Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Irlandia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Irlandia. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 21 lipca 2026

Faoladh - Mity dla Dzieci

 


Daleko na zachodzie leży wyspa zwaną Irlandią. To piękne i zielone miejsce, pełne pastwisk i lasów. Na pastwiskach można spotkać wiele owiec, a w lasach dzikie zwierzęta. Mieszkańcy Irlandii wierzą, że w ich krainie żyją tajemnicze i magiczne istoty, nazywane Faoladha. To wielkie, przypominające wilki stworzenia. Wyglądają jak drapieżniki, ale są przyjazne i pomocne dla ludzi. Strzegą lasów i przyrody. Zsyłają na ludzi także dobre sny, by każdy mógł się budzić wypoczęty i spokojny.

Szczególną troskę okazują wobec osób, które zabłądziły albo zraniły się w lesie. Jeśli jakieś dziecko zgubiło się, odprowadzają je do rodziców. Gdy ktoś się skaleczył, czuwają i pomagają w potrzebie. W najchłodniejsze zimy potrafią ogrzać zagubione osoby ciepłem swojego futra. A ponieważ wyglądem przypominają wilki albo duże, przyjazne psy, ich futro jest gęste i miękkie.

Pewien ksiądz, który wędrował dawno temu po Irlandii i zabłądził w lesie, spotkał na swojej drodze wilka. Wystraszył się, że zwierzę chce go zjeść. Jednak wilk przemówił ludzkim głosem i ksiądz zrozumiał, że to Faoladh. Zwierzę poprosiło go, by poszedł z nim do jego legowiska, gdzie leżała wilczyca, która była chora i źle się czuła. Ksiądz zlitował się nad nią, pobłogosławił ją i pomógł jej. Pamiętajcie jednak, że najlepiej trzymać się drogi i należy być ostrożnym, bo nie każde zwierzę, które wygląda jak wilk, jest tak miłe i pomocne jak Faoladh. Te stworzenia mają zupełnie inne nastawienie do ludzi, niż wilk z bajki o Czerwonym Kapturku.

Connor i rodzina Faoladh
ChatGPT 2026

Inna historia mówi o mężczyźnie imieniem Connor, który również zgubił się w lesie. Szukał właściwej drogi i w końcu znalazł starą, drewnianą chatkę. Kiedy wszedł do środka, zobaczył całą rodzinkę Faoladha. W pierwszej chwili wystraszył się w pierwszej chwili, ale zwierzęta do niego przemówiły i poprosiły o pomoc. Jeden z nich, mały, kudłaty szczeniaczek, zranił się w łapkę. Connor pomógł im i opatrzył ranę, a rodzinka Faoladha była mu za to wdzięczna i wyprowadziła go za to z lasu. Kiedy to się stało, wszyscy pożegnali się ciepło i wrócili do swoich domów.

O Faoladha można dowiedzieć się więcej z filmu Sekret Wilczej Gromady opowiadającego o młodej dziewczynie Robyn, która spotkała te stworzenia.

Faoladha to ciekawe istoty, przyjazne i pomocne. Wyprowadzają zagubionych ludzi z lasu. Opiekują się także rannymi. Są strażnikami lasów i przyrody.

Na dziś to tyle. Zostawcie subskrypcję na Youtube, jeśli jeszcze tego nie zrobiliście, by nie ominęły Was następne materiały, a także polubienia, jeśli odcinek Wam się podobał. Chciałbym również zaprosić do odsłuchania innym nagrań, które już miały premierę na kanale, byście mogli poznać ciekawe istoty z różnych wierzeń. Zachęcam także do odwiedzenia mojego profilu na Facebooku, gdzie publikuję informacje o nowych artykułach na blogu, jak i zapowiedzi tego, co pojawi się na Youtube. A jeśli możesz, drogi Czytelniku lub droga Czytelniczko, wesprzeć moją twórczość finansowo, zapraszam do odwiedzenia strony na Patronite, by zostać Patronem wzorem Piotra Brachowicza. A tymczasem, bywajcie!

piątek, 2 sierpnia 2024

Banshee

 

Źródło: https://www.theirishroadtrip.com/the-banshee/, data odczytu: 01.08.2024

Wierzenia z całego świata przekazują wiedzę na temat omenów, które zapowiadają dobre lub złe wydarzenia. Nie muszą to być koniecznie widzialne znaki, czasem wystarczy jakiś dźwięk. Istota, którą sobie dziś omówimy, a raczej jej głos lub płacz, jest właśnie taką zapowiedzią czyjeś śmierci.

Banshee (ze staroirlandzkiego Ben Side, Kobieta z Kurhanu Wróżek), bo o niej mowa, to żeński duch nawiedzający tereny Irlandii. Nazwa łączy się z licznymi kopcami i kamiennymi kręgami rozsianymi po Irlandii. Była zwiastunem śmierci. Uważano, że mogło ich być więcej niż jedna, nawet że każda rodzina miała swoją. Ba, utarło się nawet przekonanie, iż Banshee objawić się może tylko najstarszym irlandzkim rodom – osoby, które przybyły do Irlandii lub są potomkami dopiero w którymś pokoleniu, nigdy żadnej nie spotkają, ani nie usłyszą.

Przedstawiano ją jako kobietę, w różnym wieku, od młodej nastolatki po staruszkę. Jednak zawsze była odziana w ciemnoszare szaty, a jej oczy błyszczały czerwonawym blaskiem (w tym miejscu warto zauważyć, iż płacz i zaczerwienione oczy idą w parze nawet wśród śmiertelników). Jej długie, rozpuszczone włosy najczęściej były koloru rudego lub srebrnego. Zazwyczaj jest niskiego wzrostu, od jednej do czterech stóp wysokości. Wyjątkowo mogła przybierać także postaci zwierząt, jak łasicy, gronostaja, zająca czy wrony.

Gdy objawiała się nocą, wieszcząc nadchodzącą śmierć, płakała lub krzyczała. Usłyszenie jej głosu miało zwiastować śmierć jednego z krewnych. Ponoć sam jej krzyk potrafił rozbijać szyby w domach, obok których przeszła. Niektórzy uważali, że ukazanie się w ducha w widzialnej formie było wyrokiem, dla tego, kto ją ujrzał. Potrafiła się w mgnieniu oka rozpływać w mgle, które to zjawisko atmosferyczne łączone było z jej obecnością.

Źródło: https://hcemagazine.com/gods-and-monsters-the-banshee/, data odczytu: 01.08.2024

Istnieją także przesłanki, iż Banshee dzieliły się na dobre oraz złe. Te pierwsze śpiewały piękne, acz smutne pieśni, które dane było słyszeć tylko osobom, dla których były przeznaczone, by mogły wiedzieć o nadchodzącej, nieuchronnej śmierci. Po drugiej stronie były krzyczące i zawodzące duchy opisane wcześniej. Jednak samo to rozróżnienie jest dość mylące – wszak wieszczyła śmierć dobrym i złym ludziom, bogatym i biednym, chorym i zdrowym, nie rozróżniając i nie faworyzując nikogo. Jej głos był ostrzeżeniem, a nie właściwą przyczyną śmierci.

Nazywa się ją także Małą Praczką, gdyż można było dostrzec ją nad brzegami zbiorników wodnych, gdzie spierała krew z ubrań lub części zbroi. Jeśli ktoś w odzieniu rozpoznał własność swojego blisko, przerażony zdawał sobie sprawę, iż jego krewny wkrótce zginie.

Jej szkockim odpowiednikiem była Ban Sith albo Bean Nighe. Również, wzorem irlandzkiego ducha, można było ją napotkać nad wodą, gdzie spierała krew z ubrań osoby, która wkrótce miała opuścić ten świat.

Niektórzy uważają, iż Banshee była kobietą z danej rodziny, która nie pogodziła się ze śmiercią i została przy swoich potomkach, stając się dla przyszłych pokoleń rodowym zwiastunem śmierci. Inni sądzą, iż wiara w Banshee związana jest z celtyckim zwyczajem opłakiwania zmarłych. Do takich obrzędów najmowało się specjalne płaczki (Bean Chaointe czyli Kobieta Płacząca), które śpiewały lub lamentowały po zmarłych. Jako, iż często oprócz zapłaty życzyły sobie alkoholu i jedzenia ze stypy, uznawano je za chciwe. Zwyczaj najmowania płaczek znany był jeszcze w VIII wieku, kiedy to Irlandia była już w dużej mierze schrystianizowana, a nowa religia mogła potępiać chciwość, alkoholizm i obżarstwo. Stąd też powstało przekonanie, iż zachłanne płaczki po śmierci stają się Banshee i przez całą wieczność skazane są na zawodzenie zapowiadające czyjś zgon (podobnie, jak słowiańscy Granicznicy, którzy za oszukiwanie za życia, musieli jako dusze błąkać się po polach, wykonując swoją pracę za karę aż po kres świata).

Teorie wysuwają się także w stronę świata przyrody, gdzie źródła legendy o Banshee dopatruje się w przeraźliwym i przeciągłym głosie wydawanym przez samice płomykówek. Jest to o tyle ciekawe, że ptaki te oprócz lasów upodobały sobie także opuszczone ludzkie budynki, gdzie, jeśli nikt im nie przeszkadza, potrafią budować sobie gniazda. Wyobraźcie sobie teraz przechodzenie obok ruin starego zamku, któremu towarzyszy akompaniament głosu płomykówki (na potwierdzenie, załączam link do filmiku, by lepiej wyobrazić sobie te doznania dźwiękowe).

Jeszcze inni z kolei widzą w postaci Banshee cień wcześniejszych wierzeń. W staroirlandzkim eposie Rúraíocht jeden z bohaterów wyruszających na wojnę, imieniem Cú Chulainn, widzi na brzegu rzeki Boginię Wojny, Morrigan, która zmywa ze zbroi krew. Widząc tę scenę uświadamia sobie, iż bitwa, na którą zmierza, będzie jego ostatnią. W takim zdegradowaniu boskiej istoty nie byłoby nic dziwnego, wiele potężnych istot zostało zepchniętych do niższych rang, czy nawet uznane za demony w dobie chrześcijaństwa (jak słowiańska Baba Jaga).

Zbliżając się do końca warto wspomnieć, iż głos Banshee miał być po trzykroć dosłyszany przez Briana Śmiałego, króla Irlandii, który 23 kwietnia 1014 ruszał do bitwy przeciwko wikingom. Jego armia co prawda odniosła wielkie zwycięstwo, ale sam poległ od odniesionych ran.

Banshee jest dość dobrze rozpoznawalną istotą z irlandzkiego folkloru i gościła w wielu dziełach. Pojawiała się w serii książek o Harrym Potterze (w polskim tłumaczeniu jako Szyszymora), w Śwecie Dysku Terry’ego Pratchetta, w grze Wiedźmin 3: Dziki Gon, a także w serialach o zjawiskach paranormalnych jak Supernatural czy Sleepy Hollow.

Kończąc, chciałbym tradycyjnie zaprosić do polubienia mojego profilu na Facebooku, a także do udostępniania moich artykułów, bym mógł dotrzeć do szerszego grona Czytelników. A jeśli jesteś w stanie wesprzeć mnie finansowo, zapraszam do zostania moim Patronem, wzorem Piotra Brachowicza.

piątek, 26 lutego 2021

Thorgest i podbój Irlandii

 

Źródło: https://www.yourirish.com/history/medieval/viking-settlement-dublin,
data odczytu: 25.02.2021

Irlandia była jednym z głównych kierunków wikińskich wypraw w IX wieku. Pierwszy napad miał mieć miejsce w 795 roku, a więc dwa lata po złupieniu angielskiego klasztoru na Lindisfarne. Zielona Wyspa i jej klasztory, jak ten wybudowany na Skellig Michael, były łakomym kąskiem dla skandynawskich najeźdźców. Jednym z nich był wiking imieniem Thorgest.

Thorgest (Þorgestr) był wikińskim przywódcą, który upodobał sobie łupienie Irlandii w pierwszej połowie IX wieku. Jego imię wskazuje, iż prawdopodobnie pochodził z Norwegii. W źródłach łacińskich nazywany jest także Turgesiusem. Zapiski skandynawskie milczą o jego żywocie, a wszystkie podania, które o nim znajdujemy pochodzą z angielskich i irlandzkich podań.

Thorgest miał pierwszy raz stanąć na irlandzkiej ziemi około 820 roku, zaś jako dowódca wrócić z własnymi siłami zbrojnymi w 837 roku. Już jako doświadczony najeźdźca miał stanąć na czele floty 120 drakkarów, które rozdzieliły się i plądrowały krainę wzdłuż rzek Boyne, czyli okolic Newgrange oraz Liffey, nad którą położony jest współczesny Dublin. To właśnie w miejscu obecnego Zamku Dublińskiego między 840 a 841 rokiem stanęła pierwsza warownia Thorgesta (tzw. longphort), z której uczynił on bazę wypadową na resztę wyspy oraz na Morze Irlandzkie i angielską Walię. Inne forty założył m.in. nad jeziorami Ree, Lene, Neagh (warownia Lyndwachill) oraz prawdopodobnie  na terenach obecnych miast Limerick i Waterford. Jego kampania była zakrojona na niespotykaną jak do tej pory skalę, jeśli porównamy do ją do wcześniejszych najazdów na Irlandię. Wcześniejsze wyprawy łupieżcze przypadały na porę lata, a z nadejściem jesieni wikingowie wracali do Anglii lub do Skandynawii. Mnogość fortów założonych przez Thorgesta pozwoliła setkom Skandynawów zimować na irlandzkim lądzie i każdej wiosny wznawiać ataki. W ramach przemieszczenia się w głąb wyspy do jego prawdopodobnie norweskich wojów dołączały mniejsze grupy, które już wcześniej łupiły te tereny, a także rdzenni mieszkańcy Irlandii, którzy zostali uznani przez swoich władców za bandytów i buntowników.

Ruiny klasztoru w Clonmacnoise
Źródło https://www.allaroundireland.ie/clonmacnoise/,
data odczytu: 25.02.2021

W 839 roku Thorgest splądrował klasztor w Armagh – ważny chrześcijański ośrodek założony przez samego Świętego Patryka w 444 roku. W klasztorze miał przezimować, a sam kościół zamienić na miejsce kultu swoich bogów.

W 843 roku jego siły zmierzyły się z królem Ulsteru, Niallem mac Áedą. Irlandzki władca miał odeprzeć dwie armie Thorgesta, jedną kierującą się od jeziora Neagh, a drugą od fiordu Lough Swilly. Do ostatniego starcia doszło na równinie Moyinth, gdzie według podań miała paść niezliczona liczba wojowników po obu stronach, a wikingowie zostali pokonani i zmuszeni do odwrotu.

Kroniki Czterech Mistrzów podają iż w 844 roku Thorgest miał łupić krainy Connacht i Meath, w tym napaść na leżący nad rzeką Shannon klasztor w Clonmacnoise (ir. Cluain Mhic Nóis), który w IX wieku przeżywał rozkwit, a jego drewniana zabudowa była zastępowa solidniejszą i bardziej defensywną kamienną. Prawdopodobnie tu siedzibę mogła mieć żona Thorgesta, o imieniu Auðr lub Odda. Wiadomo, że była wieszczką i tworzyła miejsca kultu w Irlandii. Przemianowanie chrześcijańskiej katedry na świątynię nordyckich bogów byłoby symbolicznym zwycięstwem w religijnej wojnie Thorgesta.

Kroniki Ulsteru podają datę śmierci Thorgesta. Miała ona nastąpić w 845, kiedy został schwytany przez Najwyższego Króla Irlandii, Máela Sechnailla mac Máele Ruanaida (a żeby nie było za proste do wymówienia, to jeszcze dodajmy sobie jego pochodzenie) z klanu Cholmáin. Władca miał wymierzyć śmierć najeźdźcy poprzez utopienie go w odmętach jeziora Owel (ir. Loch Uail). Do śmierci wikinga przyczyniło się jego śmiałe roszczenie skierowanie do Máela Sechnailla. W 843 lub 844 roku Thorgest miał zażądać ręki córki króla (bo dla wikinga jedna żona to nie limit). Władca pozornie zgodził się i wysłał do wikinga orszak dwunastu młodzieńców o wręcz niewieściej urodzie. Mieli udawać jego córkę oraz jej dwórki (dlatego też trzeba bardzo uważać na randki w ciemno!). Po przybyciu na miejsce zaprowadzili fałszywą małżonkę do pokoju wikinga. Kiedy ten położył na przebierańcu swoje dłonie, żołnierze przebrani za druhny pojmali skandynawskiego przywódcę (lub wedle innej wersji, która wyklucza utopienie, zabili go na miejscu). Następnie wysłannicy irlandzkiego króla pozabijali wszystkich wartowników Thorgesta, a jego samego doprowadzili przed oblicze swojego władcy. Ten przywiązał do wikinga kamienne cieżarki i wrzucił w wody wspomnianego jeziora Owel.

Ponoć Máel Sechnaill, poproszony o rękę swojej córki, miał spytać Thorgesta o poradę. Twierdził, że jego ziemię pustoszone są przez stado ptaków i nie wie, co z nimi zrobić. Wiking odpowiedział mu, że najlepszym sposobem pozbycia się szkodników jest zniszczenie ich gniazd. Thorgest nie wiedział, iż Najwyższy Król mówi metaforycznie o jego wikingach. Máel Sechnaill skorzystał z tej rady, starając się niszczyć forty Skandynawów, by wyplenić ich z Irlandii.

Irlandzcy uczeni John O’Donovan i Charrles Haliday, bazując na dziełach Saxo Grammaticusa, utożsamiali Thorgesta z legendarnym duńskim przywódca Ragnarem Lodbrokiem. Duński kronikarz podaje, iż Ragnar najechał Irlandię w 831 roku, jednak ze względu na znajomość konkretnej daty (poprzedzającą śmierć Lodbroka o dwie dekady) i miejsca śmierci Thorgesta, teorię tę należy odrzucić. Przy poruszaniu postaci Ragnara warto porównać armie obydwóch dowódców. Domniemane siły, które w 845 roku pod dowództwem Lodbroka oblegały Paryż liczyły 120 drakkarów i ponad 5000 ludzi – mniej więcej tyle samo, ile dekadę wcześniej  Thorgest rzucił na podbój Irlandii.

Oprócz utożsamiania naszego dzisiejszego bohatera z Ragnarem, były też inne, równie mylne teorie. Przykładowo, Snorri Sturluson opisywał Thorgesta (Torgilsa) jako syna Haralda Pięknowłosego, jednak również i ta teoria jest niezgodna z kronikami irlandzkimi, gdyż Harald urodził w latach 50. IX wieku, a więc co najmniej 5 lat po śmierci Thorgesta.

Thorgest przez ponad dwie dekady najeżdżał Irlandię. Wielkość armii, jaką dowodził, wskazywała na jego znaczącą pozycję wśród Skandynawów – przez wielu uważany jest za wikińskiego króla w Irlandii. Łacińskim imieniem Thorgesta została nazwana wyspa (irl. Inis Thuresius) znajdująca się na jeziorze Lough Lene. To właśnie na niej mieścił się jeden z założonych przez niego fortów. Nie należy również zapomnieć, że to dzięki niemu prawdopodobnie powstały pierwsze umocnienia, które stały się fundamentami Dublina – dzisiejszej stolicy Irlandii.

Jeśli podoba Ci się to co tworzę i chcesz mnie wesprzeć - grosza daj wikingowi :) Zapraszam na mój profil na Patronite a także do odwiedzenia stron na Facebooku. Już dziś chciałbym podziękować mojemu pierwszemu Patronowi - Piotrowi Brachowiczowi.

piątek, 23 października 2020

Dullahanowie - Jeźdźcy bez głów

Źródło obrazka: https://sleepyhollow.fandom.com/wiki/Headless_Horseman_(film),
data odczytu: 20.10.2020


Sleepy Hollow – senna miejscowość w Stanach Zjednoczonych, która stała się miejscem akcji opowiadania Washingtona Irvinga. Ta niepozorna i cicha wieś była nawiedzana przez Jeźdźca bez głowy. Upiór za życia był heskim 
najemnikiem, zdekapitowanym podczas Wojny o Niepodległość Stanów Zjednoczonych (1775-1783). Po śmierci przemierzał Senną Kotlinę szukając swojej utraconej głowy... Heski żołnierz nie był jednak pierwszą istotą, która wędrowała po świecie śmiertelników bez głowy. Mitologia irlandzka zawiera opis podobnej zjawy. Jednak, w przeciwieństwie do Sleepy Hollow i jej jedynego upiornego mieszkańca, Irlandię nawiedzały całe rzesze Dullhanów, jak nazywali ich miejscowi.

Dullahanowie (ir. Mroczni Ludzie) byli zwani także Gan Ceann (ir. Bez Głowy). To upiorni jeźdźcy, obojga płci, podróżujący najczęściej na czarnych koniach i w ubraniu tego samego koloru. Odcięte głowy trzymali w rękach lub przywiązywali je do siodeł. Pomimo, że oderwane od ciała, czerepy zachowywały się jak żywe. Uśmiechały się złowieszczo, a ich oczy bez przerwy rozglądały się dookoła, zachowując doskonały wzrok w ciemnościach nocy. Nie tylko jeźdźcowi mogło brakować głowy. Czasami również jego zwierzę było zdekapitowane, przez co przypominało duńskiego Helhesta. Niektóre relacje zamieniały pojedynczego jeźdźca na rumaku w woźnicę kierującego upiornym powozem (ir. Cóiste Bodhar – Powóz Śmierci), który przewoził, a jakże inaczej, pasażerów bez głów (wszak w grupie zawsze raźniej tracić głowę...). Części takiego wozu były zrobione z ludzkich kości a bicz powożącego z kręgosłupa.

Źródło obrazka: https://www.yourirish.com/folklore/coiste-bodhar,
data odczytu: 20.10.2020

Jeśli podczas swojej upiornej jazdy Dullahan zatrzymałby się w jakiejś miejscowości, to jego postój zwiastować mógł tylko śmierć jednego z jej mieszkańców. Podobną złowrogą wróżbą było wypowiedzenie czyjegoś imienia przez odciętą głowę Dullahana. Taka osoba natychmiast padała martwa, niczym rażona piorunem. Warto zaznaczyć, że jeździec mógł ponoć wypowiedzieć tylko jedno imię podczas każdej nocy, co ograniczało dobową liczbę jego ofiar.

Gan Ceann miał jedną, jedyną słabość – złoto. Złote obiekty mogły przestraszyć jeźdźca, lub położone na środku drogi, uniemożliwić mu dalszy przejazd. Jeśli komuś udało się nawet przetrwać spotkanie z upiorem, cena dalszego życia była ogromna. Śmiertelnik tracił wzrok, jeśli spojrzał na Dullahana (według innej wersji tylko spojrzenie prosto w nieumarłe oczy oślepiało nieszczęśnika).

Źródeł legendy o Dullahanach można upatrywać w kulcie boga Crom Dubha, który oczekiwał corocznych ofiar składanych z ludzi. I nie będzie już chyba niespodzianką, że ludzie składani mu w ofierze byli... Skracani o głowę. Nie jest to jednak jedyne możliwe źródło historii o jeźdźcach bez głowy, gdyż Wyspy Brytyjskie posiadają również inne podobne przekazy. Wśród legend arturiańskich pojawia się pan Gawain (Gawen), który miał skrócić o głowę nad wyraz wysokiego Zielonego Rycerza. Ten drugi, nic sobie nie robiąc z powierzchownej rany, podniósł swój odcięty czerep, wyzwał przeciwnika na rewanż za rok i odjechał z Kamelotu. Z kolei na szkockiej wyspie Mull podczas bitwy o Glen Cainnir biorący udział w walce człowiek imieniem Ewen, jak i jego wierzchowiec, mieli zostać ścięci. Po śmierci oboje zaczęli nawiedzać okolicę, oczywiście już bez swoich głów.

Źródło obrazka: https://www.deviantart.com/blizzardhelen/art/Dullahan-788088843,
data odczytu: 20.10.2020

Mając już wyobrażenie o bezgłowych jeźdźcach z Wysp Brytyjskich możemy wrócić do Sleepy Hollow. Washington Irving, autor Legendy o Sennej Kotlinie, urodził się w Nowym Jorku, ale jego rodzice przyjechali do Ameryki ze Starego Świata. Ojciec pisarza pochodził z Orkadów a matka z Kornwalii. Ponadto niania, którą zatrudnili państwo Irvingowie, miała szkockie korzenie. Mały Washington z pewnością poznał większość przytoczonych postaci już jako dziecko. Nic dziwnego, że zainspirowały go w dorosłym życiu do opisania Jeźdźca bez głowy.

I na sam koniec ciekawostka. Polacy, nie gęsi, swojego Jeźdźca bez głowy także mają. W dawnej wsi Sklęczki, obecnie stanowiącej dzielnicę Kutna, nocami można spotkać ducha grubego szlachcica, który objeżdża okolicę na wielkim koźle, w ręku trzymając swoją własną głowę. Ten upiorny arystokrata miał zostać skazany po śmierci na wieczną tułaczkę za okrutne traktowanie chłopów w swoich włościach.

piątek, 26 czerwca 2020

Maskonury zwyczajne - Morskie Papugi

Maskonur wychodzący z norki
Zdjęcie nadesłane od przyjaciela


Kiedy w 2017 roku odwiedziłem wyspę Skellig Michael, ten samotny ląd na oceanie, oraz znajdujący się na nim klasztor, zrobiły na mnie ogromne wrażenie. Dzień wcześniej w miejscowości Portmagee widziałem wiele lokalnych pamiątek. Część z nich przedstawiała nietypowe ptaki – maskonury. Jednak dopiero kiedy odwiedziłem wyspę, mogłem przekonać się na własne oczy, jak ciekawe to zwierzęta.

Maskonury należąc do rodziny alk, a konkretnie do rodzaju Fratercula. Nazwa może wydawać się znajoma, ponieważ Frater to określenie Brata Zakonnego/Mnicha. Może to nawiązywać do pustelniczego życia maskonurów na skalistych wyspach (jak na klasztornej wyspie Skellig Michael) albo do ich czarno-białego upierzenia, które przypominało komuś żyjącemu w średniowieczu habity mnichów. Do rodzaju należą trzy gatunki; maskonur zwyczajny (łac. fratercula arctica), maskonur złotoczuby (łac. fratercula cirrhata) oraz maskonur pacyficzny (łac. fratercula corniculata). Na naszym kontynencie występuje tylko pierwszy, pozostałe dwa zamieszkują północne wybrzeża Pacyfiku. Maskonura zwyczajnego można spotkać również na Grenlandii oraz w Amerycne Północnej. Część populacji migruje na zimę na południe – wtedy te ptaki wędrują także do Polski (zachodnie wybrzeże Bałtyku) a niektóre docierają nawet na Wyspy Kanaryjskie. W Polsce znajdują się pod ścisła ochroną.

Odpoczynek
Zdjęcie nadesłane od przyjaciela

Jeśli chodzi o ich wygląd - są to małe ptaki, o długości ciała ok. 30 cm i rozpiętości skrzydeł 50-60 cm. Ich waga, w zależności od miejsca występowania, mieści się w przedziale 300-600 g. Zauważono, że najcięższe maskonury żyją na Islandii. Zarówno samce jak i samce są tak samo ubarwione i ciężko je rozróżnić. Pomarańczowe łapki posiadają błony, pomocne przy pływaniu. Czarny grzbiet i skrzydła kontrastują z białym brzuchem. Oko otoczone jest charakterystyczną linią, która sprawia wrażenie posiadania przez zwierzaki długich rzęs. Najbardziej charakterystyczną cechą tych ptaków jest jednak ich wielokolorowy, pasiasty dziób przechodzący w żółtą narośl u swojej nasady. To właśnie przez te barwy maskonury nazywane są także Morskimi Papugami lub Klaunami Morza. Kolory dzioba stają się bardziej żywe w okresie godowym.

Dzikie maskonury dożywają 20-25 lat, chociaż rekordzista osiągnął imponujący wiek aż 36 wiosen! Skończywszy 3 rok życia dobierają sobie partnerów, z którymi wiążą się na całe życie. Stałym elementem ich zalotów jest stawanie naprzeciw partnera i kiwanie głową na boki oraz wspólne żywiołowe ocieranie się dziobami, podczas którego wydają z siebie gardłowe gruchanie. Wiosną poszukują dogodnych miejsc na gniazdo na skalistych wybrzeżach lub na wyspach. Izolacja, jaką dają wyspy, zapewnia bezpieczeństwo przed licznymi lądowymi drapieżnikami. Nie wiją jednak gniazd, jak większość ptaków, ale wykopują długie norki, sięgające od 1 do 2 metrów pod ziemię. Mogą wykorzystywać już istniejące jamy, także te należące do innych zwierząt, lub naturalne szczeliny skalne. Samica składa jedno jajo podczas lęgu, które następnie doglądane jest przez obu rodziców. Jajo jest białe, czasami zabarwione ciemniejszymi plamkami. Co również charakterystyczne dla maskonurów, to fakt, iż jajka nie są wysiadywane. Rodzic leży w podziemnym gnieździe obok jaja, które przykrywa skrzydłem. Po niecałych sześciu tygodniach wykluwa się młode, które nazywane jest na Wyspach Brytyjskich pieszczotliwie puffling (maskonur po angielsku to puffin). Pisklę przypomina ciemnego kurczaka z białym brzuszkiem. Przez kolejne sześć tygodni jest karmione przez obydwoje rodziców. Z początku ryby podawane są prosto do dzioba malucha, a następnie upuszczane na ziemię, by samo nauczyło się jeść. Nauka chodzenia i podnoszenia drobnych kamyków (co okaże się przydatne w dorosły życiu) rozpoczyna się już w norce. Dorastając, jego upierzenie przechodzi od biało-szarych barw do kolorów charakterystycznych dla dorosłego osobnika. Następnie młode opuszcza gniazdo i zdarza się, że kolejne lata nieprzerwanie spędza na otwartym morzu. Pierwsze wyjście z domu ma miejsce najczęściej w nocy, kiedy inne drapieżne ptaki nie polują. Młody i samodzielny maskonur zarówno żeruje jak i śpi na falach oceanu. Ciemne upierzenie pozwala wtopić mu się w kolor głębin morskich, zapobiegając wypatrzeniu przez o wiele większe mewy, podczas gdy biały brzuch od spodu jest mniej widoczny dla drapieżnych ryb i fok. Tym sposobem maskuje się na otwartym morzu zarówno od góry, jak i od dołu (podobne biało-czarne ubarwienie u pingwinów służy temu samemu celowi).

Ciekawski i przyjazny maskonur
Zbiory własne

Maskonury polują głównie na oceaniczne ryby. Są zarówno świetnymi lotnikami jak i nurkami. W pościgu za zdobyczą potrafią zejść na głębokość 60 metrów pod powierzchnią wody! Pływając posługują się zarówno swoimi błoniastymi łapkami, jak i skrzydłami. W powietrzu rozwijają prędkość do 88 km/h. Ich lot jest charakterystyczny, ponieważ w przeciwieństwie do większości ptaków często nie podkurczają swoich łapek. Podczas polowania, gdy schwytają rybę, przytrzymują ją językiem oraz ząbkami, pozostawiając dziób otwarty, by móc dalej polować. Jednorazowo potrafią złapać, przytrzymać i przenieść od kilku do nawet dziesięciu ryb. Ponieważ są ptakami morskimi, mają dużą styczność z solą, której nadmiar usuwany jest z ciała poprzez gruczoły solne znajdujące w okolicy nozdrzy. Jako jedyne spośród morskich ptaków używają prowizorycznych narzędzi, mianowicie patyków, do drapania się po grzbiecie.

W naturalnym środowisku głównym zagrożeniem dla maskonurów są o wiele większe mewy, które potrafią upolować je nawet w locie. Należy także zaznaczyć, że jako ptaki przebywające dużo na lądzie i budujące podziemne gniazda, są narażone na ugryzienia kleszczy i pcheł. Niektóre osobniki żyją z kilkudziesięcioma wgryzionymi w siebie insektami. Sporym zagrożeniem jest również człowiek, który poluje na same ptaki, jak również na ryby, czyli ich główny pokarm, a także zatruwa ich środowisko. Polowania maskonurów doprowadziły do prawie całkowitego wytępienia tych ptaków na Islandii na przełomie XIX i XX wieku. Jednak wprowadzony później 30-letni okres ochronny i regulacje łowieckie pozwoliły kolonii odtworzyć się. Dziś Islandia to największa siedziba morskich papug. Niestety w innych częściach świata sytuacja nie wygląda tak dobrze i wiele kolonii pomniejsza się. Szacuje się, że w drugiej połowie XXI całkowita populacja maskonurów arktycznych może spaść o połowę. 

Jedna z norweskich ras psów nazywa się Norsk Lundehund. Wyhodowano go specjalnie do polowania na maskonury w ich norach oraz na te, które po opuszczeniu gniazda nie zdążyły jeszcze dobiec do wody. Sama ich nazwa oznacza w wolnym tłumaczeniu Norweski Pies na Maskonury.

Bezpieczna kolonia
Zbiory własne

Zatruwanie środowiska przez człowieka również wpływa na ptaki, które zimują na otwartym morzu. Wycieki ropy, w którym mogą być skąpane maskonury, obniżają ich odporność na temperaturę, co wpływa na ich wytrzymałość. Należy także pamiętać, że lepka ciecz skleja piórka, co utrudnia lot i pływanie. Nie można również zapomnieć o wpływie zanieczyszczenia na ich pokarm oraz spowodowanych tym czynnikiem zatruciach pokarmowych. Katastrofa tankowca Torrey Canyon w 1967 roku spowodowała śmierć 85% francuskiej populacji maskonurów.

Maskonury cieszą się dużą popularnością wśród ludzi północy. Na norweskich Lofotach co roku odbywa się Lundefestivalen, a więc dosłownie Festiwal Maskonurów. Wierzono także, że maskonury to duchy marynarzy zmarłych na oceanie, którzy powrócili do świata śmiertelników. Monety, znaczki pocztowe z różnych krajów, wspomniane wcześniej pamiątki – maskonury goszczą na wielu wytwarzanych przez człowieka pamiątkach. W 2015 roku powstała również kreskówka Wyspa Puffinów, której tytuł nawiązuje do angielskiej nazwy ptaków.

Maskonur witających turystów na lotnisku w Keflaviku
Autorzy: Natalia i Michał Dworniczakowie

Miejscem, które już polecałem do odwiedzenia, jest wyspa Skellig Michael. Oprócz niesamowitego położenia samego lądu i znajdującego się na nim klasztoru, można tam zawitać właśnie by podziwiać maskonury w ich naturalnym środowisku (Skellig Michael objęte jest rezerwatem). W tym celu polecam wycieczki organizowane na przełomie maja i czerwca z pobliskiego Portmagee. Jeśli sytuacja na świecie się uspokoi, zachęcam do czatowania na bilety w przyszłym roku w kwietniu - bilety na kilka miesięcy wprzód znikają w ciągu kilku dni!

niedziela, 6 października 2019

Newgrange - Sí an Bhrú

Newgrange.

Ostatnio przypomniało mi się miejsce, które odwiedziłem z przyjaciółmi w 2017 roku. Zastanowiło mnie, czy wiedząc z jak starą budowlą miałem do czynienia, znajdę ją w Internecie. Spróbowałem wyszukać więc frazę The oldest buildings (ang. Najstarsze budynki). Pierwsze zdjęcie, jakie się wyświetliło przedstawiało piramidę z Gizy – największa z nich jest datowana na około 2560 r p.n.e. Spróbowałem wyszukać inną frazę – The oldest monuments (ang. Najstarsze Monumenty/Zabytki). Pierwszy obrazem było z kolei Stonehenge w Anglii, datowane na około 2900 r p.n.e.. Ale już wśród dalszych wyszukiwani pojawił się obiekt, który mnie interesował i przebija wiekiem dwa wcześniejsze – mowa o irlandzkim Newgrange, datowanym na około 3200 r p.n.e.!

Wróćmy na chwilę do 1699 roku, do leżącego we wschodniej Irlandii, w dolinie rzeki Boyne (irl. Abhainn na Bóinne) hrabstwa Meath. Charles Campbell, właściciel terenu, na którym znajduje się monument, nakazał swoim ludziom pozyskać kamień do budowy. Robotnicy natrafili na wzgórze, w którym znaleźli długi korytarz, początkowo uznając go za jaskinię. Wkrótce obiekt przykuł uwagę kolekcjonerów sztuki. W korytarzu znaleziono ludzkie szczątki, kości zwierząt, neolityczne koraliki, kościane narzędzia i kawałki szkła. XVIII wiek przyniósł dokładniejsze przebadanie terenu, skatalogowanie wszystkich kamieni, które pozostały oraz rzeźb. Zaczęto snuć różne teorie. Niektóre z nich zakładały, że monument powstał w epoce brązu, inne że dopiero w średniowieczu. Pojawiały się twierdzenia, że rdzenne ludy Irlandii nie potrafiłyby wznieść tak wielkiego monumentu. Niektórzy twierdzili nawet, iż Newgrange jest dziełem… Starożytnych Egipcjan. Inna z tez przypisywała budowlę wikingom, którzy najeżdżali te tereny od VIII wieku. Jednak wikingowie łączą się z obiektem w inny sposób. W IX wieku monument został splądrowany, co pokrywa się z czasem wikińskich najazdów. Newgrange w obecnym kształcie zostało odbudowane po wykopaliskach z drugiej połowy XX wieku. Warto tu zaznaczyć, że kamienie otaczające wejście nie są oryginalne i nie stanowiły pierwotnego elementu budowli.

Wejście do grobowca.

Newgrange było używane jako grobowiec lub miejsce kultu przez wiele wieków. Wokół niego znaleziono ślady pochodzące z epoki żelaza, inne utworzone kręgi, a także drobne przedmioty (najbardziej egzotycznym z nich jest naszyjnik wykonany z rzymskich monet). Później zostało jednak na kilkanaście stuleci zapomniane. Szczątki zwierząt, które znaleziono w środku również pochodzą z różnych epok – dla przykładu, kości królików nie mogą być starsze niż 800 lat, gdyż te zwierzęta zostały sprowadzone do Irlandii dopiero w XIII wieku.

Newgrange (irl. Sí an Bhrú) nie jest jedynym grobowcem w okolicy. Wchodzi w skład kompleksu neolitycznych budowli zwanych Brú na Bóinne, które znajdują się w dolinie Boyne. Inne kurhany należące do kompleksu to Dowth (irl. Dubhadh) oraz Knowth (irl. Cnobha). Ponadto w pobliżu znajduje się ponad trzydzieści innych kopców, wiele śladów osad ludzkich, menhirów i kamiennych kręgów. Brú na Bóinne zostało wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO w 1993 roku.

Newgrane jest wielkim owalnym grobowcem o średnicy około 80 metrów (średnica waha się od 76 do 85 metrów) i wysokości 12 metrów. Zbudowany został jako warstwowy kopiec, w którym naprzemiennie ułożono glinę wydobytą z rzeki, ziemię oraz kamienie. Materiał, który posłużył do budowli kurhanu pochodził z pobliskiej rzeki Boyne, ze wschodniego wybrzeża Irlandii a nawet z gór takich jak Mourne (ciemniejszy granodiorit) czy Wicklow (biały kwarc) - oba pasma górskie oddalone są od Newgrange o około 100 kilometrów. Transport z tak odległych miejsc mógł się odbywać zapewne drogą wodną. Boczne ściany to mury zbudowane z ciasno ułożonych i uszczelnionych kamieni, podczas gdy pokrywa kopca jest warstwą ziemi porośniętą trawą. Warto zaznaczyć, że sklepienie zostało tak szczelnie zbudowane, iż nawet po pięciu tysiącleciach nie przepuszcza wody deszczowej do znajdujących się w środku komór. Wejście do kurhanu jest skierowane na południowy wschód. Do środka prowadzi korytarz długi na 19 metrów który kończy się rozgałęzieniem w stronę trzech komór grobowych. Ściany pomieszczeń wykonane są z wielkich kamiennych płyt wysokie na około półtorej metra. Wagę wszystkich kamieni użytych do budowli Newgrange szacuje się na ponad 100.000 ton. Wiele kamieni jest zdobionych wzorami spiralnymi (tzw. Triskeliony celtyckie, czyli kilka warstw zakręconych wokół siebie wirów), falistymi liniami i wydrążonymi otworami. Archeolodzy przychylają się do tezy, iż większość wzorów powstała na kamieniach przed ich transportem. Sposób budowy monumentu przypomina wiele innych obiektów zarówno z Irlandii jak i spoza wyspy, np. kamienne konstrukcje w Carrowmore… Ale to już temat na inny dzień.

Newgrange widziane z południowego brzegu rzeki Boyne.

Wracając do Newgrange muszę stwierdzić, że niestety nie ma zgodności co do tego, w jakim celu zbudowano monument. Domniemane komory grobowe i ludzkie szczątki wskazują na fakt, iż rzeczywiście było to kurhan. Podczas mojej wizyty w Newgrange przewodnik powiedział, że po wejściu do środka nie wolno robić zdjęć, by nie zakłócać spokoju zmarłych. Tak więc to przekonanie jest ciągle żywe wśród ludzi. Są jednak i inne teorie. Celtowie wierzyli, że Sí an Bhrú było domeną ich głównego bóstwa, Dagdy. Wspominałem również, że wyjście grobowca jest skierowane na południowy wschód. W dniu przesilenia zimowego, dwa dni wcześniej oraz dwa dni później, przed godziną 9:00 światło słoneczne wpada przez otwór nad wejściem i dociera do komnaty na samym końcu korytarza, rozświetlając ostatnią komorę na około kwadrans. Pierwszy raz zjawisko to zostało zauważone podczas prac wykopaliskowych 21 grudnia 1967 przez profesora Michaela J. O’Kelly’ego. Tak więc prehistoryczni budowniczy mieli znakomitą znajomość astronomii i potrafili dostosować budowlę do roku słonecznego. Czy był to więc grobowiec, siedziba bogów a może obserwatorium astronomicznym? A może konstrukcja w założeniu jej twórców łączyła te wszystkie funkcje? Wykluczyć na pewno można budowę do celów mieszkalnych, gdyż wnętrze jest naprawdę ciemne, a sklepienia tuneli i komór nie są okopcone. Na bazie tego można stwierdzić w środku nie rozpalano ognia, ani nie przygotowywano posiłków.

Chciałbym jeszcze przytoczyć ciekawe spostrzeżenia profesora O’Kelly’ego, który w jako pierwszy po tysiącach lat zaobserwował rozświetlenie wnętrza Newgrange w dniu przesilenia zimowego[1]

Byłem tam całkowicie sam. Na drodze nie było żadnej żywej duszy. Kiedy wchodziłem do grobowca, wiedziałem, że jest szansa zobaczenia wschodu słońca, ponieważ tego dnia niebo było czyste.

Słońce wstało za rzeką Boyne i po czterech minutach pierwsze promienie wpadły przez otwór nad wejściem do grobowca:

Byłem dosłownie oszołomiony. Snop światła był cienki jak ołówek i zaczął rozszerzać się do sześciu cali. Od podłogi odbijało się tyle światła, że mogłem chodzić w środku bez lampy i unikać uderzenia się o kamienie. Było tak jasno, że mogłem zobaczyć sklepienie dwadzieścia stóp nad sobą. Spodziewałem się usłyszeć głos albo poczuć chłodną dłoń na moim ramieniu, ale panowała tylko cisza. A potem, po kilkunastu minutach promień światła zwęził się, gdy słońce przesunęło się na zachód i znów zapadła ciemność.

Profesor Kelly wracał co roku do Newgrange, by obserwować przesilenie. Utwierdził się w przekonaniu, że otwór nad wejściem został zaprojektowany celowo, by rozświetlać ostatnią komorę w tym szczególnym czasie. Starożytni budowniczowie musieli przez wiele lat obserwować wschód słońca w dniu przesilenia, by ustalić, pod jakim kątem będą padać promienie słońca, by mogły wpadać dokładnie do wąskiego otworu umieszczonego 180 centymetrów nad gruntem. To niesamowite osiągnięcie, biorąc pod uwagę, że płyty, z których zbudowano korytarz i otwór nad jego wejściem ważą około tony.

Spacer dookoła monumentu.

Wszystkim, którzy mają okazję odwiedzić Irlandię polecam zawitac do tego magicznego miejsca. Na trasie należy wypatrywać znaków z napisem  Brú na Bóinne - Newgrange Monument.

I już na sam koniec podziękowania dla moich przyjaciół, za podzielenie się zdjęciami z Newgrange J


[1] Professor Michael J. O'Kelly, źródło: https://www.knowth.com/new_grange.htm, data odczytu: 06.10.2019.

piątek, 10 maja 2019

Wikingowie na Skellig Michael


Widok z klasztor na wybrzeże Irlandii.
Źródło obrazka: https://www.lonelyplanet.com/ireland/travel-tips-and-articles/on-the-star-wars-trail-in-ireland/40625c8c-8a11-5710-a052-1479d276cfc6, data odczytu: 09.05.2019.

Skellig Michael to wyspa leżąca na Oceanie Atlantyckim, na zachód od Irlandii. Samo miejsce jak i sposób dotarcia na nią opisałem w marcu. Dziś chciałbym się skupić na historii klasztoru mieszczącego się u jej szczytu.

Pierwsza wzmianka o wyspie pochodzi z podań o Milezjanach – legendarnej irlandzkiej nacji. Na wyspie miał zostać pochowany Ir, syn niejakiego Milesiusa. Z kolei tekst z przełomu VIII i IX wieku wspomina, że król Munsteru (irlandzkiej prowincji) Duagh uciekł na Scellecc[1].

Przejdźmy teraz do klasztoru i jego historii. Budowla została wspomniana w Martyrology of Tallaght, manuskrypcie spisanym w 790 roku[2], a więc na trzy lata zanim wikingowie dotarli do angielskiego Lindisfarne. Pismo to wymienia jednego z mieszkających na wyspie mnichów z imienia - zwał on się Suibhni. Samo założenie klasztoru przypisuje się świętemu Finianowi z Clonardu (irl. Fionáin), który zmarł w VI wieku, jednak nie istnieją żadne historyczne dokumenty, które opisywałyby zasiedlenie wyspy w tym czasie. Pierwotnie wyspa pojawiała się pod nazwami Scelec, Scellecc, Sceilig lub Sceilig Figil. Drugi człon, Michael, pierwszy raz został wspomniany w 1044 roku, razem ze śmiercią jednego z pustelników, Aedha. Prawdopodobnie klasztor poświęcono świętemu Michałowi Archaniołowi między 950 a 1044 r n.e. i wybudowano kościół pod jego wezwaniem. Giraldus Cambrensis, walijski mnich, opisał, iż w klasztorze podczas jednego z oblężeń nastąpiło cudowne pojawienie się wina [3]:

Jest pewna wyspa z kościołem poświęconym świętemu Michałowi, z dawien dawna znana ze swojej świętości i rygoru. Na zewnątrz podwórza, po prawej stronie, znajduje się kamień, częściowo wbudowany w mur, z dziurą w swej powierzchni, która to każdego ranka dzięki zasługom świętego, któremu kościół jest poświęcony, wypełnia się taką ilością wina, by wystarczyło na wszystkie msze święte danego dnia, w zależności od liczby kapłanów, którzy w owy dzień odprawiają msze (ang. There is an island with a church dedicated to St. Michael, famed for its orthodox sanctity from very ancient times. There is a stone outside the porch of this church, on the right hand, and party fixed in the wall, with a hollow in its surface, which, every morning, through the merits of the saint to whom the church is dedicated, is filled with as much wine as will conveniently suffice for the service of the masses on the day ensuing, according to the number of the priests there who have to celebrate them).

Klasztor na Skellig. 
Zbiory własne.

Około XIII wieku zakonnicy opuścili Skellig i założyli nowy klasztor nazwany Ballinskelligs (było to klasztor Augustianów) 20 km na wschód, już na wybrzeżu Irlandii (hrabstwo Kerry). Czynnikiem który o tym zadecydował były prawdopodobnie trudne warunki do życia na wyspie – lokalny klimat ochłodził się, częściej zdarzały się sztormy. Klasztor na Skellig pozostał jednak w posiadaniu zakonników, będąc miejscem licznych pielgrzymek.

No dobrze, ale gdzie w tym wszystkim byli wikingowie? Ano, pierwszy raz pojawili się oni u wybrzeży wyspy w 823 lub w 824 roku[4]:

Skellig zostało złupione przez pogan, a Etgal wzięty w niewolę, gdzie został przez nich zagłodzony (ang. Scelec was plundered by the heathens and Etgal was carried off into captivity, and he died of hunger on their hands).

Kolejny najazd i splądrowanie miało miejsce w 850 roku[5]:

Przybyła flota od Luimnech w południowej Irlandii. Splądrowała Skellig Michael i Inishfallen i Disert Donnain i Cluain Mor. Zabili pustelnika Rudgaile’a, syna Selbacha. To on po dwakroć uwolnił anioła, a cudzoziemcy po dwakroć go związali (ang. There came a fleet from Luimnech in the south of Erinn, they plundered Skellig Michael, and Inishfallen and Disert Donnain and Cluain Mor, and they killed Rudgaile, son of Selbach, the anchorite. It was he whom the angel set loose twice, and the foreigners bound him twice each time).

Mapa Irlandii z zaznaczonymi miejscami ataków i fortami wikingów. Skellig Michael znajduje się w lewym dolnym rogu. 
Źródło obrazka: https://www.wesleyjohnston.com/users/ireland/past/pre_norman_history/vikings.html, data odczytu: 09.05.2019.

Ataki skutkowały wzmacnianiem murów klasztoru, wystawianiem wart, które obserwowały Ocean oraz szykowaniem pułapek. Przykładem może być wąskie przejście nazywane Okiem Igły (ang. Needle’s Eye) na południowym stoku wyspy. Był to chodnik przez który na raz mógł przejść tylko jeden człowiek. Gdyby to był napastnik, mnisi mogli na niego z góry zrzucać kamienie. Agresor był zupełnie odsłonięty, po jednej stronie mając strome zbocze, a nad sobą mnichów ciskających pociskami. Naturalną ochroną były też częste deszcze i sztormy – z doświadczenia wiem, jak ciężko przybić do brzegu w Zatoce Ślepca, nawet kiedy nie ma opadów, a wieje silny wiatr.

Klasztor był odbudowywany i wzmacniamy po każdym ataku. Nowsza zabudowa była wyższa i solidniejsza. Pamiętam, jak będąc na Skellig jedna z przewodniczek opowiadała, że któryś z ataków wikingów nie skończył się zdobyciem klasztoru – umocnienia się sprawdziły. Niestety, same mury nie uratowały mnichów. Wikingowie cierpliwie poczekali i wzięli odcięty od świata klasztor głodem.

Olaf Tryggvasson.
Źródło obrazka: http://www.wikiwand.com/en/Olaf_Tryggvason, 
data odczytu: 09.05.2019.
Jednak nie za każdym razem przybycie wikingów wiązało się z plądrowaniem. W 993 roku na wyspę miał przybyć sam Olaf Tryggvason, z zamiarem jej złupienia (wspominałem o nim podczas opisywania mojej wizyty w Trondheim). Legendy mówią, że jeden z mnichów odwiódł go od tego zamiaru, a następnie ochrzcił Olafa (inna wersja historii podaje, iż miało to miejsce na brytyjskiej wyspie Scilly - podobieństwo nazw jest uderzające). Tryggvason został koronowany w 995 roku, a rok później założył Nidaros, które stało się stolicą Norwegii (obecna nazwa miasta to Trondheim). Ale to już materiał na inną historię...



[1] Skellig Michael: Historical background, źródło: http://www.worldheritageireland.ie/skellig-michael/historical-background/, data odczytu: 09.05.2019
[2] Martyrology of Tallaght, źródło: https://www.catholic.org/saints/saint.php?saint_id=4743, data odczytu: 09.05.2019
[3] Skellig Michael, źródło: https://voicesfromthedawn.com/skellig-michael/, data odczytu: 09.05.2019
[4] Arrival of Vikings, źródło: https://publishing.cdlib.org/ucpressebooks/view?docId=ft1d5nb0gb&chunk.id=d0e2807&toc.id=d0e2502&brand=ucpress, data odcztytu: 09.05.2019
[5] War of the Gaedhil with the Gaill, James Henthorn Todd, wyd. Kraus Reprint, 1965, s. 228.

piątek, 15 marca 2019

Wyspa Skellig Michael

Źródło obrazka: https://www.dochara.com/places-to-visit/monastic-sites/skellig-michael/, data odczytU: 13.04.2019.

17 marca Irlandczycy obchodzą Dzień Świętego Patryka. Z tej okazji zrobimy małą odskocznię od  mitologii nordyckiej. Wikingowie w swojej niespokojnej epoce docierali do wielu zakątków naszego kontynentu, a także daleko poza jego granice. Jednym z tych miejsc była właśnie Irlandia i sąsiadujące z nią wyspy. Pierwsza ich wyprawa na te ziemie miała miejsce w 795 roku (czyli zaledwie dwa lata po ataku na angielską wyspę Lindisfarne). W 823 roku wikingowie zapuścili się na południowo-zachodnie wybrzeże Irlandii, atakując klasztor na wyspie Skellig Michael (ir. Sceilig Mhichíl).

Zbiory własne

Kilkanaście kilometrów na zachód od irlandzkiego miasteczka Portmagee leżą dwie wyspy – Mała Skellig (irl. Sceilig Bheag) oraz Skellig Michael zwana także Wielką Skellig (irl. Sceilig Mhór). Nazwa wywodzi się od słowa Sceillic oznaczającego Stromą Skałę. Mała Skellig jest rezerwatem ptaków morskich, do którego turyści nie ma wstępu. Na Skellig Michael można dotrzeć kutrami, które odpływają m.in. z Portmagee. Cena biletu to ok. 40,00 €. Kutry kursują tylko w sezonie letnim, a dziennie na wyspę wpuszczanych jest maksymalnie 180 osób. Restrykcje spowodowane są utworzonym na wyspie rezerwatem przyrody a także wpisaniem jej  na listę światowego dziedzictwa UNESCO[1].

Zbiory własne

Razem z przyjacielem odwiedziłem wyspę 9 czerwca 2017 roku. Rejs na Skellig rezerwowaliśmy kilka tygodni wcześniej. Przez długi czas możliwość rezerwacji była w ogóle wyłączona – firmy zajmujące się przewozem czekały na decyzję o nowych dziennych limitach turystów. W końcu pewnego kwietniowego dnia, kiedy rezerwacje ruszyły, strony przewoźników były przeciążone przez kilka godzin. Czatowałem całe popołudnie i dopiero wieczorem udało się znaleźć dwa miejsca w terminie, który nas interesował. Dzień przed rejsem byliśmy już w Portmagee. Wieczorem potwierdzałem u kapitana udział w rejsie. Powiedział mi, że na następny dzień zapowiadają silny wiatr oraz wysokie fale i być może nie dostanie pozwolenia na przybicie do Skellig. W takim wypadku, zapewnił, że nie weźmie od nas pieniędzy, a sam rejs do brzegu wyspy i z powrotem byłby darmowy. Uczciwy i dobry człowiek. Pamiętam, że ciężko mi było go zrozumieć, ponieważ miał mocny irlandzki akcent, charakterystyczny dla hrabstwa Kerry, jakże inny od znanego mi sposobu wysławiania się Anglików.

Zbiory własne

Kiedy następnego dnia wsiedliśmy na pokład kutra otrzymaliśmy kapoki i peleryny przeciwdeszczowe. W trakcie trwającego prawie godzinę rejsu na Skellig pytano nas, jak się czujemy, a osoby, które gorzej znosiły ośmiometrowe fale na Atlantyku otrzymywały imbir do żucia… Lub w ostateczności wiadro. Fale miotały małym kutrem, na którego pokładzie znajdował się tuzin osób. Dwie wyspy Skellig to znikały, to pojawiały się ponad falami. Kiedy mijaliśmy mniejszą z nich dało się słyszeć skrzeczenie i czuć zapach dziesiątek tysięcy ptaków, które na niej gniazdowały. W końcu znaleźli się w pobliżu Skellig Michael. Po dotarciu do Zatoki Ślepca (ang. Blind Man’s Cove) czekaliśmy na pozwolenie na przybicie do brzegu. Trwały chwile niepewności, w końcu jednak na przystani pojawił się przewodnik i machając nam ręką dał znak do zejścia na ląd. Powitał nas i następnie ruszyliśmy wzdłuż znajdującego się na wyspie lądowiska dla helikopterów w stronę klasztornej zabudowy. I tu ważna informacja dla odwiedzających – na wyspie nie ma żadnej toalety, a zwiedzanie wraz z rejsem tam i z powrotem trwają 4-5 godzin.

Zbiory własne

Sam klasztor znajduje się w jednym z najwyższych punktów wyspy na wysokości 180 m n.p.m. i prowadzi do niego 618 stopni wykutych w skale. Cała wyspa jest kamienista i porasta ją tylko niska roślinność, jak paprocie, porosty i trawa. Zajmuje powierzchnię niecałych 22 hektarów, a najwyższy jej szczyt ma 218 m n.p.m. Na Skellig występuje kilka gatunków ptaków. Z tych, które udało nam się obserwować to mewy, alki, gołębie, ale przede wszystkim najwięcej widzieliśmy maskonurów. Te małe zwierzaki (długość ciała ok. 30 cm, rozpiętość 50 cm, waga 300-600 g) nie mające na Skellig zagrożenia ze strony drapieżników i z powodu małej liczby odwiedzających wyspę ludzi, nie bały się nas. Można było spokojnie podejść do nich na odległość 30 cm by móc przyjrzeć im się z bliska. Pamiętam ich charakterystyczny lot – szybowanie z rozłożonymi łapkami (większość ptaków podwija nóżki do lotu) oraz osobniki, które wykopywały sobie norki (maskonury nie budują gniazd, a jaja składają właśnie pod ziemią).

Zbiory własne

Po wspinaczce na szczyt mogliśmy usłyszeć historię klasztoru – tą szczegółowiej opiszę w osobnej notatce. Wszystkie chatki zakonników były zbudowane z kamieni. Tereny mieszkalne otoczone są murami. Przewodniczka wskazywała na różnice w budowie – młodsza część klasztoru miała wyższe mury i masywniejsze ściany. Powodem mocniejszej zabudowy było wzmocnienie funkcji obronnej przed napadami wikingów. W obrębie klasztoru znajduje się także cmentarz i sieć kanałów do zbierania wody deszczowej. Na Skellig nie ma źródeł słodkiej wody – mnisi, którzy tu mieszkali gromadzili deszczówkę, której w Irlandii nie brakuje, w kamiennych zbiornikach. Prowiant dowożono także z wybrzeża, gdyż obok niewielkich wyrównanych tarasów nie było tam wystarczająco gleby pod uprawę roli.

Zbiory własne

Tereny klasztoru na Skellig można było oglądać w dwóch częściach Gwiezdnych WojenPrzebudzeniu Mocy i Ostatnim Jedi. Filmy te stały się reklamą dla wyspy – W Portmagee widzieliśmy wiele pamiątek nawiązujących jednocześnie do Skellg, jak i do Gwiezdnych Wojen. Inspiracji wyspą można doszukać się także w drugim filmie – pojawiające się tam porgi, czyli małe skrzydlate stworzonka, są wzorowane na  zamieszkujących wyspę maskonurach.

Zbiory własne

Wszystkim, którzy mają możliwość odwiedzenia irlandzkiego hrabstwa Kerry w sezonie letnim polecam wybrać się na Skellig. Miejsce jest niesamowite - spokojne i odizolowane od świata. Czuję respekt dla mnichów, którzy włożyli ciężką pracę, by wybudować klasztor tak daleko od brzegu Irlandii, na stromej i niedostępnej skale. Wyspie poświęcę jeszcze jedną notkę - opiszę w niej historię miejsca i rolę, jaką odegrali w niej wikingowie.

Zbiory własne

I na sam koniec zapraszam do obejrzenia filmiku z pięknymi ujęciami ze Skellig Michael.




[1] Sceilg Mhichíl, http://whc.unesco.org/en/list/757, data odczytu: 15.03.2019.