Dziś
opowiemy sobie o Kitsune, magicznych lisach z japońskich legend. Im są starsze,
tym więcej mają ogonów. Najstarsze Kitsune posiadają ich aż dziewięć! Są bardzo
mądre i pomocne dla ludzi. Są opiekuńcze i potrafią leczyć choroby. Istnieją
ich różne odmiany, rude, białe, złote, srebrne oraz czarne. Złote lisy symbolizują
Słońce na błękitnym niebie, a srebrne Księżyc na nocnym niebie.
W
japońskich świątyniach stawiano kamienne figury tym małym, sprytnym lisom,
które jak wierzono, odganiają złe moce. Potrafią także zamieniać się w ludzi,
piękne kobiety, mądrych mnichów czy wiekowych starców. Często w ich wyglądzie zdradzają
je lisie cechy, jak spiczaste uszy, czy puszysty ogon.
Kitsune Copilot
Zdarza
się także, że te małe futrzaste zwierzaki o kilku ogonach płatają ludziom
figle. Potrafią dać komuś banknoty i monety. Następnie te pieniążki, ku
zdziwieniu człowieka, zamieniają się w liście i kamyki, a Kitsune widząc to,
zaczyna się śmiać.
Kitsune
kontrolują pogodę. Mogą wpływać na to, czy świeci słońce, czy pada deszcz.
Sprawują także władzę nad Błędnymi Ognikami, które w Japonii nazywa się Lisimi
Ognikami.
Jednym
z atrybutów Kitsune jest Gwiezdny Klejnot, magiczna kula, wielkości mandarynki,
którą Lis trzyma w swoich łapkach. Klejnoty świecą jasnym, ciepłym światłem. To
właśnie w niej zamknięta jest magiczna moc tego stworzenia.
Kitsune Gemini
Kitsune
to straszne łasuchy. Lubią zwłaszcza smażone tofu z makaronem, któremu nie mogą
się oprzeć. Tofu to taki biały, miękki ser, zrobiony z soi. To ich ulubiona potrawa.
Nawet współcześnie w Japonii na taką potrawę mówi się Makaron Lisa.
Kitsune
to niesamowite istoty. Magiczne i szanowane w Japonii. To dobre stworzenia, ale
czasami lubią sobie żartować. Ich ogony, których mogą mieć nawet dziewięć,
wyglądają dostojnie i pięknie. Zapraszam do podzielenia się opinia, czy
słyszeliście o Kitsune i co w opowieści o nich najbardziej Wam się podoba.
Na
dziś to tyle. Zostawcie subskrypcję na Youtube, jeśli jeszcze tego nie
zrobiliście, by nie ominęły Was następne materiały, a także polubienia, jeśli
odcinek Wam się podobał. Chciałbym również zaprosić do odsłuchania innym
nagrań, które już miały premierę na kanale, byście mogli poznać ciekawe istoty
z różnych wierzeń. Zachęcam także do odwiedzenia mojego profilu na Facebooku,
gdzie publikuję informacje o nowych artykułach na blogu, jak i zapowiedzi tego,
co pojawi się na Youtube. A jeśli możesz, drogi Czytelniku lub droga
Czytelniczko, wesprzeć moją twórczość finansowo, zapraszam do odwiedzenia
strony na Patronite, by zostać Patronem wzorem Piotra Brachowicza. Chciałbym
również serdecznie podziękować Piotrowi za całe wsparcie, porady i nakierowanie
na nowe rozwiązania w rozwijaniu kanału. A tymczasem, bywajcie!
W
skandynawskich wierzeniach istnieje dziewięć światów zamieszkałych przez rożne
istoty żywe… No, i nie tylko żywe. Wśród tych krain jest Niflheim, Świat Mgieł.
Był on przedsionkiem zaświatów, Helheimu. To mroczne i chłodne miejsce. Stanowił
jednak dom dla pewnej straszliwej i niszczycielskiej istoty, która będzie
bohaterem dzisiejszego tematu.
Mowa
o olbrzymim potworze Nidhoggu (nord. Níðhöggr), którego siedliszczem była Niðafjöll,
Mroczna Góra w podziemnym świecie. W Eddzie Poetyckiej opisywany jest
jako mroczny i latający smok. Jego imię próbuje się tłumaczyć na różne sposoby.
Na blogu, w materiale o nordyckich zaświatach, do którego przeczytania
zachęcam, zdecydowałem się na wersję Napastnik, Który Napiętnuje, jednak
inne tłumaczenia wskazują na Napastnika w Ciemnościach albo Gryzącego
Pod Ziemią albo Gryzący Strach. Ciekawostką jest, iż przedrostek níð,
występujący w jego imieniu, wikingowie używali także, by piętnować osoby
pozbawione honoru lub wyjęte spod prawa. Wracając jednak do Nidhogga, wszystkie
te miana pasują do tej bestii, gdyż przez większość czasu zajmował się
pogryzaniem korzeni kosmicznego jesionu Yggdrasil, by strącić z czubka tego
drzewa Wielkiego Orła. Między smokiem a ptakiem dochodziło do napięć, gdyż
wiadomości między nimi przenosiła wiewiórka Ratatosk. Gryzoniowi przypisuje się
złośliwość i celowe przekręcenia słów obydwu istot, by podsycić konflikt między
nimi. A przez te waśnie, Nidhogg dążył do uszkodzenia Yggdrasilla, co mu się w
końcu uda, w dniu Ragnaröku, Zmierzchu Bogów. I mamy tu wyjaśnienie, dlaczego niektórzy
tłumaczą jego imię jako Gryzący Pod Ziemią albo Gryzący Strach.
Pałac w Náströndzie ChatGPT 2025
Z
kolei o Napastniku, możemy mówić w kontekście jego żądnej krwi natury. Kiedy
zawył czterooki ogar Garm, smok wiedział, że w świecie śmiertelników rozegrała
się jakaś bitwa i krew poległych wsiąknie w ziemię, a następnie skapywać będzie
do Niflheimu. Odstępował tedy od podgryzania korzeni Yggdrasilu i spijał
czerwoną posokę. Napastował także dusze osób, które trafiały do jednego z
najgorszych miejsc w nordyckich zaświatach, które niczym te z Boskiej
Komedii Dantego, dzielą się na wiele zakątków, lepszych i gorszych,
bardziej przyjaznych i tych bardziej wrogich. Tym bodaj najgorszym był pałac w
Náströndzie, która nazwa oznacza Wybrzeże Umarłych. Opisywano go jako
miejsce wielkiego zła i ciemności. Ściany tego przybytku zbudowane były z
żywych węży, które kąsały potępione dusze. Ponadto, potępieni cierpieli męki
wiecznego chłodu, a jednocześnie pieczenia od jadu węży, który skapywał nań ze
sklepienia. Trucizny gromadziło się tyle, że wypełnia także dno wnętrza
Náströndu, tworząc upiorny basen, w którym dusze musiały brodził po pas. Do
tego niewątpliwie mało urokliwego miejsca można było trafić zabijając za życia
dziecko lub dopuszczając się zdrady, co w wierzeniach wikingów było wyjątkowo
piętnowanym grzechem.
I
to wkracza Nidhogg, cały na czarno, który podchodził pod Náströnd i zjadał
potępione dusze. Gryzł, przeżuwał i wypluwał. Łamanie kości i rozszarpywanie
ciała nie kończyło się jednak śmiercią, pomimo iż było niewątpliwie bolesne. Dusze
z Náströndu mogły doznawać takich katuszy wielokrotnie, aż do dnia Ragnaröku.
Bowiem i Nidhogga nie ominie jego przeznaczenie i zginie podczas Zmierzchu
Bogów. Przynajmniej tak mówi jedna interpretacja.
Nidhogg podczas Ragnaröku Copilot 2025
Za
Eddą Poetycką w przekładzie Eysteinna Björnssona:
Þar kømr inn dimmi
dreki fljúgandi,
naðr fránn, neðan
frá Niðafjöllum.
Berr sér í fjöðrum
—flýgr völl yfir— Níðhöggr nái—
nú mun hon søkkvask.
Nadlatuje mroczny smok
Lśniąca żmija
z Mrocznej Góry.
Niesie między piórami
– przelatując nad lądem –
Trupy Nidhogga, które zrzuca–
Teraz niech utonie.
Dwuznaczne
jest określenie Trupy Nidhogga, które zrzuca. Czy oznacza to, że rozpęta
piekło i będzie ciskał ciałami swych ofiar podczas tej decydującej dla świata
bitwy? A może zrzuci je metaforycznie, niczym emocjonalny ciężar lub poczucie
winy? Być może u kresu świata zrozumie, że wieści, które do niego docierały. za
pośrednictwem Ratatoska. były przekręcane i cała jego nienawiść oparta była na
kłamstwie. A zatem, czy tak, jak świat po Ragnaröku się odmieni, może jest i
szansa dla Nidhogga? Tu zostawiam pole do interpretacji Wam, czy te wersy
wieszczą jego śmierć, czy odkupienie. A może i jedno i drugie?
Nidhogg
jest symbolem chaosu i zniszczenia, uosobieniem tego, co zagraża całej
strukturze Wszechświata reprezentowanego przez drzewo Yggdrasil. Ale jest też,
niczym Szatan z hebrajskich wierzeń, katem złych i potępionych dusz. Nie ma bowiem
życia bez śmierci. Nie ma stworzenia bez zniszczenia. I coś, w co chciałbym
wierzyć, nie ma zbrodni bez kary.
Współcześnie
Nidhogg zawitał do gry God of War: Ragnarok, gdzie jest jednym z bossów, z
którymi musi zmierzyć się Kratos.
Nidhogg w Gimle... Copilot 2025
Na
dziś to tyle. Zostawcie subskrypcję na Youtube, jeśli jeszcze tego nie
zrobiliście, by nie ominęły Was następne materiały, a także polubienia, jeśli
odcinek Wam się podobał. Chciałbym również zaprosić do odsłuchania innym
nagrań, które już miały premierę na kanale, byście mogli poznać ciekawe istoty
z różnych wierzeń. Zachęcam także do odwiedzenia mojego profilu na Facebooku,
gdzie publikuję informacje o nowych artykułach na blogu, jak i zapowiedzi tego,
co pojawi się na Youtube. A jeśli możesz, drogi Czytelniku lub droga
Czytelniczko, wesprzeć moją twórczość finansowo, zapraszam do odwiedzenia
strony na Patronite, by zostać Patronem wzorem Piotra Brachowicza. Chciałbym
również serdecznie podziękować Piotrowi za całe wsparcie, porady i nakierowanie
na nowe rozwiązania w rozwijaniu kanału. A tymczasem, bywajcie!
Dziś
wracamy na słowiańskie ziemie, by poznać kolejną istotę z rodzimych wierzeń. W
lasach i nad brzegami jezior drzewiej można było spotkać urodziwe dziewczyny.
Jednak niech wygląd Was nie zwiedzie, ponieważ nie były one żywymi istotami.
Mowa o rusałkach, którym będzie poświęcony dzisiejszy temat.
Rusałkami
stawały się panny, które zmarły tragicznie przed zamążpójściem, chociażby
poprzez utopienie się. Następnie wracały do świata śmiertelników, objawiając
się ludziom w pobliżu zbiorników wodnych lub w lasach pod postacią młodych i
pięknych dziewczyn, o długich, rozpuszczonych włosach. Te włosy mogły zdradzić
ich prawdziwą naturę, gdyż z bliska mieniły się nienaturalnym, zielonym
odcieniem. Innym znakiem, który je zdradzał, były odciski stóp. Pomimo, że
człek widząc je, był pewien, że mają delikatne, dziewczęce nogi, ślady, które
po nich zostawały na brzegu wyglądały jak ślady gęsi. Często pojawiają się w
wiankach z kwiatów, który był tradycyjnym nakryciem głowy panien przez ślubem.
Stąd też o kobiecie zamężnej mówiło się, iż straciła wianek. Rusałki mogły
być odziane w białe suknie, półnagie lub pojawiać się całkowicie nago. Dziewczyna
porwana przez inne rusałki mogła także zostać zamieniona w jedną z nich. Jeśli
jej rodzina szukała jej i znalazła po niej jeno jej wianek, a sama krewna
zniknęła na dobre, za takie uprowadzenie obwiniano właśnie rusałki.
Rusałki Copilot
Swym
wyglądem kusiły młodych mężczyzn i zwabiały ich do tańca, który trwał tak
długo, aż nieszczęśnik umierał z wycieńczenia. Potrafiły także załaskotać
ofiarę na śmierć lub utopić w jeziorze, którego brzegi nawiedzały. Często można
było zaobserwować je, jak tańczą w grupie. Taki taniec hipnotyzował
obserwatorów, wabiąc ich bliżej. A gdy już mężczyźni znaleźli się zbyt blisko,
byli porywani we wspomniany śmiertelny taniec. Istniał jednak cień szansy, by
się z niego uwolnić. Czasami się zdarzało, że rusałka zadawała zagadkę swojej
ofierze. Jeśli młodzieniec zachował się rozsądnie, oparł się zauroczeniu i co
ważniejsze, wykazałaś się mądrością, poprawnie odpowiadając na zagwozdkę,
rusałka puszczała go wolno.
Jeśli
chłopak wykazał się do tego sprytem, i oprócz wyjścia żywym z takiego
mistycznego spotkania, udało mu się ukraść wianek rusałki, zyskiwał magiczny
artefakt. Tak przynajmniej wierzyli południowi Słowianie z Bałkanów.
Rusałka i młodzieniec Copilot
Powiada
się iż istoty te nie lubiły gorzkiego zapachu piołunu, dlatego by się przed
nimi uchronić, dobrze było mieć jego liście przy sobie. Szczególną uwagę
należało zachować podczas tak zwanego Rusalczego Tygodnia, o którym wspominał
już Jan Długosz, a który obchodzony był w czerwcu. Wierzono, że właśnie wtedy
rusałki są wyjątkowo aktywne. Nie należało wtedy rozwieszać prania, by jakaś
rusałka się w nie zaplątała, co ściągnęłoby na ludzi jej gniew. Tak samo
podczas Rusalczego Tygodnia nie można było kąpać się w jeziorach i rzekach, by
nie kusić losu. Obrzędy te obchodzone były na terenach Białorusi, Rosji i
Ukrainy jeszcze w dwudziestoleciu międzywojennym.
Z
kolei, by je udobruchać, zostawiano na brzegach jezior chleb i sól, jako
poczęstunek dla tych magicznych istot. Ponoć również spuszczenie wzroku na
ziemię i nie patrzenie rusałce w oczy, mogło uchronić przed zauroczeniem i
porwaniem do śmiertelnego tańca. Można także było nosić przy sobie coś
czerwono. Jak już wiemy, ten kolor odstraszał także inne stwory, jak opisane na
moim blogu mamuny, czy licho, o którym powstał już materiał na tym kanale. Zachęcam
do zapoznania się z materiałami o tych istotach, a teraz wróćmy do tematu
rusałek.
Istniały
także dobre strony rusałek. W wielu miejscach krążyły historie, jakoby
zagubione dzieci, czy też, gdy zostały zaatakowane przez dzikie zwierzęta,
zostały uratowane przez te duchy i odprowadzone bezpieczne w pobliże ludzkich
siedlisk. Rusałki miały bowiem nie krzywdzić dziatków. Powiadano także, że
jeśli w jakimś miejscu zaobserwowano rusałki, to w tej okolicy będzie urodzaj,
gdyż ich magiczne moce sprawiały, że ziemia stawała się bardziej płodna. Tak
samo podczas Rusalczego Tygodnia często odprawiano rytualne tańce wokół
chorych, bowiem w tym magicznym czasie łatwiej było wypędzić chorobę.
Rusałki Copilot
Uważa
się, iż samo słowo rusałka powstało dość późno i wywodzi się z łacińskiego
słowa rosalia oznaczającego święto róż. Miało rzekomo nawiązywać do
uroczystości, podczas której pewnej nimfie, a więc istocie podobnej do rusałki,
składano ofiary z róż. Innego źródła dopatruje się pochodzenia tej nazwy w
słowie rusa, oznaczającego coś jasnego lub świecącego. Nie da się jednak ukryć,
że słowiańskie rusałki podobne są do nimf, czy syren z innych wierzeń. Najstarsza
wzmianka o rusałkach, która zachowała się do naszych czasów, to graffiti na
ścianie Soboru Mądrości Bożej w Nowogrodzie Wielkim, który to napis datuje się
na XI wiek.
Z
rusałkami utożsamia się także inne istoty, często uważając ich nazwy za
synonimy tych pierwszych. I tak oto mamy boginki, brzeginie, dziwożony, kupałki,
łaskotałki, ta nazwa niewątpliwie nawiązuje do tortur, jakie stosowały na
młodzieńcach. Następnie majki, mawki, wodne panny lub żony, wodiany czy wiły. W
przyszłości część z tych istot również sobie omówimy, gdyż wedle podań z
różnych regionów, rozróżniało je od rusałek.
Pamięć
o rusałkach jest ciągle żywa. Przytoczmy sobie kilka przykładów, gdzie można
się spotkać z nimi. Mianem rusałek obecnie nazywa się kilka odmian motyli,
dobrze znanych z polskich łąk i pól. Z kolei w opowiadaniach Andrzeja
Sapkowskiego o wiedźminie, Geralt mylnie bierze pewną bruxę za rusałkę. Rusałki
zawitały także do cyklu gier Heroes of Might and Magic. Na marginesie, trzecia
część tej gry jest najlepsza. Rzekłem.
Na
dziś to tyle. Zostawcie subskrypcję na Youtube, jeśli jeszcze tego nie
zrobiliście, by nie ominęły Was następne materiały, a także polubienia, jeśli
odcinek Wam się podobał. Chciałbym również zaprosić do odsłuchania innym
nagrań, które już miały premierę na kanale, byście mogli poznać ciekawe istoty
z różnych wierzeń. Zachęcam także do odwiedzenia mojego profilu na Facebooku,
gdzie publikuję informacje o nowych artykułach na blogu, jak i zapowiedzi tego,
co pojawi się na Youtube. A jeśli możesz, drogi Czytelniku lub droga
Czytelniczko, wesprzeć moją twórczość finansowo, zapraszam do odwiedzenia
strony na Patronite, by zostać Patronem wzorem Piotra Brachowicza. Chciałbym
również serdecznie podziękować Piotrowi za całe wsparcie, porady i nakierowanie
na nowe rozwiązania w rozwijaniu kanału. A tymczasem, bywajcie!
Dziś
ponownie odwiedzimy kraj Kwitnącej Wiśni. Zachęcam do odsłuchania poprzedniego
materiału o Japonii, a konkretniej, o Ptaku Gromu, Raicho. Tymczasem,
przechodzę do nowego tematu. A jego bohaterem jest Daikokuten.
Daikokuten,
znany też jako Daikoku, jest Bogiem szczęścia i bogactwa. Nie jest jedyny.
Należy do gronowa zwanego Shichi-Fukujin, czyli Siedmioro Bogów Szczęścia. Nie
są to istoty z rdzennych wierzeń japońskich. Część z nich została zaadaptowana
z mitów chińskich, a część z buddyjskich, w tym Daikokuten właśnie. Prawdopodobnie
stał się japońską wersją hinduskiego bóstwa Mahakali, połączonego ze
wcześniejszą osobą japońskiego Boga Ōkuninushiego. Powód był dość nietypowy –
imię Ōkuninushiego (大国主)
a raczej pierwsze dwa znaki zapisane w nim, można przeczytać jako Daikoku (大国).
Jest więc przykładem Bóstwa synkretycznego, czyli powstało z połączenia dwóch
systemów wierzeń, w tym wypadku buddyzmu oraz shintoizmu. Inne, ciekawe
przypadki synkretyzmu religijnego możecie znaleźć na moim blogu w tematach takich,
jak o Lokim z Kumbrii oraz o krzyżu z Gosforth. Wróćmy jednak do japońskiego Daikokutena.
Takarabune ChatGPT, 2025
Siedmioro
Bogów Szczęścia podróżowało na statku zwanym Takarabune, co tłumaczyć
można na Statek Pełen Skarbów. Jego dziób był w kształcie głowy smoka, a
na pokładzie pełno było złota oraz innych magicznych przedmiotów, takich jak
czapka-niewidka czy worek, który zawsze sam napełniał się monetami. Nie
ukrywam, chciałbym taki. Jak ktoś z Was wie, gdzie można go kupić, dajcie mi
znać w komentarzach. Wracając do Shichi-Fukujin, zgodnie z ich nazwą, mieli
przynosić swoim wyznawcom bogactwo, szczęście oraz powodzenie w
przedsięwzięciach.
Co
się tyczy samego Daikokutena. Jego imię można tłumaczyć jako Wielki Czarny Bóg.
Nie chodzi tu jednak o Ciemność, albo Zło. Ot, po prostu o nawiązanie do Czerni,
jako koloru. Jedną z poszlak, czemu tak może być, przytoczymy sobie później. Najczęściej
przedstawia się go w myśliwskim, dworskim bądź rolniczym odzieniu. Nosi czarną
czapkę. W ręce dzierży złoty młotek Uchide-no-Kozuchi, dosłownie tłumacząc
Uderzający Mały Młotek. Jest to młotek szczęścia, który spełnia
życzenia. Często przedstawia się go stojącego na workach ryżu, a więc symbolu
dobrobytu i dostatku. Może też mieć taki worek ryżu zarzucony na plecy.
Towarzyszyć mu może szczur, albo kilka szczurów, a także biały zając –
zwierzęta symbolizujące szczęście, a także płodność. To inna domena Daikokutena
– jest też patronem płodności. Innym jego symbolem jest daikon, zbieżność nazw
nie jest przypadkowa. Jest to rzodkiew japońska, znana także jako Narzeczona
Daikoku.
Fuku-Nusubi ChatGPT, 2025
Z
Daikokutenem wiąże się dziwny zwyczaj Fuku-Nusubi, czyli Szczęśliwej
Kradzieży. Jeśli ktoś ukradnie wizerunek tegp Boga i nie zostanie
przyłapany, to zyska jego szczęście i jego powodzenie różnych przedsięwzięć
zwiększy się. Cóż, nie komentuję. Ja to wolałbym, by nikt mi nic nie kradł. Co
ciekawe, jedno z towarzyszących Daikokutenowi zwierząt, szczur, ma swoją porę
dnia, a raczej nocy. Godziną szczura nazywa się czas mniej więcej od
23:00 do 1:00 w nocy. Zapewne to jedna z ulubionych pór złodziei. W tym miejscu
warto wrócić do jego imienia, Wielkiego Czarnego Boga. Być może Czerń, to także
symbol nocnej pory. Jednocześnie warto podkreślić, że sam Daikokuten nie był i
nie jest patronem złodziei.
Podobizny
Daikokutena były powszechnie umieszczane w kuchniach. Szczególną czcią
obdarzali go także rolnicy, jako iż był bóstwem urodzaju. Być może stąd
reprezentowanie go z workami ryżu. Ponadto, w tradycyjnych, japońskich,
drewnianych domach główny filar wspierający konstrukcję nazywany jest Daikoku-bashira,
co pochodzi właśnie od imienia Boga szczęścia.
Najważniejszą
świątynią poświęconą Daikokutenowi, a raczej Ōkuninushiemu, jest Izumo-Taisha w
prefekturze Shimane. Świątynia ta jest rytualnie rozbierana i odbudowana w tym
samy drewnianym stylu. Ostatnia tak przebudowa miała miejsce w 1744 roku.
Ōkuninushi Copilot, 2025
W
średniowieczu istniał zwyczaj, iż żebracy chodzący od domu do domu i proszący i
datki oraz żywność, przebierali się za Daikokutena. Zwyczaj ten zwany był Daikoku-mai,
czyli Taniec Daikoku, gdyż tacy żebracy często się popisywali,
tańcząc i śpiewając, by w ten sposób zarobić na grosz. No, mówiąc dokładniej,
nie na grosz, a na japońskiego jena.
Jeśli
już jesteśmy w temacie pieniędzy, jeszcze jedna. Pierwsze papierowe banknoty w
Japonii wprowadzono do obiegu w 1885 roku. Znalazł się na nich właśnie
wizerunek Daikokutena, jako Bóstwa bogactwa.
A
czy Wy znaliście tego wesołego Boga? Kiedy pierwszy raz przeczytałem o nim i o
dziedzinach, którym patronuje, zdał mi się bardzo pozytywną postacią, dlatego
chciałem przybliżyć go na moim blogu i kanale. Zachęcam do pozostawiania
komentarzy z przemyśleniami, co o nim sądzicie.
Na dziś to tyle. Zostawcie subskrypcję na Youtube, jeśli jeszcze tego nie zrobiliście, by nie ominęły Was następne materiały, a także polubienia, jeśli odcinek Wam się podobał. Chciałbym również zaprosić do odsłuchania innym nagrań, które już miały premierę na kanale, byście mogli poznać ciekawe istoty z różnych wierzeń. Zachęcam także do odwiedzenia mojego profilu na Facebooku, gdzie publikuję informacje o nowych artykułach na blogu, jak i zapowiedzi tego, co pojawi się na Youtube. A jeśli możesz, drogi Czytelniku lub droga Czytelniczko, wesprzeć moją twórczość finansowo, zapraszam do odwiedzenia strony na Patronite, by zostać Patronem wzorem Piotra Brachowicza. Chciałbym również serdecznie podziękować Piotrowi za całe wsparcie, porady i nakierowanie na nowe rozwiązania w rozwijaniu kanału. A tymczasem, bywajcie!