piątek, 6 lutego 2026

Złoto Ægira

 


Daikokuten - Bóg Szczęścia 大黒天



Dziś ponownie odwiedzimy kraj Kwitnącej Wiśni. Zachęcam do odsłuchania poprzedniego materiału o Japonii, a konkretniej, o Ptaku Gromu, Raicho. Tymczasem, przechodzę do nowego tematu. A jego bohaterem jest Daikokuten.

Daikokuten, znany też jako Daikoku, jest Bogiem szczęścia i bogactwa. Nie jest jedyny. Należy do gronowa zwanego Shichi-Fukujin, czyli Siedmioro Bogów Szczęścia. Nie są to istoty z rdzennych wierzeń japońskich. Część z nich została zaadaptowana z mitów chińskich, a część z buddyjskich, w tym Daikokuten właśnie. Prawdopodobnie stał się japońską wersją hinduskiego bóstwa Mahakali, połączonego ze wcześniejszą osobą japońskiego Boga Ōkuninushiego. Powód był dość nietypowy – imię  Ōkuninushiego (大国主) a raczej pierwsze dwa znaki zapisane w nim, można przeczytać jako Daikoku (大国). Jest więc przykładem Bóstwa synkretycznego, czyli powstało z połączenia dwóch systemów wierzeń, w tym wypadku buddyzmu oraz shintoizmu. Inne, ciekawe przypadki synkretyzmu religijnego możecie znaleźć na moim blogu w tematach takich, jak o Lokim z Kumbrii oraz o krzyżu z Gosforth. Wróćmy jednak do japońskiego Daikokutena.

Takarabune
ChatGPT, 2025


Siedmioro Bogów Szczęścia podróżowało na statku zwanym Takarabune, co tłumaczyć można na Statek Pełen Skarbów. Jego dziób był w kształcie głowy smoka, a na pokładzie pełno było złota oraz innych magicznych przedmiotów, takich jak czapka-niewidka czy worek, który zawsze sam napełniał się monetami. Nie ukrywam, chciałbym taki. Jak ktoś z Was wie, gdzie można go kupić, dajcie mi znać w komentarzach. Wracając do Shichi-Fukujin, zgodnie z ich nazwą, mieli przynosić swoim wyznawcom bogactwo, szczęście oraz powodzenie w przedsięwzięciach.

Co się tyczy samego Daikokutena. Jego imię można tłumaczyć jako Wielki Czarny Bóg. Nie chodzi tu jednak o Ciemność, albo Zło. Ot, po prostu o nawiązanie do Czerni, jako koloru. Jedną z poszlak, czemu tak może być, przytoczymy sobie później. Najczęściej przedstawia się go w myśliwskim, dworskim bądź rolniczym odzieniu. Nosi czarną czapkę. W ręce dzierży złoty młotek Uchide-no-Kozuchi, dosłownie tłumacząc Uderzający Mały Młotek. Jest to młotek szczęścia, który spełnia życzenia. Często przedstawia się go stojącego na workach ryżu, a więc symbolu dobrobytu i dostatku. Może też mieć taki worek ryżu zarzucony na plecy. Towarzyszyć mu może szczur, albo kilka szczurów, a także biały zając – zwierzęta symbolizujące szczęście, a także płodność. To inna domena Daikokutena – jest też patronem płodności. Innym jego symbolem jest daikon, zbieżność nazw nie jest przypadkowa. Jest to rzodkiew japońska, znana także jako Narzeczona Daikoku.  

Fuku-Nusubi
ChatGPT, 2025

Z Daikokutenem wiąże się dziwny zwyczaj Fuku-Nusubi, czyli Szczęśliwej Kradzieży. Jeśli ktoś ukradnie wizerunek tegp Boga i nie zostanie przyłapany, to zyska jego szczęście i jego powodzenie różnych przedsięwzięć zwiększy się. Cóż, nie komentuję. Ja to wolałbym, by nikt mi nic nie kradł. Co ciekawe, jedno z towarzyszących Daikokutenowi zwierząt, szczur, ma swoją porę dnia, a raczej nocy. Godziną szczura nazywa się czas mniej więcej od 23:00 do 1:00 w nocy. Zapewne to jedna z ulubionych pór złodziei. W tym miejscu warto wrócić do jego imienia, Wielkiego Czarnego Boga. Być może Czerń, to także symbol nocnej pory. Jednocześnie warto podkreślić, że sam Daikokuten nie był i nie jest patronem złodziei.

Podobizny Daikokutena były powszechnie umieszczane w kuchniach. Szczególną czcią obdarzali go także rolnicy, jako iż był bóstwem urodzaju. Być może stąd reprezentowanie go z workami ryżu. Ponadto, w tradycyjnych, japońskich, drewnianych domach główny filar wspierający konstrukcję nazywany jest Daikoku-bashira, co pochodzi właśnie od imienia Boga szczęścia.

Najważniejszą świątynią poświęconą Daikokutenowi, a raczej Ōkuninushiemu, jest Izumo-Taisha w prefekturze Shimane. Świątynia ta jest rytualnie rozbierana i odbudowana w tym samy drewnianym stylu. Ostatnia tak przebudowa miała miejsce w 1744 roku.

Ōkuninushi
Copilot, 2025

W średniowieczu istniał zwyczaj, iż żebracy chodzący od domu do domu i proszący i datki oraz żywność, przebierali się za Daikokutena. Zwyczaj ten zwany był Daikoku-mai, czyli Taniec Daikoku, gdyż tacy żebracy często się popisywali, tańcząc i śpiewając, by w ten sposób zarobić na grosz. No, mówiąc dokładniej, nie na grosz, a na japońskiego jena.

Jeśli już jesteśmy w temacie pieniędzy, jeszcze jedna. Pierwsze papierowe banknoty w Japonii wprowadzono do obiegu w 1885 roku. Znalazł się na nich właśnie wizerunek Daikokutena, jako Bóstwa bogactwa.

A czy Wy znaliście tego wesołego Boga? Kiedy pierwszy raz przeczytałem o nim i o dziedzinach, którym patronuje, zdał mi się bardzo pozytywną postacią, dlatego chciałem przybliżyć go na moim blogu i kanale. Zachęcam do pozostawiania komentarzy z przemyśleniami, co o nim sądzicie.

Na dziś to tyle. Zostawcie subskrypcję na Youtube, jeśli jeszcze tego nie zrobiliście, by nie ominęły Was następne materiały, a także polubienia, jeśli odcinek Wam się podobał. Chciałbym również zaprosić do odsłuchania innym nagrań, które już miały premierę na kanale, byście mogli poznać ciekawe istoty z różnych wierzeń. Zachęcam także do odwiedzenia mojego profilu na Facebooku, gdzie publikuję informacje o nowych artykułach na blogu, jak i zapowiedzi tego, co pojawi się na Youtube. A jeśli możesz, drogi Czytelniku lub droga Czytelniczko, wesprzeć moją twórczość finansowo, zapraszam do odwiedzenia strony na Patronite, by zostać Patronem wzorem Piotra Brachowicza. Chciałbym również serdecznie podziękować Piotrowi za całe wsparcie, porady i nakierowanie na nowe rozwiązania w rozwijaniu kanału. A tymczasem, bywajcie!

piątek, 30 stycznia 2026

Sigurd Hring

Harald Wojenny Ząb
ChatGPT


Harald Wojenny Ząb wsławił się jako wielki wojownik i długowieczny władca Danii. Podania, zapewne przesadzone, przypisywały mu zbliżanie się do wieku stu pięćdziesięciu lat. Wedle jednej z wersji zaproponował swojemu siostrzeńcowi, władcy Szwecji, wojnę, by stworzyć sobie okazję do śmierci w wojnie. Wedle innej, to sam Odyn, Wszechojciec, zaczął psuć relację obu krewniaków, by doprowadzić do konfliktu. Niezależnie, jak do tego doszło, wojna miedzy Danią a Szwecją wybuchła.

Sędziwy Harald był na starość ślepy. Opisy jego stanu zdrowia wskazują, iż cierpiał także na chorobę Parkinsona. By móc walczyć osobiście kazał przymocować się do bojowego rydwanu a dwa miecze przywiązać do dłoni. Wojenny Ząb stoczył wiele bitew, lekce sobie ważąc niebezpieczeństwa. Nieraz ruszał w bój w zdobnych szatach, bez zbroi, albowiem wierzył w przepowiednię, którą usłyszał za młodu – żadne żelazo nie mogło go skrzywdzić. I tak też się stało. W bitewnej zawierusze śmiertelny cios spadł na niego, kiedy jeden ze szwedzkich wojowników uderzył go drewnianą pałką w kark.

Pogrzeb Haralda Wojennego Zęba
ChatGPT

Kiedy wieści o śmierci Haralda dotarły do szwedzkiego władcy, ten nakazał przerwanie walk. Rozlew dalszej krwi nie był potrzebny. Następnego dnia odnalazł ciało swojego wuja i urządził mu uroczysty pogrzeb, podczas którego spalono ciało Wojennego Zęba na stosie. Następnie objął we władanie również Danię, której to tron stał pusty po śmierci Haralda. A imię jego było Sigurd Hring i to właśnie jego losy sobie dziś omówimy.

Wedle Saxo Gramatyka Sigurd miał być synem szwedzkiego władcy Ingjalda. Jednak inne źródło, Saga o Herwerach, za ojca Hringa uznaje niejakiego Randvera, brata Wojennego Zęba (co czyniłoby Sigurda bratankiem, a nie siostrzeńcem duńskiego władcy). Po objęciu tronu Danii miał poślubić królewnę Alfhild, córkę króla Gandalfa Alfgeirssona z małego norweskiego państewka Alfheim. Ze związku urodził się syn Ragnar, o którym na pewno opowiemy sobie więcej na blogu.

To za jego rządów powstać miało jedno z największych portowych miast Skandynawii, Hedeby, rozwinięte następnie przez Godfreda w IX wieku. Sigurd sprawował też piecze nad terenami podbitymi przez Haralda. Miał kontynuować tradycję zbierania daniny z terenów w Anglii. Nie obyło się bez rozlewu krwi, gdyż po śmierci Wojennego Zęba Anglicy zrzucili duńskie jarzmo i Hring musiał upomnieć się o daniny zbrojnie. Kampanię wygrał. Jednak kiedy zaczął się starzeć, jego wpływy słabły. Władcę w Nortumbrii przejął Æthelbreht, po którym państwo odziedziczyli jego synowie Ama oraz Ælla (który również pojawi się na blogu, a jego los jest nierozerwalnie związany z losem wspomnianego Ragnara).

Wiadomo też, że Sigurd zaangażował się w konflikt w Norwegii, kiedy synowie Gandalfa (nie, nie czarodzieja), a jego szwagrowie, poprosili o pomoc w walce z władcą Vestfold. Niestety, źródła urywają się, więc ciężko opisać dalszy przebieg zdarzeń. Wiadome jest, że Sigurd wyprawił się do Norwegii, już jako wdowiec, po śmierci swojej żony Alfhild. Tam miał spotkać młodą Alfsolę (nord. Elfickie Słońce), w której od razu się zauroczył. Jej bracia jednak nie chcieli wydać swej siostry za podstarzałego wówczas króla i stoczyli z nim bitwę. Obaj zginęli. Niestety, nie otworzyło to drogi Haraldowi do małżeństwa z Alfsolą, gdyż przed walką jej bracia otruli ją, by nawet na wypadek swej porażki udaremnić niechciany ślub. Harald całej trójce rodzeństwa wydał uroczysty wikiński pogrzeb. Ułożył ich ciała na statku, który skierował na morze i spalił. Sam Sigurd został ciężko rany w bitwie. Ponieważ był sędziwy, zarządził by i dla niego przygotowano pogrzebową łódź. Kiedy pokład zapłonął, rzucił się na wbity w pokład miecz, przebijając się na wylot. Tak dokonał żywota, a władzę po nim miał przejąć jego syn, Ragnar.

Sigurd Hring
ChatGPT

W całym artykule nie podałem ram czasowych życia Sigurda… Gdyż takowe nie istnieją. Jego życie, podobnie jak żywot Haralda Wojennego Zęba, umieszczane jest gdzieś od końcówki VII wieku aż do początku wieku IX. Uważa się go za na półlegendarnego króla. Średniowieczne teksty często myliły jego imię z Sigfredem z czasów duńskiej wojny domowej. Być może więc był ten drugi był częściową inspiracją dla stworzenia podań o Hringu. Być może też szwedzki władca łączył w sobie elementy biografii kilku innych królów lub tak naprawdę żył pod innym imieniem niż to, które zapisało się później w historii. Jego przydomek występuje pod różnymi wersjami – Hring, Ring, Ringo. Wszystkie jednak, nawet współcześnie, oznaczają to samo – Pierścień. Jak jednak uzyskał to miano? Ta historia nie zachowała się do naszych czasów.

Na dziś to tyle. Zostawcie subskrypcję na Youtube, jeśli jeszcze tego nie zrobiliście, by nie ominęły Was następne materiały, a także polubienia, jeśli odcinek Wam się podobał. Chciałbym również zaprosić do odsłuchania innym nagrań, które już miały premierę na kanale, byście mogli poznać ciekawe istoty z różnych wierzeń. Zachęcam także do odwiedzenia mojego profilu na Facebooku, gdzie publikuję informacje o nowych artykułach na blogu, jak i zapowiedzi tego, co pojawi się na Youtube. A jeśli możesz, drogi Czytelniku lub droga Czytelniczko, wesprzeć moją twórczość finansowo, zapraszam do odwiedzenia strony na Patronite, by zostać Patronem wzorem Piotra Brachowicza. Chciałbym również serdecznie podziękować Piotrowi za całe wsparcie, porady i nakierowanie na nowe rozwiązania w rozwijaniu kanału. A tymczasem, bywajcie!

piątek, 16 stycznia 2026

Ahkiyyini - Upiorny Tancerz

 



Jakiś czas temu poznaliśmy Mahahę z inuickiej mitologii. Dziś wracamy do wierzeń Eskimosów. Odzwierciedlają one chłodny, surowy i przez dużą część roku mroczny krajobraz, w którym żyją te rdzenne ludy Arktyki.

Bohaterem naszego dzisiejszego tematu jest Ahkiyyini, znany szczególnie wśród plemion z okolic Alaski. Był to upiorny, poruszający się szkielet o wielkiej mocy. Znany był ze swojego dzikiego tańca. Kiedy zaczynał pląsać, jego ruchy wywoływały trzęsienia ziemi i fale wdzierające się głęboko w ląd. Mówiąc japońskim nazewnictwem, fale tsunami. Takie fale są nie tylko groźne dla ludzi znajdujących się na wybrzeżu ale także dla łodzi i statków, ponieważ pojazdy takie mogą być rozbite o brzeg i skały.

Ahkiyyini
ChatGPT


Mówi się, że Ahkiyyini zostaje człowiek, który kochał muzykę i taniec za życia, a ta miłość nie ustała nawet po śmierci. Co ważne, jego życie musiało zakończyć się tragicznie i nigdy za życia nie mógł nacieszyć się muzyką i tańcem tyle, ile by chciał. To też powoduje jego powrót z zaświatów w tej upiornej formie. Nie jest pojedynczą istotą, wielu ludzi może zamienić się w Ahkiyyini po śmierci. Liczba etatów w tej roli nie jest ograniczona, tak więc doniesienia o ich spotkaniach mogą pochodzić z różnych miejsc w tym samym czasie.

Inna wersja historii mówi, że Ahkiyyini był uzdolnionym muzykiem, który lubił się popisywać i wpadać w samozachwyt nad własnymi melodiami. Pewnego dnia wyzwał na taneczny pojedynek szamana, którego chciał upokorzyć. I trafił na godnego siebie przeciwnika, bo taniec szamana został lepiej odebrany przez plemię, przed którym występowali. Wtedy też, by dać młodemu samochwale nauczkę, szaman przemienił go czarami w ożywiony szkielet.

Oprócz tańca znany jest także z gry na instrumentach, które tworzy z kości, wyjętych ze swojego własnego ciała. No normalnie człowiek orkiestra i to dosłownie. Stąd też wśród inuickich rybaków strach przed muzyką. Wierzono, że usłyszenie melodii przed wypłynięciem lub w trakcie rejsu może zwiastować zbliżający się kataklizm. Eskimos, słysząc takie odgłosy, powinien jak najszybciej kierować się do brzegu, a będąc na nim, uciekać w głąb lądu. W niektórych wersjach legendy jego muzyka hipnotyzowała ludzi i zmuszała do tańca, którego nie potrafili przestać. Tacy żeglarze zaczynali w niekontrolowany sposób pląsać, pozwalając, by wiatr zniósł swobodnie pływający statek i rozbił go o skały. Jeśli hipnozie ulegli ludzie na lądzie, mogli tańczyć bez końca, do wyczerpania i śmierci, albo tanecznym krokiem iść w stronę brzegu, by wbrew swojej woli utopić się w lodowatych wodach Arktyki.

Arktyka
ChatGPT


Oprócz muzyki i dudnienia od jego tupania, samego Ahkiyyini można było zobaczyć. Objawiał się jako wysoki szkielet, a jego kości promieniowały światłem podobnym do gwiazd widzianych na nocnym niebie.

Historia o Ahkiyyini uczy pokory wobec nieprzewidywalnych sił natury, których nie warto lekceważyć oraz by zachować czujność w obliczu zmieniającej się sytuacji na morzu. Z kolei wersja o konkurowaniu z szamanem uczy także pokory, gdyż za pychę możemy zostać ukarani.

Na dziś to tyle. Zostawcie subskrypcję na Youtube, jeśli jeszcze tego nie zrobiliście, by nie ominęły Was następne materiały, a także polubienia, jeśli odcinek Wam się podobał. Chciałbym również zaprosić do odsłuchania innym nagrań, które już miały premierę na kanale, byście mogli poznać ciekawe istoty z różnych wierzeń. Zachęcam także do odwiedzenia mojego profilu na Facebooku, gdzie publikuję informacje o nowych artykułach na blogu, jak i zapowiedzi tego, co pojawi się na Youtube. A jeśli możesz, drogi Czytelniku lub droga Czytelniczko, wesprzeć moją twórczość finansowo, zapraszam do odwiedzenia strony na Patronite, by zostać Patronem wzorem Piotra Brachowicza. Chciałbym również serdecznie podziękować Piotrowi za całe wsparcie, porady i nakierowanie na nowe rozwiązania w rozwijaniu kanału. A tymczasem, bywajcie!

piątek, 2 stycznia 2026

Tyrfing - Przeklęty Miecz

 

Tyrfing
ChatGPT

Szczególnym egzemplarzom oręża nadawano imiona. Mogły to być historyczne miecze, jak polski miecz koronny Szczerbiec, legendarne, wzorem należącego do króla Artura Excalibura czy też literackie, niczym Andúril, którym władał Aragorn z Władcy Pierścieni. Bohaterowie skandynawskich mitów także mieli wyjątkowe bronie i jedną z nich omówimy sobie właśnie dziś.

Nasza historia zaczyna się w kraju Gardariki (nord. Garðaríki, Kraj Grodów). Nazwy tej wikingowie używali do określenia terenów, które my znamy dziś jako Ruś. Ziemiami tymi władał król Svafrlami, w którego żyłach płynęła boska krew. Jego ojciec. Sigrlami. miał być bowiem spłodzony przez samego Odyna. Pewnego dnia Svafrlami udało się na polowanie. W dziczy dostrzegł dwóch krasnoludów, stojących obok wielkiego głazu. Krasnoludy zamieszkiwały podziemny świat Svartalfheim i mogły w każdej chwili do niego powrócić. By temu zapobiec władca podjechał szybko do nich i zakręcił mieczem młynka nad ich głowami. Taki gest miał uniemożliwić im przeniesie się w inne miejsce. Dwie niskie istoty nosiły imiona Dvalinn oraz Durin (Brzmi znajomo?). Spróbowały negocjować, by wykupić się i odzyskać wolność. Obiecały wykuć dla Svafrlamiego najwspanialszy miecz. Zapewniały, iż ostrze nigdy się nie złamie, nie zardzewieje, a także że będzie w stanie przeciąć nawet stal i kamień. Skuszony obietnicą król zwrócił im wolność, wiedząc, iż krasnoludy są najznakomitszymi kowalami we wszystkich Dziewięciu Światach.

Dvalinn i Durin
Copilot

Po jakimś czasie Svafrlami wrócił w pobliże kamienia, gdzie Dvalinn i Durin czekali na niego z wykutym orężem. Rękojeść miecza zrobiona była ze złota i zrobił niesamowite wrażenie na nowym właścicielu, który nazwał broń Tyrfing, co prawdopodobnie można przetłumaczyć jako Palec Tyra. Kiedy król wziął go w swoje ręce, krasnoludy w ostatnim geście przeklęty ostrze. Zaklęcie miało powodować, iż za każdy razem gdy ktoś wyciągnie Tyrfinga z pochwy, jakiś człowiek będzie musiał zginąć. Rozwścieczony Svafrlami spróbował ściąć Dvalinna oraz Durina, jednak ci zdążyli zniknąć, a on miał pierwszą próbę swojej broni – olbrzymi kamień pękł na dwoje. Wyciągnięty z pochwy miecz świecił, nawet w ciemnościach i nie można go było schować z powrotem, dopóki nie został splamiony ludzką krwią. Służyl Svafrlamiemu w wielu bitwach, przyczyniając się do jego zwycięstwa.

Pewnego raz Svafrlami mając przy boku Tyrfinga napotkał berserkera imieniem Arngrim. Doszło między nimi do pojedynku. Król z łatwością przeciął tarczę przeciwnika. Niestety, zamachnął się tak mocno, iż, jego broń cięła również ziemię i kamienie, po czym zablokowała się w gruncie. Dało to Arngrimowi szansę, by odrąbać władcy ramię, a następnie samemu chwycić za Tyrfinga. Dzierżąc magiczne ostrze przebił króla jego własną bronią, a klątwa krasnoludów ziściła się – ktoś zginął, gdy dobyto broni, jednak zapewne nie takiego obrotu spraw spodziewał się Svafrlami, gdy stawał do pojedynku. Następnie Arngrim siłą poślubił córkę władcy, Eyfurę, z którą miał dwunastu synów i jedną córkę, Hervorę.

Arngrim pokonujący Svafrlamiego
Copilot

Po Arngrimie spadkobiercą miecza został jeden z jego synów, Angantyr. Jednak i on szybko postradał życie, gdyż razem z braćmi został zabity przez niejakiego Hjalmara. Ów wojownik zdobył Tyrfinga, jednak sam został przez ostrze raniony, w ranę wdało się zakażenie i wkrótce skonał, przekazując go Orvarowi Oddzie, który złożył bronią w kurhanie Arngrima. Przed śmiercią zdążył tylko zaśpiewać swoją pieśń pogrzebową. Ostrze zostało wtedy odzyskane przez Hervorę, która, jak mawiali jej bliscy, miała męski umysł, była tarczowniczką i ruszała razem z wikingami na wyprawy. Gdy dowiedziała się o śmierci swojego ojca, udała się do jego kurhanu i poprosiła jego ducha, by oddał jej miecz. Nieumarły Arngrim wstał z mogiły, lecz nie chciał oddać jej broni, gdyż uważał, że żadna niewiasta nie powinna dotykać Tyrfinga. Córka jednak była uparta i w końcu przekonała swojego zmarłego ojca, który rzucił broń do jej stóp, wieszcząc, iż jej syn stanie się wielkim królem, ale sam Tyfring przyczyni się do dalszych śmierci w ich rodzinie. Następnie przekazała oręż jednemu ze swoich synów, nazwanemu na cześć jej ojca, Angantyrowi. Pewnego razu jego brat Heidrek chciał zobaczyć słynne magiczne ostrze i wydobył je z pochwy. Wtedy też klątwa znów się odezwała i ktoś musiał umrzeć – padło na Angantyra, który zginął od bratobójczego ciosu. Heidrek przez dług czas błąkał się po lasach, próbując odpokutować za swój czyn, w końcu jednak wrócił do matki, przysięgając jej, iż zmienił się i odzyska swój honor. Podczas swoich przygód trafił na dwór króla Haralda, którego wrogowie zmuszali do płacenia daniny. Heidrek zaproponował, by zapłacił żelazem, a nie złotem i wsparł władcę w walkach z najeźdźcami. Pomógł przywrócić w kraju pokój, używając Tyrfinga i w nagrodę król ofiarował mu rękę swojej córki, Helgi.

Po śmierci Haralda Heidrek został królem, jak przepowiedział jego dziadek, ale nie na Rusi, a w Szwecji i władał plemieniem Gotów. Pewnego dnia, podczas górskiej przeprawy, on i jego drużyna zostali obrabowani przez bandytów. Wedle innej wersji byli to złodzieje, którzy włamali się do komnaty Heidreka. Jeden z łupieżców wyciągnął Tyrfinga z pochwy – kolejną ofiarą klątwy stał się Heidrek, pomszczony później przez swojego syna, kolejnego Angantyra w rodzie, który odzyskał oręż. Rozpoznawszy go w wyposażeniu łodzi pewnych ludzi, poczekał, aż zejdą na brzeg. Następnie przewrócił na nich stojący nieopodal namiot, a kiedy szamotali się pod płótnem, pozabijał morderców swojego ojca.

Angantyr kontra Hlod
ChatGPT


Ostatni konflikt, o jakim wiemy, a w którym pojawia się Tyrfing, miał miejsce za rządów Angantyra, syna Heidreka. Jego przyrodni brat, Hlod, który był w połowie Hunem (co umieszczałoby całą historię gdzieś w IV wieku, ponieważ wtedy miała miejsce inwazja tego ludu na Europę), zażądał od brata oddania mu połowy królestwa. Władca Gotów odmówił, nazywając Hloda bękartem spłodzonym z córką władcy Hunów. Wściekły brat ruszył na czele ponad trzystu tysięcy konnych na tereny Szwecji (co wydaje się dość przesadzoną liczbą). W wielkiej bitwie bracia spotkali się, a Angantyr dzierżąc Tyrfinga zabił Hloda, przyczyniając się do wielkiego zwycięstwa. Powiadano, iż tego dnia zginęło tylu wojowników, iż doszło do wielkiej powodzi, jednak to nie woda, a krew zalała okoliczne doliny. Angantyr znalazł umiejącego brata i w ostatniej rozmowie żałował, iż przyczynił się do jego śmierci i że Norny zesłały tak okrutny los na ich ród. Następnie w kraju Gotów zapanował pokój. Kilka pokoleń później Harald Wojenny Ząb twierdził, iż pochodził właśnie od Angantyra.

Krwawa historia Tyrfinga dobiegła końca. Niektórzy dopatrują się w niej licznych zamieszek, które wydarzyły się w okresie Wielkiej Wędrówki Ludów i krwawych starć, do których wtedy dochodziło, a władza w Skandynawii przechodziła z rąk do rąk. Sama nazwa jest bardzo podobna do liczby mnogiej Tervingi, czyli określenia, jakiego w IV wieku używali Rzymianie dla plemion Gotów osiadłych w środkowej Europie. Opowieść wpisuje się także w nurt legend o krasnoludzkich skarbach obarczonych klątwą. Niektóre z nich poznamy jeszcze w przyszłości na blogu.

Na dziś to tyle. Zostawcie subskrypcję na Youtube, jeśli jeszcze tego nie zrobiliście, by nie ominęły Was następne materiały, a także polubienia, jeśli odcinek Wam się podobał. Chciałbym również zaprosić do odsłuchania innym nagrań, które już miały premierę na kanale, byście mogli poznać ciekawe istoty z różnych wierzeń. Zachęcam także do odwiedzenia mojego profilu na Facebooku, gdzie publikuję informacje o nowych artykułach na blogu, jak i zapowiedzi tego, co pojawi się na Youtube. A jeśli możesz, drogi Czytelniku lub droga Czytelniczko, wesprzeć moją twórczość finansowo, zapraszam do odwiedzenia strony na Patronite, by zostać Patronem wzorem Piotra Brachowicza. Chciałbym również serdecznie podziękować Piotrowi za całe wsparcie, porady i nakierowanie na nowe rozwiązania w rozwijaniu kanału. A tymczasem, bywajcie!