piątek, 27 maja 2022

Yngvar Wysoki

 

Źródło: https://sv.wikipedia.org/wiki/Yngvar_(Ynglinga%C3%A4tten),
data odczytu: 27.05.2022

Wyprawy plemion szwedzkich na drugą stronę Bałtyku zaczęły się w VII wieku. To stamtąd przybyli skandynawscy osadnicy, którzy zasiedlili miejscowość Grobiņa na terenach dzisiejszej Łotwy. Również inne nadbałtyckie kraje poznały, czy tego chciały czy nie, napływających z północy wikingów. Jednym z przywódców, który śmiało przeprawiał się przez nasze morze był Yngvar Eysteinsson i to jego historię sobie dziś omówimy.

Yngvar był synem szwedzkiego władcy Eysteina (szw. Östena), który panował na przełomie VI i VII wieku. Podczas jednej z uczt jego dwór został otoczony przez wojska najeźdźcy z Jutlandii (dzisiejsza Dania), Sölvego. Wszyscy biesiadnicy zginęli w płomieniach. Sölve domagał się, by Szwedzi uznali go za swojego nowego władcę, jednak ci nie chcieli oddać tronu komuś, kto tak brutalnie zabił ich króla wraz z całym otoczeniem. Jedenastodniowa rebelia zakończyła się jednak zwycięstwem najeźdźców.

Po pewnym czasie Szwedom udało się obalić uzurpatora i na tronie posadzili Yngvara, którego nie było w trakcie nieszczęsnej uczty. Yngvar już za młodu wsławił się jako wielki wojownik. Lud nadał mu przydomek Harra, co znaczy Wysoki. Po śmierci Sölvego prowadził walki z Jutlandią, a także z mieszkańcami wysp znajdującymi się u wybrzeży Estonii. Po zawarciu pokoju z pierwszymi mógł się całkowicie skupić na kampanii prowadzonej na wschodzie Bałtyku.

Podczas pewnego lata wyprawił się na wyspę zwaną Ozylia (dziś to estońska Sarema) zginął w walce z miejscowymi i tam też został pochowany. Prawdopodobnie tubylcy zgodzili się na pochówek jego i innych zabitych Szwedów.

Historycy otwierają się o lata życia Yngvara. Rozrzut jest dość duży i zahacza zarówno o VI jak i VIII wiek, obejmując niemożliwy do przeżycia okres 170 lat. Najczęściej pojawia się teza, iż urodził się około 615/616 roku, a zginął w okolicach lat 70. VII wieku. Nie jest wymieniane nawet we wszystkich źródłach. Jego pominięcie może świadczyć, iż był na półlegendarnym władcą. Nie ma także pewności co do jego przydomku, gdyż niektórzy uważają, że doszło do błędu i powinien nosić miano Siwy, a nie Wysoki. Jednak w każdej legendzie jest ziarno prawdy i czyjś żywot i osiągnięcia dały początek historii Yngvara.

Odkrycia archeologiczne pochówków i łodzi z wyspy Saremy potwierdzają, iż VII wiek był czasem ekspansji Szwedów na wschód. Swego czasu opisałem już Grobiņę, osadę leżącą niedaleko wybrzeża w Estonii. Historia Yngvara i pozostałości znalezione na pobliskiej wyspie tylko potwierdzają, iż wikingowie interesowali się wschodem Bałtyku już w VII wieku.

Na koniec tradycyjnie chciałbym podziękować Piotrowi Brachowiczowi za wspieranie mojego bloga. Jeśli i Ty chcesz dołożyć swoją cegiełkę do dalszego rozwoju strony - zapraszam na mój profil na Patronite. Możesz mnie wesprzeć także niefinansowo - jeśli podobał Ci się ten artykuł, udostępnij, bym mógł dotrzeć do większego grona czytelników. Ponadto zachęcam do odwiedzenia mojej strony na Facebooku.

piątek, 13 maja 2022

Grobiņa

 

Źródło: https://www.followthevikings.com/visit/grobina,
data odczytu: 13.05.2022

Epokę wikingów tradycyjnie rozpoczyna się od 793 roku, kiedy miał miejsce pierwszy udokumentowany atak Skandynawów na klasztor na Świętej Wyspie Lindisfarne. Moment ten wyznacza punkt w historii, kiedy zaczęły się zmasowane ataki na zachód Europy przez Duńczyków i Norwegów (a raczej przez nacje, które utworzą kiedyś te kraje – dla uproszczenia przyjmijmy jednak te nazwy). Szwedzi nie mieli otwartego wyjścia na Morze Północne czy Norweskie, jednak byli tak samo żądni przygód i kolonizacji dalekich ziem. Już w połowie VII wieku, a więc na kilkanaście dekad przed atakiem na Lindisdarne, zapuszczali się na wschodnie wybrzeże Bałtyku. Osady, które kiedyś utworzą dadzą początek Rusi.

Nad zachodzie Łotwy, nad rzeką Ālande leży miasteczko Grobiņa. Pierwsza wzmianka o tej liczącej niecałe 4000 mieszkańców miejscowości pochodzi z 854 roku. Jednak historia osady jest znacznie starsza i sięga około 650 roku. Na bazie wykopalisk ustalono, że to tu, nad brzegiem jeziora Liepāja powstało pierwsze osiedle. Połączenie zbiornika wodnego przez rzekę Ālande zapewniało dostęp statkom do Bałtyku.

Wykopaliska przeprowadzone na pierwszym odnalezionym średniowiecznym cmentarzu wykazały, że ludzie pochowani tam byli zgodnie ze skandynawskim obrządkiem. Niskie kurhany miały średnio 0,1-1,4 metra wysokości. Kopce zwieńczone były kamiennymi nagrobkami. Do dnia dzisiejszego zachował się tylko jeden, odnaleziony w 1987 roku. W grobach znaleziono między innymi miecze, włócznie, hełmy, resztki licznych drewnianych tarcz a także biżuterię broszki, pierścienie, bransolety, grzebienie, klucze i naczynia. Znaleziony nagrobek i obrączki wewnątrz grobów zawierają powtarzający się wizerunek dwóch kaczek, niektóre z nich stykały się dziobami – charakterystyczne ozdoby dla kultury znanej ze szwedzkiej Gotlandii. W XX wieku odnajdywano także inne miejsca pochówków – łącznie szacuje się, że mogło być ich ponad 3000 między VII a IX wiekiem. Przypuszcza się, że w jednym momencie liczebność osady nie przekraczała 300-500 mieszkańców.

Źródło: https://www.tripadvisor.com/LocationPhotos-g2346059-Grobina_Kurzeme_Region.html,
data odczytu: 13.05.2022


Pobliskie znaleziska wskazują, iż od początku powstania osady dochodziło do licznych potyczek z miejscowymi ludami. W 800 roku osada została zajęta przez Kurów (jedno z plemion bałtyckich). W 854 roku Duńczycy spróbowali przejąć Grobiņę, ale zostali pokonani przez Bałtów. W następnym roku szczęścia w przywróceniu kolonii spróbował szwedzki król Olof. Po serii potyczek tubylcy skapitulowali – późniejsze źródła przypisywały ten zwrot akcji modlitwom Olofa do chrześcijańskiego Boga. Ślady walk po tym wydarzeniu są już mniej liczne, co wskazuje, że Skandynawowie i Bałtowie mogli zacząć bardziej pokojowo współistnieć obok siebie. W tym samym czasie znaczenie Grobiņy na wschodnich szlakach handlowych zaczęło maleć na rzecz osady Truso (obecnie Janów pod Elblągiem) i Kaup (Mokowoje w Obwodzie Kalingradzkim).

W 2011 stanowisko archeologiczne w Grobiņie zostało nominowane do wpisania na listę informacyjną UNESCO, a sam wpis miał miejsce w 2017 roku. Dziś znajduje się tam rekonstrukcja osady i odbywają się festiwale wikingów. 

Ślady wypraw i walk Skandynawów na wschodnim wybrzeżu Bałtyku pozwalają postawić pytanie - czy słusznie 793 rok uważa się za początek epoki wikingów, skoro Ci wojowali ponad sto lat wcześniej?

Na koniec tradycyjnie chciałbym podziękować Piotrowi Brachowiczowi za wspieranie mojego bloga. Jeśli i Ty chcesz dołożyć swoją cegiełkę do dalszego rozwoju strony - zapraszam na mój profil na Patronite. Możesz mnie wesprzeć także niefinansowo - jeśli podobał Ci się ten artykuł, udostępnij, bym mógł dotrzeć do większego grona czytelników. Ponadto zachęcam do odwiedzenia mojej strony na Facebooku. 

sobota, 30 kwietnia 2022

Alp

 

Źródło: https://en.wikipedia.org/wiki/Alp_(folklore),
data odczytu: 30.04.2022

Noc budzi grozę. To co nieznane, skryte w ciemności, czego nie widać - potrafi przerażać. Godzina złodziei przypada na porę nocną. Tak samo godzina duchów. Nic więc dziwnego, że to właśnie wtedy wszystkie nadprzyrodzone istoty były najgroźniejsze. Dziś przybliżymy sobie jedno z takich stworzeń – znanego z germańskiej mitologii Alpa.

Alp miał wiele wspólnego z wampirami, gdyż jako i one wysysał krew ze swoich ofiar. Pojawiał się pod postacią mężczyzny (często ze zrośniętymi na środku brwiami) w pobliżu wiejskich zabudowań, najczęściej podczas pełni, czym z kolei bliżej mu było do wilkołaka. I tak jak likantrop, potrafił zmieniać swój wygląd, jednak nie ograniczyła się do jednego zwierzęcia – to mógł być pies, kot, ptak wąż a nawet motyl. Przybierał też postać mgły i mógł w ten sposób przecisnąć się przez szczelinę pod drzwiami czy dziurkę od klucza. Atakował przeważnie kobiety. Podczas spożywania krwi wprowadzał do ciała ofiary truciznę, która powodowała koszmary i paraliż senny. Następnego dnia taka osoba budziła się wyczerpana, mogąc jedynie pamięć przebłyski wydarzeń minionej nocy. Atakując kobiety potrafił także spijać mleko z ich piersi, a z sutków mężczyzn i dzieci krew. Mógł także plątać ludziom włosy nocną porą, tworząc kołtuny a także zsyłać na ludzi choroby i nieszczęścia.

Również zwierzęta w gospodarstwie nie mogły czuć się bezpieczny. Końskie grzywy mogły również zostać zasupłane, a same wierzchowce przez całą noc ujeżdżane, nawet do zajeżdżenia ich na śmierć. Jeśli wampir nie mógł spijać mleka od kobiety, zakradał się do obory. Krowy, które padły jego ofiarą nie dawały mleka lub dawały kwaśne.

Uważano, że Alpem może stać się niedawno zmarły krewny. Podatność na zostanie tymi potworami po śmierci miały dzieci, które urodziły się z owłosionymi dłońmi lub w czepku na głowie (czym bardzo przypominały kaszubskich òpi). Również noworodki,  które zmarły w trakcie porodu mogły powracać w ten sposób zza grobu. Niewskazane było również, by matka w połogu w bólach gryzła końską uprzęż – jej potomstwo również było narażone na przemianę w demona. Alpy mogły zostać nasłane na człowieka przez nieprzychylną wiedźmę. Oszukane lub przekupione potrafiły doprowadzić ofiarę do osoby, która nimi kierowała. Niektórzy mogli stawać się Alpami już za życia, zmieniając się w nie w nocy i normalnie funkcjonując za dnia, niczego nawet nie będąc świadomym. Taka osoba mogła zostać wyleczona, najczęściej przez znalezienie delikwenta, który rzucił na nią klątwę i przez który to czar następowała ta cykliczna przemiana.

Niektórzy uważali, że źródłem mocy potwora był jego biały kapelusz, zwany tarnkappe (niem. maskująca czapka). Nakrycie głowy czyniło jego właściciela niewidzialnym, jednak samo pozostawało widoczne. Po tym fakcie można było zauważyć zbliżające się zagrożenie – jeśli w powietrzu unosił się kapelusz, to znaczy, że Alp wyszedł na żer. Opowiadano, że stwory czasem gubiły swoje czapki – by je odzyskać, obiecywały mnóstwo złota temu, kto przyniesie im zgubę.

Co ciekawe, w starożytności, wśród germańskiego ludu Teutonów Alpy potrafiły być przyjazne. Niczym islandzkie elfy, znały się na magii i mogły pomóc ludziom. Zamieszkiwały odosobnione górzyste tereny i to właśnie z tymi regionami związane są pierwsze podania o nich. Najprawdopodobniej ten wizerunek uległ zniekształceniu w późniejszych wiekach, kiedy chrześcijańscy misjonarze degradowali wszystkie nadprzyrodzone istoty do rangi demonów. Kościół w obronie przed Alpami zalecał odmawianie nocnych modlitw. Również napisanie kredą imion Trzech Królów wraz z narysowaną sześcioramienną gwiazdą na drzwiach chroniło przed wdarciem się demona do wnętrza pomieszczenia. Innym wariantem była pięcioramienna gwiazda z imionami Eliasza i Henocha. Ludowymi sposobami ochrony było zostawianie światła na noc, kładzenie miotły pod poduszkę, zawieszanie podkowy na rogu łóżka, zatykanie dziurek od klucza, ustawianie butów przy łóżku noskami w stronę drzwi, a także spanie z lusterkiem na klatce piersiowej (na pewno poprawiało to komfort snu, zwłaszcza, jak się stłukło). Należy pamiętać, że dziurka do klucza musi zostać uszczelniona przed potencjalnym wejściem do sypialni – w przeciwnym razie potwór może zostać uwięziony w pomieszczeniu i powodować więcej szkód, gdyż może je opuścić tylko tym samym otworem, którym wszedł. Również pochowanie ludzkiego płodu lub zmarłego noworodka pod progiem drzwi mogło utworzyć magiczną barierę, której Alp nie mógł przekroczyć. Zwyczaj ten omówimy sobie szerzej przy słowiańskich Porońcach i Kłobukach. Najdziwniejszym sposobem na pozbycie się Alpa z otoczenia było oddanie moczu do nowej, czystej butelki i powieszenie jej w miejscu, w którym mogła być oświetlona przez promienie słoneczne, na trzy dni. Następnie, w całkowitym milczeniu, należało zanieść naczynie nad brzeg rzeki i rzucić je w nurt wody przez głowę, stojąc plecami do wody.

W bezpośredniej konfrontacji z Alpem, kiedy człowiek obudzi się ze stworem na sobie, można prosić go, by przestał i wrócił rano. Istota była przekupna, dlatego można było zaoferować następnego dnia jakiś prezent lub poczęstunek. Do pomocy może przyjść również drugi człowiek, który czuwa przy potencjalnej ofierze Alpa. Widząc atak potwora może starać się go zrzucić lub wetknąć do paszczy stwora cytrynę (co potrafiło odebrać im siły, albowiem prawdopodobnie były uczulone na cytrusy). Można także spróbować zabrać mu kapelusz – bez niego demon staje się bezradny.

Śladów po koszmarach, które nieodłącznie towarzyszyły atakom Alpa można szukać we współczesnym języku niemieckim. Słowo alptraum oznacza właśnie koszmar senny. Sam ucisk na klatkę piersiową przy paraliżu sennym nazywany jest alpdrück – nacisk alpa. Samo słowo alp ma tą samą etymologię co angielskie elf, islandzkie alf, czy współczesne niemieckie elb – nic dziwnego, skoro pierwotnie te istoty były czasami przyjaznymi, posługującymi się magią, mieszkańcami górskich lasów.

Na koniec tradycyjnie chciałbym podziękować Piotrowi Brachowiczowi za wspieranie mojego bloga. Jeśli i Ty chcesz dołożyć swoją cegiełkę do dalszego rozwoju strony - zapraszam na mój profil na Patronite. Ponadto zachęcam do odwiedzenia mojej strony na Facebooku.

piątek, 15 kwietnia 2022

Dziewczyna z Egtved

 

Źródło: https://oldeuropeanculture.blogspot.com/2019/10/,
data odczytu: 14.04.2022

Omawiając wydarzenia historyczne najczęściej porusza się żywoty znanych osób, władców, czy osób, które odegrały kluczową rolę w danym wydarzeniu. Dziś omówimy sobie osobę, której imienia nikt nie zna, ale która stała się znana, dzięki odkryciu dokonanym nieco ponad sto lat temu.

W 1921 roku duński rolnik Peter Platz oczyszczał z głazów swoje pole, które znajdowało się nieopodal  miejscowości Egtved. Kamienie były czymś więcej, niż tylko pozostałościami po ostatnim zlodowaceniu. W trakcie prac natrafił na dębową trumnę, która została złożona do ziemi zgodnie z kierunkami wschód-zachód. Platz poinformował odpowiednie instytucje i następnie zapieczętowana trumna pod kierownictwem Thomasa Thomsena została przewieziona do Muzeum Narodowego w Kopenhadze. Tam pod okiem ekspertów ostrożnie ją otworzono, odkrywając szczątki dziewczyny w wieku 16-18 lat.

Zwłoki zawinięte były w skórę wołu i przykryte wełnianym kocem. Odziane były w luźną i krótką koszulę, która odsłaniała brzuch, z rękawami sięgającymi za łokcie oraz krótką spódniczkę ze sznurka sięgającą do kolan. Do wełnianego pasa przyczepiony był zdobiony dysk, a zań wsunięty grzebień wykonany z rogu. Wzory na ozdobie przypominają inne znaleziska z Danii i Szwecji, wskazując, iż ubierała się wedle regionalnej mody. Na rękach miała bransolety, a w uchu kolczyk. Nogi zaś owinięte były płótnem. Przy głowie dziewczyny umieszczono pudełko z brzozy, a w środku znajdowało się szydło, brązowa szpilka i siatka na włosy. U stóp dziewczyny złożono skremowane szczątki dziecka w wielku 5-6 lat. Badania wykazały, iż nie było spokrewnione z kobietą. Na trumnie złożono krwawnik pospolity, co może wskazywać, iż pochówek miał miejsce między lipcem a październikiem, kiedy to ta roślina kwitnie. Pozostałe złożone rośliny – kwitnąca od maja do czerwca woskownica europejska i kwitnąca od maja do lipca borówka brusznica zawężają ten przedział czasowy do początkowych dni lipca. Ponadto złożono do grobu wiadro pszenicznego piwa (na bazie pszenicy, żurawiny i lipy) oraz miód.

Odkrycie grobu wywołało sensację. Strój dziewczyny nie pasował do ówczesnej wiedzy o modzie w epoce brązu – wydawał się aż nadto skąpy i prowokujący. Kwaśna ziemia, charakterystyczna dla okolic Egtved, zakonserwowała pochówek na wiele stuleci, pozwalając nam na wgląd w zwyczaje pogrzebowe i ubiór z nordyckiej epoki brązu. Dalsze badania wykazały, iż dziewczyna w chwili śmierci miała 160 cm wzrostu, była szczupła, miała jasne włosy (długości ok. 23 cm) i starannie przycięte paznokcie. Pochówek datowany jest metodą dendrochronologiczną na 1370 rok p.n.e.

Źródło: https://www.livescience.com/65017-priestess-probably-not-world-traveler.html,
data odczytu: 14.04.2022

Badania zachowanych tkanek miękkich z 2019 roku wykazały, że dziewczyna pół roku przebywała w okolicy rzeki przepływającej niedaleko Egtved, a drugie pół roku spędzała na pobliskiej wyżynie. Prawdopodobnie taki tryb życia związany był z sezonowym wypasem trzody. Niektórzy badacze podważają te teorie, bazując na izotopach strontu pozyskanych z włosów dziewczyny, twierdząc iż pochodziła z innych stron – z ziem leżących na południu i znajdujących się obecnie na terenie Niemiec lub wręcz przeciwnie, na północy, we współczesnej Szwecji.

Dziś przy kurhanie nazywanym Storhøj stoi kamień pamiątkowy wskazujący miejsce znalezienia trumny. Obok wznosi się zrekonstruowany kopiec o średnicy 22 i wysokości 4 metrów. Nieopodal postawiono mały budynek muzeum z wystawą dedykowaną dziewczynie z Egtved. Znalezisko pokazuje, iż jedno przypadkowe nawet odkrycie może wywrócić całą wiedzę o danej epoce do góry nogami.

Na koniec tradycyjne podziękowania dla Piotra Brachowicza za wsparcie mojej twórczości. Jeśli i Ty chcesz pomóc w rozwoju bloga - zapraszam na mój profil na Patronite. Ponadto zachęcam do odwiedzenia mojej strony na Facebooku.

piątek, 1 kwietnia 2022

Hemming

 

Źródło: https://en.wikipedia.org/wiki/Hemming_of_Denmark#/media/File:Hemming,_konge_(810-812).jpg,
data odczytu: 01.04.2022

Na początku IX wieku królestwo Danii zaczęło bezpośrednio stykać się z terenami Karola Wielkiego, który podporządkował sobie tereny Sasów. Panujący wówczas król Godfred, nie czekając, aż kolejna kampania Franków dotknie jego domeny, zaatakował w 810 roku zajętą przez nich Fryzję. Pomimo kilku zwycięstwo kampania zakończyła się fiaskiem, gdy w tym samym roku duński król został zamordowany.

Następnie na tronie Danii zasiadł Hemming, syn Halfdana i bratanek zabitego władcy. Godfred miał co najmniej pięciu synów, w tym jednego tylko znanego historii z imienia, Horika. Nie wiadomo, dlaczego żaden z nich nie zasiadł po nim na tronie. Być może z powodu niepełnoletności lub złych relacji (jedną z teorią jaka krążyła wokół śmierci władcy było przekonanie, iż skrytobójca działał na zlecenie jednego z jego synów). Koniec końców w sukcesji zostali pominięci, a królem został ich kuzyn.

Jednym z pierwszym decyzji Hemminga jako króla było zawarcie rozejmu z sędziwym wtedy Karolem Wielkim.  W 807 roku ojciec Hemminga złożył Karolowi hołd. Być może akt ten stworzył podatny grunt do negocjacji trzy lata później. Władcy ustalili, że granica między Danią a państwem Franków będzie przebiegać wzdłuż rzeki Eider (obecnie na terenie Niemiec). Jest to dość znaczące osiągnięcie, biorąc pod uwagę, że Frankowie nie dyskutowali zbytnio ze swoimi sąsiadami, tylko z reguły podnosili na nich miecz. Przekonali się o tym zarówno Longobardowie, Baskowie jak i Sasi we wcześniejszych latach. Kroniki frankijskie zawierają dość szczegółowy opis tego wydarzenia. Początkowo rozejm został wymuszony przez surową zimę, która unieruchomiła obie armie i najprawdopodobniej ostudziła zapał do dalszej wojny.  Karola wielkiego reprezentowali niejaki hrabia Walach, syn Bernhalda, Burchard, Unroc, Uodo, Meginhard, Bernhard, Egbert, Theoteri, Abo, Osdag oraz Wigman. Ze strony duńskiej rozmowy prowadziło dwóch braci Hemminga, Hakon i Angantyr (zapisane jako Hankwin i Angandeo), a także szlachetnie urodzeni Osfrid Turdimulo, Warstein, Suomi, Urm, Osfrid syn Helgiego, Osfrid ze Skanii (strasznie dużo tych Osfridów!), Hebbi i Aowin.

Innymi znanymi krewnymi Hemminga byłi Harald, Reginold, Reginfrid i Sigfried. Harald i Sigfried z pewnością byli braćmi Hemminga. O pozostałych dwóch wiemy jedynie, że byli bratankami Godfreda. Mogli więc być albo braćmi albo kuzynami nowego króla. Reginold zginął w 808 roku, jeszcze za życia poprzedniego władcy, kiedy Duńczycy toczyli walki na ziemiach Obodrytów. O reszcie braci wspomnimy sobie w przyszłości.

Hemming nie nacieszył się zbyt długo władzą – zmarł zaledwie dwa lata później. Po jego śmierci o tron walczyło dwóch jego krewnych, Anulo oraz Sigfired. Śmierć Hemminga zapoczątkowała kilka lat wojny domowej w Danii. W krwawych starciach w 814 roku zginął Reginfrid, który obok Anulo i Sigfrieda, również rościł sobie sprawa do duńskiego tronu po śmierci swojego brata... Ale to już historia na inny dzień.

Kończąc chciałbym tradycyjnie podziękować Piotrowi Brachowiczowi za wspieranie mojej twórczości. Jeśli i Ty chcesz pomóc w rozwoju bloga - zapraszam na mój profil na Patronite. Ponadto zachęcam do odwiedzenia mojej strony na Facebooku.

piątek, 18 marca 2022

Godfred


Źródło: https://en.wikipedia.org/wiki/Gudfred,
data odczytu: 17.03.2022

W 804 roku Obodryci, sojusznicy Karola Wielkiego w wojnach z Sasami, zostali nagrodzeni nadaniem ziem przylegających do Półwyspu Jutlandzkiego. Sprawiło to, iż ziemie tychże Słowian graniczyły bezpośrednio z terenami Duńczyków. Spowodowało to niepokoje wśród Skandynawów, których władca, Godfred, kazał wszystkim swoim wojskom przybyć do Hedeby, najstarszego duńskiego miasta. Karol był znany Duńczykom – wielu Sasów przez poprzednie trzy dekady szukało u nich schronienia, w tym także Widukind, ich wódz. Frankowie byli znani z brutalnych metod, którymi chrystianizowali sąsiadów. Obawy Godfreda były więc uzasadnione – władca wiedział, że musi działać, by i jego domena nie uległa tak, jak stało się to z krainą zamieszkaną przez Sasów.

O młodości Godfreda niewiele wiadomo. Mógł być synem panującego do 804 roku króla Sigfreda lub jego bliskim krewnym. Według kroniki Gesta Danorum, jego ojciec miał mieć na imię Gorm. Godfred doczekał się co najmniej pięciu synów Horika, Kettila, Olafa, Ragnara oraz Ogiera Duńczyka, półlegendarnego wojownika, któremu na pewno poświęcimy sobie osobny temat w przyszłości. Wiadomo też, że miał co najmniej jednego starszego brata, prawdopodobnie o imieniu Halfdan.

Godfred władał Danią od 804 roku, czyli w tym samym czasie, w którym słowiańscy sprzymierzeńcy Karola zasiedlili podarowane im przygraniczne ziemie. Duńskiemu władcy zależało na negocjacjach. Karol zgodził się na to, pod warunkiem, że zostaną mu wydani buntownicy, którzy uciekli do Danii po powstaniach Sasów. Nie jest pewne jako zakończyły się rokowania, jednak powszechnie uznaje się, że żadni zakładnicy nie zostali wymienieni, a Karol wrócił znad granicy z Danią w głąb podlegających mu terenów.

Trzy lata później niejaki Halfdan, prawdopodobnie starszy brat Godfreda, złożył Karolowi Wielkiemu hołd. Być może spowodowane to było konfliktem z bratem, o podłożu dynastycznym (jako starszy z rodzeństwa powinien zasiadać na tronie) lub podatkowym (przypuszcza się, że posiadając własne włości odmawiał płacenia bratu podatków). Uznanie Karola jako swojego władcy miało mu najprawdopodobniej zapewnić ochronę przed interwencją Godfreda. Halfdan był już znany na frankijskim dworze, gdyż uczestniczył w poselstwie wysłanym do Saksonii w 782 roku (wraz ze swoim bratem), jeszcze za panowania ich ojca. Prawdopodobnie otrzymał we władanie miasto targowe na terenie Fryzji i przyjął chrzest. Halfdan znika następnie z kart historii, przypuszczalnie z powodu śmierci.

W 808 roku, w myśl zasady, iż najlepszą obroną jest atak, Godfred najechał tereny Obodrytów. Kampania zakończyła się sukcesem, a jednym z ważniejszych zdobytych miast był nadbałtycki port w Rerik. Na podbitych terenach król Danii zaczął ściągać podatki. Sytuację ułatwił fakt, iż część Słowian stanęło po stronie Duńczyków. Konflikt zakończył się wypędzeniem księcia Obodrytów, Drożka, z jego własnej domeny. Po roku Drożko powrócił, jednak w niedługim czasie został zabity przez skrytobójcę – prawdopodobnie nasłanego przez samego Godfreda. Następnie by ochronić swoje włości przed odwetem Odobrytów lub samych Franków, król nakazał umocnienie Danevirke oraz samego Hedeby. Ufortyfikowane miasto zyskało na prestiżu, co potwierdzają wykopaliska archeologiczne – ślady rozbudowy i liczne artefakty świadczą, iż ok. 810 roku nastąpił przełom, którym uczynił Hedeby najważniejszym duńskim ośrodkiem handlowym. 

Obawy były zasadne – z polecenia Karola Wielkiego jego syn, Karol Młodszy, spustoszył tereny Słowian, którzy opowiedzieli się za Duńczykami. W 809 obie strony próbowały zawrzeć pokój, jednak negocjacje nie powiodły się. Z rozkazu Karola na ziemiach Sasów powstał w tym czasie nowy garnizon, na wypadek gdyby Godfred zamierzał znów najechać frankijskich sojuszników.

Wzrok Godfreda nie kierował się jednak na południe, a bardziej na zachód, w stronę podporządkowanej przez Franków Fryzji. Flota około 200 duńskich statków dotarła do fryzyjskiego wybrzeża w 810 roku. W tym samym czasie sędziwy już Karol planował kampanię przeciwko Danii, jednak atak na Fryzję uprzedził jego ruch. Szybka inwazja i kilka zwycięskich bitew pozwoliły poczuć się Godfredowi panem tych terenów, co zostało przypieczętowane nałożeniem podatku na miejscową ludność. Karol zebrawszy wojska wyruszył nie pod Danevirke, a do Fryzji. Zbliżało się nieuniknione starcie dwóch monarchów, do którego ostatecznie jednak nie doszło. Godfred bowiem został zamordowany przez jednego ze swoich huskarlów (gwardzistów). Inna wersja podaje, iż zabił go jeden z własnych synów, w akcie zemsty za odejście od żony, jednak ta wersja jest mało prawdopodobna i zapewne powstała jako plotka, mając oczernić króla. Bardziej prawdopodobną wersją jest, iż zamachowiec był zwolennikiem Halfdana lub nawet został podkupiony przez Franków, by pozbyć się wojującego z Karolem Godfreda.

Władzę po Godfredzie objął Hemming, prawdopodobnie syn Halfdana, a więc bratanek zabitego króla. Zawarł rozejm z Karolem Wielkim, co zapewniło pokój na północnej granicy królestwa Franków na jakiś czas.

Przytoczona przeze mnie historia panowania Godreda opiera się tylko na jednej z wersji jego żywota. Na przestrzeni wieków różni kronikarze i historycy zamieniali stopnie pokrewieństwa w jego rodzinie a także tereny, którymi władał monarcha – z podobną sytuacją mieliśmy do czynienia w przypadku króla Hrodgara. Co jest pewne, to fakt, iż wojował z Frankami i skutecznie utrzymał granicę Danii przez cały czas swoich rządów.

Kończąc chciałbym tradycyjnie podziękować Piotrowi Brachowiczowi za wspieranie mojej twórczości. Jeśli i Ty chcesz pomóc w rozwoju bloga - zapraszam na mój profil na Patronite. Ponadto zachęcam do odwiedzenia mojej strony na Facebooku.

piątek, 4 marca 2022

Morowica

Morowica
ChatGPT 2026

4 marca 2020 roku oficjalnie potwierdzono pierwszy przypadek COVID-19. Dziś mijają równo dwa lata od tego dnia. Uznałem, że to dobry moment, by opowiedzieć sobie co nie co o zarazach w dawnych wierzeniach. 

W czasach Potopu Szwedzkiego, przez który nasze ziemie dotykało wiele nieszczęść, powstała katolicka pieśń, której jeden z wersetów brzmi Od powietrza, głodu, ognia i wojny wybaw nas Panie!. W dawnych wiekach ludzie nie mieli takiej wiedzy o chorobach, jak my współcześnie (dziś wiadomo, że zjedzenie gdzieś na krańcu świata zupy z nietoperza może wywołać ogólnoświatową zarazę). Za choroby obwiniali właśnie tzw. Morowe powietrze (od słowa mór). W staroruskiej Powieści Minionych Lat Nestor opisuje zarazę, która dotknęła Połock w 1092 roku. Upadanie na zdrowiu i zgony ludności miasta przypisywano mocom niewidzialnych i groźnych demonów. Takie złe duchy nazywane były Morowymi Dziewicami, Morowicami, Zarazami lub Cholerami i to je właśnie sobie dziś omówimy. 

W wiekach, gdzie medycyna nie była rozwinięta tak jak dziś i nie było skutecznych szczepionek, ludzie uciekali się do różnych ludowych i magicznych sposobów ochrony przez zarazą (jednym z moich ulubionych sposobów leczenia są zalecenia pewnego cyrulika z Hamburga, który podczas epidemii Czarnej Dżumy zalecał chorym… pić minimum półtorej litra wina dziennie). W zależności od regionu stosowano różne praktyki. Mogły to być modły lub magiczne formułki. Odprawiano także procesje dookoła wsi. Wierzono, że obejście granic miejscowości przez bliźniaków lub bliźniaczą parę zwierząt mogło wygonić Morowicę. Te rytuały miały na celu uchronić ludność lub zmniejszyć skutki działań Morowej Dziewicy. Wyobrażano ją sobie jako strasznie wychudzoną, nadzwyczajnie wysoką kobietę, szczerzącą wystające zęby w okropnym grymasie, odzianą w białe szaty (w średniowieczu to biel a nie czerń była uważana za kolor śmierci). Wierzono, że gdy szła rozrzucała z worka choroby lub machała swoją zakrwawioną chustką. Jeśli w danej okolicy nie było jeszcze oznak zarazy, a ktoś z okolicy zmarł i szybko stał się aż nienaturalnie siny, wierzono iż to Morowica go zadusiła. A to, że pojawiła się w okolicy, mogło tylko zwiastować nadciągającą plagę, która dotknie zarówno ludzi jak i zwierzęta. Jeśli już zaraza dotarła do danej wsi, stosowano liczne zioła mające ją zwalczyć. Stosowano zarówno wytyczne z zielników opisujących zastosowanie różnych roślin, jak i z ludowej mądrości lokalnych znachorów i znachorek.

Tak opisywał Morowicę Adam Mickiewicz w Konradzie Wallenrodzie[1]:

Nieraz na pustych cmentarzach i błoniach

Staje widomie morowa dziewica,

W bieliźnie, z wiankiem ognistym na skroniach,

Czołem przenosi białowieskie drzewa,

A w ręku chustką skrwawioną powiewa.

Strażnicy zamków oczy pod hełm kryją;

A psy wieśniaków, zarywszy pysk w ziemi,

Kopią, śmierć wietrzą i okropnie wyją.

Dziewica stąpa kroki złowieszczymi,

Na sioła, zamki i bogate miasta:

A ile razy krwawą chustką skinie,

Tyle pałaców zmienia się w pustynie;

Gdzie noga stąpi, świeży grób wyrasta.

 

W niektórych regionach demona przedstawiano w inny sposób, nawet w męskich lub zwierzęcych formach, pod postacią wrony czy nietoperza (i znowu obrywa się temu pożytecznemu łowcy komarów...). Pod postacią mężczyzny pojawiał się jako Tyfus. Wyglądał jak wysoki, chudy starzec o nienaturalnie czerwonej i rozpalonej twarzy. Jego oczy błądziły jak szalone. Odziany był dość schludnie, w czarny garnitur, białą koszulę i czerwony krawat. Nie musiał też rozrzucać chorób – czasami wystarczyło samo spojrzenie w oczy człeka lub usłyszenie jej płaczu, by ciężko zapaść na zdrowiu. Wierzono też, że potrafi zmieniać rozmiar, wlatując do ciała człowieka przez otwarte usta i psując je od środka. Pogłoski o Morowych Dziewicach były ciągle powszechne nawet po I Wojnie Światowej, kiedy powiadano, że przed falą zarażeń widziano przeraźliwie chudą kobietę, czerwonych oczach i czarnych zgniłych zębach, która miała płynnie mówić do swoich ofiar... po hiszpańsku.

Wierzono, że Morową Dziewicę mogło ściągnąć do danej okolicy złe zachowanie się lub krzywdzenie się ludzi nawzajem (bądź co bądź, zaraza często podąża za wojną). Demon odczuwając występki śmiertelników miał być niejako karą za nie. Czasami też litowała się nad poczciwymi mieszkańcami i ostrzegała ich, nim zaczęła rozsiewać choroby w danej okolicy.

Źródło: https://blodloth.tumblr.com/post/120125446908/the-plague-maiden-pol-morowa-dziewica-was-the,
data odczytu: 03.03.2022


W ślad za Morowicą Dziewicą można było ujrzeć Homen – upiorny orszak ofiar zarazy. Były to szkielety na wozach z kości, które tańcząc i śpiewając upiorne pieśni szły po trasie Morowicy. Tam, gdzie pojawiał się Homen padali kolejni ludzie, zwierzęta, a jedzenie się psuło (dziś moglibyśmy powiedzieć, że to była personifikacja kolejnych fal epidemii).

Morowa Dziewica przetrwała w naszym języku. Przekleństwa żeby cię zarazz wzięła! czy najzwyklejsze cholera! są ciągle obecnym świadectwem dawnych wierzeń. A pamięć o niej powinna trwać – wszak Czarna Śmierć zabrała w średniowieczu, wedle różnych podań, między 30-80% ludności kontynentu, co czyni ją jednym z najgroźniejszych potworów, jakie opisałem na blogu.

W ludowych wierzeniach istniały także inne demony odpowiadają za konkretne choroby lub atakujące wybrane grupy ludzi. Te omówimy sobie w przyszłości.

Na koniec tradycyjne podziękowania dla Piotra Brachowicza za wspieranie mojej twórczości. Jeśli i Ty chcesz pomóc w rozwoju bloga - zapraszam na mój profil na Patronite. Ponadto zachęcam do odwiedzenia mojej strony na Facebooku.


[1] Konrad Wallenrod, A. Mickiewicz, Fundacja Nowoczesna Polska, s. 20.

piątek, 18 lutego 2022

Harald Wojenny Ząb

 

Harald Wojenny Ząb
Lorenz Frölich


Uważa się, iż wikingowie uznawali za godną śmierć, która spotyka ich w bitwie. Dusze poległych wojowników mogły trafić do Walhalli. Dość pewnym kandydatem do zasiadania w tym pałacu gdzieś w zaświatach mógł być król Harald Hildetand, którego przydomek możemy przetłumaczyć jako Wojenny Ząb.  

Urodził się gdzieś w VII wieku jako syn Rørika z Lejre i Auðr Głębokomyślącej. Rørik jest uznawany za legendarnego króla Danii, części jej ziem, prawdopodobnie wyspy Zelandii, lub samego okręgu Lejre. Auðr, córka szwedzkiego władcy Ivara Widfamne, została wydana za niego, chociaż mówiono, iż chciała się pobrać z jego bratem, Helgim Ostrym. Sytuację po jakimś czasie wykorzystał Ivar, mówiąc swojemu zięciowi, że jego własna córka zdradziła go z jego bratem. Rørik w szale zabił Helgiego. Podstęp się udał i król Lejre stracił swojego, niesłusznie oskarżonego, sprzymierzeńca i brata. Następnie Ivar wykorzystał sytuację i zabił swojego zięcia. Jako młoda wdowa Auðr potajemnie pobrała się z Raðbarðrem, władcą Gardariki, państwa leżącego na pograniczu ziem Finów i Rusów. Razem z nim wychowywała syna Rørika, Haralda. Po śmierci Ivara piętnastoletni Harald udał się do Skanii (obecnie południowa Szwecja), by objąć tron po swoim dziadku. W tych dążeniach wspierała go zarówno matka, jak i ojczym. W tym miejscu warto zaznaczyć, że Saxo Gramtyk wymienia dwie postaci o imieniu i przydomku Harald Wojenny Ząb. I niestety, myli je w różnych częściach tekstu, przez co opisane przeze mnie pochodzenie Haralda jest tylko jednym z dwóch możliwych. Jednak ze względu na ramy czasowe wydaje się bardziej prawdopodobnym.

Przejęcie władcy po dziadku początkowo następowało pokojowo. Przywitano go przyjaźnie zarówno w Jutlandii jak i w Skanii. Niestety, część ziem chciała odzyskać niezależność, po tym, jak zostały zajęte wcześniej przez Ivara. Harald musiał walczyć, chociażby w samej Skanii z lokalnym władcą, Vesetim. Dowiedziawszy się, że jego rywal wyprawia wesele, udał się na nie w przebraniu żebraka. Podczas walki (bo jak wiadomo, wikiński ślub bez bijatyki jest nudny), uderzony w twarz drewnianą pałką, miał stracić dwa trzonowe zęby, które w cudowny sposób odrosły, zapewniając mu przydomek Wojenny Ząb. Jest jednak i inna teoria, wedle której miano przyległo do niego, gdyż od urodzenia cechowały go nienaturalnie wystające zęby. Następnie pokonał innego watażkę, Hadera, w Jutlandii. Sagi wspominają również, iż kazał sobie płacić daninę z terenów znajdujących się w Anglii, a także najechał Akwitanię (obecnie południowa Francja).

Harald ochoczo ruszał w bój. Legendy mówią, że sam Odyn go pobłogosławił, obiecując, że żadne żelazo nie zada mu rany, Król w zamian przysiągł ofiarować duszę każdego zabitego wroga Wszechojcu. Kiedy dowiedział się, że Åsmund, król norweskiego Viken (okolice dzisiejszego Oslo), stracił tron na rzecz swojej starszej siostry, ruszył mu na pomoc. Odziany był nie w zbroję, a w purpurowy płaszcz i czapkę obszytą złotą nicią – tak pokazywał pogardę dla broni wroga, jaką napędzało przekonanie, że nie może zostać zraniony. Szarżując na czele oddziałów pokonał przeciwnika i pomógł Åsmundowi, wychodząc z bitwy bez szwanku. Kiedy norweski władca chciał go nagrodzić, odmówił przyjęcia darów, twierdząc, że sam honor i chwała, którą się okrył, mu wystarczają.

Pod nieobecność Haralda szwedzki władca Yngve zaatakował jego tereny. Harald wrócił na swoje ziemie by je odbić z rąk najeźdźcy. Ponoć przed bitwą objawił mu się sam Odyn, udzielając rad. Miał mu przekazać, jak stosować lądową formację zwaną Svinfylking, inspirowaną głową dzika. Pierwszy szereg miał mieć tylko dwóch ludzi, a każdy kolejny dodatkowych dwóch. Szeregów miało być dwadzieścia, a za nimi miały podążać dwie formacje, przypominające uszy świni. Na morzu zaś jego flota powinna krążyć wokół wroga. Dzięki radom od Wszechojca Harald w końcu pokonał Yngve i jego brata Olofa. Z trzecim z rodzeństwa, Ingjaldem, toczył liczne bitwy, raz wygrywając, raz przegrywając. Ostatecznie zawarł z nim rozejm, a sami władcy mieli się zaprzyjaźnić.

Kolejny raz zaangażował się w konflikt w Norwegii, kiedy wybuchła wojna o władzę w Trondelagu między królem Olafem a Stiklą i Ruslą. Pokonał obie wojownicze kobiety i na ich cześć nadał nazwy dwóch miejscowościom – portowi Ruslar nad Sognefjordem i Stikla na wyspie w okolicy Stavanger. Wracając do Danii chciał rozprawić się z Fryzyjczykiem imieniem Ubbe, który napadał na jego ziemie. Jego również pokonał, ale nie zabił, gdyż wolał uczynić go jednym ze swoich żołnierzy. Wyswatał go nawet ze swoją siostrą. Następnie zajął tereny nad Renem i spośród miejscowej ludności zwerbował najdzielniejszych wojowników. Skierowawszy się na wschód stoczył walki ze Słowianami (prawdopodobnie na Połabiu albo Pomorzu). I podobnie jak uczynił z Ubbe, tak i słowiańskich wodzów, nazywanych przez Saxo Dukiem i Dalem, wziął w niewolę, a następnie zaproponował im miejsce w swojej armii. Wszystkie wojny które stoczył miały zapewnić Danii pokój na kolejne pięćdziesiąt lat. Wojownicy z różnych stron sami mieli lgnąć na służbę w jego armii. Pomimo pokoju kazał swojemu wojsku utrzymywać nieustanną dyscyplinę. Wedle legend wybierał tylko najodważniejszych wojowników. Testem miało być uderzanie mieczem treningowym w skroń ochotnika. Jeśli któryś rekrut zamrugał oczami przy ciosie – został wydalany ze służby.

Kiedy Ingjald zmarł, Harald posadził na tronie Szwecji jego syna a swojego siostrzeńca, Sigurda Hringa. Niepełnoletni król sprawował władzę pod okiem opiekunów wyznaczonych przez swojego wuja. Lata mijały w spokoju. Harald miał zbliżać się do swoich stu pięćdziesiątych urodzin. Stary i ślepy władca Danii nie chciał bezczynnie czekać na śmierć w łożu. Zaproponował więc swojemu siostrzeńcowi, by stoczyli bitwę, gdyż chciał umrzeć w walce i trafić do Walhalli. Jako miejsce starcia wyznaczono wrzosowiska Bråvalla (Brávellir) w południowej Szwecji. Wedle historyków do samej bitwy miało dojść między 740 a 750 rokiem.

Harald Wojenny Ząb podczas bitwy o Bråvallię
Hugo Hamilton, 1830 rok


Saxo  Gramatyk przedstawia nieco inną wersję wydarzeń. Wedle jego podań Harald i Sigurd spędzili siedem lat poprzedzających konflikt na przygotowaniach. Ponoć to sam Odyn zaczął tkać między nimi sieć intryg, by doprowadzić do starcia dwóch królów, a jako że tak podaje najważniejsza duńska kronika, musimy przyjąć, że ta wersja wydarzeń jest prawdziwa. Ponadto mówiono, iż na starość Wojenny Ząb miał się stać okrutny nawet dla swoich poddanych, część ludzi ze Szwecji i sprzymierzonej Norwegii stanęła po stronie Hringa. Do Duńczyków z kolei dołączyli mieszkańcy Połabia i Pomorza.

Wojska Sigurda przybyły do Bråvalli dużo wcześniej. Władca nakazał swoim żołnierzom odpocząć przed zbliżającą się nawałnicą. Armia Wojennego Zęba długo docierała do Gotlandii, gdyż flotę spowalniała wąska cieśnina Kattegat (nord. Koci Przesmyk, gdyż miejscami jest tak wąska, że marynarze twierdzili, iż trzeba być zręcznym jak kot, by nią przepłynąć). Po dotarciu na miejsce Harald zauważył, że Sigurd zastosował jego ulubioną formację bojową – Svinfylking. Podkreślenie tego faktu przez Saxo wskazuje, iż wierzył on w boską interwencję Odyna w konflikt. Starcie zaczęło się od ostrzelania przeciwnych wojsk z łuków, następnie w ruch poszły ciskane włócznie, a później żołnierze walczyli na topory i miecze. Ubbe z Fryzji miał zabić dziesiątki Szwedów, jednak w końcu sam poległ, dosięgnięty przez pociski norweskich łuczników. Po stronie Hringa najwięcej trupów położył niejaki Stærkod, który pomimo sześciu ran otrzymanych od Ubbe miał ciągle stać na nogach. Następnie pokonał dwie tarczowniczki, pannę o imieniu lub przydomku Veborg oraz Visnę. Ta ostatnia nim padła miała zadać mu cios w twarz tak mocno, że dolna część szczęki zwisała mu luźno.

Życzeniem Haralda była śmierć w bitwie. Sędziwy i ślepy król nie miał co liczyć na szanse w walce wręcz. Kazał się przymocować na bojowym rydwanie. Trzęsące się ręce, zapewne oznaka choroby Parkinsona, nie były w stanie utrzymać broni. Polecił więc swoim żołnierzom przywiązać sobie sznurami dwa miecze do obydwu dłoni. I ruszył w bój i zginął zabity od ciosu drewnianej pałki w kark. Wypełniła się przepowiednia, że żadne żelazo nie mogło go skrzywdzić. Tego dnia miało zginąć trzydzieści tysięcy żołnierzy. Kiedy wieści o śmierci Haralda dotarły do Sigurda, król Szwecji zaczął wzywać obie strony do końca bitwy, gdyż przelewanie dalszej krwi nie było potrzebne.

Następnego dnia na pobojowisku Hring odnalazł ciało Wojennego Zęba. Kazał zbudować stos pogrzebowy dla swojego przeciwnika, na którym złożył też swojego zabitego dzień wcześniej wierzchowca. Gdy ogień zapłonął, życzył obydwóm by pojechali prosto do Walhalli i zapewnili przy stołach miejsce wszystkim, którzy polegli w tej walnej bitwie. Pochód innych jarlów obchodził stos i każdy rzucał nań jakąś ofiarę – a to monety, a to skarby lub broń. Konflikt dobiegł końca i Sigurd Hring ugruntował swoją pozycję na tronie Szwecji a także objął we władanie Danię.

Duńskie i frankijskie kroniki wspominają o Haraldzie, tak samo czynią to sagi. Czy jednak była to jedna postać, czy kilka o tym samym imieniu, połączonych literacko w jedną? Dziś ciężko odpowiedzieć na to pytanie, a źródła nie ułatwiają sprawy. Ponadto każdemu może przyjść do głowy myśl, że opowieść o Wojennym Zębie łączy w sobie elementy historyczne czy legendarne. Nie zależne od tego faktur, na pewno był ciekawą postacią, a jego barwne lub ubarwione życie, zasługuje na opowiedzenie.

Na koniec tradycyjne podziękowania dla Piotra Brachowicza za wspieranie mojej twórczości. Jeśli i Ty chcesz pomóc w rozwoju bloga - zapraszam na mój profil na Patronite. Ponadto zachęcam do odwiedzenia mojej strony na Facebooku.

piątek, 4 lutego 2022

Knattleikr


Źródło: https://owlcation.com/humanities/Ball-Games-in-the-Medieval-Period,
data odczytu: 03.02.2022

Współcześni kibice śledzą z zapartym tchem poczynania swoich ulubionych drużyn – niezależnie, czy to piłka nożna, siatkówka czy koszykówka. Co jednak łączy te wszystkie gry, to okrągła piłka, która służy do zdobywania punktów między dwiema drużynami. Takie gry sportowe nie są jedynie znakiem naszych czasów. Knattleikr, gra, którą omówimy sobie dzisiaj, znana była wikingom bardzo dobrze, a szczególnie wielką popularność zyskała na Islandii.

Knattleikr można przetłumaczyć jako Twardą Grę (nord. Knátt – twardy, leirk – gra). Uważa się, że gra była najbardziej podobna do współczesnego irlandzkiego hurlingu. Dokładne zasady nie przetrwały po dziś dzień, jednak podjęto próby ich odtworzenia. Gracze podzieleni były na drużyny, każda posiadała swojego kapitana. Dokładna liczba osób wchodzących w skład drużyny nie jest znana, jednak przypuszcza się, że było ich kilkunastu lub nawet kilkudziesięciu, bazując na opisach rozgrywek. Piłkę uderzało się zarówno drewnianymi kijami jak i rękami. Pałka nazywana była knattgildra, co można przetłumaczyć jako łapaczka piłki. Być może ich końce posiadały specjalny uchwyt, którym można było pochwycić lub przytrzymać piłkę. Sama piłka była twarda i sagi wspominają, iż mogła spowodować stłuczenie lub nawet zranić zawodnika, którego uderzyła (przypuszcza się, iż wykonana była z twardej skóry lub drewna). Sagi wskazują, że często latała w powietrzu, a nie była toczona po ziemi.

Kontakt między graczami był dozwolony, co często prowadziło do przepychanek i bardziej agresywnych zachowań. Spisany w XII wieku kodeks Grágás (nord. Szara Gęś) wspomina, iż każdy kto bierze udział w grze może opuścić ją na własne życzenia, a pozostając dalej na boisku robi to na własną odpowiedzialność. Wiadomo też, że za niesportowe zachowanie sędzia mógł wymierzyć karę. Mecz rozgrywano na trawie lub na lodzie – przy tym drugim boisku posypywano je piaskiem lub używano smoły do zwiększenia przyczepności butów. Islandczycy mogli również używać  prymitywnych łyżew, co zbliżało całą rozgrywkę do współczesnego hokeja. Czas gry trwał od wschodu do zachodu słońca, tak więc oprócz siły do walki o piłkę trzeba było mieć również kondycję, by pozostać przez kilka lub kilkanaście godzin na nogach.

Grały i dzieci i dorośli. Sport był na Islandii na tyle popularny, że kiedy organizowano jego mistrzostwa, ludzie przybywali na nie z całej wyspy, a specjalne miasteczka olimpijskie powstawały dookoła boiska, by dać kibicom schronienie w drewnianych barakach i zapewnić pożywienie na czas rozgrywek. Prawdopodobnie takie igrzyska organizowano późną jesienią, w okolicy święta zmarłych, tzw. Zimowych Nocych (nord. Veturnnætur).

Knattleikr został wspomniany w Sadze o Egilu. Dla przypomnienia, młody skald Egil mając siedem lat wdał się ze starszym od siebie Grimem w bójkę, właśnie podczas gry na boisku. Upokorzony wrócił na murawę z toporem i zabił chłopaka, co dało początek regularnej bitwie między młodzieżą. Saga nie podaje, która drużyna wygrała mecz, jednak wymienia siedem ofiar tej bijatyki.

Niestety, nie udało mi się dotrzeć do żadnej informacji, jak właściwie zdobywało się punkty w opisanej grze. Niektórzy uważają, że boisko posiadało dwie bramki i wbicie piłki do tej należącej do przeciwników dawało punkt. Inni, że otoczenie zawodnika z piłką tak, by nie był się w stanie poruszać po murawie lub lodzie. Jeszcze inni, że wygrywała ta drużyna, której ostatni zawodnik trzymał się nogach pomimo licznych kontuzji. Jest jeszcze ostatnia grupa, która za definitywny koniec rozgrywki uważa wyczerpanie się zapasu alkoholu na boisku i trybunach… Jeśli więc będziecie mieli kiedyś okazję oglądania rozgrywek w knattleikr, pamiętajcie, że są to próby odtworzenia gry wikingów na bazie pojedynczych reguł i opisów znalezionych w islandzkich sagach.

Dzisiejszy temat powstał po pytaniu jednej z czytelniczek o zabawy wikingów. Temat-rzeka, więc by podzielić go na mniejsze fragmenty stwierdziłem, iż zacznę od opisania gry w knattleikr. W przyszłości na pewno pojawią się następne artykuły traktujące o innych rozrywkach z średniowiecznej Skandynawii.

Jeśli podoba Ci się, w jaki sposób przybliżam tematykę Skandynawii, wesprzyj mnie na moim profilu na Patronite. Tradycyjnie chciałbym podziękować Piotrowi Brachowiczowi oraz zaprosić do do polubienia mojej strony na Facebooku.