Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Polska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Polska. Pokaż wszystkie posty

piątek, 28 sierpnia 2026

Bies

 


To, co nieznane budzi strach. To, co nieokiełznane może być niebezpieczne. Na świecie codziennie dochodzi do tragedii. Wypadki, ludzkie dramaty, kataklizmy na wielką skalę. Człowiek żyje w poczuciu, że cywilizacja zapewnia mu bezpieczeństwo. Jednak w momencie, gdy dotykają nas lub naszych bliskich nieszczęścia, często zdajemy sobie sprawę, jak kruche są te pozory. I to nawet dziś, kiedy możemy cieszyć się dobrodziejstwami cywilizacji i wynalazkami, jakich nie znały pokolenia przed nami. Co one musiały czuć? W średniowieczu, gdy drogi nie były oświetlone? Gdy nie było serwisów informacyjnych ani służb mundurowych? Gdy znany świat często ograniczał się do jednej wioski, w której się mieszkało i pracowało, a wszystko poza nią było nieodkrytą, białą plamą na przysłowiowej mapie? Strach w tamtych czasach nabierał kształtu. Był przedstawiany pod postacią przerażającego stworzenia, o którym sobie dziś opowiemy. Wśród Słowian nazywano go Biesem.

Bies żył na słowiańskich ziemiach już w czasach przedchrześcijańskich. Najstarszy zapis jego miana to prasłowiańskie słowo bĕsъ, oznaczające Coś strasznego lub przerażającego, pochodzi ze Słowa o zakonie i łasce, staroruskiego kazania z końca X wieku. Przypomina więc Licho, któremu już poświeciłem jeden temat, bo zarówno słowo to opisywało istotę, jak i stan, odczucia lub zdarzenie. Śladów po tym terminie można ciągle doszukiwać się w litewskim słowie baisùs, tłumaczonym na polski jako przymiotnik straszny.

Bies
ChatGPT 2026

Bies bytował w puszczach i na mokradłach, daleko od siedlisk ludzkich. W dzikich ostępach, które powodowały strach i poczucie osamotnienia, a także przytłoczenia. Nie raz już poruszaliśmy ten motyw. Lasy były nieznane, pełne zwierzyny, ale i drapieżników. Każdy szelest, uchwycony kątem oka ruch, zwłaszcza przy złej pogodzie lub późną porą, potęgowały uczucie lęku przed nieznanym i byciem obserwowanym.

Po chrystianizacji Słowiańszczyzny Biesy zaczęto utożsamiać z Diabłami, by pokazać ich piekielną naturę. Jednak przez następne stulecia przetrwało także powiedzenie zbiesić się, a więc wpaść w gniew. Zatraciło ono swój pierwotny charakter, gdyż nie nawiązywało do roli Biesa, jako istoty budzącej strach, a właśnie do zła, które przypisywano mu przez chrześcijan. Z czasem mianem Biesów nazywano każdą demoniczną istotę. Tym określeniem Nestor w swojej Powieści Minionych Lat przezwał słowiańskich Bogów, których posągi w Kijowie zostały postawione przez Włodzimierza Wielkiego. Elementem wspólnym było zapewne poroże, chociaż u Biesów bardziej przypominało rogi jelenia, niż kozła, jak w przypadku Diabłów. Do tego porośnięte były futrem oraz posiadały kopyta, co podkreślało ich dziką naturę. Należy jednak pamięć, że słowiańskie Biesy były istotami chaotycznymi, a nie złymi do szpiku kości. Potrafiły też przemieniać się w inne zwierzęta, które żyły na ich terenach lub przejawiać ich cechy, chociażby poprzez posiadanie olbrzymich, błoniastych skrzydeł, niczym u nietoperza.

Trąba Powietrzna
ChatGPT 2026

Zbieszeniem się nazywano także postradanie rozumu. Jeśli człek z dnia na dzień zaczął się zachowywać inaczej, niebezpiecznie, niegodziwie lub pomimo nieprzejawiania żadnych symptomów, pewnego dnia nagle popełnił samobójstwo, bliscy obwiniali o takie zdarzenie Biesy. By uchronić się przed ściągnięciem na siebie ich obłędu unikano nawet wymawiania imienia Biesa nazywają go Sami-Wiecie-Kim… No dobra, to nie ta bajka. Ale za to używano nieokreślonych zaimków jak On albo Ten Zły. W lasach zostawiano także ofiary, by ubłagać go i odwieść od wyrządzania krzywdy.

W Beskidzie Sądeckim, w paśmie Jaworzyny Krynickiej jest pewna formacja skalna zwana Diabelskim Kamieniem. Legenda mówi, że Diabeł niósł kamień, by zatamować źródło jednego z okolicznych potoków. Dźwigał ze sobą głaz całą noc, ale kiedy zapiał kogut, Diabeł zniknął, upuszczając ciężar w tym konkretnym miejscu. W różnych regionach Polski istnieją inne warianty tej legendy o podobnych kamiennych formacjach. Nim jednak ich powstanie zaczęto przypisać Diabłom, to właśnie Biesy były uznawane za odpowiedzialne ich tworzeniu. Czasami mogły obraź sobie taką nienaturalną skałę za swe siedzliszcze. Wtedy też okoliczna ludność przypisywała temu miejscu działanie złych sił. Jeśli już jesteśmy przy temacie gór, to warto zaznaczyć, że jedna z hipotez powstania nazwa Bieszczady pochodzi od imion dwóch istot, Biesów i Czartów, zwanych też Czadami. Olbrzymie, dzikie lasy i połoniny zapewne były uważane za tereny tych stworów, a ryki niedźwiedzi czy widok przemykających wśród gałęzi drzew poroży jeleni utwierdzał ludzi w tym przekonaniu.

Bies na Jaworzynie Krynickiej
Copilot 2026

Biesy potrafiły się objawiać pod postacią wirów i trąb powietrznych. Mawiano wtedy, że należy schować się w domostwie, pozamykać okna i drzwi, by stwór nie połamał człekowi kości. W tym aspekcie przypominały z kolei Południce. Nie ma się co dziwić, bo silniejsze wiry powietrzne potrafią przewrócić człowieka, powodując kontuzje, a trąby powietrzne zniszczyć nawet części budynków. A dla naszych przodków, były to niewidzialne siły, jak powietrze. Biesom przypisywano także niszczenie upraw i porywanie trzody, gdy jakaś wieś ściągnęła na siebie ich gniew. Trąby powietrzne potrafią przejść przez pole zboża, zostawiając za sobą pasmo zniszczeń, a niezagonione w porę zwierzęta mogą zostać porwane i uniesione wysoko w powietrze.

Biesy miały też strzec skarbów w swych siedliszczach. Śmiałek, który nie uląkł się wiru powietrznego i celnie cisnął w niego nożem, w czasach chrześcijańskich koniecznie poświęconym, mógł zmusić Biesa do wyjawienia miejsca ukrycia bogactwa. Jednak taki łup mógł często okazywał się przeklęty, z czasem doprowadzając do nieszczęść, utraty zdrowia, czy nawet duszy śmiałka, który go posiadł.

Morowica
ChatGPT 2026

Oprócz zniszczeń i urazów powodowanych przez kontrolowanie powietrza Biesy także mogły zsyłać choroby, niczym Morowice.  Wierzono, że to powietrze, zwłaszcza złe, przenosi choroby. Pojęcie zarazków czy bakterii nie było w dawnych wiekach znane, a zdawano sobie sprawę, że właśnie przez nie mikroorganizmy i cząsteczki są przenoszone, bo nawet bez cielesnego kontaktu ludzie i zwierzęta potrafili się od siebie zarażać. Takie plagi mogły być ściągnięte na okolicę również przez Biesy.

Echa wiary w Biesy znaleźć można w Panu Tadeuszu pióra Adama Mickiewicza:

On tu nie przyjdzie; próżno wzywać bernardyna.

Jeśli od niego wyszła ta cała nowina,

To kto wie, w jakim celu: bo to bies księżyna!

 

Biesy to również powieść Fiodora Dostojewskiego, gdzie tytułowe stwory stanowią alegorię nastrojów politycznych i ludzkiej natury, a dokładnie jej złej strony.

Wiedźmin Geralt
Copilot 2026

Obecnie z Biesami można zmierzyć się w grze Wiedźmin III: Dziki Gon. Ich wygląd dość dobrze odpowiada temu z ludowych przekazów. Oprócz trzeciego oka na czole. To trzecie oko zawsze było dla mnie jakieś niepokojące. Ale taka jest rola Biesa, prawda? Wzbudzać strach, być jego ucieleśnieniem.

Bies to strach przez nieznanym, niebezpiecznym, przez zmiennością i niepewnością losu człowieka. Był potężny, swoimi mocami przewyższał śmiertelnika, który nie miał z nim szans w walce. Wiara w nie to ostrzeżenie przez nierozwagą ale i przed tym, jak kruche potrafi być ludzkie życie.

Na dziś to tyle. Zostawcie subskrypcję, jeśli jeszcze tego nie zrobiliście, by nie ominęły Was następne materiały, a także polubienia, jeśli odcinek Wam się spodobał. Chciałbym również zaprosić do odsłuchania innym nagrań, które już miały premierę na tym kanale, byście mogli poznać ciekawe istoty z różnych wierzeń. Zachęcam także do odwiedzenia mojego profilu na Facebooku, gdzie publikuję informacje o nowych artykułach na blogu, jak i zapowiedzi tego, co pojawi się tu, na Youtube. A jeśli możesz, drogi Słuchaczu lub droga Słuchaczko, wesprzeć moją twórczość finansowo, zapraszam do odwiedzenia strony na Patronite, by zostać Patronem wzorem Piotra Brachowicza. A tymczasem, bywajcie!

piątek, 24 kwietnia 2026

O Wandzie, co upokorzyła Niemca


Wanda
Copilot 2026

Jakiś czas temu na moim blogu pojawiła się historia Króla Kraka. Dziś chciałbym opowiedzieć o jego córce, Wandze, rozliczając się z najbardziej popularną wersją historii o niej.

Nim jednak to się stanie, warto przypomnieć najbardziej kluczowe fakty z żywota samego Kraka. Najstarsze wzmianki o władcy pochodzą z XIII-wiecznej Kroniki Polski autorstwa Wincentego Kadłubka, chociaż tam tytułowany jest księciem, a nie królem. Krak zasłynął tam jako dowódca, który toczył bitwy z Galami i Rzymianami. Być może w tej opowieści rozbrzmiewają echa walk Samona z Frankami. Dwa artykuły poświęcone Samonowi i jego państwu znajdziecie na moim blogu. Zachęcam do ich przeczytania.

Wracając do Kraka, to po powrocie do kraju został władcą, wprowadzał reformy i ustanawiał prawa. Krak miał mieć trójkę dzieci, Kraka II, następnie drugiego syna, którego imię się nie zachowało i córkę Wandę. Jego ziemię terroryzowane były przez potwora zwanego Całożercą. Istota domagała się cotygodniowych ofiar w postaci konkretnej liczby bydła. Jeśli jej nie dostawała, pożerała tę samą liczbę ludzi. Synowie władcy wypchali bydlęce skóry siarką i podali stworowi, co przyczyniło się do jego śmierci. Nie, to nie była owieczka wypchana siarką. Obalamy kolejny mit. Niestety, między rodzeństwo wdarła się zawiść i Krak II by przypisać sobie wyłączne zasługi, zabił swojego brata, po czym skłamał ojcu, że ten zginął podczas walki z potworem. Po śmierci Kraka jego jedyny żyjący syn objął władzę, jednak nie nacieszył się nią długo. Chociaż szczegóły nie są znane, to prawda wyszła na jaw i bratobójca został wygnany z kraju. Następnie lud wybrał na swoją królową Wandę. Ponadto, na cześć zmarłego władcy, Kraka I, założono miasto na Skale Całożercy, która dziś znamy jako Wzgórze Wawelskie. Usypano także kopiec, który stoi po dziś dzień.

Kopiec Wandy przed wiekami
Wizualizacja Copilot 2026

I właśnie o Wandę się rozchodzi. Znana jest historia, że miała być wydana za Niemca, jednak wolała odebrać sobie życie, niż do tego dopuścić i rzuciła się do Wisły. Jednak taka wersja historii zawarta została dopiero w Kronice Wielkopolskiej, prawie sto lat później. I to z tym tematem chciałem się rozmówić. Kadłubek, biskup krakowski, przedstawia tę historię zgoła inaczej. W jego wersji Niemiec pojawia się pewien książę niemiecki, wtedy jeszcze bezimienny. Dopiero Jan Długosz trzy wieki później nadaje mu miano Rytygier i podaje, iż zwany był Tyranem Lemańskim. Co się tyczy samego przydomka, to przypuszcza się, że Lemański znaczy Alemański czyli Niemiecki, być może zostało nawet celowo przekręcone, albowiem XV wiek to były czasy walk z Krzyżakami. Po śmierci Kraka chciał zająć jego państwo. Jednak na czele zbrojnego oporu stanęła sama Wanda. Niemieccy żołnierze widząc jej urodę, odmówili walki z nią. Upokorzony Rytygier, którego żołnierze przestali słuchać, zaczął się modlić za Wandę i jej lud, a następnie w akcie rozpaczy rzucił się na własny miecz. Następnie, wojsko alemańskie miało skapitulować i poddać się rozkazom Wandy. Kronikarz przypisywał jej wiele zalet – miała przewyższać wszystkich pięknem, jak i mądrością, albowiem swoimi radami potrafiła wprawić wielu w zadumę.

Sama Wanda miała w tej wersji żyć długo i szczęśliwie, ale zmarła samotnie i bezdzietnie, bo ślubowała nigdy nie brać sobie męża. Wspomniałem już dziś o Kopcu Kraka. Istnieje jeszcze drugi kopiec, Kopiec Wandy, usypany we wsi Mogiła. Obecnie jest to część Nowej Huty. Wincenty Kadłubek nie wspomina o jego związku z Wandą, ten pojawia się dopiero w dziele Jana Długosza, przypisując mu miejsce pochówku władczyni. Późniejsza tradycja, którą na wstępnie odrzuciliśmy, uznaje, iż w tym miejscu wyłowiono ciało Wandy, kiedy utopiła się w Wiśle.

Wanda w pierwotnej wersji legendy jest postacią dobrą, mądrą ale i waleczną. Po wygnaniu swojego brata, lud wybrał właśnie ją na jego następczynię. Zadziwiała poddanych swoją mądrością, a kiedy kraj znalazł się w zagrożeniu, nie bała się stanąć na czele armii. Fakt, iż panowała aż do śmierci ze starości, pokazuje, iż jej rządy nie były zagrożone ani poddawane pod wątpliwość. Osobiście wolę tę wersję historii, niż o książnice rzucającej się do rzeki. 

Na dziś to tyle. Zachęcam do odwiedzenia mojego profilu na Facebooku, gdzie publikuję informacje o nowych artykułach na blogu, jak i zapowiedzi tego, co pojawi się na Youtube. A jeśli możesz, drogi Czytelniku lub droga Czytelniczko, wesprzeć moją twórczość finansowo, zapraszam do odwiedzenia strony na Patronite, by zostać Patronem wzorem Piotra Brachowicza. A tymczasem, bywajcie!

piątek, 10 października 2025

Karkonosz

 


Na polsko-czeskim pograniczu rozciąga się najwyższe pasmo Sudetów – Karkonosze, ze swoim najwyższym szczytem, Śnieżką. Zarówno nazwa jak i cały ten obszar nierozerwalnie związane są z pewną tajemniczą postacią z ludowych wierzeń, którą sobie dziś omówimy.

Karkonosz, bo o nim mowa, zwany jest także Duchem Gór, Liczyrzepą czy Rzepiórem. Najstarsze zachowane wyobrażenie Karkonosza pochodzi z mapy Śląska autorstwa Martina Helwiga, sporządzonej w 1561 roku. Ukazuje ono istotę łączącą cechy kilku innych stworzeń – posiada bowiem nogi zakończone kopytami, skrzydła, dziób oraz rogi jelenia. W łapach dzierży kostur lub różdżkę. Podpisane jest jako Rübenczal, czyli z niemieckiego (Rübenzahl) dosłownie Liczyrzepa. Nie jest to jedna postać Karkonosza, albowiem potrafił zamieniać się także w niedźwiedzia lub innego zwierza, czy starego człeka o długiej, siwej brodzie. Niektórzy uważają, że jego imię zostało błędnie zapisane i pierwotnie brzmiało w staroniemieckim Rabe-Zabel, czyli Kruczy Diabeł, co mogłoby pasować do jego demonicznego wyglądu ze skrzydłami. Jednak wśród podań o Duchu Gór jest i legenda o liczeniu rzep, która wyjaśnia jedno z jego imion. Otóż pewnego dnia Karkonosz pod postacią wiewiórki podglądał kąpiące się dziewczyny. W jednej z nich, księżniczce Emmie, zakochał się bez pamięci. Porwał więc ją do swojego zamku mieszczącego się na szczycie góry. By zapewnić jej towarzystwo zabrał z pewnego pola tuzin rzep i dzięki czarom przemienił je w służbę. Emma jednak planowała, jak uciec od Ducha Góry. Poprosiła więc swego porywacza, by policzył wszystkie rzepy na wszystkich polach w Karkonoszach, by mogła dobrze zaplanować, które i ile w kogo zamienić. Gdy tylko Duch Gór udał się dokonać spisu wszystkich rzep, Emma z pomocą jednego ze służących z ożywionego warzywa
(w innych wersjach był to koń, pegaz lub pszczoła) uciekła z zamku. Po powrocie do swojej siedziby Karkonosz zauważył nieobecność ukochanej i od tamtej pory złościło go, gdy ludzie nazywali go Liczyrzepą czy Rzepiórem, co przypominało mu, iż dał się oszukać śmiertelniczce.



Prawdopodobnie Duch Gór był pierwotnie jednym z lokalnych imion Świętowita, Boga o czterech obliczach, czczonego na Połabiu (czyli terenach w zlewisku rzeki Łaby, mającej swoje źródło w czeskich Karkonoszach). Uznawano go za władcę czterech żywiołów, wody, ziemi, ognia i powietrza, a jak wiemy, tylko Avatar może opanować wszystkie cztery żywioły i przywrócić równowagę na Świecie. Czasami przewija się podanie o tym, jak władał pogodą i o posiadanym przez niego magicznym młocie, czym bliżej mu do Boga Piorunów, Peruna (jednak kiedyś poruszymy sobie teorię na blogu, za Aleksandrem Gieysztorem, iż być może Świętowit i Perun to ten sam Bóg). Jego pierwotny wygląd z kolei przypomina Leszego, Władcę Puszcz. Z czasem jego rola zmieniła się, a w dobie chrystianizacji zmalała do Ducha Gór, który to pomagał wędrowcom, to psocił i robił im na złość. Górnicy z Sudetów wierzyli, że to on im przeszkadza w pracach ale i w dobrym humorze pomaga znajdować złoża, wraz ze swoją świtą, leśnych skrzatów. Według ludu Karkonosz cenił sobie ludzi uczciwych i pracowitych, a karał oszustów i leniów. Wiele legend mówi o tym, jakie figle płatał i jak czasami obracały się na korzyść człeka – niektóre z nich, bardziej szczegółowo, chciałbym przytoczyć w przyszłości na blogu.

Karkonosz
ChatGPT


Jak popularny jest Duch Gór i dziś? Wystarczy odwiedzić Karpacz i sąsiadujące z nim miejscowości. Wiele domów, restauracji, hoteli (ba, kiedyś nocowałem w hotelu w Sudetach, w którym hasłem do sieci WI-FI było właśnie imię Liczyrzepa), ścieżek przyrodniczych i muzeów nawiązuje do któregoś z jego wyobrażeń lub jakieś historii o nim. Kilka z ilustracji do tego artykułu nawiązuje właśnie do Karkonosza, którego razem z żoną spotkałem to tu, to tam, podróżując po Sudetach.


Na sam koniec ciekawostka. Niemiecki malarz Josef Madlener, stworzył obraz o tytule Der Berggeist (niem. Duch Gór) gdzieś w latach 20. XX wieku (Przypuszcza się, iż było to na przełomie 1925 i 1926 roku). Obraz ten stał się na tyle popularny, iż zaczęto go umieszczać nawet na pocztówkach. Jedną z takich kartek zakupił nie kto inny jak John Ronald Reuel Tolkien, autor późniejszej powieści Hobbit, czyli tam i z powrotem. Na swoim egzemplarzu pisarz zamieścił dopisek the Origin of Gandalf (ang. Pochodzenie Gandalfa). Tak więc oprócz inspirowania się Odynem, Wszechojcem, Bogiem i czarodziejem z nordyckiej mitologii, również wyobrażenie Karkonosza wpłynęło na powstanie jednej z najbardziej rozpoznawalnej postaci fantastyki… Chociaż, jak sobie już zasygnalizowaliśmy, kto wie, być może zarówno Odyn, Świętowit/Perun oraz Duch Gór to ta sama osoba?

Liczyrzepa
ChatGPT

Na dziś to tyle. Zachęcam do przeczytania moich innych artykułów, a także od odsłuchania materiałów na kanale na Youtube. Zachęcam także do odwiedzenia mojego profilu na Facebooku, gdzie publikuję informacje o nowych artykułach na blogu, jak i zapowiedzi tego, co pojawi się na Youtube. A jeśli możesz, drogi Słuchaczu lub droga Słuchaczko, wesprzeć moją twórczość finansowo, zapraszam do odwiedzenia strony na Patronite, by zostać Patronem wzorem Piotra Brachowicza. Do usłyszenia w następnym materiale. A tymczasem, bywajcie!

piątek, 23 maja 2025

Król Krak

 

Król Krak
Gemini

Każdy z nas zapewne zna historię króla Kraka. Smok, szewczyk, owca, cała kupa siarki… Te motywy są dobrze rozpoznawalne, nawet w kulturze masowej. Dziś jednak chciałbym przytoczyć historię tego władcy z trochę innej strony, szukając historycznych źródeł i porównując je do legendy.

W pierwszych latach XIII wieku Wincenty Kadłubek, późniejszy biskup krakowski, spisał Kronikę Polski. To w tym dziele można znaleźć najstarsze wzmianki o Kraku. Historia zaczyna się od wojny z Galami. Kronikarz przypisuje Polakom zabicie tysięcy żołnierzy wroga, co w końcu skłoniło nieprzyjaciela do zawarcia pokoju (przymierza, jak dokładnie jest ujęte w Kronice). Następnie nasi przodkowie mieli toczyć walki z Rzymianami. Być może w tych podaniach są echa walk Słowian pod dowództwem Samona z Frankami za czasów króla Dagoberta. Wiadomo, że po stronie Franków walczyli m.in. Longobardowie, a ich państewko zostało utworzone na Półwyspie Apenińskim, w miejscu dawnych terenów Cesarstwa Rzymskiego. Ponadto Kadłubek wskazuje, iż Gallowie wkroczyli do Panonii, co pokrywa się z terenami, na których władał Samon, gdzie walczył z Awarami i którą to krainę bronił przed Dagobertem. Być może więc część historii Kraka jest zaczerpnięte z dziejów Samona, a być może był on innym przywódcą, który również stawiał dzielnie opór Rzymianom i Galom (Frankom) w podobnym czasie.

Gdy walki się skończyły, (Proto)Polacy jako swego księcia obrali człowieka i imieniu Grakchus, pod którym to mianem Kadłubek na łacińską modłę ukrył Kraka. Ten wrócił po licznych bitwach z Karyntii (obecnie w południowej Austrii) do swej ojczyzny. Zorganizował wiec, na którym ugruntował swą władzę, przemawiając wzniośle do poddanych i obiecując im, iż nie będzie królem, w powszechnym rozumieniu, ale wspólnikiem królestwa. Zjednawszy sobie rodaków zaczął wprowadzać nowe prawa i reformy w kraju. Kadłubek uważa ten czas za początek naszej państwowości, za nową epokę, sprawiedliwą, bez niewolnictwa i gwałtów.

Dalej dowiadujemy się, iż Krak miał dwóch synów. Kronikarz podkreśla także, że król będąc bardziej troskliwym ojcem dla kraju, niż własnych dzieci, wysłał ich na wyprawę. Oto bowiem w okolicy, w załomach pewnej skały zalągł się potwór, zwany całożercą (nie jest powiedziane, chociaż ogólnie tak się przyjęło, iż pod tym mianem Kadłubek miał na myśli smoka). Domagał się składania cotygodniowej ofiary z wyliczonych sztuk bydła, a kiedy ich nie dostawał, pożerał odpowiednią liczbę ludzi.

Synowie Kraka posłusznie wykonali rozkaz ojca, zbrojąc się a następnie stając do walki z całożercą. Niestety, otwarte starcie nie przynosiło skutku, więc uciekli się do podstępu. Ponieważ wiedzieli, że bestia jest łakoma na bydło, wypchali bydlęce skóry zapaloną siarką (wcale nie owcę!). Potwór dał się nabrać, a następnie dostał niemiłosiernej zgagi – dusił się i trawiły go wewnętrznej płomienie.

Tryumf nie trwał długo. Młodszy syn, również o imieniu Krak, w swej zawiści, chcąc przypisać sobie zasługi, zabił starszego brata. Gdy wrócił przed oblicze ojca, całą winę zrzucił na całożercę. Zafrasowało to Kraka, który wkrótce zmarł. Jako jedyny męski potomek, Krak II, przejął władzę po ojcu. Jednak nie nacieszył się tronem zbyt długo, gdyż jego zbrodnia wyszła na jaw i został wygnany z własnego królestwa.

Warto wrócić jeszcze do samej śmierci Kraka. Na jego cześć, na skale całożercy założono miasto, później Krakowem zwane, by pamięć o władcy trwała wiecznie. Kadłubek sam sobie przeczy w następnym zdaniu, twierdząc, iż nazwę gród zaczerpnął od krakania kruków, których była moc w tej okolicy. Co się tyczy samych obrzędów pogrzebowych, podaje, iż żałoba po władcy była tak wielka, iż trwała, aż całe miasto nie zostało ukończone.

Następnie władza złożona została w ręce jedynej córki Kraka, Wandy. Kadłubek podkreśla, iż tak zadecydował cały naród. Kronikarz przypisywał jej wiele zalet – miała przewyższać wszystkich pięknem, jak i mądrością, albowiem swoimi radami potrafiła wprawić wielu w zadumę. Nawet wrogowie przed nią ustępowali. Kiedy została królową pewien przywódca germański postanowił najechać Polskę i samemu zająć tron. Jednak gdy stanął naprzeciw armii Wandy, całe jego wojsko porzuciło zamiar walki. Sam dowódca ukorzył się i zaczął modlić w imieniu królowej i jej narodu.

Wizualizacja grodu Kraków w VII wieku...
Z grodem na wzgórzu Wawel...
I z Wisłą płynącą u stóp wzgórza...
I jest pięknie...

Gemini

Wybiegłem nieco poza rządy samego Kraka, ale uznałem, że historia jego dzieci wiąże się nierozerwalnie z nim samym. Poza tym, pisząc temat uznałem za ciekawe, jak na przestrzeni wieków zmienił się obraz jego córki – od potężnej i mądrej królowej, która budziła respekt nawet wśród wrogów, do księżniczki, która rzuciła się do rzeki, jeno by nie poślubić właśnie tego wroga. Historia ta pokazała legendarnego władcę z trochę innej strony, niż znamy go z bardziej współczesnych źródeł. Zamiast pomysłowego Szewczyka, wplotła także motyw bratobójczej walki, który przewija się w wielu wierzeniach z całego świata (a która być może później znalazła echo w legendzie o Kościele Mariackim w Krakowie). W przyszłości nawiążemy nawet do nordyckich wierzeń, albowiem i tam pojawił się wątek starcia ze smokiem, któremu towarzyszył w tle konflikt rodzeństwa. Na koniec pragnę również zauważyć, iż Kadłubek tytułował go nie księciem, a królem. Również i ta kwestia będzie rozwinięta na moim blogu.

Sam Król Krak, jako książę, pojawia się wspólnie ze Smokiem Wawelskim w książce Porwanie Baltazara Gąbki. W powieści relacje między władcą a całożercą są zgoła inne, niż były u Kadłubka. Ale cóż, wszak to historia dla dzieci… Które może tak jak ja (kto pamięta stare wydanie książki w granatowej okładce?), zainteresują się po niej innymi źródłami, historiami oraz legendami opowiadającymi o Królu Kraku.

Na koniec zachęcam do odwiedzenia mojego profilu na Facebooku. A jeśli możecie wesprzeć moją twórczość finansowo, również do zostania Patronem, wzorem Piotra Brachowicza. Następny materiał pojawi się w formie nagrania na Youtube :)

piątek, 25 kwietnia 2025

Gaik


Gaik
ChatGPT

Chrześcijaństwo zaadaptowało wiele świąt starszych religii, nie mogąc ich skutecznie wyplenić ze świadomości ludzkiej. Nie chodzi tylko o symbolikę, ale także o daty, gdzie w miejsce starych obrzędów, wprowadzano nowe, często dopisując im inne znaczenie. Niektóre jednak w takiej formie reliktowej przetrwały do naszych czasów. Takim świętem może być Gaik, który omówimy sobie dzisiaj.

Gaik obchodzono o obchodzi się dalej wiosną, na powitanie nowej pory roku. Obchody następowały najczęściej po paleniu lub topieniu Marzanny. Zniszczenie kukły miał odgonić zimę, natomiast wszystko co związane z Gaikiem służyło budzeniu przyrody do życia. Obnoszono po miejscowości rośliny lub gałązki drzew, a niekiedy i całe małe drzewko, zdobione wstążkami, pisankami, dzwoneczkami, niekiedy też z laleczką, symbolizującą królową wiosny, która miała zastąpić panowanie Marzanny. Obchodzono domy wszystkich mieszkańców, składając im życzenia, a w zamian otrzymując poczęstunki, czym ten zwyczaj może kojarzyć się z kolędowaniem.

Topienie Marzanny
Gemini

Nazwa jest zdrobnieniem słowa gaj, gdyż dawniej związana była ze świętymi gajami. W dawnych wiekach lasy pełniły rolę świątyń, związane z nimi były liczne wierzenia, rytuały i przesądy. Gajenie sprowadzało się do wyznaczania takiej świętej ziemi, najczęściej poprzez oznakowanie jej granic tak zwanymi kiczkami, czyli witkami z brzeziny tudzież rokiciny. Tak odgrodzonego terenu nie wolno było naruszyć niepowołanym osobom, dla przykładu, obcym spoza lokalnej społeczności.

Obecnie, w miejscowościach w której Gaik przetrwał, nie ma jednej wspólnej daty dla obchodzenia tego święta. Wskazuje się terminy od czwartej niedzieli Wielkiego Postu, przez wtorek po Lanym Poniedziałku, aż po pierwszą wypadającą w maju. Miejscem kulminacyjnym dla obrzędów jest udekorowany Majowy Słup (zwanego także Drzewem Majowym, Maikiem lub także Gaikiem), wokół którego zbiera się społeczność, świętuje, bawi i śpiewa.

Majowy Słup
Gemini

Na samo koniec tradycyjnie chciałbym zachęcić do polubienia mojego profilu na Facebooku, a także do udostępniania moich artykułów, bym mógł dotrzeć do szerszego grona Czytelników. A jeśli jesteś w stanie wesprzeć mojego bloga finansowo, zapraszam do dołączenia do grona Patronów, wzorem Piotra Brachowicza. A już zupełnie kończąc… Wypatrujcie nowości, na kanale na Youtube :)

piątek, 28 marca 2025

Hieronim i Dąb Peruna

 

Hieronim i dąb Peruna
ChatGPT

Kiedy chrześcijaństwo wypierało stare religie w Europie, misjonarze nowej wiary starali się niszczyć relikty poprzednich kultów. Pierwszym opisanym tego przykładem na blogu była historia świętego Bonifacego, który w 723 lub 724 roku naszej ery ściął Dąb Donara, który rósł w pobliżu Gaesmere (dzisiejsza dzielnica Geismar w niemieckim Frankenbergu, a kiedyś osobna wieś). W jego kroki poszedł Karol Wielki, niszcząc święty dla Sasów dąb Irminsul w 772, który znajdował się gdzieś na pograniczu Westfalii. Dziś omówimy sobie następny dąb, który padł ofiarą Chrześcijan, tym razem jednak z terenów współczesnej Litwy.

W 1410 roku na tereny Królestwa Polskiego przybył Hieronim z Pragi, czeski teolog. Przez poprzednie lata Hieronim podróżując po Europie i nauczając na wielu uniwersytetach, jednak gdzie się nie pojawił, był uznawany za heretyka. Był bowiem jednym z husytów, stronników Jana Husa, który domagał się reformy Kościoła Katolickiego, zarzucają mu między innymi zbyt duże dążenie do bogactwa, kupczenie urzędami kościelnymi i brak skromności. Przebywając w naszym kraju Hieronim udał się na Litwę, by wspierać ruchy misjonarzy. Litwa oficjalnie zobowiązała się przyjąć chrzest podczas unii z Koroną Polską w 1385 roku, jednak proces ten trwał następne dekady (jak nie wieki). Głosząc nową wiarę wpisywał się to, jak misjonarze traktowali dawne miejsca kultów. Jak czytamy u Aleksandra Gieysztora w Mitologii Słowian[1]:

W początkach wieku XV Hieronim z Pragi udał się na Litwę, głosząc wiarę chrześcijańską w zachodniej połaci kraju. Jego relacja, przekazana przez Eneasza Sylwiusza Piccolominiego w pół wieku później, zawiera opis czci wężów, kamiennego młota niezwykłych rozmiarów, wiecznego ognia, świętych lasów i drzew szczególnie wysokich. Najstarszy dąb w lesie uważano za siedzibę bóstwa. Hieronim w zapale misjonarskim pozabijał węże, pogasił ogniska i ściął święte drzewo. Wywołało to sprzeciw ludzi, którzy udali się do wielkiego księcia Witolda ze skargą na przybysza o zniszczenie domu bożego (sacram Dei domum), skąd otrzymywano deszcz i dobrą pogodę; nie wiadomo już było, gdzie się modlić i szukać swego boga. Witold wzruszył się dolą ludu i skłonił Hieronima do opuszczenia kraju18 ''. Nowożytne informacje o pogaństwie litewskim, miejscami żywym jeszcze w wieku XVII, wspominają o ponownym wzniecaniu świętego ognia przez tarcie dębiny o szare kamienie polne.

Jak więc widać, Litwini również czcili dęby. Warto również zauważyć, iż relacja wspomina o kamiennym młocie niezwykłych rozmiarów. Wspomniana przeze mnie historia Bonifacego nierozerwalnie związana jest z Dębem Donara – gromowładnego bóstwa południowych Germanów. Dla porównania północne ludy germańskie, wikingowie, jak nazywamy ich sobie na blogu, również czcili Boga Piorunów – Thora. Co ciekawe, to jemu poświęcony był dąb również w Skandynawii i to on również dzierżył potężny magiczny młot. Wśród Słowian i Bałtów z kolei wierzono, że uderzenie pioruna w drzewo było naznaczeniem go przez Bogów. Brzmi to o tyle ciekawe, że dąb jest właśnie wyjątkowo odporny na przetrwanie gromów – potrafi się odrodzić i po pożarze, co widzieliśmy w 2019 roku, kiedy ofiarą pożaru padł 600-letni pomnik przyrody, Mieszko, a jego liście bardzo źle się palą.

Litwini skarżą się do księcia Witolda
ChatGPT

W tym miejscu przejdę do słowiańskiego Boga piorunów, Peruna, znanego wśród Bałtów jako Perkun lub Perkon. Nie będzie już niespodzianką, że święte dęby z Litwy poświęcone były właśnie jemu. Jednak to nie same drzewa były obiektem kultów, a jeno symbolami gromowładnego Boga. Biorąc pod uwagę, że południowi Germanie uważali dąb za drzewo Donara, Skandynawowie za drzewo Thora a Słowianie za drzewo Peruna nie da się uniknąć myśli, że wszystkie te religie miały wspólne korzenie. Ba, Bogu piorunów zawsze poświęcony jest czwarty dzień tygodnia – w języku niemieckim jest to Donnerstag (Dzień Donara), w angielskim  jest to Thursday, norweskim Torsdag (Dzień Thora). Wśród Słowian Połabskich dzień ten zwany był Perěndan, a więc Dzień Peruna.

Do podobnych wniosków doszliśmy omawiając sobie Mojry, Norny, Parki i Rodzanice, wskazując, że Boginie Przeznaczenia w różnych religiach musiałby wywodzić się z jednej, wspólnej, indoeuropejskiej wiary. Chciałbym, by i to było jednym z wniosków dzisiejszej historii o zniszczonym Dębie Peruna na Litwie, historii jakże podobnej do tych o drzewach zniszczonych przez świętego Bonifacego i Karola Wielkiego.

Na koniec warto wrócić do samej postaci Hieronima z Pragi. Po wyrzuceniu go przez księcia Witolda (kuzyna Władysława Jagiełły) z Litwy ten ukrywał się do 1415, ścigany przez agentów Kościoła Katolickiego za herezję. W końcu jednak został złapany i 30 maja 1416 roku spalony na stosie, niecałe jedenaście miesięcy po Janie Husie. Kościół Katolicki czekała reformacja, gdyż w ślad za Husem także inni widzieli zżerające go zepsucie – następne wieki przyniosą takich religijnych reformatorów jak Marcin Luter czy Jan Kalwin. A co czekało Dęby Peruna? Wedle Aleksandra Gieysztora były miejscami kultu na Litwie jeszcze na przełomie XVII i XVIII wieku. Tak wiele aspektów stały się reliktami dawnych wierzeń, których misjonarze nie potrafili do końca zniszczyć. 

Na sam koniec tradycyjnie chciałbym zachęcić do polubienia mojego profilu na Facebooku, a także do udostępniania moich artykułów, bym mógł dotrzeć do szerszego grona Czytelników. A jeśli jesteś w stanie wesprzeć mojego bloga finansowo, zapraszam do dołączenia do grona Patronów, wzorem Piotra Brachowicza.


[1] Mitologia Słowian, Aleksander Gieysztor, Wydawnictwo Uniwersytetu Warszawskiego, Warszawa 2006, Wydanie II, s. 89.

sobota, 8 marca 2025

Marzanna

 

Marzanna, ChatGPT

Wiele lat temu, uczęszczając do czwartej klasie podstawówki, moja klasa udała się na wycieczkę nad pobliską rzekę. Był wiosenny, pochmurny dzień. A my w kurtkach staliśmy obok starego mostu, obok przygrywała orkiestra. Wtedy też miał miejsce mój pierwszy kontakt z pewnym starożytnym rytuałem. Tamtego dnia pierwszy raz pierwszy raz byłem świadkiem topienia kukły Marzanny.

Marzanna jest słowiańską Boginią zimy oraz śmierci. Wstęp do tego artykułu mógł przypomnieć i Wam obserwowanie związanego z nią rytuału, który odbywa się po dziś dzień w pierwszy dzień wiosny. Na bazie tego można więc wysnuć wniosek, iż nie była i nie jest zbyt lubianym i popularnym bóstwem, ponieważ tradycyjnie żegna się z nią w symboliczny, aczkolwiek brutalny sposób, miast oddawać jej cześć i modły. Budzi to skojarzenia do greckiego Hadesa, Boga Zaświatów, któremu nie budowano nawet świątyń, albowiem bardziej się go obawiano, niż czczono (zachowały się wzmianki tylko o jednej takiej wzniesionej budowli). Za chwilę przytoczymy sobie kontrargument Jana Długosza, jednak pierw warto powiedzieć kilka słów o samej Bogini.

W tradycji była znana pod różnymi imionami, między innymi jako Morena, co przywodziło na myśl zimowe miesiące, pełne śniegu i lodu, a także jako Śmierć, personifikacja tego, co nieuchronne dla śmiertelników. Samo jej imię wywodzi się z praindoeuropejskiego ­mar/mor, tak samo jak łacińskie mors, śmierć (jak w post mortem). W niektórych regionach Śląska istniał też męski odpowiednik Bogini, Marzaniok.

Najstarsze wzmianki o niej pochodzą z ziem czeskich z XIII wieku. O Marzannie wspominał też już Jan Długosz, XV-wieczny polski kronikarz. Ten napomykał, iż w dawnych wiekach istniał pewien jej kult. Opowiadał, jakoby rolnicy ofiarowali jej dary ze zboża, zapewne by przebłagać kapryśne bóstwo, które przymrozkami mogło zniszczyć uprawy. Tu z kolei przypomnijmy sobie postać Rán, Bogini Sztormów, która sprawowała pieczę na jedną z domen zaświatów w mitologii nordyckiej. Marynarze, by ubłagać ją o dobrą pogodę na morzu, również ciskali dla niej w głęboką toń ofiary i podarunki. Robili to jednak bardziej ze strachu, niż miłości do bóstwa.

Trzeba jednak pamiętać, iż były to czasy po chrystianizacji, kiedy starano się zwalczyć starszą wiarę. W 1420 roku biskup poznański, Andrzej Łaskarz, potępiał uroczystości związane z topieniem kukły[1]:

Item prohibeatis, ne In dominica ludica alias Byala Nijedzela supersticiosam consuetudinem observent offerentes auandam ymaginem, quam Mortem vocant et In lutum postea proiciunt, quia non carent huiusmodi facta supersticionis.

Czyli tłumacząc na nasze:

Zabrońcie im też praktykowania zabobonnego zwyczaju w Białą Niedzielę wynoszenia jakiegoś obrazu, którego Śmiercią nazywają, a potem w błoto rzucają, albowiem takich przesądów u nich nie brakuje.

Tradycyjna topienia Marzanny miała się jednak dobrze. W kolejnych wiekach kościół nie mogąc jej zabić, próbował przerobić ją na swoją modłę. Podjęto próby, by miast topić kukłę Bogini Śmierci, z wież kościołów zrzucano inną, symbolizującą Judasza. Jednak te praktycznie nie cieszyły się powodzeniem i odeszły w zapomnienie, a rytuał związany z Marzanną przetrwał do dziś.

Marzanna, ChatGPT

Tradycja przetrwała nie tylko w Polsce, ale także w innych krajach słowiańskich. Lalkę, wykonaną ze słomy lub innego materiału, ubiera się w suknię, zdobi kokardkami oraz innymi elementami dekoracyjnymi. Wokół obrzędów powstało wiele przesądów i zwyczajów. Dawniej rytuał sprowadzał się nie tylko do topienia kukły w rzece, ale do obchodzenia z nią wszystkich domów we wsi. Po drodze podtapiano Boginię we wszystkich napotykanych jeziorach, strumieniach czy kałużach. Następnie, nim została ostatecznie ciśnięta w wodę, podpalano ją lub zrywano z niej odzienie. Tak zrzuconej do rzeki Marzanny nie wolno już było dotknąć, gdyż groziło to zapadnięciem na chorobę. Tak samo niebezpieczne było dla zdrowia oglądanie się za siebie po rytuale, aż do momentu wejścia do własnego domu. A już śmiertelnie niebezpieczne było potknięcie się w drodze powrotnej. Osoba, której to się przydarzyło, lub co gorsze, przewróciła się, miała nie dożyć do następnego topienia Marzanny.

Obecnie oprócz samego topienia Marzanny można czasem usłyszeć o różnych imprezach wplecionych w tematykę rytuału. Są więc konkursy, niczym na szopki Bożonarodzeniowe, są organizowane biegi. Tak więc pomimo wieków walczenia z tradycją, coroczne topienie Marzanny ciągle jest żywą tradycją i oby tak pozostało.

Na sam koniec tradycyjnie chciałbym zachęcić do polubienia mojego profilu na Facebooku, a także do udostępniania moich artykułów, bym mógł dotrzeć do szerszego grona Czytelników. A jeśli jesteś w stanie wesprzeć mojego bloga finansowo, zaprasza do dołączenia do grona Patronów, wzorem Piotra Brachowicza.


[1] Najdawniejsze statuty synodalne archidiecezji gnieźnieńskiej oraz statuty z rękopisu Oss. Nr 1627 z uwzględnieniem materjałów zebranych przez ś.p. b. , Władysław Abraham, Polska Akademia Umiejętności, Kraków 1920, s. 50

sobota, 1 lutego 2025

Podróż Wulfstana do Truso


Źródło: https://www.ubogdana.net/blog/truso-osada-wikingow/, data odczytu: 01.02.2025


W IV wieku rzymski historyk rzymski historyk Paweł Orozjusz napisał Siedem Ksiąg Historii Przeciw Poganom. Księga ta uchodziła za wyznacznik, jeśli chodzi o opis świata, jeszcze w IX wieku. Przykładem może być przetłumaczenie jej na dworze Alfreda Wielkiego po roku 892, oraz włączenie do niej innych relacji, uzupełniających opis ówczesnego świata. Takim dodatkiem była historia Ottara, norweskiego podróżnika i kupca, który zawitał do Wessexu i opowiedział o swoich przygodach oraz o życiu w jego stronach. Innym włączonym źródłem jest historia Wulfstana, anglosaskiego handlarza, którą omówimy sobie właśnie dzisiaj.

Podróż Wulfstana miała mieć miejsce w podobnych latach, jak wyprawa Ottara, ok. 880-890 roku. Jednak w przeciwieństwie do Norwega, który przybył do Wessexu, Wulfstan udał się na daleki dla niego wschód, na wody Bałtyku. Na pewno zawitał do Hedeby w Danii, a następnie skierował się dalej, poza Półwysep Jutlandzki. Po tygodniu żeglugi, mijając szwedzką Skanię i Bornholm na północy, dotarł na ziemie germańskiego plemienia, którego nazywał Estami (od staroangielskiego éast oznaczającego wschód). Dalej opisywał, iż rzeka Wisła oddziela kraj Słowian na zachodzie od Witlandu, kraju Estów. Sam Zalew Wiślany zwał Zalewem Estyjskim i szacował jego szerokość na piętnaście mil. Z Zalewu płynąc rzeką Ilfing (dzisiaj znaną jako Elbląg) dotarł do portu w Truso (okolice Janowa pod Elblągiem właśnie). Było to wikińskie emporium, jedna z największych tego typu osad w okolicach Bałtyku. Tam zatrzymał się na jakiś czas. Ślady owej osady dla współczesnych odnaleziono dopiero w 1982 roku, podczas prac wykopaliskowych prowadzonych pod kierownictwem Marka Jagodzińskiego.

Dziś historycy spierają się, czy sam Wulfstan był rodakiem Alfreda Wielkiego, czy może Duńczykiem. Imię, oznacza Wilczy Kamień, jednak może być też zangielszczonym imieniem germańskim, a sam szlak do Hedeby nie wydawał się obcy podróżnikowi. Warto zwrócić uwagę również, iż jego podróż miała miejsce cały wiek po pierwszych najazdach wikingów na Anglię. Prze te dekady krew obu nacji mogła już się wymieszać. Być może też był więc w połowie Duńczykiem, w połowie Anglikiem (dla uproszczenia uznajmy, iż istniała wtedy taka narodowość).

Źródło: https://sv.wikipedia.org/wiki/Truso, data odczytu: 01.02.2025

Nie znamy też motywów, które kierowały dokładnie Wulfstanem. Być może była to zwykła wyprawa kupiecka do dalekiego portu w Truso. Być może pod pretekstem handlu miał zebrać informacje o wybrzeżu Bałtyku i żyjących tam plemionach. Być może też w imieniu Alfreda szukał sojuszników po drugiej stronie ziem Duńczyków i Norwegów, którzy dawali się we znaki władcy Wessexu.

Co jednak nie ulega wątpliwością, to iż dotarł do ujścia Wisły a dalej do Truso. Chętnym, i mającym możliwość, polecam wizytę w Muzeum Archeologiczno-Historycznym w Elblągu, gdzie tejże wikińskiej osadzie poświęcona jest bardzo bogata wystawa.

Na sam koniec tradycyjnie chciałbym zachęcić do polubienia mojego profilu na Facebooku, a także do udostępniania moich artykułów, bym mógł dotrzeć do szerszego grona Czytelników. A jeśli jesteś w stanie wesprzeć mojego bloga finansowo, zapraszam do dołączenia do grona Patronów, wzorem Piotra Brachowicza.

piątek, 3 stycznia 2025

Goci


Źródło: https://www.historyskills.com/classroom/year-8/gothic-tribes/,
data odczytu: 01.01.2025

Na moim blogu opisałem ongiś kamienne kręgi znajdujące się na terenie Polski. Większość z nich można przypisać germańskiemu plemieniu Gotów. Wtedy nie wchodziłem jednak w szczegóły opisujące ten lud, skupiając się jeno na samych konstrukcjach Dziś chciałbym rozwinąć ten temat, opisując szczegółowiej samych budowniczych kromlechów.

Goci (lub Gotowie, jak podają niektóre źródła) byli ludem pochodzącym z południowej Skandynawii, dokładnie z regionu Götaland (Gotland, nie mylić ze szwedzką wyspą Gotlandią). Najstarsze historyczne wzmianki pochodzą od rzymskiego historyka Piliniusza Starszego, który umieszczał ojczyznę tego plemienia za Bałtykiem (zwanego w łacinie Metuonis). W połowie VI wieku więcej opisał historyk Jordanes (imię zapewne nadane podczas chrztu, na łacińską modłę), prawdopodobnie pochodzenia gockiego. Opisywał on żywot króla Beriga, który na czele trzech statków opuścił Skandynawię (zwaną w jego dziele Scandza) i udał się na południe, docierając do Gothicscandzy, utożsamiane z terenami polskiego Pomorza. Jordanes w wielu miejscach ubarwia swoją opowieść, przypisując Gotom walki z grekami (Agamemnonem), a nawet z egipskimi faraonami. Jednak samo dotarcie na południe Bałtyku potwierdzają omawiane kamienne kręgi, jak i inne pozostałości nowej kultury, która rozwiała się na tych terenach w I wieku. Kulturę tę nazwano w literaturze wielbarską od nazwy miejscowości Wielbark, gdzie znaleziono dużo znalezisk archeologicznych po niej. Jej wpływy znajduje się na terenach od Pomorza aż po Lubelszczyznę, a rozwijała się mniej więcej do V wieku.

Wyodrębniające się z pierwotnych plemion nowe kultury, podróżujące dalej, na tereny dzisiejszej Ukrainy. Ci, którzy zajmowali tereny wokół Morza Czarnego oraz Bałkany nazwani zostali Ostrogotami (Wschodnimi Gotami), natomiast ci, którzy wyruszyli na zachód i walnie przyczynili się do upadku Rzymu w 410 roku, Wizygotami (prawdopodobnie Zachodnimi Gotami, chociaż są i inne teorie o pochodzeniu tego miana).

Źródło: https://en.wikipedia.org/wiki/King_of_the_Geats,
data odczytu: 01.01.2025

Problematyczne jest łączenie opisanego plemienia Gotów… Z żyjącymi kilka wieków później w Skandynawii Gotami. W literaturze staro islandzkiej rozróżnia się Gotów, którzy dali początek kulturze wielbarskie (Gotar) od Gotów, zamieszkujących południową Szwecję w następnych stuleciach (Gautar). Nazwy jednak są do siebie podobne, tak samo jak kultura, więc być może jedni dla drugich byli tym, czym Polanie dla współczesnych Polaków – następnymi pokoleniami dziedziczącymi kulturę i historię.

Temat Gotów (jednych i drugich, jeśli ktoś woli rozróżniać) jest o wiele szerszy niż to, co pisałem dziś. Celem tego artykułu było pokrótce dopowiedzieć historię plemienia, które postawiło kromlechy na Pomorzu. O samych zwyczajach, kulturze, obrzędach, a także bardziej znanych Gotach na pewno nie raz opowiemy sobie w przyszłości.

 Na sam koniec tradycyjnie chciałbym zachęcić do polubienia mojego profilu na Facebooku, a także do udostępniania moich artykułów, bym mógł dotrzeć do szerszego grona Czytelników. A jeśli jesteś w stanie wesprzeć rozwój mojego bloga finansowo, zapraszam do dołączenia do grona Patronów, wzorem Piotra Brachowicza.

piątek, 18 października 2024

Kościół Wang

 

Kościół Wang, 2021 rok, zbiory własne

Dzisiejszy temat dedykuję mojej Żonie, albowiem wiążą się z nim nasze wspólne wspaniałe wspomnienia z dnia  naszego ślubu J

Kiedy w X wieku wiara w nordyckich bogów mieszała się z chrześcijaństwem zaczął powstać charakterystyczny styl budownictwa sakralnego. Skandynawia obfitowała w drewno z bezkresnych lasów i właśnie ten budulec posłużył jako podstawę do tworzenia nowopowstających kościołów. Ich nazwa to stavkirke (norw. kościół słupowy), ze względu iż cała konstrukcja opiera się na drewnianych filarach. Jednak w Polsce lepiej znane są pod mianem kościół klepkowych. Jeden z nich w swojej kilkusetletniej historii zawędrował nawet do naszego kraju.

Szacuje się, iż takich kościołów powstało w średniowieczu około tysiąca. Do dziś dotrwało ich trzydzieści trzy. Konstrukcja opierała się na słupach, podtrzymujących jedną, lub w przypadku większych świątyń, trzy nawy. Ściany zbudowane były z drewnianych klepek a dach kryto gontem. W tym miejscu warto zaznaczyć, że chrystianizacja nie była procesem krótkim. Dawne wierzenia przez kilka stuleci przeplatały się z nową religią. Widać to dobrze w działaniach króla Magnusa VI Prawodawcy, który już jako chrześcijanin wprowadził w 1276 roku do kodeksu karnego zapis, iż obudzenie śpiącego trolla będzie surowo karane… Wpływy nordyckich wierzeń widać także w kościołach. Przykładem może być kościół klepkowy w Borgund, którego ściany zostały udekorowane przez pewnego Norwega następującymi runami:

Þórir wyrył te runy w wigilię mszy [w dzień świętego] Olausa (Olafa), kiedy przechodził obok. Norny odmierzają dobro i zło. Mi dały wielką udrękę.

Sama architektura kościołów również odzwierciedlała dawne wierzenia i tradycje. W kościołach klepkowych nie brakuje podobizn wikińskich wojowników czy zdobień w kształcie mitologicznych smoków.

Kościół Wang, 2021 rok, zbiory własne

Świątynia, którą chciałem dziś omówić powstała na przełomie XII i XIII wieku. Zbudowano ją w miejscowości Vang nad jeziorem Vangsmjøsa, w rejonie Oppland. Materiał, który posłużył do stworzenia konstrukcji to drewno sosnowe. W pierwszej połowie XIX wieku był zbyt mały na potrzeby miejscowej parafii – liczba wiernych przewyższała tą, którą mogły pomieścić ściany tej świątyni. Był również podniszczony. Pochodzący z Bergen malarz Jan Krystian Dahl od 1826 roku próbował ratować kościół, uważając go za ważny zabytek średniowiecznej architektury. Namawiał parafię do jego naprawy oraz rozbudowy na potrzeby powiększającej się wspólnoty. Dahl, który był piastował stanowisko profesora w Akademii Sztuk Pięknych w Dreźnie, odwiedził miejscowość Vang w 1839 roku. Ku jego zdziwieniu świątynia dalej stała, pomimo iż budowa nowego kościoła została ukończona. Zaczął więc szukać innego miejsca, gdzie można by przewieźć elementy budowli i postawić ją na nowo. Najpierw jego działania ograniczały się do innych parafii i terenów w Norwegii, takich, jak park w Bogstad, należący do generalnego gubernatora Hermana Wedela Jarlsberga. Dahl próbował także kupić budynek za swoje pieniądze. Ostatecznie zaczął namawiać króla Prus, Fryderyka Wilhelma IV, do zakupu kościółka. Władca za równowartość 427 ówczesnych marek dokonał zakupu, z zamiarem przekazania budowli najpierw do Poczdamu, a później do muzeum w Berlinie.

Zaczęto przygotowania do wielkiej podróży kościoła. Kierownictwo nad projektem powierzono niemieckiemu architektowi Franzowi Wilhelmowi Schiertzowi. To on skrupulatnie tworzył rysunki budowli, dokumentował i oznaczał każdą rozbieraną część.

W 1841 roku świątynię rozebrano i w skrzyniach przewieziono z portu Lærdalsøyri do Szczecina, a następnie do Berlina. Budynek nie został jednak tam ponownie złożony, gdyż hrabina Fryderyka von Reden namówiła króla do postawienia go w Brückenbergu, obecnie Karpaczu. Przekonywała, iż miejscowość nie miał kościoła, a najbliższe były w Miłkowie i Kowarach. Rok później skrzynie z elementami budowli zostały przewiezione na Śląsk, drogą lądową jak i wodną, korytem Odry. Miejsce, w którym obecnie stoi zostało starannie wybrane, by znajdować się w równej odległości do Borowic, Budnik i Wilczej Poręby.

Kościół Wang, 2015 rok, zbiory własne

Niestety, wcześniejsze zniszczenia oraz transport nie służyły częściom. Szacuje się, że tylko siedem procent pierwotnych elementów nadawało się do użycia – resztę odtworzono i zrekonstruowano na podstawie rysunków oryginalnego kościoła. Konstrukcję oparto na czterech oryginalnych kolumnach. Zachowano pierwotny styl budownictwa i jak w oryginalnej konstrukcji nie użyto gwoździ. Kamień węgielny położono 2 sierpnia, podczas uroczystego rozpoczęcia prac budowlanych, któremu przyglądał się osobiście sam król Fryderyk. Miejscowi stolarze, którzy nie widzieli nigdy wcześniej na oczy kościołów klepkowych, dokonali niemożliwego, odtwarzając zniszczone i brakujące elementy w pierwotnym, skandynawskim stylu. Jedynym elementem, który nie został zrekonstruowany była płaskorzeźba znajdująca się nad sufitem na chórze. Dobudowano także kamienną dzwonnicę, która nie była oryginalnym elementem świątyni. Zachowano nawet runiczny napis, znajdujący się na bocznych drzwiach kościoła - Eindriði skar, mjáfingr, sonr Ólafs á Ló (nord. Eindrði rzeźbił, chudy palec [zapewne jego przydomek], syn Ólafa Złego). Całkowity koszt rekonstrukcji wyniósł 75 tysięcy ówczesnych marek, o wiele więcej, niż pierwotna cena kupna. I tak oto świątynia Wang stanęła w Karpaczu, a jej uroczyste poświęcenie miało miejsce 28 lipca 1844 roku.

Pomimo wielu zawirowań kościół Wang przetrwał próbę czasu i długie podróże. Dziś uważany jest za najchętniej odwiedzany kościół klepkowy na świecie i jedną z głównych atrakcji Karpacza. Na dziedzińcu kościoła można zobaczyć epitafium wzniesione na cześć hrabiny Fryderyki von Reden, a po drugiej stronie zabytkowy cmentarz ewangelicki, na którym pochowany jest m.in. Tadeusz Różewicz. W kościele można wziąć ślub, zarówno w obrządku ewangelickim, jak i rzymskokatolickim. Świątynia nazywana jest Kościołem Szczęśliwych Małżeństw.

Na sam koniec tradycyjnie chciałbym zachęcić do polubienia mojego profilu na Facebooku, a także do udostępniania moich artykułów, bym mógł dotrzeć do szerszego grona Czytelników. A jeśli jesteś w stanie wesprzeć rozwój mojego bloga finansowo, zapraszam do dołączenia do Patronów, wzorem Piotra Brachowicza.