środa, 9 września 2026
środa, 2 września 2026
piątek, 28 sierpnia 2026
Bies
To,
co nieznane budzi strach. To, co nieokiełznane może być niebezpieczne. Na
świecie codziennie dochodzi do tragedii. Wypadki, ludzkie dramaty, kataklizmy
na wielką skalę. Człowiek żyje w poczuciu, że cywilizacja zapewnia mu
bezpieczeństwo. Jednak w momencie, gdy dotykają nas lub naszych bliskich
nieszczęścia, często zdajemy sobie sprawę, jak kruche są te pozory. I to nawet
dziś, kiedy możemy cieszyć się dobrodziejstwami cywilizacji i wynalazkami,
jakich nie znały pokolenia przed nami. Co one musiały czuć? W średniowieczu,
gdy drogi nie były oświetlone? Gdy nie było serwisów informacyjnych ani służb
mundurowych? Gdy znany świat często ograniczał się do jednej wioski, w której
się mieszkało i pracowało, a wszystko poza nią było nieodkrytą, białą plamą na
przysłowiowej mapie? Strach w tamtych czasach nabierał kształtu. Był
przedstawiany pod postacią przerażającego stworzenia, o którym sobie dziś
opowiemy. Wśród Słowian nazywano go Biesem.
Bies żył na słowiańskich ziemiach już w czasach przedchrześcijańskich. Najstarszy zapis jego miana to prasłowiańskie słowo bĕsъ, oznaczające Coś strasznego lub przerażającego, pochodzi ze Słowa o zakonie i łasce, staroruskiego kazania z końca X wieku. Przypomina więc Licho, któremu już poświeciłem jeden temat, bo zarówno słowo to opisywało istotę, jak i stan, odczucia lub zdarzenie. Śladów po tym terminie można ciągle doszukiwać się w litewskim słowie baisùs, tłumaczonym na polski jako przymiotnik straszny.
![]() |
| Bies ChatGPT 2026 |
Bies
bytował w puszczach i na mokradłach, daleko od siedlisk ludzkich. W dzikich
ostępach, które powodowały strach i poczucie osamotnienia, a także
przytłoczenia. Nie raz już poruszaliśmy ten motyw. Lasy były nieznane, pełne
zwierzyny, ale i drapieżników. Każdy szelest, uchwycony kątem oka ruch,
zwłaszcza przy złej pogodzie lub późną porą, potęgowały uczucie lęku przed
nieznanym i byciem obserwowanym.
Po
chrystianizacji Słowiańszczyzny Biesy zaczęto utożsamiać z Diabłami, by pokazać
ich piekielną naturę. Jednak przez następne stulecia przetrwało także
powiedzenie zbiesić się, a więc wpaść w gniew. Zatraciło ono swój
pierwotny charakter, gdyż nie nawiązywało do roli Biesa, jako istoty budzącej
strach, a właśnie do zła, które przypisywano mu przez chrześcijan. Z czasem
mianem Biesów nazywano każdą demoniczną istotę. Tym określeniem Nestor w swojej
Powieści Minionych Lat przezwał słowiańskich Bogów, których posągi w
Kijowie zostały postawione przez Włodzimierza Wielkiego. Elementem wspólnym
było zapewne poroże, chociaż u Biesów bardziej przypominało rogi jelenia, niż
kozła, jak w przypadku Diabłów. Do tego porośnięte były futrem oraz posiadały kopyta,
co podkreślało ich dziką naturę. Należy jednak pamięć, że słowiańskie Biesy
były istotami chaotycznymi, a nie złymi do szpiku kości. Potrafiły też
przemieniać się w inne zwierzęta, które żyły na ich terenach lub przejawiać ich
cechy, chociażby poprzez posiadanie olbrzymich, błoniastych skrzydeł, niczym u
nietoperza.
![]() |
| Trąba Powietrzna ChatGPT 2026 |
Zbieszeniem
się nazywano także postradanie rozumu.
Jeśli człek z dnia na dzień zaczął się zachowywać inaczej, niebezpiecznie,
niegodziwie lub pomimo nieprzejawiania żadnych symptomów, pewnego dnia nagle popełnił
samobójstwo, bliscy obwiniali o takie zdarzenie Biesy. By uchronić się przed
ściągnięciem na siebie ich obłędu unikano nawet wymawiania imienia Biesa
nazywają go Sami-Wiecie-Kim… No dobra, to nie ta bajka. Ale za to używano
nieokreślonych zaimków jak On albo Ten Zły. W lasach zostawiano
także ofiary, by ubłagać go i odwieść od wyrządzania krzywdy.
W Beskidzie Sądeckim, w paśmie Jaworzyny Krynickiej jest pewna formacja skalna zwana Diabelskim Kamieniem. Legenda mówi, że Diabeł niósł kamień, by zatamować źródło jednego z okolicznych potoków. Dźwigał ze sobą głaz całą noc, ale kiedy zapiał kogut, Diabeł zniknął, upuszczając ciężar w tym konkretnym miejscu. W różnych regionach Polski istnieją inne warianty tej legendy o podobnych kamiennych formacjach. Nim jednak ich powstanie zaczęto przypisać Diabłom, to właśnie Biesy były uznawane za odpowiedzialne ich tworzeniu. Czasami mogły obraź sobie taką nienaturalną skałę za swe siedzliszcze. Wtedy też okoliczna ludność przypisywała temu miejscu działanie złych sił. Jeśli już jesteśmy przy temacie gór, to warto zaznaczyć, że jedna z hipotez powstania nazwa Bieszczady pochodzi od imion dwóch istot, Biesów i Czartów, zwanych też Czadami. Olbrzymie, dzikie lasy i połoniny zapewne były uważane za tereny tych stworów, a ryki niedźwiedzi czy widok przemykających wśród gałęzi drzew poroży jeleni utwierdzał ludzi w tym przekonaniu.
![]() |
| Bies na Jaworzynie Krynickiej Copilot 2026 |
Biesy potrafiły się objawiać pod postacią wirów i trąb powietrznych. Mawiano wtedy, że należy schować się w domostwie, pozamykać okna i drzwi, by stwór nie połamał człekowi kości. W tym aspekcie przypominały z kolei Południce. Nie ma się co dziwić, bo silniejsze wiry powietrzne potrafią przewrócić człowieka, powodując kontuzje, a trąby powietrzne zniszczyć nawet części budynków. A dla naszych przodków, były to niewidzialne siły, jak powietrze. Biesom przypisywano także niszczenie upraw i porywanie trzody, gdy jakaś wieś ściągnęła na siebie ich gniew. Trąby powietrzne potrafią przejść przez pole zboża, zostawiając za sobą pasmo zniszczeń, a niezagonione w porę zwierzęta mogą zostać porwane i uniesione wysoko w powietrze.
Biesy
miały też strzec skarbów w swych siedliszczach. Śmiałek, który nie uląkł się
wiru powietrznego i celnie cisnął w niego nożem, w czasach chrześcijańskich
koniecznie poświęconym, mógł zmusić Biesa do wyjawienia miejsca ukrycia
bogactwa. Jednak taki łup mógł często okazywał się przeklęty, z czasem
doprowadzając do nieszczęść, utraty zdrowia, czy nawet duszy śmiałka, który go
posiadł.
![]() |
| Morowica ChatGPT 2026 |
Oprócz zniszczeń i urazów powodowanych przez kontrolowanie powietrza Biesy także mogły zsyłać choroby, niczym Morowice. Wierzono, że to powietrze, zwłaszcza złe, przenosi choroby. Pojęcie zarazków czy bakterii nie było w dawnych wiekach znane, a zdawano sobie sprawę, że właśnie przez nie mikroorganizmy i cząsteczki są przenoszone, bo nawet bez cielesnego kontaktu ludzie i zwierzęta potrafili się od siebie zarażać. Takie plagi mogły być ściągnięte na okolicę również przez Biesy.
Echa
wiary w Biesy znaleźć można w Panu Tadeuszu pióra Adama Mickiewicza:
On tu nie przyjdzie; próżno wzywać bernardyna.
Jeśli od niego wyszła ta cała nowina,
To kto wie, w jakim celu: bo to bies księżyna!
Biesy
to również powieść Fiodora
Dostojewskiego, gdzie tytułowe stwory stanowią alegorię nastrojów politycznych
i ludzkiej natury, a dokładnie jej złej strony.
![]() |
| Wiedźmin Geralt Copilot 2026 |
Obecnie
z Biesami można zmierzyć się w grze Wiedźmin III: Dziki Gon. Ich wygląd dość
dobrze odpowiada temu z ludowych przekazów. Oprócz trzeciego oka na czole. To
trzecie oko zawsze było dla mnie jakieś niepokojące. Ale taka jest rola Biesa,
prawda? Wzbudzać strach, być jego ucieleśnieniem.
Bies
to strach przez nieznanym, niebezpiecznym, przez zmiennością i niepewnością
losu człowieka. Był potężny, swoimi mocami przewyższał śmiertelnika, który nie
miał z nim szans w walce. Wiara w nie to ostrzeżenie przez nierozwagą ale i
przed tym, jak kruche potrafi być ludzkie życie.
Na dziś to tyle. Zostawcie subskrypcję, jeśli jeszcze tego nie zrobiliście, by nie ominęły Was następne materiały, a także polubienia, jeśli odcinek Wam się spodobał. Chciałbym również zaprosić do odsłuchania innym nagrań, które już miały premierę na tym kanale, byście mogli poznać ciekawe istoty z różnych wierzeń. Zachęcam także do odwiedzenia mojego profilu na Facebooku, gdzie publikuję informacje o nowych artykułach na blogu, jak i zapowiedzi tego, co pojawi się tu, na Youtube. A jeśli możesz, drogi Słuchaczu lub droga Słuchaczko, wesprzeć moją twórczość finansowo, zapraszam do odwiedzenia strony na Patronite, by zostać Patronem wzorem Piotra Brachowicza. A tymczasem, bywajcie!
piątek, 13 lutego 2026
Rusałki
Dziś
wracamy na słowiańskie ziemie, by poznać kolejną istotę z rodzimych wierzeń. W
lasach i nad brzegami jezior drzewiej można było spotkać urodziwe dziewczyny.
Jednak niech wygląd Was nie zwiedzie, ponieważ nie były one żywymi istotami.
Mowa o rusałkach, którym będzie poświęcony dzisiejszy temat.
Rusałkami
stawały się panny, które zmarły tragicznie przed zamążpójściem, chociażby
poprzez utopienie się. Następnie wracały do świata śmiertelników, objawiając
się ludziom w pobliżu zbiorników wodnych lub w lasach pod postacią młodych i
pięknych dziewczyn, o długich, rozpuszczonych włosach. Te włosy mogły zdradzić
ich prawdziwą naturę, gdyż z bliska mieniły się nienaturalnym, zielonym
odcieniem. Innym znakiem, który je zdradzał, były odciski stóp. Pomimo, że
człek widząc je, był pewien, że mają delikatne, dziewczęce nogi, ślady, które
po nich zostawały na brzegu wyglądały jak ślady gęsi. Często pojawiają się w
wiankach z kwiatów, który był tradycyjnym nakryciem głowy panien przez ślubem.
Stąd też o kobiecie zamężnej mówiło się, iż straciła wianek. Rusałki mogły
być odziane w białe suknie, półnagie lub pojawiać się całkowicie nago. Dziewczyna
porwana przez inne rusałki mogła także zostać zamieniona w jedną z nich. Jeśli
jej rodzina szukała jej i znalazła po niej jeno jej wianek, a sama krewna
zniknęła na dobre, za takie uprowadzenie obwiniano właśnie rusałki.
![]() |
| Rusałki Copilot |
Swym
wyglądem kusiły młodych mężczyzn i zwabiały ich do tańca, który trwał tak
długo, aż nieszczęśnik umierał z wycieńczenia. Potrafiły także załaskotać
ofiarę na śmierć lub utopić w jeziorze, którego brzegi nawiedzały. Często można
było zaobserwować je, jak tańczą w grupie. Taki taniec hipnotyzował
obserwatorów, wabiąc ich bliżej. A gdy już mężczyźni znaleźli się zbyt blisko,
byli porywani we wspomniany śmiertelny taniec. Istniał jednak cień szansy, by
się z niego uwolnić. Czasami się zdarzało, że rusałka zadawała zagadkę swojej
ofierze. Jeśli młodzieniec zachował się rozsądnie, oparł się zauroczeniu i co
ważniejsze, wykazałaś się mądrością, poprawnie odpowiadając na zagwozdkę,
rusałka puszczała go wolno.
Jeśli
chłopak wykazał się do tego sprytem, i oprócz wyjścia żywym z takiego
mistycznego spotkania, udało mu się ukraść wianek rusałki, zyskiwał magiczny
artefakt. Tak przynajmniej wierzyli południowi Słowianie z Bałkanów.
![]() |
| Rusałka i młodzieniec Copilot |
Powiada
się iż istoty te nie lubiły gorzkiego zapachu piołunu, dlatego by się przed
nimi uchronić, dobrze było mieć jego liście przy sobie. Szczególną uwagę
należało zachować podczas tak zwanego Rusalczego Tygodnia, o którym wspominał
już Jan Długosz, a który obchodzony był w czerwcu. Wierzono, że właśnie wtedy
rusałki są wyjątkowo aktywne. Nie należało wtedy rozwieszać prania, by jakaś
rusałka się w nie zaplątała, co ściągnęłoby na ludzi jej gniew. Tak samo
podczas Rusalczego Tygodnia nie można było kąpać się w jeziorach i rzekach, by
nie kusić losu. Obrzędy te obchodzone były na terenach Białorusi, Rosji i
Ukrainy jeszcze w dwudziestoleciu międzywojennym.
Z
kolei, by je udobruchać, zostawiano na brzegach jezior chleb i sól, jako
poczęstunek dla tych magicznych istot. Ponoć również spuszczenie wzroku na
ziemię i nie patrzenie rusałce w oczy, mogło uchronić przed zauroczeniem i
porwaniem do śmiertelnego tańca. Można także było nosić przy sobie coś
czerwono. Jak już wiemy, ten kolor odstraszał także inne stwory, jak opisane na
moim blogu mamuny, czy licho, o którym powstał już materiał na tym kanale. Zachęcam
do zapoznania się z materiałami o tych istotach, a teraz wróćmy do tematu
rusałek.
Istniały
także dobre strony rusałek. W wielu miejscach krążyły historie, jakoby
zagubione dzieci, czy też, gdy zostały zaatakowane przez dzikie zwierzęta,
zostały uratowane przez te duchy i odprowadzone bezpieczne w pobliże ludzkich
siedlisk. Rusałki miały bowiem nie krzywdzić dziatków. Powiadano także, że
jeśli w jakimś miejscu zaobserwowano rusałki, to w tej okolicy będzie urodzaj,
gdyż ich magiczne moce sprawiały, że ziemia stawała się bardziej płodna. Tak
samo podczas Rusalczego Tygodnia często odprawiano rytualne tańce wokół
chorych, bowiem w tym magicznym czasie łatwiej było wypędzić chorobę.
![]() |
| Rusałki Copilot |
Uważa
się, iż samo słowo rusałka powstało dość późno i wywodzi się z łacińskiego
słowa rosalia oznaczającego święto róż. Miało rzekomo nawiązywać do
uroczystości, podczas której pewnej nimfie, a więc istocie podobnej do rusałki,
składano ofiary z róż. Innego źródła dopatruje się pochodzenia tej nazwy w
słowie rusa, oznaczającego coś jasnego lub świecącego. Nie da się jednak ukryć,
że słowiańskie rusałki podobne są do nimf, czy syren z innych wierzeń. Najstarsza
wzmianka o rusałkach, która zachowała się do naszych czasów, to graffiti na
ścianie Soboru Mądrości Bożej w Nowogrodzie Wielkim, który to napis datuje się
na XI wiek.
Z
rusałkami utożsamia się także inne istoty, często uważając ich nazwy za
synonimy tych pierwszych. I tak oto mamy boginki, brzeginie, dziwożony, kupałki,
łaskotałki, ta nazwa niewątpliwie nawiązuje do tortur, jakie stosowały na
młodzieńcach. Następnie majki, mawki, wodne panny lub żony, wodiany czy wiły. W
przyszłości część z tych istot również sobie omówimy, gdyż wedle podań z
różnych regionów, rozróżniało je od rusałek.
Pamięć
o rusałkach jest ciągle żywa. Przytoczmy sobie kilka przykładów, gdzie można
się spotkać z nimi. Mianem rusałek obecnie nazywa się kilka odmian motyli,
dobrze znanych z polskich łąk i pól. Z kolei w opowiadaniach Andrzeja
Sapkowskiego o wiedźminie, Geralt mylnie bierze pewną bruxę za rusałkę. Rusałki
zawitały także do cyklu gier Heroes of Might and Magic. Na marginesie, trzecia
część tej gry jest najlepsza. Rzekłem.
Na
dziś to tyle. Zostawcie subskrypcję na Youtube, jeśli jeszcze tego nie
zrobiliście, by nie ominęły Was następne materiały, a także polubienia, jeśli
odcinek Wam się podobał. Chciałbym również zaprosić do odsłuchania innym
nagrań, które już miały premierę na kanale, byście mogli poznać ciekawe istoty
z różnych wierzeń. Zachęcam także do odwiedzenia mojego profilu na Facebooku,
gdzie publikuję informacje o nowych artykułach na blogu, jak i zapowiedzi tego,
co pojawi się na Youtube. A jeśli możesz, drogi Czytelniku lub droga
Czytelniczko, wesprzeć moją twórczość finansowo, zapraszam do odwiedzenia
strony na Patronite, by zostać Patronem wzorem Piotra Brachowicza. Chciałbym
również serdecznie podziękować Piotrowi za całe wsparcie, porady i nakierowanie
na nowe rozwiązania w rozwijaniu kanału. A tymczasem, bywajcie!
niedziela, 1 lutego 2026
piątek, 10 października 2025
Karkonosz
Na
polsko-czeskim pograniczu rozciąga się najwyższe pasmo Sudetów – Karkonosze, ze
swoim najwyższym szczytem, Śnieżką. Zarówno nazwa jak i cały ten obszar
nierozerwalnie związane są z pewną tajemniczą postacią z ludowych wierzeń,
którą sobie dziś omówimy.
Karkonosz,
bo o nim mowa, zwany jest także Duchem Gór, Liczyrzepą czy Rzepiórem. Najstarsze
zachowane wyobrażenie Karkonosza pochodzi z mapy Śląska autorstwa Martina
Helwiga, sporządzonej w 1561 roku. Ukazuje ono istotę łączącą cechy kilku
innych stworzeń – posiada bowiem nogi zakończone kopytami, skrzydła, dziób oraz
rogi jelenia. W łapach dzierży kostur lub różdżkę. Podpisane jest jako
Rübenczal, czyli z niemieckiego (Rübenzahl) dosłownie Liczyrzepa. Nie jest to
jedna postać Karkonosza, albowiem potrafił zamieniać się także w niedźwiedzia
lub innego zwierza, czy starego człeka o długiej, siwej brodzie. Niektórzy
uważają, że jego imię zostało błędnie zapisane i pierwotnie brzmiało w
staroniemieckim Rabe-Zabel, czyli Kruczy Diabeł, co mogłoby pasować do jego
demonicznego wyglądu ze skrzydłami. Jednak wśród podań o Duchu Gór jest i
legenda o liczeniu rzep, która wyjaśnia jedno z jego imion. Otóż pewnego dnia
Karkonosz pod postacią wiewiórki podglądał kąpiące się dziewczyny. W jednej z
nich, księżniczce Emmie, zakochał się bez pamięci. Porwał więc ją do swojego
zamku mieszczącego się na szczycie góry. By zapewnić jej towarzystwo zabrał z
pewnego pola tuzin rzep i dzięki czarom przemienił je w służbę. Emma jednak
planowała, jak uciec od Ducha Góry. Poprosiła więc swego porywacza, by policzył
wszystkie rzepy na wszystkich polach w Karkonoszach, by mogła dobrze
zaplanować, które i ile w kogo zamienić. Gdy tylko Duch Gór udał się dokonać
spisu wszystkich rzep, Emma z pomocą jednego ze służących z ożywionego warzywa
(w innych wersjach był to koń, pegaz lub pszczoła) uciekła z zamku. Po powrocie
do swojej siedziby Karkonosz zauważył nieobecność ukochanej i od tamtej pory
złościło go, gdy ludzie nazywali go Liczyrzepą czy Rzepiórem, co przypominało
mu, iż dał się oszukać śmiertelniczce.
Prawdopodobnie
Duch Gór był pierwotnie jednym z lokalnych imion Świętowita, Boga o czterech
obliczach, czczonego na Połabiu (czyli terenach w zlewisku rzeki Łaby, mającej
swoje źródło w czeskich Karkonoszach). Uznawano go za władcę czterech żywiołów,
wody, ziemi, ognia i powietrza, a jak wiemy, tylko Avatar może opanować
wszystkie cztery żywioły i przywrócić równowagę na Świecie. Czasami przewija
się podanie o tym, jak władał pogodą i o posiadanym przez niego magicznym
młocie, czym bliżej mu do Boga Piorunów, Peruna (jednak kiedyś poruszymy sobie
teorię na blogu, za Aleksandrem Gieysztorem, iż być może Świętowit i Perun to
ten sam Bóg). Jego pierwotny wygląd z kolei przypomina Leszego, Władcę Puszcz. Z
czasem jego rola zmieniła się, a w dobie chrystianizacji zmalała do Ducha Gór,
który to pomagał wędrowcom, to psocił i robił im na złość. Górnicy z Sudetów
wierzyli, że to on im przeszkadza w pracach ale i w dobrym humorze pomaga
znajdować złoża, wraz ze swoją świtą, leśnych skrzatów. Według ludu Karkonosz
cenił sobie ludzi uczciwych i pracowitych, a karał oszustów i leniów. Wiele
legend mówi o tym, jakie figle płatał i jak czasami obracały się na korzyść
człeka – niektóre z nich, bardziej szczegółowo, chciałbym przytoczyć w
przyszłości na blogu.
![]() |
| Karkonosz ChatGPT |
Jak
popularny jest Duch Gór i dziś? Wystarczy odwiedzić Karpacz i sąsiadujące z nim
miejscowości. Wiele domów, restauracji, hoteli (ba, kiedyś nocowałem w hotelu w
Sudetach, w którym hasłem do sieci WI-FI było właśnie imię Liczyrzepa), ścieżek
przyrodniczych i muzeów nawiązuje do któregoś z jego wyobrażeń lub jakieś
historii o nim. Kilka z ilustracji do tego artykułu nawiązuje właśnie do
Karkonosza, którego razem z żoną spotkałem to tu, to tam, podróżując po
Sudetach.
Na
sam koniec ciekawostka. Niemiecki malarz Josef Madlener, stworzył obraz o
tytule Der Berggeist (niem. Duch Gór) gdzieś w latach 20. XX wieku (Przypuszcza
się, iż było to na przełomie 1925 i 1926 roku). Obraz ten stał się na tyle
popularny, iż zaczęto go umieszczać nawet na pocztówkach. Jedną z takich kartek
zakupił nie kto inny jak John Ronald Reuel Tolkien, autor późniejszej powieści Hobbit,
czyli tam i z powrotem. Na swoim egzemplarzu pisarz zamieścił dopisek the
Origin of Gandalf (ang. Pochodzenie Gandalfa). Tak więc oprócz inspirowania się Odynem, Wszechojcem, Bogiem i
czarodziejem z nordyckiej mitologii, również wyobrażenie Karkonosza wpłynęło na
powstanie jednej z najbardziej rozpoznawalnej postaci fantastyki… Chociaż, jak
sobie już zasygnalizowaliśmy, kto wie, być może zarówno Odyn, Świętowit/Perun
oraz Duch Gór to ta sama osoba?
![]() |
| Liczyrzepa ChatGPT |
Na
dziś to tyle. Zachęcam do przeczytania moich innych artykułów, a także od
odsłuchania materiałów na kanale na Youtube. Zachęcam także do odwiedzenia
mojego profilu na Facebooku, gdzie publikuję informacje o nowych artykułach na
blogu, jak i zapowiedzi tego, co pojawi się na Youtube. A jeśli możesz, drogi
Słuchaczu lub droga Słuchaczko, wesprzeć moją twórczość finansowo, zapraszam do
odwiedzenia strony na Patronite, by zostać Patronem wzorem Piotra Brachowicza.
Do usłyszenia w następnym materiale. A tymczasem, bywajcie!
piątek, 23 maja 2025
Król Krak
![]() |
| Król Krak Gemini |
Każdy z nas zapewne zna historię króla Kraka. Smok,
szewczyk, owca, cała kupa siarki… Te motywy są dobrze rozpoznawalne, nawet w kulturze masowej. Dziś jednak
chciałbym przytoczyć historię tego władcy z trochę innej strony, szukając
historycznych źródeł i porównując je do legendy.
W pierwszych latach XIII wieku Wincenty Kadłubek,
późniejszy biskup krakowski, spisał Kronikę
Polski. To w tym dziele można znaleźć najstarsze
wzmianki o Kraku. Historia zaczyna się od wojny z Galami. Kronikarz przypisuje
Polakom zabicie tysięcy żołnierzy wroga, co w końcu skłoniło nieprzyjaciela do
zawarcia pokoju (przymierza, jak dokładnie jest ujęte w Kronice). Następnie nasi przodkowie mieli toczyć walki z
Rzymianami. Być może w tych podaniach są echa walk Słowian pod dowództwem
Samona z Frankami za czasów króla Dagoberta. Wiadomo, że po stronie Franków
walczyli m.in. Longobardowie, a ich państewko zostało utworzone na Półwyspie
Apenińskim, w miejscu dawnych terenów Cesarstwa Rzymskiego. Ponadto Kadłubek
wskazuje, iż Gallowie wkroczyli do Panonii, co pokrywa się z terenami, na
których władał Samon, gdzie walczył z Awarami i którą to krainę bronił przed
Dagobertem. Być może więc część historii
Kraka jest zaczerpnięte z dziejów Samona, a być może był on innym przywódcą,
który również stawiał dzielnie opór Rzymianom i Galom (Frankom) w podobnym
czasie.
Gdy walki się skończyły, (Proto)Polacy jako swego księcia
obrali człowieka i imieniu Grakchus,
pod którym to mianem Kadłubek na łacińską modłę ukrył Kraka. Ten wrócił po licznych bitwach z Karyntii (obecnie w południowej Austrii) do swej ojczyzny. Zorganizował
wiec, na którym ugruntował swą władzę, przemawiając wzniośle do poddanych i
obiecując im, iż nie będzie królem, w powszechnym rozumieniu, ale wspólnikiem
królestwa. Zjednawszy sobie rodaków zaczął wprowadzać nowe prawa i reformy w
kraju. Kadłubek uważa ten czas za początek naszej państwowości, za nową epokę,
sprawiedliwą, bez niewolnictwa i gwałtów.
Dalej dowiadujemy się, iż Krak miał dwóch synów. Kronikarz
podkreśla także, że król będąc bardziej troskliwym ojcem dla kraju, niż własnych
dzieci, wysłał ich na wyprawę. Oto bowiem w okolicy, w załomach pewnej skały
zalągł się potwór, zwany całożercą (nie jest powiedziane, chociaż ogólnie tak
się przyjęło, iż pod tym mianem Kadłubek miał na myśli smoka). Domagał się
składania cotygodniowej ofiary z wyliczonych sztuk bydła, a kiedy ich nie
dostawał, pożerał odpowiednią liczbę ludzi.
Synowie Kraka posłusznie wykonali rozkaz ojca, zbrojąc
się a następnie stając do walki z całożercą. Niestety, otwarte starcie nie przynosiło
skutku, więc uciekli się do podstępu. Ponieważ wiedzieli, że bestia jest łakoma
na bydło, wypchali bydlęce skóry zapaloną siarką (wcale nie owcę!). Potwór dał się nabrać, a
następnie dostał niemiłosiernej zgagi – dusił się i trawiły go wewnętrznej
płomienie.
Tryumf nie trwał długo. Młodszy syn, również o imieniu
Krak, w swej zawiści, chcąc przypisać sobie zasługi, zabił starszego brata. Gdy
wrócił przed oblicze ojca, całą winę zrzucił na całożercę. Zafrasowało to Kraka, który wkrótce zmarł. Jako jedyny męski
potomek, Krak II, przejął władzę po ojcu. Jednak nie nacieszył się tronem zbyt
długo, gdyż jego zbrodnia wyszła na jaw i został wygnany z własnego królestwa.
Warto wrócić jeszcze do samej śmierci Kraka. Na jego
cześć, na skale całożercy założono miasto, później Krakowem zwane, by pamięć o
władcy trwała wiecznie. Kadłubek sam sobie przeczy w następnym zdaniu,
twierdząc, iż nazwę gród zaczerpnął od krakania kruków, których była moc w tej
okolicy. Co się tyczy samych obrzędów pogrzebowych, podaje, iż żałoba po władcy
była tak wielka, iż trwała, aż całe miasto nie zostało ukończone.
Następnie władza złożona została w ręce jedynej córki
Kraka, Wandy. Kadłubek podkreśla, iż tak zadecydował cały naród. Kronikarz
przypisywał jej wiele zalet – miała przewyższać wszystkich pięknem, jak i
mądrością, albowiem swoimi radami potrafiła wprawić wielu w zadumę. Nawet
wrogowie przed nią ustępowali. Kiedy została królową pewien przywódca germański
postanowił najechać Polskę i samemu zająć tron. Jednak gdy stanął naprzeciw
armii Wandy, całe jego wojsko porzuciło zamiar walki. Sam dowódca ukorzył się
i zaczął modlić w imieniu królowej i jej narodu.
![]() |
| Wizualizacja grodu Kraków w VII wieku... Z grodem na wzgórzu Wawel... I z Wisłą płynącą u stóp wzgórza... I jest pięknie... Gemini |
Wybiegłem nieco poza rządy samego Kraka, ale uznałem,
że historia jego dzieci wiąże się nierozerwalnie z nim samym. Poza tym, pisząc
temat uznałem za ciekawe, jak na przestrzeni wieków zmienił się obraz jego
córki – od potężnej i mądrej królowej, która budziła respekt nawet wśród
wrogów, do księżniczki, która rzuciła się do rzeki, jeno by nie poślubić właśnie tego
wroga. Historia ta pokazała legendarnego władcę z trochę innej strony, niż
znamy go z bardziej współczesnych źródeł. Zamiast pomysłowego Szewczyka, wplotła
także motyw bratobójczej walki, który przewija się w wielu wierzeniach z całego
świata (a która być może później znalazła echo w legendzie o Kościele Mariackim w Krakowie). W przyszłości nawiążemy nawet do nordyckich wierzeń, albowiem i tam
pojawił się wątek starcia ze smokiem, któremu towarzyszył w tle konflikt rodzeństwa.
Na koniec pragnę również zauważyć, iż Kadłubek tytułował go nie księciem, a
królem. Również i ta kwestia będzie rozwinięta na moim blogu.
Sam Król Krak, jako książę, pojawia się wspólnie ze
Smokiem Wawelskim w książce Porwanie
Baltazara Gąbki. W powieści relacje między władcą a całożercą są zgoła inne, niż były u Kadłubka. Ale cóż, wszak to
historia dla dzieci… Które może tak jak ja (kto pamięta stare wydanie książki w
granatowej okładce?), zainteresują się po niej innymi źródłami, historiami oraz
legendami opowiadającymi o Królu Kraku.
Na koniec zachęcam do odwiedzenia mojego profilu na Facebooku.
A jeśli możecie wesprzeć moją twórczość finansowo, również do zostania
Patronem, wzorem Piotra Brachowicza. Następny materiał pojawi się w formie
nagrania na Youtube :)
piątek, 9 maja 2025
Licho
![]() |
| Licho ChatGPT |
Czasami
można usłyszeć, jak ktoś mówi Licho wie, Licho nie śpi, Pal
Licho, Do Licha, Niech to Licho, Licho przywiało czy
po prostu, że coś jest liche, to znaczy, że coś jest małej wartości, w
złym stanie, mizerne lub mało solidne. Czy jednak ktoś z Was zastanawiał się,
czym jest to Licho? Dziś powiemy sobie słów kilka o istocie, od której te
wszystkie powiedzenia lub określenia się wzięły.
Licho
było istotą ze słowiańskich wierzeń. Nie pokazywało się często ludziom, ale
jeśli już przybierało jakąś postać, to często jako starej, chudej kobiety.
Często o długich czarnych lub siwych włosach, w ciemnej szacie. Charakterystycznym
elementem, który odróżniał ją od innych stworów, jak chociażby od Biedy był
fakt posiadania jednego oko na środku czoła. Mogło też mieć na przykład tylko
jedną rękę.
Wróćmy
na chwilę do porzekadeł o Lichu. Zwrot Licho wie, jest bardzo podobny do
używanego współcześnie Cholera wie czy Diabeł wie. Wszystkie te
wersje pokazują na coś niejasne, co może być zrozumiałe tylko przez złe moce. Tak
samo Licho nie śpi, które kładzie nacisk, że zawsze jakieś nieszczęście
może spotkać człeka i należy zachować czujność. I takie zwroty zachowały po
dziś dzień istotę Licha. Było ono personifikacją tego co złe, a co spotyka
ludzi, chorób, nieszczęścia, głodu, wypadków. Ktoś spadł z drabiny, bo szczebel
się złamał lub wysunął? Zapewne stało za tym Licho. Komuś zsunęło się ostrze
siekiery z trzonka i spadło na stopę? Niewątpliwie stało za tym Licho. Ktoś się
przewrócił, potykając o kamień, którego można by przysiąc, nie było jeszcze
chwilę temu w miejscu upadku? To na pewno sprawka Licha, które ten oto kamień
podłożyło tuż przed stopą nieszczęśnika.
![]() |
| Licho i Chłop ChatGPT |
Licho
było także odpowiedzialne za złe myśli i wszechogarniający smutek, który
nawiedzały ludzi, a także za zarazy zsyłane na mieszkańców, zwierzęta czy
uprawy w danej wsi. Wszelkie niepełnosprawności, typu niewykształcone palce,
czy gałki oczne u noworodków także przypisywano działaniom Licha. Być może
dlatego często posiadało te same cechy – było zdeformowane lub miało
nieparzyste części ciała, które w naturze powinny występować parzyście. W
przyszłości jednak rozwiniemy sobie te tematy, wskazując za inne istoty, które
również posądzono o choroby, tym samym może nieco uniewinniając samo Licho.
Licho
było wszędobylskie, więc w przeciwieństwie do innych stworów, nie upodobało
sobie konkretnego siedliska, czy to nad wodą, czy pod ziemią. Mogło, mówiąc
kolokwialnie, przyczepić się do człeka wszędzie. W domu, na polu, na drodze, w
lesie. Istniało jednak kilka sposobów, by się przed nim bronić. Przykładowo, po
zmroku należało zamykać wszystkie drzwi. Kto mieszkał w niebezpiecznej okolicy,
ten wie, że taka dobra praktyka to podstawa, by uchronić się przed
nieszczęściem. Można było także nosić przy sobie coś czerwonego lub żelaznego.
Zarówno kolor czerwony jak i żelazo trzymało różne istoty na dystans. W
przyszłości opowiemy sobie o innych stworach, które można było także tym
kolorem i materiałem odstraszyć. Niektórzy próbowali je także przekupić, by
udobruchać lub wręcz przeciwnie, wygnać przekleństwami.
Czasami
zastanawiamy się, czemu coś złego nas spotyka i nie potrafimy tego racjonalnie
wyjaśnić. Uważamy, że na coś nie zasłużyliśmy. Tak właśnie działało Licho,
sprowadzało nieszczęście, nie kierując się moralnością. Czy człek był dobry,
czy zły, Licho mogło go spotkać i wpakować w kłopoty. Było uosobieniem chaosu i
pecha.
A
Wy, jak zapatrujecie się na Licho? Spotkaliście się z porzekadłami o nim? Czy
słyszeliście lub czytaliście coś, o czym dziś nie wspomniałem? Zapraszam do
dyskusji w komentarzach.
Dzisiejszy temat jest pierwszą, eksperymentalną formą, gdzie materiału możecie również posłuchać :) Zapraszam więc, do zasubskrybowania mojego nagrania na Youtube.
Na koniec zachęcam do odwiedzenia mojego profilu na Facebooku. A jeśli możecie wesprzeć moją twórczość finansowo, również do zostania Patronem, wzorem Piotra Brachowicza. Do usłyszenia w następnym materiale, a tymczasem, bywajcie!
piątek, 25 kwietnia 2025
Gaik
![]() |
| Gaik ChatGPT |
Chrześcijaństwo
zaadaptowało wiele świąt starszych religii, nie mogąc ich skutecznie wyplenić
ze świadomości ludzkiej. Nie chodzi tylko o symbolikę, ale także o daty, gdzie
w miejsce starych obrzędów, wprowadzano nowe, często dopisując im inne
znaczenie. Niektóre jednak w takiej formie reliktowej przetrwały do naszych
czasów. Takim świętem może być Gaik, który omówimy sobie dzisiaj.
Gaik
obchodzono o obchodzi się dalej wiosną, na powitanie nowej pory roku. Obchody
następowały najczęściej po paleniu lub topieniu Marzanny. Zniszczenie kukły
miał odgonić zimę, natomiast wszystko co związane z Gaikiem służyło budzeniu
przyrody do życia. Obnoszono po miejscowości rośliny lub gałązki drzew, a
niekiedy i całe małe drzewko, zdobione wstążkami, pisankami, dzwoneczkami,
niekiedy też z laleczką, symbolizującą królową wiosny, która miała zastąpić
panowanie Marzanny. Obchodzono domy wszystkich mieszkańców, składając im
życzenia, a w zamian otrzymując poczęstunki, czym ten zwyczaj może kojarzyć się
z kolędowaniem.
![]() |
| Topienie Marzanny Gemini |
Nazwa
jest zdrobnieniem słowa gaj, gdyż
dawniej związana była ze świętymi gajami. W dawnych wiekach lasy pełniły rolę
świątyń, związane z nimi były liczne wierzenia, rytuały i przesądy. Gajenie
sprowadzało się do wyznaczania takiej świętej ziemi, najczęściej poprzez
oznakowanie jej granic tak zwanymi kiczkami,
czyli witkami z brzeziny tudzież rokiciny. Tak odgrodzonego terenu nie wolno było naruszyć niepowołanym osobom,
dla przykładu, obcym spoza lokalnej społeczności.
Obecnie,
w miejscowościach w której Gaik przetrwał, nie ma jednej wspólnej daty dla
obchodzenia tego święta. Wskazuje się terminy od czwartej niedzieli Wielkiego
Postu, przez wtorek po Lanym Poniedziałku, aż po pierwszą wypadającą w maju. Miejscem
kulminacyjnym dla obrzędów jest udekorowany Majowy Słup (zwanego także Drzewem
Majowym, Maikiem lub także Gaikiem), wokół którego zbiera się społeczność, świętuje,
bawi i śpiewa.
![]() |
| Majowy Słup Gemini |
Na
samo koniec tradycyjnie chciałbym zachęcić do polubienia mojego profilu na
Facebooku, a także do udostępniania moich artykułów, bym mógł dotrzeć do
szerszego grona Czytelników. A jeśli jesteś w stanie wesprzeć mojego bloga
finansowo, zapraszam do dołączenia do grona Patronów, wzorem Piotra
Brachowicza. A już zupełnie kończąc… Wypatrujcie nowości, na kanale na Youtube
:)
piątek, 28 marca 2025
Hieronim i Dąb Peruna
![]() |
| Hieronim i dąb Peruna ChatGPT |
Kiedy
chrześcijaństwo wypierało stare religie w Europie, misjonarze nowej wiary
starali się niszczyć relikty poprzednich kultów. Pierwszym opisanym tego
przykładem na blogu była historia świętego Bonifacego, który w 723 lub 724 roku
naszej ery ściął Dąb Donara, który rósł w pobliżu Gaesmere (dzisiejsza
dzielnica Geismar w niemieckim
Frankenbergu, a kiedyś osobna wieś). W jego kroki poszedł Karol Wielki,
niszcząc święty dla Sasów dąb Irminsul w 772, który znajdował się gdzieś na
pograniczu Westfalii. Dziś omówimy sobie następny dąb, który padł ofiarą
Chrześcijan, tym razem jednak z terenów współczesnej Litwy.
W
1410 roku na tereny Królestwa Polskiego przybył Hieronim z Pragi, czeski
teolog. Przez poprzednie lata Hieronim podróżując po Europie i nauczając na
wielu uniwersytetach, jednak gdzie się nie pojawił, był uznawany za heretyka.
Był bowiem jednym z husytów, stronników Jana Husa, który domagał się reformy
Kościoła Katolickiego, zarzucają mu między innymi zbyt duże dążenie do
bogactwa, kupczenie urzędami kościelnymi i brak skromności. Przebywając w
naszym kraju Hieronim udał się na Litwę, by wspierać ruchy misjonarzy. Litwa
oficjalnie zobowiązała się przyjąć chrzest podczas unii z Koroną Polską w 1385
roku, jednak proces ten trwał następne dekady (jak nie wieki). Głosząc nową
wiarę wpisywał się to, jak misjonarze traktowali dawne miejsca kultów. Jak
czytamy u Aleksandra Gieysztora w Mitologii
Słowian[1]:
W początkach wieku XV Hieronim z
Pragi udał się na Litwę, głosząc wiarę chrześcijańską w zachodniej połaci
kraju. Jego relacja, przekazana przez Eneasza Sylwiusza Piccolominiego w pół
wieku później, zawiera opis czci wężów, kamiennego młota niezwykłych rozmiarów,
wiecznego ognia, świętych lasów i drzew szczególnie wysokich. Najstarszy dąb w
lesie uważano za siedzibę bóstwa. Hieronim w zapale misjonarskim pozabijał
węże, pogasił ogniska i ściął święte drzewo. Wywołało to sprzeciw ludzi, którzy
udali się do wielkiego księcia Witolda ze skargą na przybysza o zniszczenie
domu bożego (sacram Dei domum), skąd otrzymywano deszcz i dobrą pogodę; nie
wiadomo już było, gdzie się modlić i szukać swego boga. Witold wzruszył się
dolą ludu i skłonił Hieronima do opuszczenia kraju18 ''. Nowożytne informacje o
pogaństwie litewskim, miejscami żywym jeszcze w wieku XVII, wspominają o
ponownym wzniecaniu świętego ognia przez tarcie dębiny o szare kamienie polne.
Jak
więc widać, Litwini również czcili dęby. Warto również zauważyć, iż relacja
wspomina o kamiennym młocie niezwykłych
rozmiarów. Wspomniana przeze mnie historia Bonifacego nierozerwalnie
związana jest z Dębem Donara – gromowładnego bóstwa południowych Germanów. Dla
porównania północne ludy germańskie, wikingowie, jak nazywamy ich sobie na
blogu, również czcili Boga Piorunów – Thora. Co ciekawe, to jemu poświęcony był
dąb również w Skandynawii i to on również dzierżył potężny magiczny młot. Wśród
Słowian i Bałtów z kolei wierzono, że uderzenie pioruna w drzewo było
naznaczeniem go przez Bogów. Brzmi to o tyle ciekawe, że dąb jest właśnie
wyjątkowo odporny na przetrwanie gromów – potrafi się odrodzić i po pożarze, co
widzieliśmy w 2019 roku, kiedy ofiarą pożaru padł 600-letni pomnik przyrody,
Mieszko, a jego liście bardzo źle się palą.
![]() |
| Litwini skarżą się do księcia Witolda ChatGPT |
W
tym miejscu przejdę do słowiańskiego Boga piorunów, Peruna, znanego wśród
Bałtów jako Perkun lub Perkon. Nie będzie już niespodzianką, że święte dęby z
Litwy poświęcone były właśnie jemu. Jednak to nie same drzewa były obiektem
kultów, a jeno symbolami gromowładnego Boga. Biorąc pod uwagę, że południowi
Germanie uważali dąb za drzewo Donara, Skandynawowie za drzewo Thora a
Słowianie za drzewo Peruna nie da się uniknąć myśli, że wszystkie te religie
miały wspólne korzenie. Ba, Bogu piorunów zawsze poświęcony jest czwarty dzień
tygodnia – w języku niemieckim jest to Donnerstag (Dzień Donara), w
angielskim jest to Thursday, norweskim
Torsdag (Dzień Thora). Wśród Słowian Połabskich dzień ten zwany był Perěndan, a więc Dzień Peruna.
Do
podobnych wniosków doszliśmy omawiając sobie Mojry, Norny, Parki i Rodzanice,
wskazując, że Boginie Przeznaczenia w różnych religiach musiałby wywodzić się z
jednej, wspólnej, indoeuropejskiej wiary. Chciałbym, by i to było jednym z
wniosków dzisiejszej historii o zniszczonym Dębie Peruna na Litwie, historii
jakże podobnej do tych o drzewach zniszczonych przez świętego Bonifacego i
Karola Wielkiego.
Na
koniec warto wrócić do samej postaci Hieronima z Pragi. Po wyrzuceniu go przez
księcia Witolda (kuzyna Władysława Jagiełły) z Litwy ten ukrywał się do 1415,
ścigany przez agentów Kościoła Katolickiego za herezję. W końcu jednak został
złapany i 30 maja 1416 roku spalony na stosie, niecałe jedenaście miesięcy po
Janie Husie. Kościół Katolicki czekała reformacja, gdyż w ślad za Husem także
inni widzieli zżerające go zepsucie – następne wieki przyniosą takich
religijnych reformatorów jak Marcin Luter czy Jan Kalwin. A co czekało Dęby
Peruna? Wedle Aleksandra Gieysztora były miejscami kultu na Litwie jeszcze na
przełomie XVII i XVIII wieku. Tak wiele aspektów stały się reliktami dawnych
wierzeń, których misjonarze nie potrafili do końca zniszczyć.
Na sam koniec tradycyjnie chciałbym zachęcić do polubienia mojego profilu na Facebooku, a także do udostępniania moich artykułów, bym mógł dotrzeć do szerszego grona Czytelników. A jeśli jesteś w stanie wesprzeć mojego bloga finansowo, zapraszam do dołączenia do grona Patronów, wzorem Piotra Brachowicza.
[1]
Mitologia Słowian, Aleksander Gieysztor,
Wydawnictwo Uniwersytetu Warszawskiego, Warszawa 2006, Wydanie II, s. 89.
sobota, 8 marca 2025
Marzanna
![]() |
| Marzanna, ChatGPT |
|
Wiele lat temu, uczęszczając do czwartej klasie
podstawówki, moja klasa udała się na wycieczkę nad pobliską rzekę. Był
wiosenny, pochmurny dzień. A my w kurtkach staliśmy obok starego mostu, obok
przygrywała orkiestra. Wtedy też miał miejsce mój pierwszy kontakt z pewnym
starożytnym rytuałem. Tamtego dnia pierwszy raz pierwszy raz byłem świadkiem
topienia kukły Marzanny. Marzanna jest słowiańską Boginią zimy oraz śmierci. Wstęp
do tego artykułu mógł przypomnieć i Wam obserwowanie związanego z nią rytuału,
który odbywa się po dziś dzień w pierwszy dzień wiosny. Na bazie tego można
więc wysnuć wniosek, iż nie była i nie jest zbyt lubianym i popularnym bóstwem,
ponieważ tradycyjnie żegna się z nią w symboliczny, aczkolwiek brutalny sposób,
miast oddawać jej cześć i modły. Budzi to skojarzenia do greckiego Hadesa, Boga
Zaświatów, któremu nie budowano nawet świątyń, albowiem bardziej się go
obawiano, niż czczono (zachowały się wzmianki tylko o jednej takiej wzniesionej
budowli). Za chwilę przytoczymy sobie kontrargument Jana Długosza, jednak pierw
warto powiedzieć kilka słów o samej Bogini. W tradycji była znana pod różnymi imionami, między
innymi jako Morena, co przywodziło na myśl zimowe miesiące, pełne śniegu i
lodu, a także jako Śmierć, personifikacja tego, co nieuchronne dla
śmiertelników. Samo jej imię wywodzi się z praindoeuropejskiego mar/mor,
tak samo jak łacińskie mors, śmierć (jak w
post mortem). W niektórych regionach
Śląska istniał też męski odpowiednik Bogini, Marzaniok. Najstarsze wzmianki o niej pochodzą z ziem czeskich z XIII wieku. O Marzannie wspominał też już Jan Długosz, XV-wieczny polski kronikarz. Ten napomykał, iż w dawnych wiekach istniał pewien jej kult. Opowiadał, jakoby rolnicy ofiarowali jej dary ze zboża, zapewne by przebłagać kapryśne bóstwo, które przymrozkami mogło zniszczyć uprawy. Tu z kolei przypomnijmy sobie postać Rán, Bogini Sztormów, która sprawowała pieczę na jedną z domen zaświatów w mitologii nordyckiej. Marynarze, by ubłagać ją o dobrą pogodę na morzu, również ciskali dla niej w głęboką toń ofiary i podarunki. Robili to jednak bardziej ze strachu, niż miłości do bóstwa. Trzeba jednak pamiętać, iż były to czasy po
chrystianizacji, kiedy starano się zwalczyć starszą wiarę. W 1420 roku biskup
poznański, Andrzej Łaskarz, potępiał uroczystości związane z topieniem kukły[1]: Item prohibeatis, ne In dominica ludica alias Byala
Nijedzela supersticiosam consuetudinem observent offerentes auandam ymaginem, quam
Mortem vocant et In lutum postea proiciunt, quia non carent huiusmodi facta
supersticionis. Czyli tłumacząc na nasze: Zabrońcie im też praktykowania zabobonnego
zwyczaju w Białą Niedzielę wynoszenia jakiegoś obrazu, którego Śmiercią
nazywają, a potem w błoto rzucają, albowiem takich przesądów u nich nie
brakuje. Tradycyjna topienia Marzanny miała się jednak dobrze. W kolejnych wiekach kościół nie mogąc jej zabić, próbował przerobić ją na swoją modłę. Podjęto próby, by miast topić kukłę Bogini Śmierci, z wież kościołów zrzucano inną, symbolizującą Judasza. Jednak te praktycznie nie cieszyły się powodzeniem i odeszły w zapomnienie, a rytuał związany z Marzanną przetrwał do dziś.
Tradycja przetrwała nie tylko w Polsce, ale także w
innych krajach słowiańskich. Lalkę, wykonaną ze słomy lub innego materiału,
ubiera się w suknię, zdobi kokardkami oraz innymi elementami dekoracyjnymi. Wokół
obrzędów powstało wiele przesądów i zwyczajów. Dawniej rytuał sprowadzał się
nie tylko do topienia kukły w rzece, ale do obchodzenia z nią wszystkich domów
we wsi. Po drodze podtapiano Boginię we wszystkich napotykanych jeziorach,
strumieniach czy kałużach. Następnie, nim została ostatecznie ciśnięta w wodę,
podpalano ją lub zrywano z niej odzienie. Tak zrzuconej do rzeki Marzanny nie
wolno już było dotknąć, gdyż groziło to zapadnięciem na chorobę. Tak samo
niebezpieczne było dla zdrowia oglądanie się za siebie po rytuale, aż do
momentu wejścia do własnego domu. A już śmiertelnie niebezpieczne było
potknięcie się w drodze powrotnej. Osoba, której to się przydarzyło, lub co
gorsze, przewróciła się, miała nie dożyć do następnego topienia Marzanny. Obecnie oprócz samego topienia Marzanny można czasem
usłyszeć o różnych imprezach wplecionych w tematykę rytuału. Są więc konkursy,
niczym na szopki Bożonarodzeniowe, są organizowane biegi. Tak więc pomimo
wieków walczenia z tradycją, coroczne topienie Marzanny ciągle jest żywą
tradycją i oby tak pozostało. Na sam koniec tradycyjnie chciałbym zachęcić do polubienia mojego profilu na Facebooku, a także do udostępniania moich artykułów, bym mógł dotrzeć do szerszego grona Czytelników. A jeśli jesteś w stanie wesprzeć mojego bloga finansowo, zaprasza do dołączenia do grona Patronów, wzorem Piotra Brachowicza. [1]
Najdawniejsze
statuty synodalne archidiecezji gnieźnieńskiej oraz statuty z rękopisu Oss. Nr
1627 z uwzględnieniem materjałów zebranych przez ś.p. b. , Władysław
Abraham, Polska Akademia Umiejętności, Kraków 1920, s. 50 |
piątek, 14 lutego 2025
Raróg
![]() |
| Źródło: https://www.slawoslaw.pl/rarog-boski-ptak-ognia/, data odczytu: 13.02.2025 |
Gdybym
spytał o mitologiczny gatunek ptaka, którego żywiołem jest ogień, zapewne
usłyszałbym o greckim Feniksie. Nie pytałbym jednak, gdyby było tak oczywiste.
Dziś chciałbym więc przybliżyć wierzenia w taką istotę, ale ze słowiańskich
wierzeń.
W
naszych rodzimych wierzeniach Bogiem Słońca był Swaróg. Sama postać jest dość
tajemnicza i pojawia się jeno w Powieści
Minionych Lat, najstarszej kronice ruskiej, spisanej przez mnicha Nestora.
Jako takiego widział go Aleksander Gieysztor, uważając iż był jednym z
naczelnych bóstw, patronem niebiańskiego ognia. Jego towarzyszem, czy też wręcz
personifikacją, miał być ognisty ptak Raróg. Powietrzna istota podkreślała
związek z Niebem, a płomienisty charakter z samym Słońcem. Nie da się ukryć, że
taką samą rolę pełnił egipski Benu, którego uważano wcielenie Boga Słońca, Ra.
Następnie Benu został zaadaptowany na potrzeby wierzeń Greków i Rzymian,
przyjmując postać lepiej nam znanego, odradzającego się z płomieni, Feniksa.
Aleksander
Gieysztor przytacza taki oto opis Raroga, pochodzący od naszych południowych
sąsiadów[1]:
Czeski Raroh, Rarach to miała istota
demoniczna, równie szczodra co mściwa, ruchliwa, przybierająca postać ptaka i
smoka, bliska ognia, o ciele i włosach płomienistych, wylatująca kominem jako
kłąb ognia lub jako wicher.
Być
może pierwotnie było to zwierzęce wcielenie Swaroga, później w dobie
chrystianizacji odseparowane i zdegradowane. Ciężko bowiem wyobrażać sobie, by
Bóg mógł rodzić się raz za razem za sprawą człowieka, a takie bowiem wierzenia
krążyły o Rarogu. Ludzie byli bowiem przekonani, że Rarogiem stawał się ptak
wysiadywany przez człowieka przez dziewięć dni i nocy ze złotego jajka. Ten
przepis na hodowlę ognistej istoty dopuszcza istnienie wielu stworów tego
gatunku, a nie jednego, jedynego, który jeszcze byłby bóstwem niebieskim. Sam
przytoczony przekaz Gieysztora jeno podkreśla, iż Raróg zdegradowany został do
roli demona. Na bazie przytoczonego opisu można też wnioskować, iż potrafił
zmieniać swoją postać, zamieniając się w płomienie czy wiatr.
Niebiańska
natura Raroga objawiała się także w roli strażnika Raju (Wyraju), jaką mu
przypisywano. W dawnych wiekach wierzono, iż dusze ludzkie pod postacią ptaków,
lub wespół z nimi, opuszczają i wracają do tego świata. Raróg miał wtedy
pilnować bram zaświatów, dzierżąc w swoich szponach klucz do Raju.
Przypuszcza
się, że pochodzący z rosyjskiego folkloru Żar-Ptak to właśnie zdegradowany
Raróg. Wyobrażany jako czerwono-złoty paw o płonących piórach na ogonie. Na
Słowiańszyźnie wierzono, iż jego zobaczenie miało przynosić szczęście. Ukazać
się śmiertelnikom mógł w nocy, jak niespokojny, ledwo uchwytny błysk światła.
Być może więc przesąd o wypowiadaniu życzeń przy obserwowaniu spadających
gwiazd tak naprawdę powstał z wierzeń o Rarogu, przelatującym szybko po nocnym
niebie.
Przeglądając
źródła zanotowałem sobie powiedzenie, które istnieje w języku polskim – Patrzeć na kogoś/coś jak na raroga.
Oznacza ono ni mniej, ni więcej, tylko oglądanie osoby, rzeczy z
niedowierzaniem, jako niezwykłego, niecodziennego zjawiska. Fanom twórczości
Andrzeja Sapkowskiego może wydać się znajome – pojawiło się w opowiadaniu Trochę poświęcenia.
Dziś
imię tego mitologicznego ptaka nosi jeden z drapieżników – Raróg Zwyczajny. Tym,
którzy pamiętają Ogniem i Mieczem Henryka
Sienkiewicza, na pewno przypomni się pierwsze spotkanie Pana Skrzetuskiego z
Heleną, kiedy to ten majestatyczny ptak, jednocześnie chwycił nóżkami dłonie
obojga.
Ślad językowy po Rarogu przetrwał też w nazwie jednej z gór w paśmie Sudetów Środkowych (mierzącej 745 metrów, na którą biegnie zielony szlak ze wsi Tłumaczowa).
Na sam koniec tradycyjnie chciałbym zachęcić do polubienia mojego profilu na Facebooku, a także do udostępniania moich artykułów, bym mógł dotrzeć do szerszego grona Czytelników. A jeśli jesteś w stanie wesprzeć mojego bloga finansowo, zapraszam do dołączenia do grona Patronów, wzorem Piotra Brachowicza.
[1] Mitologia Słowian, Aleksander Gieysztor,
Wydawnictwo Uniwersytetu Warszawskiego, Warszawa 2006, Wydanie II, s. 178.





















%20in%20the%2015th%20century.%20The%20setting%20is%20the%20grand%20wo.webp)


