piątek, 27 sierpnia 2021

Ratatosk


Źródło: https://bavipower.com/blogs/bavipower-viking-blog/ratatoskr-the-most-naughty-gossipaholic-in-norse-mythology,
data odczytu: 26.08.2021

Widujemy je w parkach, widujemy w lasach. Skaczą z gałęzi na gałąź, szukają zakopanego pożywienia, te bardziej oswojone dają się nawet karmić z ręki. Czasami są rude, czasami czarne. Mowa o wiewiórkach. Ten sympatyczny gryzoń występuje w Europie i Azji, znany był również Skandynawom. Jeden z przedstawicieli tego gatunku pojawiał się nawet w wierzeniach wikingów. Dziś poznamy go bliżej – przed Wami Ratatosk.

Zbiory własne

Ratatosk (nord. rata – szczur, toskrząb, kieł, czyli w wolnym tłumaczeniu – Szczurozęby :) był wiewiórką, która biegała po pniu Yggdrasila, świętego jesionu i osi świata w nordyckich wierzeniach. Był posłańcem pomiędzy Wielkim Orłem, siedzącym w koronie drzewa, a smokiem Niðhoggiem, który spijał krew poległych wojowników przy korzeniach. Przekazywane przez niego wiadomości powodowały konflikt między obiema istotami. Zakłada, się, że to złośliwa wiewiórka przekręcała słowa by powodować zwadzę między rozmówcami. Gryzoń uważany był przez wikingów za sprytnego i psotnego stwora. Ratatosk po drodze podgryzał korę i gałązki drzewa, tak samo jak czynił to Niðhogg, by nim zachwiać i strącić Orła z najwyższych gałęzi. Każdy, kto słyszał skrzeczącą wiewiórkę wie, że jej odgłosy mogą wydać się niemiłe lub przedrzeźniające. Zapewne i tak odbierali je wikingowie, przypisując Ratatoskowi rozsiewanie wrogich plotek.

Zbiory własne

Inne role wiewiórki nie są znane, nie bierze on udziału w walkach bogów, olbrzymów czy bohaterów. Być może więc Ratatosk jest najbardziej przebiegłą i destruktywną istotą w cały Kosmosie, nie tylko samemu powoli niszcząc oś łączącą wszystkie dziewięć światów mitologii nordyckiej, ale także powodując konflikty między innymi istotami, by niszczyły Yggdrasil. Niepozorne małe stworzenie nie ma krzepy lodowych olbrzymów, czy magicznych artefaktów bogów, jednak wykorzystuje innych do realizacji swojego celu. Pod Zmierzchu Bogów, Ragnaröku, ma zapanować nowy świat, bez wojen i cierpienia, a podgryzający korzenie drzewa smok Niðhogg zostanie zabity. Na koniec pozostaje więc otwarte pytanie, czy Ratatosk jest sługą zła, który dąży do kresu pewniej ery i zniszczenia praktycznie wszystkiego, co żyje, czy też chce przyspieszyć cały proces upadku i odrodzenia się Wszechświata, poprzez szybsze doprowadzenie do śmierci potwora? Prawdziwych motywów wiewiórki chyba nigdy nie poznamy…



Ratatosk pojawił się w ostatnich latach w dwóch grach komputerowych – God of War oraz Assasin’s Creed: Valhalla. Scenę z tego ostatniego występu możecie obejrzeć poniżej:


Na sam koniec chciałbym tradycyjnie zaprosić do odwiedzania mojego profilu na Facebooku a także podziękować Piotrowi Brachowiczowi, za wspieranie mojej twórczości na Patronite.

piątek, 13 sierpnia 2021

Rán - Bogini Wzburzonego Morza

 

Alan Gajewski Rán
2021

Skandynawia jest górzystym terenem o bardzo długiej linii brzegowej, poprzecinanej setkami fiordów. Wzdłuż wybrzeża przebiegało wiele wodnych szlaków handlowych. Wielka woda była także nieodłącznym elementem życia w zatokach. Nie może więc dziwić, iż stanowiła istotny element wierzeń wikingów. Jednym z bóstw, które patronowały morzom, była Rán i to właśnie jej chciałbym poświęcić dzisiejszy temat.

Rán była małżonką Ægira, który tak jak ona był bóstwem morskim. Mieli dziewięć córek, których imiona to poetyckie nazwy fal: Blóðughadda (Krwawowłosa), Bylgja (Fala), Dröfn (Pieniąca), Dúfa (Opadająca Fala), Hefring (Podnosząca się Fala), Himinglæva (Przejrzysta), Hrönn (Źródlana), Kólga (Chłodna) oraz Uðr (Spieniona). Również i imię Rán było używane w wielu kenningach. Rán-beðr (nord. Łoże Rán) to określenie dna morskiego. Ránar land (nord. Kraj Rán), Ránar salr (nord. Sala Rán) oraz Ránar vegr (nord. Droga Rán) z kolei określały samo morze. Atrybutem bogini była sieć rybacka, w którą niekiedy była odziana. I podobnie jak rybacy używali sieci do łapania ryb, tak Rán zarzucała ją na statki, by wciągać marynarzy w morską toń. W jednym z mitów Loki, bóg oszustw, pożyczył pewnego razu sieć od bogini, by złapać krasnoluda Andvariego, który potrafił zamieniać się w szczupaka. Ta sama sieć posłużyła później do złapania Lokiego, kiedy ten doprowadził do śmierci Baldura.

W tym miejscu warto podkreślić, że nordyckie zaświaty nie były jednym miejscem, a wieloma krainami, do których można było trafić po śmierci. Najbardziej znana jest Walhalla, gdzie wędrowała połowa ludzi walecznych lub zabitych w walce. Topielcy  trafiali do podwodnego złotego (lub wedle inne wersji, koralowego) pałacu Rán, który mieścił się gdzieś na dnie morza w pobliżu leżącej w cieśninie Kattegat wyspy Læsø, nazywanej przez wikingów Hlésey, czyli Wyspy Hléra (jedno z imion Ægira). Samo imię bogini jest również rzeczownikiem w staronordyckim – rán oznacza kradzież, rabunek. Takie miano nie dziwi – bogini okradła marynarzy z ich życia, a ich rodziny z mężów i ojców, którzy wypływali na otwarte morze, zdając się na kaprysy morskiego bóstwa.

Źródło: https://norsemythologypics.tumblr.com/post/625482648211587072/r%C3%A1n-is-the-sea-goddess-in-norse-mythology, data odczytu: 12.08.2021

Istniał sposób, by ubłagać Rán i prosić ją o darowanie życia. W momencie, gdy morze stawało się niespokojne, a znajdujący się na pokładach statków ludzie spodziewali się śmiertelnego zagrożenia, należało w morską toń cisnąć odrobinę złota. Bogini była chciwa nie tylko na ludzkie dusze, ale i na cenny kruszec. Taka ofiara wedle wikińskich wierzeń mogła ocalić całą załogę od pewnej zguby. Przypuszcza się, iż część znalezisk z duńskich cieśnin, takich jak wydobyte z dna bronie czy biżuteria, również mogły być rzucone w wody specjalnie w celu zaskarbienia sobie łaski Rán. Ciekawostką jest, iż samo złoto w poezji było opisywane kenningiem Ogień Ægira. Być może powodem były właśnie znajdywanie samorodków złota lub błyskotek pod wodą – z nad powierzchni wyglądały jak małe ogniki. Przypuszcza się, iż mogły również zdarzać się ofiary składane z ludzi, w celu zaspokojenia kaprysów morskiej bogini. Handlarze niewolników mieli rzekomo w tym celu wyrzucać za burtę co dziesiątego schwytanego jeńca[1].

Rán w przeciwieństwie do męskich bóstw morza, jak jej mąż Ægir czy Njord, jest bardziej niespokojna. Być może ta różnica wyrażała rozdźwięk, jaki wikingowie widzieli między kobiecą a męską naturą – wszak i dziś powiemy, że kobieta zmienną jest. I może właśnie dlatego przypadło jej patronowanie zmiennym warunkom na morzu, a nie spokojnej pogodzie.

 Na sam koniec chciałbym podziękować Alanowi Gajewskiemu, który zilustrował dzisiejszy temat a także Piotrowi Brachowiczowi, za wspieranie bloga. Jeśli podoba Ci się to, co powstaje na stronie - wesprzyj mnie na Patronite i odwiedź na profilu na Facebooku.


[1] Encyclopedia of Spirits: The Ultimate Guide to the Magic of Faries, Genies, Demons, Ghosts, Gods & Goddesses Judika Illes, Harper Collins Publishers, 2009

piątek, 30 lipca 2021

Nøkk

Nøkken
 Theodor Kittelsen, 1904 rok


Woda od zawsze fascynowała i jednocześnie przerażała ludzi. Podróżnicy wypływali na bezkresne morza i oceany szukając nowych ziem i przecierając szlaki. W ich opowieściach gościły również przerażające morskie stworzenia, jak grasujący na północnym Atlantyku Kraken. Nie inaczej było z mniejszymi zbiornikami jak zatoki, jeziora i rzeki. Stanowiły drogi komunikacji, dostarczały pożywienia, ale i budziły grozę. To w ich głębinach czaiły się przenajróżniejsze istoty, jedne bardziej przychylne człowiekowi, inne mniej. Wśród mieszkańców Skandynawii powszechna była wiara w Nøkki, złowrogie duchy, które topiły śmiertelników.

Nøkki (forma określona w norweskim Nøkken) zamieszkiwały wszystkie słodkie zbiorniki wodne Północnej Europy, od rzek po jeziora. Etymologia nazwy (zapisywanej także jako Nykk lub Niks) wywodzi się od starogermańskiego nikwus oznaczającego mycie, pranie, podmywanie. Z tego samego słowa wywodzą się staro angielskie nicor oraz wysokoniemieckie (grupa języków germańskich) nihhus którym można określić stworzenia wodne jaki i potwory. Nøkki występowały zarówno formie męskiej, jak i żeńskiej. Samce mogły ukazywać się jako grajkowie z skrzypcami, na których wygrywały piękne melodie. Samice, niczym syreny, potrafiły kusić swoimi wdziękami. Przybierały także postaci zwierząt. Nøkk pod postacią białego lub siwego konia mógł porwać człowieka, który go dosiadł i utopić w wodzie. Stwory zmieniały swoją postać nie tylko w inne istoty żywe, ale także w rośliny i przedmioty. Pływająca kłoda, czy opuszczona tratwa również mogły okazać się zakamuflowanym potworem. Jednak w swej prawdziwej formie były oślizgłymi stworami o świecących oczach i ostrych kłach, często z wodorostami zamiast włosów lub brody.

Nøkki przetrwały chrystianizację Skandynawii. Wierzono, że były wyjątkowo groźne dla kobiet w ciąży i nieochrzczonych dzieci. Niektóre podania wspominały, iż Nøkkami stawały się dusze ludzi, które nie zaznały zbawienia po śmierci i zostały skazane na wieczną tułaczkę w pobliżu zbiorników wodnych.

Nøkken
Katherine Rasmussen


Niektóre Nøkki oczekiwały składania ofiar. Miejscowa ludność, by udobruchać stwora i uchronić się przed utopieniami swoich bliskich, ofiarowała co mogła. Mile widziana było upuszczenie krwi do zbiornika wodnego, poświęcenie czarnego zwierzęcia lub wrzucenie w odmęty wody drogiego alkoholu. Zaspokojony Nøkk nie topił miejscowych a nawet potrafił pomóc. Uważano, iż są świetnymi muzykami. Osoby, które chciały uzyskać niesamowite brzmienie swoich instrumentów, zostawiały je nad brzegiem wody. Kiedy po jakimś czasie wracały po nie, były one nastrojone tak perfekcyjnie, jak nie zrobiłby tego żaden śmiertelnik. Czasami potrafiły także uczyć ludzi gry na instrumentach, w zamian za obietnicę modlitwy w ich intencji – wszak jako istoty niedopuszczone do zbawienia chciały znaleźć cień szansy na spokojną wieczność. Na muzyczne talenty potwora trzeba było jednak uważać. Bywało i tak, iż grając zaczarowane melodie na skrzypcach lub harfie zwabiał kolejne ofiary do siebie (chociaż ten drugi instrument często utożsamiany jest z inną istotą, Fossegrimem, ale o nim opowiemy sobie innym razem).

Spotkałem się z dwiema wersjami wydarzeń, co działo się z ofiarami Nøkka. Wedle jednej, były one po prostu zjadane. Natomiast wedle innej wersji trafiały jako nieumarłe sługi do podwodnej siedziby stwora. Opisy wspominają o pałacu o zielonych ścianach znajdującym się na dnie danego jeziora lub rzeki. Tam, przez całą wieczność, zarówno utopieni ludzie jak i zwierzęta, służyły Nøkkowi. By uchronić się przed porwaniem w głąb wody można było nosić przy sobie jakiś stalowy przedmiot. Mogła to być igła, krzyżyk lub małe narzędzie. Rzucone w stronę płynącego stwora skutecznie mogło go odstraszać. Wspomóc można się było również krzycząc na istotę, lub wypowiadając słowa modlitwy.

Od nazwy stwora pochodzi potoczne miano lilii wodnych w Norwegii – kwiaty Nøkka lub róże Nøkka. Ponoć zerwane lilii ze zbiornika zamieszkanego przez tą istotę powodowało jej gniew i dawało kolejny powód, by wciągnąć złodzieja pod powierzchnię wody.

Nøkken krzyczy
Theodor Kittelsen, 1910 rok


Wzmianki o Nøkkach pojawiały się już w epoce wikingów, jednak wyobrażenia, jakie przytaczam, ukształtowały się w renesansie. Przejawiają wiele wspólnych cech ze wspomnianymi Fossegrimami, celtyckimi Kelpie, które też przybierały postacie koni, japońskimi Kappami, czy w końcu naszymi słowiańskimi Utopcami oraz Wodnikami. Wszystkie te istoty mogły pozbawić człowieka życia, topiąc go w swoim zbiorniku wodnym. Dziś można uznać, że straszenie nimi było sposobem ostrzegania przed niebezpieczną wodą i sposobem, by zachować ostrożność, nawet w miejscach, które się zna. Widać to zwłaszcza przy przestrogach przed zbieraniem lilii wodnych – pozornie spokojna woda, na której te rośliny żyją, mogła skrywać niebezpieczne, muliste dno. Dlatego po przeczytaniu dzisiejszego artykułu, niech każdy z Was uważa wybierając się nad wodę – nigdy nie wiadomo, gdzie Nøkk mógł zrobić sobie siedlisko.

Na sam koniec chciałbym tradycyjnie zaprosić do odwiedzania mojego profilu na Facebooku a także podziękować Piotrowi Brachowiczowi, za wspieranie mojej twórczości na Patronite.

piątek, 16 lipca 2021

Miecze Ulfberhta

 

Źródło: https://www.tf.uni-kiel.de/matwis/amat/iss/kap_b/illustr/ib_4_2.html,
data odczytu: 14.07.2021

Kiedy pojawia się droga i dobra rzecz znanej marki, w krótkim czasie rynek zalewają również jej podróbki, niekoniecznie utrzymujące jakość i standard wykonania pierwowzoru. Nie jest to jednak zjawisko współczesne, gdyż i w średniowieczu podrabiano znanych rzemieślników i ich markowe produkty. Doskonałym przykładem mogą być bronie wykuwane przez kowala imieniem Ulfberht.

Do naszych czasów dotrwało 166-170 mieczy wykonanych przez Ulfberhta  i jego naśladowców. Cechą charakterystyczną i swoistym znakiem towarowym ze średniowiecza, jest wygrawerowany na nich napis +VLFBERH+T.  Druga strona ostrza zawiera różne wersje plecionych wzorów lub inne inskrypcje. Miecze ze wspomnianynm napisem znajdywano na terenie całej Europy, najwięcej w Norwegii i Finladnii. Powstawały między IX a XI wiekiem, tak więc nie mogły wyjść spod młota jednego kowala. Wszystkie miały podobne wymiary i wagę – średnią długość ok. 90 cm, szerokość ostrza 5 cm oraz wagę w przybliżeniu 1,2 kg. Była to broń jednoręczna, obosieczna. Wykonane były z wysokonawęglonej stali tyglowej, czyli takiego stopu, który zawierał domieszkę węgla na poziomie 1,5-2%. Proces wymagał wytwarzania oręża w wysokiej temperaturze ponad 1600 stopni Celsjusza, co jest zagadką dla ekspertów w sprawie broni, gdyż piece z tamtej epoki nie byłyby w stanie wytworzyć takiego ciepła. Kształt ostrza był formą przejściową pomiędzy mieczami używanymi w epoce wikingów a ostrzami rycerzy z czasów wypraw krzyżowych. Miecze Ulfberhta były twardsze a jednocześnie mniej kruche i lżejsze, niż typowe ostrza stosowane w średniowieczu.

Niektóre znalezione miecze odbiegają standardem wykonania i jakością materiałów od innych, przez co uważa się je za podróbki (utożsamiane między innymi z inskrypcją  +VLFBERH+, +VLFBERTH). Po przebadaniu większości ze znalezionych mieczy eksperci doszli do wniosku, że najwyższą jakością cechują się te okazy, które mają wygrawerowaną inskrypcję +VLFBERH+T oraz +VLFBERHT+ - wskazywałoby, iż to one były oryginalnymi i licznie naśladowanymi oryginałami. Ulfberht przekazał zapewne wiedzę o produkcji swojej broni uczniom lub potomkom. Jakość jego mieczy i idące za nią ceny były zapewne na tyle kuszące, że każdy kowal czy sprzedawca broni chciał mieć do zaoferowania ostrza opatrzone inskrypcją +VLFBERH+T. Przypuszcza się, że pierwsze miecze jak i ich wykonawca pochodziły gdzieś z terenów Nadrenii, jednak, jak już wspomniałem, najwięcej znalezisk pochodzi ze Skandynawii. Powszechnie uważa się, że taka liczba znalezisk spowodowana jest sposobem, w jakim dokonywano pochówków. Skandynawowie, w przeciwieństwie do chrześcijańskich wojowników, byli chowani do grobów ze swoją bronią. Tym samym to dzięki wikińskim obrzędom pogrzebowym kilkadziesiąt ostrzy Ulfberhta zachowało się do naszych czasów właśnie na północy Europy. Wysokowęglową stal, potrzebną do wytwarzania tych znakomitych mieczy, mógł sprowadzać z Bliskiego Wschodu, przez Ruś a następnie Wołgę. 

Tajemnicą Ulfberhta pozostanie zapewne, jak doszedł do tak niesłychanej receptury stali, która pozwoliła mu tworzyć znakomite miecze. Podobnie jak bronie wytworzone ze stali damasceńskiej, jego ostrza wyprzedzały epokę, w której żył.

Temat znalezisk nie jest zamknięty. W 2008 roku w Szwecji pewna ośmiolatka znalazła w jeziorze miecz z epoki wikingów. Znaleziska takie jak to pokazują, że na świecie ciągle może być wiele broni, które tylko czekają, aż zostaną odnalezione. Wiele z nich może okazać się mieczami Ulfberhta lub jego naśladowców.

Dla chętnych, którzy chcą dowiedzieć się, jak mogła wyglądać produkcja mieczy przez Ulfberhta, polecam poniższy film:


Na sam koniec tradycyjne podziękowania dla Piotra Brachowicza za wspieranie mojej twórczości. Dla tych, którzy chcą również dorzucić swoją cegiełkę, zapraszam na portal na Patronite. Zachęcam również do odwiedzenia mojej strony na Facebooku.

piątek, 2 lipca 2021

Miernik i Granicznik


Źródło: http://zdlugopisa.blogspot.com/2017/09/granicznik.html,
data odczytu: 01.07.2021

Ostatnimi czasy miałem wiele problemów z przeprowadzeniem pewnych prac geodezyjnych. Cała sytuacja przypomniała mi o wierzeniach naszych przodków w kary, jakie spotykają nieuczciwych ludzi (zwłaszcza urzędników). Dziś omówimy sobie dwa rodzaje istot, które po śmierci musiały pokutować za oszustwa, których dopuściły się za życia.

Współcześnie każdy ma mniejsze lub większe wykształcenie. Mamy też wyspecjalizowane sprzęty jak wagi różnych rodzajów, miarki do sprawdzania objętości, mierniki do wyznaczania długości czy innych właściwości obiektów. No i jest Internet, gdzie wszystko można zweryfikować, czy przynajmniej uzyskać podpowiedzi, gdzie szukać informacji. W dawnych wiekach nie było jednak tych dobrodziejstw i pomiarami zajmowali się tylko wyspecjalizowani ludzie. Same przyrządy też były mniej precyzyjne i bardziej skomplikowane w obsłudze. Nie wystarczyło tylko naciśnięcie przycisku, by dokonać pomiaru – kto korzystał chociażby z wagi lekarskiej, ten wie o czym mówię.

Oszukiwać więc mogli kupcy, ważąc skupywane lub sprzedawane towary albo geometrzy (geodeci), wyznaczający granice pól na wsiach. Zaniżanie wagi przy skupowaniu zboża, czy zawyżanie przy sprzedawaniu dóbr (albo oszukiwanie, jak chrzczenie piwa) mogło spotkać każdego prostego chłopa. Przykładowo, przy skupywaniu ziarna przez młynarzy, miarą potrząsano lub nawet ugniatano, by więcej zboża ułożyło się jak najciaśniej i weszło do środka. Tych praktyk nie stosowano jednak przy sprzedaży, by była większa objętość, gdyż w dawnych wiekach nie ważono tego towaru, ale mierzono właśnie ze względu na objętość. Prostemu chłopu ciężko było dojść swoich racji, bowiem jak udowodnić, że został potraktowany niesprawiedliwie? Tak samo było z pomiarami gruntów, gdy rolnik najczęściej tracił cześć swojej ziemi na rzecz wpływowego sąsiada czy też lokalnego pana, gdyż według geometrów/geodetów wcześniejsze granice były źle wytoczone, albo miedza została wyznaczona w złym miejscu. W społeczeństwie opartym na rolnictwie ziemia zapewniała pożywienie i dochód. Mniej arów to mniej pieniędzy i trudniejszy żywot. Nic dziwnego, że takie praktyki budziły nieufność a także poczucie krzywdy. Nie widząc szans na sprawiedliwość na tym świecie wśród ludu zaczęto wierzyć w pokutę w zaświatach, na którą oszuści byli skazywani.

Przykładem takiego pokutnika w zaświatach miał być Jakub Gibboni (nazwisko spolszczane też jako Dziboni), syn włoskiego hutnika Jana Gibboniego, który w XVII wieku zarządzał przedsiębiorstwem hutniczym w Studziannie (obecnie powiat przysuski w województwie mazowieckim). Oszukiwał chłopów na wagach żelaza. Po jego śmierci w 1709 roku jego duch zaczął nawiedzać własne przedsiębiorstwo, prosząc pracowników o zamienienie oszukanej wagi na prawdziwą. Błagając przyznawał, że dopóki to się nie stanie, będzie cierpiał męki w piekle. Historia była na tyle znana (lub nawiedzenia zdarzały się tak często), iż została opisana nawet w kronice traktującej o wydarzeniach historycznych w Studziannie. Gibboni stał się po śmierci duchem, którego nasi przodkowie nazywali miernikiem. Innym przykładem miernika, a raczej mierniczki, może być karczmarka z powiatu szamotulskiego w Wielkopolsce, która oszukiwała chłopów na podawanych trunkach. Ślady jej przewinień zachowały się polichromii w kościele św. Mikołaja we wsi Słopanowo. Widnieje na niej diabeł, który porywa oszustkę do piekła. Nad nią napisał także powód pokuty – Bo nie dolewała. W wielu miejscowościach również zachowały się podania o młynach, opuszczonych lub nie, z których nocami dobiegały odgłosy pracy lub smętne zawodzenie. Miały to być dusze młynarzy, którzy fałszowali pomiary skupowanego ziarna za życia i teraz muszą wykonywać swoją pracę przez całą wieczność.


Źródło: https://pl.m.wikipedia.org/wiki/Plik:Diabe%C5%82_zabiera_karczmark%C4%99_-_S%C5%82opanowo_-_001101_3_tab_KLWII_p.jpg, data odczytu: 01.07.2021

Szczególny typ mierników stanowiły świcki, zwane także granicznikami. To dusze wspomnianych geodetów, którzy po śmierci błąkali się po niesłusznie wytyczonych za życia granicach. Ich karą było wytyczanie pomiarów gruntów przez całą wieczność. Pierwsza nazwa pochodzi od ich wizerunku. Często bowiem widziano nietypowe światło unoszące się nad miedzą. W dzień były to zapewne promienie słoneczne odbijające się od leżących wśród pól narzędzi czy też szkła. W nocy, postacie błędnych ogników, dziś utożsamiane z gazem błotnym. Opisy jednak różniły się znacząco w różnych regionach. Czasami były to postacie na pozór ludzkie, które świeciły własnym światłem. Czasami widma z lampami przemierzające grunty. Innym z kolei razem były to ogromne świece lub latarnie z głową człowieka, albo ludzkie sylwetki z lampą zamiast głowy. Na pewno jednak każde ich wyobrażenie związane było z jakąś formą światła. Większość nie szukała sposobności by krzywdzić ludzi. Kontakty z ich strony miały raczej formę błagalną, by wybawić ich od mąk piekielnych lub nawet ofiarowywały swoją pomoc. Gdy ktoś po ciemku zbłądził drogę, pomagały oświetlić teren i bezpiecznie wrócić. Często też nosiły ze sobą kamienie lub słupki graniczne. Jeśli taki granicznik spytał śmiertelnika, co ma zrobić z przedmiotem, należało mu nakaz odłożenie go na właściwe miejsce (czyli na miejsce sprzed oszukanych pomiarów, których dokonał za życia). Takie przywrócenie właściwego oznaczenia granicy pola uwalniało duszę świcka od niekończącej się pokuty. Zdarzały się jednak wyjątki. Czasami złośliwy granicznik pod postacią błędnego ognika wyprowadzał chłopa w przysłowiowe pole, a ten ginął na mokradłach lub zaatakowany przez zbójców czy też przez dzikiego zwierza.

Wiara w mierniki i graniczniki była chęcią doszukiwania się sprawiedliwości na tym, lub przyszłym świecie. Jedno jest pewne – nie warto oszukiwać innych, by samemu się wzbogacić, gdyż kara za to może trwać przez całą wieczność. A chyba nikt z nas nie chce pozostać na pełnym etacie, zwłaszcza na nocnych zmianach, do końca świata, prawda?

Jeśli podobają Ci się tematy, które tworzę - grosza daj wikingowi i wesprzyj moją twórczość na Patronite. Zapraszam również do obserwowania profilu na Facebooku. Dziękuję także Piotrowi Brachowiczowi za wspieranie mojego bloga oraz zapraszam do wyglądania następnego tematu już za dwa tygodnie.

piątek, 18 czerwca 2021

Łódź z Hjortspring

 

Źródło: https://en.natmus.dk/historical-knowledge/denmark/prehistoric-period-until-1050-ad/the-early-iron-age/the-army-from-hjortspring-bog/the-hjortspring-boat/, data odczytu: 17.06.2021

Drakkary, smocze łodzie, są jednym z symboli epoki wikingów. Ich konstrukcja nie jest trudna do rozpoznania – od dziobu reprezentującego smoka lub inne zwierzę, przez długi drewniany pokład z jednym masztem aż po rufę kształtem przypominającą ogon zwierzęcia. Taka budowa statku opiera się na znacznie starszej konstrukcji, której początków można doszukiwać się w prehistorii.

By bliżej poznać historię skandynawskich łodzi przenieśmy się na tereny szwedzkiej gminy Tanum. Ten położony na południu kraju obszar to miejsce w którym znaleziono tysiące petroglifów z epoki brązu. W innych częściach Skandynawii również znaleziono mnóstwo naskalnych rysunków, jednak Tanum jest ewenementem, jeśli chodzi o ich zagęszczenie. Większość z nich powstała między 1700 a 200 rokiem przed naszą erą. O samych petroglifach opowiemy sobie więcej w przyszłości, dziś chciałbym skupić się na jednym z motywów, który dość często na nich występuje, a mianowicie na łodziach.

Statki są drugim najczęstszym motywem przewijającym się wśród petroglifów. Nie posiadają żagli – to raczej czółna, które były napędzane siłą ludzkich mięśni. Przypuszcza się, że niektóre rysunki przestawiały rytuały związane z łodziami, być może nawet ceremonie pogrzebowe. Są to wizerunki długich statków, mieszczących kilka a nawet kilkanaście osób. Niektóre skały przedstawiają nie tylko pojedyncze łodzie, a całą ich flotę.

Źródło: https://commons.wikimedia.org/wiki/Rock_Carvings_in_Tanum,
data odczytu: 17.06.2021

Można by uznać, że naskalne rysunki były fantazją ich twórców lub wyobrażeniami scen mitologicznych, gdyby nie odkrycie, do którego doszło w 1921 roku na duńskiej wyspie Als. Z torfowiska Hjortspring Mose wydobyto łódź, datowaną na ok. 400-300 rok p.n.e.. Zarys statku odkopano już w 1880 roku, podczas wydobywania torfu, jednak na prawdziwe wydobycie połączone z badaniami archeologicznymi trzeba było czekać ponad 40 lat. Nazwy grzęzawiska zaczęto używać do określania rodzaju łodzi. I tym sposobem odnaleziony egzemplarz łodzi Hjortspring potwierdził, że petroglify z Tanum nie były tylko wymysłem autorów naskalnych dzieł – istniały i były używany naprawdę od zamierzchłych czasów.

Łódź z Hjortspring została w całości wykonana z drewna lipowego. Poszycie jest wykonane na zakładkę (tzw. klinkierowe) – kolejne warstwy desek nachodzą na wcześniejsze. W podobnym stylu wikingowie budowali tysiąc lat później swoje smocze łodzie. Elementy kadłuba łączone były sznurami zrobionymi z kory lipowej, korzeni świerku i niewyprawionej skóry. Całość uszczelniona została smołą. Dziób i rufa były wzmocnione kołkami i uszczelnione dodatkowo żywicą. Wymiary znaleziska to dziewiętnaście metrów długości i dwa metry szerokości. Konstrukcja nie posiadała masztu i była napędzana przez wioślarzy, siedzących po dwóch w każdym z dziesięciu rzędów ławek. Same wiosła wykonane były z klonowego drewna. Szacuje się, że sprawny statek mógł ważyć ok. 530 kilogramów. Waga nie wydaje się specjalnie duża, jeśli założymy, że załoga liczyła dwadzieścia osób. Łódź, podobnie jak drakkary w epoce wikingów, mogła zostać przeniesiona w razie konieczności przez płyciznę czy nawet przez ląd, do następnego zbiornika wodnego. Z tyłu statku znajdował się prosty ster.

Podobne znaleziska z późniejszych wieków pokazują, że główna konstrukcja była tworzona z jednego kawałka drewna, a drewniane kołki z czasem zostały zastąpione metalowymi nitami. Dzięki powstałej rekonstrukcji udało się ustalić, iż łódź mogła rozwijać prędkość 8 węzłów morskich, czyli niecałe 15 kilometrów na godzinę.

Statek w chwili znalezienia zawierał na swoim pokładzie pokaźną ilość broni oraz innych narzędzi. Dwa miecze zostały celowo wygięte. Ponadto, w czółnie  znaleziono zabitego konia, owcę, cielaka i dwa psy. Przypuszcza się, że cała łódź została zatopiona we w torfowisku specjalnie, co stanowiło element pewnego rodzaju rytualnej ofiary. Prawdopodobnie to właśnie celowe poświęcenie statku w torfowisku pozwoliło mu dotrwać do naszych czasów – podmokły teren zakonserwował go na tysiąclecia.

Źródło: https://en.wikipedia.org/wiki/Hjortspring_boat,
data odczytu: 17.06.2021

Spotkałem się kiedyś z opinią, że jedną z przyczyn wielkiej ekspansji wikingów na tereny Rusów, Franków i Anglosasów było wynalezienie drakkarów. Teorię tą można po omówieniu dzisiejszego tematu włożyć między bajki – statki od wielu stuleci fascynowały mieszkańców Skandynawii. Ulepszane na przestrzeni wieków, coraz szybsze i większe, jednak wciąż bazujące na konstrukcjach wymyślonych w starożytności. Podsumowując, kadłuby łodzi typu Hjortspring były budowane na zakładkę, napędzała je siła wioślarzy, a lekka konstrukcja pozwalała je w łatwy sposób przenieść po lądzie. Jedyne, co je odróżniało od późniejszych drakkarów to brak masztu. Był to idealny środek transportu, jak na tamte czasy, do podróżowania po Skandynawii. Liczne zatoki, wyspy (sama Dania obejmuje swoim terenem ponad 400 wysp!) oraz rzeki wcinające się głęboko w ląd tworzyły wielką sieć dróg wodnych. Nie dziwi więc fakt, że wikingowie stali się najgroźniejszymi wilkami morskimi swojej epoki – zamiłowanie do żeglugi mieli we krwi od setek pokoleń[1].

I na sam koniec mam dla was współczesną ciekawostkę. Rysunek łodzi z Tanum pojawił się na 50-koronowym banknocie szwedzkim, który może zobaczyć poniżej.

Źródło: https://banknotenews.com/?p=6941,
data odczytu: 17.06.2021

Jeśli podoba Ci się, to co tworzę - grosza daj wikingowi i wesprzyj moją twórczość na Patronite. Zapraszam również do polubienia mojego profilu na Facebooku. Na koniec chciałbym tradycyjnie podziękować mojemu Patronowi, Piotrowi Brachowiczowi.


[1] Stwierdzenie, iż zamiłowanie do żeglugi istniało od setek pokoleń jest oczywiście metaforą. Między czasem powstania łodzi z Hjortspring a epoką wikingów na terenach północnej Europy miało miejsce kilka wędrówek ludów. Spuścizna w postaci konstrukcji łodzi, architektury, uzbrojenia, przechodziła jednak i ewoluowała pomiędzy różnymi plemionami germańskimi południowo- i północnogermańskimi.

piątek, 4 czerwca 2021

Càirn

Park Narodowy Trollheimen w Norwegii
Zbiory własne

Wędrując po leśnych czy górskich szlakach można co jakiś czas zobaczyć namalowane oznaczenia trasy. Mogą to być znaki na korze drzew, budynkach lub na tabliczkach. Co jednak w sytuacji, gdy znajdujemy się w surowym, arktycznym klimacie, teren jest płaski i nie ma na nim żadnych szczególnych punktów orientacyjnych? Ludzkość znalazła sposób by oznaczać drogi w takich miejscach już w prehistorii, tworząc proste budowle z kamienia. Mowa tu o konstrukcji, która w języku gaelickim nazywa się Càirn, co prawdopodobnie pierwotnie oznaczało Róg

Càirny były budowane przez różne kultury, jednak ich konstrukcje są do siebie bardzo podobne. To starannie ułożone na sobie kamienie, tworzące charakterystyczne kopczyki lub wieżyczki. Mogły być uszczelniane piaskiem, mułem rzecznym lub gliną. Niektóre z nich mogły zawierać inne elementy dekoracyjne, mieć wyżłobione otwory lub być pomalowane kolorowymi farbami. Pełniły różne role, nie tylko drogowskazów. Mogły być ustawione w ważnych dla danej religii miejscach, przez co można było je uznać za kapliczki. Zdarzały się także Càirny ustawione w miejscach pochówków ważnych ludzi w lokalnych społecznościach. Niektóre z nich wskazywały miejsca obserwacji astronomicznych. Mogły także wyznaczać granice terytorialne, grunty gospodarstw lub określać tereny łowieckie. Większe kopczyki usytuowane na linii brzegowej, na małych wysepkach lub mieliznach miały z kolei sprawiać, że wybrzeże oraz płytkie wody będą lepiej widoczne z powierzchni statków. 


Jak już wspominałem, konstrukcje były używane przez rożne kultury, co wiąże się z ich różnym nazewnictwem. I tak dla przykładu dla Innuitów są to Inuksuki lub Inunnguaqi, czyli Imitacje Ludzi, ludy południowogermańskie nazywały je Steinmenn, co znaczyło Kamiennymi Ludźmi, a Włosi używali nazwy Ometti co znaczyło Mali Ludzie.

Kopczyki ustawiane ze względów religijnych nosiły w Skandynawii nazwę Hörgr. Budowane je na wzniesieniach i składano przy nich ofiary. Współcześnie śladów po nich można dopatrywać się w nazwach miejscowości, takich jak Harg, Hargan, Hörgá lub Hörgsdalur. Współcześnie takie kopczyki nazywane są przez Norwegów Varde (nord. Varðr), a wśród Szwedów znane są pod nazwą Kummel.

Odpowiednie ułożenie kamieni mogło nie tylko zapewniać o przebywaniu na właściwym szlaku, ale także wskazywać jego kierunek do następnego punktu. Przykładowo, w górskich terenach Ameryki Północnej Càirny układa się w taki sposób, by niektóre z kamieni tworzyły jakoby dziób – kierunek trasy. Stąd wśród Amerykanów konstrukcje znane są również pod nazwą Duck lub Duckies (ang. Kaczka). Należy jednak pamiętać, że niektóre kamienie mogły znaleźć się w podobnym ułożeniu przypadkiem, dlatego też wśród przemierzających amerykańskie góry turystów znane jest powiedzenie Two rock do not make a duck (ang. Dwa kamienie nie czynią kaczki).

Jedna z teorii mówi o ciekawym zastosowaniu Càirnów w rolnictwie i  ich wpływie na posadzone rośliny. Kamienie mogły być stawiane celowo nie tylko na granicach pól, ale i przy uprawach, w celu ochrony przed przymrozkami. Nagrzane w dzień światłem słonecznym skały powoli traciły ciepło w nocy. Niewielkie podniesie temperatury przy oddawaniu ciepła mogło mieć zbawienny wpływ na rośliny zwłaszcza w północnej części Europy, gdzie klimat jest bardziej surowy.


I na konie ciekawostka. W 2010 Zimowe Igrzyska Olimpijskie odbyły się w Kanadzie. Logiem zawodów został… Inuksuk, czyli inuicki Càirn.

 Jeśli podoba Ci się, to co tworzę - wesprzyj moją twórczość na Patronite. Zapraszam również do polubienia mojego profilu na Facebooku. Na koniec chciałbym podziękować mojemu Patronowi, Piotrowi Brachowiczowi, a także grupie przyjaciół, z którymi odwiedziłem Norwegię w lipcu 2018 roku - wszystkie zamieszczone dziś  zdjęcia pochodzą właśnie z tej wyprawy (tak, także to z typowym, lipcowym śniegiem).

piątek, 21 maja 2021

Karol Wielki a początek Epoki Wikingów

 

Źródło: https://www.worldhistory.org/image/13841/coronation-of-charlemagne/,
data odczytu: 20.05.2021

Rozpoczynając omawianie życia Karola Wielkiego zaczęliśmy od jego kampanii w Italii i wrócimy do niej również w ostatnim temacie poświęconym władcy Franków. W 795 roku nowym papieżem został Leon III. Kiedy wybrano go na głowę kościoła wysłał Karolowi Wielkiemu symboliczne klucze do grobu św. Piotra, za który to gest otrzymał obietnicę obrony w razie potrzeby. Nie spodobało się to części wpływowych dostojników rzymskich, którzy widzieli w tym geście wyraz uznania zwierzchności Karola nad Państwem Kościelnym. Przeprowadzili zamach na papieża, uwięzili go w klasztorze a także  próbowali okaleczyć. Leonowi udało się jednak uciec. Następnie udał się do Paderborn w Westfalii, gdzie aktualnie przebywał Karol, próbując tłumić kolejne powstanie Sasów.

Karol, który obiecał Leonowi ochronę, wrócił z nim do Rzymu. Tam odbył się synod, mający wykazać winę lub uniewinnić papieża. Wśród zarzutów było między innymi oskarżanie o cudzołóstwo, jednak niczego Leonowi nie udowodniono. Co więcej, oskarżycieli skazano na śmierć – wyrok ten złagodzono następnie i zamieniono na wygnanie z państwa. Pozycja papieża została przywrócona, a nawet umocniona. 25 grudnia 800 roku podczas mszy w Boże Narodzenie Karol został koronowany przez Leona na Cesarza Rzymskiego. Akt ten miał na celu połączenie Cesarstwa Zachodniego, ze Wschodnim, którego ostatni władca, Leon IV zmarł w 780 roku, a rządy po nim sprawowała cesarzowa-regentka, Irena. Planowano nawet doprowadzić do ślubu Karola z Ireną, by zjednoczyć oba Cesarstwa, jednak do małżeństwa nigdy nie doszło (a Irena nie stała się kolejną z żon władcy Franków). Tak więc zamiast połączenia dawnego Imperium koronacja tylko utrwaliła podział na Wschód i Zachód. Spowodowało to nawet konflikt o Wenecję, która w latach 806-810 należała do Cesarstwa Wschodniorzymskiego.  

Karol, jako zwierzchnik papieża i nowy Cesarz Rzymski wpływał na kościół. Przykładem może być dopuszczenie nowego wyznania wiary w kościele, innego, niż dotychczas obowiązujące, co dwa wieki później było jednym z powodów schizmy wschodniej i oderwania się części chrześcijan od papiestwa.

Źródło: https://www.thoughtco.com/charlemagne-king-of-the-franks-1788691,
data odczytu: 20.05.2021


Pomimo, iż na południowym wybrzeżu domeny narastały niepokoje, Karol ciągle był mocno zaangażowany w tłumienie buntów i umacnianie władzy na germańskich terenach. W 804 roku ziemie należące do  saskiego plemienia Nordalbingów przekazano Obodrytom, a ludność germańska została w większości wysiedlona. Sasi, którzy licznie znajdywali schronienie w Danii jeszcze za czasów Windukinda, zniknęli ze wspomnianych terenów. Godfred, ówczesny król duński, zwołał w tym samym roku całe swoje wojsko i flotę, ponieważ od tej pory jego domena bezpośrednio zaczęła sąsiadować z mocarstwem Franków. A jak Karol traktował swoich sąsiadów, którzy wyznawali inną wiarę, wiadomo. Następne lata przyniosły negocjacje z Frankami, a także wzmacnianie największej duńskiej fortyfikacji – wielkiego muru Danevirke. Przygotowany odpowiednio Godfred uznał, iż nie może biernie czekać, aż Karol wyprawi się na jego ziemię i w 808 roku zaatakował sprzymierzonych z Frankami Słowian Połabskich, a następnie w 810 roku skierował się w stronę Fryzji. Ambicje duńskiego króla sięgały na wszystkie zajęte przez Karola tereny germańskie, jednak zostały pokrzyżowane przez skutecznie przeprowadzony zamach na jego życie. Godfred zginął prawdopodobnie z rąk kogoś ze swojego najbliższego otoczenia a władzę po nim objął w następnym roku jego bratanek Hemming, zawierając pokój z Frankami.

W 813 roku Karol wezwał na swój dwór w Akwizgranie swojego syna Ludwika Pobożnego, by przekazać mu władzę cesarską. W styczniu następnego roku sędziwy Karol zachorował i 28 dnia tego samego miesiąca zmarł. Imperium, które stworzył, nie przetrwało nawet jednego pokolenia. Już za życia Cesarza władze w Italii przejął syn Pepina, Bernard, a w trzy lata po śmierci swojego dziadka wzniecił bunt przeciwko Ludwikowi. Ludwik, chcąc uniknąć dalszych walk o władzę, podzielił królestwo pomiędzy swoich trzech synów, tym samym osłabiając scentralizowaną władzę.

Sytuacji nie ułatwiały niepokoje na granicach Cesarstwa. Pod koniec życia Karola zaczęły mieć miejsce napady na porty położone na północnym wybrzeżu. Napady odnotowywano nie tylko w kraju Franków, ale także na angielskim i irlandzkim wybrzeżu – wszędzie, gdzie dotarło już chrześcijaństwo. Wśród Duńczyków znane były relacje o podboju Sasów. Być może, podobnie jak Godfred, więcej lokalnych przywódców uznało, iż najlepszą obroną jest atak. Być może były też powodowane chęcią zemsty za niszczenie przez całe stulecie świętych drzew, gajów i mordowanie braci w wierze (wierzenia południowo- i północnogermańskie są do siebie podobne). Za tym drugim faktem może przemawiać brutalność ataku, który miał miejsce 8 czerwca 793 roku na klasztor położony na wyspie Lindisfarne. Najeźdźcy wdarli się do zabudowy, zabili większość mnichów oraz splądrowali przybytek. Tych, którzy nie zginęli na miejscu, zaciągnięto siłą na plażę. Część związano i zabrano jako niewolników. Resztę potopiono w przybrzeżnej wodzie. Te ostatnie morderstwa mogły być inspirowane brutalnością, z jaką Karol rozprawił się  z Sasami na brzegu Łaby w 782 roku – najpierw ponownie chrzcząc 4500 buntowników, a następnie zabijając wszystkich wychodzących z wody. We wczesnym średniowieczu chrzest odbywał się poprzez zanurzenie całego człowieka w wodzie. Topienie mnichów mogło być wyrazem pogardy i wypaczeniem tego rytuału przez najeźdźców. A najeźdźcy owi pochodzili ze Skandynawii, która bezpośrednio sąsiadowała teraz z bardzo ekspansywnym Imperium Karola Wielkiego. W momencie, w którym dobiegała końca ekspansja Franków, rozpoczynała się Epoka Wikingów...


Na sam koniec tradycyjnie chciałbym podziękować mojemu Patronowi, Piotrowi Brachowiczowi, za kilka miesięcy wspierania mojej twórczości. Jeśli i Tobie podoba się to, co tworzę - grosza daj wikingowi! Zapraszam do odwiedzenia mojego profilu na Patronite, a także do zawitania na stronę na Facebooku.

piątek, 7 maja 2021

Karol Wielki - Wojny z Sasami

 

Zniszczenie Irminsul przez Karola Wielkiego
Heinrich Leutemann, 1882 rok
Źródło: https://en.wikipedia.org/wiki/Irminsul,
data odczytu: 07.05.2021


Italia i Iberia nie były jedynymi kierunkami zbrojnych działań Karola Wielkiego. W 772 roku, a więc jeszcze przed pokonaniem Longobardów, Frankowie skierowali się na wschód. Zajęte wówczas zostały tereny Angrarenów. To germańskie plemię wierzyło w swoich bogów, a ich główne miejsce kultu znajdowało się gdzieś na pograniczu Saksonii i Westfalli. W tym miejscu rósł święty dąb Sasów Irminsul (lub wedle innej wersji, filar imitujący dąb), który dla południowych Germanów był odpowiednikiem skandynawskiego Yggdrasilla – stanowił oś świata i podtrzymywał sklepienie niebieskie. Sam Irminsul nazywany był przez północne ludy Jörmunr (to słowo było również jednym z przydomków Odyna). W tym samym roku na rozkaz Karola dąb został ścięty. Napad Franków na tak istotne miejsce kultu nie pozostał bez odpowiedzi. W ramach akcji odwetowej Sasi dokonali ataku na siedzibę biskupa Büraburgu oraz na klasztor w Fritzlarze. Warto zaznaczyć, że pierwszy kościół lub kaplica w Fritzlarze został zbudowany w 723 przez św. Bonifacego, a do jego konstrukcji użyto drewna z innego, ściętego świętego drzewa – dębu Donara. W średniowieczu tradycyjnie wspominało się zniszczenie miejsca kultu w sobotę przed Niedzielą Pasyjną (czyli dwa tygodnie przed Wielkanocą). Najechanie Angrii i zniszczenie Irminsul będzie przeze mnie jeszcze opisywane na blogu, gdyż miało wielki wpływ na wydarzenia kolejnych stuleci.

W 773 Angria poddała się a dalsza kampania na ziemiach Sasów nie była kontynuowana. Karol skierował się do Italii, by podporządkować sobie Longobardów. Na tereny germańskich plemion wrócił dopiero w 775 roku. Walki trwały przez następne trzy dekady. Frankowie powoli podporządkowywali sobie kolejne tereny, a ich mieszkańcy byli przymusowo nawracani na chrześcijaństwo. Karol nadawał tytuły i ustalał nowe prawa. W 782 roku (lub wedle innej wersji 785 roku) obulikowano kodeks Capitulatio de partibus Saxoniae. Najbardziej kontrowersyjnym zapisem jest zapewne prawo które każe śmiercią za odmowę przyjęcia chrztu. W tym samym roku doszło do okropnej masakry w Verden (Aller) w Dolnej Saksonii. Sasi zbuntowali się przeciwko narzuconemu zwierzchnictwu i nowej wierze. Na czele powstania stanął Widukind. Gdy jednak wieści o saskiej reakcji doszły do Karola ruszył na czele swoich wojsk do Saksonii. W październiku 782 roku stłumiono powstanie a 4500 buntowników zostało na rozkaz króla Franków ściętych w ciągu jednego dnia. Karol nie uznawał kompromisów – jak widać dla niego były tylko możliwości – albo poddaństwo i przejście na chrześcijaństwo przez podbite ludy albo ich śmierć. Spotkałem się z teorią, że przed masową egzekucją Sasi zostali pierw ponownie ochrzczeni w wodach pobliskiej rzeki i ścinani po kolei w momencie wyprowadzania na brzeg, jednak tą wersję wydarzeń ciężko obronić i wskazać konkretne źródła.

Miejsce pamięci po Irminsul w Harbarnsen w Niemczech
Źródło: https://pl.wikipedia.org/wiki/Irminsul, data odczytu: 07.05.2021


Inspiracją do tej rzezi mógł być Stary Testament. Karol lubił odnosić się do Biblii, samemu porównując się do Dawida, który zabił Goliata. Biblijny król po zwycięstwie nad Moabitami kazał przegranym żołnierzom położyć się na ziemi. Następnie doszło do wielkiej masakry – dwóch na trzech jeńców zostało zabitych tam, gdzie leżeli. Podobna czystka nastąpiła po zdobyciu przez Izrealitów Jerycha. Być dać wyraźnie do zrozumienia, co grozi za bycie wrogiem wobec Narodu Wybranego, wszystko, co żyło w mieście zostało zabite po zburzeniu jego murów – ludzie, bydło, psy, ptaki. Również Amalekici padli ofiarą Izraela. Podczas wyjścia z Egiptu napadali na lud Mojżeszach. Z czasem jednak role się odwróciły, a Izraeli dążyli do całkowitego wytępienia tego plemienia, co miało mieć miejsce za czasów króla Ezechiasza w VIII-VII wieku przed naszą erą. Patrząc na wszystkie biblijne przykłady, które były Karolowi dobrze znane, nic dziwnego, że traktował całe podbijane narody jako współwinne wykroczeń i karał śmiercią za jakąkolwiek próbę oporu czy buntu.

Pomimo, iż Widukind został ostatecznie pokonany w 785, opór ze strony Sasów pojawiał się co jakiś czas. Buntownicy najeżdżali nawet ziemie Franków, a kiedy na horyzoncie pojawiały się znów oddziały Karola, składali broń, albo udawali lojalnych sojuszników. Próbowali nawet sprzymierzyć się z Awarami, by znaleźć wsparcie przeciwko chrześcijańskiemu władcy. Te i inne powody przedłużały konflikt aż do pierwszych lat IX wieku. Z czasem działania Karola stały się mniej drastyczne, a bardziej skuteczną strategią w tłumieniu buntów okazały się przymusowe przesiedlenia (dla przykładu, Sasów z północnych rejonów do Bawarii na południu).

Kolejna kampania skierowana była wobec wspomnianych Awarów. Ten koczowniczy lud najeżdżał przylegające do Niziny Węgierskiej tereny, w tym ziemie podbijane przez Karola. Walki nie przebiegały bez problemów, gdyż przerywane były kolejnymi buntami Sasów, które stały się swoistą tradycją wojny na wschodnim pograniczu państwa Franków, i wybuchały prawie co roku. Główna siedziba Awarów została dwukrotnie zdobyta i splądrowana, a samo plemię straciło wolę walki i wysłało poselstwo do Akwizgranu, siedziby Karola, chcąc uznać jego zwierzchność i przyjąć chrześcijańską wiarę.

Źródło: https://www.youtube.com/watch?v=sH0qJ4eU9bU,
data odczytu: 07.05.2021

Kolejne walki toczone były ze Słowianami. Pogranicze słowiańsko-saskie było niespokojnym miejscem od wielu lat. Kiedy nowe granice terytorium Karola były najeżdżane przez wschodnich sąsiadów, ten uznał, że musi interweniować. W krótki czasie plemiona Słowian połabskich uznały zwierzchność Karola. W 795 roku doszło nawet sytuacji, gdy przy kolejnym (corocznym) buncie Sasów zarówno Obodryci jak i Wieleci stanęli po stronie Franków. Również plemiona leżące bardziej na południe, jak Czesi czy Chorwaci, uznali zwierzchność Karola.

Kampanie wschodnie, chociaż trwały o wiele dłużej, zakończyły się większym sukcesem dla imperium Karola, niż walki na Półwyspie Iberyjskim. Pokazały jednak okrutną twarz chrześcijańskiego władcy i jego chęć nawracania mieczem wszystkich opornych sąsiadów. Skutki jego działań będą jednak widoczne dopiero w następnych pokoleniach…

Jeśli podoba Ci się to, co tworzę i chcesz mnie wesprzeć - grosza daj wikingowi! Zapraszam na mój profil na Patronite, a także na Facebooka. Tradycyjnie, chciałbym podziękować mojemu Patronowi, Piotrowi Brachowiczowi.