piątek, 15 kwietnia 2022

Dziewczyna z Egtved

 

Źródło: https://oldeuropeanculture.blogspot.com/2019/10/,
data odczytu: 14.04.2022

Omawiając wydarzenia historyczne najczęściej porusza się żywoty znanych osób, władców, czy osób, które odegrały kluczową rolę w danym wydarzeniu. Dziś omówimy sobie osobę, której imienia nikt nie zna, ale która stała się znana, dzięki odkryciu dokonanym nieco ponad sto lat temu.

W 1921 roku duński rolnik Peter Platz oczyszczał z głazów swoje pole, które znajdowało się nieopodal  miejscowości Egtved. Kamienie były czymś więcej, niż tylko pozostałościami po ostatnim zlodowaceniu. W trakcie prac natrafił na dębową trumnę, która została złożona do ziemi zgodnie z kierunkami wschód-zachód. Platz poinformował odpowiednie instytucje i następnie zapieczętowana trumna pod kierownictwem Thomasa Thomsena została przewieziona do Muzeum Narodowego w Kopenhadze. Tam pod okiem ekspertów ostrożnie ją otworzono, odkrywając szczątki dziewczyny w wieku 16-18 lat.

Zwłoki zawinięte były w skórę wołu i przykryte wełnianym kocem. Odziane były w luźną i krótką koszulę, która odsłaniała brzuch, z rękawami sięgającymi za łokcie oraz krótką spódniczkę ze sznurka sięgającą do kolan. Do wełnianego pasa przyczepiony był zdobiony dysk, a zań wsunięty grzebień wykonany z rogu. Wzory na ozdobie przypominają inne znaleziska z Danii i Szwecji, wskazując, iż ubierała się wedle regionalnej mody. Na rękach miała bransolety, a w uchu kolczyk. Nogi zaś owinięte były płótnem. Przy głowie dziewczyny umieszczono pudełko z brzozy, a w środku znajdowało się szydło, brązowa szpilka i siatka na włosy. U stóp dziewczyny złożono skremowane szczątki dziecka w wielku 5-6 lat. Badania wykazały, iż nie było spokrewnione z kobietą. Na trumnie złożono krwawnik pospolity, co może wskazywać, iż pochówek miał miejsce między lipcem a październikiem, kiedy to ta roślina kwitnie. Pozostałe złożone rośliny – kwitnąca od maja do czerwca woskownica europejska i kwitnąca od maja do lipca borówka brusznica zawężają ten przedział czasowy do początkowych dni lipca. Ponadto złożono do grobu wiadro pszenicznego piwa (na bazie pszenicy, żurawiny i lipy) oraz miód.

Odkrycie grobu wywołało sensację. Strój dziewczyny nie pasował do ówczesnej wiedzy o modzie w epoce brązu – wydawał się aż nadto skąpy i prowokujący. Kwaśna ziemia, charakterystyczna dla okolic Egtved, zakonserwowała pochówek na wiele stuleci, pozwalając nam na wgląd w zwyczaje pogrzebowe i ubiór z nordyckiej epoki brązu. Dalsze badania wykazały, iż dziewczyna w chwili śmierci miała 160 cm wzrostu, była szczupła, miała jasne włosy (długości ok. 23 cm) i starannie przycięte paznokcie. Pochówek datowany jest metodą dendrochronologiczną na 1370 rok p.n.e.

Źródło: https://www.livescience.com/65017-priestess-probably-not-world-traveler.html,
data odczytu: 14.04.2022

Badania zachowanych tkanek miękkich z 2019 roku wykazały, że dziewczyna pół roku przebywała w okolicy rzeki przepływającej niedaleko Egtved, a drugie pół roku spędzała na pobliskiej wyżynie. Prawdopodobnie taki tryb życia związany był z sezonowym wypasem trzody. Niektórzy badacze podważają te teorie, bazując na izotopach strontu pozyskanych z włosów dziewczyny, twierdząc iż pochodziła z innych stron – z ziem leżących na południu i znajdujących się obecnie na terenie Niemiec lub wręcz przeciwnie, na północy, we współczesnej Szwecji.

Dziś przy kurhanie nazywanym Storhøj stoi kamień pamiątkowy wskazujący miejsce znalezienia trumny. Obok wznosi się zrekonstruowany kopiec o średnicy 22 i wysokości 4 metrów. Nieopodal postawiono mały budynek muzeum z wystawą dedykowaną dziewczynie z Egtved. Znalezisko pokazuje, iż jedno przypadkowe nawet odkrycie może wywrócić całą wiedzę o danej epoce do góry nogami.

Na koniec tradycyjne podziękowania dla Piotra Brachowicza za wsparcie mojej twórczości. Jeśli i Ty chcesz pomóc w rozwoju bloga - zapraszam na mój profil na Patronite. Ponadto zachęcam do odwiedzenia mojej strony na Facebooku.

piątek, 1 kwietnia 2022

Hemming

 

Źródło: https://en.wikipedia.org/wiki/Hemming_of_Denmark#/media/File:Hemming,_konge_(810-812).jpg,
data odczytu: 01.04.2022

Na początku IX wieku królestwo Danii zaczęło bezpośrednio stykać się z terenami Karola Wielkiego, który podporządkował sobie tereny Sasów. Panujący wówczas król Godfred, nie czekając, aż kolejna kampania Franków dotknie jego domeny, zaatakował w 810 roku zajętą przez nich Fryzję. Pomimo kilku zwycięstwo kampania zakończyła się fiaskiem, gdy w tym samym roku duński król został zamordowany.

Następnie na tronie Danii zasiadł Hemming, syn Halfdana i bratanek zabitego władcy. Godfred miał co najmniej pięciu synów, w tym jednego tylko znanego historii z imienia, Horika. Nie wiadomo, dlaczego żaden z nich nie zasiadł po nim na tronie. Być może z powodu niepełnoletności lub złych relacji (jedną z teorią jaka krążyła wokół śmierci władcy było przekonanie, iż skrytobójca działał na zlecenie jednego z jego synów). Koniec końców w sukcesji zostali pominięci, a królem został ich kuzyn.

Jednym z pierwszym decyzji Hemminga jako króla było zawarcie rozejmu z sędziwym wtedy Karolem Wielkim.  W 807 roku ojciec Hemminga złożył Karolowi hołd. Być może akt ten stworzył podatny grunt do negocjacji trzy lata później. Władcy ustalili, że granica między Danią a państwem Franków będzie przebiegać wzdłuż rzeki Eider (obecnie na terenie Niemiec). Jest to dość znaczące osiągnięcie, biorąc pod uwagę, że Frankowie nie dyskutowali zbytnio ze swoimi sąsiadami, tylko z reguły podnosili na nich miecz. Przekonali się o tym zarówno Longobardowie, Baskowie jak i Sasi we wcześniejszych latach. Kroniki frankijskie zawierają dość szczegółowy opis tego wydarzenia. Początkowo rozejm został wymuszony przez surową zimę, która unieruchomiła obie armie i najprawdopodobniej ostudziła zapał do dalszej wojny.  Karola wielkiego reprezentowali niejaki hrabia Walach, syn Bernhalda, Burchard, Unroc, Uodo, Meginhard, Bernhard, Egbert, Theoteri, Abo, Osdag oraz Wigman. Ze strony duńskiej rozmowy prowadziło dwóch braci Hemminga, Hakon i Angantyr (zapisane jako Hankwin i Angandeo), a także szlachetnie urodzeni Osfrid Turdimulo, Warstein, Suomi, Urm, Osfrid syn Helgiego, Osfrid ze Skanii (strasznie dużo tych Osfridów!), Hebbi i Aowin.

Innymi znanymi krewnymi Hemminga byłi Harald, Reginold, Reginfrid i Sigfried. Harald i Sigfried z pewnością byli braćmi Hemminga. O pozostałych dwóch wiemy jedynie, że byli bratankami Godfreda. Mogli więc być albo braćmi albo kuzynami nowego króla. Reginold zginął w 808 roku, jeszcze za życia poprzedniego władcy, kiedy Duńczycy toczyli walki na ziemiach Obodrytów. O reszcie braci wspomnimy sobie w przyszłości.

Hemming nie nacieszył się zbyt długo władzą – zmarł zaledwie dwa lata później. Po jego śmierci o tron walczyło dwóch jego krewnych, Anulo oraz Sigfired. Śmierć Hemminga zapoczątkowała kilka lat wojny domowej w Danii. W krwawych starciach w 814 roku zginął Reginfrid, który obok Anulo i Sigfrieda, również rościł sobie sprawa do duńskiego tronu po śmierci swojego brata... Ale to już historia na inny dzień.

Kończąc chciałbym tradycyjnie podziękować Piotrowi Brachowiczowi za wspieranie mojej twórczości. Jeśli i Ty chcesz pomóc w rozwoju bloga - zapraszam na mój profil na Patronite. Ponadto zachęcam do odwiedzenia mojej strony na Facebooku.

piątek, 18 marca 2022

Godfred


Źródło: https://en.wikipedia.org/wiki/Gudfred,
data odczytu: 17.03.2022

W 804 roku Obodryci, sojusznicy Karola Wielkiego w wojnach z Sasami, zostali nagrodzeni nadaniem ziem przylegających do Półwyspu Jutlandzkiego. Sprawiło to, iż ziemie tychże Słowian graniczyły bezpośrednio z terenami Duńczyków. Spowodowało to niepokoje wśród Skandynawów, których władca, Godfred, kazał wszystkim swoim wojskom przybyć do Hedeby, najstarszego duńskiego miasta. Karol był znany Duńczykom – wielu Sasów przez poprzednie trzy dekady szukało u nich schronienia, w tym także Widukind, ich wódz. Frankowie byli znani z brutalnych metod, którymi chrystianizowali sąsiadów. Obawy Godfreda były więc uzasadnione – władca wiedział, że musi działać, by i jego domena nie uległa tak, jak stało się to z krainą zamieszkaną przez Sasów.

O młodości Godfreda niewiele wiadomo. Mógł być synem panującego do 804 roku króla Sigfreda lub jego bliskim krewnym. Według kroniki Gesta Danorum, jego ojciec miał mieć na imię Gorm. Godfred doczekał się co najmniej pięciu synów Horika, Kettila, Olafa, Ragnara oraz Ogiera Duńczyka, półlegendarnego wojownika, któremu na pewno poświęcimy sobie osobny temat w przyszłości. Wiadomo też, że miał co najmniej jednego starszego brata, prawdopodobnie o imieniu Halfdan.

Godfred władał Danią od 804 roku, czyli w tym samym czasie, w którym słowiańscy sprzymierzeńcy Karola zasiedlili podarowane im przygraniczne ziemie. Duńskiemu władcy zależało na negocjacjach. Karol zgodził się na to, pod warunkiem, że zostaną mu wydani buntownicy, którzy uciekli do Danii po powstaniach Sasów. Nie jest pewne jako zakończyły się rokowania, jednak powszechnie uznaje się, że żadni zakładnicy nie zostali wymienieni, a Karol wrócił znad granicy z Danią w głąb podlegających mu terenów.

Trzy lata później niejaki Halfdan, prawdopodobnie starszy brat Godfreda, złożył Karolowi Wielkiemu hołd. Być może spowodowane to było konfliktem z bratem, o podłożu dynastycznym (jako starszy z rodzeństwa powinien zasiadać na tronie) lub podatkowym (przypuszcza się, że posiadając własne włości odmawiał płacenia bratu podatków). Uznanie Karola jako swojego władcy miało mu najprawdopodobniej zapewnić ochronę przed interwencją Godfreda. Halfdan był już znany na frankijskim dworze, gdyż uczestniczył w poselstwie wysłanym do Saksonii w 782 roku (wraz ze swoim bratem), jeszcze za panowania ich ojca. Prawdopodobnie otrzymał we władanie miasto targowe na terenie Fryzji i przyjął chrzest. Halfdan znika następnie z kart historii, przypuszczalnie z powodu śmierci.

W 808 roku, w myśl zasady, iż najlepszą obroną jest atak, Godfred najechał tereny Obodrytów. Kampania zakończyła się sukcesem, a jednym z ważniejszych zdobytych miast był nadbałtycki port w Rerik. Na podbitych terenach król Danii zaczął ściągać podatki. Sytuację ułatwił fakt, iż część Słowian stanęło po stronie Duńczyków. Konflikt zakończył się wypędzeniem księcia Obodrytów, Drożka, z jego własnej domeny. Po roku Drożko powrócił, jednak w niedługim czasie został zabity przez skrytobójcę – prawdopodobnie nasłanego przez samego Godfreda. Następnie by ochronić swoje włości przed odwetem Odobrytów lub samych Franków, król nakazał umocnienie Danevirke oraz samego Hedeby. Ufortyfikowane miasto zyskało na prestiżu, co potwierdzają wykopaliska archeologiczne – ślady rozbudowy i liczne artefakty świadczą, iż ok. 810 roku nastąpił przełom, którym uczynił Hedeby najważniejszym duńskim ośrodkiem handlowym. 

Obawy były zasadne – z polecenia Karola Wielkiego jego syn, Karol Młodszy, spustoszył tereny Słowian, którzy opowiedzieli się za Duńczykami. W 809 obie strony próbowały zawrzeć pokój, jednak negocjacje nie powiodły się. Z rozkazu Karola na ziemiach Sasów powstał w tym czasie nowy garnizon, na wypadek gdyby Godfred zamierzał znów najechać frankijskich sojuszników.

Wzrok Godfreda nie kierował się jednak na południe, a bardziej na zachód, w stronę podporządkowanej przez Franków Fryzji. Flota około 200 duńskich statków dotarła do fryzyjskiego wybrzeża w 810 roku. W tym samym czasie sędziwy już Karol planował kampanię przeciwko Danii, jednak atak na Fryzję uprzedził jego ruch. Szybka inwazja i kilka zwycięskich bitew pozwoliły poczuć się Godfredowi panem tych terenów, co zostało przypieczętowane nałożeniem podatku na miejscową ludność. Karol zebrawszy wojska wyruszył nie pod Danevirke, a do Fryzji. Zbliżało się nieuniknione starcie dwóch monarchów, do którego ostatecznie jednak nie doszło. Godfred bowiem został zamordowany przez jednego ze swoich huskarlów (gwardzistów). Inna wersja podaje, iż zabił go jeden z własnych synów, w akcie zemsty za odejście od żony, jednak ta wersja jest mało prawdopodobna i zapewne powstała jako plotka, mając oczernić króla. Bardziej prawdopodobną wersją jest, iż zamachowiec był zwolennikiem Halfdana lub nawet został podkupiony przez Franków, by pozbyć się wojującego z Karolem Godfreda.

Władzę po Godfredzie objął Hemming, prawdopodobnie syn Halfdana, a więc bratanek zabitego króla. Zawarł rozejm z Karolem Wielkim, co zapewniło pokój na północnej granicy królestwa Franków na jakiś czas.

Przytoczona przeze mnie historia panowania Godreda opiera się tylko na jednej z wersji jego żywota. Na przestrzeni wieków różni kronikarze i historycy zamieniali stopnie pokrewieństwa w jego rodzinie a także tereny, którymi władał monarcha – z podobną sytuacją mieliśmy do czynienia w przypadku króla Hrodgara. Co jest pewne, to fakt, iż wojował z Frankami i skutecznie utrzymał granicę Danii przez cały czas swoich rządów.

Kończąc chciałbym tradycyjnie podziękować Piotrowi Brachowiczowi za wspieranie mojej twórczości. Jeśli i Ty chcesz pomóc w rozwoju bloga - zapraszam na mój profil na Patronite. Ponadto zachęcam do odwiedzenia mojej strony na Facebooku.

piątek, 4 marca 2022

Morowica

Morowica
ChatGPT 2026

4 marca 2020 roku oficjalnie potwierdzono pierwszy przypadek COVID-19. Dziś mijają równo dwa lata od tego dnia. Uznałem, że to dobry moment, by opowiedzieć sobie co nie co o zarazach w dawnych wierzeniach. 

W czasach Potopu Szwedzkiego, przez który nasze ziemie dotykało wiele nieszczęść, powstała katolicka pieśń, której jeden z wersetów brzmi Od powietrza, głodu, ognia i wojny wybaw nas Panie!. W dawnych wiekach ludzie nie mieli takiej wiedzy o chorobach, jak my współcześnie (dziś wiadomo, że zjedzenie gdzieś na krańcu świata zupy z nietoperza może wywołać ogólnoświatową zarazę). Za choroby obwiniali właśnie tzw. Morowe powietrze (od słowa mór). W staroruskiej Powieści Minionych Lat Nestor opisuje zarazę, która dotknęła Połock w 1092 roku. Upadanie na zdrowiu i zgony ludności miasta przypisywano mocom niewidzialnych i groźnych demonów. Takie złe duchy nazywane były Morowymi Dziewicami, Morowicami, Zarazami lub Cholerami i to je właśnie sobie dziś omówimy. 

W wiekach, gdzie medycyna nie była rozwinięta tak jak dziś i nie było skutecznych szczepionek, ludzie uciekali się do różnych ludowych i magicznych sposobów ochrony przez zarazą (jednym z moich ulubionych sposobów leczenia są zalecenia pewnego cyrulika z Hamburga, który podczas epidemii Czarnej Dżumy zalecał chorym… pić minimum półtorej litra wina dziennie). W zależności od regionu stosowano różne praktyki. Mogły to być modły lub magiczne formułki. Odprawiano także procesje dookoła wsi. Wierzono, że obejście granic miejscowości przez bliźniaków lub bliźniaczą parę zwierząt mogło wygonić Morowicę. Te rytuały miały na celu uchronić ludność lub zmniejszyć skutki działań Morowej Dziewicy. Wyobrażano ją sobie jako strasznie wychudzoną, nadzwyczajnie wysoką kobietę, szczerzącą wystające zęby w okropnym grymasie, odzianą w białe szaty (w średniowieczu to biel a nie czerń była uważana za kolor śmierci). Wierzono, że gdy szła rozrzucała z worka choroby lub machała swoją zakrwawioną chustką. Jeśli w danej okolicy nie było jeszcze oznak zarazy, a ktoś z okolicy zmarł i szybko stał się aż nienaturalnie siny, wierzono iż to Morowica go zadusiła. A to, że pojawiła się w okolicy, mogło tylko zwiastować nadciągającą plagę, która dotknie zarówno ludzi jak i zwierzęta. Jeśli już zaraza dotarła do danej wsi, stosowano liczne zioła mające ją zwalczyć. Stosowano zarówno wytyczne z zielników opisujących zastosowanie różnych roślin, jak i z ludowej mądrości lokalnych znachorów i znachorek.

Tak opisywał Morowicę Adam Mickiewicz w Konradzie Wallenrodzie[1]:

Nieraz na pustych cmentarzach i błoniach

Staje widomie morowa dziewica,

W bieliźnie, z wiankiem ognistym na skroniach,

Czołem przenosi białowieskie drzewa,

A w ręku chustką skrwawioną powiewa.

Strażnicy zamków oczy pod hełm kryją;

A psy wieśniaków, zarywszy pysk w ziemi,

Kopią, śmierć wietrzą i okropnie wyją.

Dziewica stąpa kroki złowieszczymi,

Na sioła, zamki i bogate miasta:

A ile razy krwawą chustką skinie,

Tyle pałaców zmienia się w pustynie;

Gdzie noga stąpi, świeży grób wyrasta.

 

W niektórych regionach demona przedstawiano w inny sposób, nawet w męskich lub zwierzęcych formach, pod postacią wrony czy nietoperza (i znowu obrywa się temu pożytecznemu łowcy komarów...). Pod postacią mężczyzny pojawiał się jako Tyfus. Wyglądał jak wysoki, chudy starzec o nienaturalnie czerwonej i rozpalonej twarzy. Jego oczy błądziły jak szalone. Odziany był dość schludnie, w czarny garnitur, białą koszulę i czerwony krawat. Nie musiał też rozrzucać chorób – czasami wystarczyło samo spojrzenie w oczy człeka lub usłyszenie jej płaczu, by ciężko zapaść na zdrowiu. Wierzono też, że potrafi zmieniać rozmiar, wlatując do ciała człowieka przez otwarte usta i psując je od środka. Pogłoski o Morowych Dziewicach były ciągle powszechne nawet po I Wojnie Światowej, kiedy powiadano, że przed falą zarażeń widziano przeraźliwie chudą kobietę, czerwonych oczach i czarnych zgniłych zębach, która miała płynnie mówić do swoich ofiar... po hiszpańsku.

Wierzono, że Morową Dziewicę mogło ściągnąć do danej okolicy złe zachowanie się lub krzywdzenie się ludzi nawzajem (bądź co bądź, zaraza często podąża za wojną). Demon odczuwając występki śmiertelników miał być niejako karą za nie. Czasami też litowała się nad poczciwymi mieszkańcami i ostrzegała ich, nim zaczęła rozsiewać choroby w danej okolicy.

Źródło: https://blodloth.tumblr.com/post/120125446908/the-plague-maiden-pol-morowa-dziewica-was-the,
data odczytu: 03.03.2022


W ślad za Morowicą Dziewicą można było ujrzeć Homen – upiorny orszak ofiar zarazy. Były to szkielety na wozach z kości, które tańcząc i śpiewając upiorne pieśni szły po trasie Morowicy. Tam, gdzie pojawiał się Homen padali kolejni ludzie, zwierzęta, a jedzenie się psuło (dziś moglibyśmy powiedzieć, że to była personifikacja kolejnych fal epidemii).

Morowa Dziewica przetrwała w naszym języku. Przekleństwa żeby cię zarazz wzięła! czy najzwyklejsze cholera! są ciągle obecnym świadectwem dawnych wierzeń. A pamięć o niej powinna trwać – wszak Czarna Śmierć zabrała w średniowieczu, wedle różnych podań, między 30-80% ludności kontynentu, co czyni ją jednym z najgroźniejszych potworów, jakie opisałem na blogu.

W ludowych wierzeniach istniały także inne demony odpowiadają za konkretne choroby lub atakujące wybrane grupy ludzi. Te omówimy sobie w przyszłości.

Na koniec tradycyjne podziękowania dla Piotra Brachowicza za wspieranie mojej twórczości. Jeśli i Ty chcesz pomóc w rozwoju bloga - zapraszam na mój profil na Patronite. Ponadto zachęcam do odwiedzenia mojej strony na Facebooku.


[1] Konrad Wallenrod, A. Mickiewicz, Fundacja Nowoczesna Polska, s. 20.

piątek, 18 lutego 2022

Harald Wojenny Ząb

 

Harald Wojenny Ząb
Lorenz Frölich


Uważa się, iż wikingowie uznawali za godną śmierć, która spotyka ich w bitwie. Dusze poległych wojowników mogły trafić do Walhalli. Dość pewnym kandydatem do zasiadania w tym pałacu gdzieś w zaświatach mógł być król Harald Hildetand, którego przydomek możemy przetłumaczyć jako Wojenny Ząb.  

Urodził się gdzieś w VII wieku jako syn Rørika z Lejre i Auðr Głębokomyślącej. Rørik jest uznawany za legendarnego króla Danii, części jej ziem, prawdopodobnie wyspy Zelandii, lub samego okręgu Lejre. Auðr, córka szwedzkiego władcy Ivara Widfamne, została wydana za niego, chociaż mówiono, iż chciała się pobrać z jego bratem, Helgim Ostrym. Sytuację po jakimś czasie wykorzystał Ivar, mówiąc swojemu zięciowi, że jego własna córka zdradziła go z jego bratem. Rørik w szale zabił Helgiego. Podstęp się udał i król Lejre stracił swojego, niesłusznie oskarżonego, sprzymierzeńca i brata. Następnie Ivar wykorzystał sytuację i zabił swojego zięcia. Jako młoda wdowa Auðr potajemnie pobrała się z Raðbarðrem, władcą Gardariki, państwa leżącego na pograniczu ziem Finów i Rusów. Razem z nim wychowywała syna Rørika, Haralda. Po śmierci Ivara piętnastoletni Harald udał się do Skanii (obecnie południowa Szwecja), by objąć tron po swoim dziadku. W tych dążeniach wspierała go zarówno matka, jak i ojczym. W tym miejscu warto zaznaczyć, że Saxo Gramtyk wymienia dwie postaci o imieniu i przydomku Harald Wojenny Ząb. I niestety, myli je w różnych częściach tekstu, przez co opisane przeze mnie pochodzenie Haralda jest tylko jednym z dwóch możliwych. Jednak ze względu na ramy czasowe wydaje się bardziej prawdopodobnym.

Przejęcie władcy po dziadku początkowo następowało pokojowo. Przywitano go przyjaźnie zarówno w Jutlandii jak i w Skanii. Niestety, część ziem chciała odzyskać niezależność, po tym, jak zostały zajęte wcześniej przez Ivara. Harald musiał walczyć, chociażby w samej Skanii z lokalnym władcą, Vesetim. Dowiedziawszy się, że jego rywal wyprawia wesele, udał się na nie w przebraniu żebraka. Podczas walki (bo jak wiadomo, wikiński ślub bez bijatyki jest nudny), uderzony w twarz drewnianą pałką, miał stracić dwa trzonowe zęby, które w cudowny sposób odrosły, zapewniając mu przydomek Wojenny Ząb. Jest jednak i inna teoria, wedle której miano przyległo do niego, gdyż od urodzenia cechowały go nienaturalnie wystające zęby. Następnie pokonał innego watażkę, Hadera, w Jutlandii. Sagi wspominają również, iż kazał sobie płacić daninę z terenów znajdujących się w Anglii, a także najechał Akwitanię (obecnie południowa Francja).

Harald ochoczo ruszał w bój. Legendy mówią, że sam Odyn go pobłogosławił, obiecując, że żadne żelazo nie zada mu rany, Król w zamian przysiągł ofiarować duszę każdego zabitego wroga Wszechojcu. Kiedy dowiedział się, że Åsmund, król norweskiego Viken (okolice dzisiejszego Oslo), stracił tron na rzecz swojej starszej siostry, ruszył mu na pomoc. Odziany był nie w zbroję, a w purpurowy płaszcz i czapkę obszytą złotą nicią – tak pokazywał pogardę dla broni wroga, jaką napędzało przekonanie, że nie może zostać zraniony. Szarżując na czele oddziałów pokonał przeciwnika i pomógł Åsmundowi, wychodząc z bitwy bez szwanku. Kiedy norweski władca chciał go nagrodzić, odmówił przyjęcia darów, twierdząc, że sam honor i chwała, którą się okrył, mu wystarczają.

Pod nieobecność Haralda szwedzki władca Yngve zaatakował jego tereny. Harald wrócił na swoje ziemie by je odbić z rąk najeźdźcy. Ponoć przed bitwą objawił mu się sam Odyn, udzielając rad. Miał mu przekazać, jak stosować lądową formację zwaną Svinfylking, inspirowaną głową dzika. Pierwszy szereg miał mieć tylko dwóch ludzi, a każdy kolejny dodatkowych dwóch. Szeregów miało być dwadzieścia, a za nimi miały podążać dwie formacje, przypominające uszy świni. Na morzu zaś jego flota powinna krążyć wokół wroga. Dzięki radom od Wszechojca Harald w końcu pokonał Yngve i jego brata Olofa. Z trzecim z rodzeństwa, Ingjaldem, toczył liczne bitwy, raz wygrywając, raz przegrywając. Ostatecznie zawarł z nim rozejm, a sami władcy mieli się zaprzyjaźnić.

Kolejny raz zaangażował się w konflikt w Norwegii, kiedy wybuchła wojna o władzę w Trondelagu między królem Olafem a Stiklą i Ruslą. Pokonał obie wojownicze kobiety i na ich cześć nadał nazwy dwóch miejscowościom – portowi Ruslar nad Sognefjordem i Stikla na wyspie w okolicy Stavanger. Wracając do Danii chciał rozprawić się z Fryzyjczykiem imieniem Ubbe, który napadał na jego ziemie. Jego również pokonał, ale nie zabił, gdyż wolał uczynić go jednym ze swoich żołnierzy. Wyswatał go nawet ze swoją siostrą. Następnie zajął tereny nad Renem i spośród miejscowej ludności zwerbował najdzielniejszych wojowników. Skierowawszy się na wschód stoczył walki ze Słowianami (prawdopodobnie na Połabiu albo Pomorzu). I podobnie jak uczynił z Ubbe, tak i słowiańskich wodzów, nazywanych przez Saxo Dukiem i Dalem, wziął w niewolę, a następnie zaproponował im miejsce w swojej armii. Wszystkie wojny które stoczył miały zapewnić Danii pokój na kolejne pięćdziesiąt lat. Wojownicy z różnych stron sami mieli lgnąć na służbę w jego armii. Pomimo pokoju kazał swojemu wojsku utrzymywać nieustanną dyscyplinę. Wedle legend wybierał tylko najodważniejszych wojowników. Testem miało być uderzanie mieczem treningowym w skroń ochotnika. Jeśli któryś rekrut zamrugał oczami przy ciosie – został wydalany ze służby.

Kiedy Ingjald zmarł, Harald posadził na tronie Szwecji jego syna a swojego siostrzeńca, Sigurda Hringa. Niepełnoletni król sprawował władzę pod okiem opiekunów wyznaczonych przez swojego wuja. Lata mijały w spokoju. Harald miał zbliżać się do swoich stu pięćdziesiątych urodzin. Stary i ślepy władca Danii nie chciał bezczynnie czekać na śmierć w łożu. Zaproponował więc swojemu siostrzeńcowi, by stoczyli bitwę, gdyż chciał umrzeć w walce i trafić do Walhalli. Jako miejsce starcia wyznaczono wrzosowiska Bråvalla (Brávellir) w południowej Szwecji. Wedle historyków do samej bitwy miało dojść między 740 a 750 rokiem.

Harald Wojenny Ząb podczas bitwy o Bråvallię
Hugo Hamilton, 1830 rok


Saxo  Gramatyk przedstawia nieco inną wersję wydarzeń. Wedle jego podań Harald i Sigurd spędzili siedem lat poprzedzających konflikt na przygotowaniach. Ponoć to sam Odyn zaczął tkać między nimi sieć intryg, by doprowadzić do starcia dwóch królów, a jako że tak podaje najważniejsza duńska kronika, musimy przyjąć, że ta wersja wydarzeń jest prawdziwa. Ponadto mówiono, iż na starość Wojenny Ząb miał się stać okrutny nawet dla swoich poddanych, część ludzi ze Szwecji i sprzymierzonej Norwegii stanęła po stronie Hringa. Do Duńczyków z kolei dołączyli mieszkańcy Połabia i Pomorza.

Wojska Sigurda przybyły do Bråvalli dużo wcześniej. Władca nakazał swoim żołnierzom odpocząć przed zbliżającą się nawałnicą. Armia Wojennego Zęba długo docierała do Gotlandii, gdyż flotę spowalniała wąska cieśnina Kattegat (nord. Koci Przesmyk, gdyż miejscami jest tak wąska, że marynarze twierdzili, iż trzeba być zręcznym jak kot, by nią przepłynąć). Po dotarciu na miejsce Harald zauważył, że Sigurd zastosował jego ulubioną formację bojową – Svinfylking. Podkreślenie tego faktu przez Saxo wskazuje, iż wierzył on w boską interwencję Odyna w konflikt. Starcie zaczęło się od ostrzelania przeciwnych wojsk z łuków, następnie w ruch poszły ciskane włócznie, a później żołnierze walczyli na topory i miecze. Ubbe z Fryzji miał zabić dziesiątki Szwedów, jednak w końcu sam poległ, dosięgnięty przez pociski norweskich łuczników. Po stronie Hringa najwięcej trupów położył niejaki Stærkod, który pomimo sześciu ran otrzymanych od Ubbe miał ciągle stać na nogach. Następnie pokonał dwie tarczowniczki, pannę o imieniu lub przydomku Veborg oraz Visnę. Ta ostatnia nim padła miała zadać mu cios w twarz tak mocno, że dolna część szczęki zwisała mu luźno.

Życzeniem Haralda była śmierć w bitwie. Sędziwy i ślepy król nie miał co liczyć na szanse w walce wręcz. Kazał się przymocować na bojowym rydwanie. Trzęsące się ręce, zapewne oznaka choroby Parkinsona, nie były w stanie utrzymać broni. Polecił więc swoim żołnierzom przywiązać sobie sznurami dwa miecze do obydwu dłoni. I ruszył w bój i zginął zabity od ciosu drewnianej pałki w kark. Wypełniła się przepowiednia, że żadne żelazo nie mogło go skrzywdzić. Tego dnia miało zginąć trzydzieści tysięcy żołnierzy. Kiedy wieści o śmierci Haralda dotarły do Sigurda, król Szwecji zaczął wzywać obie strony do końca bitwy, gdyż przelewanie dalszej krwi nie było potrzebne.

Następnego dnia na pobojowisku Hring odnalazł ciało Wojennego Zęba. Kazał zbudować stos pogrzebowy dla swojego przeciwnika, na którym złożył też swojego zabitego dzień wcześniej wierzchowca. Gdy ogień zapłonął, życzył obydwóm by pojechali prosto do Walhalli i zapewnili przy stołach miejsce wszystkim, którzy polegli w tej walnej bitwie. Pochód innych jarlów obchodził stos i każdy rzucał nań jakąś ofiarę – a to monety, a to skarby lub broń. Konflikt dobiegł końca i Sigurd Hring ugruntował swoją pozycję na tronie Szwecji a także objął we władanie Danię.

Duńskie i frankijskie kroniki wspominają o Haraldzie, tak samo czynią to sagi. Czy jednak była to jedna postać, czy kilka o tym samym imieniu, połączonych literacko w jedną? Dziś ciężko odpowiedzieć na to pytanie, a źródła nie ułatwiają sprawy. Ponadto każdemu może przyjść do głowy myśl, że opowieść o Wojennym Zębie łączy w sobie elementy historyczne czy legendarne. Nie zależne od tego faktur, na pewno był ciekawą postacią, a jego barwne lub ubarwione życie, zasługuje na opowiedzenie.

Na koniec tradycyjne podziękowania dla Piotra Brachowicza za wspieranie mojej twórczości. Jeśli i Ty chcesz pomóc w rozwoju bloga - zapraszam na mój profil na Patronite. Ponadto zachęcam do odwiedzenia mojej strony na Facebooku.

piątek, 4 lutego 2022

Knattleikr


Źródło: https://owlcation.com/humanities/Ball-Games-in-the-Medieval-Period,
data odczytu: 03.02.2022

Współcześni kibice śledzą z zapartym tchem poczynania swoich ulubionych drużyn – niezależnie, czy to piłka nożna, siatkówka czy koszykówka. Co jednak łączy te wszystkie gry, to okrągła piłka, która służy do zdobywania punktów między dwiema drużynami. Takie gry sportowe nie są jedynie znakiem naszych czasów. Knattleikr, gra, którą omówimy sobie dzisiaj, znana była wikingom bardzo dobrze, a szczególnie wielką popularność zyskała na Islandii.

Knattleikr można przetłumaczyć jako Twardą Grę (nord. Knátt – twardy, leirk – gra). Uważa się, że gra była najbardziej podobna do współczesnego irlandzkiego hurlingu. Dokładne zasady nie przetrwały po dziś dzień, jednak podjęto próby ich odtworzenia. Gracze podzieleni były na drużyny, każda posiadała swojego kapitana. Dokładna liczba osób wchodzących w skład drużyny nie jest znana, jednak przypuszcza się, że było ich kilkunastu lub nawet kilkudziesięciu, bazując na opisach rozgrywek. Piłkę uderzało się zarówno drewnianymi kijami jak i rękami. Pałka nazywana była knattgildra, co można przetłumaczyć jako łapaczka piłki. Być może ich końce posiadały specjalny uchwyt, którym można było pochwycić lub przytrzymać piłkę. Sama piłka była twarda i sagi wspominają, iż mogła spowodować stłuczenie lub nawet zranić zawodnika, którego uderzyła (przypuszcza się, iż wykonana była z twardej skóry lub drewna). Sagi wskazują, że często latała w powietrzu, a nie była toczona po ziemi.

Kontakt między graczami był dozwolony, co często prowadziło do przepychanek i bardziej agresywnych zachowań. Spisany w XII wieku kodeks Grágás (nord. Szara Gęś) wspomina, iż każdy kto bierze udział w grze może opuścić ją na własne życzenia, a pozostając dalej na boisku robi to na własną odpowiedzialność. Wiadomo też, że za niesportowe zachowanie sędzia mógł wymierzyć karę. Mecz rozgrywano na trawie lub na lodzie – przy tym drugim boisku posypywano je piaskiem lub używano smoły do zwiększenia przyczepności butów. Islandczycy mogli również używać  prymitywnych łyżew, co zbliżało całą rozgrywkę do współczesnego hokeja. Czas gry trwał od wschodu do zachodu słońca, tak więc oprócz siły do walki o piłkę trzeba było mieć również kondycję, by pozostać przez kilka lub kilkanaście godzin na nogach.

Grały i dzieci i dorośli. Sport był na Islandii na tyle popularny, że kiedy organizowano jego mistrzostwa, ludzie przybywali na nie z całej wyspy, a specjalne miasteczka olimpijskie powstawały dookoła boiska, by dać kibicom schronienie w drewnianych barakach i zapewnić pożywienie na czas rozgrywek. Prawdopodobnie takie igrzyska organizowano późną jesienią, w okolicy święta zmarłych, tzw. Zimowych Nocych (nord. Veturnnætur).

Knattleikr został wspomniany w Sadze o Egilu. Dla przypomnienia, młody skald Egil mając siedem lat wdał się ze starszym od siebie Grimem w bójkę, właśnie podczas gry na boisku. Upokorzony wrócił na murawę z toporem i zabił chłopaka, co dało początek regularnej bitwie między młodzieżą. Saga nie podaje, która drużyna wygrała mecz, jednak wymienia siedem ofiar tej bijatyki.

Niestety, nie udało mi się dotrzeć do żadnej informacji, jak właściwie zdobywało się punkty w opisanej grze. Niektórzy uważają, że boisko posiadało dwie bramki i wbicie piłki do tej należącej do przeciwników dawało punkt. Inni, że otoczenie zawodnika z piłką tak, by nie był się w stanie poruszać po murawie lub lodzie. Jeszcze inni, że wygrywała ta drużyna, której ostatni zawodnik trzymał się nogach pomimo licznych kontuzji. Jest jeszcze ostatnia grupa, która za definitywny koniec rozgrywki uważa wyczerpanie się zapasu alkoholu na boisku i trybunach… Jeśli więc będziecie mieli kiedyś okazję oglądania rozgrywek w knattleikr, pamiętajcie, że są to próby odtworzenia gry wikingów na bazie pojedynczych reguł i opisów znalezionych w islandzkich sagach.

Dzisiejszy temat powstał po pytaniu jednej z czytelniczek o zabawy wikingów. Temat-rzeka, więc by podzielić go na mniejsze fragmenty stwierdziłem, iż zacznę od opisania gry w knattleikr. W przyszłości na pewno pojawią się następne artykuły traktujące o innych rozrywkach z średniowiecznej Skandynawii.

Jeśli podoba Ci się, w jaki sposób przybliżam tematykę Skandynawii, wesprzyj mnie na moim profilu na Patronite. Tradycyjnie chciałbym podziękować Piotrowi Brachowiczowi oraz zaprosić do do polubienia mojej strony na Facebooku


piątek, 21 stycznia 2022

Vörðr

 

Źródło: https://strangerpaths.wordpress.com/2019/01/27/ghost-soul-and-other-ep-2/,
data odczytu: 21.01.2022

Wierzenia z różnych zakątków świata przypisują ludziom opiekuńcze duchy, które czuwały lepiej lub gorzej nad losem człowieka od momentu jego narodzin aż do śmierci. W chrześcijaństwie są to aniołowie stróże, w starożytnym Rzymie byli to geniusze. W odległej i mroźnej Skandynawii rozwinęła się wiara w istoty zwane Vörðrami, którym poświęcę dzisiejszy temat.

Staronordyckie słowo vörðr oznacza dokładnie strażnika lub opiekuna, idealnie podsumowując to, czym zajmowały się te istoty. Ich zadaniem była opieka nad żywymi stworzeniami. Warto zaznaczyć, że nie tylko ludzie mieli swoich strażników – także nad zwierzętami i roślinami opiekę roztaczały te dobre duchy. Z reguły niewidzialne, potrafiły jednak objawić się śmiertelnikom pod postacią ogników albo przybrać kształt człowieka. Nie każdy jednak mógł go dostrzec, uważa się, że trzeba było mieć specjalne predyspozycje w tym celu. Innymi sposobami objawiania się vörðrów było powodowanie u swoich podopiecznych uczucia swędzenia lub wręcz złych przeczuć. Czasami, poznając kogoś, lubimy go od pierwszych chwil lub wręcz przeciwnie, czujemy do kogoś nieuzasadnioną awersję. Wikingowie tłumaczyli to właśnie wpływem strażników, na nasze postrzeganie drugiego człowieka. Uczucie niechęci miało trzymać ludzi z dala od nowo poznanych osób, gdyż znajomość z nimi mogła nieść ze sobą negatywne konsekwencje. Vörðry utożsamiane są także z Vardøgerami, których przybycie miało być ostrzeżeniem.

W momencie śmierci człowieka jego strażnik mógł stać się błąkającym duchem czy nawet upiorem nawiedzającym dane miejsce. Być może wyrzuty sumienia vörðra, który nie upilnował swojego podopiecznego lub niewystarczająco go przestrzegał, nie pozwalały mu zaznać spokoju, skazując na wieczną tułaczkę. Jeśli za życia człowieka jego strażnik go opuścił, śmiertelnik ten umierał od razu.

W czasach chrześcijańskich vörðry upodobniły się nie tylko do aniołów stróżów, ale i do dualnego postrzegania sumienia. Mówiono, że dwie odmiany vörðrów towarzyszą człowiekowi, jeden dobry, w postaci małego jasnego ognika, a drugi zły, ukazujący się jako czarny kruk lub pies. Jeden namawiał do dobrego, a drugi do złego (kojarzycie może wyobrażenie aniołka i diabełka z kreskówek, które siedzą na ramionach postaci i podpowiadają, co należy zrobić?). W tym wyobrażeniu strażnicy nie są opiekunami, a raczej personifikacją sumienia człowieka.

Źródło: https://kathmandupost.com/columns/2020/01/10/losing-our-conscience-one-country-at-a-time,
data odczytu: 21.01.2022

Opiekuńcze duchy mogły również zamieszkiwać w określonym miejscu w gospodarstwie. Ich siedzibą mógł być wyjątkowy kamień leżący na ziemi, przepływający przez nią potok czy też najczęściej, święte drzewo, które nazywane było Drzewem Strażnika. Zerwanie listka czy złamanie jego gałązki uważane było za wielką obrazę opiekuńczego ducha. Złożenie ofiary pod drzewem miało odpędzić od człowieka chorobę lub przerwać pasmo niepowodzeń.

I jeszcze muzyczna ciekawostka. W 2003 roku w Finlandii powstał zespół black metalowy o nazwie Vordr.

Na koniec podziękowania dla Piotra Brachowicza za rok wspierania mojego bloga. Jeśli i Ty chcesz wesprzeć moją twórczość, zapraszam na mój profil na Patronite. Zachęcam również do polubienia bloga i odwiedzenia mojej strony na Facebooku

czwartek, 6 stycznia 2022

Przyczyny ekspansji wikingów

 

Źródło: https://fineartamerica.com/featured/vikings-leif-eriksson-discovers-america-hans-dahl.html, data odczytu: 05.01.2022

Koniec VIII wieku był dla wielu krajów w Europie i na otaczających ją wyspach początkiem nowej epoki. Na dalekiej i nieznanej północy pojawiło się nowe zagrożenie – wikingowie. Nacja, która nie stanowiła jednolitego narodu, siała postrach od Morza Kaspijskiego na wschodzie po Kanadę na zachodzie i od Morza Arktycznego na północy po Afrykę na południu. Nie była to jedna armia, jak dowodzeni przez Karola Wielkiego Frankowie ani nawet koczownicy pokroju Awarów, zrzeszeni w kaganacie (forma monarchii, której przywódca zwany był kaganem). Wikingowie stanowili liczne plemiona, nie mające jednego wspólnego dowódcy, ani nie mówili jednym dialektem. Impet, z jakim odcisnęli swoje piętno na Europie Zachodniej doprowadził jednak do paniki wśród wielu ludów. Jej wydźwięk słychać nawet w średniowiecznej modlitwie:

Summa pia gratia nostra conservando corpora et cutodita, de gente fera Normannica nos libera, quae nostra vastat (łac. Nasz Najwyższy i Święty Boże, uchroń i wybaw nas od furii Ludzi Północy, która niszczy nasze królestwa).

Dziś zastanowimy się, co pchnęło skandynawskie plemiona rybaków i pasterzy do siania terroru na całym kontynencie przez ponad trzysta lat. Na sam koniec zostawię teorię, która najbardziej mnie przekonuje i do której już nawiązywałem, omawiając żywot Karola Wielkego.

Na pokładzie drakkaru Vargfotr
Zbiory własne


Łodzie

Drakkary, smocze łodzie, były niesamowitymi konstrukcjami. Stosunkowo lekkie, jak na swoje rozmiary, stabilne, wytrzymałe i szybkie stanowiły idealny środek transportu zarówno do podróżowaniu po morzach, jak i w głąb lądu korytami rzek. Możliwość zabrania do kilkudziesięciu osób, dość prosty sposób wsiadania i wysiadania sprawił, że stały się trzonem armii wikingów, gdziekolwiek by się nie pojawiły. Siały strach, a ich dzioby stylizowane były na głowy smoków lub innych zwierząt, co tylko potęgowało ponure wrażenie.

Spotkałem się z opinią, iż to wynalezienie drakkarów spowodowało podejmowanie licznych wypraw łupieżczych przez Skandynawów. Niestety, ze wszystkich powodów, wedle których wikingowie ruszyli w świat pod koniec VIII wieku ten muszę uznać za najmniej wiarygodny, ponieważ świat wiele razy pokazał, że odkrycia działają w drugą stronę i to wojna rozwija technologię – wiele wynalazków, które znamy obecnie,  powstało z myślą o działaniach militarnych (przykładem może być wymyślony w XX wieku dla niemieckiego Wehrmachtu kanister, który dziś jest powszechnym wyposażeniem samochodów). Ponadto, drakkar nie był zupełnie nową konstrukcją, a dopracowanym, żaglowym statkiem na bazie łodzi znanej w Skandynawii już od starożytności. Żagle z kolei pojawiły się w Skandynawii w VII wieku, czyli na sto lat przed słynnym atakiem na klasztor w Lindisfarne. Szlaki handlowe również nie omijały Skandynawii – znaleziska archeologiczne wskazują na wcześniejsze kontakty z Frankami, Irlandczykami czy Słowianami. Tak więc Ludzie Północy nie byli odcięci od reszty świata, a drogi morskie znane były od wielu pokoleń. Statki z masztami niewątpliwie poprawiły możliwości do szybkiego przemieszczenia się wzdłuż europejskich wybrzeży oraz na Wyspy Brytyjskie i bez nich wiele inwazji, w tym kampania Wielkiej Armii Pogan w drugiej połowie IX wieku, byłyby znacznie wolniejsze lub niemal niemożliwe. Ciężko jednak uznać, by to konstrukcja okrętów przyczyniła się do nagłej ekspansji pod koniec VIII wieku.

Wystawa m.in. monet wikińskich w muzeum w Elblągu
Zbiory własne


Złoto

Złoto, srebro, inne kruszce i cenne towary. Rabowanie od tysiącleci przynosiło zysk. Wiedzieli o tym morscy rozbójnicy przemierzający Morze Śródziemne w starożytności, wiedzieli bukanierzy na Karabiach. Klasztory, które łupione były przez wikingów i miasta, które płaciły okup, by najeźdźcy zakończyli oblężenia, pełne były złota z podatków i darów wiernych. W Anglii powstało nawet pojęcie Danegeld (śr.ang. DanDuńczyk, gelddanina, pieniądze) określające haracz, jakiego wikingowie żądali za odpuszczenie grabieży i powrót do swoich ojczyzn (a, to że za rok wracali po by zebrać kolejne Danegeld, to już inna sprawa...). Złoto nie było tak powszechne w Skandynawii, jak srebrno czy mniej cenne kruszce, stanowiło więc łakomy kąsek przywożony z wypraw. Mogło odpowiadać dziewięcio- lub dziesięciokrotności ceny srebra. Stanowiło też uniwersalny środek płatniczy na zagranicznych rynkach – wszak który kraj i dziś nie ceni sobie złota? Chęć wzbogacenia się może być zrozumiałym powodem brania udziału w zbrojnych atakach na zagraniczne tereny. Jednak ciągle nie tłumaczy skali, do jakiej urosło morskie rozbójnictwo i grabienie praktycznie wszystkich możliwych chrześcijańskich krain w IX i X wieku.

Irlandzkie wybrzeże, które również było odwiedzane przez wikingów
Zbiory własne


Ziemia

Dania to stosunkowo mały kraj rozrzucony na setkach wysp, z czego tylko kilkadziesiąt jest zamieszkałych. Norwegia z kolei to górzysty kraj z licznymi stromymi fiordami, a tylko 3% jej powierzchni nadaje się pod pola uprawne, nawet we współczesnych nam czasach. Zakłada się, że między VIII a XIV wiekiem miało miejsce optimum klimatyczne, gdy temperatury były wyższe, niż w poprzednich wiekach (zwłaszcza w porównaniu do VI wieku, co będzie kluczowe dla tematów poruszanych w przyszłości). To właśnie te kilka cieplejszych stuleci pozwoliły Skandynawom skolonizować Islandię a także Grenlandię (gdzie kolonie upadły, gdy klimat zaczął się oziębiać)  i dopłynąć do Kanady. Poprawienie się klimatu mogło pośrednio wpłynąć na wzrost populacji w Skandynawii i swoiste przeludnienie. Chęć szukania nowych ziem można uznać za jeden z powodów zmasowanej inwazji na inne tereny. Wielu wikingów, którzy docierali do obcych krain i je łupili otrzymywało propozycję osiedlenia się pod warunkiem, że zaprzestaną agresywnych działań. Przykładem może być chociaż Rolf Piechur, który w zamian za obietnicę porzucenia swojego dotychczasowego życia otrzymał tytuł pierwszego księcia Normandii i następnie bronił terenów frankijskich przed innymi łupieżcami z północy. Cieplejszy klimat i mniej gór lodowych na morzu także zwiększało ekspansję – żegluga do dalekich krain była łatwiejsza i bezpieczniejsza. Można było rozpocząć podróż wcześniej po zimie i zakończyć później latem lub jesienią. Jednak biorąc pod uwagę, że lepsze warunki powinny występować w większej części świata, podobne zjawiska i ruchy całych społeczeństw powinny być obserwowane także wśród innych nacji – mielibyśmy do czynienia z drugą Wielką Wędrówką Ludów, jak kilka stuleci wcześniej.

Jomsborg na Wolinie - dawniejsze emporium handlowe wikingów u ujścia Odry
Zbiory własne

Nowe możliwości

Współcześnie wiele ludzi migruje ze swoich ojczyzn za lepszym życiem, zarobkami, uciekając od wojen. Nie inaczej mogło być w średniowieczu – brak perspektyw, podania o lepszych ziemiach, wewnętrzne konflikty społeczne czy w końcu chęć odkrywania tego, co nieznane, mogły pchać wikingów do ich słynnych wypraw. Przykładem może być ojciec Eryka Rudego, który został wygnany z Norwegii za dokonane morderstwo. Innym wikingiem, któremu nie w głowie było palenie wiosek i gwałcenie był Ohthere, norweski podróżnik, który zdawał relację ze swoich wypraw na dworzec angielskiego króla Alfreda Wielkiego. Norweg twierdził, że w swojej ojczyźnie uchodził za wyjątkowo bogatego człowieka – przechwalał się, że posiada stado sześciuset reniferów. W temacie o niesamowitych odkryciach z epoki wikingów przytoczyłem przykłady pawi, posążka buddy czyarabskiego pierścienia. Pokazuje to, iż w pogoni za szlakami handlowymi nawiązywano kontakty z całym znanym im współcześnie światem – od Kanady na zachodzie, skąd prawdopodobnie trafiało drewno do kolonii na Grenlandii po Morze Czarne, gdzie któryś ze Skandynawów mógł mieć kontakt z orientalnymi religiami, oraz od północnych wybrzeży Syberii, gdzie można było zaopatrzyć się w cenne futra, po wybrzeża Afryki na południu, na których słuchać było muzułmańskie modły.  Wszystkie te szlaki handlowe tworzyły imponującą mapę. Pokazywały ponadto, że można było współżyć pokojowo i utrzymywać dobre stosunki handlowe, a nie tylko dopuszczać się napadów na przybrzeżne porty i zapuszczać się w głąb rzek, paląc wszystkie napotkane osady.

Wizerunek Thora, Boga Piorunów, w Borg na Lofotach
Zbiory własne

Religia

Przytoczone wcześniejsze czynniki uznaję zarówno za częściowe powody jak i skutki ekspansji wikingów. Jednak jest jedna kwestia, która najbardziej mnie przekonuje, skąd wzięła się nagła agresja i przemoc u Skandynawów, którzy do tej pory pozostawali na uboczu głównych wydarzeń historycznych Europy. Chodzi mianowie o religię. Ekspansja Karola Wielkiego w VIII wieku nie była procesem pokojowym. Liczne bunty sąsiadujących z nim ludów, wzniecane przeciwko narzucanym przez niego rządom, pokazują, iż atakowane plemiona nie chciały zwierzchnictwa Franków ani ich chrześcijańskiej religii. Podporządkowanie sobie germańskich i słowiańskich plemion na terenach współczesnych Niemiec bezpośrednio zetknęło tereny nowej wiary, gdzie wierzono w skandynawskich Bogów. Nie tylko żołnierze poszerzali swoje terytoria ogniem i mieczem. W ślad za nimi szli misjonarze, niszcząc święte dla Germanów drzewa i przejawy ich religii. To, co było stare i znane lokalnym ludziom miało ustąpić przed niesionym krzyżem, gdyż utożsamiane było z demonami. Wiedział to między innymi duński król Godfred, kiedy jego granice zaczęły stykać się z poszerzonym terenem Franków i zamiast czekać na kolejną kampanię Karola, sam zaatakował frankistą Fryzję. Germańskie plemiona uznawały drzewa za święta – widząc, jak obiekty ich kultu są ścinane, mogli zapałać chęcią zemsty i burzyć chrześcijańskie świątynie. Przejaw odwetu widać także w brutalnych mordach dokonywanych przez wikingów na mnichach z Lindisfarne – byli oni topieni, jakby miało to być wypaczenie rytuału chrztu i odpowiedź na masakrę w Verden w Dolnej Saksonii, kiedy to 4500 pojmanych przez Karola buntowników zostało przymusowo ochrzczonych, a następnie zabitych, by nie wrócili na drogę pogaństwa. Tak więc krwawy okres, który zapoczątkowali nie był wyjątkiem, jak na średniowieczne standardy – po prostu wpisał w kolejny etap brutalnych wojen, które szargały kontynentem.

Wikingowie fascynują do dziś - na zdjęciu rekonstrukcja bitwy podczas Festiwalu Słowian i Wikingów w 2017 roku

Niezależnie, która z przyczyn najbardziej do Was przemawia, Epoka Wikingów zmieniła oblicze ówczesnego świata, a Skandynawowie budzili strach i szacunek. Cesarze Bizantyjscy rekrutowali swoją gwardię tylko ze Skandynawów, uważając ich za mniej przekupnych, niż lokalnych wojowników, oraz przewyższających innych w sztukach walki. Wikingowie odcisnęli swoje piętno na każdym kraju, do którego dotarli, czy to ze względu na walki, czy też kulturę lub język. Ich dokonania fascynują do dziś. Nie byli jednym narodem, im ojczyzna była surowa i nie zapewniała łatwego życia. Potrafili jednak pomimo wszystkiego rzucić na kolana największe mocarstwa, z którymi się mierzyli. Po kilku latach prowadzenia bloga doszedłem w końcu do momentu, gdzie mogłem przedstawić Wam powody, jakie mogły nimi kierować. Wiele wcześniejszych tematów, jak te o Karolu Wielkim, czy łodzi z Hjortspring przybliżało nas do tej chwili. Teraz, wiedząc jak to wszystko się zaczęło, możemy jeszcze bardziej zagłębić się w tą mroczną, ale fascynującą epokę.

Na koniec podziękowania dla Piotra Brachowicza za rok wspierania mojego bloga. Jeśli i Ty chcesz wesprzeć moją twórczośc, zapraszam na mój profil na Patronite. Zachęcam również do polubienia bloga i odwiedzenia mojej strony na Facebooku


piątek, 24 grudnia 2021

Mimir i Źródło Mądrości

 

Źródło: https://www.britannica.com/topic/Mimir,
data odczytu: 21.12.2021

Bogowie nordyccy nie byli wszechpotężni. Tak jak ludzie miewali swoje słabości, lęki, targały nimi emocje. Nie byli nieśmiertelni, co omówiliśmy sobie przy historii Idunny, a jedynie potrafili powstrzymać starzenie lub nawet cofnąć ten proces. I w końcu, co nas dziś będzie najbardziej interesować, nie posiadali nieograniczonej wiedzy. Mądrość można było uzyskać między innymi poprzez napicie się z magicznej Studni Mimira.

Mimir był jednym z najstarszych bytów w mitologii nordyckiej. Źródła wspominają, iż był on wujem Odyna. Przypuszcza się, że urodził się jako syn olbrzyma Bölþorna i był bratem Bestli, żony Borra. Etymologia jego imienia nie jest jasna, jednak wiele wskazuje, iż łączy się z pojęciami takimi jak wiedza, mądrość, pamięć (imię Mimir może wydawać się nawet podobne do łacińskiego Memento).

Siedziba Mimira znajdowała się u jednego z korzeni Kosmicznego Jesionu Yggdrasil, w pobliżu lub nawet w samym Jotunheim, świecie lodowych olbrzymów. Jest to dość logiczne, jeśli bierze się pod uwagę fakt, że mędrzec pochodził właśnie z rodu gigantów. Mimir codziennie pił wodę ze swojego źródła a także miód pitny z rogu o nazwie Gjallarhorn (nord. Huczący Róg). W przepowiedni o Ragnaröku wymienionych jest siedmiu synów mędrca, jednak żadna bardziej szczegółowa informacja na ich temat nie zachowała się do naszych czasów, a cały zwrot mógł być jedną z licznych stosowanych przez skaldów przenośni. Również przy tej samej okazji wspomniany jest jego róg, którego przy końcu czasów będzie używał bóg Heimdall, ale nie jako naczynia tylko jako instrumentu muzycznego.

Pierwsza historia o Mimirze, którą sobie dziś przytoczymy, dotyczy chęci zdobycia przez Odyna większej mądrości. W tym celu udał się do Mímisbrunnr (nord. Studni Mimira). Pilnujący jej mędrzec nie chciał się jednak zgodzić, by dobrowolnie dać się napić ze źródła mądrości, nawet swojemu krewnemu. Zażądał wysokiej ofiary – w zamian za możliwość skosztowania magicznej wody Odyn miał mu oddać swoje oko – wszak czyjaś gałka oczna to zawsze fajny przedmiot do prywatnej kolekcji, prawda? Wszechojciec zgodził się na wymianę i do Asgardu wrócił jednooki, ale z o wiele większą wiedzą. Mimir ostatecznie umieścił otrzymane oko na dnie swojej studni. Inną ofiarę mógł złożyć także Heimdall. Zdaniem profesor Carolye Larrington wystąpiło pewne nieporozumienie w tłumaczeniu, łączące róg Mimira z rogiem drugiego boga. Uczona twierdzi, że mylnie uznano staronordyckie słowo słyszeć, jako róg/grać na rogu. Według niej Heimdall, tak samo jak Odyn, musiał złożyć przy studni ofiarę, w jego przypadku było to ucho. Być może tym razem nagrodą za ofiarę nie była wiedza, a doskonały słuch. Mówiono bowiem, że Heidemall potrafił usłyszeć szelest trawy w każdym zakątku świata a nawet wełnę rosnącą na owcach.

Źródło: https://historyofvikings.com/brutal-torture-in-norse-mythology/,
data odczytu: 21.12.2021


Drugi raz Mimir pojawia się na kartach mitologii po wojnie Asów z Wanami. Dwie dynastie bogów toczyły ze sobą walki, jednak zwycięzcy nie było i obie strony postanowiły zawrzeć rozejm. Jednym z jego warunków było wymienienie zakładników. Z Asgardu do Wanaheimu zostali wysłani Hönir oraz Mimir. Ten pierwszy zdawał się być nad wyraz mądry, tak iż został uznany wodzem Wanów. Jednak jego sekret szybko został odkryty. Gdy w pobliżu nie było Mimira Hönir nie potrafił decydować i kazał robić to innym za siebie. Wściekli mieszkańcy Wanaheimu, widząc, że Hönir tylko słucha rad mędrca, odnaleźli Mimira i ścięli jego głowę, którą następnie odesłali do Asgardu. Odyn otrzymawszy tak drastyczny prezent postanowił w jakimś stopniu odzyskać mądrość Mimira. Zabalsamował odcięty czerep mędrca ziołami i wypowiedział nad nim magiczne słowa. Od tej chwili głowa doradzała mu, przekazując różne sekrety i wiedzę.

Z Mimirem kojarzą się jeszcze dwie nazwy. Pierwsza z nich to Mímameiðr, czyli Drzewo Mimira. Jego opis jest bardzo zbliżony do Yggdrsasilu, a przez wzgląd na zlokalizowanie Źródła Mimira przy korzeniu kosmicznego Jesionu uważa się, że to jedno i to samo drzewo. Inne określenie to Hoddmímis, czyli Spichlerz Mimira. Było to miejsce albo kolejny synonim Yggdrasila, gdzie para ludzi, Lif oraz Lifþrasir przetrwają nordycki koniec świata, Ragnarök. Nim to się jednak stanie Asowie ostatni raz zbiorą się przy Źródle Mimira, by naradzić się przed ostatnią wojną.

Mędrzec (oraz jego odcięta głowa) są zapewne znani fanom gry God of War z 2018, której akcja w przeciwieństwie do poprzednich części przeniosła się ze starożytnej Grecji w świat mitów skandynawskich.

Na sam koniec chciałbym zaprosić na mój profil na Facebooku, a także tradycyjnie podziękować Patronowi, Piotrowi Brachowiczowi, za wspieranie mojej twórczości.