piątek, 19 maja 2023

Leszy - Władca Puszczy

Źródło: https://www.quora.com/What-is-the-best-way-to-kill-a-leshen-in-Witcher-3,
data odczytu: 18.05.2023

 

Kilka razy na blogu gościły leśne istotny ze skandynawskich wierzeń. Były między innymi Vittry, pojawiła się także Starsza Matka, znana również na Wyspach Brytyjskich. Dziś przedstawimy sobie mieszkańca słowiańskich puszcz, Leszego.

W czasach, gdy ludzie bardziej szanowali dzikie puszcze i siły natury wierzono w Leszego. W niektórych regionach zwany był również Borowym. Był on patronem lasów, opiekunem zarówno roślin jak i zwierząt. Osoby, którym udało się go spotkać w jego królestwie, opowiadali, iż górował wzrostem nad najwyższymi ludźmi, a zamiast brody i włosów miał gęste liście. Jak wspominał w swoich pracach Bohdan Baranowski, jego oczy były dziwne, a skóra trupio blada. Postura Leszego potrafiła dopasować się do otaczających go drzew – im były wyższe, tym większym wzrostem cechował się on sam (podobnie jak Polewiki, względem otaczających ich zbóż). W zależności od regionu bywał znany pod różnymi imionami – jako wspomniany Leszy, Borowy, Leśny Dziad, Gajowy.

Jako pasterz, niczym ludzie ze swoimi owczarkami, pilnował swoich stad z pomocą watah wilków, przez co był zwany również Pasterzem Wilków. By odpędzić nieporządnych gości od swoich zwierząt potrafił zrzucać na ludzi gałęzie, tworzyć przeszkody w lesie czy też zmieniać bieg ścieżek pośród drzew. Jako zmiennokształtny potrafił przybierać postać dzikich zwierząt, by przeganiać intruzów. Przemieszczał się wśród drzew także pod postacią wiatru. Złym ludziom potrafił odbierać zmysły jak wzrok, czy słuch lub nawet powodować, że postradają rozum. Bardziej współczesne wyobrażenia opisywały go w mundurze leśniczego, niekiedy ze strzelbą. By zaskarbić sobie przychylność Leszego drwale czy myśliwi starali się wkupić w jego łaski, składając mu ofiary z plonów lub ze zwierząt hodowlanych.

Źródło: https://www.slawoslaw.pl/leszy-i-dobrochoczy-straznicy-lesnego-ladu/,
data odczytu: 18.05.2023


Leszy bywał okrutny i złośliwy, jednak przede wszystkim w stosunku do podłych osób. Dobrym, zbłąkanym wędrowcom wskazywał właściwą drogę. Potrafił obdarować dzieci szukające leśnych owoców, jeśli te szanowały jego domenę. Odprowadzał na pastwiska trzodę, która zmyliła drogę i zbłądziła między drzewami. W końcu mógł mylić drogę bandytom i dzikim bestiom, czyhającym na ludzi o dobrym sercu. Wspomniany Bohdan Baranowski opisał kilka historii ludzi uratowanych przez Leszego[1]; zabłąkanej sierocie ofiarował mieszek z monetami; przepłoszył zbójów, którzy chcieli zgwałcić w lesie dziewczynę; zastrzelił agresywnego dzika, który zaatakował pewnego gajowego, czy też pomógł uciec przez las dezerterowi z carskiej armii w XIX wieku.

W XXI wieku Leszy powraca do zbiorowej świadomości. Pojawił się w serii gier o Wiedźminie, w 2017 roku został nakręcony krótkometrażowy film Leszy w reżyserii Mateusza Motyki (chodź tutaj opowieść o Pastarzu Wilków stanowi tylko tło historii) czy w końcu na swą premierę czeka gra Leshy, polskiego studia Glivi Games, w której gracz wciela się w tytułowego Pasterza Wilków, mając bronić swojej puszczy przez ludźmi.

Leszy był przede wszystkim gospodarzem puszczy i traktował odwiedzających ją ludzi sprawiedliwie, w zależności czy byli dobrymi, czy złymi w swoich sercach. Warto więc, przy następnej wizycie w jego królestwie, pamiętać o tym i zachowywać się z należytym szacunkiem wobec zwierząt i roślin

Na koniec tradycyjne podziękowania dla Piotra Brachowicza za wspieranie mojego bloga. Jeśli i Ty, Czytelniku, chcesz dołożyć cegiełkę do rozwoju strony, zachęcam do odwiedzenia mojego profilu na Patronie. Ponadto zachęcam do polubienia profilu na Facebooku.


[1] W kręgu upiorów i wilkołaków. Demonologia Słowiańska, B. Baranowski, Wydawnictwo Replika, Poznań 2019, s. 203.

piątek, 5 maja 2023

Ruryk

Źródło: https://en.wikipedia.org/wiki/Rorik_of_Dorestad,
data odczytu: 04.05.2023


Nim wikingowie rozpoczęli swe łupieżcze wyprawy na pełną skalę na zachodzie Europie, pierw zainteresowali się wschodnim wybrzeżem Bałtyku. Już szwedzki władca Yngvar, żyjący na przełomie VI i VII wieku kierował swój wzrok i statki w stronę wybrzeża współczesnej Estonii. W tym samym czasie powstawały pierwsze wikińskie osady na tych terenach, jak Grobiņa, na terenie obecnej Łotwy. To tu też zaczęła się historia państwa, które stało się prekursorem współczesnej Rosji i Ukrainy.

W IX wieku skandynawskie plemię Waregów miało od ok. 859 roku ściągać daniny od ludów słowiańskich oraz ugrofińskich, zamieszkujących tereny pomiędzy dzisiejszą Moskwą i Petersburgiem, oraz wielkimi jeziorami Ładoga i Onega, oraz w zlewiskach Dniepru i Wołgi. Waregami nazywano mieszkańców dzisiejszej Szwecji i Danii. Etymologię nazwy wywodzi się od staronordyckiego słowa væringjar oznaczającego sprzymierzeńca. Inni wywodzą nazwę od fińskich słów vara (straż) lub vaara (nieprzyjaciel). Ciężko jednoznacznie stwierdzić, które pochodzenie jest bardziej prawdopodobne, albowiem kontakty ze Skandynawami po tej stronie Bałtyku były zarówno przyjazne jak i wrogie. Warto przypomnieć, że inne określenie na przybysza ze Szwecji, Rus, pochodzi właśnie od fińskiego routsi i oznacza wioślarza, a same tereny wokół Uppsali zwane miały być Roslagen.

Powieść Minionych Lat, czyli najstarsze dzieło opowiadające o historii Rusi, spisane przez Nestora, mnicha z Kijowa, opowiada o tym, jak Słowianie zbuntowali się przeciwko płaceniu daniny Waregom, w zamian za protekcję przed najazdami koczowniczego ludu Chazarów. Kiedy jednak w 862 roku zrzucili jarzmo Skandynawów, zaczęli toczyć walki między sobą. Postanowili więc znaleźć niezależnego władcę, który przywróci porządek w ich domenie. Wybór plemion padł na Ruryka (nord. Rørik), jednego z przywódców wikingów. Zdarzenie to nazywane jest w ruskich kronikach Powołaniem Waregów. Jak widać, odezwały się w Słowianach sentymenty w myśl Za Komuny Waregów było lepiej. Późniejsze źródła dopowiadają, iż stało się to z inicjatywy Gostomysła, namiestnika nowogrodzkiego, jednak zdawkowe informacje o nim są sprzeczne, nawet w kontekście chronologii wydarzeń.

Źródło: https://www.rbth.com/history/334009-first-russian-ruler-rurik-real-person-myth,
data odczytu: 04.05.2023


Nie ma pewności, co do pochodzenia Ruryka. Wielu wskazuje, iż przybył on ze Szwecji, jednak pojawiają się głosy, iż mógł być Duńczykiem, albowiem wiking o tym samym imieniu łupił zachodnie wybrzeża Europy do około 860 roku. Później źródła historyczne przestają o nim wspominać, co można by łączyć z jego podróżą na Ruś. Pojawiają się także teorie, jakoby wywodzić miał się z fińskiego plemienia. Tę tezę z kolei mają potwierdzać badania DNA, które wykazały, iż mieszkańcy Rosji mają o wiele więcej wspólnego z ludami ugrofińskimi, niż nordyckimi. Na przestrzeni wieków pojawiła się również teoria, jakoby na Ruś przybył gdzieś znad Odry, z terenów zachodnich Słowian. Tak samo nie jest jasne, jak pierwotnie mogło brzmieć jego imię. Typów jest wiele. Od właściwego duńskiego Rørik, również skandynawskiego Hrœrekr, przez germańskie Roderyk i słowiańską nazwę ptaka, Raroga, a kończąc na fińskim Rurikko.

Ruryk skorzystał z zaproszenia i wraz z młodszymi braćmi, Sineusem i Tuworem udał się do Nowogrodu. Historycy sprzeczają się, czy naprawdę miał rodzeństwo, czy też zaszła pomyłka językowa – Sineus brzmi praktycznie jak sine hus, czyli jego dom/dwór, a Tuwor próbuje wywodzić się od thru voringprawdziwego wojownika. Być może archetypowy motyw trzech braci, którzy dają początek państwowości to kopia znanej nam lepiej legendy o Lechu, Czechu i Rusie i dorobienie pod nią rodzeństwa Rurykowi (tu warto zaznaczyć, że początek Asgardowi w mitologii nordyckiej również dało trzech braci – Odyn, Wili oraz We, a w mitologii greckiej trójka braci, Zeus, Posejdon i Hades, podzieliła między sobie wpływy we Wszechświecie). Niezależnie jednak, czy miał on braci, czy też nie, został przyjaźnie powitany na Rusi. Pierwotnie jego siedzibą została Stara Łagoda, a następnie przeniósł swą stolicę do Nowogradu. Z ważniejszych grodów wchodzących w skład państwa Ruryka należy wymienić jeszcze Biełoziersk, Murom, Połock oraz Rostów.

Kiedy Ruryk umocnił swoją władzę, dwóch z jego ludzi poprosiło o odłączenie się od drużyny. Byli nimi Askold i Dir, którzy zapragnęli wziąć swoje rody i udać się na południe, na wyprawę do Konstantynopola. To ich podróż miała wytyczyć szlak łączący Bałtyk z Morzem Czarnym, stworzyć podwali pod wikińskie wyprawy do Cesarstwa Bizantyjskiego, a także z czasem przyczynić się do powstania Gwardii Wareskiej. Po drodze trafili do miasta Kijów, ciągle pod wpływami Chazarów i je wyzwolili. Śladów tego zdarzenia można dopatrywać się w tak zwanej Mogile Askolda, która po dziś dzień stoi w stolicy Ukrainy, dawniej jako cmentarz, obecnie jako park.

Źródło: https://www.rbth.com/history/334009-first-russian-ruler-rurik-real-person-myth,
data odczytu: 04.05.2023


Wracając jednak do Ruryka, jego rządy opisane są w Kronice Minionych Lat w dość skąpy sposób. Stłumił on bunt w okolicy Nowogrodu, na którego czele stanął w 864 roku niejaki Wadim Chrobry. Miał mieć kilka żon, a z jedną z nich, Efandą, spłodził syna, Igora. W 879 władca Rusi na łożu śmierci przekazał opiekę nas swoim niepełnoletnim synem, Igorem, swojemu krewniakowi, Olegowi. Po dziś dzień nie udało się ustalić miejsca pochówku Ruryka. Późniejsze źródła podają, że miał zginąć lub zostać śmiertelnie ranny podczas działań wojennych w położonej na dalekiej północy Karelii. Dla zwolenników teorii skandynawskiej jest to kolejny dowód na jego pochodzenie, gdyż prawdopodobnie po śmierci jego ciało zostało spalone na łodzi, wzorem wikińskich pochówków zamożnych władców.

Niezależnie, czy uznamy Ruryka za władcę legendarnego, czy historycznego, słowiańskiego czy skandynawskiego, to od niego wywodzi się późniejsza dynastia Rurykowiczów, władców Rusi Kijowskiej i Carów Rosji, która panowała do 1610 roku, kiedy to Wasyl Szujski został zdetronizowany a Moskwa została zajęta przez polskiego hetmana, Stanisława Żółkiewskiego.

Kończąc, tradycyjnie chciałem podziękować Piotrowi Brachowiczowi za wspieranie mojej twórczości. Jeśli i Ty, Czytelniku, chcesz dołożyć cegiełkę do rozwoju bloga, zachęcam do odwiedzenia mojego profilu na Patronite. Zapraszam również na stronę na Facebooku

piątek, 21 kwietnia 2023

Garm

 

Źródło: https://www.goodfon.com/wallpaper/garm-skandinavskaia-mifologiia-chetyrekhglazyi-pes-fentezi-a.html,
data odczytu: 20.04.2023

W wielu wierzeniach zaświaty oddzielone są od świata śmiertelników w różny sposób, geograficznie, barierami, a także przez strzegące je istoty. Zapewne jednym z bardziej rozpoznawalnych strażników pilnujących, by dusze zmarłych nie wracały pośród żywych, jest grecki trójgłowy Cerber. Podobna istota występowała w skandynawskich wierzeniach i dzisiaj to właśnie ją sobie omówimy.

Garm był ogromnym psem bogini śmierci, Hel. Strzegł jednego z wejść na most Gjallarbrú, by żadna dusza nie próbowała uciec z Helheimu do świata żywych. Niedaleko mostu ma znajdować się jaskinia Gnipahellir, będąca domostwem stwora. Jeden koniec łańcucha, którym ma być przykuty pies, ma być przymocowany właśnie we wspomnianej grocie. Co wyróżniało Garma od innych przedstawicieli jego rasy, oprócz tego, iż wprost był opisywany jako największy z psów, to posiadanie dwóch par oczu. Miały one mu służyć do dokładnego wypatrywanie duchów, które zakradałyby się w stronę mostu na granicy świata umarłych. Nie da się ukryć podobieństwa do wspomnianego Cerbera, któremu Grecy przypisywali trzy głowy, a ich rolą miało być równie skuteczne zwiększanie percepcji i pilnowania Hadesu. Również przekraczanie Gjallarbrú do zaświatów jest doglądane przez Garma. Za każdym razem, gdy na moście pojawia się nowa dusza, wyje lub szczeka, ogłaszając smokowi Níðhöggowi, iż ten może spodziewać się nowego pokarmu (gan ten żywi się potępionymi, którzy trafili do posępnego pałacu w Náströndzie (nord. Wybrzeże Umarłych).

Podczas Ragnaröku Garm zawyje po trzykroć głośno, a okowy pękną. Pierwsze zawycie będzie początkiem Srogiej Zimy, Fimbulvinter, która zapanuje na trzy lata nad światem. Ludziom pokończą się przez ten mroźny czas zapasy żywności i zaczną dopuszczać się kanibalizmu. Drugie wycie będzie sygnałem dla Lodowych Olbrzymów do wyruszenia z Jotunheimu. Trzecie to już definitywny znak czasów ostatecznych. W decydującej bitwie świata pies ruszy do Asgardu, gdzie weźmie udział w  starciu między siłami Światła i Ciemności. Stanie tam naprzeciw Týra, Boga Sprawiedliwości. Pogryzie śmiertelnie Asa, jednak sam zostanie zabity, gdy resztkami sił przygwożdżony do ziemi jednoręki wojownik rozpłata mu brzuch. Uwolnienie się z łańcuchów w przededniu końca świata przypomina inną istotę z mitologii, olbrzymiego wilka Fenrira. Co ciekawe, obydwóm przypisywano, iż ich ojcem jest Loki. Nawiązanie do największego z wilków byłoby również zasadne – wszak to Týr wychował Fenrira i to w jego paszczy stracił prawą dłoń. Przed Snorrim Sturlusonem powszechnym określeniem używanym w opisywaniu Garma było bardziej ogólne słowo szczeniak, a nie pies, co również mogłoby wskazać, iż był szczenięciem wilka.

Garm stał się bohaterem kilku kenningów. Garm w Pochwie było określeniem miecza, jako że oręż mógł być niebezpieczny, tak jak ten stwór. Żar Garma stanowiło synonim ognia, albowiem i też żywioł potrafi ranić. Natomiast Gryzienie Garma to poetycka nazwa wiatru – a jak wiadomo, szczególnie Islandia słynie z potężnych wichur i przenikliwego, kąsającego chłodu.

Okładka albumu Hel zespołu Týr
 Źródło: https://genius.com/Tyr-garmr-lyrics,
data odczytu: 20.04.2023


Udomowienie psa lub przodka psów i wilków było kluczowe dla historii człowieka. Nie bez przyczyny powiadają, iż to nasz najlepszy przyjaciel – towarzyszy nam od dziesiątek tysiącleci. Jedną z głównych ról, jaką mu nadaliśmy było pilnowanie i stróżowanie w ludzkich domostwach. Być może właśnie dlatego grecki Cerber czuwa na granicy świata umarłych, a nordycki Garm stróżuje przy moście do zaświatów. Idąc o krok dalej, egipskie bóstwo związane z życiem pozagrobowym to Anubis – człekokształtna istota o głowie szakala, a więc innego przedstawiciela psowatych. Również hinduski bóg śmierci, Yama, posiada dwa psy, Shyamę i Sabalę, które obdarzone są czworgiem oczu, by lepiej pilnować drogi do zaświatów i dusz zmarłych, podążających tą ścieżką.

Uznałem, iż akurat dziś opiszę czterookiego strażnika zaświatów, gdyż chwila ku temu adekwatna. Niebawem wiosenne święto Dziadów, a więc myśli o życiu pozagrobowym i duszach zmarłych pojawiają się dość często. Tym czasem jednak, z bardziej przyziemnych spraw, chciałbym podziękować mojego Patronowi, Piotrowi Brachowiczowi, za wspieranie mojej twórczości. Jeśli i Ty, Czytelniku, chciałbyś wesprzeć rozwój bloga, zapraszam na mój profil na Patronie. Ponadto zachęcam do odwiedzenia mojej strony na Facebooku, a także do udostępniania artykułu, bym mógł dotrzeć do szerszego grona Odbiorców.

piątek, 7 kwietnia 2023

Jarlowie

 

Źródło: https://www.rli.uk.com/this-is-no-game-throne-created-for-new-viking-store/,
data odczytu: 06.04.2023

Świat wikingów dzielił się na klasy społeczne. Omówiliśmy sobie już thrallów, czyli niewolników, oraz karlów, wolnych ludzi. Ponad nimi stali jarlowie – władcy, o których dzisiaj powiemy sobie słów kilka.

Klasa władców nie była tak liczna jak niewolników czy wolnych ludzi, jednak stanowiła jej istotny procent. Skandynawia nie była jednolitym tworem państwowym i nawet w obrębie tego, co znamy dziś jako państwa – Norwegia, Dania czy Szwecja – istniały liczny podziały terytorialne. Powstanie wszystkich klas społecznych zostało opisane w utworze Rígsþula, gdzie Bóg Heimdall, pod przybranym imieniem Rig, odwiedza domostwa śmiertelników. W każdym z nich spłodził z gospodynią synów, kolejno ciemnowłosego Thralla (Niewolnika), służącego innym, rudowłosego Karla (Wolnego), który miał pracować oraz blondwłosego Jarla (Szlachetnego), władającego pozostałymi. Jarl doczekał się z kolei dwunastu synów z Erną. Konr, był najbystrzejszy, nauczył się magii runów, rozumiał mowę ptaków, potrafił leczyć, a także odnosił militarne sukcesy. To od niego wywodzą się wszystkie rody królewskie (nord. konungr – król).

Przynależność do danej klasy nie była dożywotnia. W hierarchii społecznej można było awansować, jak i spaść. Świetnym przykładem może być żywot Olafa Tryggvasona, który z królewicza stał się niewolnikiem, by po wielu latach i przygodach zasiąść na norweskim tronie. Jarlem można było stać się z wyboru lokalnej społeczności lub króla, wywalczyć sobie tytuł zbrojnie, odziedziczyć (najczęściej tytuł  przekazywano najstarszemu synowi władcy) czy też kupić. Można też było stracić lokalny tron – zostać pokonanym lub zastąpionym przez innego władcę, gdy popadło się w niełaskę poddanych.

Źródło: https://www.history.co.uk/shows/vikings/articles/what-did-vikings-eat,
data odczytu: 06.04.2023


Tak samo różni jarlowie mogli dysponować odmiennym majątkiem. W zależności od regionu, w swoich stronach mogli uchodzić za wielce zamożnych, ale w porównaniu do innych władców – ich majątek nie wyróżniał się niczym szczególnym. Mogło ich różnić posiadanie bogactw, powierzchnia ziemi, którą władali, czy liczba niewolników. Nie musieli pracować – wszystkie obowiązki w obrębie ich majątku wykonywane były przez ich niewolników oraz ich poddanych. Oprócz posiadania thrallów jarlowie wymagali posłuszeństwa także od karlów, którzy zamieszkiwali ich ziemie. Wolni płacili władcom podatki w srebrze lub wytwarzanych dobrach, zobowiązywali się do pomocy na dworze, a także do bronienia go i brania udział w wyprawach organizowanych przez lokalnego władcę. Podczas wikińskich wypraw to oni mogli sobie pozwolić na najlepsze wyposażenie, pancerze i miecze, które nie były zbyt tanim orężem (wśród uczestników wypraw dominowały włócznie i topory, wymagające mniejszej ilości stali, co czyniło je tańszymi).

Tak jak karlowie podlegali jarlom, tak jarlowie podlegali królom. Zobowiązani byli zachować wobec nich lojalność, odprowadzać podatki i wspierać ich w działaniach zbrojnych. W zamian mogli liczyć na ochronę ze strony monarchy, jego hojność, w nadawaniu ziem czy dzieleniu się bogactwami.

Jarlowie występowali w strukturach wszystkich skandynawskich krajów, oprócz Islandii, gdzie rządziło zgromadzenie ludzi, znane jako Alþing. Wyjątek stanowi Gissur þorvaldsson, który jako jedyny został mianowany jarlem Islandii w 1258 roku z ramienia norweskiego króla Haakona IV.

Źródło: https://www.pcgamesn.com/crusader-kings-3/dlc-northern-lords,
data odczytu: 06.04.2023


Jarlowie, jako najbogatsza klasa (oprócz monarchii) mogli oczekiwać także wystawnych pogrzebów. Zdarzało się, że w drodze do zaświatów towarzyszyli im ich niewolnicy, a także zwierzęta składane w ofierze. To właśnie władcy mogli pozwolić sobie na pochówki na łodziach, jak te znane z Valsgärde, wraz z pełnym orężem i licznymi bogactwami. Mogli sobie pozwolić również na najmowanie skaldów, którzy pisali utwory na ich cześć lub zabawiali gości podczas wydawanych biesiad.

Tytuł jarla zaczął zanikać w późniejszym średniowieczu. Przełom XIII i XIV wieku przyniósł kres tej godności we wszystkich nordyckich krajach na Półwyspie Skandynawskim. Przetrwał jeno wśród władców Orkadów aż do XVI wieku, gdzie z czasem zostawiał zastąpiony angielskim odpowiednikiem - earlem.

Na koniec tradycyjnie zapraszam do polubienia mojego profilu na Facebooku a także do udostępniania moich artykułów, bym mógł trafić do szerszego grona Odbiorców. Ponadto chciałem podziękować Piotrowi Brachowiczowi za wspieranie mojej twórczości. Jeśli i Ty, Czytelniku, chcesz dołożyć cegiełkę do rozwoju strony, zapraszam na moją stronę na Patronie

piątek, 24 marca 2023

Karlowie

 

Źródło: https://robshackleford.com/viking-villages-and-towns-by-rob-shackleford,
data odczytu: 22.03.2023

Dwa tygodnie temu omówiliśmy sobie thrallów, niewolników średniowiecznej Skandynawii. W społeczeństwie wikingów thrallowie byli najniższą klasą, posiadającą najmniej praw. Jednak przynależność do danej grupy nie była dożywotnia. W hierarchii społecznej można było awansować lub spaść. Najlepszym historycznym przykładem jest Olaf Tryggvason, który w swoim życiu był zarówno niewolnikiem… Jak i królem. Status thralla najłatwiej było zastąpić karlem, czyli człowiekiem wolnym. I to właśnie tą klasę społeczną omówimy sobie dzisiaj.

Według mitologii nordyckiej wolni ludzie pochodzili od Karla – pierwszego rolnika w historii, o rudych włosach. Karl miał mieć synów o imionach Siłacz, Wój, Kmieć, Rzemieślnik, Gospodarz, Gładkobrody Kompan, Mężczyzna, Odważny, Mąż oraz Męski, a także córki Dostojną, Oblubienicę, Małżonkę, Roztropną, Mądrą, Wstydliwą, Dziewczynę, Żywotną i Szlachetną[1]. Wolni ludzie zwani byli Bóndi. Szczególną ich grupa byli Óðalsbóndi, czyli ci, którzy rozporządzali własnym majątkiem ziemskim. Oczywiście druga podgrupa była bardziej szanowana, co pokazuje iż nawet w obrębie jednej klasy społecznej byli równi i równiejsi. Ci, którzy posiadali gospodarstwo mogli zatrudniać innych wolnych lub wysługiwać się pracą niewolników.

Wolni ludzie mogli decydować, czy po ich śmierci spadek przypadnie ich dzieciom, krewnym, a także niespokrewnionym osobom, pod warunkiem, że na taką darowiznę przystała rodzina zmarłej osoby. Tradycyjnie, najwięcej w spadku otrzymywał najstarszy syn zmarłego bądź zmarłej. Takie uprzywilejowanie pierworodnego skłaniało jego młodsze rodzeństwo do szukania szczęścia na słynnych wikińskich wyprawach łupieżczych.

Źródło: https://seriescommitment.com/history/vikings/interesting-facts-about-the-viking-lifestyle/,
data odczytu: 22.03.2023


Karlem zostawało się w momencie narodzin, o ile rodzice danej osoby byli wolni. Można też było wykupić się z niewoli, jeśli wcześniej było się thrallem. Spłata swoich długów czy też zadośćuczynienie za winy skutkowało przejściem do pośredniej grupy frjáls, czyli uwolnionych. Taki człek ciągle był zależny od swojego wcześniejszego właściciela – w kwestiach prawnych musiał zawsze popierać jego zdanie. Czasami pełną wolność w skandynawskich społeczeństwie uzyskiwało dopiero czwarte pokolenie potomków niewolników. Również dobra wola pana mogła zmienić status niewolnika. W podziękowaniu za zasługi, pracę i wolność niewolnik mógł zaskarbić sobie przychylność właściciela i podczas uroczystego Halsløsning (nord. Uwolnienie Gardła), zdejmowano mu obrożę, którą zwyczajowo nosili thrallowie. Co również odróżniało karlów od thrallów, to swoboda w wyborze fryzury i lepsze odzienie. Niewolnicy powiem mieli mieć krótkie włosy – w przypadku kobiet mogły być one dłuższe, ale nigdy tak długie, jak u pani danego gospodarstwa.

Karlowie stanowili najliczniejszą klasę w skandynawskim społeczeństwie. Mieli swoje prawa a także musieli przestrzegać ustalonych przez władców reguł. W przeciwieństwie do wielu społeczności średniowiecznej Europy mogli posiadać broń, co było zakazane w chrześcijańskich krajach. Mogli brać udział w þingach, czyli wiecach, na których decydowano o sprawach istotnych dla społeczności. Pomimo prawa głosu uzależnieni byli od władzy miejscowego jarla. Każdy wolny człowiek kiedy dorastał musiał złożyć śluby wierności i posłuszeństwa swojemu władcy. Odprowadzał do skarbca jarla podatek, w pieniądzu, kruszcu lub części wyprodukowanych towarów. Mógł zostać również wezwany do pomocy w gospodarstwie należącym do wodza, a w przypadku zagrożenia, stawić się do obrony swojego władcy i jego ziem. Również w  przypadku jarlów, którzy przegrali lub stracili zbyt dużo, można było zostać zdegradowanym do klasy karla… A w przypadku bankructwa spaść nawet do rangi niewolnika, by odpracować swój dług. Zdarzało się również, że pozbawiony majątku i dachu nad głową karl zostawał bezdomnym żebrakiem. Nie był thrallem w obroży, jednak gardzono nim na równi z niewolnikami.

Karlowie, jako najliczniejsza grupa wikińskiego społeczeństwa, pozostawili po sobie wiele śladów w toponimach. Od imienia Karla, pierwszego wolnego człowieka, pochodzi nazwa Carlton, którą posiada kilkadziesiąt wsi w Anglii – pozostałość epoki wikingów i ich najazdów na Wyspy Brytyjskie. Tą samą etymologię mają imiona takie jak Carl, Carlo, Karol – wszystkie wywodzą się z różnych języków germańskich.

Na koniec tradycyjne podziękowania dla Piotra Brachowicza za wspieranie mojej twórczości na Patronite. Jeśli i Ty, Czytelniku, chcesz dołożyć cegiełkę do rozwoju bloga, zapraszam na mój profil, a także do udostępnia artykułu bym mógł trafić do szerszego grona Odbiorców. Zachęcam również do odwiedzania mojego profilu na Facebooku, gdzie jak ufam, w tym roku pojawi się już więcej aktywności.


[1] Furia Ludzi Północy, Philip Parker, Dom Wydawniczy Rebis, Poznań 2016, wyd. I, s. 42.

piątek, 10 marca 2023

Thrallowie

 

Źródło: https://thewarriorlodge.com/blogs/news/the-tough-life-of-the-thrall,
data odczytu: 09.03.2023

Społeczeństwo wikingów dzieliło się na klasy. Temat jest dość złożony, dlatego omawiając go dokonamy podziału na trzy grupy. Zaczniemy od najniższej, posiadającej też najmniej praw - klasy niewolniczej.

Thrallowie/Þrællowie (nord. niewolnicy, służący) – najniższy poziom społeczeństwa wikingów. Thrallowie byli niewolnikami, własnościami swoich panów. Istnienie tej klasy nie było niczym niecodziennym we wczesnośredniowiecznej Europie. Jak wiemy święty Wojciech przed Przybyciem do Polski będąc na dworzec czeskiego władcy również karcił go za handel niewolnikami - prawdopodobnie jego oburzenie budził fakt, iż wolności pozbawiono chrześcijan, a nie innowierców (scena ta została uwieczniona na Drzwiach Gnieźnieńskich). Niewolnicy byli traktowani jak część inwentarza żywego. Było to uprzedmiotowienie człowieka, pozbawienie go wolności i praw. Trzeba jednak zaznaczyć, że nakładało to także swoistą ochronę na niewolników. Jeśli ktoś zabił czyjegoś niewolnika musiał liczyć się z konsekwencjami, w szczególności z zapłatą określonej sumy, wedle wartości niewolnika. Jeśli nie stać go było na pokrycie kosztów, sam stawał się niewolnikiem w miejsce zabitego. Właściciel jednak mógł zabić bez żadnych konsekwencji swojego niewolnika. Zmieniło się to nieco po przyjęciu chrześcijaństwa – kiedy to zabicie swojego własnego thralla podczas Wielkiego Postu (ale tylko wtedy) karane było wygnaniem. Jeśli ktoś okaleczył niewolnika innej osoby musiał zapłacić odszkodowanie w wyznaczonej kwocie – trzecią część tej sumy otrzymywał bezpośrednio thrall.

Jak można było stać się niewolnikiem? Status thralla otrzymywały dzieci innych niewolników (chyba, że ojciec noworodka był wolnym człowiekiem). Można było nim zostać również, kiedy nie spłaciło się na czas swoich długów (tzw.  gældsslaver niewolnicze złoto), zamordowało się wolnego człowieka, było notorycznym złodziejem lub gdy zostało się pojmanym na wojnie. Najlepszym przykładem może być dzieciństwo Olafa Tryggvasona, który w wieku trzech lat znajdował się na statku płynącym w stronę Nowogrodu. Zostali zaatakowani przez wikingów, a mały Olaf wzięty do niewoli. Wraz z innym chłopcem imieniem Thorgils zostali następnie sprzedani jako służba… Za jednego barana (lub kozła wedle innej wersji).  Następnie Olaf został odsprzedany za dobrej jakości płaszcz. Niewolnika można było kupić za praktycznie każde wartościowe dobro – od sukna po worek soli.

Źródło: https://pl.wikipedia.org/wiki/Valhalla:_Mroczny_wojownik, data odczytu: 09.03.2023

Niewolnicy byli stałym elementem gospodarki Ery Wikingów. Szacuje się, że każde gospodarstwo mogło mieć jednego lub dwóch thrallów, a większe nawet kilkudziesięciu. Niewolnictwo nie było jedynie elementem czasów przedchrześcijańskich. Chrześcijaństwo przedefiniowało je – od czasów chrystianizacji Skandynawii za grzech postrzegano posiadanie thralla-chrześcijanina (co podobne jest do postrzegania niewolnictwa, jak u świętego Wojciecha). Tak więc w poszukiwaniu niewolników wyprawiano się do innych krain, które jeszcze nie przyjęły chrztu.

Niewolnicy kierowani byli głównie do najprostszych i najcięższych prac. Mogła to być uprawa roli, kopanie torfu, gotowanie posiłków, hodowla bydła. Nic nie stało właścicielom na przeszkodzie by również wykorzystywać ich seksualnie. Przyjmuje się, że niegdyś mur Dannevirke mógł powstać dzięki taniej sile roboczej thrallów. Przypuszcza się, że nazwy okrągłych fortów wikingów, potocznie zwanych Trelleborgami, pochodziły właśnie od niewolniczej pracy przy sypaniu ich wałów (a za samymi fortyfikacjami również kilka miejscowości w Skandynawii przyjęło te nazwy). Zależnie od uznania właściciela niewolnik dostawał prawo do wolnego czasu  w ciągu dnia, jeśli wywiązał się ze swoich obowiązków. Takie chwile mógł przeznaczyć na własną pracę i zarabianie pieniędzy (np. produkowanie dóbr, czy dodatkowe płatne zajęcia). Niewolników łatwo było odróżnić od innych obywateli. Na szyjach mieli założone obroże a ich ubrania były prostsze i mniej kolorowe, ponieważ farbowanie tkanin niewolniczego odzienia byłoby zbyt kosztowne (takie obroże znaleziono między innymi w Birce, Dublinie i Hedeby). Mężczyźni byli strzyżeni na krótko. Kobietom pozwalano mieć ciut dłuższe włosy, musiały pozostać na tyle krótkie, by odróżniać je od innych osób.

Źródło: https://en.wikipedia.org/wiki/Coat_of_arms_of_Oslo,
data odczytu: 09.03.2023


Przykładem niewolnictwa w chrześcijańskiej Norwegii może być historia Hallvarda Vebjørnssona. W 1043 roku w okolicy norweskiego Drammen mężczyzna miał pomóc niewolnicy, która była w ciąży. Kobieta została oskarżona o kradzież, a jej właściciel chciał ją zabić. W pościg za nią ruszyło trzech ludzi. Hallvard miał próbować ocalić niewolnicę odpływając z nią łodzią w głąb fiordu. Ścigający ich ludzie byli jednak wyposażeni w łuki. Strzały dosięgły zarówno Vebjørnssona jak i uciekającą z nim kobietę. Pamięć o czynie Hallvarda nie zanikła i wkrótce został uznany za świętego i patrona Oslo (został również uwieczniony w herbie miasta, trzymając strzały, które w niego trafiły) a w XX wieku powstało odznaczenie - Medal Świętego Hallvarda przyznawany corocznie dla najbardziej zasłużonych mieszkańców.

Niewolnik nie był skazany na swój los przez całe życie. Jeśli jego właściciel docenił zasługi swojego thralla, mógł go wyzwolić. Rytuał wyzwolenia sprowadzał się do uroczystego zdjęcia obroży z szyi niewolnika, przez co nazywany był Halsløsning (nord. Uwolnienie gardła). Thrallowie mogli także wykupić się pieniędzmi lub dodatkową pracą (zwłaszcza, jeśli w niewolę popadli za długi) lub za odłożone pieniądze. Taki wyzwoleniec (nord. frjáls – uwolniony) nie był jeszcze w pełni wolny w oczach społeczeństwa, jednak zyskiwał więcej praw. Po pierwsze, jeśli nie wpadł w kolejne długi (ani jego potomkowie), jego wnuki przestawały być już wyzwoleńcami, a stawały się w pełni wolnymi ludźmi, tzw. Karlami według tzw. prawa tyrmsel, które zwalniało z niewolnictwa po drugim pokoleniu (nord. Þyrmslmieć szacunek). Po drugie, mógł głosować na þingach (nord. wiecach), jednak jego głos musiał być taki sam, jak jego byłego właściciela (co przypomina trochę dyscyplinę partyjną). Nie mógł również zeznawać przeciwko swojemu byłemu panu, obrażać go, ani opuszczać okolicy bez jego zgody. Po trzecie, mógł mieć własną ziemię, a po nim grunt mógł być dziedziczony przez jego dzieci (a w przypadku braku potomstwa przechodził na byłego właściciela). Tak samo jak niewolnik również wyzwoleniec był pod opieką właściciela, a jego zabicie skutkowało nałożeniem kary na zabójcę.

Oprócz zabójstwa niewolnik mógł postradać życie w inny sposób. Jako część inwentarza żywego mógł zostać złożony w ofierze. W Skandynawii znaleziono groby ze zdekapitowanymi zwłokami – powszechnie przyjmuje się, że należą właśnie do thrallów. Przykładem może być kurhan ze szwedzkiej Birki, gdzie oprócz w pełni wyposażonego wojownika pochowano człowieka bez żadnych rzeczy i z odciętą głową – zapewne jego niewolnika. Ponadto Aḥmad ibn Faḍlān, arabski podróżnik i kronikarz, opisał wikiński pogrzeb, którego był świadkiem. Ibn Faḍlān zaznacza, że niewolnica dobrowolnie oddała życie po śmierci swojego pana (cytat i tłumaczenie prawdopodobnie pochodzi z którejś publikacji Philipa Parkera, jednak przez nieuwagę zapomniałem zapisać dokładne odwołanie):

[…] Niewolnica zaś, która chciała być zabita, chodziła tu i tam, wstępowała do szałasów, jednego po drugim a [każdy] gospodarz spółkował z nią, [po czym] mówił jej: „Powiedz swemu panu: <<Uczyniłem to z miłości do ciebie>>”. […]

A w piątek, kiedy nastała pora popołudniowa, przywiedli niewolnicę ku czemuś, co zbudowali uprzednio, [a co] podobne było do odrzwi bramy. I postawiła nogi na dłoniach mężczyzny, uniosła się ponad te odrzwia i przemówiła w swojej mowie; i opuścili ją w na dół. Potem unieśli ją po raz drugi, a ona uczyniła to samo co za pierwszym razem, po czym opuścili ją na dół. I unieśli ją po raz trzeci, a ona zrobiła to, co robiła w obu [poprzednich] razach. Następnie podali jej kurę, obcięła jej głowę i odrzuciła ją […]. Spytałem tłumacza o [znaczenie] jej czynów. Rzekł: „Gdy podnieśli ją za pierwszym razem, powiedziała: <<Oto widzę mego ojca i moją matkę>>, a za drugim [razem] rzekła: <<Tam oto [widzę] siedzących wszystkich moich bliskich, którzy zmarli>>, a za trzecim [razem] rzekła: <<Tam oto widzę mego pana siedzącego w rajskim ogrodzie, ogród [ten] jest piękny i zielony, są z nim mężczyźni i słudzy, a oto on mnie przyzywa. Prowadźcie mnie do niego>>”. [Wtedy] powiedli ją ku statkowi, a ona zdjęła obie bransolety, które miała na sobie i oddała je kobiecie którą nazywają „Aniołem Śmierci”, tej, która ją zabije. Zdjęła [też] dwie bransolety [zakładane] na nogi, które miała na sobie, i dała je dwóm dziewczynom, które poprzednio jej służyły, a były one córkami kobiety znanej jako „Anioł Śmierci”.

Potem wprowadzili ją na statek, ale nie wwiedli jej [jeszcze] do szałasu. [Wówczas] przyszli mężczyźni z tarczami i pałkami. Podano jej kielich nabїdu, zaśpiewała nad nim i wypiła go. Rzekł do mnie tłumacz: „W ten sposób pożegnała się ze swymi towarzyszkami”. Następnie podano jej drugi kielich, wzięła go i długo śpiewała, a starucha ponaglała ją, aby go wypiła i weszła do szałasu, w którym był jej pan. I oto ujrzałem, że była już oszołomiona, chciała wejść do szałasu i wsunęła głowę pomiędzy niego a statek. Wtedy starucha ujęła jej głowę, wciągnęła ją do szałasu i weszła razem z nią; a mężczyźni jęli uderzać pałkami w tarcze, aby nie było słychać odgłosu jej krzyku, bo przelękłyby się [inne] niewolnice i nie chciałyby umierać ze swymi panami. Potem weszło do szałasu sześciu mężczyzn i wszyscy oni spółkowali z ową niewolnicą. [Następnie] położyli ją u boku jej pana i dwu schwyciło ją za nogi, a dwu za ręce, [zaś] starucha zwana „Aniołem Śmierci” nałożyła jej na szyję sznur założony w przeciwne strony i wręczyła go [następnym] dwu [mężczyznom], aby go ciągnęli. [Wtedy] zbliżyła się, mając ze sobą nóż z szeroką klingą i jęła wbijać go jej pomiędzy żebra i wyjmować go, a owi dwaj mężczyźni dusili ją sznurem, dopóki nie skonała.

Przytoczony opis ofiary niewolnicy podczas pogrzebu może przywodzić na myśl sceny z filmu Trzynasty Wojownik, który był inspirowany podróżą Aḥmada ibn Faḍlāna. Warto również wyjaśnić czym był nabїd. Był to alkohol, prawdopodobnie miód, z domieszką halucynogennych ziół lub muchomorów. 

Źródło: http://turbandecay.blogspot.com/2013/03/the-13th-warrior.html,
data odczytu: 09.03.2023

Oprócz mieszkańców Skandynawii, którzy najczęściej zostawali niewolnikami za długi, drugą, nawet liczniejszą grupą byli ci niewolnicy, którzy zostali pojmani podczas wypraw łupieżczych. Pochodzili ze wszystkich najeżdżanych przez wikingów ludów, Słowian, Germanów, Franków, Anglosasów. Ci, którzy nie znajdywali miejsca w skandynawskich gospodarstwach byli sprzedawani dalej do Cesarstwa Bizantyjskiego lub do krajów islamskich. O kontaktach z krajami arabskimi świadczą znaleziska dirham w Skandynawii.

Niewolnictwo było szczególnie popularne w X i na początku XI wieku. System niewolnictwa istniał jeszcze w Skandynawii do przełomu XIV i XIII wieku (na równi z niektórymi innymi częściami Europy). Najdłużej utrzymywał się w Szwecji (oficjalnie niewolnictwo zostało zniesione w  1335 roku przez króla Magnusa Erikssona). Systematycznie zostawał przekształcany w feudalizm, a thrallowie w chłopów podległych lokalnym władcom. Szacuje się, że 10% skandynawskiego społeczeństwa stanowili niewolnicy (i nie był to specjalnie duży odsetek, gdyż w 1086 roku w chrześcijańskiej Anglii po spisie powszechnym 9% społeczeństwa również było niewolnikami).

Następny temat poświęcony będzie karlom, klasie wolnych ludzi średniowiecznej Skandynawii. Tymczasem kończąc, tradycyjne podziękowania dla Piotra Brachowicza za wspieranie mojej twórczości na Patronite. Jeśli i Ty, Czytelniku, chcesz dołożyć cegiełkę do rozwoju bloga, zapraszam na mój profil, a także do udostępnia artykułu bym mógł trafić do szerszego grona Odbiorców. Zachęcam również do odwiedzania mojego profilu na Facebooku, gdzie jak ufam, w tym roku pojawi się już więcej aktywności.

sobota, 25 lutego 2023

Wykopaliska w Valsgärde

 

Źródło: https://www.spottinghistory.com/view/1608/valsgarde-burial-ground/,
data odczytu: 25.02.2023

Po temacie o Młocie z Ysby pozostaniemy w kręgu archeologicznych ciekawostek. Kilka razy na moim blogu pojawiły się wzmianki o skandynawskich pochówkach. Dziś chciałbym opisać  stanowisko archeologiczne położone na wzgórzu w okolicy gospodarstwa w szwedzkiej miejscowości Valsgärde w Szwecji. Miejsce leży nad rzeką Fyris, trzy kilometry od Starej Uppsali (fanom serialu Wikingowie ta miejscowość może kojarzyć się ze świątynią nordyckich bogów, którą odwiedził Ragnar).

Wykopaliska w Valsgärde zaczęły się w 1920 roku, kiedy to znaleziono pierwsze przedmioty z Epoki Żelaza. Ślady bardziej współczesnego osadnictwa datuje się na XVI wiek (dokładnie mówiąc, udokumentowana historia osadnictwa sięga 1541 roku). Pochówki w tym miejscu są jednak o wiele starsze i pochodzą z VI-XI wieku. Groby zawierały wiele bogactw i z pewnością należały do pochowanych członków znanych i zamożnych rodów. Jedna z teorii przypisuje je dynastii Ynglingów, do której mógł należeć między innymi legendarny Rolf Krake, bratanek duńskiego króla Hrodgara.

Najstarszy z grobowców, pomimo, iż wyprzedza to, co znamy jako Epokę Wikingów o dwa wieki, zawiera zakopaną łódź. Oprócz niego łodzie znaleziono w czternastu innych grobach, w których złożono ciała mężczyzn. Wskazuje to, iż szkutnictwo od zawsze było ważnym i nieodłącznym elementem skandynawskiego życia. Zakopanie całego statku świadczyło o wystawnym pogrzebie i wskazuje na wysoki status społecznych pochowanych w nim mężczyzn. Starsze, około siedemdziesiąt z odkopanych grobów, to pozostałości pochówków birytualnych, w ramach których zwłoki najpierw spalano, a następnie zakopywano w ziemi. Nowsze groby w liczbie około dwudziestu, datowane na XI wiek powstały w duchu chrześcijańskich wierzeń i zawierają ciała złożone do trumien. Grobowce zawierają głównie ciała mężczyzn, część z nich kobiet, natomiast nie znaleziono żadnego pochówku dzieci.

Groby zachowały się w tak dobrym stanie do naszych czasów, ponieważ wiele z nich nie posiadało charakterystycznych dla późniejszych epok kopczyków z ziemi czy kamieni na powierzchni, przez co były trudniejsze do namierzenia przez szabrowników. Jeden z grobowców zawierał hełm i tarczę. Pochowanemu wojownikowi towarzyszył tresowany sokół – typowe zwierzę hodowane przez skandynawskich władców. Ciała złożone do łodzi odziane były w tkaniny pochodzące znad wybrzeży Morza Kaspijskiego, Sogdiany (Azja Środkowa), a nawet z Chin, co świadczy, iż kontakty handlowe z Dalekim Wschodem zostały nawiązane na długo nim wikingowie ruszyli na podbój Wysp Brytyjskich u schyłku VIII wieku. Jeden z wojowników został złożony do grobu wraz ze dekapitowanym puchaczem zwyczajnym (o wdzięcznej łacińskiej nazwie Bubo Bubo) . Czy zwierzę straciło głowę, by nie powstać z martwych? A może zostało złożone w ten sposób w ofierze? Albo nie przyniosło listu z Hogwartu na czas? Prawdopodobnie nigdy się nie dowiemy.

Źródło: https://royaloakarmoury.com/portfolio/valsgarde-8-helmet/,
data odczytu: 25.02.2023


Poszczególne groby otrzymały kolejne numery, nadane przez archeologów. Kilka z nich zasługuje na bardziej szczegółowe opisy. Grób numer 5, datowany na końcówkę VII i początek VIII wieku,  zawierał hełm z Epoki Brązu, bardzo podobny do innego znaleziska z angielskiej miejscowości Sutton Hoo (anglosaski grób datowany jest na VII wiek). Pokazuje to, iż zarówno mieszkańcy Wysp Brytyjskich jak i Skandynawii mieli u swych korzeni podobną kulturę, lub wywodzili się od tych samych ludów, pomimo, iż obie nacje mieszkały na przeciwległych wybrzeżach Morza Północnego. Pochówek zawierał łódź o długości 11,7 metrów, w której mogło zmieścić się 4-5 rzędów wioślarzy. Wojownik pochowany był z mieczem i nożem przy pasie. Na jego ciele złożono tarczę, a wspomniany hełm znajdował się u jego stóp. Oprócz wymienionego oręża w łodzi znajdowała się również włócznia i osiemnaście strzał, prawdopodobnie w kołczanie, który nie dotrwał do naszych czasów.  Trzy końskie uzdy, wyposażenie gospodarstwa domowego, jak i prowiant (głównie mięso) również znalazły się na pokładzie statku. Na północy od łodzi pochowano dwa konie i krowę, a na południe cztery psy.

Grób numer 6, datowany na połowę VIII wieku, zawierał łódź o długości ok. 10 metrów i również 4-5 rzędów dla wioślarzy. Pochowany w nim wojownik złożony był na rufie łodzi, która wyścielona była ptasimi piórami. Po jego lewej stronie złożono dwa miecze, a po prawej zdobny puchar. Tarcza oparta była o burtę, nad którą znaleziono resztki tkanin – prawdopodobnie pozostałości namiotu, który przykrywał pokład statku (skandynawskie okręty miały tylko jeden pokład – w razie deszczu przykrywany był właśnie plandeką). U stóp zmarłego złożono strzały oraz dwie końskie uzdy. W grobie znalazła się również włócznia i hełm, wyposażenie gospodarstwa domowego (w tym szklana misa i róg) oraz pozostałości planszy do hnefatafl (samą grę i jej reguły omówimy sobie w przyszłości) do gry wraz z dwudziestoma trzema szklanymi pionkami, każdy o wysokości ok. 2,5 cm. Na zewnątrz od burt statku pochowano dwa konie i psa.

Grób numer 7, z końcówki VII wieku, zawierał dębową łódź długą na 8,5 metra. Przypuszcza się, że ta mniejsza jednostka mogła pomieścić 3-4 rzędy wioślarzy. Pochowany w niej człowiek również złożony był na ptasim pierzu, głównie gęsimi, kaczymi i kruczymi. Wedle skandynawskich wierzeń gęsie pióra miały ułatwić przejście do zaświatów (warto zaznaczyć, iż użycie kurzych piór mogło wydłużyć i uprzykrzyć duszy podróż po śmierci). Nad jego głową złożone zostały trzy tarcze oraz kołczan ze strzałami, a po obu bokach ułożono dwa miecze. Na pokładzie złożono również drewniany kubek i trzy rogi. Nie mogło zabraknąć hełmu i włóczni. Również i ten grób zawierał pozostałości planszy do hnefatafl, sprzęty codziennego użytku jak i prowiant złożony na podróż do zaświatów. Na dziobie statku złożono cztery konie, w tym jednego w pełni osiodłanego, krowę oraz świnię.

Grób numer 8 datowany jest na pierwszą połowę VII wieku. Zakopana w nim była łódź z drewna świerkowego o długości 9 metrów. Była to kolejna łódź z 4-5 rzędami na wioślarzy. Głowa zmarłego spoczywała na poduszce a jego ciało było przykryte kocem. Na nogach miał położone dwie tarcze. Pod nimi znajdowały się dwie skrzynie – jedna z uzbrojeniem, druga z przedmiotami codziennego użytku. U jego stóp położono hełm. Po jego lewej stronie znajdował się szklany kielich. Na pokładzie znalazła się również plansza do hnefatafl, narzędzia, naczynia oraz pies ze smyczą. Na zewnątrz statku pochowano dwa konie i krowę.

Grób 13, najpóźniejszy z dotychczasowych, bo datowany na przełom VIII i IX wieku, zawierał łódź o długości 9,8 metra. Pokład i zmarłego przykryto żółto-zielonym materiałem. Nad głową pochowanego złożono tarczę, a na jego tułowiu ułożono strzałę z brązowym grotem. Kolejne strzały były ułożone na pokładzie na środku łodzi. Po lewej stronie ciała znaleziono miecz z zachowaną drewnianą pochwą. Statek zawierał również narzędzia i prowiant. Na zewnątrz pochowano trzy konie.

Źródło: https://www.gustavianum.uu.se/news/artikel/?tarContentId=707134,
data odczytu: 25.02.2023


Przegląd grobów z łodziami z różnych wieków pokazuje, jak istotne były podobne pogrzeby wśród Skandynawów.  Znaleziska z mogił rzucają także nowe światło na sprzęty codziennego użytku, oręż, a także bardziej prozaiczne aspekty, jak moda (resztki tkanin) i rozrywki, znane w ich epoce (szczątki gier planszowych). Odkrycia pokazują ponadto, jak ważne było wyprawienie zmarłych bliskich lub władców w zaświaty, przy zapewnieniu im wszystkich niezbędnych rzeczy oraz prowiantu.

Kończąc tradycyjnie zapraszam do odwiedzenia mojej strony na Facebooku oraz do udostępniania materiału. W ten sposób dzięki Wam udam mi się dotrzeć do szerszego grona Czytelników (w tym miejscu zaznaczę, że 2022 rok był rekordowy pod względem odwiedzin, za co Wam dziękuję). A jeśli chcecie wesprzeć mnie w inny sposób, zachęcam do odwiedzenia profilu na Patronite, gdzie wzorem Piotra Brachowicza możecie zostawić datek na rozwój bloga. Tym razem również podziękowania dla jednej z czytelniczek. Dzisiejszy temat pojawił się w sobotę, a nie zwyczajowo w piątek, co wzbudziło zainteresowanie brakiem artykułu. Za opóźnienie przepraszam... I dziękuję za zainteresowanie i wypatrywanie nowych materiałów :)

piątek, 10 lutego 2023

Młot z Ysby || Galeria Derecki

 

Źródło: https://www.ancientpages.com/2022/10/17/one-of-a-kind-viking-age-hammer-of-thor-discovered-in-ysby-sweden/,
data odczytu: 09.02.2023

Najbardziej rozpoznawalnym symbolem wikińskich wisiorków jest zapewne Młot Thora. Mjölnir, bo tak go zwano, znajdywany był na licznych stanowiskach archeologicznych nie tylko w Skandynawii, ale i na terenach, na które dotarli Ludzie Północy. Dziś opowiemy sobie o jednym z tych amuletów, znalezionym w 2022 roku.

Malutka, liczące 267 mieszkańców wieś Ysby, położona w Szwecji, nad cieśniną Kattegat. W pewien letni dzień archeologowie, badający miejsce pod budowę nowych domów, mających stanąć na południowo-zachodnich rubieżach miejscowości, natrafili na mały, metalowy przedmiot. Okazało się, iż jest to przedstawienie Mjölnira, młota Thora, Boga Piorunów. Wisiorek datowany na IX-XI wiek wykonany został z ołowiu i mierzył trzy centymetry. Przypuszcza się, że pierwotnie mógł być pokryty srebrem lub złotem. Na miejscu odkryto także inne przedmioty, jak naczynia, ślady długich domów, czy nawet starożytne monety z czasów Cesarstwa Rzymskiego, jednak Młot był pierwszą ozdobą tego typu znalezioną w regionie Halland (region południowo-zachodniej Szwecji). Młot jest misternie zdobiony i nawet stulecia, które upłynęły od jego stworzenia, nie zatarły wzorów na nim. Per Wranning z Muzeum Historii Kultury w Halland twierdzi, że takie symbole były szczególnie popularne pod koniec Epoki Wikingów, kiedy to chrześcijaństwo stawało się coraz bardziej popularne w Skandynawii, a wyznawcy nordyckich Bogów chcieli sygnalizować wszem i wobec swoją wiarę.

Chciałem opisać Młot z Ysby, albowiem bardzo spodobały mi się jego zdobienia. Odkrycie tego wisiorka pokazuje także, iż każdy rok może przynieść nowe znalezisko i rzucić więcej światła na to, jak wyglądało życie wikingów. O samym Mjölnirze, potężnym artefakcie wykutym przez krasnoludy, opowiemy sobie jeszcze w przyszłości. Dziś jednak chciałbym skorzystać z okazji, iż poruszony został temat biżuterii, by opowiedzieć o innych, cudownych przedmiotach.

To właśnie te obrączki przykuły uwagę mojej żony w Galerii Derecki

W październiku 2022 roku wybraliśmy się z żoną w rocznicową podróż na Dolny Śląsk, by odwiedzić miejsca związane z naszym ślubem. Będąc we Wrocławiu udaliśmy się zobaczyć panoramę ze Sky Tower, najwyższego wieżowca Wrocławia. Przylega doń galeria o tej samej nazwie. Przechodząc przez nią moja żona zwróciła uwagę na wystawę z obrączkami. Inspirowane minionymi epokami i kulturami wyroby przykuły i moją uwagę, zwłaszcza pewna obrączka z plecionką, jakże charakterystyczną dla wczesnego średniowiecza. Rok wcześniej zorganizowaliśmy ślub w trzy dni i trzy godziny, to też wszystkie przygotowania potoczyły się bardzo szybko. Obrączki, które wtedy wybraliśmy, były jedynymi identycznymi pierścionkami, jakie zostały u pewnego jubilera i jakie pasowały na nasze palce. Obiecaliśmy sobie więc, iż pewnego dnia kupimy sobie takie, jakie byśmy chcieli. Miesiące mijały, a my nie trafiliśmy na ten jedyny wzór. Aż to opisanego październikowego dnia i wycieczki do Wrocławia.

I tak oto zawitaliśmy do Galerii Derecki. Oprócz obrączek urzekł nas również jej wystrój – stylizowany na średniowieczny, inspirowany Bramą Wrocławską z Oleśnicy. To było jak podróż w czasie, poczuliśmy, iż trafiliśmy do miejsca, którego właściciel nie tylko zna historię, ale i ją czuje. I tak samo spontanicznie, jak organizowaliśmy własny ślub, tak też w tej jednej chwili zrobiliśmy pomiary na potrzeby wykonania nowych obrączek. Jako ciekawostkę wspomnę, że samą umowę na ich wykonanie podpisaliśmy 21 października – dokładnie w pierwszą rocznicę naszego ślubu.

Źródło: https://derecki.art/kuznia-mistrza-slawomira/, data odczytu: 09.02.2023

W tym miejscu warto wspomnieć iż nie były to klasyczne złote, gładkie pierścionki, jakże popularne wśród ludzi biorących ślub. Zdecydowaliśmy na złotą plecionkę, okoloną dwoma obręczami metalu pochodzącego z meteorytu Gibeon, starszego od naszego Świata. Warto tu podkreślić, iż Pan Sławomir Derecki to jedyny artystka, który wykonuje biżuterię ze spadających gwiazd. Poznając go, a także jego żonę i syna, przekonaliśmy się, jak bardzo pozytywni są to ludzie i jak bardzo oddani temu, co robią. Rozmawiając z Panem Sławomirem od razu znaleźliśmy też wspólne tematy, chociażby o Świętej Górze Słowian, Ślęży. Sam fakt, iż biżuteria wykonywana jest tradycyjnymi metodami dodaje jej charakteru i zbliża nas do dawnych wieków, do których każdy miłośnik historii czuje tęsknotę. Przy odbiorze naszych gwiezdnych obrączek wzbogaciliśmy się o jeszcze jeden drobiazg – wisiorek, wykonany ze starego srebrna, pochodzącego z przełomu XVIII i XIX wieku, przedstawiający podobiznę rzeźby niedźwiedzia ze Ślęży.

Jeśli więc również chcecie wejść w posiadanie gwiezdnej biżuterii, zachęcam do kontaktu i zakupów w Galerii Derecki. W treści dzisiejszego artykułu wplotłem odnośniki do galerii przedstawiające zarówno sam salon, jak i kuźnię – zdjęcia jak i ich opisy są bardzo piękne, dlatego zachęcam do zapoznania się z nimi.

Po odbiorze obrączek Pan Sławomir zaproponował nam odwiedzenie pobliskiej ulicy Gwiaździstej
- nazwa adekwatna dla tej niesamowitej biżuterii


A żeby zamknąć klamrą temat, odwołam się do młota Thora, Mjölnira, który został wykuty w odległej krainie krasnoludzkich kowali, w kuźniach Niðavelliru. I podobnie jak jego broń, tak i nasze obrączki pochodzą z dalekiego, przedwiecznego świata, który istniał pomiędzy odległymi gwiazdami. I także jak magiczny młot, zostały wykute przez Mistrza w swoim fachu. Ta świadomość nadaje im głębszego, bardziej osobistego znaczenia.

A na koniec tradycyjnie zachęcam do odwiedzenia mojego profilu na Facebooku oraz do udostępniania artykułu, bym mógł dotrzeć do szerszego grona Odbiorców. A jeśli chcesz mnie wesprzeć Czytelniku w inny sposób, na wzór mojego Patrona, Piotra Brachowicza, zapraszam do wizyty na mojej stronie na Patronite.

piątek, 27 stycznia 2023

Potop - część trzecia

 

Źródło: https://www.learnreligions.com/all-about-noahs-flood-700164,
data odczytu: 26.01.2023

W dwóch poprzednich artykułach opowiedzieliśmy sobie kilka wersji mitu o Potopie – od odległej i mroźnej Skandynawii, przez Bliski Wschód, aż po Półwysep Indyjski. Dziś wyruszymy jeszcze dalej, szukając podań o tymże kataklizmie na terenach obu Ameryk, jak i na odległym Pacyfiku.

Źródło: https://steemit.com/history/@cifer44/the-great-flood-connection,
data odczytu: 26.01.2023

Wirakocza

Tym razem wędrujemy za Ocean, do górskiego pasma Andów w Ameryce Południowej. Żyjący tam Inkowie wierzyli w Boga Wirakoczę (utożsamianym z Kon-Tiki), który stworzył Wszechświat i okolice. Dał także początek cywilizacji. Był on już wspomniany na moim blogu.

 W przeciwieństwie do rdzennej ludności Andów, miał mieć jasną karnację i długą białą brodę. Ponoć opuścił też Amerykę Południową, kierując się za Ocean. Inkowie wierzyli, że pewnego dnia powróci zza wielkiej wody. Ta wiara okazała się dla nich zgubna, gdy hiszpańscy konkwistadorzy, z jasną, europejską karnacją, odpowiadającą opisom Wirakoczy, zawitali do ich państwa. Wróćmy jednak do samego Boga. Pierwszą rasą, którą stworzył z kamienia, byli olbrzymi, jednak byli oni głupi i złośliwi, co poskutkowało pierwszym potopem (a dla nas jest podobne do historii o potomkach Ymira w mitologii nordyckiej). Przetrwać miała, a jakże, tylko jedna para olbrzymów. Następną rasą, którą stworzył, byli mniejsi już ludzie (również ukształtowani z kamienia). Nakazał im żyć dobrze, bez konfliktów. Kiedy jednak widział, że stali się chciwi i źli, zesłał kolejny Potop na świat. Z powodzi uratować miała się tylko para, Manco Cápac (co w języku keczua oznacza Założyciel Dynastii) i Mama Ocllo (Matka Płodności – proszę o zwrócenie uwagi, iż słowo Matka w keczua jest identyczne jak polskie Mama i lustrzano podobne do odpowiedników w innych językach). Wielka powódź miał trwać sześćdziesiąt dni i sześćdziesiąt nocy, a para ocalałych przetrwała dzięki drewnianej skrzynki, którą zbudowali i która unosiła się na falach, nawet ponad najwyższymi górami. Kiedy wody opadły, Manco  Cápac i Mama Ocllo dali początek dynastii Państwa Inków. Następną rasę ludzi Wirakocza miał ulepić z gliny, podobnie jak Bóg Jahwe.    



Źródło: https://medium.com/@robert.f.williams/three-native-american-creation-myths-a20ec9129c6,
data odczytu: 26.01.2023

Etsie

Wśród indiańskich plemion Atabasków opowiadano o srogiej ziemie (co znów nawiązuje do pamięci o ostatniej Epoce Lodowcowej). Zwierzęta, by się ogrzać, ukradły worek z ciepłem Władcy Nieba, Niedźwiedzia. Pewnego wieczoru, gdy małej myszy doskwierał chłód, postanowiła zabrać nieco ciepła z worka. Jednak nieumyślnie zrobiła w nim dziurę i cały żar wydostał się, topiąc wszystkie śniegi świata. Wzbierająca woda zalała każdy istniejący ląd. Wydarzenie przewidział stary Etsie, który ostrzegał innych, jednak nikt nie dawał wiary jego czarnym wizjom. Starzec uratował się na wybudowanej łodzi, oczywiście zabierając na nią po parze wszystkich żyjących zwierząt. Gdy wody utrzymywały się nad całym światem, wypuszczał gołębia by sprawdzić, czy gdzieś już odsłonił się suchy ląd. Kiedy ptak wrócił z gałązką jedliny, był to znak, iż Potop dobiega końca i wnet mógł osadzić swój statek na lądzie. W tym miejscu w kilku słowach chciałbym napomknął o innych indiańskich wierzeniach, albowiem różne ich wersje znane są wśród wszystkich plemion Ameryki Północnej. Różnią się jeno szczegóły. Zamiast statku pojawia się flota kanoe. Wśród niektórych, jak Szejeni czy Mikmakowie panowało przekonanie iż Wielka Powódź była karą za zło i wojny wszczynane przez ludzi. Widząc to Kisúlkw, Bóg Stworzyciel, zaczął płakać. Szlochał tak długo, aż jego łzy zalały cały świat, topiąc wszystkie istoty (osobiście uważam, że to jedna z ciekawszych wersji, a literackie porównanie łez do kropel deszczu jest piękne). Powódź miała przetrwać tylko para starych ludzi, którzy na nowo zaludnili Ziemię.

Źródło: https://www.civilbeat.org/category/mauna-kea/,
data odczytu: 26.01.2023

Nu’u

Ostatnia przytoczona przeze mnie historia będzie klamrą do pierwszej, o Noem. I chociaż wszystkie mają wspólne elementy, to w tej pojawia się bohater o bliźniaczo brzmiącym imieniu. Na Hawajach wierzono, iż po śmierci pierwszego człowieka następne pokolenie stało się do szpiku złe. Jedynymi dobrymi ludźmi mieli być Nu’u (co oznacza Modlący się) oraz jego żona Lili-noe. Zbudowali oni ogromny statek, na którego pokładzie schronienie znalazły zwierzęta i rośliny. Potop przetoczył się przez świat, niszcząc wszystko inne. Gdy wody ustąpiły statek usiadł na najwyższym wulkanie Hawajów, Mauna Kea.

To nie są jedyne historie o Potopie. Starałem się zebrać te najbardziej podobne. Ponadto,  nie każda mitologia ma swój odpowiednik. Nie wszędzie przewija się także motyw wielkiej powodzi jako kary za grzechy. Przykładem mogą być wierzenia Aborygenów, gdzie Potop na świat sprowadziły jaszczurki, które chciały pozbyć się dziobaków (jakkolwiek dziwnie by to nie brzmiało). Podejrzewam, że opowiadanie kilka razy podobnej historii mogło w pewnych miejscach nużyć, jednak chciałem podkreślić, jak podobne są to mity. Warto również pamięć, iż wiele z nich wspomina o rasie olbrzymów, która zamieszkiwała świat przed Potopem.

Czy wszystkie wywodziły się z tego samego źródła? Jeśli tak, to jak zawędrowały w różne zakątki świata, oddzielone od siebie nawet Oceanami? Czy może też na swój sposób opisywały jeden globalny kataklizm, który dotknął ludzkość w najdalszych nawet miejscach na Ziemi? Na te pytania ciężko nam znaleźć odpowiedź w dzisiejszych czasach, chociaż spotkałem się z różnymi teoriami próbującymi wytłumaczyć fenomen Potopu. Przez ostatnie tygodnie przytoczyliśmy sobie dziewięć na pozór innych i na pozór takich samych historii o Wielkiej Powodzi. Zostawiam Wam, Drodzy Czytelnicy, do przemyślenia, czy uważacie iż każda cywilizacja opowiadała swoją, osobną historię o Potopie, czy może wszystkie razem sięgają do jednego wspólnego źródła, nim powstały różne narody, języki, a Bogowie zyskali lokalne imiona.

Na koniec ogromne podziękowania dla wszystkich Czytelników - wczoraj mój blog przekroczył okrągłą liczbę 30 000 odwiedzin. Nie byłoby tego wyniku bez zainteresowania tematami, które poruszam. Chciałbym również podziękować wszystkim osobom, które podsyłały od początku pomysły na nowe artykuły, a także wyrażały konstruktywną krytykę na temat publikowanych materiałów. Tradycyjnie, zapraszam do odwiedzania profilu na Facebooku, oraz udostępniania moich artykułów, bym mógł dotrzeć do jeszcze szerszego grona odbiorców. A jeśli chcecie wesprzeć dalszą twórczość w bardziej materialny sposób, zapraszam na moją stronę na Patronite.