsunął w jego pysk rękę, dając mu gwarancję. Tylko Týr, jego
opiekun zdobył się na odwagę, by włożyć swą prawicę między zęby wilka. A te
były w tamtej chwili imponujące. Gdy Fenrir osiągnął dorosłość, mawiano iż jego
rozwarta paszcza żuchwą sięga ziemi, a górą pyska sklepienia niebieskiego.
Gdy Gleipnir spoczął
na wilku, ten zrozumiał swój błąd. Sieci nie dało się przerwać, nawet z jego
siłą. W złości i poczuciu zdrady odgryzł Týrowi dłoń, przez to ten nosił od
owego dnia przydomek Jednoręki (nord. Einhendr). Sieć przykuto łańcuchem Gelgia
do skały Gioll na wyspie Lyngvi (nord. Wrzosowisko). Został jeszcze jego
gryzący pysk. Niestety, nikt w Svartalfheimie nie miał kagańca w tych
rozmiarach, to też Asowie wstawili weń miecz, tak iż głowica opierała się o
język, a ostrze wbijało w podniebienie. Ilekroć Fenrir spróbowałby zamknąć
pysk, wbijałby sobie koniec miecza. Nie mogąc zamknąć szczęki, ciągle sączył
ślinę, która dała początek płynącej przez Jotunheim rzeki Von. Sama nazwa jest
dwuznaczna, gdyż może określać zarówno Nadzieję i Oczekiwanie, jak i w pewnych
kontekstach Pułapkę. Albowiem była to pułapka dla Fenrira, nadzieja dla Asów,
iż zażegnali zagrożenie… Ale i nieuchronne oczekiwanie na dni ostateczne…
Odyn i Fenrir ChatGPT 2026
Bogowie odetchnęli z
ulgą, jednak ich zwycięstwo nie było wieczne. U kresu czasu, podczas Ragnaröku,
Fenrir w konću wyzwoli się z Gleipnira. W walce na równinie Vigriðr Fenrir
spełni swoje przeznaczenie, pokona i pożre Odyna. Wszechojca pomści jeden z
jego synów, Widar. Wskoczywczy w paszczę wilka, opierając się nogą na żuchwie
wilka podważy ramionami jego podniebienie. Gruby but (lub buty), które zawsze
nosił, ochronią go przed kłami wilka i pozwolą rozerwać pysk bestii na dwoje. Dokona
tego dzięki ponadnaturalnej silnie, nawet jak na boskie standardy. Uważa się
bowiem, iż jest jednym z trzech najsilniejszy Asów, zaraz po synach Thora.
Tak oto zakończy swój
żywot Fenrir, największy z wilków, syn Lokiego. Pytanie, jakie rodzi się w
mojej głowie, to czy do tych zdarzeń doszłoby, gdyby Bogowie spętali Fenrira.
Być może Týr, w końcu znalazłby sposób, by go poskromić. Tymczasem jego
związanie, w którym uczestniczył jego własny opiekun, mogło zapoczątkować
samospełniającą się przepowiednię, kiedy wilk w poczuciu zdrady zapałał chęcią
zemsty wobec Odyna i jego rodu.
Źródło: https://en.wikipedia.org/wiki/Fenrir#/media/File:Tullstorpstenen,_DR_271,Tullstorp_1-1,_Runristning_(cropped).jpg, data odczytu: 19.05.2026
Historia Fenrira
przypomina inne stworzenie, czterookiego psa Garma. Ten również miał być
związany łańcuchem, który pęknie, gdy po trzykroć zawyje głośno podczas
Ragnaröku. Garm z kolei ma w ostatniej bitwie stanąć naprzeciw samego Týra. W
pojedynku oboje nawzajem się zabiją. Co ciekawe, niektórzy przypisywali
Garmowi, iż jego ojcem również był Loki. Stanowiło również tragiczną klamrę dla
historii wcześniejszej przyjaźni Jednorękiego Boga i olbrzymiego wilka. Być
może więc na pewnym etapie dziejów była to jedna istota, która następnie
została opisywana osobno lub na odwrót – w pewnych regionach wiara w Fenrira i
Garma została scalona w jedno.
Warto również
wspomnień, że nim Fenrir został spętany, miał spłodzić dwa inne olbrzymie wilki
– Skölla (nord. Zdradę) oraz Hatiego (nord. Nienawiść), które to oba nosiły
przydomek Hróðvitniss (nord. Syn Słynnego Wilka). Ich przeznaczeniem jest
dogonić u kresu świata Słońce i Księżyc, a następnie pożreć oba ciała
niebieskie, ściągając na ziemię nieprzeniknioną ciemność podczas Ragnaröku. Jak
więc widać, wszystkie trzy wilki symbolizowały wśród wikingów siły chaosu i
zniszczenia.
Źródlo: https://www.researchgate.net/figure/Scene-from-Gosforth-Cross-England-10th-century-8-The-figure-3-represents-a-spearman_fig3_348575057, data odczytu: 19.05.2026
Do naszych czasów
zachowało się kilka ciekawych przedstawień Fenrira, które wplotłem między
akapity. Postać mitologicznego wilka inspiruje i dziś. Pojawił się w grach
komputerowych Assasins Creed: Valhalla oraz God of War: Ragnarok. Jego imieniem
został nazwany także pewien wilkołak z serii książek o Harrym Potterze – Fenrir
Greyback.
Na dziś to tyle.
Zachęcam do odwiedzenia mojego profilu na Facebooku, gdzie publikuję informacje
o nowych artykułach na blogu, jak i zapowiedzi tego, co pojawi się na Youtube.
A jeśli możesz, drogi Czytelniku lub droga Czytelniczko, wesprzeć moją twórczość
finansowo, zapraszam do odwiedzenia strony na Patronite, by zostać Patronem
wzorem Piotra Brachowicza. A tymczasem, bywajcie!
U
zarania dziejów, po dwóch stronach Ginnungagapu, Przestrzeni Wypełnionej Magią,
istniały dwa światy. Mroźna kraina mgieł, Niflheim oraz gorąca kraina ognia,
Muspelheim. Dziś wyruszymy na wyprawę do drugiego z tych miejsc, niegościnnej
ojczyzny ognistych olbrzymów. Cytując Eddę Poetycką, za tłumaczeniem Joachima
Lelewela:
Przed
wszystkim jednakże był Muspelhejm (świat ognia), jaśniejący i gorejący,
nieprzystępny. Panuje w nim Surtur (czarny) słońce ruchawe iskrzy się na końcu
jego miecza, przyjdzie on na końcu wieków wojować z bogi. Rzeki Eliwager,
oddalały się od źródeł tak dalece, że trucizna, którą płynęły, krzepła, marzła,
i przepaść ze strony północnej lodem wypełniała. Tym sposobem Ginnungagap (Przepaść
czyli Próżna Przestrzeń) była w północy lodem i zziębłą mgłą wypełniona,
południowa widoczna od błyskawic i jasności z Muspelhejmu wypływających.
Muspelheim Copilot 2025
Z
tego fragmentu dowiadujemy się, że Muspelheimleży na południe
od Ginnungagapu, a jego władcą jest Surtur (Surtr), ognisty
olbrzym. Być może to on kierował ciepłym wiatrem, który stopił lodowce Niflheimu u
zarania dziejów. Te same lodowce były lizane przez kosmiczną krowę Audhumblę, o
której już pojawił się materiał na tym kanale, a do którego przesłuchania
zapraszam. Przytoczony fragment wspomina także, że Surtur przybędzie
przy końcu świata, Ragnaröku, by walczyć z Bogami. Tworzy to klamrową
kompozycję mitologii nordyckiej, w której świat zaczyna się i kończy w ogniu.
Zarówno
Kraina Mgieł jak i Kraina Ognia leżały w korzeniach kosmicznego jesionu
Yggdrasill. Muspelheim według Eddy był miejscem
wypełnionym lawą i płomieniami, nieprzystępnym dla istot pochodzących z innych
światów. To właśnie iskry i żar bijące od tych płomieni dały początek gwiazdom,
które możemy dziś widzieć na nocnym niebie, kiedy Odyn oraz jego dwaj bracia,
Willi i We, zaczerpnęli ich trochę i rozsypali po nieboskłonie. Ciekawostką
jest fakt, iż w innym zakątku świata, w Ameryce Północnej, Indianie również
wierzyli, że gwiazdy zostały rozsypane na niebie u zarania dziejów. O tym, jak
powstały różne konstelacje i sama Droga Mlecza, opowiedziałem w temacie o
Kojocie, do którego na końcu tego materiału zostawię odnośnik.
Surtur ChatGPT 2025
Wracając
do tematu Krainy Ognia, to etymologia nazwy Muspelheim nie jest do
końca jasna, jednak literatura tradycyjnie wywodzi ją od słów Mund-Spilli
Heim, co może oznaczać Krainę Niszczycieli lub Zniszczoną
Krainę. Jego mieszkańcy nazywani byli też Synami Muspelu
(staronord. Múspellssynir albo Múspellsmegir) Ognistymi Olbrzymami (staronord. Eldþursar
lub Eldjötnar) lub inaczej Niszczycielami (staronord. Rjúfendr).
Studiując Eddę nie można jednak jednoznacznie stwierdzić, czy
te trzy nazwy odnoszą się do jednej rasy olbrzymów, czy może do trzech różnych
rodzajów potworów z Muspellheimu.
Odniesienie
do samego Muspelheimu możemy jeszcze znaleźć w poemacie Fjölsvinnsmá,
czyli Pieśni o Fjjölsvinnie. Wspomniana jest tam postać
imieniem Sinmara (w oryginale, Sinmöru). Przyjmuje się, że to
imię nie jest pochodzenia nordyckiego, by może jest słowiańskie i powstało w
późniejszych wiekach niż Edda Sturlusona. Rdzeń Mara wiąże
się tradycyjnie z określeniem Widziadła, Zmory. Sinmara jest
wymienia obok Surtura, przez co uważa się ją za małżonkę
władcy Muspelheimu. Fjölsvinnsmál opisuje dalej, iż była
ona posiadaczką broni o nazwie Lævateinn, która spoczywała w jej
skrzyni zamkniętej na dziewięć zamków (liczba ta nie jest przypadkowa i często przewija się
przez całą mitologię nordycką). Nazwę Lævateinn można
tłumaczyć jako Raniącą Różdżkę. Henry Adams Bellows utożsamia ją z
gałązką jemioły, która zabiła Baldura, jednak tą teorię znalazłem tylko w
jego pracach.
Sinmara ChatGPT 2025
Synowie
Muspelu ostatni raz pojawią się, kiedy ruszą
na Asgard podczas Ragnaröku. Spróbują przejechać tęczowy
most Bifröst. Most ten zarwie się pod kopytami ich koni. Ów opis wskazuje
na fakt, iż w Muspelheimie występował jakiś rodzaj wierzchowca, być
może ognistego konia. Te spośród olbrzymów, które będą w tym czasie na moście,
spadną razem ze swoimi ognistymi końmi do rzeki. Reszta ruszy na
równinę Vigriðr lub w innej wersji wyspę Óskópnir.Tam
sam Surtur stanie do walki z bogiem Freyem i go
zabije, a od jego miecza spłonie cały znany świat… By później narodzić się na
nowo.
Na
cześć Surtura nazwano kompleks wulkanicznych jaskiń Surtshellirw
zachodniej części Islandii, na terenie największego pola lawowego w tamtym
regionie, co podkreśla jego związek z ogniem. Z kolei szwedzki zespół Amon
Amarth nazwał swój ósmy album Surtur Rising.
Sam Surtur pojawia się także w komiksach Marvela oraz w opartym na
nich filmie Thor: Ragnarok.
Muspelheim
to niegościnne miejsce, jednak to także świat z którego płomienie stopiły lody
Niflheimu, tworząc wodę. A bez wody nie powstałby świat żywych istot. To jednak
także widmo zagłady, która czeka wszystkie światy w dniu Ragnaröku, gdy władca
Muspelheimu, Surtur ruszy do boju.
Na
dziś to tyle. Zachęcam do odwiedzenia mojego profilu na Facebooku, gdzie
publikuję informacje o nowych artykułach na blogu, jak i zapowiedzi tego, co
pojawi się na Youtube. A jeśli możesz, drogi Czytelniku lub droga Czytelniczko,
wesprzeć moją twórczość finansowo, zapraszam do odwiedzenia strony na
Patronite, by zostać Patronem wzorem Piotra Brachowicza. A tymczasem, bywajcie!
Jakiś
czas temu na moim blogu pojawiła się historia Króla Kraka. Dziś chciałbym
opowiedzieć o jego córce, Wandze, rozliczając się z najbardziej popularną
wersją historii o niej.
Nim
jednak to się stanie, warto przypomnieć najbardziej kluczowe fakty z żywota
samego Kraka. Najstarsze wzmianki o władcy pochodzą z XIII-wiecznej Kroniki
Polski autorstwa Wincentego Kadłubka, chociaż tam tytułowany jest księciem,
a nie królem. Krak zasłynął tam jako dowódca, który toczył bitwy z Galami i
Rzymianami. Być może w tej opowieści rozbrzmiewają echa walk Samona z Frankami.
Dwa artykuły poświęcone Samonowi i jego państwu znajdziecie na moim blogu. Zachęcam
do ich przeczytania.
Wracając
do Kraka, to po powrocie do kraju został władcą, wprowadzał reformy i
ustanawiał prawa. Krak miał mieć trójkę dzieci, Kraka II, następnie drugiego syna, którego
imię się nie zachowało i córkę Wandę. Jego ziemię terroryzowane były przez
potwora zwanego Całożercą. Istota domagała się cotygodniowych ofiar w postaci
konkretnej liczby bydła. Jeśli jej nie dostawała, pożerała tę samą liczbę
ludzi. Synowie władcy wypchali bydlęce skóry siarką i podali stworowi, co
przyczyniło się do jego śmierci. Nie, to nie była owieczka wypchana siarką.
Obalamy kolejny mit. Niestety, między rodzeństwo wdarła się zawiść i Krak II by
przypisać sobie wyłączne zasługi, zabił swojego brata, po czym skłamał ojcu, że
ten zginął podczas walki z potworem. Po śmierci Kraka jego jedyny żyjący syn
objął władzę, jednak nie nacieszył się nią długo. Chociaż szczegóły nie są
znane, to prawda wyszła na jaw i bratobójca został wygnany z kraju. Następnie
lud wybrał na swoją królową Wandę. Ponadto, na cześć zmarłego władcy, Kraka I,
założono miasto na Skale Całożercy, która dziś znamy jako Wzgórze Wawelskie. Usypano
także kopiec, który stoi po dziś dzień.
Kopiec Wandy przed wiekami Wizualizacja Copilot 2026
I
właśnie o Wandę się rozchodzi. Znana jest historia, że miała być wydana za
Niemca, jednak wolała odebrać sobie życie, niż do tego dopuścić i rzuciła się
do Wisły. Jednak taka wersja historii zawarta została dopiero w Kronice
Wielkopolskiej, prawie sto lat później. I to z tym tematem chciałem się
rozmówić. Kadłubek, biskup krakowski, przedstawia tę historię zgoła inaczej. W
jego wersji Niemiec pojawia się pewien książę niemiecki, wtedy jeszcze
bezimienny. Dopiero Jan Długosz trzy wieki później nadaje mu miano Rytygier i
podaje, iż zwany był Tyranem Lemańskim. Co się tyczy samego przydomka,
to przypuszcza się, że Lemański znaczy Alemański czyli Niemiecki,
być może zostało nawet celowo przekręcone, albowiem XV wiek to były czasy walk
z Krzyżakami.Po śmierci Kraka chciał zająć jego
państwo. Jednak na czele zbrojnego oporu stanęła sama Wanda. Niemieccy
żołnierze widząc jej urodę, odmówili walki z nią. Upokorzony Rytygier, którego
żołnierze przestali słuchać, zaczął się modlić za Wandę i jej lud, a następnie w
akcie rozpaczy rzucił się na własny miecz. Następnie, wojsko alemańskie miało
skapitulować i poddać się rozkazom Wandy. Kronikarz przypisywał jej wiele zalet
– miała przewyższać wszystkich pięknem, jak i mądrością, albowiem swoimi radami
potrafiła wprawić wielu w zadumę.
Sama
Wanda miała w tej wersji żyć długo i szczęśliwie, ale zmarła samotnie i
bezdzietnie, bo ślubowała nigdy nie brać sobie męża. Wspomniałem już dziś o
Kopcu Kraka. Istnieje jeszcze drugi kopiec, Kopiec Wandy, usypany we wsi
Mogiła. Obecnie jest to część Nowej Huty. Wincenty Kadłubek nie wspomina o jego
związku z Wandą, ten pojawia się dopiero w dziele Jana Długosza, przypisując mu
miejsce pochówku władczyni. Późniejsza tradycja, którą na wstępnie
odrzuciliśmy, uznaje, iż w tym miejscu wyłowiono ciało Wandy, kiedy utopiła się
w Wiśle.
Wanda
w pierwotnej wersji legendy jest postacią dobrą, mądrą ale i waleczną. Po
wygnaniu swojego brata, lud wybrał właśnie ją na jego następczynię. Zadziwiała
poddanych swoją mądrością, a kiedy kraj znalazł się w zagrożeniu, nie bała się
stanąć na czele armii. Fakt, iż panowała aż do śmierci ze starości, pokazuje,
iż jej rządy nie były zagrożone ani poddawane pod wątpliwość. Osobiście wolę tę
wersję historii, niż o książnice rzucającej się do rzeki.
Na
dziś to tyle. Zachęcam do odwiedzenia mojego profilu na Facebooku, gdzie
publikuję informacje o nowych artykułach na blogu, jak i zapowiedzi tego, co
pojawi się na Youtube. A jeśli możesz, drogi Czytelniku lub droga
Czytelniczko, wesprzeć moją twórczość finansowo, zapraszam do odwiedzenia
strony na Patronite, by zostać Patronem wzorem Piotra Brachowicza. A tymczasem,
bywajcie!
Kiedy
opowiadaliśmy sobie na blogu o celtyckim Bogu, Cernunnosie, wspomniałem, iż
przedstawiany był z dwoma rogatymi wężami siedzącymi mu na kolanach. Zaznaczyłem
też, że pewnego dnia wrócimy do tego motywu, gdyż bliźniacza istota występuje w
wierzeniach rdzennych ludów Ameryki. I nastał w końcu ten czas, że podejmiemy dalej
wątek zapoczątkowany w 2024 roku. W tym miejscu zapraszam do odwiedzenia mojej
strony, jeśli ktoś z Was nie miał jeszcze okazji poczytać o wspomnianym Cernunnosie.
A teraz już przenosimy się za Ocean.
W
wierzeniach wielu indiańskich plemion pojawia się Rogaty Wąż. Czirokezi znają
go pod imieniem Uktena, Dakotowie z kolei jako Unktehi. Pojawia się także wśród
innych ludów, głównie z regionu Wielkich Jezior, pod mianami takimi jak
chociażby Awanyu, Gitaskog, Mazacoatl, Msi-kinepikwa czy Misi-ginebig. Te dwa
ostatnie imiona w dokładnym tłumaczeniu oznaczają dosłownie Wielkiego Węża.
Mazacoatl z kolei znaczy dosłownie Jeleniowęża, co odnosi się do jego
wyglądu, gdyż łączy gadzie ciało z jelenim
porożem na głowie.Na terenach stanu
Alabamy wierzono, że istnieją cztery odmiany Ukteny, niebieska, czerwona, biała
oraz żółta.
Uktena ChatpGPT, 2025
Nim
opiszemy sobie Uktenę, warto wspomnieć, że nie tylko Cernunnosowi towarzyszyły
rogate węże. Sumeryjski Bóg Ningiszzida również posiadał trzech takich
towarzyszy. Tak samo w greckiej mitologii pojawia się istota zwana Cerastes,
będąca wężem o dwóch baranich rogach lub czterech mniejszych, bardziej ostrych,
jak u kozy. Tym mianem nazwano gatunek żmii występujący na Bliskim Wschodzie i
w północnej Afryce. Kto wie, być może to on zainspirował starożytnych Greków do
włączenia tej istoty do swoich wierzeń.
Wróćmy
jednak do bohatera dzisiejszego tematu, czy Ukteny. Czirokezi opisywali go jako
wielkiego węża o ciele grubym jak pień drzewa. Miał być pokryty łuskami
mieniącymi się wszystkimi kolorami tęczy. Dzięki skrzelom potrafi oddychać
zarówno pod wodą, jak i nad jej powierzchnią. Jego głowę zdobiło poroże,
okazałe niczym u jelenia. Czasami te rogi były opisywane jako bardziej podobne
do bydlęcych. Mógł to być też pojedynczy róg, niczym u jednorożca. Jego czoło
zdobił kryształ zwany Ulunsuti (Ulûñsû'tî), co tłumaczyć można jako Przejrzysty.
Kamień miał mieć magiczną moc. Potrafił uzdrawiać, ale mógł ściągnąć też na
kogoś, kto go zdobył nieszczęście i zgubę. Posiadacz zyskiwał wiedzę o
tajemnicach życia i śmierci, mógł mieć dzięki niemu wgląd w świat duchów. Oczywiście,
by go posiąść, pierw trzeba było pokonać Uktenę. Można było tego dokonać tylko
poprzez celny strzał w serce Węża, który był jedynym słabym punktem na jego
ciele. Na marginesie, czy nie przypomina Wam to innej historii o pewnym smoku? Wracając
do Ulunsuti, to kamień ten można uznać
za przeklęty, gdyż by nie stracił swojej mocy, codziennie należało karmić go
ludzką krwią. Co więcej, kryształ ściągał na posiadacza niekończące się nocne
koszmary, które mogły przyprawić o obłęd. Pokazuje to, iż pozyskanie jego mocy musiało
zostać okupione potworną ceną.
Uktena Gemini, 2025
Najsłynniejsza
historia Czirokezów o Ulunsuti opowiada, jak w bitwie z plemieniem Szawnisów
pojmany został ich szaman o imieniu Âgän-uni'tsï. Czirokezi związali go, a
następnie chcieli poddać torturom. Âgän-uni'tsï błagał o litość, obiecując, że
jeśli nie zrobią mu krzywdy, zdobędzie dla nich magiczny kryształ Ukteny. Czirokezi
zwrócili uwagę na fakt, że zmierzenie się z Rogatym Wężem oznacza pewną śmierć,
na co szawniski szaman stwierdził, że nie boi się umrzeć.Wówczas wypuszczono go, pod warunkiem, że
dotrzyma danego słowa. Skąd ta nagła troska o schwytanego jeńca, którego chwilę
wcześniej chcieli torturować, to ja nie wiem. Uktena zamieszkiwać miał Wielkie
Zamglone Góry, jedno z pasm Appalachów. Szaman szukał Rogatego Węża, aż w końcu
znalazł pewną istotę. Był to też wąż, olbrzymi, większy od człowieka i cały
czarny. Nie miał jednak poroża, więc Âgän-uni'tsï wyśmiał węża, że nie jest prawdziwym
Ukteną i udał się na dalsze poszukiwania. Ja tam nie wiem, ale czułbym się na
miejscu tego gada dyskryminowany. Nikt nie powinien być wyśmiewany ze względu
na brak poroża. Nikt. Następnie szaman napotkał olbrzymiego grzechotnika, jaszczurkę,
żabę, ale nic nie pasowało do opisu Ukteny. W końcu na górze Gahû'tï znalazł
śpiącego Rogatego Węża. Najciszej jak mógł zszedł z góry. U jej podnóża zebrał
sosnowe szyszki, ułożył z nich wielki krąg, a wewnątrz niego wykopał wielki dół.
Następnie same szyszki podpalił. Âgän-uni'tsï wrócił na szczyt góry. Nałożył
strzałę na cięciwę swojego łuku i jednym celnym strzałem przeszył serce Ukteny.
Wąż się obudził i zaczął ścigać szamana, plując jadem i wyziewając toksyczne
opary. Indianin zbiegł w dół zbocza i wskoczył do kręgu płonących szyszek. Uktena
pluł jadem ile mógł, ale trucizna nie mogła pokonać bariery z ognia. Tylko
jedna mała kropla jadu przedostała się do środka, parząc czoło Âgän-uni'tsïego.
Uktena tracił siły, aż w końcu padł martwy od śmiertelnej rany. Wtedy szaman
zawezwał wszystkie ptaki z okolicy i obwieścił im, że mogą ucztować na ciele
Rogatego Węża. Zleciało się ich tyle, że po wszystkim nie zostały nawet kości
Ukteny. Po siedmiu dniach Âgän-uni'tsï szukając kryształu w końcu go zobaczył.
Jasne światło, silne nawet w nocy, w miejscu, gdzie pewien kruk coś upuścił po
uczcie. To był Ulunsuti w całej okazałości. Âgän-uni'tsï starannie zawinął go w
materiał i wrócił do plemienia Czirokezów, w którym został nowym szamanem. Ku
przerażeniu Indian, w miejscu, gdzie jad Ukteny dotknął jego czoła, wyrósł mały
wąż, który żył zrośnięty z nim tak długo, jak sam szaman. Z kolei w miejscu, w
którym skonał Uktena powstało jezioro tak czarne, że kobiety z plemienia
Czirokezów chodziły na jego brzeg barwić trzcinowe koszyki jego czernią.
Âgän-uni'tsï oraz Uktena ChatGPT 2025
Jeśli
chodzi o inne podania, to powiadano, że nawet sam wzrok Ukteny był
niebezpieczny. Spojrzenie w oczy Rogatego Węża kończyło się oślepieniem albo
nawet natychmiastową śmiercią. Tak więc miał coś wspólnego z europejskim
krewniakiem, Bazyliszkiem. Niektóre podania mówią, że to nie same oczy, a blask
Ulunsuti sprawiał, iż człek tracił wzrok lub nawet życie. Jeszcze inna wersja
mówi, że jego wzrok hipnotyzował i człek miast uciekać, potulnie szedł na
pożarcie przez Wielkiego Węża. Tak samo jego oddech był niczym zabójcze opary. Być
może w ten sposób Czirokezi tłumaczyli sobie wdychanie metanu nad mokradłami,
który jest toksyczny, a nawet śmiertelny dla człowieka, a który mógł się nad
nimi wydobywać w formie gazu błotnego.
Uktena
był mieszkańcem i strażnikiem wód. Uważano, że można go spotkać również w
jaskiniach, które były postrzegane za przejścia między światem żywych i
umarłych. Mówi się, że został stworzony przez Starych Ludzi, lub wedle innych
źródeł przez tak zwanych Małych Ludzi, by walczyć z siłami niebios, uosabianymi
z duchami lub z Ptakami Gromu. Inna wersja mówi, że Uktena miał za zadanie zabić
samo Słońce. Nie da się więc ukryć podobieństwa do postaci z innych mitologii.
Skandynawski Thor, reprezentujący niebiosa, walczący z mieszkającym w oceanie
Jormungandrem czy też słowiański Perun walczący ze Żmijem. Zawsze jest to
przedstawiciel niebios i piorunów walczący z wężokształtną istotą.
Podobnym
stworzeniem do Ukteny jest Mishipeshu, olbrzymia hybryda pantery i węża,
również z jelenim porożem na głowie. Także i ten stwór postrzegany jest jako
strażnik wód, oraz tajemnic tego świata, jak i zaświatów. Być może wiara w obie
istoty miała wspólne korzenie, a z czasem w różnych plemionach wyodrębniły się
te dwa osobne opisy.
Podsumowując,
Uktena to antropomorfizacja sił przyrody, zwłaszcza wody. Stanowi przeciwwagę
dla sił niebios. Ale to także strażnik tajemnic i skarbów, przypominający na
wielu płaszczyznach europejskie smoki. Dodajmy do tego motyw Rogatego Węża,
który jak sobie wskazaliśmy, przewija się przez różne wierzenia, od Bliskiego
Wschodu, przez Europę.
Cerastes ChatGPT 2025
Na
dziś to tyle. Zostawcie subskrypcję na Youtube, jeśli jeszcze tego nie
zrobiliście, by nie ominęły Was następne materiały, a także polubienia, jeśli
odcinek Wam się podobał. Chciałbym również zaprosić do odsłuchania innym
nagrań, które już miały premierę na kanale, byście mogli poznać ciekawe istoty
z różnych wierzeń. Zachęcam także do odwiedzenia mojego profilu na Facebooku,
gdzie publikuję informacje o nowych artykułach na blogu, jak i zapowiedzi tego,
co pojawi się na Youtube. A jeśli możesz, drogi Czytelniku lub droga
Czytelniczko, wesprzeć moją twórczość finansowo, zapraszam do odwiedzenia
strony na Patronite, by zostać Patronem wzorem Piotra Brachowicza. Chciałbym
również serdecznie podziękować Piotrowi za całe wsparcie, porady i nakierowanie
na nowe rozwiązania w rozwijaniu kanału. A tymczasem, bywajcie!