Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mity indiańskie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mity indiańskie. Pokaż wszystkie posty

piątek, 14 sierpnia 2026

Kojot i Chata Duchów

 


Kojot z indiańskich wierzeń gościł już dwakroć na moim kanale i blogu. Za pierwszym razem opowiedzieliśmy sobie historie związane z powstaniem świata i człowieka. Za drugim razem, tematycznie zebrałem kilka historii o Kojocie szukającym pożywienia. Tym razem znów będzie bardziej poważnie i opowiemy sobie legendę z plemienia Caddo, które zajmuje pogranicze Teksasu, Arkansas oraz Luizjany. Mit, który dziś poznamy, został spisany przez George’a Amosa Dorseya, amerykańskiego antropologa badającego kulturę Indian, na początku XX wieku. Historię tę usłyszał bezpośrednio od przedstawicieli plemienia Caddo, który nosił imię Biały Chleb.

U zarania dziejów ludzie nie umierali na zawsze. Żyli bardzo długo, dłużej niż my obecnie. Warto w tym miejscu zaznaczyć, że mity w innych zakątkach świata, jak biblijne opisy pierwszych pokoleń czy historie o sumeryjskich królach, również wskazywały na wielowiekowe żywoty ludzi tuż po ich stworzeniu. Wygląda na to, że niezależnie od kontynentu, wszędzie utrwaliły się historie o tym, iż czas ludzkiego życia na przestrzeni tysiącleci skrócił się drastycznie.

Przeludniony świat w wierzeniach Caddo
Copilot 2026

Ponadto, wedle plemienia Caddo, na początku nie było chorób, a sama śmierć nie odbywała się tak, jak teraz, poprzez proces starzenia się. Ludzie zachowywali względną młodość. Odchodzili jednak z tego świata na jakiś czas, dokładnie na dziesięć dni, by następnie powrócić na nowo. Przy rodzących się ciągle dzieciach ludzi przybywało w takim stopniu, że zaczynało brakować miejsca i zwierzyny, by ich wykarmić.

Wodzowie, mędrcy i szamani zebrali się na wielką naradę, by debatować, co można uczynić w kwestii przeludnionego świata. I chociaż rozmawiali o samej śmierci, uznali, że w takiej formie, jak wtedy istniała, powinna zostać. Jako krótkotrwały sen, pozwalający odpocząć duszy przed powrotem na ten świat.

Chata Duchów
Copilot 2026

Na naradzie pojawił się także Kojot. Jako jedyny sprzeciwiał się temu stanowisku, twierdząc, że śmierć powinna być ostateczna, a dusze ludzi na zawsze muszą opuszczać ten świat. Argumentował to faktem, że Wielki Ojciec w Niebie stworzył osobne miejsce, gdzie dusze mogą udawać się po śmierci. Jak wiemy z mitu o stworzeniu gwiazd, to właśnie dziełem Kojota jest Droga Mlecza, czyli ścieżka, po której dusze wędrują do zaświatów. Plemię Caddo wierzy, że gdy ktoś odchodzi z tego świata, wędruje po Niebie, odwraca się i widzimy jego blask, pod postacią gwiazdy. Bardzo mocno przypomina mi to narrację z Króla Lwa. Simba, Pamiętaj, pamiętaj…

Wróćmy do indiańskich wierzeń. Kojot przemawiał wprost. Miejsce na Ziemi jest ograniczone i nie zostanie powiększone. Jeśli ludzi ciągle będzie przybywać, a ci, którzy umierają wracają, nie będzie miejsca dla nowo narodzonych dzieci.

Duch indianina Caddo
ChatGPT 2026

Powrót do życia odbywał się wtedy dzięki mocy szamanów, którzy w tak zwanej Chacie Duchów albo Domu Leczenia odprawiali specjalne rytuały. Drzwi budynku były skierowane na wschód. Na dachu konstrukcji szaman umieszczał orle pióro, które barwiło się na czerwono i zsuwało z budynku, gdy ktoś umierał. Dzięki temu wiadomo było, kiedy odprawić rytuał. Swoimi śpiewami i obrzędami szamani sprawiali, iż duchy zmarłych wracały i odradzały się w ciałach po dziesięciu dniach. Człowiek, stojący przy Chacie mógł poczuć powiew wiatru z zachodu, który okrążał budynek. Była to dusza wracająca by się odrodzić.

Pomimo sprzeciwu rady, Kojot postanowił interweniować i zaryglował na zawsze drzwi do Chaty Duchów. Dusze odbijały się od drzwi i z jękiem odlatywały. Kojot, by uniknąć gniewu ludzi, uciekł na prerię, gdzie najłatwiej go spotkać aż po dziś dzień. Wierzy się, że Kojoty wyją usilniej i bardziej przeciągle w wietrzne noce, bo właśnie wtedy więcej dusz krąży po świecie, nie mogąc dostać się do Chaty Duchów. A Kojot zawodzi, bo zdaje sobie sprawę, że pozbawił ludzkość możliwości odradzania się po śmierci, ale zrobił to z myślą o kolejnych pokoleniach i by Ziemia nie przeludniła się. Tak samo wśród ludu Caddo, gdy słyszą świst wiatru w ciemną noc, mówią Ktoś tu błąka się, mając na myśli dusze, nie mogą więcej odrodzić się w ludzkim ciele.

Kojot zamykający Chatę Duchów
Copilot 2026

Historia o zamknięciu Chaty Duchów to opowieść o smutku i przemijaniu, ale i o byciu realistą. Warto wyciągnąć z tej historii lekcję, że życie jest cenne, bo jest ulotne i dobiega końca. Cieszmy się więc i doceniajmy każdą chwilę, którą dane nam jest przeżywać.

Na bazie tego, co sobie powiedzieliśmy do tej pory o Kojocie wyłania się jego bardzo złożony i niejednoznaczny obraz. Kojot pomagał przy tworzeniu świata, ale i kształtował go po swojemu, jako miejsce, które w naszej ocenie może być nieidealne. To zarówno istota, która obdarowuje, jak i zabiera. Jest symbolem chaosu, jak sama przyroda, ani dobrym, ani złym. Potężnym bytem obdarzonym magiczną mocą i przede wszystkim, przebiegłością. Być może jeszcze kiedyś opowiemy sobie o nim, bo w dalszym ciągu nie wyczerpaliśmy tematu, nawet po trzech materiałach o nim.

Na dziś to tyle. Zostawcie subskrypcję, jeśli jeszcze tego nie zrobiliście, by nie ominęły Was następne materiały, a także polubienia, jeśli odcinek Wam się podobał. Chciałbym również zaprosić do odsłuchania innym nagrań, które już miały premierę na tym kanale, byście mogli poznać ciekawe istoty z różnych wierzeń. Zachęcam także do odwiedzenia mojego profilu na Facebooku, gdzie publikuję informacje o nowych artykułach na blogu, jak i zapowiedzi tego, co pojawi się tu, na Youtube. A jeśli możesz, drogi Czytelniku lub droga Czytelniczko, wesprzeć moją twórczość finansowo, zapraszam do odwiedzenia strony na Patronite, by zostać Patronem wzorem Piotra Brachowicza. A tymczasem, bywajcie!

piątek, 3 lipca 2026

Kojot - Część Druga



Na moim blogu i kanale gościł już Kojot, który przewija się przez wierzenia wielu rdzennych plemion Ameryki Północnej. Ten posiadający boskie moce żartowniś brał udział w wielu ważnych wydarzeniach u zarania dziejów. Zapraszam w tym miejscu od odsłuchania historii o tym, jak przyczynił się do powstania człowieka, spowodował iż Słońce toczy się po nieboskłonie, pomógł w tworzeniu gwiazd czy ofiarował ludzkości ogień, niczym grecki Prometeusz. Nie wyczerpaliśmy jednak historii związanych z nim i dziś chciałbym opowiedzieć kolejne.

Pewnego dnia Kojot był bardzo głodny. Stanął pod drzewem kaki i zauważył wśród jego gałęzi Oposa, zwierzę z rodziny dydelfowatych. Ten zajadał się owocami. Gdy Kojot poprosił go, by zrzucił mu kilka, zwierzak na drzewie zaczął się śmiać. Następnie ciskał w Kojota pestki i nabijał się dalej. Zachowanie Dydelfa coraz bardziej oburzało Kojota i zaczął mu grozić. Opos nie pozostawał mu dłużny. Udawał, że zeskakuje z gałęzi, po czym chwytał się ich ogonem, by zawisnąć w powietrzu i nie dać się ugryźć Kojotowi. W końcu jednak chwycił się uschłego konara, który się złamał i zwierzak spadł na ziemię. Wówczas Kojot zaczął bić Dydelfa. Ten wpadł na pomysł, że zacznie udawać martwego, co poskutkowało i Kojot opuścił. Gdy Kojot odchodził od drzewa, obrócił się i zauważył, że Opos znów wspiął się na nie i dalej zajadał się owocami kaki. Mit ten tłumaczy, jak Dydelfy nauczyły się, by w obliczu zagrożenia udawać trupy.

Kojot i Opos
Gemini 2025

W innej historii Kojot wędrując po dziczy jest świadkiem, jak cztery Indyki chowały się na przemian w worku, a pozostałe turlały je ze wzgórza. Podszedł do nich i spytał, co robią, na co odpowiedziały, że naprzemiennie dla zabawy staczają się z pagórka w worku. Kojot, który był głodny, wpadł na pewien pomysł i spytał, czy mógłby i on spróbować. Wlazł do worka a Indyki go sturlały. Zabawa trwała, a nasz żartowniś udawał, że mu się podoba. Szczerze, nie próbujcie tego w domu, nie brzmi jak bezpieczna rozrywka. W końcu zaproponował Indykom, żeby wszystkie cztery weszły na raz do worka, a on je sturla, na co ptaki się zgodziły. Kojot poczekał, aż znajdą się w środku… A wtedy zawiązał worek i wrócił z nim na plecach do domu, gdzie czekali na niego jego synowie. Albo raczej powinniśmy powiedzieć, szczenięta. Powiedział im, że w środku worka są cztery indyki na obiad i by go nie rozwiązywali, bo musi jeszcze iść do lasu po drewno na rozpalenie ogniska. Kiedy odszedł, najmłodszy z jego synów nie wytrzymał i z ciekawości otworzył worek, by zajrzeć do środka. Wtedy Indyki uciekły, słysząc wcześniejszą rozmowę o tym, że miały stać się głównym daniem, a Kojot i jego synowie dalej pozostali głodni. Morał taki, że ciekawość i niecierpliwość nie popłaca. No i by nie wchodzić do worka za namową obcych.

Synowie Kojota
ChatGPT 2025

Innym razem Kojot dostrzegł na drzewie tłustego Indyka. Podszedł do pnia i zaczął mu mówić, jakie to ma szczęście, że Indyk siedzi na drzewie, a nie że uciekł na prerię, bo Kojot może się z łatwością wspiąć na gałęzie. Oczywiście, było to kłamstwo, ale ptak mu uwierzył i odfrunął z drzewa w stronę otwartej przestrzeni. Indyk na początku leciał wysoko, ale z czasem zaczął słabnąć i spowalniać. Zwierzęta te nie są najlepszymi lotnikami i poruszają się w ten sposób tylko na krótkich dystansach, najczęściej w obliczu zagrożenia. Gdy ptak się zmęczył i wylądował, Kojot w końcu dopadł go i zjadł. Odpoczywając po sowitym posiłku, w pewnym momencie miał wrażenie, że zbliża się do niego Indianin z pałką, którą zobaczył kątem oka. Zaczął więc uciekać. Obrócił się w lewo. Pałka prawie go sięgała. Biegł dalej. Obrócił się w prawo. Znów widział cień obucha nad sobą. Pościg trwał wiele godzin, aż do wieczora, kiedy Kojot nie miał już sił i padał z wyczerpania. W końcu przewrócił się na trawę, gotowy na śmierć. Jednak żaden cios nie spadł na niego. Dookoła nikogo nie było. Zaczął się powoli i spokojnie rozglądać i wtedy zrozumiał. Jedząc Indyka jedno z czarnych piór ptaka wbiło mu się w futro na głowie i za każdym razem, gdy widział je kątem oka, brał je za ciemną i ciężką pałkę. Tym mitem Indianie tłumaczyli sobie często obserwowane zachowanie Kojotów, które nie raz rozglądają się i odwracają za siebie podczas biegu.

Kojot po zjedzeniu Indyka
ChatGPT 2025


Trzy mity, wszystkie związane z Kojotem i jedzeniem. Nie wyczerpaliśmy tematu opowieści o tym szachraju i zapewne spotkamy się tu, słuchając trzeciej części historii o nim. Tematycznie chciałem zebrać te historie w jedną całość, bo wszystkie opowiadają o Kojocie poszukających pożywienia. Dajcie znać, która z nich najbardziej Wam się podobała.

Na dziś to tyle. Zostawcie subskrypcję, jeśli jeszcze tego nie zrobiliście, by nie ominęły Was następne materiały, a także polubienia, jeśli odcinek Wam się podobał. Chciałbym również zaprosić do odsłuchania innym nagrań, które już miały premierę na tym kanale, byście mogli poznać ciekawe istoty z różnych wierzeń. Zachęcam także do odwiedzenia mojego profilu na Facebooku, gdzie publikuję informacje o nowych artykułach na blogu, jak i zapowiedzi tego, co pojawi się tu, na Youtube. A jeśli możesz, drogi Słuchaczu lub droga Słuchaczko, wesprzeć moją twórczość finansowo, zapraszam do odwiedzenia strony na Patronite, by zostać Patronem wzorem Piotra Brachowicza. A tymczasem, bywajcie!

piątek, 10 kwietnia 2026

Uktena - Rogaty Wąż


Kiedy opowiadaliśmy sobie na blogu o celtyckim Bogu, Cernunnosie, wspomniałem, iż przedstawiany był z dwoma rogatymi wężami siedzącymi mu na kolanach. Zaznaczyłem też, że pewnego dnia wrócimy do tego motywu, gdyż bliźniacza istota występuje w wierzeniach rdzennych ludów Ameryki. I nastał w końcu ten czas, że podejmiemy dalej wątek zapoczątkowany w 2024 roku. W tym miejscu zapraszam do odwiedzenia mojej strony, jeśli ktoś z Was nie miał jeszcze okazji poczytać o wspomnianym Cernunnosie. A teraz już przenosimy się za Ocean.

W wierzeniach wielu indiańskich plemion pojawia się Rogaty Wąż. Czirokezi znają go pod imieniem Uktena, Dakotowie z kolei jako Unktehi. Pojawia się także wśród innych ludów, głównie z regionu Wielkich Jezior, pod mianami takimi jak chociażby Awanyu, Gitaskog, Mazacoatl, Msi-kinepikwa czy Misi-ginebig. Te dwa ostatnie imiona w dokładnym tłumaczeniu oznaczają dosłownie Wielkiego Węża. Mazacoatl z kolei znaczy dosłownie Jeleniowęża, co odnosi się do jego wyglądu, gdyż  łączy gadzie ciało z jelenim porożem na głowie.  Na terenach stanu Alabamy wierzono, że istnieją cztery odmiany Ukteny, niebieska, czerwona, biała oraz żółta.

Uktena
ChatpGPT, 2025

Nim opiszemy sobie Uktenę, warto wspomnieć, że nie tylko Cernunnosowi towarzyszyły rogate węże. Sumeryjski Bóg Ningiszzida również posiadał trzech takich towarzyszy. Tak samo w greckiej mitologii pojawia się istota zwana Cerastes, będąca wężem o dwóch baranich rogach lub czterech mniejszych, bardziej ostrych, jak u kozy. Tym mianem nazwano gatunek żmii występujący na Bliskim Wschodzie i w północnej Afryce. Kto wie, być może to on zainspirował starożytnych Greków do włączenia tej istoty do swoich wierzeń.

Wróćmy jednak do bohatera dzisiejszego tematu, czy Ukteny. Czirokezi opisywali go jako wielkiego węża o ciele grubym jak pień drzewa. Miał być pokryty łuskami mieniącymi się wszystkimi kolorami tęczy. Dzięki skrzelom potrafi oddychać zarówno pod wodą, jak i nad jej powierzchnią. Jego głowę zdobiło poroże, okazałe niczym u jelenia. Czasami te rogi były opisywane jako bardziej podobne do bydlęcych. Mógł to być też pojedynczy róg, niczym u jednorożca. Jego czoło zdobił kryształ zwany Ulunsuti (Ulûñsû'tî), co tłumaczyć można jako Przejrzysty. Kamień miał mieć magiczną moc. Potrafił uzdrawiać, ale mógł ściągnąć też na kogoś, kto go zdobył nieszczęście i zgubę. Posiadacz zyskiwał wiedzę o tajemnicach życia i śmierci, mógł mieć dzięki niemu wgląd w świat duchów. Oczywiście, by go posiąść, pierw trzeba było pokonać Uktenę. Można było tego dokonać tylko poprzez celny strzał w serce Węża, który był jedynym słabym punktem na jego ciele. Na marginesie, czy nie przypomina Wam to innej historii o pewnym smoku? Wracając do  Ulunsuti, to kamień ten można uznać za przeklęty, gdyż by nie stracił swojej mocy, codziennie należało karmić go ludzką krwią. Co więcej, kryształ ściągał na posiadacza niekończące się nocne koszmary, które mogły przyprawić o obłęd. Pokazuje to, iż pozyskanie jego mocy musiało zostać okupione potworną ceną.

 

Uktena
Gemini, 2025

Najsłynniejsza historia Czirokezów o Ulunsuti opowiada, jak w bitwie z plemieniem Szawnisów pojmany został ich szaman o imieniu Âgän-uni'tsï. Czirokezi związali go, a następnie chcieli poddać torturom. Âgän-uni'tsï błagał o litość, obiecując, że jeśli nie zrobią mu krzywdy, zdobędzie dla nich magiczny kryształ Ukteny. Czirokezi zwrócili uwagę na fakt, że zmierzenie się z Rogatym Wężem oznacza pewną śmierć, na co szawniski szaman stwierdził, że nie boi się umrzeć. Wówczas wypuszczono go, pod warunkiem, że dotrzyma danego słowa. Skąd ta nagła troska o schwytanego jeńca, którego chwilę wcześniej chcieli torturować, to ja nie wiem. Uktena zamieszkiwać miał Wielkie Zamglone Góry, jedno z pasm Appalachów. Szaman szukał Rogatego Węża, aż w końcu znalazł pewną istotę. Był to też wąż, olbrzymi, większy od człowieka i cały czarny. Nie miał jednak poroża, więc Âgän-uni'tsï wyśmiał węża, że nie jest prawdziwym Ukteną i udał się na dalsze poszukiwania. Ja tam nie wiem, ale czułbym się na miejscu tego gada dyskryminowany. Nikt nie powinien być wyśmiewany ze względu na brak poroża. Nikt. Następnie szaman napotkał olbrzymiego grzechotnika, jaszczurkę, żabę, ale nic nie pasowało do opisu Ukteny. W końcu na górze Gahû'tï znalazł śpiącego Rogatego Węża. Najciszej jak mógł zszedł z góry. U jej podnóża zebrał sosnowe szyszki, ułożył z nich wielki krąg, a wewnątrz niego wykopał wielki dół. Następnie same szyszki podpalił. Âgän-uni'tsï wrócił na szczyt góry. Nałożył strzałę na cięciwę swojego łuku i jednym celnym strzałem przeszył serce Ukteny. Wąż się obudził i zaczął ścigać szamana, plując jadem i wyziewając toksyczne opary. Indianin zbiegł w dół zbocza i wskoczył do kręgu płonących szyszek. Uktena pluł jadem ile mógł, ale trucizna nie mogła pokonać bariery z ognia. Tylko jedna mała kropla jadu przedostała się do środka, parząc czoło Âgän-uni'tsïego. Uktena tracił siły, aż w końcu padł martwy od śmiertelnej rany. Wtedy szaman zawezwał wszystkie ptaki z okolicy i obwieścił im, że mogą ucztować na ciele Rogatego Węża. Zleciało się ich tyle, że po wszystkim nie zostały nawet kości Ukteny. Po siedmiu dniach Âgän-uni'tsï szukając kryształu w końcu go zobaczył. Jasne światło, silne nawet w nocy, w miejscu, gdzie pewien kruk coś upuścił po uczcie. To był Ulunsuti w całej okazałości. Âgän-uni'tsï starannie zawinął go w materiał i wrócił do plemienia Czirokezów, w którym został nowym szamanem. Ku przerażeniu Indian, w miejscu, gdzie jad Ukteny dotknął jego czoła, wyrósł mały wąż, który żył zrośnięty z nim tak długo, jak sam szaman. Z kolei w miejscu, w którym skonał Uktena powstało jezioro tak czarne, że kobiety z plemienia Czirokezów chodziły na jego brzeg barwić trzcinowe koszyki jego czernią.

Âgän-uni'tsï oraz Uktena
ChatGPT 2025

Jeśli chodzi o inne podania, to powiadano, że nawet sam wzrok Ukteny był niebezpieczny. Spojrzenie w oczy Rogatego Węża kończyło się oślepieniem albo nawet natychmiastową śmiercią. Tak więc miał coś wspólnego z europejskim krewniakiem, Bazyliszkiem. Niektóre podania mówią, że to nie same oczy, a blask Ulunsuti sprawiał, iż człek tracił wzrok lub nawet życie. Jeszcze inna wersja mówi, że jego wzrok hipnotyzował i człek miast uciekać, potulnie szedł na pożarcie przez Wielkiego Węża. Tak samo jego oddech był niczym zabójcze opary. Być może w ten sposób Czirokezi tłumaczyli sobie wdychanie metanu nad mokradłami, który jest toksyczny, a nawet śmiertelny dla człowieka, a który mógł się nad nimi wydobywać w formie gazu błotnego.

Uktena był mieszkańcem i strażnikiem wód. Uważano, że można go spotkać również w jaskiniach, które były postrzegane za przejścia między światem żywych i umarłych. Mówi się, że został stworzony przez Starych Ludzi, lub wedle innych źródeł przez tak zwanych Małych Ludzi, by walczyć z siłami niebios, uosabianymi z duchami lub z Ptakami Gromu. Inna wersja mówi, że Uktena miał za zadanie zabić samo Słońce. Nie da się więc ukryć podobieństwa do postaci z innych mitologii. Skandynawski Thor, reprezentujący niebiosa, walczący z mieszkającym w oceanie Jormungandrem czy też słowiański Perun walczący ze Żmijem. Zawsze jest to przedstawiciel niebios i piorunów walczący z wężokształtną istotą.

Podobnym stworzeniem do Ukteny jest Mishipeshu, olbrzymia hybryda pantery i węża, również z jelenim porożem na głowie. Także i ten stwór postrzegany jest jako strażnik wód, oraz tajemnic tego świata, jak i zaświatów. Być może wiara w obie istoty miała wspólne korzenie, a z czasem w różnych plemionach wyodrębniły się te dwa osobne opisy.

Podsumowując, Uktena to antropomorfizacja sił przyrody, zwłaszcza wody. Stanowi przeciwwagę dla sił niebios. Ale to także strażnik tajemnic i skarbów, przypominający na wielu płaszczyznach europejskie smoki. Dodajmy do tego motyw Rogatego Węża, który jak sobie wskazaliśmy, przewija się przez różne wierzenia, od Bliskiego Wschodu, przez Europę.

Cerastes
ChatGPT 2025

Na dziś to tyle. Zostawcie subskrypcję na Youtube, jeśli jeszcze tego nie zrobiliście, by nie ominęły Was następne materiały, a także polubienia, jeśli odcinek Wam się podobał. Chciałbym również zaprosić do odsłuchania innym nagrań, które już miały premierę na kanale, byście mogli poznać ciekawe istoty z różnych wierzeń. Zachęcam także do odwiedzenia mojego profilu na Facebooku, gdzie publikuję informacje o nowych artykułach na blogu, jak i zapowiedzi tego, co pojawi się na Youtube. A jeśli możesz, drogi Czytelniku lub droga Czytelniczko, wesprzeć moją twórczość finansowo, zapraszam do odwiedzenia strony na Patronite, by zostać Patronem wzorem Piotra Brachowicza. Chciałbym również serdecznie podziękować Piotrowi za całe wsparcie, porady i nakierowanie na nowe rozwiązania w rozwijaniu kanału. A tymczasem, bywajcie!

piątek, 29 sierpnia 2025

Kojot

 


Mitologie z całego świata zawierają archetypowe postaci żartownisiów, szachrajów. Bohaterowie tacy, często o boskich, albo półboskich cechach, mają niemały wpływ na losy świata. Czasami ich dowcipy potrafią zmienić bieg wydarzeń na dobre, czy złe, odmieniając życie mnóstwa istot. Najbardziej znanym przykładem jest zapewne nordycki Loki, którego pomysły zarówno pomagały Bogom w Asgardzie, jak i im szkodziły, a ostatecznie doprowadziły do końca świata, do dniu Ragnaröku. Dziś jednak przybliżymy sobie inną postać, mniej znaną, która przewija się przez wierzenia rożnych plemion indiańskich z Ameryki Północnej.

Bohaterem dzisiejszego tematu jest Kojot. I to jest jego imię, nie żadne wymyślne miano czy tytuł, ale niech prostota tej nazwy Was nie zmyli. Kojot w indiańskich wierzeniach był istotą o wielkiej mocy. Przykładowo, w mice plemienia Maidu, postać zwana Stwórcą Świata unosi się nad nieskończonymi wodami, u zarania dziejów. Wtem woła go Kojot i razem zaczynają śpiewać pieśń. Jest to akt stwórczy, w wyniku którego powstaje świat oraz zamieszkujący go ludzie. Następnie Stwórca widząc swoje dzieło, postanawia, że zniszczy ziemię, ale pierw rozkazuje ludziom zabicie Kojota. Istota jest jednak przebiegła, niejednokrotnie wymyka się ludziom, aż w końcu Stwórca Świata odpuszcza swoje plany, uznając Kojota za równego sobie, a ziemia i jej mieszkańcy istnieją aż po dziś dzień.

Inna wersja mitu o stworzeniu opowiada, jak Kojot wraz ze Starcem przemierzali świat, nadając górom, rzekom i lasom ich obecny kształt. W końcu przemienili także istoty zamieszkujące świat – te złe zamienili w zwierzęta, a te dobre, w pierwszych ludzi. Ja to tam nie wiem, ale zwierzęta często są lepsze niż ludzie, więc ten podział mnie trochę dziwi.

Kojot
Copilot


Z kolei wedle plemienia Miwok Kojot stworzył wszystkie zwierzęta i wezwał je na naradę, by stworzyć człowieka. Każde ze zwierząt chciał podarować nowej istocie jakąś ze swoich cech, ale Kojot uznał, że tylko dowcip i przebiegłość zasługują, by przekazać je ludziom. Kiedy każdy zwierzak tworzy swoją wersję człowieka, Kojot po kryjomu pod osłoną nocy niszczy je, także na samym końcu pozostaje tylko jego, co tłumaczy, skąd wśród ludzi przebiegłość większa, niż u innych istot żywych.

W plemieniu Nawaho wierzy się, że u zarania Dziejów Czarny Bóg tworzył gwiazdy. Kojot to podpatrzył i spróbował stworzyć swoje. Czarny Bóg starał się rozmieszczać gwiazdy równomiernie na nieboskłonie, ale Kojot, jak to Kojot, żartowniś, rozrzucał gwiazdy byle jak, stąd ich nierównomierne ułożenie i liczne konstelacje na niebie. Te, które świecą mocniej i jaśniej na nocnym niebie, to dzieło Czarnego Boga, a te słabsze, były wyrzucone przez Kojota, ale Czarny Bóg nie chciał ich zapalić tak mocno, jak swoich. Tak też powstała Droga Mleczna, która według Nawaho jest drogą, po której chodzą dusze między niebem a ziemią. W tym samym plemieniu istnieje rytuał zwany Drogą Kojota. Ma on na celu przywrócenie zdrowia pacjentowi, poprzez zyskanie harmonii między nim a Kojotem, uznawanym za opiekuńczego ducha. W ich języku to brzmi  Nawaho wierzą, że czarownice, zwane skin-walkerami, w ich języku naaldlooshii, potrafią się zamieniać właśnie w Kojoty. Istnieje też przesąd, że jeśli człek wyruszy w podróż i na drodze stanie przed nim Kojot, należy zawrócić i nie kontynuować tej wyprawy, ponieważ podczas niej wydarzy się jakieś nieszczęście. Ot, taki indiański odpowiednik europejskiego czarnego kota.


Skin-Walker
ChatGPT


Inna historia opowiada, jak w dawnych wiekach ziemię terroryzował pewien Olbrzym. Łapał ludzi i ich zjadał, nie oszczędzał nawet ludzkich dzieci. Widząc to, Kojot postanowił z nim porozmawiać i zademonstrował, jak szybko biega. Obiecał olbrzymowi, że przekaże mu swoją moc szybkiego biegania, ale w tym celu musi złamać olbrzymowi nogi a następnie na nie napluć, by w ten sposób przenieść na niego swoją zdolność. Olbrzym, skuszony wizją nowej umiejętności, zgodził się. Kojot złamał mu więc nogi… i uciekł. Od tej pory olbrzym był bezradny i już długo wśród ludzi nie pociągnął.

Dwie najciekawsze historie o Kojocie zostawiłem na sam koniec. Pierwsza z nich pochodzi z plemienia Karuk. U zarania dziejów ogień należał wyłącznie do istot zwanych Starymi Ludźmi. Trzymali go w zamknięciu przed innymi i nie pozwalali się do niego zbliżyć. W tej epoce Indianie żyli w ciemności, chłodzie, jedli jeno surowe mięso. I wtedy na scenę wkracza on. Pan Kojot. Postanawia zmienić stan rzeczy i wykraść ogień, by każdy mógł z niego korzystać. Kojot więc udał się do miejsca, w którym przebywali Starzy Ludzie. Zaczął z nimi rozmawiać, dowcipkować, jak to miał w zwyczaju, bawić się. Wszystko po to, by uśpić ich czujność. Kiedy zapadła noc, podkradł się do ogniska i porwał jedno z płonących polan. Gdy wymykał się, dostrzegli go strażnicy Starych Ludzi i zaczął się epicki pościg, przez góry, doliny, na przełaj przez rzeki. Kojot uciekał, ile sił w nogach, a polano coraz bardziej się spalało. W końcu zaczęło go parzyć w pysk. Widząc to, inne zwierzęta pospieszyły na pomoc. Kojot przekazał pierw zdobycz Orłowi, Orzeł Jeleniowy, a Jeleń Wilkowi. Na końcu Wilk oddał płonące polano Sowie, a ta dostarczyła go ludziom, ukrywając w suchym kawałku drewna. Od tej pory Indianie mieli ogień, a także nauczyli się od zwierząt rozpalać go, pocierając o siebie suche patyki, gdyby wygasł. Mit tłumaczy jeszcze jeden fakt – w miejscach na ciele, gdzie ogień poparzył Kojota, wszyscy przedstawiciele tego gatunku mają teraz jaśniejsze futro. W tym micie łączą się dwie cechy Kojota – dowcipnisia i szachraja oraz ducha opiekuńczego ludzkości. Z jednej strony robi na złość Starym Ludziom, burząc ich porządek świata, niczym Loki czynił na złość Asom, z drugiej strony, jest prawdziwym altruistą, gotowym na poświęcenie i cierpienie, by pomóc ludzkości, niczym grecki Prometeusz.

Plemię Zuni opowiada ciut inną wersję. U zarania dziejów ludzkość żyła w półmroku. Nie było dnia, jaki dziś znamy, ale coś jak przedświt. Nie dało się uprawiać roli, niebezpiecznie było podróżować. Chłód i ciemność były codziennością i zmorą ludzkości. Słońce było własnością Wielkiego Wodza, który mieszkał daleko za górami i lasami. By nikt go nie wykradł, trzymał je zamknięte w cedrowej skrzyni, która była ukrywa w jeszcze większej skrzyni, a ta w jeszcze większej. Mimo wszystko, Słońce świeciło tak jasno, że światło przebijało się trochę przez szczeliny skrzyń, stąd też na świecie panował półmrok, a nie całkowita ciemność w ciągu dnia. Kojot uznał, że tak cenne źródło światła marnuje się w zamknięciu, więc użył swoich magicznych zdolności i zamienił się w sosnową igłę. Następnie popłynął rzeką do miejsca, gdzie Wielki Wódz i jego Córka czerpali wodę. Dziewczyna zaczerpnęła drewnianym kubkiem wodę z rzeki, w której znalazła się sosnowa igła. Albo Kojot pod postacią igły. Albo Kojotoigła. Nieważne jak go nazwiemy. Wypiła wodę, nie zauważając igły i połknęła ją. W magiczny sposób zaszła w ciążę, a po dziewięciu miesiącach urodziła syna… Który był Kojotem w formie niemowlaka, ale tego jeszcze nie wiedziała. Kojot wychowywał się i dorastał u Wielkiego Wodza oraz Córki Wodza, a jednocześnie jego ludzkiej matki. Pewnego dnia uprosił dziadka, by mógł się pobawić skrzynia ze Słońcem. Wielki Wódz się zgodził. Wtedy Kojot porwał skrzynię i zamieniwszy się w wielkiego orła, odleciał. Podczas lotu skrzynia otworzyła się, a uwolnione Słońce poleciało wysoko na niebo, gdzie znajduje się po dziś dzień. Wódz był wściekły, ale kradzież dokonała się, a Kojot stał się bohaterem ludzkości, która weszła w nowy wiek słonecznych dni. W momencie, jak Słońce opuściło skrzynię, zaczęło się toczyć po niebie i właśnie ten ruch od wschodu do zachodu możemy obserwować.

Kojot kradnący ogień
Copilot


Na dziś to tyle. Zachęcam do pozostawienia subskrypcji, by nie ominęły Was następne materiały, a także do polubienia, jeśli odcinek Wam się podobał. Chciałbym również zaprosić do odsłuchania innym słuchanek, które już miały premierę na tym kanale, byście mogli poznać istoty z różnych wierzeń. Zachęcam także do odwiedzenia mojego profilu na Facebooku, gdzie publikuję informacje o nowych artykułach na blogu, jak i zapowiedzi tego, co pojawi się tu, na Youtube. A jeśli możesz, drogi Słuchaczu lub droga Słuchaczko, wesprzeć moją twórczość finansowo, zapraszam do odwiedzenia strony na Patronite, by zostać Patronem wzorem Piotra Brachowicza. Do usłyszenia w następnym materiale. A tymczasem, bywajcie!