piątek, 28 sierpnia 2026

Bies

 


To, co nieznane budzi strach. To, co nieokiełznane może być niebezpieczne. Na świecie codziennie dochodzi do tragedii. Wypadki, ludzkie dramaty, kataklizmy na wielką skalę. Człowiek żyje w poczuciu, że cywilizacja zapewnia mu bezpieczeństwo. Jednak w momencie, gdy dotykają nas lub naszych bliskich nieszczęścia, często zdajemy sobie sprawę, jak kruche są te pozory. I to nawet dziś, kiedy możemy cieszyć się dobrodziejstwami cywilizacji i wynalazkami, jakich nie znały pokolenia przed nami. Co one musiały czuć? W średniowieczu, gdy drogi nie były oświetlone? Gdy nie było serwisów informacyjnych ani służb mundurowych? Gdy znany świat często ograniczał się do jednej wioski, w której się mieszkało i pracowało, a wszystko poza nią było nieodkrytą, białą plamą na przysłowiowej mapie? Strach w tamtych czasach nabierał kształtu. Był przedstawiany pod postacią przerażającego stworzenia, o którym sobie dziś opowiemy. Wśród Słowian nazywano go Biesem.

Bies żył na słowiańskich ziemiach już w czasach przedchrześcijańskich. Najstarszy zapis jego miana to prasłowiańskie słowo bĕsъ, oznaczające Coś strasznego lub przerażającego, pochodzi ze Słowa o zakonie i łasce, staroruskiego kazania z końca X wieku. Przypomina więc Licho, któremu już poświeciłem jeden temat, bo zarówno słowo to opisywało istotę, jak i stan, odczucia lub zdarzenie. Śladów po tym terminie można ciągle doszukiwać się w litewskim słowie baisùs, tłumaczonym na polski jako przymiotnik straszny.

Bies
ChatGPT 2026

Bies bytował w puszczach i na mokradłach, daleko od siedlisk ludzkich. W dzikich ostępach, które powodowały strach i poczucie osamotnienia, a także przytłoczenia. Nie raz już poruszaliśmy ten motyw. Lasy były nieznane, pełne zwierzyny, ale i drapieżników. Każdy szelest, uchwycony kątem oka ruch, zwłaszcza przy złej pogodzie lub późną porą, potęgowały uczucie lęku przed nieznanym i byciem obserwowanym.

Po chrystianizacji Słowiańszczyzny Biesy zaczęto utożsamiać z Diabłami, by pokazać ich piekielną naturę. Jednak przez następne stulecia przetrwało także powiedzenie zbiesić się, a więc wpaść w gniew. Zatraciło ono swój pierwotny charakter, gdyż nie nawiązywało do roli Biesa, jako istoty budzącej strach, a właśnie do zła, które przypisywano mu przez chrześcijan. Z czasem mianem Biesów nazywano każdą demoniczną istotę. Tym określeniem Nestor w swojej Powieści Minionych Lat przezwał słowiańskich Bogów, których posągi w Kijowie zostały postawione przez Włodzimierza Wielkiego. Elementem wspólnym było zapewne poroże, chociaż u Biesów bardziej przypominało rogi jelenia, niż kozła, jak w przypadku Diabłów. Do tego porośnięte były futrem oraz posiadały kopyta, co podkreślało ich dziką naturę. Należy jednak pamięć, że słowiańskie Biesy były istotami chaotycznymi, a nie złymi do szpiku kości. Potrafiły też przemieniać się w inne zwierzęta, które żyły na ich terenach lub przejawiać ich cechy, chociażby poprzez posiadanie olbrzymich, błoniastych skrzydeł, niczym u nietoperza.

Trąba Powietrzna
ChatGPT 2026

Zbieszeniem się nazywano także postradanie rozumu. Jeśli człek z dnia na dzień zaczął się zachowywać inaczej, niebezpiecznie, niegodziwie lub pomimo nieprzejawiania żadnych symptomów, pewnego dnia nagle popełnił samobójstwo, bliscy obwiniali o takie zdarzenie Biesy. By uchronić się przed ściągnięciem na siebie ich obłędu unikano nawet wymawiania imienia Biesa nazywają go Sami-Wiecie-Kim… No dobra, to nie ta bajka. Ale za to używano nieokreślonych zaimków jak On albo Ten Zły. W lasach zostawiano także ofiary, by ubłagać go i odwieść od wyrządzania krzywdy.

W Beskidzie Sądeckim, w paśmie Jaworzyny Krynickiej jest pewna formacja skalna zwana Diabelskim Kamieniem. Legenda mówi, że Diabeł niósł kamień, by zatamować źródło jednego z okolicznych potoków. Dźwigał ze sobą głaz całą noc, ale kiedy zapiał kogut, Diabeł zniknął, upuszczając ciężar w tym konkretnym miejscu. W różnych regionach Polski istnieją inne warianty tej legendy o podobnych kamiennych formacjach. Nim jednak ich powstanie zaczęto przypisać Diabłom, to właśnie Biesy były uznawane za odpowiedzialne ich tworzeniu. Czasami mogły obraź sobie taką nienaturalną skałę za swe siedzliszcze. Wtedy też okoliczna ludność przypisywała temu miejscu działanie złych sił. Jeśli już jesteśmy przy temacie gór, to warto zaznaczyć, że jedna z hipotez powstania nazwa Bieszczady pochodzi od imion dwóch istot, Biesów i Czartów, zwanych też Czadami. Olbrzymie, dzikie lasy i połoniny zapewne były uważane za tereny tych stworów, a ryki niedźwiedzi czy widok przemykających wśród gałęzi drzew poroży jeleni utwierdzał ludzi w tym przekonaniu.

Bies na Jaworzynie Krynickiej
Copilot 2026

Biesy potrafiły się objawiać pod postacią wirów i trąb powietrznych. Mawiano wtedy, że należy schować się w domostwie, pozamykać okna i drzwi, by stwór nie połamał człekowi kości. W tym aspekcie przypominały z kolei Południce. Nie ma się co dziwić, bo silniejsze wiry powietrzne potrafią przewrócić człowieka, powodując kontuzje, a trąby powietrzne zniszczyć nawet części budynków. A dla naszych przodków, były to niewidzialne siły, jak powietrze. Biesom przypisywano także niszczenie upraw i porywanie trzody, gdy jakaś wieś ściągnęła na siebie ich gniew. Trąby powietrzne potrafią przejść przez pole zboża, zostawiając za sobą pasmo zniszczeń, a niezagonione w porę zwierzęta mogą zostać porwane i uniesione wysoko w powietrze.

Biesy miały też strzec skarbów w swych siedliszczach. Śmiałek, który nie uląkł się wiru powietrznego i celnie cisnął w niego nożem, w czasach chrześcijańskich koniecznie poświęconym, mógł zmusić Biesa do wyjawienia miejsca ukrycia bogactwa. Jednak taki łup mógł często okazywał się przeklęty, z czasem doprowadzając do nieszczęść, utraty zdrowia, czy nawet duszy śmiałka, który go posiadł.

Morowica
ChatGPT 2026

Oprócz zniszczeń i urazów powodowanych przez kontrolowanie powietrza Biesy także mogły zsyłać choroby, niczym Morowice.  Wierzono, że to powietrze, zwłaszcza złe, przenosi choroby. Pojęcie zarazków czy bakterii nie było w dawnych wiekach znane, a zdawano sobie sprawę, że właśnie przez nie mikroorganizmy i cząsteczki są przenoszone, bo nawet bez cielesnego kontaktu ludzie i zwierzęta potrafili się od siebie zarażać. Takie plagi mogły być ściągnięte na okolicę również przez Biesy.

Echa wiary w Biesy znaleźć można w Panu Tadeuszu pióra Adama Mickiewicza:

On tu nie przyjdzie; próżno wzywać bernardyna.

Jeśli od niego wyszła ta cała nowina,

To kto wie, w jakim celu: bo to bies księżyna!

 

Biesy to również powieść Fiodora Dostojewskiego, gdzie tytułowe stwory stanowią alegorię nastrojów politycznych i ludzkiej natury, a dokładnie jej złej strony.

Wiedźmin Geralt
Copilot 2026

Obecnie z Biesami można zmierzyć się w grze Wiedźmin III: Dziki Gon. Ich wygląd dość dobrze odpowiada temu z ludowych przekazów. Oprócz trzeciego oka na czole. To trzecie oko zawsze było dla mnie jakieś niepokojące. Ale taka jest rola Biesa, prawda? Wzbudzać strach, być jego ucieleśnieniem.

Bies to strach przez nieznanym, niebezpiecznym, przez zmiennością i niepewnością losu człowieka. Był potężny, swoimi mocami przewyższał śmiertelnika, który nie miał z nim szans w walce. Wiara w nie to ostrzeżenie przez nierozwagą ale i przed tym, jak kruche potrafi być ludzkie życie.

Na dziś to tyle. Zostawcie subskrypcję, jeśli jeszcze tego nie zrobiliście, by nie ominęły Was następne materiały, a także polubienia, jeśli odcinek Wam się spodobał. Chciałbym również zaprosić do odsłuchania innym nagrań, które już miały premierę na tym kanale, byście mogli poznać ciekawe istoty z różnych wierzeń. Zachęcam także do odwiedzenia mojego profilu na Facebooku, gdzie publikuję informacje o nowych artykułach na blogu, jak i zapowiedzi tego, co pojawi się tu, na Youtube. A jeśli możesz, drogi Słuchaczu lub droga Słuchaczko, wesprzeć moją twórczość finansowo, zapraszam do odwiedzenia strony na Patronite, by zostać Patronem wzorem Piotra Brachowicza. A tymczasem, bywajcie!

piątek, 14 sierpnia 2026

Kojot i Chata Duchów

 


Kojot z indiańskich wierzeń gościł już dwakroć na moim kanale i blogu. Za pierwszym razem opowiedzieliśmy sobie historie związane z powstaniem świata i człowieka. Za drugim razem, tematycznie zebrałem kilka historii o Kojocie szukającym pożywienia. Tym razem znów będzie bardziej poważnie i opowiemy sobie legendę z plemienia Caddo, które zajmuje pogranicze Teksasu, Arkansas oraz Luizjany. Mit, który dziś poznamy, został spisany przez George’a Amosa Dorseya, amerykańskiego antropologa badającego kulturę Indian, na początku XX wieku. Historię tę usłyszał bezpośrednio od przedstawicieli plemienia Caddo, który nosił imię Biały Chleb.

U zarania dziejów ludzie nie umierali na zawsze. Żyli bardzo długo, dłużej niż my obecnie. Warto w tym miejscu zaznaczyć, że mity w innych zakątkach świata, jak biblijne opisy pierwszych pokoleń czy historie o sumeryjskich królach, również wskazywały na wielowiekowe żywoty ludzi tuż po ich stworzeniu. Wygląda na to, że niezależnie od kontynentu, wszędzie utrwaliły się historie o tym, iż czas ludzkiego życia na przestrzeni tysiącleci skrócił się drastycznie.

Przeludniony świat w wierzeniach Caddo
Copilot 2026

Ponadto, wedle plemienia Caddo, na początku nie było chorób, a sama śmierć nie odbywała się tak, jak teraz, poprzez proces starzenia się. Ludzie zachowywali względną młodość. Odchodzili jednak z tego świata na jakiś czas, dokładnie na dziesięć dni, by następnie powrócić na nowo. Przy rodzących się ciągle dzieciach ludzi przybywało w takim stopniu, że zaczynało brakować miejsca i zwierzyny, by ich wykarmić.

Wodzowie, mędrcy i szamani zebrali się na wielką naradę, by debatować, co można uczynić w kwestii przeludnionego świata. I chociaż rozmawiali o samej śmierci, uznali, że w takiej formie, jak wtedy istniała, powinna zostać. Jako krótkotrwały sen, pozwalający odpocząć duszy przed powrotem na ten świat.

Chata Duchów
Copilot 2026

Na naradzie pojawił się także Kojot. Jako jedyny sprzeciwiał się temu stanowisku, twierdząc, że śmierć powinna być ostateczna, a dusze ludzi na zawsze muszą opuszczać ten świat. Argumentował to faktem, że Wielki Ojciec w Niebie stworzył osobne miejsce, gdzie dusze mogą udawać się po śmierci. Jak wiemy z mitu o stworzeniu gwiazd, to właśnie dziełem Kojota jest Droga Mlecza, czyli ścieżka, po której dusze wędrują do zaświatów. Plemię Caddo wierzy, że gdy ktoś odchodzi z tego świata, wędruje po Niebie, odwraca się i widzimy jego blask, pod postacią gwiazdy. Bardzo mocno przypomina mi to narrację z Króla Lwa. Simba, Pamiętaj, pamiętaj…

Wróćmy do indiańskich wierzeń. Kojot przemawiał wprost. Miejsce na Ziemi jest ograniczone i nie zostanie powiększone. Jeśli ludzi ciągle będzie przybywać, a ci, którzy umierają wracają, nie będzie miejsca dla nowo narodzonych dzieci.

Duch indianina Caddo
ChatGPT 2026

Powrót do życia odbywał się wtedy dzięki mocy szamanów, którzy w tak zwanej Chacie Duchów albo Domu Leczenia odprawiali specjalne rytuały. Drzwi budynku były skierowane na wschód. Na dachu konstrukcji szaman umieszczał orle pióro, które barwiło się na czerwono i zsuwało z budynku, gdy ktoś umierał. Dzięki temu wiadomo było, kiedy odprawić rytuał. Swoimi śpiewami i obrzędami szamani sprawiali, iż duchy zmarłych wracały i odradzały się w ciałach po dziesięciu dniach. Człowiek, stojący przy Chacie mógł poczuć powiew wiatru z zachodu, który okrążał budynek. Była to dusza wracająca by się odrodzić.

Pomimo sprzeciwu rady, Kojot postanowił interweniować i zaryglował na zawsze drzwi do Chaty Duchów. Dusze odbijały się od drzwi i z jękiem odlatywały. Kojot, by uniknąć gniewu ludzi, uciekł na prerię, gdzie najłatwiej go spotkać aż po dziś dzień. Wierzy się, że Kojoty wyją usilniej i bardziej przeciągle w wietrzne noce, bo właśnie wtedy więcej dusz krąży po świecie, nie mogąc dostać się do Chaty Duchów. A Kojot zawodzi, bo zdaje sobie sprawę, że pozbawił ludzkość możliwości odradzania się po śmierci, ale zrobił to z myślą o kolejnych pokoleniach i by Ziemia nie przeludniła się. Tak samo wśród ludu Caddo, gdy słyszą świst wiatru w ciemną noc, mówią Ktoś tu błąka się, mając na myśli dusze, nie mogą więcej odrodzić się w ludzkim ciele.

Kojot zamykający Chatę Duchów
Copilot 2026

Historia o zamknięciu Chaty Duchów to opowieść o smutku i przemijaniu, ale i o byciu realistą. Warto wyciągnąć z tej historii lekcję, że życie jest cenne, bo jest ulotne i dobiega końca. Cieszmy się więc i doceniajmy każdą chwilę, którą dane nam jest przeżywać.

Na bazie tego, co sobie powiedzieliśmy do tej pory o Kojocie wyłania się jego bardzo złożony i niejednoznaczny obraz. Kojot pomagał przy tworzeniu świata, ale i kształtował go po swojemu, jako miejsce, które w naszej ocenie może być nieidealne. To zarówno istota, która obdarowuje, jak i zabiera. Jest symbolem chaosu, jak sama przyroda, ani dobrym, ani złym. Potężnym bytem obdarzonym magiczną mocą i przede wszystkim, przebiegłością. Być może jeszcze kiedyś opowiemy sobie o nim, bo w dalszym ciągu nie wyczerpaliśmy tematu, nawet po trzech materiałach o nim.

Na dziś to tyle. Zostawcie subskrypcję, jeśli jeszcze tego nie zrobiliście, by nie ominęły Was następne materiały, a także polubienia, jeśli odcinek Wam się podobał. Chciałbym również zaprosić do odsłuchania innym nagrań, które już miały premierę na tym kanale, byście mogli poznać ciekawe istoty z różnych wierzeń. Zachęcam także do odwiedzenia mojego profilu na Facebooku, gdzie publikuję informacje o nowych artykułach na blogu, jak i zapowiedzi tego, co pojawi się tu, na Youtube. A jeśli możesz, drogi Czytelniku lub droga Czytelniczko, wesprzeć moją twórczość finansowo, zapraszam do odwiedzenia strony na Patronite, by zostać Patronem wzorem Piotra Brachowicza. A tymczasem, bywajcie!