piątek, 24 kwietnia 2026

O Wandzie, co upokorzyła Niemca


Wanda
Copilot 2026

Jakiś czas temu na moim blogu pojawiła się historia Króla Kraka. Dziś chciałbym opowiedzieć o jego córce, Wandze, rozliczając się z najbardziej popularną wersją historii o niej.

Nim jednak to się stanie, warto przypomnieć najbardziej kluczowe fakty z żywota samego Kraka. Najstarsze wzmianki o władcy pochodzą z XIII-wiecznej Kroniki Polski autorstwa Wincentego Kadłubka, chociaż tam tytułowany jest księciem, a nie królem. Krak zasłynął tam jako dowódca, który toczył bitwy z Galami i Rzymianami. Być może w tej opowieści rozbrzmiewają echa walk Samona z Frankami. Dwa artykuły poświęcone Samonowi i jego państwu znajdziecie na moim blogu. Zachęcam do ich przeczytania.

Wracając do Kraka, to po powrocie do kraju został władcą, wprowadzał reformy i ustanawiał prawa. Krak miał mieć trójkę dzieci, Kraka II, następnie drugiego syna, którego imię się nie zachowało i córkę Wandę. Jego ziemię terroryzowane były przez potwora zwanego Całożercą. Istota domagała się cotygodniowych ofiar w postaci konkretnej liczby bydła. Jeśli jej nie dostawała, pożerała tę samą liczbę ludzi. Synowie władcy wypchali bydlęce skóry siarką i podali stworowi, co przyczyniło się do jego śmierci. Nie, to nie była owieczka wypchana siarką. Obalamy kolejny mit. Niestety, między rodzeństwo wdarła się zawiść i Krak II by przypisać sobie wyłączne zasługi, zabił swojego brata, po czym skłamał ojcu, że ten zginął podczas walki z potworem. Po śmierci Kraka jego jedyny żyjący syn objął władzę, jednak nie nacieszył się nią długo. Chociaż szczegóły nie są znane, to prawda wyszła na jaw i bratobójca został wygnany z kraju. Następnie lud wybrał na swoją królową Wandę. Ponadto, na cześć zmarłego władcy, Kraka I, założono miasto na Skale Całożercy, która dziś znamy jako Wzgórze Wawelskie. Usypano także kopiec, który stoi po dziś dzień.

Kopiec Wandy przed wiekami
Wizualizacja Copilot 2026

I właśnie o Wandę się rozchodzi. Znana jest historia, że miała być wydana za Niemca, jednak wolała odebrać sobie życie, niż do tego dopuścić i rzuciła się do Wisły. Jednak taka wersja historii zawarta została dopiero w Kronice Wielkopolskiej, prawie sto lat później. I to z tym tematem chciałem się rozmówić. Kadłubek, biskup krakowski, przedstawia tę historię zgoła inaczej. W jego wersji Niemiec pojawia się pewien książę niemiecki, wtedy jeszcze bezimienny. Dopiero Jan Długosz trzy wieki później nadaje mu miano Rytygier i podaje, iż zwany był Tyranem Lemańskim. Co się tyczy samego przydomka, to przypuszcza się, że Lemański znaczy Alemański czyli Niemiecki, być może zostało nawet celowo przekręcone, albowiem XV wiek to były czasy walk z Krzyżakami. Po śmierci Kraka chciał zająć jego państwo. Jednak na czele zbrojnego oporu stanęła sama Wanda. Niemieccy żołnierze widząc jej urodę, odmówili walki z nią. Upokorzony Rytygier, którego żołnierze przestali słuchać, zaczął się modlić za Wandę i jej lud, a następnie w akcie rozpaczy rzucił się na własny miecz. Następnie, wojsko alemańskie miało skapitulować i poddać się rozkazom Wandy. Kronikarz przypisywał jej wiele zalet – miała przewyższać wszystkich pięknem, jak i mądrością, albowiem swoimi radami potrafiła wprawić wielu w zadumę.

Sama Wanda miała w tej wersji żyć długo i szczęśliwie, ale zmarła samotnie i bezdzietnie, bo ślubowała nigdy nie brać sobie męża. Wspomniałem już dziś o Kopcu Kraka. Istnieje jeszcze drugi kopiec, Kopiec Wandy, usypany we wsi Mogiła. Obecnie jest to część Nowej Huty. Wincenty Kadłubek nie wspomina o jego związku z Wandą, ten pojawia się dopiero w dziele Jana Długosza, przypisując mu miejsce pochówku władczyni. Późniejsza tradycja, którą na wstępnie odrzuciliśmy, uznaje, iż w tym miejscu wyłowiono ciało Wandy, kiedy utopiła się w Wiśle.

Wanda w pierwotnej wersji legendy jest postacią dobrą, mądrą ale i waleczną. Po wygnaniu swojego brata, lud wybrał właśnie ją na jego następczynię. Zadziwiała poddanych swoją mądrością, a kiedy kraj znalazł się w zagrożeniu, nie bała się stanąć na czele armii. Fakt, iż panowała aż do śmierci ze starości, pokazuje, iż jej rządy nie były zagrożone ani poddawane pod wątpliwość. Osobiście wolę tę wersję historii, niż o książnice rzucającej się do rzeki. 

Na dziś to tyle. Zachęcam do odwiedzenia mojego profilu na Facebooku, gdzie publikuję informacje o nowych artykułach na blogu, jak i zapowiedzi tego, co pojawi się na Youtube. A jeśli możesz, drogi Czytelniku lub droga Czytelniczko, wesprzeć moją twórczość finansowo, zapraszam do odwiedzenia strony na Patronite, by zostać Patronem wzorem Piotra Brachowicza. A tymczasem, bywajcie!

piątek, 10 kwietnia 2026

Uktena - Rogaty Wąż


Kiedy opowiadaliśmy sobie na blogu o celtyckim Bogu, Cernunnosie, wspomniałem, iż przedstawiany był z dwoma rogatymi wężami siedzącymi mu na kolanach. Zaznaczyłem też, że pewnego dnia wrócimy do tego motywu, gdyż bliźniacza istota występuje w wierzeniach rdzennych ludów Ameryki. I nastał w końcu ten czas, że podejmiemy dalej wątek zapoczątkowany w 2024 roku. W tym miejscu zapraszam do odwiedzenia mojej strony, jeśli ktoś z Was nie miał jeszcze okazji poczytać o wspomnianym Cernunnosie. A teraz już przenosimy się za Ocean.

W wierzeniach wielu indiańskich plemion pojawia się Rogaty Wąż. Czirokezi znają go pod imieniem Uktena, Dakotowie z kolei jako Unktehi. Pojawia się także wśród innych ludów, głównie z regionu Wielkich Jezior, pod mianami takimi jak chociażby Awanyu, Gitaskog, Mazacoatl, Msi-kinepikwa czy Misi-ginebig. Te dwa ostatnie imiona w dokładnym tłumaczeniu oznaczają dosłownie Wielkiego Węża. Mazacoatl z kolei znaczy dosłownie Jeleniowęża, co odnosi się do jego wyglądu, gdyż  łączy gadzie ciało z jelenim porożem na głowie.  Na terenach stanu Alabamy wierzono, że istnieją cztery odmiany Ukteny, niebieska, czerwona, biała oraz żółta.

Uktena
ChatpGPT, 2025

Nim opiszemy sobie Uktenę, warto wspomnieć, że nie tylko Cernunnosowi towarzyszyły rogate węże. Sumeryjski Bóg Ningiszzida również posiadał trzech takich towarzyszy. Tak samo w greckiej mitologii pojawia się istota zwana Cerastes, będąca wężem o dwóch baranich rogach lub czterech mniejszych, bardziej ostrych, jak u kozy. Tym mianem nazwano gatunek żmii występujący na Bliskim Wschodzie i w północnej Afryce. Kto wie, być może to on zainspirował starożytnych Greków do włączenia tej istoty do swoich wierzeń.

Wróćmy jednak do bohatera dzisiejszego tematu, czy Ukteny. Czirokezi opisywali go jako wielkiego węża o ciele grubym jak pień drzewa. Miał być pokryty łuskami mieniącymi się wszystkimi kolorami tęczy. Dzięki skrzelom potrafi oddychać zarówno pod wodą, jak i nad jej powierzchnią. Jego głowę zdobiło poroże, okazałe niczym u jelenia. Czasami te rogi były opisywane jako bardziej podobne do bydlęcych. Mógł to być też pojedynczy róg, niczym u jednorożca. Jego czoło zdobił kryształ zwany Ulunsuti (Ulûñsû'tî), co tłumaczyć można jako Przejrzysty. Kamień miał mieć magiczną moc. Potrafił uzdrawiać, ale mógł ściągnąć też na kogoś, kto go zdobył nieszczęście i zgubę. Posiadacz zyskiwał wiedzę o tajemnicach życia i śmierci, mógł mieć dzięki niemu wgląd w świat duchów. Oczywiście, by go posiąść, pierw trzeba było pokonać Uktenę. Można było tego dokonać tylko poprzez celny strzał w serce Węża, który był jedynym słabym punktem na jego ciele. Na marginesie, czy nie przypomina Wam to innej historii o pewnym smoku? Wracając do  Ulunsuti, to kamień ten można uznać za przeklęty, gdyż by nie stracił swojej mocy, codziennie należało karmić go ludzką krwią. Co więcej, kryształ ściągał na posiadacza niekończące się nocne koszmary, które mogły przyprawić o obłęd. Pokazuje to, iż pozyskanie jego mocy musiało zostać okupione potworną ceną.

 

Uktena
Gemini, 2025

Najsłynniejsza historia Czirokezów o Ulunsuti opowiada, jak w bitwie z plemieniem Szawnisów pojmany został ich szaman o imieniu Âgän-uni'tsï. Czirokezi związali go, a następnie chcieli poddać torturom. Âgän-uni'tsï błagał o litość, obiecując, że jeśli nie zrobią mu krzywdy, zdobędzie dla nich magiczny kryształ Ukteny. Czirokezi zwrócili uwagę na fakt, że zmierzenie się z Rogatym Wężem oznacza pewną śmierć, na co szawniski szaman stwierdził, że nie boi się umrzeć. Wówczas wypuszczono go, pod warunkiem, że dotrzyma danego słowa. Skąd ta nagła troska o schwytanego jeńca, którego chwilę wcześniej chcieli torturować, to ja nie wiem. Uktena zamieszkiwać miał Wielkie Zamglone Góry, jedno z pasm Appalachów. Szaman szukał Rogatego Węża, aż w końcu znalazł pewną istotę. Był to też wąż, olbrzymi, większy od człowieka i cały czarny. Nie miał jednak poroża, więc Âgän-uni'tsï wyśmiał węża, że nie jest prawdziwym Ukteną i udał się na dalsze poszukiwania. Ja tam nie wiem, ale czułbym się na miejscu tego gada dyskryminowany. Nikt nie powinien być wyśmiewany ze względu na brak poroża. Nikt. Następnie szaman napotkał olbrzymiego grzechotnika, jaszczurkę, żabę, ale nic nie pasowało do opisu Ukteny. W końcu na górze Gahû'tï znalazł śpiącego Rogatego Węża. Najciszej jak mógł zszedł z góry. U jej podnóża zebrał sosnowe szyszki, ułożył z nich wielki krąg, a wewnątrz niego wykopał wielki dół. Następnie same szyszki podpalił. Âgän-uni'tsï wrócił na szczyt góry. Nałożył strzałę na cięciwę swojego łuku i jednym celnym strzałem przeszył serce Ukteny. Wąż się obudził i zaczął ścigać szamana, plując jadem i wyziewając toksyczne opary. Indianin zbiegł w dół zbocza i wskoczył do kręgu płonących szyszek. Uktena pluł jadem ile mógł, ale trucizna nie mogła pokonać bariery z ognia. Tylko jedna mała kropla jadu przedostała się do środka, parząc czoło Âgän-uni'tsïego. Uktena tracił siły, aż w końcu padł martwy od śmiertelnej rany. Wtedy szaman zawezwał wszystkie ptaki z okolicy i obwieścił im, że mogą ucztować na ciele Rogatego Węża. Zleciało się ich tyle, że po wszystkim nie zostały nawet kości Ukteny. Po siedmiu dniach Âgän-uni'tsï szukając kryształu w końcu go zobaczył. Jasne światło, silne nawet w nocy, w miejscu, gdzie pewien kruk coś upuścił po uczcie. To był Ulunsuti w całej okazałości. Âgän-uni'tsï starannie zawinął go w materiał i wrócił do plemienia Czirokezów, w którym został nowym szamanem. Ku przerażeniu Indian, w miejscu, gdzie jad Ukteny dotknął jego czoła, wyrósł mały wąż, który żył zrośnięty z nim tak długo, jak sam szaman. Z kolei w miejscu, w którym skonał Uktena powstało jezioro tak czarne, że kobiety z plemienia Czirokezów chodziły na jego brzeg barwić trzcinowe koszyki jego czernią.

Âgän-uni'tsï oraz Uktena
ChatGPT 2025

Jeśli chodzi o inne podania, to powiadano, że nawet sam wzrok Ukteny był niebezpieczny. Spojrzenie w oczy Rogatego Węża kończyło się oślepieniem albo nawet natychmiastową śmiercią. Tak więc miał coś wspólnego z europejskim krewniakiem, Bazyliszkiem. Niektóre podania mówią, że to nie same oczy, a blask Ulunsuti sprawiał, iż człek tracił wzrok lub nawet życie. Jeszcze inna wersja mówi, że jego wzrok hipnotyzował i człek miast uciekać, potulnie szedł na pożarcie przez Wielkiego Węża. Tak samo jego oddech był niczym zabójcze opary. Być może w ten sposób Czirokezi tłumaczyli sobie wdychanie metanu nad mokradłami, który jest toksyczny, a nawet śmiertelny dla człowieka, a który mógł się nad nimi wydobywać w formie gazu błotnego.

Uktena był mieszkańcem i strażnikiem wód. Uważano, że można go spotkać również w jaskiniach, które były postrzegane za przejścia między światem żywych i umarłych. Mówi się, że został stworzony przez Starych Ludzi, lub wedle innych źródeł przez tak zwanych Małych Ludzi, by walczyć z siłami niebios, uosabianymi z duchami lub z Ptakami Gromu. Inna wersja mówi, że Uktena miał za zadanie zabić samo Słońce. Nie da się więc ukryć podobieństwa do postaci z innych mitologii. Skandynawski Thor, reprezentujący niebiosa, walczący z mieszkającym w oceanie Jormungandrem czy też słowiański Perun walczący ze Żmijem. Zawsze jest to przedstawiciel niebios i piorunów walczący z wężokształtną istotą.

Podobnym stworzeniem do Ukteny jest Mishipeshu, olbrzymia hybryda pantery i węża, również z jelenim porożem na głowie. Także i ten stwór postrzegany jest jako strażnik wód, oraz tajemnic tego świata, jak i zaświatów. Być może wiara w obie istoty miała wspólne korzenie, a z czasem w różnych plemionach wyodrębniły się te dwa osobne opisy.

Podsumowując, Uktena to antropomorfizacja sił przyrody, zwłaszcza wody. Stanowi przeciwwagę dla sił niebios. Ale to także strażnik tajemnic i skarbów, przypominający na wielu płaszczyznach europejskie smoki. Dodajmy do tego motyw Rogatego Węża, który jak sobie wskazaliśmy, przewija się przez różne wierzenia, od Bliskiego Wschodu, przez Europę.

Cerastes
ChatGPT 2025

Na dziś to tyle. Zostawcie subskrypcję na Youtube, jeśli jeszcze tego nie zrobiliście, by nie ominęły Was następne materiały, a także polubienia, jeśli odcinek Wam się podobał. Chciałbym również zaprosić do odsłuchania innym nagrań, które już miały premierę na kanale, byście mogli poznać ciekawe istoty z różnych wierzeń. Zachęcam także do odwiedzenia mojego profilu na Facebooku, gdzie publikuję informacje o nowych artykułach na blogu, jak i zapowiedzi tego, co pojawi się na Youtube. A jeśli możesz, drogi Czytelniku lub droga Czytelniczko, wesprzeć moją twórczość finansowo, zapraszam do odwiedzenia strony na Patronite, by zostać Patronem wzorem Piotra Brachowicza. Chciałbym również serdecznie podziękować Piotrowi za całe wsparcie, porady i nakierowanie na nowe rozwiązania w rozwijaniu kanału. A tymczasem, bywajcie!

piątek, 27 marca 2026

Inugarulligaarjuit


Inuici to rdzenne ludy Arktyki. Postaci z ich wierzeń pojawiły się już na tym kanale, gdy opowiadaliśmy sobie o takich istotach jak Mahaha czy Akhiyyini. Noce polarne zapewne sprzyjały snuciu opowieści o rożnych istotach, które zamieszkują ten mroźny i surowy klimat. Dziś poznamy nowe stworzenie. Ufam, że nie połamię sobie języka, ale chciałbym Wam przedstawić Inugarulligaarjuita.

Inugarulligaarjuit, znany także lokalnie jako Inuraraq, Memegwaans, Tornit, Tuurit, Qalupalik, Ijiraat albo Inugarullit, to dosłownie Mały Człowiek. Ten sam rdzeń znajduje się w słowie Inuit, gdyż ta nazwa oznacza ni mniej, ni więcej, tylko Człowieka. A to tylko część z ich imion pod jakimi znany jest na terenach Alaski, Syberii czy Grenlandii. Ufam, że zrozumiecie, jeśli będę używał tego ostatniego imienia na potrzeby dzisiejszego materiału, w obawie przed realnym zagrożeniem połamania sobie języka. Inugarullit przejawiał cechy i wyrażał emocje podobne do ludzkich, stąd tez wśród Inuitów przekonanie, że nie wolno było na niego polować.

Inugarullici potrafili być zarówno pomocni, jak i złośliwi. Postrzega się ich jako strażników przyrody. Nie ma jednolitego opisu ich wyglądu, różnią się w zależności od regionu i plemienia, w którym o nich opowiadają, podobnie, jak już wskazałem, różnią się ich regionalne nazwy. Mogą być wysokości trzyletniego dziecka, a w innej części Arktyki zdecydowanie niżsi, lub wręcz odwrotnie. I podobnie, jeśli chodzi o ich twarze, w jednych regionach mówi się, że wyglądają jak ludzkie, ale w miniaturce, a w innych przypisuje im się zwierzęce oczy, kły, czy spiczaste uszy. Tak samo z ciałem, w zależności od plemienia, mogą nosić ubiór na modłę Inuitów, albo być małymi krasnalami, których całe ciało jest pokryte futrem.

Inugarulligaarjuit, ChatGPT 2025


Co jednak jest ich wspólną cechą, niezależnie od regionu, to nadnaturalna tężyzna, przewyższająca ludzką siłę. Widuje się ich noszących narzędzia czterokrotnie większe od nich samych lub polujących na renifery karibu. Są też niestrudzeni, bo potrafią godzinami a nawet dniami maszerować bez odpoczynku w niskich temperaturach. Zauważeni przez ludzi, mogą stać się niewidoczni lub zamienić się w jakieś zwierzę albo w element otoczenia, jak chociażby kamień, by się ukryć. Potrafią także z gracją i lekkością poruszać się po śniegu. Nie grzęzną w zaspach jak ludzie, a ich chód jest lekki i raźny. Skojarzenia w tym miejscu do Legolasa z Władcy Pierścieni są jak najbardziej na miejscu.

Inugarullici to istoty społeczne. Tworzyli plemiona, którym miała przewodzić starszyzna. Jest to o tyle istotne, że w takich samych plemionach i wioskach żyją sami Inuici. Tak więc wiara, iż również duchowi strażnicy przyrody w Arktyce żyją w podobnej cywilizacji, wskazuje na naturalną i pierwotną potrzebę zrzeszania się ludzi w większe grupy i że każdy ma swoje miejsce w społeczeństwie, a także na tym świecie.

Wspominałem, że oprócz patronowania nad przyrodą mogą mieć także bardziej psotną naturę. Znane są historie, w których Inugarullit wyprowadzał zagubione dziecko na manowce lub wręcz zwabiał do swojego lodowego domku w kształcie igloo. Z kolei wśród plemion Inuitów zamieszkujących wschodnią Kanadę wierzy się, że Inugarullitem może zostać dusza przodka danego plemienia. Taka istota jest dobroduszna i pomocna. Potrafi także wyleczyć chorobę, na którą zapadł człek, czy też uspokoić pogodę, jeśli ktoś zabłądził w burzy śnieżnej, a swoim zachowaniem i uczynkami zaskarbił sobie szacunek Inugarullitów. Potrafiły także pomagać ludziom w polowaniach, wskazując miejsca bytowania zwierzyny. Wśród plemienia Inuvialuitów, czyli Inuitów z zachodniej Kanady, znana jest historia, jak pewien zagubiony ślepy chłopiec został znaleziony przez Inugarullitów, następnie został przez nich odziany ciepło, nakarmiony i odprowadzony w pobliże ludzkich siedlisk.

Inugarulligaarjuit, ChatGPT 2025


Również współcześnie Inuici respektują Małych Ludzi. Miejsca uznawane za ich siedliska, są omijane, by nie naruszać spokoju Inugarullitów. Właśnie tym szacunkiem do magicznych istot i przyrody można zaskarbić sobie ich przychylność.

Podsumowując, Inugarullici przypominają wiele innych, niewielkich i magicznych stworzeń z różnych wierzeń, które już omawialiśmy sobie na blogu, jak Tusse, Vittry ze Skandynawii czy słowiańskie Polewiki i Domowoje. Potrafią być zarówno pomocne, jak i złośliwe. Jednak symbolizują jedność z naturą, więc są dokładnie takie jak ona, mogą wyrządzić szkodę, ale częściej obdarowują i pomagają, jeśli okaże im się szacunek. Na tle poprzednich gości z inuickich legend, czyli Mahahy oraz Ahkiyyini, na pewno wypadają bardziej przyjaźnie.

Na dziś to tyle. Zostawcie subskrypcję na Youtube, jeśli jeszcze tego nie zrobiliście, by nie ominęły Was następne materiały, a także polubienia, jeśli odcinek Wam się podobał. Chciałbym również zaprosić do odsłuchania innym nagrań, które już miały premierę na kanale, byście mogli poznać ciekawe istoty z różnych wierzeń. Zachęcam także do odwiedzenia mojego profilu na Facebooku, gdzie publikuję informacje o nowych artykułach na blogu, jak i zapowiedzi tego, co pojawi się na Youtube. A jeśli możesz, drogi Czytelniku lub droga Czytelniczko, wesprzeć moją twórczość finansowo, zapraszam do odwiedzenia strony na Patronite, by zostać Patronem wzorem Piotra Brachowicza. Chciałbym również serdecznie podziękować Piotrowi za całe wsparcie, porady i nakierowanie na nowe rozwiązania w rozwijaniu kanału. A tymczasem, bywajcie!

piątek, 13 marca 2026

Kwasir

Pokój między Asami i Wanami
Copilot, 2026


U zarania dziejów doszło do wielkiej wojny między dynastiami Asów i Wanów. Ci pierwsi przegrali i stracili swoje królestwo, Asgard, na całą dekadę. Jednak po dziesięciu latach Asowie pod wodzą Odyna ponowili działania wojenne. Tym razem walki były bardziej wyrównane, żadna ze stron nie mogła uzyskać przewagi. Doszło do wielu zniszczeń a działania przeciągały się w nieskończoność. W końcu postanowiono zawrzeć pokój. Wymieniono zakładników. Do Asgardu spośród Wanów przeprowadzili się Njord oraz jego dzieci, Frej i Freja. Z kolei do Wanaheimu przeniósł się Mimir oraz Hönir. Postanowiono także przypieczętować rozejm pewnym rytuałem. 

Każdy z Bogów z obu dynastii miał napluć do kotła. Po zakończeniu tej ceremonii z naczynia wyłoniła się nowopowstała istota. Był nim Kwasir (kvass – płyn, zakwas), który narodził się w ten sposób z całą mądrością Asów i Wanów. Nie miał sobie równych i potrafił odpowiadać rzeczowo na nawet najtrudniejsze pytania a także być w stanie rozwiązywać najbardziej skomplikowane łamigłówki. Być może jako najmądrzejszy utożsamiał też ideę pokoju, który nastał po nikomu nie służącej wojnie.

Śmierć Baldura
Copilot,2026

Swą mądrością wykazał się po zabójstwie Baldura. Loki, który doprowadził do śmiertelnego wypadku, dając ślepemu Hodurowi strzałę z jemioły, uciekł, przemieniając się w łososia. Był zbyt nieuchwytny, by któryś z Bogów, którzy ruszyli za nim w pościg, był w stanie go złapać. Kwasir jako jedyny w tej czarnej godzinie zachował zdrowy rozsądek i zasugerował, by na fortel Lokiego odpowiedzieć w adekwatny sposób – schwytać go w sieć rybacką. Metoda się sprawdziła, a Bóg Oszustw został pojmany i uwięziony aż po czasy Rangaröku.

Historia Kwasira nie ma szczęśliwego zakończenia. Będąc osobą dobrego serca, podróżował po Światach, dzieląc się swoją mądrością. Dowiedziały się o tym dwa krasnoludy, Fjalar oraz Galar. Zaprosiły Kwasira do swojego domu, a następnie zabiły go i wymieszały jego krew z miodem w kotle o nazwie Odrörer (nord. Wywołujący Trans) oraz w kadziach zwanych Són i Boðn, tworząc pierwszy miód pitny w historii Dziewięciu Światów. Starczyło go na trzy dzbany. Asom przekazały, iż ich gość udusił się własną mądrością, ponieważ w ich domostwie nie było nikogo wystarczająco inteligentnego, by zadawać mu jakiekolwiek pytania, na które Kwasir mógłby odpowiedzieć (Brzmi przekonująco, nie sądzicie?).

Następnie Fjalar i Galar zabiły olbrzyma, Gillinga. Jego syn, Suttung umieścił dwóch morderców na skale, którą następnie groził utopić wespół z nimi. Krasnoludy targowały się o swoje życie, oferując między innymi miód pitny z krwią Kwasira. I tak oto Suttung przejął magiczny napój a następnie umieścił w beczkach w jaskini Hnitbiorg. Pilnować go miała jego córka, Gunnlöd. Przebiegły Odyn uwiódł ją i następnie skradł Miód Poezji, jak go nazywano.

Kwasir
Copilot, 2026

Na dziś to tyle. Zostawcie subskrypcję na Youtube, jeśli jeszcze tego nie zrobiliście, by nie ominęły Was następne materiały, a także polubienia, jeśli odcinek Wam się podobał. Chciałbym również zaprosić do odsłuchania innym nagrań, które już miały premierę na kanale, byście mogli poznać ciekawe istoty z różnych wierzeń. Zachęcam także do odwiedzenia mojego profilu na Facebooku, gdzie publikuję informacje o nowych artykułach na blogu, jak i zapowiedzi tego, co pojawi się na Youtube. A jeśli możesz, drogi Czytelniku lub droga Czytelniczko, wesprzeć moją twórczość finansowo, zapraszam do odwiedzenia strony na Patronite, by zostać Patronem wzorem Piotra Brachowicza. Chciałbym również serdecznie podziękować Piotrowi za całe wsparcie, porady i nakierowanie na nowe rozwiązania w rozwijaniu kanału. A tymczasem, bywajcie!

piątek, 27 lutego 2026

Kitsune - Mity dla dzieci

 


Dziś opowiemy sobie o Kitsune, magicznych lisach z japońskich legend. Im są starsze, tym więcej mają ogonów. Najstarsze Kitsune posiadają ich aż dziewięć! Są bardzo mądre i pomocne dla ludzi. Są opiekuńcze i potrafią leczyć choroby. Istnieją ich różne odmiany, rude, białe, złote, srebrne oraz czarne. Złote lisy symbolizują Słońce na błękitnym niebie, a srebrne Księżyc na nocnym niebie.

W japońskich świątyniach stawiano kamienne figury tym małym, sprytnym lisom, które jak wierzono, odganiają złe moce. Potrafią także zamieniać się w ludzi, piękne kobiety, mądrych mnichów czy wiekowych starców. Często w ich wyglądzie zdradzają je lisie cechy, jak spiczaste uszy, czy puszysty ogon.

Kitsune
Copilot


Zdarza się także, że te małe futrzaste zwierzaki o kilku ogonach płatają ludziom figle. Potrafią dać komuś banknoty i monety. Następnie te pieniążki, ku zdziwieniu człowieka, zamieniają się w liście i kamyki, a Kitsune widząc to, zaczyna się śmiać.

Kitsune kontrolują pogodę. Mogą wpływać na to, czy świeci słońce, czy pada deszcz. Sprawują także władzę nad Błędnymi Ognikami, które w Japonii nazywa się Lisimi Ognikami.

Jednym z atrybutów Kitsune jest Gwiezdny Klejnot, magiczna kula, wielkości mandarynki, którą Lis trzyma w swoich łapkach. Klejnoty świecą jasnym, ciepłym światłem. To właśnie w niej zamknięta jest magiczna moc tego stworzenia.

Kitsune
Gemini

Kitsune to straszne łasuchy. Lubią zwłaszcza smażone tofu z makaronem, któremu nie mogą się oprzeć. Tofu to taki biały, miękki ser, zrobiony z soi. To ich ulubiona potrawa. Nawet współcześnie w Japonii na taką potrawę mówi się Makaron Lisa.

Kitsune to niesamowite istoty. Magiczne i szanowane w Japonii. To dobre stworzenia, ale czasami lubią sobie żartować. Ich ogony, których mogą mieć nawet dziewięć, wyglądają dostojnie i pięknie. Zapraszam do podzielenia się opinia, czy słyszeliście o Kitsune i co w opowieści o nich najbardziej Wam się podoba.

Na dziś to tyle. Zostawcie subskrypcję na Youtube, jeśli jeszcze tego nie zrobiliście, by nie ominęły Was następne materiały, a także polubienia, jeśli odcinek Wam się podobał. Chciałbym również zaprosić do odsłuchania innym nagrań, które już miały premierę na kanale, byście mogli poznać ciekawe istoty z różnych wierzeń. Zachęcam także do odwiedzenia mojego profilu na Facebooku, gdzie publikuję informacje o nowych artykułach na blogu, jak i zapowiedzi tego, co pojawi się na Youtube. A jeśli możesz, drogi Czytelniku lub droga Czytelniczko, wesprzeć moją twórczość finansowo, zapraszam do odwiedzenia strony na Patronite, by zostać Patronem wzorem Piotra Brachowicza. Chciałbym również serdecznie podziękować Piotrowi za całe wsparcie, porady i nakierowanie na nowe rozwiązania w rozwijaniu kanału. A tymczasem, bywajcie!

piątek, 20 lutego 2026

Nidhogg - Gryzący Strach

 

Nidhogg
ChatGPT 2025


W skandynawskich wierzeniach istnieje dziewięć światów zamieszkałych przez rożne istoty żywe… No, i nie tylko żywe. Wśród tych krain jest Niflheim, Świat Mgieł. Był on przedsionkiem zaświatów, Helheimu. To mroczne i chłodne miejsce. Stanowił jednak dom dla pewnej straszliwej i niszczycielskiej istoty, która będzie bohaterem dzisiejszego tematu.

Mowa o olbrzymim potworze Nidhoggu (nord. Níðhöggr), którego siedliszczem była Niðafjöll, Mroczna Góra w podziemnym świecie. W Eddzie Poetyckiej opisywany jest jako mroczny i latający smok. Jego imię próbuje się tłumaczyć na różne sposoby. Na blogu, w materiale o nordyckich zaświatach, do którego przeczytania zachęcam, zdecydowałem się na wersję Napastnik, Który Napiętnuje, jednak inne tłumaczenia wskazują na Napastnika w Ciemnościach albo Gryzącego Pod Ziemią albo Gryzący Strach. Ciekawostką jest, iż przedrostek níð, występujący w jego imieniu, wikingowie używali także, by piętnować osoby pozbawione honoru lub wyjęte spod prawa. Wracając jednak do Nidhogga, wszystkie te miana pasują do tej bestii, gdyż przez większość czasu zajmował się pogryzaniem korzeni kosmicznego jesionu Yggdrasil, by strącić z czubka tego drzewa Wielkiego Orła. Między smokiem a ptakiem dochodziło do napięć, gdyż wiadomości między nimi przenosiła wiewiórka Ratatosk. Gryzoniowi przypisuje się złośliwość i celowe przekręcenia słów obydwu istot, by podsycić konflikt między nimi. A przez te waśnie, Nidhogg dążył do uszkodzenia Yggdrasilla, co mu się w końcu uda, w dniu Ragnaröku, Zmierzchu Bogów. I mamy tu wyjaśnienie, dlaczego niektórzy tłumaczą jego imię jako Gryzący Pod Ziemią albo Gryzący Strach.

Pałac w Náströndzie
ChatGPT 2025


Z kolei o Napastniku, możemy mówić w kontekście jego żądnej krwi natury. Kiedy zawył czterooki ogar Garm, smok wiedział, że w świecie śmiertelników rozegrała się jakaś bitwa i krew poległych wsiąknie w ziemię, a następnie skapywać będzie do Niflheimu. Odstępował tedy od podgryzania korzeni Yggdrasilu i spijał czerwoną posokę. Napastował także dusze osób, które trafiały do jednego z najgorszych miejsc w nordyckich zaświatach, które niczym te z Boskiej Komedii Dantego, dzielą się na wiele zakątków, lepszych i gorszych, bardziej przyjaznych i tych bardziej wrogich. Tym bodaj najgorszym był pałac w Náströndzie, która nazwa oznacza Wybrzeże Umarłych. Opisywano go jako miejsce wielkiego zła i ciemności. Ściany tego przybytku zbudowane były z żywych węży, które kąsały potępione dusze. Ponadto, potępieni cierpieli męki wiecznego chłodu, a jednocześnie pieczenia od jadu węży, który skapywał nań ze sklepienia. Trucizny gromadziło się tyle, że wypełnia także dno wnętrza Náströndu, tworząc upiorny basen, w którym dusze musiały brodził po pas. Do tego niewątpliwie mało urokliwego miejsca można było trafić zabijając za życia dziecko lub dopuszczając się zdrady, co w wierzeniach wikingów było wyjątkowo piętnowanym grzechem.

I to wkracza Nidhogg, cały na czarno, który podchodził pod Náströnd i zjadał potępione dusze. Gryzł, przeżuwał i wypluwał. Łamanie kości i rozszarpywanie ciała nie kończyło się jednak śmiercią, pomimo iż było niewątpliwie bolesne. Dusze z Náströndu mogły doznawać takich katuszy wielokrotnie, aż do dnia Ragnaröku. Bowiem i Nidhogga nie ominie jego przeznaczenie i zginie podczas Zmierzchu Bogów. Przynajmniej tak mówi jedna interpretacja.

Nidhogg podczas Ragnaröku
Copilot 2025

Za Eddą Poetycką w przekładzie Eysteinna Björnssona:

Þar kømr inn dimmi
dreki fljúgandi,
naðr fránn, neðan
frá Niðafjöllum.
Berr sér í fjöðrum
—flýgr völl yfir—
Níðhöggr nái—
nú mun hon søkkvask.

 

Nadlatuje mroczny smok

Lśniąca żmija

z Mrocznej Góry.

Niesie między piórami

– przelatując nad lądem –

Trupy Nidhogga, które zrzuca 

Teraz niech utonie.

Dwuznaczne jest określenie Trupy Nidhogga, które zrzuca. Czy oznacza to, że rozpęta piekło i będzie ciskał ciałami swych ofiar podczas tej decydującej dla świata bitwy? A może zrzuci je metaforycznie, niczym emocjonalny ciężar lub poczucie winy? Być może u kresu świata zrozumie, że wieści, które do niego docierały. za pośrednictwem Ratatoska. były przekręcane i cała jego nienawiść oparta była na kłamstwie. A zatem, czy tak, jak świat po Ragnaröku się odmieni, może jest i szansa dla Nidhogga? Tu zostawiam pole do interpretacji Wam, czy te wersy wieszczą jego śmierć, czy odkupienie. A może i jedno i drugie?

Nidhogg jest symbolem chaosu i zniszczenia, uosobieniem tego, co zagraża całej strukturze Wszechświata reprezentowanego przez drzewo Yggdrasil. Ale jest też, niczym Szatan z hebrajskich wierzeń, katem złych i potępionych dusz. Nie ma bowiem życia bez śmierci. Nie ma stworzenia bez zniszczenia. I coś, w co chciałbym wierzyć, nie ma zbrodni bez kary.

Współcześnie Nidhogg zawitał do gry God of War: Ragnarok, gdzie jest jednym z bossów, z którymi musi zmierzyć się Kratos.

Nidhogg w Gimle...
Copilot 2025

Na dziś to tyle. Zostawcie subskrypcję na Youtube, jeśli jeszcze tego nie zrobiliście, by nie ominęły Was następne materiały, a także polubienia, jeśli odcinek Wam się podobał. Chciałbym również zaprosić do odsłuchania innym nagrań, które już miały premierę na kanale, byście mogli poznać ciekawe istoty z różnych wierzeń. Zachęcam także do odwiedzenia mojego profilu na Facebooku, gdzie publikuję informacje o nowych artykułach na blogu, jak i zapowiedzi tego, co pojawi się na Youtube. A jeśli możesz, drogi Czytelniku lub droga Czytelniczko, wesprzeć moją twórczość finansowo, zapraszam do odwiedzenia strony na Patronite, by zostać Patronem wzorem Piotra Brachowicza. Chciałbym również serdecznie podziękować Piotrowi za całe wsparcie, porady i nakierowanie na nowe rozwiązania w rozwijaniu kanału. A tymczasem, bywajcie!

piątek, 13 lutego 2026

Gimle - Niebo


 


Rusałki



Dziś wracamy na słowiańskie ziemie, by poznać kolejną istotę z rodzimych wierzeń. W lasach i nad brzegami jezior drzewiej można było spotkać urodziwe dziewczyny. Jednak niech wygląd Was nie zwiedzie, ponieważ nie były one żywymi istotami. Mowa o rusałkach, którym będzie poświęcony dzisiejszy temat.

Rusałkami stawały się panny, które zmarły tragicznie przed zamążpójściem, chociażby poprzez utopienie się. Następnie wracały do świata śmiertelników, objawiając się ludziom w pobliżu zbiorników wodnych lub w lasach pod postacią młodych i pięknych dziewczyn, o długich, rozpuszczonych włosach. Te włosy mogły zdradzić ich prawdziwą naturę, gdyż z bliska mieniły się nienaturalnym, zielonym odcieniem. Innym znakiem, który je zdradzał, były odciski stóp. Pomimo, że człek widząc je, był pewien, że mają delikatne, dziewczęce nogi, ślady, które po nich zostawały na brzegu wyglądały jak ślady gęsi. Często pojawiają się w wiankach z kwiatów, który był tradycyjnym nakryciem głowy panien przez ślubem. Stąd też o kobiecie zamężnej mówiło się, iż straciła wianek. Rusałki mogły być odziane w białe suknie, półnagie lub pojawiać się całkowicie nago. Dziewczyna porwana przez inne rusałki mogła także zostać zamieniona w jedną z nich. Jeśli jej rodzina szukała jej i znalazła po niej jeno jej wianek, a sama krewna zniknęła na dobre, za takie uprowadzenie obwiniano właśnie rusałki.

Rusałki
Copilot


Swym wyglądem kusiły młodych mężczyzn i zwabiały ich do tańca, który trwał tak długo, aż nieszczęśnik umierał z wycieńczenia. Potrafiły także załaskotać ofiarę na śmierć lub utopić w jeziorze, którego brzegi nawiedzały. Często można było zaobserwować je, jak tańczą w grupie. Taki taniec hipnotyzował obserwatorów, wabiąc ich bliżej. A gdy już mężczyźni znaleźli się zbyt blisko, byli porywani we wspomniany śmiertelny taniec. Istniał jednak cień szansy, by się z niego uwolnić. Czasami się zdarzało, że rusałka zadawała zagadkę swojej ofierze. Jeśli młodzieniec zachował się rozsądnie, oparł się zauroczeniu i co ważniejsze, wykazałaś się mądrością, poprawnie odpowiadając na zagwozdkę, rusałka puszczała go wolno.

Jeśli chłopak wykazał się do tego sprytem, i oprócz wyjścia żywym z takiego mistycznego spotkania, udało mu się ukraść wianek rusałki, zyskiwał magiczny artefakt. Tak przynajmniej wierzyli południowi Słowianie z Bałkanów.

Rusałka i młodzieniec
Copilot

Powiada się iż istoty te nie lubiły gorzkiego zapachu piołunu, dlatego by się przed nimi uchronić, dobrze było mieć jego liście przy sobie. Szczególną uwagę należało zachować podczas tak zwanego Rusalczego Tygodnia, o którym wspominał już Jan Długosz, a który obchodzony był w czerwcu. Wierzono, że właśnie wtedy rusałki są wyjątkowo aktywne. Nie należało wtedy rozwieszać prania, by jakaś rusałka się w nie zaplątała, co ściągnęłoby na ludzi jej gniew. Tak samo podczas Rusalczego Tygodnia nie można było kąpać się w jeziorach i rzekach, by nie kusić losu. Obrzędy te obchodzone były na terenach Białorusi, Rosji i Ukrainy jeszcze w dwudziestoleciu międzywojennym.

Z kolei, by je udobruchać, zostawiano na brzegach jezior chleb i sól, jako poczęstunek dla tych magicznych istot. Ponoć również spuszczenie wzroku na ziemię i nie patrzenie rusałce w oczy, mogło uchronić przed zauroczeniem i porwaniem do śmiertelnego tańca. Można także było nosić przy sobie coś czerwono. Jak już wiemy, ten kolor odstraszał także inne stwory, jak opisane na moim blogu mamuny, czy licho, o którym powstał już materiał na tym kanale. Zachęcam do zapoznania się z materiałami o tych istotach, a teraz wróćmy do tematu rusałek.

Istniały także dobre strony rusałek. W wielu miejscach krążyły historie, jakoby zagubione dzieci, czy też, gdy zostały zaatakowane przez dzikie zwierzęta, zostały uratowane przez te duchy i odprowadzone bezpieczne w pobliże ludzkich siedlisk. Rusałki miały bowiem nie krzywdzić dziatków. Powiadano także, że jeśli w jakimś miejscu zaobserwowano rusałki, to w tej okolicy będzie urodzaj, gdyż ich magiczne moce sprawiały, że ziemia stawała się bardziej płodna. Tak samo podczas Rusalczego Tygodnia często odprawiano rytualne tańce wokół chorych, bowiem w tym magicznym czasie łatwiej było wypędzić chorobę.

Rusałki
Copilot

Uważa się, iż samo słowo rusałka powstało dość późno i wywodzi się z łacińskiego słowa rosalia oznaczającego święto róż. Miało rzekomo nawiązywać do uroczystości, podczas której pewnej nimfie, a więc istocie podobnej do rusałki, składano ofiary z róż. Innego źródła dopatruje się pochodzenia tej nazwy w słowie rusa, oznaczającego coś jasnego lub świecącego. Nie da się jednak ukryć, że słowiańskie rusałki podobne są do nimf, czy syren z innych wierzeń. Najstarsza wzmianka o rusałkach, która zachowała się do naszych czasów, to graffiti na ścianie Soboru Mądrości Bożej w Nowogrodzie Wielkim, który to napis datuje się na XI wiek.

Z rusałkami utożsamia się także inne istoty, często uważając ich nazwy za synonimy tych pierwszych. I tak oto mamy boginki, brzeginie, dziwożony, kupałki, łaskotałki, ta nazwa niewątpliwie nawiązuje do tortur, jakie stosowały na młodzieńcach. Następnie majki, mawki, wodne panny lub żony, wodiany czy wiły. W przyszłości część z tych istot również sobie omówimy, gdyż wedle podań z różnych regionów, rozróżniało je od rusałek.

Pamięć o rusałkach jest ciągle żywa. Przytoczmy sobie kilka przykładów, gdzie można się spotkać z nimi. Mianem rusałek obecnie nazywa się kilka odmian motyli, dobrze znanych z polskich łąk i pól. Z kolei w opowiadaniach Andrzeja Sapkowskiego o wiedźminie, Geralt mylnie bierze pewną bruxę za rusałkę. Rusałki zawitały także do cyklu gier Heroes of Might and Magic. Na marginesie, trzecia część tej gry jest najlepsza. Rzekłem.  

Na dziś to tyle. Zostawcie subskrypcję na Youtube, jeśli jeszcze tego nie zrobiliście, by nie ominęły Was następne materiały, a także polubienia, jeśli odcinek Wam się podobał. Chciałbym również zaprosić do odsłuchania innym nagrań, które już miały premierę na kanale, byście mogli poznać ciekawe istoty z różnych wierzeń. Zachęcam także do odwiedzenia mojego profilu na Facebooku, gdzie publikuję informacje o nowych artykułach na blogu, jak i zapowiedzi tego, co pojawi się na Youtube. A jeśli możesz, drogi Czytelniku lub droga Czytelniczko, wesprzeć moją twórczość finansowo, zapraszam do odwiedzenia strony na Patronite, by zostać Patronem wzorem Piotra Brachowicza. Chciałbym również serdecznie podziękować Piotrowi za całe wsparcie, porady i nakierowanie na nowe rozwiązania w rozwijaniu kanału. A tymczasem, bywajcie!

piątek, 6 lutego 2026

Złoto Ægira

 


Daikokuten - Bóg Szczęścia 大黒天



Dziś ponownie odwiedzimy kraj Kwitnącej Wiśni. Zachęcam do odsłuchania poprzedniego materiału o Japonii, a konkretniej, o Ptaku Gromu, Raicho. Tymczasem, przechodzę do nowego tematu. A jego bohaterem jest Daikokuten.

Daikokuten, znany też jako Daikoku, jest Bogiem szczęścia i bogactwa. Nie jest jedyny. Należy do gronowa zwanego Shichi-Fukujin, czyli Siedmioro Bogów Szczęścia. Nie są to istoty z rdzennych wierzeń japońskich. Część z nich została zaadaptowana z mitów chińskich, a część z buddyjskich, w tym Daikokuten właśnie. Prawdopodobnie stał się japońską wersją hinduskiego bóstwa Mahakali, połączonego ze wcześniejszą osobą japońskiego Boga Ōkuninushiego. Powód był dość nietypowy – imię  Ōkuninushiego (大国主) a raczej pierwsze dwa znaki zapisane w nim, można przeczytać jako Daikoku (大国). Jest więc przykładem Bóstwa synkretycznego, czyli powstało z połączenia dwóch systemów wierzeń, w tym wypadku buddyzmu oraz shintoizmu. Inne, ciekawe przypadki synkretyzmu religijnego możecie znaleźć na moim blogu w tematach takich, jak o Lokim z Kumbrii oraz o krzyżu z Gosforth. Wróćmy jednak do japońskiego Daikokutena.

Takarabune
ChatGPT, 2025


Siedmioro Bogów Szczęścia podróżowało na statku zwanym Takarabune, co tłumaczyć można na Statek Pełen Skarbów. Jego dziób był w kształcie głowy smoka, a na pokładzie pełno było złota oraz innych magicznych przedmiotów, takich jak czapka-niewidka czy worek, który zawsze sam napełniał się monetami. Nie ukrywam, chciałbym taki. Jak ktoś z Was wie, gdzie można go kupić, dajcie mi znać w komentarzach. Wracając do Shichi-Fukujin, zgodnie z ich nazwą, mieli przynosić swoim wyznawcom bogactwo, szczęście oraz powodzenie w przedsięwzięciach.

Co się tyczy samego Daikokutena. Jego imię można tłumaczyć jako Wielki Czarny Bóg. Nie chodzi tu jednak o Ciemność, albo Zło. Ot, po prostu o nawiązanie do Czerni, jako koloru. Jedną z poszlak, czemu tak może być, przytoczymy sobie później. Najczęściej przedstawia się go w myśliwskim, dworskim bądź rolniczym odzieniu. Nosi czarną czapkę. W ręce dzierży złoty młotek Uchide-no-Kozuchi, dosłownie tłumacząc Uderzający Mały Młotek. Jest to młotek szczęścia, który spełnia życzenia. Często przedstawia się go stojącego na workach ryżu, a więc symbolu dobrobytu i dostatku. Może też mieć taki worek ryżu zarzucony na plecy. Towarzyszyć mu może szczur, albo kilka szczurów, a także biały zając – zwierzęta symbolizujące szczęście, a także płodność. To inna domena Daikokutena – jest też patronem płodności. Innym jego symbolem jest daikon, zbieżność nazw nie jest przypadkowa. Jest to rzodkiew japońska, znana także jako Narzeczona Daikoku.  

Fuku-Nusubi
ChatGPT, 2025

Z Daikokutenem wiąże się dziwny zwyczaj Fuku-Nusubi, czyli Szczęśliwej Kradzieży. Jeśli ktoś ukradnie wizerunek tegp Boga i nie zostanie przyłapany, to zyska jego szczęście i jego powodzenie różnych przedsięwzięć zwiększy się. Cóż, nie komentuję. Ja to wolałbym, by nikt mi nic nie kradł. Co ciekawe, jedno z towarzyszących Daikokutenowi zwierząt, szczur, ma swoją porę dnia, a raczej nocy. Godziną szczura nazywa się czas mniej więcej od 23:00 do 1:00 w nocy. Zapewne to jedna z ulubionych pór złodziei. W tym miejscu warto wrócić do jego imienia, Wielkiego Czarnego Boga. Być może Czerń, to także symbol nocnej pory. Jednocześnie warto podkreślić, że sam Daikokuten nie był i nie jest patronem złodziei.

Podobizny Daikokutena były powszechnie umieszczane w kuchniach. Szczególną czcią obdarzali go także rolnicy, jako iż był bóstwem urodzaju. Być może stąd reprezentowanie go z workami ryżu. Ponadto, w tradycyjnych, japońskich, drewnianych domach główny filar wspierający konstrukcję nazywany jest Daikoku-bashira, co pochodzi właśnie od imienia Boga szczęścia.

Najważniejszą świątynią poświęconą Daikokutenowi, a raczej Ōkuninushiemu, jest Izumo-Taisha w prefekturze Shimane. Świątynia ta jest rytualnie rozbierana i odbudowana w tym samy drewnianym stylu. Ostatnia tak przebudowa miała miejsce w 1744 roku.

Ōkuninushi
Copilot, 2025

W średniowieczu istniał zwyczaj, iż żebracy chodzący od domu do domu i proszący i datki oraz żywność, przebierali się za Daikokutena. Zwyczaj ten zwany był Daikoku-mai, czyli Taniec Daikoku, gdyż tacy żebracy często się popisywali, tańcząc i śpiewając, by w ten sposób zarobić na grosz. No, mówiąc dokładniej, nie na grosz, a na japońskiego jena.

Jeśli już jesteśmy w temacie pieniędzy, jeszcze jedna. Pierwsze papierowe banknoty w Japonii wprowadzono do obiegu w 1885 roku. Znalazł się na nich właśnie wizerunek Daikokutena, jako Bóstwa bogactwa.

A czy Wy znaliście tego wesołego Boga? Kiedy pierwszy raz przeczytałem o nim i o dziedzinach, którym patronuje, zdał mi się bardzo pozytywną postacią, dlatego chciałem przybliżyć go na moim blogu i kanale. Zachęcam do pozostawiania komentarzy z przemyśleniami, co o nim sądzicie.

Na dziś to tyle. Zostawcie subskrypcję na Youtube, jeśli jeszcze tego nie zrobiliście, by nie ominęły Was następne materiały, a także polubienia, jeśli odcinek Wam się podobał. Chciałbym również zaprosić do odsłuchania innym nagrań, które już miały premierę na kanale, byście mogli poznać ciekawe istoty z różnych wierzeń. Zachęcam także do odwiedzenia mojego profilu na Facebooku, gdzie publikuję informacje o nowych artykułach na blogu, jak i zapowiedzi tego, co pojawi się na Youtube. A jeśli możesz, drogi Czytelniku lub droga Czytelniczko, wesprzeć moją twórczość finansowo, zapraszam do odwiedzenia strony na Patronite, by zostać Patronem wzorem Piotra Brachowicza. Chciałbym również serdecznie podziękować Piotrowi za całe wsparcie, porady i nakierowanie na nowe rozwiązania w rozwijaniu kanału. A tymczasem, bywajcie!