piątek, 10 marca 2023

Thrallowie

 

Źródło: https://thewarriorlodge.com/blogs/news/the-tough-life-of-the-thrall,
data odczytu: 09.03.2023

Społeczeństwo wikingów dzieliło się na klasy. Temat jest dość złożony, dlatego omawiając go dokonamy podziału na trzy grupy. Zaczniemy od najniższej, posiadającej też najmniej praw - klasy niewolniczej.

Thrallowie/Þrællowie (nord. niewolnicy, służący) – najniższy poziom społeczeństwa wikingów. Thrallowie byli niewolnikami, własnościami swoich panów. Istnienie tej klasy nie było niczym niecodziennym we wczesnośredniowiecznej Europie. Jak wiemy święty Wojciech przed Przybyciem do Polski będąc na dworzec czeskiego władcy również karcił go za handel niewolnikami - prawdopodobnie jego oburzenie budził fakt, iż wolności pozbawiono chrześcijan, a nie innowierców (scena ta została uwieczniona na Drzwiach Gnieźnieńskich). Niewolnicy byli traktowani jak część inwentarza żywego. Było to uprzedmiotowienie człowieka, pozbawienie go wolności i praw. Trzeba jednak zaznaczyć, że nakładało to także swoistą ochronę na niewolników. Jeśli ktoś zabił czyjegoś niewolnika musiał liczyć się z konsekwencjami, w szczególności z zapłatą określonej sumy, wedle wartości niewolnika. Jeśli nie stać go było na pokrycie kosztów, sam stawał się niewolnikiem w miejsce zabitego. Właściciel jednak mógł zabić bez żadnych konsekwencji swojego niewolnika. Zmieniło się to nieco po przyjęciu chrześcijaństwa – kiedy to zabicie swojego własnego thralla podczas Wielkiego Postu (ale tylko wtedy) karane było wygnaniem. Jeśli ktoś okaleczył niewolnika innej osoby musiał zapłacić odszkodowanie w wyznaczonej kwocie – trzecią część tej sumy otrzymywał bezpośrednio thrall.

Jak można było stać się niewolnikiem? Status thralla otrzymywały dzieci innych niewolników (chyba, że ojciec noworodka był wolnym człowiekiem). Można było nim zostać również, kiedy nie spłaciło się na czas swoich długów (tzw.  gældsslaver niewolnicze złoto), zamordowało się wolnego człowieka, było notorycznym złodziejem lub gdy zostało się pojmanym na wojnie. Najlepszym przykładem może być dzieciństwo Olafa Tryggvasona, który w wieku trzech lat znajdował się na statku płynącym w stronę Nowogrodu. Zostali zaatakowani przez wikingów, a mały Olaf wzięty do niewoli. Wraz z innym chłopcem imieniem Thorgils zostali następnie sprzedani jako służba… Za jednego barana (lub kozła wedle innej wersji).  Następnie Olaf został odsprzedany za dobrej jakości płaszcz. Niewolnika można było kupić za praktycznie każde wartościowe dobro – od sukna po worek soli.

Źródło: https://pl.wikipedia.org/wiki/Valhalla:_Mroczny_wojownik, data odczytu: 09.03.2023

Niewolnicy byli stałym elementem gospodarki Ery Wikingów. Szacuje się, że każde gospodarstwo mogło mieć jednego lub dwóch thrallów, a większe nawet kilkudziesięciu. Niewolnictwo nie było jedynie elementem czasów przedchrześcijańskich. Chrześcijaństwo przedefiniowało je – od czasów chrystianizacji Skandynawii za grzech postrzegano posiadanie thralla-chrześcijanina (co podobne jest do postrzegania niewolnictwa, jak u świętego Wojciecha). Tak więc w poszukiwaniu niewolników wyprawiano się do innych krain, które jeszcze nie przyjęły chrztu.

Niewolnicy kierowani byli głównie do najprostszych i najcięższych prac. Mogła to być uprawa roli, kopanie torfu, gotowanie posiłków, hodowla bydła. Nic nie stało właścicielom na przeszkodzie by również wykorzystywać ich seksualnie. Przyjmuje się, że niegdyś mur Dannevirke mógł powstać dzięki taniej sile roboczej thrallów. Przypuszcza się, że nazwy okrągłych fortów wikingów, potocznie zwanych Trelleborgami, pochodziły właśnie od niewolniczej pracy przy sypaniu ich wałów (a za samymi fortyfikacjami również kilka miejscowości w Skandynawii przyjęło te nazwy). Zależnie od uznania właściciela niewolnik dostawał prawo do wolnego czasu  w ciągu dnia, jeśli wywiązał się ze swoich obowiązków. Takie chwile mógł przeznaczyć na własną pracę i zarabianie pieniędzy (np. produkowanie dóbr, czy dodatkowe płatne zajęcia). Niewolników łatwo było odróżnić od innych obywateli. Na szyjach mieli założone obroże a ich ubrania były prostsze i mniej kolorowe, ponieważ farbowanie tkanin niewolniczego odzienia byłoby zbyt kosztowne (takie obroże znaleziono między innymi w Birce, Dublinie i Hedeby). Mężczyźni byli strzyżeni na krótko. Kobietom pozwalano mieć ciut dłuższe włosy, musiały pozostać na tyle krótkie, by odróżniać je od innych osób.

Źródło: https://en.wikipedia.org/wiki/Coat_of_arms_of_Oslo,
data odczytu: 09.03.2023


Przykładem niewolnictwa w chrześcijańskiej Norwegii może być historia Hallvarda Vebjørnssona. W 1043 roku w okolicy norweskiego Drammen mężczyzna miał pomóc niewolnicy, która była w ciąży. Kobieta została oskarżona o kradzież, a jej właściciel chciał ją zabić. W pościg za nią ruszyło trzech ludzi. Hallvard miał próbować ocalić niewolnicę odpływając z nią łodzią w głąb fiordu. Ścigający ich ludzie byli jednak wyposażeni w łuki. Strzały dosięgły zarówno Vebjørnssona jak i uciekającą z nim kobietę. Pamięć o czynie Hallvarda nie zanikła i wkrótce został uznany za świętego i patrona Oslo (został również uwieczniony w herbie miasta, trzymając strzały, które w niego trafiły) a w XX wieku powstało odznaczenie - Medal Świętego Hallvarda przyznawany corocznie dla najbardziej zasłużonych mieszkańców.

Niewolnik nie był skazany na swój los przez całe życie. Jeśli jego właściciel docenił zasługi swojego thralla, mógł go wyzwolić. Rytuał wyzwolenia sprowadzał się do uroczystego zdjęcia obroży z szyi niewolnika, przez co nazywany był Halsløsning (nord. Uwolnienie gardła). Thrallowie mogli także wykupić się pieniędzmi lub dodatkową pracą (zwłaszcza, jeśli w niewolę popadli za długi) lub za odłożone pieniądze. Taki wyzwoleniec (nord. frjáls – uwolniony) nie był jeszcze w pełni wolny w oczach społeczeństwa, jednak zyskiwał więcej praw. Po pierwsze, jeśli nie wpadł w kolejne długi (ani jego potomkowie), jego wnuki przestawały być już wyzwoleńcami, a stawały się w pełni wolnymi ludźmi, tzw. Karlami według tzw. prawa tyrmsel, które zwalniało z niewolnictwa po drugim pokoleniu (nord. Þyrmslmieć szacunek). Po drugie, mógł głosować na þingach (nord. wiecach), jednak jego głos musiał być taki sam, jak jego byłego właściciela (co przypomina trochę dyscyplinę partyjną). Nie mógł również zeznawać przeciwko swojemu byłemu panu, obrażać go, ani opuszczać okolicy bez jego zgody. Po trzecie, mógł mieć własną ziemię, a po nim grunt mógł być dziedziczony przez jego dzieci (a w przypadku braku potomstwa przechodził na byłego właściciela). Tak samo jak niewolnik również wyzwoleniec był pod opieką właściciela, a jego zabicie skutkowało nałożeniem kary na zabójcę.

Oprócz zabójstwa niewolnik mógł postradać życie w inny sposób. Jako część inwentarza żywego mógł zostać złożony w ofierze. W Skandynawii znaleziono groby ze zdekapitowanymi zwłokami – powszechnie przyjmuje się, że należą właśnie do thrallów. Przykładem może być kurhan ze szwedzkiej Birki, gdzie oprócz w pełni wyposażonego wojownika pochowano człowieka bez żadnych rzeczy i z odciętą głową – zapewne jego niewolnika. Ponadto Aḥmad ibn Faḍlān, arabski podróżnik i kronikarz, opisał wikiński pogrzeb, którego był świadkiem. Ibn Faḍlān zaznacza, że niewolnica dobrowolnie oddała życie po śmierci swojego pana (cytat i tłumaczenie prawdopodobnie pochodzi z którejś publikacji Philipa Parkera, jednak przez nieuwagę zapomniałem zapisać dokładne odwołanie):

[…] Niewolnica zaś, która chciała być zabita, chodziła tu i tam, wstępowała do szałasów, jednego po drugim a [każdy] gospodarz spółkował z nią, [po czym] mówił jej: „Powiedz swemu panu: <<Uczyniłem to z miłości do ciebie>>”. […]

A w piątek, kiedy nastała pora popołudniowa, przywiedli niewolnicę ku czemuś, co zbudowali uprzednio, [a co] podobne było do odrzwi bramy. I postawiła nogi na dłoniach mężczyzny, uniosła się ponad te odrzwia i przemówiła w swojej mowie; i opuścili ją w na dół. Potem unieśli ją po raz drugi, a ona uczyniła to samo co za pierwszym razem, po czym opuścili ją na dół. I unieśli ją po raz trzeci, a ona zrobiła to, co robiła w obu [poprzednich] razach. Następnie podali jej kurę, obcięła jej głowę i odrzuciła ją […]. Spytałem tłumacza o [znaczenie] jej czynów. Rzekł: „Gdy podnieśli ją za pierwszym razem, powiedziała: <<Oto widzę mego ojca i moją matkę>>, a za drugim [razem] rzekła: <<Tam oto [widzę] siedzących wszystkich moich bliskich, którzy zmarli>>, a za trzecim [razem] rzekła: <<Tam oto widzę mego pana siedzącego w rajskim ogrodzie, ogród [ten] jest piękny i zielony, są z nim mężczyźni i słudzy, a oto on mnie przyzywa. Prowadźcie mnie do niego>>”. [Wtedy] powiedli ją ku statkowi, a ona zdjęła obie bransolety, które miała na sobie i oddała je kobiecie którą nazywają „Aniołem Śmierci”, tej, która ją zabije. Zdjęła [też] dwie bransolety [zakładane] na nogi, które miała na sobie, i dała je dwóm dziewczynom, które poprzednio jej służyły, a były one córkami kobiety znanej jako „Anioł Śmierci”.

Potem wprowadzili ją na statek, ale nie wwiedli jej [jeszcze] do szałasu. [Wówczas] przyszli mężczyźni z tarczami i pałkami. Podano jej kielich nabїdu, zaśpiewała nad nim i wypiła go. Rzekł do mnie tłumacz: „W ten sposób pożegnała się ze swymi towarzyszkami”. Następnie podano jej drugi kielich, wzięła go i długo śpiewała, a starucha ponaglała ją, aby go wypiła i weszła do szałasu, w którym był jej pan. I oto ujrzałem, że była już oszołomiona, chciała wejść do szałasu i wsunęła głowę pomiędzy niego a statek. Wtedy starucha ujęła jej głowę, wciągnęła ją do szałasu i weszła razem z nią; a mężczyźni jęli uderzać pałkami w tarcze, aby nie było słychać odgłosu jej krzyku, bo przelękłyby się [inne] niewolnice i nie chciałyby umierać ze swymi panami. Potem weszło do szałasu sześciu mężczyzn i wszyscy oni spółkowali z ową niewolnicą. [Następnie] położyli ją u boku jej pana i dwu schwyciło ją za nogi, a dwu za ręce, [zaś] starucha zwana „Aniołem Śmierci” nałożyła jej na szyję sznur założony w przeciwne strony i wręczyła go [następnym] dwu [mężczyznom], aby go ciągnęli. [Wtedy] zbliżyła się, mając ze sobą nóż z szeroką klingą i jęła wbijać go jej pomiędzy żebra i wyjmować go, a owi dwaj mężczyźni dusili ją sznurem, dopóki nie skonała.

Przytoczony opis ofiary niewolnicy podczas pogrzebu może przywodzić na myśl sceny z filmu Trzynasty Wojownik, który był inspirowany podróżą Aḥmada ibn Faḍlāna. Warto również wyjaśnić czym był nabїd. Był to alkohol, prawdopodobnie miód, z domieszką halucynogennych ziół lub muchomorów. 

Źródło: http://turbandecay.blogspot.com/2013/03/the-13th-warrior.html,
data odczytu: 09.03.2023

Oprócz mieszkańców Skandynawii, którzy najczęściej zostawali niewolnikami za długi, drugą, nawet liczniejszą grupą byli ci niewolnicy, którzy zostali pojmani podczas wypraw łupieżczych. Pochodzili ze wszystkich najeżdżanych przez wikingów ludów, Słowian, Germanów, Franków, Anglosasów. Ci, którzy nie znajdywali miejsca w skandynawskich gospodarstwach byli sprzedawani dalej do Cesarstwa Bizantyjskiego lub do krajów islamskich. O kontaktach z krajami arabskimi świadczą znaleziska dirham w Skandynawii.

Niewolnictwo było szczególnie popularne w X i na początku XI wieku. System niewolnictwa istniał jeszcze w Skandynawii do przełomu XIV i XIII wieku (na równi z niektórymi innymi częściami Europy). Najdłużej utrzymywał się w Szwecji (oficjalnie niewolnictwo zostało zniesione w  1335 roku przez króla Magnusa Erikssona). Systematycznie zostawał przekształcany w feudalizm, a thrallowie w chłopów podległych lokalnym władcom. Szacuje się, że 10% skandynawskiego społeczeństwa stanowili niewolnicy (i nie był to specjalnie duży odsetek, gdyż w 1086 roku w chrześcijańskiej Anglii po spisie powszechnym 9% społeczeństwa również było niewolnikami).

Następny temat poświęcony będzie karlom, klasie wolnych ludzi średniowiecznej Skandynawii. Tymczasem kończąc, tradycyjne podziękowania dla Piotra Brachowicza za wspieranie mojej twórczości na Patronite. Jeśli i Ty, Czytelniku, chcesz dołożyć cegiełkę do rozwoju bloga, zapraszam na mój profil, a także do udostępnia artykułu bym mógł trafić do szerszego grona Odbiorców. Zachęcam również do odwiedzania mojego profilu na Facebooku, gdzie jak ufam, w tym roku pojawi się już więcej aktywności.

sobota, 25 lutego 2023

Wykopaliska w Valsgärde

 

Źródło: https://www.spottinghistory.com/view/1608/valsgarde-burial-ground/,
data odczytu: 25.02.2023

Po temacie o Młocie z Ysby pozostaniemy w kręgu archeologicznych ciekawostek. Kilka razy na moim blogu pojawiły się wzmianki o skandynawskich pochówkach. Dziś chciałbym opisać  stanowisko archeologiczne położone na wzgórzu w okolicy gospodarstwa w szwedzkiej miejscowości Valsgärde w Szwecji. Miejsce leży nad rzeką Fyris, trzy kilometry od Starej Uppsali (fanom serialu Wikingowie ta miejscowość może kojarzyć się ze świątynią nordyckich bogów, którą odwiedził Ragnar).

Wykopaliska w Valsgärde zaczęły się w 1920 roku, kiedy to znaleziono pierwsze przedmioty z Epoki Żelaza. Ślady bardziej współczesnego osadnictwa datuje się na XVI wiek (dokładnie mówiąc, udokumentowana historia osadnictwa sięga 1541 roku). Pochówki w tym miejscu są jednak o wiele starsze i pochodzą z VI-XI wieku. Groby zawierały wiele bogactw i z pewnością należały do pochowanych członków znanych i zamożnych rodów. Jedna z teorii przypisuje je dynastii Ynglingów, do której mógł należeć między innymi legendarny Rolf Krake, bratanek duńskiego króla Hrodgara.

Najstarszy z grobowców, pomimo, iż wyprzedza to, co znamy jako Epokę Wikingów o dwa wieki, zawiera zakopaną łódź. Oprócz niego łodzie znaleziono w czternastu innych grobach, w których złożono ciała mężczyzn. Wskazuje to, iż szkutnictwo od zawsze było ważnym i nieodłącznym elementem skandynawskiego życia. Zakopanie całego statku świadczyło o wystawnym pogrzebie i wskazuje na wysoki status społecznych pochowanych w nim mężczyzn. Starsze, około siedemdziesiąt z odkopanych grobów, to pozostałości pochówków birytualnych, w ramach których zwłoki najpierw spalano, a następnie zakopywano w ziemi. Nowsze groby w liczbie około dwudziestu, datowane na XI wiek powstały w duchu chrześcijańskich wierzeń i zawierają ciała złożone do trumien. Grobowce zawierają głównie ciała mężczyzn, część z nich kobiet, natomiast nie znaleziono żadnego pochówku dzieci.

Groby zachowały się w tak dobrym stanie do naszych czasów, ponieważ wiele z nich nie posiadało charakterystycznych dla późniejszych epok kopczyków z ziemi czy kamieni na powierzchni, przez co były trudniejsze do namierzenia przez szabrowników. Jeden z grobowców zawierał hełm i tarczę. Pochowanemu wojownikowi towarzyszył tresowany sokół – typowe zwierzę hodowane przez skandynawskich władców. Ciała złożone do łodzi odziane były w tkaniny pochodzące znad wybrzeży Morza Kaspijskiego, Sogdiany (Azja Środkowa), a nawet z Chin, co świadczy, iż kontakty handlowe z Dalekim Wschodem zostały nawiązane na długo nim wikingowie ruszyli na podbój Wysp Brytyjskich u schyłku VIII wieku. Jeden z wojowników został złożony do grobu wraz ze dekapitowanym puchaczem zwyczajnym (o wdzięcznej łacińskiej nazwie Bubo Bubo) . Czy zwierzę straciło głowę, by nie powstać z martwych? A może zostało złożone w ten sposób w ofierze? Albo nie przyniosło listu z Hogwartu na czas? Prawdopodobnie nigdy się nie dowiemy.

Źródło: https://royaloakarmoury.com/portfolio/valsgarde-8-helmet/,
data odczytu: 25.02.2023


Poszczególne groby otrzymały kolejne numery, nadane przez archeologów. Kilka z nich zasługuje na bardziej szczegółowe opisy. Grób numer 5, datowany na końcówkę VII i początek VIII wieku,  zawierał hełm z Epoki Brązu, bardzo podobny do innego znaleziska z angielskiej miejscowości Sutton Hoo (anglosaski grób datowany jest na VII wiek). Pokazuje to, iż zarówno mieszkańcy Wysp Brytyjskich jak i Skandynawii mieli u swych korzeni podobną kulturę, lub wywodzili się od tych samych ludów, pomimo, iż obie nacje mieszkały na przeciwległych wybrzeżach Morza Północnego. Pochówek zawierał łódź o długości 11,7 metrów, w której mogło zmieścić się 4-5 rzędów wioślarzy. Wojownik pochowany był z mieczem i nożem przy pasie. Na jego ciele złożono tarczę, a wspomniany hełm znajdował się u jego stóp. Oprócz wymienionego oręża w łodzi znajdowała się również włócznia i osiemnaście strzał, prawdopodobnie w kołczanie, który nie dotrwał do naszych czasów.  Trzy końskie uzdy, wyposażenie gospodarstwa domowego, jak i prowiant (głównie mięso) również znalazły się na pokładzie statku. Na północy od łodzi pochowano dwa konie i krowę, a na południe cztery psy.

Grób numer 6, datowany na połowę VIII wieku, zawierał łódź o długości ok. 10 metrów i również 4-5 rzędów dla wioślarzy. Pochowany w nim wojownik złożony był na rufie łodzi, która wyścielona była ptasimi piórami. Po jego lewej stronie złożono dwa miecze, a po prawej zdobny puchar. Tarcza oparta była o burtę, nad którą znaleziono resztki tkanin – prawdopodobnie pozostałości namiotu, który przykrywał pokład statku (skandynawskie okręty miały tylko jeden pokład – w razie deszczu przykrywany był właśnie plandeką). U stóp zmarłego złożono strzały oraz dwie końskie uzdy. W grobie znalazła się również włócznia i hełm, wyposażenie gospodarstwa domowego (w tym szklana misa i róg) oraz pozostałości planszy do hnefatafl (samą grę i jej reguły omówimy sobie w przyszłości) do gry wraz z dwudziestoma trzema szklanymi pionkami, każdy o wysokości ok. 2,5 cm. Na zewnątrz od burt statku pochowano dwa konie i psa.

Grób numer 7, z końcówki VII wieku, zawierał dębową łódź długą na 8,5 metra. Przypuszcza się, że ta mniejsza jednostka mogła pomieścić 3-4 rzędy wioślarzy. Pochowany w niej człowiek również złożony był na ptasim pierzu, głównie gęsimi, kaczymi i kruczymi. Wedle skandynawskich wierzeń gęsie pióra miały ułatwić przejście do zaświatów (warto zaznaczyć, iż użycie kurzych piór mogło wydłużyć i uprzykrzyć duszy podróż po śmierci). Nad jego głową złożone zostały trzy tarcze oraz kołczan ze strzałami, a po obu bokach ułożono dwa miecze. Na pokładzie złożono również drewniany kubek i trzy rogi. Nie mogło zabraknąć hełmu i włóczni. Również i ten grób zawierał pozostałości planszy do hnefatafl, sprzęty codziennego użytku jak i prowiant złożony na podróż do zaświatów. Na dziobie statku złożono cztery konie, w tym jednego w pełni osiodłanego, krowę oraz świnię.

Grób numer 8 datowany jest na pierwszą połowę VII wieku. Zakopana w nim była łódź z drewna świerkowego o długości 9 metrów. Była to kolejna łódź z 4-5 rzędami na wioślarzy. Głowa zmarłego spoczywała na poduszce a jego ciało było przykryte kocem. Na nogach miał położone dwie tarcze. Pod nimi znajdowały się dwie skrzynie – jedna z uzbrojeniem, druga z przedmiotami codziennego użytku. U jego stóp położono hełm. Po jego lewej stronie znajdował się szklany kielich. Na pokładzie znalazła się również plansza do hnefatafl, narzędzia, naczynia oraz pies ze smyczą. Na zewnątrz statku pochowano dwa konie i krowę.

Grób 13, najpóźniejszy z dotychczasowych, bo datowany na przełom VIII i IX wieku, zawierał łódź o długości 9,8 metra. Pokład i zmarłego przykryto żółto-zielonym materiałem. Nad głową pochowanego złożono tarczę, a na jego tułowiu ułożono strzałę z brązowym grotem. Kolejne strzały były ułożone na pokładzie na środku łodzi. Po lewej stronie ciała znaleziono miecz z zachowaną drewnianą pochwą. Statek zawierał również narzędzia i prowiant. Na zewnątrz pochowano trzy konie.

Źródło: https://www.gustavianum.uu.se/news/artikel/?tarContentId=707134,
data odczytu: 25.02.2023


Przegląd grobów z łodziami z różnych wieków pokazuje, jak istotne były podobne pogrzeby wśród Skandynawów.  Znaleziska z mogił rzucają także nowe światło na sprzęty codziennego użytku, oręż, a także bardziej prozaiczne aspekty, jak moda (resztki tkanin) i rozrywki, znane w ich epoce (szczątki gier planszowych). Odkrycia pokazują ponadto, jak ważne było wyprawienie zmarłych bliskich lub władców w zaświaty, przy zapewnieniu im wszystkich niezbędnych rzeczy oraz prowiantu.

Kończąc tradycyjnie zapraszam do odwiedzenia mojej strony na Facebooku oraz do udostępniania materiału. W ten sposób dzięki Wam udam mi się dotrzeć do szerszego grona Czytelników (w tym miejscu zaznaczę, że 2022 rok był rekordowy pod względem odwiedzin, za co Wam dziękuję). A jeśli chcecie wesprzeć mnie w inny sposób, zachęcam do odwiedzenia profilu na Patronite, gdzie wzorem Piotra Brachowicza możecie zostawić datek na rozwój bloga. Tym razem również podziękowania dla jednej z czytelniczek. Dzisiejszy temat pojawił się w sobotę, a nie zwyczajowo w piątek, co wzbudziło zainteresowanie brakiem artykułu. Za opóźnienie przepraszam... I dziękuję za zainteresowanie i wypatrywanie nowych materiałów :)

piątek, 10 lutego 2023

Młot z Ysby || Galeria Derecki

 

Źródło: https://www.ancientpages.com/2022/10/17/one-of-a-kind-viking-age-hammer-of-thor-discovered-in-ysby-sweden/,
data odczytu: 09.02.2023

Najbardziej rozpoznawalnym symbolem wikińskich wisiorków jest zapewne Młot Thora. Mjölnir, bo tak go zwano, znajdywany był na licznych stanowiskach archeologicznych nie tylko w Skandynawii, ale i na terenach, na które dotarli Ludzie Północy. Dziś opowiemy sobie o jednym z tych amuletów, znalezionym w 2022 roku.

Malutka, liczące 267 mieszkańców wieś Ysby, położona w Szwecji, nad cieśniną Kattegat. W pewien letni dzień archeologowie, badający miejsce pod budowę nowych domów, mających stanąć na południowo-zachodnich rubieżach miejscowości, natrafili na mały, metalowy przedmiot. Okazało się, iż jest to przedstawienie Mjölnira, młota Thora, Boga Piorunów. Wisiorek datowany na IX-XI wiek wykonany został z ołowiu i mierzył trzy centymetry. Przypuszcza się, że pierwotnie mógł być pokryty srebrem lub złotem. Na miejscu odkryto także inne przedmioty, jak naczynia, ślady długich domów, czy nawet starożytne monety z czasów Cesarstwa Rzymskiego, jednak Młot był pierwszą ozdobą tego typu znalezioną w regionie Halland (region południowo-zachodniej Szwecji). Młot jest misternie zdobiony i nawet stulecia, które upłynęły od jego stworzenia, nie zatarły wzorów na nim. Per Wranning z Muzeum Historii Kultury w Halland twierdzi, że takie symbole były szczególnie popularne pod koniec Epoki Wikingów, kiedy to chrześcijaństwo stawało się coraz bardziej popularne w Skandynawii, a wyznawcy nordyckich Bogów chcieli sygnalizować wszem i wobec swoją wiarę.

Chciałem opisać Młot z Ysby, albowiem bardzo spodobały mi się jego zdobienia. Odkrycie tego wisiorka pokazuje także, iż każdy rok może przynieść nowe znalezisko i rzucić więcej światła na to, jak wyglądało życie wikingów. O samym Mjölnirze, potężnym artefakcie wykutym przez krasnoludy, opowiemy sobie jeszcze w przyszłości. Dziś jednak chciałbym skorzystać z okazji, iż poruszony został temat biżuterii, by opowiedzieć o innych, cudownych przedmiotach.

To właśnie te obrączki przykuły uwagę mojej żony w Galerii Derecki

W październiku 2022 roku wybraliśmy się z żoną w rocznicową podróż na Dolny Śląsk, by odwiedzić miejsca związane z naszym ślubem. Będąc we Wrocławiu udaliśmy się zobaczyć panoramę ze Sky Tower, najwyższego wieżowca Wrocławia. Przylega doń galeria o tej samej nazwie. Przechodząc przez nią moja żona zwróciła uwagę na wystawę z obrączkami. Inspirowane minionymi epokami i kulturami wyroby przykuły i moją uwagę, zwłaszcza pewna obrączka z plecionką, jakże charakterystyczną dla wczesnego średniowiecza. Rok wcześniej zorganizowaliśmy ślub w trzy dni i trzy godziny, to też wszystkie przygotowania potoczyły się bardzo szybko. Obrączki, które wtedy wybraliśmy, były jedynymi identycznymi pierścionkami, jakie zostały u pewnego jubilera i jakie pasowały na nasze palce. Obiecaliśmy sobie więc, iż pewnego dnia kupimy sobie takie, jakie byśmy chcieli. Miesiące mijały, a my nie trafiliśmy na ten jedyny wzór. Aż to opisanego październikowego dnia i wycieczki do Wrocławia.

I tak oto zawitaliśmy do Galerii Derecki. Oprócz obrączek urzekł nas również jej wystrój – stylizowany na średniowieczny, inspirowany Bramą Wrocławską z Oleśnicy. To było jak podróż w czasie, poczuliśmy, iż trafiliśmy do miejsca, którego właściciel nie tylko zna historię, ale i ją czuje. I tak samo spontanicznie, jak organizowaliśmy własny ślub, tak też w tej jednej chwili zrobiliśmy pomiary na potrzeby wykonania nowych obrączek. Jako ciekawostkę wspomnę, że samą umowę na ich wykonanie podpisaliśmy 21 października – dokładnie w pierwszą rocznicę naszego ślubu.

Źródło: https://derecki.art/kuznia-mistrza-slawomira/, data odczytu: 09.02.2023

W tym miejscu warto wspomnieć iż nie były to klasyczne złote, gładkie pierścionki, jakże popularne wśród ludzi biorących ślub. Zdecydowaliśmy na złotą plecionkę, okoloną dwoma obręczami metalu pochodzącego z meteorytu Gibeon, starszego od naszego Świata. Warto tu podkreślić, iż Pan Sławomir Derecki to jedyny artystka, który wykonuje biżuterię ze spadających gwiazd. Poznając go, a także jego żonę i syna, przekonaliśmy się, jak bardzo pozytywni są to ludzie i jak bardzo oddani temu, co robią. Rozmawiając z Panem Sławomirem od razu znaleźliśmy też wspólne tematy, chociażby o Świętej Górze Słowian, Ślęży. Sam fakt, iż biżuteria wykonywana jest tradycyjnymi metodami dodaje jej charakteru i zbliża nas do dawnych wieków, do których każdy miłośnik historii czuje tęsknotę. Przy odbiorze naszych gwiezdnych obrączek wzbogaciliśmy się o jeszcze jeden drobiazg – wisiorek, wykonany ze starego srebrna, pochodzącego z przełomu XVIII i XIX wieku, przedstawiający podobiznę rzeźby niedźwiedzia ze Ślęży.

Jeśli więc również chcecie wejść w posiadanie gwiezdnej biżuterii, zachęcam do kontaktu i zakupów w Galerii Derecki. W treści dzisiejszego artykułu wplotłem odnośniki do galerii przedstawiające zarówno sam salon, jak i kuźnię – zdjęcia jak i ich opisy są bardzo piękne, dlatego zachęcam do zapoznania się z nimi.

Po odbiorze obrączek Pan Sławomir zaproponował nam odwiedzenie pobliskiej ulicy Gwiaździstej
- nazwa adekwatna dla tej niesamowitej biżuterii


A żeby zamknąć klamrą temat, odwołam się do młota Thora, Mjölnira, który został wykuty w odległej krainie krasnoludzkich kowali, w kuźniach Niðavelliru. I podobnie jak jego broń, tak i nasze obrączki pochodzą z dalekiego, przedwiecznego świata, który istniał pomiędzy odległymi gwiazdami. I także jak magiczny młot, zostały wykute przez Mistrza w swoim fachu. Ta świadomość nadaje im głębszego, bardziej osobistego znaczenia.

A na koniec tradycyjnie zachęcam do odwiedzenia mojego profilu na Facebooku oraz do udostępniania artykułu, bym mógł dotrzeć do szerszego grona Odbiorców. A jeśli chcesz mnie wesprzeć Czytelniku w inny sposób, na wzór mojego Patrona, Piotra Brachowicza, zapraszam do wizyty na mojej stronie na Patronite.

piątek, 27 stycznia 2023

Potop - część trzecia

 

Źródło: https://www.learnreligions.com/all-about-noahs-flood-700164,
data odczytu: 26.01.2023

W dwóch poprzednich artykułach opowiedzieliśmy sobie kilka wersji mitu o Potopie – od odległej i mroźnej Skandynawii, przez Bliski Wschód, aż po Półwysep Indyjski. Dziś wyruszymy jeszcze dalej, szukając podań o tymże kataklizmie na terenach obu Ameryk, jak i na odległym Pacyfiku.

Źródło: https://steemit.com/history/@cifer44/the-great-flood-connection,
data odczytu: 26.01.2023

Wirakocza

Tym razem wędrujemy za Ocean, do górskiego pasma Andów w Ameryce Południowej. Żyjący tam Inkowie wierzyli w Boga Wirakoczę (utożsamianym z Kon-Tiki), który stworzył Wszechświat i okolice. Dał także początek cywilizacji. Był on już wspomniany na moim blogu.

 W przeciwieństwie do rdzennej ludności Andów, miał mieć jasną karnację i długą białą brodę. Ponoć opuścił też Amerykę Południową, kierując się za Ocean. Inkowie wierzyli, że pewnego dnia powróci zza wielkiej wody. Ta wiara okazała się dla nich zgubna, gdy hiszpańscy konkwistadorzy, z jasną, europejską karnacją, odpowiadającą opisom Wirakoczy, zawitali do ich państwa. Wróćmy jednak do samego Boga. Pierwszą rasą, którą stworzył z kamienia, byli olbrzymi, jednak byli oni głupi i złośliwi, co poskutkowało pierwszym potopem (a dla nas jest podobne do historii o potomkach Ymira w mitologii nordyckiej). Przetrwać miała, a jakże, tylko jedna para olbrzymów. Następną rasą, którą stworzył, byli mniejsi już ludzie (również ukształtowani z kamienia). Nakazał im żyć dobrze, bez konfliktów. Kiedy jednak widział, że stali się chciwi i źli, zesłał kolejny Potop na świat. Z powodzi uratować miała się tylko para, Manco Cápac (co w języku keczua oznacza Założyciel Dynastii) i Mama Ocllo (Matka Płodności – proszę o zwrócenie uwagi, iż słowo Matka w keczua jest identyczne jak polskie Mama i lustrzano podobne do odpowiedników w innych językach). Wielka powódź miał trwać sześćdziesiąt dni i sześćdziesiąt nocy, a para ocalałych przetrwała dzięki drewnianej skrzynki, którą zbudowali i która unosiła się na falach, nawet ponad najwyższymi górami. Kiedy wody opadły, Manco  Cápac i Mama Ocllo dali początek dynastii Państwa Inków. Następną rasę ludzi Wirakocza miał ulepić z gliny, podobnie jak Bóg Jahwe.    



Źródło: https://medium.com/@robert.f.williams/three-native-american-creation-myths-a20ec9129c6,
data odczytu: 26.01.2023

Etsie

Wśród indiańskich plemion Atabasków opowiadano o srogiej ziemie (co znów nawiązuje do pamięci o ostatniej Epoce Lodowcowej). Zwierzęta, by się ogrzać, ukradły worek z ciepłem Władcy Nieba, Niedźwiedzia. Pewnego wieczoru, gdy małej myszy doskwierał chłód, postanowiła zabrać nieco ciepła z worka. Jednak nieumyślnie zrobiła w nim dziurę i cały żar wydostał się, topiąc wszystkie śniegi świata. Wzbierająca woda zalała każdy istniejący ląd. Wydarzenie przewidział stary Etsie, który ostrzegał innych, jednak nikt nie dawał wiary jego czarnym wizjom. Starzec uratował się na wybudowanej łodzi, oczywiście zabierając na nią po parze wszystkich żyjących zwierząt. Gdy wody utrzymywały się nad całym światem, wypuszczał gołębia by sprawdzić, czy gdzieś już odsłonił się suchy ląd. Kiedy ptak wrócił z gałązką jedliny, był to znak, iż Potop dobiega końca i wnet mógł osadzić swój statek na lądzie. W tym miejscu w kilku słowach chciałbym napomknął o innych indiańskich wierzeniach, albowiem różne ich wersje znane są wśród wszystkich plemion Ameryki Północnej. Różnią się jeno szczegóły. Zamiast statku pojawia się flota kanoe. Wśród niektórych, jak Szejeni czy Mikmakowie panowało przekonanie iż Wielka Powódź była karą za zło i wojny wszczynane przez ludzi. Widząc to Kisúlkw, Bóg Stworzyciel, zaczął płakać. Szlochał tak długo, aż jego łzy zalały cały świat, topiąc wszystkie istoty (osobiście uważam, że to jedna z ciekawszych wersji, a literackie porównanie łez do kropel deszczu jest piękne). Powódź miała przetrwać tylko para starych ludzi, którzy na nowo zaludnili Ziemię.

Źródło: https://www.civilbeat.org/category/mauna-kea/,
data odczytu: 26.01.2023

Nu’u

Ostatnia przytoczona przeze mnie historia będzie klamrą do pierwszej, o Noem. I chociaż wszystkie mają wspólne elementy, to w tej pojawia się bohater o bliźniaczo brzmiącym imieniu. Na Hawajach wierzono, iż po śmierci pierwszego człowieka następne pokolenie stało się do szpiku złe. Jedynymi dobrymi ludźmi mieli być Nu’u (co oznacza Modlący się) oraz jego żona Lili-noe. Zbudowali oni ogromny statek, na którego pokładzie schronienie znalazły zwierzęta i rośliny. Potop przetoczył się przez świat, niszcząc wszystko inne. Gdy wody ustąpiły statek usiadł na najwyższym wulkanie Hawajów, Mauna Kea.

To nie są jedyne historie o Potopie. Starałem się zebrać te najbardziej podobne. Ponadto,  nie każda mitologia ma swój odpowiednik. Nie wszędzie przewija się także motyw wielkiej powodzi jako kary za grzechy. Przykładem mogą być wierzenia Aborygenów, gdzie Potop na świat sprowadziły jaszczurki, które chciały pozbyć się dziobaków (jakkolwiek dziwnie by to nie brzmiało). Podejrzewam, że opowiadanie kilka razy podobnej historii mogło w pewnych miejscach nużyć, jednak chciałem podkreślić, jak podobne są to mity. Warto również pamięć, iż wiele z nich wspomina o rasie olbrzymów, która zamieszkiwała świat przed Potopem.

Czy wszystkie wywodziły się z tego samego źródła? Jeśli tak, to jak zawędrowały w różne zakątki świata, oddzielone od siebie nawet Oceanami? Czy może też na swój sposób opisywały jeden globalny kataklizm, który dotknął ludzkość w najdalszych nawet miejscach na Ziemi? Na te pytania ciężko nam znaleźć odpowiedź w dzisiejszych czasach, chociaż spotkałem się z różnymi teoriami próbującymi wytłumaczyć fenomen Potopu. Przez ostatnie tygodnie przytoczyliśmy sobie dziewięć na pozór innych i na pozór takich samych historii o Wielkiej Powodzi. Zostawiam Wam, Drodzy Czytelnicy, do przemyślenia, czy uważacie iż każda cywilizacja opowiadała swoją, osobną historię o Potopie, czy może wszystkie razem sięgają do jednego wspólnego źródła, nim powstały różne narody, języki, a Bogowie zyskali lokalne imiona.

Na koniec ogromne podziękowania dla wszystkich Czytelników - wczoraj mój blog przekroczył okrągłą liczbę 30 000 odwiedzin. Nie byłoby tego wyniku bez zainteresowania tematami, które poruszam. Chciałbym również podziękować wszystkim osobom, które podsyłały od początku pomysły na nowe artykuły, a także wyrażały konstruktywną krytykę na temat publikowanych materiałów. Tradycyjnie, zapraszam do odwiedzania profilu na Facebooku, oraz udostępniania moich artykułów, bym mógł dotrzeć do jeszcze szerszego grona odbiorców. A jeśli chcecie wesprzeć dalszą twórczość w bardziej materialny sposób, zapraszam na moją stronę na Patronite.

piątek, 13 stycznia 2023

Potop - część druga

 

Źródło: https://www.learnreligions.com/all-about-noahs-flood-700164,
data odczytu: 12.01.2023

W pierwszej części artykułu omówiliśmy sobie najbliższe nam podania o Potopie, te znane z kart Biblii, mitologii greckiej czy opisane już na moim blogu wierzenia Skandynawów. Dziś chciałbym zabrać Was bardziej na wschód, by opowiedzieć o Wielkiej Powodzi znanej pomiędzy starożytną Mezopotamią a Indiami.

Źródło: https://mythcrafts.com/2019/01/29/prelude-to-the-flood-utnapishtims-ark-pt-1/,
data odczytu: 12.01.2023


Utnapisztim

Najstarszy zachowany po dziś dzień poemat to Epos o Gilgameszu opisujący przygody tytułowego bohatera, króla starożytnego miasta Uruk. Wspomniana w nim jest historia mieszkańca Mezopotamii, Utnapisztima (Akad. Ten, który znalazł życie), syna Ubary-Tutu, ósmego króla miasta Szurupak. W tym miejscu warto wspomnieć, iż przedpotopowi ludzie wedle wierzeń akadyjskich mieli być długowieczni. Ubara-Tutu miał żyć ponad osiemnaście tysięcy lat. Krótsze, ale i tak imponujące żywoty odnotowuje się w Biblii, gdzie pokolenia między Adamem a Noem dożywały wieku między siedemset a dziewięćset lat. Innym podobieństwem jest liczba pokoleń – Ubara-Tutu żył w ósmej generacji ludzkości, natomiast Lamek, ojciec Noego, w dziewiątej. Wracając jednak do historii Utnapisztima, ludzkość rozprzestrzeniła się za bardzo po świecie. Irytowało to jednego z Bogów, Enlila, który przez hałasowanie tak licznej populacji nie mógł spać. Na Radzie Bogów wystąpił więc z pomysłem, by zesłać na świat Potop i wytracić głośną rasę. Nie spodobało się to Bogowi Enkiemu, który objawił się Utnapisztimowi we śnie i postanowił ostrzec go o nadchodzącym kataklizmie. Jego zadaniem miało być zbudowanie statku (którego wymiary są podane szczegółowo w Eposie, m.in. miał mieć siedem kondygnacji), na którym miał się schronić z rodziną, zwierzętami i roślinami wszelkich gatunków. Gdy nadszedł Potop, padało przez dwanaście dni, aż, cały świat znalazł się pod wodą. Po kolejnych siedmiu dniach statek osiadł na szczycie góry Nimusz. Utnapisztim wysłał najpierw gołębicę, która wróciła, następnie jaskółkę, która również powróciła na szczyt góry. Dopiero trzeci wysłany ptak, kruk, nie powrócił do niego, co dało mu znak, iż wody zaczęły opadać. Bogowie u końca historii byli przerażeni ogromem zniszczeń. Postanowili więc już nie zsyłać Potopu na ludzi, a Utnapisztima i jego żonę w nagrodę za ocalenie zwierząt i pobożność, obdarzyli nieśmiertelnością. Na koniec warto wspomnieć, iż ta sama postać, występowała w okolicznych kulturach pod innymi imionami, jednak jej historia jest praktycznie identyczna. I tak o to Utnapisztim w mieście Akad zwał się Atra-Hasis, w Babilonie Ksisutros a w języku sumeryjskim występuje pod mianem Ziusudry. Biorąc pod uwagę iż tę wersję należy uznać za najstarszą, pytaniem pozostaje, czy Biblijny Potop nie był plagiatem tej historii, która przeniknęła do hebrajskich wierzeń podczas Niewoli Babilońskiej?

Źródło: https://asia.si.edu/learn/shahnama/els2010-7-1/,
data odczytu: 12.01.2023


Jima/Dżamszid

W zoroastryzmie (uznawanym za najstarszą religię monoteistyczną świata) Jima miał być czwartym królem, od momentu stworzenia świata, i jednocześnie największym z nim. Był tak wspaniałym władcą, iż zaczęto go nazywać Yima KshaetaYima Jaśniejący, skąd pochodzi jego inne miano spotykane w literaturze – Dżamshid. Na polecenie Boga, Ahura Mazdy, miał zbudować podziemne schronienie, zwane z perskiego Warem, w którym ludzkość, zwierzęta i rośliny mogły przetrwać trwający sto pięćdziesiąt lat kataklizm. Sroga Zima miała oczyścić świat z przeludnienia i zła. Śniegu miało spaść tak dużo, iż przykrył on całkowicie nawet najwyższe góry. Chociaż w tej wersji mitu mowa jest nie o wielkiej wodzie, a o wielkim śniegu, postanowiłem zestawić i tę historię. Pierwszy fakt, jaki za tym przemawia to powiązanie potopu i ostatniej epoki lodowcowej. Niektórzy wskazują, iż topniejące szybko lodowce zalewały liczne zamieszkane tereny, dając początek historii o tej największej z powodzi. Przykładem może być nieistniejąca już dziś kraina Doggerland, leżąca między Anglią a Danią. Podczas ostatniego zlodowacenia był to suchy teren, dziś z kolei leży na dnie Morza Północnego (w dużym uproszczeniu). Niemymi świadkami tych wydarzeń są zatopione lasy znalezione u wybrzeży Wielkiej Brytanii, tam gdzie kiedyś znajdował się suchy ląd. Drugi fakt to związek z mitologią nordycką, na który wskazuje Norbert Oettinger, niemiecki badacz starożytnych indoeuropejskich języków. Teoretyzował on, iż widać podobieństwo imion Jima i Ymir, gdzie wedle Skandynawów, zabójstwo tego drugiego dało początek wielkiej powodzi. Tak więc obie postaci nierozerwalnie związane są z mitami o potopach, w różnych częściach świata. Oettinger wysnuwa również teorię, iż pierwotnie historia mówiła o potopie, a dopiero w drodze ewolucji podań przez wieki zastąpiła go trwająca przez wiele lat zima. Być może w pustynnym Iranie, który należy utożsamiać z kolebką zoroastryzmu, łatwiej było sobie wyobrazić śnieg niż wielką powódź. Powódź w tym wydaniu następuje dopiero u kresu kataklizmu, gdy topniejący śnieg spływa ze wszystkich gór i wyżyn. Trzeci fakt, to dualizm, jaki występuje w zoroastryzmie. To co związane ze światłem i ciepłem było atrybutami Ahura Mazdy. Z kolei to co związane z ciemnością i chłodem, jak właśnie śnieg i długie zimowe noce, było domeną jego odwiecznego przeciwnika Angra Mainju (swoją drogą, to na tej boskiej parze wzorował się G.R.R. Martin opisując Pana Światła oraz Pana Ciemności w Pieśni Lodu i Ognia). Możliwe więc, że wielka zima bardziej pasowała do tego dualizmu świata i wyparła pierwotną wersję o potopie (a zupełnie na marginesie, ta historia przypomina nordyckie wierzenia o Fimbulvinter, Srogiej Zimie, która będzie trwała przez całe trzy lata tuż przed nastaniem Ragnaröku).

Źródło: https://www.rupanugabhajanashram.com/writings/krishna-talk-articles/kalki-dasa/the-great-flood-are-manu-and-noah-the-same-person/, data odczytu: 12.01.2022

Manu

Idąc jeszcze dalej na wschód trafiamy na hinduskie wierzenia o Manu, królu Drawidy, państwa mieszczącego się na południu Półwyspu Indyjskiego. Bóg Wisznu, pod postacią ryby o imieniu Pan Matsja podpłynął do myjącego ręce w rzece Manu i błagał, by uratować go przed drapieżnikami w wodzie. Człowiek ukrył rybi awatar Boga w dzbanie, a kiedy ten stał się za mały, znalazł większą misę. W końcu i to naczynie nie mogło pomieścić Pana Matsję. Przeniósł go więc do jeziora, następnie do rzeki i w końcu do Oceanu. Wtedy to też otrzymał od boskiej ryby ostrzeżenie, iż za siedem dni nastąpi Potop, który zniszczy całe życie na świecie. Król zbudował statek i wraz z rodziną i siedmioma mędrcami przetrwali wielką powódź. Oczywiście, na pokładzie nie mogło zabraknąć przedstawicieli wszystkich gatunków zwierząt i roślin, a także co wyjątkowe dla hinduskich wierzeń, Wed, święych ksiąg, zawierające mądrość Bogów. Gdy wody wezbrały, Pan Matsja pociągnął statek aż do północnych gór, które miały być najwyższe na świecie (a jak wiemy, na północ od Półwyspu Indyjskiego leżą Himalaje). Manu i reszta ocalałych zeszli na suchy ląd i na powrót zaludnili Ziemię.

I na tej historii dziś zakończymy artykuł. Przeszliśmy przez sześć różnych, a jakże podobnych wersji historii o Potopie, których korzeni należy dopatrywać się w praindoeuropejskiej wierze. By jednak na tym nie poprzestać, następnym razem omówimy sobie mity o Wielkiej Powodzi znane w Nowym Świecie, a także w Oceanii.

Kończąc tradycyjnie chciałbym zaprosić do odwiedzenia mojego profilu na Facebooku. Proszę również o udostępnianie moich artykułów, by dotrzeć do szerszego grona Odbiorców. A jeśli masz drogi Czytelniku sposobność i chęci, możesz wesprzeć mnie na Patronite, wzorem Piotra Brachowicza, mojego pierwszego Patrona.

piątek, 30 grudnia 2022

Potop - część pierwsza

 

Źródło: https://www.learnreligions.com/all-about-noahs-flood-700164,
data odczytu: 29.12.2022

Omawiając różne postaci z nordyckich czy słowiańskich wierzeń staram się podkreślać podobieństwa do innych mitologii. Czasami są wręcz uderzające, niemal lustrzane. Dziś wyjdziemy mocno poza kręgi opowieści z naszego regionu, omawiając i zestawiając historie o jednym znaczącym kataklizmie, o którym pamięć przetrwała praktycznie w każdym zakątku świata. Mowa o Wielkim Potopie, który miał u zarania dziejów przetoczyć się przez świat. A żeby jednak było coś z wikińskiej symboliki, przejdziemy po kolei przez dziewięć różnych historii (wszak dziewiątka to święta liczba dla wyznawców skandynawskich Bogów). W pierwszej części omówimy sobie najbardziej znaną historię, o Noem, tę o Bergelmirze oraz mit o Deukalionie i Pyrze, który możecie pamiętać z lektury Mitologii. Wierzeń i podań Greków i Rzymian Jana Parandowskiego.

Źródło: https://reasons.org/explore/publications/questions-from-social-media/was-there-only-one-continent-before-noahs-flood, data odczytu: 29.12.2022

Noe

Chyba najbardziej znana historia o Potopie. Historia zaczyna się, gdy Bóg Jahwe widzi, że wielka jest niegodziwość wśród ludzi, których stworzył. Postanawia więc w żalu zniszczyć całą ludzkość jak i zwierzęta. Ostrzegł jednak Noego, którego darzył życzliwością i przyjaźnią, by ten zbudował arkę, która miała dać schronienie jemu, jego rodzinie i parze każdego gatunku istot żywych. Opowieść wskazuje konkretne wymiary statku a także wytyczne co do zapasów żywności dla ludzi i zwierząt.  Kiedy arka była już gotowa, Jahwe sprowadził na ziemię czterdzieści dni nieprzerwanego deszczu. Biblia podkreśla także, że wszystkie źródła Wielkiej Otchłani trysnęły wodą, zasilając tym samym siłę Potopu. Poziom wód przewyższyć miał najwyższe góry. Po upływie kolejnych stu pięćdziesięciu dni wody obniżyły się i statek osiadł na górze Ararat. Następnie dostajemy opis, jak Noe wypuszcza ptaki, najpierw kruka, a potem gołębicę, by przekonać się, czy wody opadły i w innych częściach świata. Jedna z prób wysłania gołębicy zakończyła się jej powrotem z gałązką oliwną, a przy kolejnej skrzydlaty posłaniec nie wrócił. Był to znak, iż znalazł sobie suche miejsce. Warto tu zaznaczyć, iż w apokryficznej księdze Henocha wspomniani są nefilim, olbrzymi, pół-ludzie, pół-aniołowie. Opisywani byli jako giganci, wspomina o nich również Księga Rodzaju, zaznaczając, iż żyli w czasach przed Potopem. Źródło to podaje dalej, iż to oni czynili zło na Ziemi, a Jahwe zesłał wielką powódź, by wytracić właśnie ich rasę, co będzie istotnym szczegółem przy następnych opowieściach.

Data odczytu: https://www.newsweek.com/antarctica-discovery-ancient-forest-bible-flood-book-genesis-753747,
data odczytu: 29.12.2022

Bergelmir

Druga zaś historia, o olbrzymie Bergelmirze, pojawiła się już na blogu. Dla przypomnienia, był on jednym z pierwszych gigantów, prawdopodobnie wnukiem Thrundgelmira. Kiedy Odyn, Wili i We zabili Ymira, wielka powódź zalała świat, albowiem krew pierwszego z olbrzymów była niczym innym, niż wodą. Thrundgelmir miał zginąć w tym Potopie. Spośród olbrzymów ocaleć miał jeno Bergelmir i jego rodzina, którzy znaleźli schronienie na swoim statku. W końcu, gdy wody opadły, dotarli do odsłoniętej skały, a jego potomstwo zasiedliło pobliski Jotunheim, Krainę Olbrzymów (w tym miejscu warto zaznaczyć, że Jotunheimen to najwyższe pasmo górskie w Norwegii). Giganci pamiętali, że przez Asów zginęła prawie cała ich rasa i to stało się początkiem nienawiści, którą żywili do Odyna i jego krewnych. W tej historii nie pojawia się motyw grzechu i zniszczenia świata z nim związanego, chyba, że za przewinienie uznamy bycie olbrzymem. Co jest jednak wspólnym motywem z historią Noego to istnienie jednej, jedynej rodziny, która na drewnianym statku przetrwała kataklizm, a gdy ten ustępował, znaleźli suchy ląd na szczytach wysokich gór. Zostaje jeszcze sama kwestia wyginięcia olbrzymów pochodzących od Ymira, podobnie, jak gigantycznych nefilim, w Biblii.

Źrodło: https://antycznahellada.com/mity/deukalion-i-pyrra/,
data odczytu: 29.12.2022

Deukalion i Pyrra

Na pewno większość z Was kojarzy tytana Prometeusza z czasów szkolnych, gdy przerabialiście Mitologię Jana Parandowskiego, jako lekturę (tylko na marginesie wyrażę swe oburzenie, iż wierzenia Greków i Rzymian są w podstawie nauczania, a Słowian już nie, pomimo, iż mamy dobre opracowania, jak te autorstwa Baranowskiego czy Gieysztora, spisane kilkadziesiąt lat temu). Jego synem był Deukalion, który poślubił Pyrrę, córkę Pandory (tak, tej od skrzynki!). Deukalion został królem Tesalii u zarania dziejów. Jednak już u zarania dziejów w ludziach krzewiło się zło. Przemoc, gwałty, wojny – wedle Greków istniały już w pierwszym pokoleniu ludzi. Czarę goryczy miała przelać wieczerza u króla Arkadii Likaona, kiedy ten kazał podać Zeusowi potrawę z własnego syna. Rozwścieczony kanibalizmem Bóg uznał, że ludzkość trzeba zgładzić. Z jego rozkazu Południowy Wiatr przyniósł tak gwałtowną burzę, że w krótkim czasie wszystkie zbiorniki wodne wystąpił z brzegów. Ludzie szukając ratunku wspinali się na budynki, próbowali chronić się w łodziach. Woda jednak cały czas się podnosiła, aż tylko szczyty Olimpu i Parnasu wystawały ponad jej powierzchnię. Nawałnica trwała dziewięć dni i dziewięć nocy. W ostatecznym rozrachunku kataklizm przetrwać mieli tylko Deukalion i Pyrra, którzy byli poczciwi, o czystych sercach. To właśnie ich dobroć przyczyniła się do ich ocalenia, albowiem Zeus przez wzgląd na nich powiedział Prometeuszowi o Potopie, który chce zesłać na Ziemię. Tytan zaś ostrzegł swojego syna, by ten zaczął budowę drewnianej arki (wedle jednych relacji był to statek, wedle innych, szczelna skrzynia z drewna akacjowego, w której małżeństwo zgromadziło zapasy żywności na czas kataklizmu… Oraz po parze zwierząt każdego gatunku). Para dopłynęła do szczytu Parnasu i kiedy wody zaczęły ustępować wysłali gołębia, by sprawdzić, czy niższe tereny są już bezpieczne (brzmi znajomo?). Ziemia stała się pustkowiem, pełnym zwłok ludzkich i zwierzęcych. Deukalion i Pyrra byli już w podeszłym wieku, schorowani i nie dowidzieli. O spłodzeniu dzieci mogli zapomnieć. Prosili więc o poradę, co mogą zrobić, by ludzkość się odrodziła. Zeus nakazał im iść przed siebie z zawiązanymi oczyma i rzucać za plecy kości ich matki. Król Tesalii, wiedząc, że oboje z żoną mieli różne matki, uznał, że ta rada to zagadka, a ich wspólną matka jest Ziemia, zgadł, iż chodzi o kamienie. Tak więc para staruszków szła z przepaskami na oczach, podnosząc i przerzucając kamienie przez ramiona. Te, które rzucał Deukalion, upadając zamieniały się w mężczyzn, a te ciskane przez Pyrrę, w kobiety.

Na tej opowieści dziś poprzestaniemy. Zebraliśmy sobie wierzenia z północnej i południowej Europy, a także z Bliskiego Wschodu. Następnym razem ruszymy dalej, w głąb Azji, poznając sumeryjskie, irańskie oraz indyjskie opowiadania o Potopie.

Kończąc tradycyjnie chciałbym zaprosić do odwiedzenia mojego profilu na Facebooku. Proszę również o udostępnianie moich artykułów, by dotrzeć do szerszego grona Odbiorców. A jeśli masz drogi Czytelniku sposobność i chęci, możesz wesprzeć mnie na Patronite, wzorem Piotra Brachowicza, mojego pierwszego Patrona.

piątek, 16 grudnia 2022

Piżmowoły

 

Źródło: https://waypointtv.com/hunting/articles/71-north-hunting-muskox-and-caribou-along-greenlands-rugged-coast,
data odczytu: 15.12.2022

Jeśli ktoś oglądał drugą część animacji Epoka Lodowcowa może kojarzyć jeden z pojawiający się tam gatunków zwierząt – piżmowoła. Ten wielki ssak przed ostatnim zlodowaceniem zamieszkiwał liczne tereny na półkuli północnej. Obecnie populacje spotyka się w Ameryce Północnej i na Grenlandii, aczkolwiek próby introdukowania gatunku mają miejsce na większości terenów jego pierwotnego występowania. Dziś zagości także na moim blogu.

Piżmowół to dość spory ssak z rzędu parzystokopytnych. Samice osiągają długość ciała między 1,5 a 2,0 metra, natomiast samce są wyraźniej większe i mogą osiągnąć długość do 2,5 metra. Masa również różni się od płci – od 180 kg to nawet 410 kg. W kłębie osiągają wysokość od 1,1 do 1,5 metra. Zarówno samce jak i samice posiadają długie, zakrzywione rogi o długości między 60 a 70 cm. Sierść w ciemnych odcieniach, od brązu przez szarości i czerń, może osiągać nawet 100 cm długości.  W okolicach głowy i grzbietu włosy mogą przybierać jaśniejsze odcienie.

Źródło: https://www.fanpop.com/clubs/ice-age/images/7967666/title/ice-age-2-meltdown-screencap,
data odczytu: 15.12.2022


Żyją około 20 lat, jednak rekord należy do osobnika, który przeżył ponad 27 wiosen. Pod koniec lipca i z początkiem sierpnia rozpoczynają okres godowy podczas którego piżmo samców wydaje intensywny zapach, wabiący samice. Ciąża u piżmowołów trwa dziewięć miesięcy. Najczęściej rodzi się jeden cielak, chociaż zaobserwowano także przyjście na świat bliźniaków. Młode po narodzinach ważą 9-11 kg. Przez pierwsze trzy miesiące żywią się mlekiem matki, później zachęcane są do szukania pożywienia. Niestety, szacuje się, że z powodu surowych warunków panujących w Arktyce około połowa młodych nie dożywa pierwszego roku. Często przyczyną śmierci jest zapalenie płuc, bywające wyjątkowo niebezpieczne przy mroźnym powietrzu dla małych cielaków, u których nie rozwinęła się jeszcze pełna odporność. Mogą także, podobnie jak ludzie, chorować na odrę.

Są roślinożerne, posiadają czterokomorowy żołądek. W zależności od pory roku żywią się liśćmi roślin (uwielbiają wierzbę polarną), trawami, porostami, mchami i korzeniami. Potrafią swoimi masywnymi rogami rozbijać lód by dostać się do pożywienia.

Żyją w stadach, w których są samce i samice w różnym wieku. Ich struktura jest hierarchiczna. O przywództwo walczą samce – wygrywa ten, kto po licznych zderzeniach się rogami nie ustąpi, bądź nie ucieknie. Walka o dominację w stadzie ma charakter pojedynku. Dwa samce najpierw pocierają się rogami, by wyczuć przeciwnika i wyzwać go na pojedynek. Następnie cofają się na odległość około 20 metrów, po czym następuje szarża za szarżą, aż do rozstrzygającego uderzenia. Osobniki w stadzie komunikują się mruczeniem, rykami bądź beczeniem a także ruchami głowy. W trakcie sezonu letniego przebywają z najbliższymi krewnymi w grupkach po 5-6 osobników, najczęściej w pobliżu rzek. Gdy zbliża się zima, wracają do stad liczących po kilkadziesiąt osobników i przemieszczają się na wyżej położone wyżyny.

Piżmowół na stacji kolejowej w Oppdal
Źródło: Zbiory własne


Najstarsze znalezione szczątki liczą ok. 600 000 i chociaż wizualnie mogą przypominać krowy i żubry, to wyewoluowały od tego samego przodka, od którego pochodzą kozy i owce. Przed końcem ostatniej epoki lodowcowej żyły na terenach Syberii aż po Pacyfik, w północnej Europie (ich szczątki znaleziono nawet na polskim wybrzeżu), na Grenlandii i w Kanadzie. Obecnie od połowy XX wieku stara się je przywracać do swoich środowisk w Norwegii, na Alasce i w Rosji, gdzie wyginęły w ciągu kilkuset ostatnich lat. Głównym powodem ich eksterminacji w różnych zakątkach Arktyki były nadmierne polowania przez człowieka. W dziczy tylko niedźwiedzie i wilki stanowią dla nich zagrożenie, chociaż z większości walk z innymi gatunkami wychodzą cało ze względu na swoje rozmiary i szybkość, a także dzięki pracy grupowej przy przeganianiu napastników. Najbardziej podatne na ataki są najmłodsze i najstarsze osobniki w stadach. Dzięki działaniom mającym odtworzyć gatunek, nie są już obecnie zagrożone wyginięciem. Szacuje się, że około 100 000 osobników żyje w dziczy, a liczne stada w różnych ośrodkach badań.

Kiedy pierwszy raz wybierałem się do Norwegii w 2015 roku w jednym z przewodników natrafiłem na informacje, że często dochodzi do wypadków z udziałem piżmowołów. Turyści, lekkomyślnie uważając je za duże, powolne krowy, sami je prowokują. A tymczasem ta duża krowa potrafi rozpędzić się do prędkości 60 km/h i zachwiać autem, w które uderzy (nie wspominając już, co może się stać z człowiekiem przy takim impecie uderzenia).

Jako ciekawostkę należy wspomnieć, że z sierści piżmowołów produkuje się także ubrania, które cechuje wyjątkowa odporność na zimno (większa nawet niż owczej wełny). Nie może to dziwić, biorąc pod uwagę, jak natura ukształtowała ten majestatyczny gatunek w trudnym klimacie.

Kończąc dzisiejszy temat chciałbym tradycyjnie zaprosić do odwiedzania mojego profilu na Facebooku, udostępniania artykułów, by dotrzeć do szerszej rzeszy Czytelników, a także do wsparcia mojej twórczości na Patronite, wzorem Piotra Brachowicza, któremu za to wsparcie serdecznie dziękuję.

piątek, 2 grudnia 2022

Ull

 

Źródło: https://norsespirit.com/blogs/mythology/ullr,
data odczytu: 02.11.2022

Prawie trzy lata temu omówiliśmy sobie Skadi, Boginię zimy i gór. Jej atrybutami były narty i łuk. Nie była ona jedynym bóstwem, które miało zamiłowanie do polowań i narciarstwa. Dziś omówimy sobie jej męskiego odpowiednika, Ulla.

Ull miał być synem Sif, żony Thora. Nie był jednak dzieckiem Boga Piorunów, a jego pasierbem. Jego ojcem mógł być wojownik Egil Orvandill, znakomity łucznik i kowal, który ostatecznie został pokonany przez Thora (wedle innej teorii był to sam Loki, Bóg Oszustwa). Ull odziedziczył wiele zdolności po ojcu. Jego imię powszechnie tłumaczy się jako Chwała. Był nad wyraz silnym wojownikiem, w pojedynkach świetnie używał tarczy, przez co uważano go też za jej patrona. Jak nikt strzelał z cisowego łuku, który stanowił jego ulubioną broń. W górskim terenie poruszał się na swoich nartach, wykonanych z kości. Do podróży morskich używał statku zwanego Skjold (nord. tarcza – dlatego też kenning Statek Ulla oznaczał właśnie tarczę). Posiadał też olbrzymią kość z wyrytymi runami, która utrzymywała się na wodzie i potrafiła szybko płynąć po falach (czyżby nordyccy Bogowie mieli zaczarowane deski surfingowe?).

Miał być wysoki i przystojny. Wspomina się, iż jego kochankami była zarówno Frigga jak i Hel (tym drugim związkiem wikingowie tłumaczyli sobie cykliczność pór roku, gdyż Ull regularnie spędzał część miesięcy w Helheimie, u boku swojej rozkładającej się ukochanej). Kiedy Skadi rozwiodła się z Njordem, wyszła ponownie za mąż właśnie za Ulla. Nic dziwnego - zamiłowanie do gór i narciarstwa łączyło oboje.

Wedle Gesta Danorum, podczas wojny Asów z Wanami (dwie dynastie Bogów w mitologii nordyckiej) ci pierwsi zostali na pewien czas przepędzeni z ich domeny, Asgardu. Przez kolejne dziesięć lat władzę nad tym światem sprawować miał właśnie Ull. Może to być echem jego pozycji we wcześniejszych wiekach, gdzie przypuszcza się, iż był bóstwem tak ważnym jak Odyn, Tyr czy Thor. Być może to w tym czasie jego kochanką została Frigga, która była przecież żoną Wszechojca. Po wojnie osiadł w części Asgardu zwanej Ýdalir – Cisową Doliną (drzewo, które było szczególnie z nim związane, z którego wytworzony był także jego łuk). Przejęcie władzy po Odynie może stanowić także pozostałość jeszcze starszych wierzeń, gdy Wszechojciec był Bogiem Lata, a Ull, jako Bóg Zimy, przejmował władzę na chłodniejszą porę roku.

Źródło: https://www.ullensaker.kommune.no/publisert-innhold/politikk-og-organisasjon/kommunikasjon/,
data odczytu: 02.12.2022

Pomimo, że był czczony szczególnie na Islandii, jego kult rozwinął się na terenach dzisiejszej Norwegii oraz Szwecji. Widać to po zachowanych nazwach miejscowości – najlepszym przykładem jest norweska gmina Ullensaker, której zarówno nazwa jak i herb nawiązują do Boga Narciarstwa. W szwedzkiej miejscowości Lilla Ullevi (nazwa też nie jest bez znaczenia), niedaleko Uppsali, znaleziono ślady archeologiczne potwierdzające kult Ulla już w V wieku naszej ery. Mnogość miejscowości w Skandynawii (a także w Szkocji, gdzie osiadali wikingowie) nawiązujących do Ulla potwierdza fakt, iż był bardziej znaczącym bóstwem, jednak z czasem jego kult ustąpił innym postaciom. Również tłumaczenie jego imienia, Chwała, wiąże go z ważną pozycją w nordyckim panteonie.

Współcześnie, symbolika Ulla wraca – jest szczególnie popularny wśród germańskich i skandynawskich narciarzy, a jego podobizny umieszcza się na medalach wręczanych zwycięzcom zawodów sportowych.

Na zakończonie tradycyjne podziękowania dla Piotra Brachowicza za wspieranie mojego bloga na Patronite. Jeśli i Tobie podobają się moje artykuły, zachęcam do dorzucenia swojej cegiełki lub udostępniania mojej strony - dzięki temu trafię do szerszego grona odbiorców. Na koniec zapraszam do polubienia mojego profilu na Facebooku.