piątek, 18 lutego 2022

Harald Wojenny Ząb

 

Harald Wojenny Ząb
Lorenz Frölich


Uważa się, iż wikingowie uznawali za godną śmierć, która spotyka ich w bitwie. Dusze poległych wojowników mogły trafić do Walhalli. Dość pewnym kandydatem do zasiadania w tym pałacu gdzieś w zaświatach mógł być król Harald Hildetand, którego przydomek możemy przetłumaczyć jako Wojenny Ząb.  

Urodził się gdzieś w VII wieku jako syn Rørika z Lejre i Auðr Głębokomyślącej. Rørik jest uznawany za legendarnego króla Danii, części jej ziem, prawdopodobnie wyspy Zelandii, lub samego okręgu Lejre. Auðr, córka szwedzkiego władcy Ivara Widfamne, została wydana za niego, chociaż mówiono, iż chciała się pobrać z jego bratem, Helgim Ostrym. Sytuację po jakimś czasie wykorzystał Ivar, mówiąc swojemu zięciowi, że jego własna córka zdradziła go z jego bratem. Rørik w szale zabił Helgiego. Podstęp się udał i król Lejre stracił swojego, niesłusznie oskarżonego, sprzymierzeńca i brata. Następnie Ivar wykorzystał sytuację i zabił swojego zięcia. Jako młoda wdowa Auðr potajemnie pobrała się z Raðbarðrem, władcą Gardariki, państwa leżącego na pograniczu ziem Finów i Rusów. Razem z nim wychowywała syna Rørika, Haralda. Po śmierci Ivara piętnastoletni Harald udał się do Skanii (obecnie południowa Szwecja), by objąć tron po swoim dziadku. W tych dążeniach wspierała go zarówno matka, jak i ojczym. W tym miejscu warto zaznaczyć, że Saxo Gramtyk wymienia dwie postaci o imieniu i przydomku Harald Wojenny Ząb. I niestety, myli je w różnych częściach tekstu, przez co opisane przeze mnie pochodzenie Haralda jest tylko jednym z dwóch możliwych. Jednak ze względu na ramy czasowe wydaje się bardziej prawdopodobnym.

Przejęcie władcy po dziadku początkowo następowało pokojowo. Przywitano go przyjaźnie zarówno w Jutlandii jak i w Skanii. Niestety, część ziem chciała odzyskać niezależność, po tym, jak zostały zajęte wcześniej przez Ivara. Harald musiał walczyć, chociażby w samej Skanii z lokalnym władcą, Vesetim. Dowiedziawszy się, że jego rywal wyprawia wesele, udał się na nie w przebraniu żebraka. Podczas walki (bo jak wiadomo, wikiński ślub bez bijatyki jest nudny), uderzony w twarz drewnianą pałką, miał stracić dwa trzonowe zęby, które w cudowny sposób odrosły, zapewniając mu przydomek Wojenny Ząb. Jest jednak i inna teoria, wedle której miano przyległo do niego, gdyż od urodzenia cechowały go nienaturalnie wystające zęby. Następnie pokonał innego watażkę, Hadera, w Jutlandii. Sagi wspominają również, iż kazał sobie płacić daninę z terenów znajdujących się w Anglii, a także najechał Akwitanię (obecnie południowa Francja).

Harald ochoczo ruszał w bój. Legendy mówią, że sam Odyn go pobłogosławił, obiecując, że żadne żelazo nie zada mu rany, Król w zamian przysiągł ofiarować duszę każdego zabitego wroga Wszechojcu. Kiedy dowiedział się, że Åsmund, król norweskiego Viken (okolice dzisiejszego Oslo), stracił tron na rzecz swojej starszej siostry, ruszył mu na pomoc. Odziany był nie w zbroję, a w purpurowy płaszcz i czapkę obszytą złotą nicią – tak pokazywał pogardę dla broni wroga, jaką napędzało przekonanie, że nie może zostać zraniony. Szarżując na czele oddziałów pokonał przeciwnika i pomógł Åsmundowi, wychodząc z bitwy bez szwanku. Kiedy norweski władca chciał go nagrodzić, odmówił przyjęcia darów, twierdząc, że sam honor i chwała, którą się okrył, mu wystarczają.

Pod nieobecność Haralda szwedzki władca Yngve zaatakował jego tereny. Harald wrócił na swoje ziemie by je odbić z rąk najeźdźcy. Ponoć przed bitwą objawił mu się sam Odyn, udzielając rad. Miał mu przekazać, jak stosować lądową formację zwaną Svinfylking, inspirowaną głową dzika. Pierwszy szereg miał mieć tylko dwóch ludzi, a każdy kolejny dodatkowych dwóch. Szeregów miało być dwadzieścia, a za nimi miały podążać dwie formacje, przypominające uszy świni. Na morzu zaś jego flota powinna krążyć wokół wroga. Dzięki radom od Wszechojca Harald w końcu pokonał Yngve i jego brata Olofa. Z trzecim z rodzeństwa, Ingjaldem, toczył liczne bitwy, raz wygrywając, raz przegrywając. Ostatecznie zawarł z nim rozejm, a sami władcy mieli się zaprzyjaźnić.

Kolejny raz zaangażował się w konflikt w Norwegii, kiedy wybuchła wojna o władzę w Trondelagu między królem Olafem a Stiklą i Ruslą. Pokonał obie wojownicze kobiety i na ich cześć nadał nazwy dwóch miejscowościom – portowi Ruslar nad Sognefjordem i Stikla na wyspie w okolicy Stavanger. Wracając do Danii chciał rozprawić się z Fryzyjczykiem imieniem Ubbe, który napadał na jego ziemie. Jego również pokonał, ale nie zabił, gdyż wolał uczynić go jednym ze swoich żołnierzy. Wyswatał go nawet ze swoją siostrą. Następnie zajął tereny nad Renem i spośród miejscowej ludności zwerbował najdzielniejszych wojowników. Skierowawszy się na wschód stoczył walki ze Słowianami (prawdopodobnie na Połabiu albo Pomorzu). I podobnie jak uczynił z Ubbe, tak i słowiańskich wodzów, nazywanych przez Saxo Dukiem i Dalem, wziął w niewolę, a następnie zaproponował im miejsce w swojej armii. Wszystkie wojny które stoczył miały zapewnić Danii pokój na kolejne pięćdziesiąt lat. Wojownicy z różnych stron sami mieli lgnąć na służbę w jego armii. Pomimo pokoju kazał swojemu wojsku utrzymywać nieustanną dyscyplinę. Wedle legend wybierał tylko najodważniejszych wojowników. Testem miało być uderzanie mieczem treningowym w skroń ochotnika. Jeśli któryś rekrut zamrugał oczami przy ciosie – został wydalany ze służby.

Kiedy Ingjald zmarł, Harald posadził na tronie Szwecji jego syna a swojego siostrzeńca, Sigurda Hringa. Niepełnoletni król sprawował władzę pod okiem opiekunów wyznaczonych przez swojego wuja. Lata mijały w spokoju. Harald miał zbliżać się do swoich stu pięćdziesiątych urodzin. Stary i ślepy władca Danii nie chciał bezczynnie czekać na śmierć w łożu. Zaproponował więc swojemu siostrzeńcowi, by stoczyli bitwę, gdyż chciał umrzeć w walce i trafić do Walhalli. Jako miejsce starcia wyznaczono wrzosowiska Bråvalla (Brávellir) w południowej Szwecji. Wedle historyków do samej bitwy miało dojść między 740 a 750 rokiem.

Harald Wojenny Ząb podczas bitwy o Bråvallię
Hugo Hamilton, 1830 rok


Saxo  Gramatyk przedstawia nieco inną wersję wydarzeń. Wedle jego podań Harald i Sigurd spędzili siedem lat poprzedzających konflikt na przygotowaniach. Ponoć to sam Odyn zaczął tkać między nimi sieć intryg, by doprowadzić do starcia dwóch królów, a jako że tak podaje najważniejsza duńska kronika, musimy przyjąć, że ta wersja wydarzeń jest prawdziwa. Ponadto mówiono, iż na starość Wojenny Ząb miał się stać okrutny nawet dla swoich poddanych, część ludzi ze Szwecji i sprzymierzonej Norwegii stanęła po stronie Hringa. Do Duńczyków z kolei dołączyli mieszkańcy Połabia i Pomorza.

Wojska Sigurda przybyły do Bråvalli dużo wcześniej. Władca nakazał swoim żołnierzom odpocząć przed zbliżającą się nawałnicą. Armia Wojennego Zęba długo docierała do Gotlandii, gdyż flotę spowalniała wąska cieśnina Kattegat (nord. Koci Przesmyk, gdyż miejscami jest tak wąska, że marynarze twierdzili, iż trzeba być zręcznym jak kot, by nią przepłynąć). Po dotarciu na miejsce Harald zauważył, że Sigurd zastosował jego ulubioną formację bojową – Svinfylking. Podkreślenie tego faktu przez Saxo wskazuje, iż wierzył on w boską interwencję Odyna w konflikt. Starcie zaczęło się od ostrzelania przeciwnych wojsk z łuków, następnie w ruch poszły ciskane włócznie, a później żołnierze walczyli na topory i miecze. Ubbe z Fryzji miał zabić dziesiątki Szwedów, jednak w końcu sam poległ, dosięgnięty przez pociski norweskich łuczników. Po stronie Hringa najwięcej trupów położył niejaki Stærkod, który pomimo sześciu ran otrzymanych od Ubbe miał ciągle stać na nogach. Następnie pokonał dwie tarczowniczki, pannę o imieniu lub przydomku Veborg oraz Visnę. Ta ostatnia nim padła miała zadać mu cios w twarz tak mocno, że dolna część szczęki zwisała mu luźno.

Życzeniem Haralda była śmierć w bitwie. Sędziwy i ślepy król nie miał co liczyć na szanse w walce wręcz. Kazał się przymocować na bojowym rydwanie. Trzęsące się ręce, zapewne oznaka choroby Parkinsona, nie były w stanie utrzymać broni. Polecił więc swoim żołnierzom przywiązać sobie sznurami dwa miecze do obydwu dłoni. I ruszył w bój i zginął zabity od ciosu drewnianej pałki w kark. Wypełniła się przepowiednia, że żadne żelazo nie mogło go skrzywdzić. Tego dnia miało zginąć trzydzieści tysięcy żołnierzy. Kiedy wieści o śmierci Haralda dotarły do Sigurda, król Szwecji zaczął wzywać obie strony do końca bitwy, gdyż przelewanie dalszej krwi nie było potrzebne.

Następnego dnia na pobojowisku Hring odnalazł ciało Wojennego Zęba. Kazał zbudować stos pogrzebowy dla swojego przeciwnika, na którym złożył też swojego zabitego dzień wcześniej wierzchowca. Gdy ogień zapłonął, życzył obydwóm by pojechali prosto do Walhalli i zapewnili przy stołach miejsce wszystkim, którzy polegli w tej walnej bitwie. Pochód innych jarlów obchodził stos i każdy rzucał nań jakąś ofiarę – a to monety, a to skarby lub broń. Konflikt dobiegł końca i Sigurd Hring ugruntował swoją pozycję na tronie Szwecji a także objął we władanie Danię.

Duńskie i frankijskie kroniki wspominają o Haraldzie, tak samo czynią to sagi. Czy jednak była to jedna postać, czy kilka o tym samym imieniu, połączonych literacko w jedną? Dziś ciężko odpowiedzieć na to pytanie, a źródła nie ułatwiają sprawy. Ponadto każdemu może przyjść do głowy myśl, że opowieść o Wojennym Zębie łączy w sobie elementy historyczne czy legendarne. Nie zależne od tego faktur, na pewno był ciekawą postacią, a jego barwne lub ubarwione życie, zasługuje na opowiedzenie.

Na koniec tradycyjne podziękowania dla Piotra Brachowicza za wspieranie mojej twórczości. Jeśli i Ty chcesz pomóc w rozwoju bloga - zapraszam na mój profil na Patronite. Ponadto zachęcam do odwiedzenia mojej strony na Facebooku.

piątek, 4 lutego 2022

Knattleikr


Źródło: https://owlcation.com/humanities/Ball-Games-in-the-Medieval-Period,
data odczytu: 03.02.2022

Współcześni kibice śledzą z zapartym tchem poczynania swoich ulubionych drużyn – niezależnie, czy to piłka nożna, siatkówka czy koszykówka. Co jednak łączy te wszystkie gry, to okrągła piłka, która służy do zdobywania punktów między dwiema drużynami. Takie gry sportowe nie są jedynie znakiem naszych czasów. Knattleikr, gra, którą omówimy sobie dzisiaj, znana była wikingom bardzo dobrze, a szczególnie wielką popularność zyskała na Islandii.

Knattleikr można przetłumaczyć jako Twardą Grę (nord. Knátt – twardy, leirk – gra). Uważa się, że gra była najbardziej podobna do współczesnego irlandzkiego hurlingu. Dokładne zasady nie przetrwały po dziś dzień, jednak podjęto próby ich odtworzenia. Gracze podzieleni były na drużyny, każda posiadała swojego kapitana. Dokładna liczba osób wchodzących w skład drużyny nie jest znana, jednak przypuszcza się, że było ich kilkunastu lub nawet kilkudziesięciu, bazując na opisach rozgrywek. Piłkę uderzało się zarówno drewnianymi kijami jak i rękami. Pałka nazywana była knattgildra, co można przetłumaczyć jako łapaczka piłki. Być może ich końce posiadały specjalny uchwyt, którym można było pochwycić lub przytrzymać piłkę. Sama piłka była twarda i sagi wspominają, iż mogła spowodować stłuczenie lub nawet zranić zawodnika, którego uderzyła (przypuszcza się, iż wykonana była z twardej skóry lub drewna). Sagi wskazują, że często latała w powietrzu, a nie była toczona po ziemi.

Kontakt między graczami był dozwolony, co często prowadziło do przepychanek i bardziej agresywnych zachowań. Spisany w XII wieku kodeks Grágás (nord. Szara Gęś) wspomina, iż każdy kto bierze udział w grze może opuścić ją na własne życzenia, a pozostając dalej na boisku robi to na własną odpowiedzialność. Wiadomo też, że za niesportowe zachowanie sędzia mógł wymierzyć karę. Mecz rozgrywano na trawie lub na lodzie – przy tym drugim boisku posypywano je piaskiem lub używano smoły do zwiększenia przyczepności butów. Islandczycy mogli również używać  prymitywnych łyżew, co zbliżało całą rozgrywkę do współczesnego hokeja. Czas gry trwał od wschodu do zachodu słońca, tak więc oprócz siły do walki o piłkę trzeba było mieć również kondycję, by pozostać przez kilka lub kilkanaście godzin na nogach.

Grały i dzieci i dorośli. Sport był na Islandii na tyle popularny, że kiedy organizowano jego mistrzostwa, ludzie przybywali na nie z całej wyspy, a specjalne miasteczka olimpijskie powstawały dookoła boiska, by dać kibicom schronienie w drewnianych barakach i zapewnić pożywienie na czas rozgrywek. Prawdopodobnie takie igrzyska organizowano późną jesienią, w okolicy święta zmarłych, tzw. Zimowych Nocych (nord. Veturnnætur).

Knattleikr został wspomniany w Sadze o Egilu. Dla przypomnienia, młody skald Egil mając siedem lat wdał się ze starszym od siebie Grimem w bójkę, właśnie podczas gry na boisku. Upokorzony wrócił na murawę z toporem i zabił chłopaka, co dało początek regularnej bitwie między młodzieżą. Saga nie podaje, która drużyna wygrała mecz, jednak wymienia siedem ofiar tej bijatyki.

Niestety, nie udało mi się dotrzeć do żadnej informacji, jak właściwie zdobywało się punkty w opisanej grze. Niektórzy uważają, że boisko posiadało dwie bramki i wbicie piłki do tej należącej do przeciwników dawało punkt. Inni, że otoczenie zawodnika z piłką tak, by nie był się w stanie poruszać po murawie lub lodzie. Jeszcze inni, że wygrywała ta drużyna, której ostatni zawodnik trzymał się nogach pomimo licznych kontuzji. Jest jeszcze ostatnia grupa, która za definitywny koniec rozgrywki uważa wyczerpanie się zapasu alkoholu na boisku i trybunach… Jeśli więc będziecie mieli kiedyś okazję oglądania rozgrywek w knattleikr, pamiętajcie, że są to próby odtworzenia gry wikingów na bazie pojedynczych reguł i opisów znalezionych w islandzkich sagach.

Dzisiejszy temat powstał po pytaniu jednej z czytelniczek o zabawy wikingów. Temat-rzeka, więc by podzielić go na mniejsze fragmenty stwierdziłem, iż zacznę od opisania gry w knattleikr. W przyszłości na pewno pojawią się następne artykuły traktujące o innych rozrywkach z średniowiecznej Skandynawii.

Jeśli podoba Ci się, w jaki sposób przybliżam tematykę Skandynawii, wesprzyj mnie na moim profilu na Patronite. Tradycyjnie chciałbym podziękować Piotrowi Brachowiczowi oraz zaprosić do do polubienia mojej strony na Facebooku


piątek, 21 stycznia 2022

Vörðr

 

Źródło: https://strangerpaths.wordpress.com/2019/01/27/ghost-soul-and-other-ep-2/,
data odczytu: 21.01.2022

Wierzenia z różnych zakątków świata przypisują ludziom opiekuńcze duchy, które czuwały lepiej lub gorzej nad losem człowieka od momentu jego narodzin aż do śmierci. W chrześcijaństwie są to aniołowie stróże, w starożytnym Rzymie byli to geniusze. W odległej i mroźnej Skandynawii rozwinęła się wiara w istoty zwane Vörðrami, którym poświęcę dzisiejszy temat.

Staronordyckie słowo vörðr oznacza dokładnie strażnika lub opiekuna, idealnie podsumowując to, czym zajmowały się te istoty. Ich zadaniem była opieka nad żywymi stworzeniami. Warto zaznaczyć, że nie tylko ludzie mieli swoich strażników – także nad zwierzętami i roślinami opiekę roztaczały te dobre duchy. Z reguły niewidzialne, potrafiły jednak objawić się śmiertelnikom pod postacią ogników albo przybrać kształt człowieka. Nie każdy jednak mógł go dostrzec, uważa się, że trzeba było mieć specjalne predyspozycje w tym celu. Innymi sposobami objawiania się vörðrów było powodowanie u swoich podopiecznych uczucia swędzenia lub wręcz złych przeczuć. Czasami, poznając kogoś, lubimy go od pierwszych chwil lub wręcz przeciwnie, czujemy do kogoś nieuzasadnioną awersję. Wikingowie tłumaczyli to właśnie wpływem strażników, na nasze postrzeganie drugiego człowieka. Uczucie niechęci miało trzymać ludzi z dala od nowo poznanych osób, gdyż znajomość z nimi mogła nieść ze sobą negatywne konsekwencje. Vörðry utożsamiane są także z Vardøgerami, których przybycie miało być ostrzeżeniem.

W momencie śmierci człowieka jego strażnik mógł stać się błąkającym duchem czy nawet upiorem nawiedzającym dane miejsce. Być może wyrzuty sumienia vörðra, który nie upilnował swojego podopiecznego lub niewystarczająco go przestrzegał, nie pozwalały mu zaznać spokoju, skazując na wieczną tułaczkę. Jeśli za życia człowieka jego strażnik go opuścił, śmiertelnik ten umierał od razu.

W czasach chrześcijańskich vörðry upodobniły się nie tylko do aniołów stróżów, ale i do dualnego postrzegania sumienia. Mówiono, że dwie odmiany vörðrów towarzyszą człowiekowi, jeden dobry, w postaci małego jasnego ognika, a drugi zły, ukazujący się jako czarny kruk lub pies. Jeden namawiał do dobrego, a drugi do złego (kojarzycie może wyobrażenie aniołka i diabełka z kreskówek, które siedzą na ramionach postaci i podpowiadają, co należy zrobić?). W tym wyobrażeniu strażnicy nie są opiekunami, a raczej personifikacją sumienia człowieka.

Źródło: https://kathmandupost.com/columns/2020/01/10/losing-our-conscience-one-country-at-a-time,
data odczytu: 21.01.2022

Opiekuńcze duchy mogły również zamieszkiwać w określonym miejscu w gospodarstwie. Ich siedzibą mógł być wyjątkowy kamień leżący na ziemi, przepływający przez nią potok czy też najczęściej, święte drzewo, które nazywane było Drzewem Strażnika. Zerwanie listka czy złamanie jego gałązki uważane było za wielką obrazę opiekuńczego ducha. Złożenie ofiary pod drzewem miało odpędzić od człowieka chorobę lub przerwać pasmo niepowodzeń.

I jeszcze muzyczna ciekawostka. W 2003 roku w Finlandii powstał zespół black metalowy o nazwie Vordr.

Na koniec podziękowania dla Piotra Brachowicza za rok wspierania mojego bloga. Jeśli i Ty chcesz wesprzeć moją twórczość, zapraszam na mój profil na Patronite. Zachęcam również do polubienia bloga i odwiedzenia mojej strony na Facebooku

czwartek, 6 stycznia 2022

Przyczyny ekspansji wikingów

 

Źródło: https://fineartamerica.com/featured/vikings-leif-eriksson-discovers-america-hans-dahl.html, data odczytu: 05.01.2022

Koniec VIII wieku był dla wielu krajów w Europie i na otaczających ją wyspach początkiem nowej epoki. Na dalekiej i nieznanej północy pojawiło się nowe zagrożenie – wikingowie. Nacja, która nie stanowiła jednolitego narodu, siała postrach od Morza Kaspijskiego na wschodzie po Kanadę na zachodzie i od Morza Arktycznego na północy po Afrykę na południu. Nie była to jedna armia, jak dowodzeni przez Karola Wielkiego Frankowie ani nawet koczownicy pokroju Awarów, zrzeszeni w kaganacie (forma monarchii, której przywódca zwany był kaganem). Wikingowie stanowili liczne plemiona, nie mające jednego wspólnego dowódcy, ani nie mówili jednym dialektem. Impet, z jakim odcisnęli swoje piętno na Europie Zachodniej doprowadził jednak do paniki wśród wielu ludów. Jej wydźwięk słychać nawet w średniowiecznej modlitwie:

Summa pia gratia nostra conservando corpora et cutodita, de gente fera Normannica nos libera, quae nostra vastat (łac. Nasz Najwyższy i Święty Boże, uchroń i wybaw nas od furii Ludzi Północy, która niszczy nasze królestwa).

Dziś zastanowimy się, co pchnęło skandynawskie plemiona rybaków i pasterzy do siania terroru na całym kontynencie przez ponad trzysta lat. Na sam koniec zostawię teorię, która najbardziej mnie przekonuje i do której już nawiązywałem, omawiając żywot Karola Wielkego.

Na pokładzie drakkaru Vargfotr
Zbiory własne


Łodzie

Drakkary, smocze łodzie, były niesamowitymi konstrukcjami. Stosunkowo lekkie, jak na swoje rozmiary, stabilne, wytrzymałe i szybkie stanowiły idealny środek transportu zarówno do podróżowaniu po morzach, jak i w głąb lądu korytami rzek. Możliwość zabrania do kilkudziesięciu osób, dość prosty sposób wsiadania i wysiadania sprawił, że stały się trzonem armii wikingów, gdziekolwiek by się nie pojawiły. Siały strach, a ich dzioby stylizowane były na głowy smoków lub innych zwierząt, co tylko potęgowało ponure wrażenie.

Spotkałem się z opinią, iż to wynalezienie drakkarów spowodowało podejmowanie licznych wypraw łupieżczych przez Skandynawów. Niestety, ze wszystkich powodów, wedle których wikingowie ruszyli w świat pod koniec VIII wieku ten muszę uznać za najmniej wiarygodny, ponieważ świat wiele razy pokazał, że odkrycia działają w drugą stronę i to wojna rozwija technologię – wiele wynalazków, które znamy obecnie,  powstało z myślą o działaniach militarnych (przykładem może być wymyślony w XX wieku dla niemieckiego Wehrmachtu kanister, który dziś jest powszechnym wyposażeniem samochodów). Ponadto, drakkar nie był zupełnie nową konstrukcją, a dopracowanym, żaglowym statkiem na bazie łodzi znanej w Skandynawii już od starożytności. Żagle z kolei pojawiły się w Skandynawii w VII wieku, czyli na sto lat przed słynnym atakiem na klasztor w Lindisfarne. Szlaki handlowe również nie omijały Skandynawii – znaleziska archeologiczne wskazują na wcześniejsze kontakty z Frankami, Irlandczykami czy Słowianami. Tak więc Ludzie Północy nie byli odcięci od reszty świata, a drogi morskie znane były od wielu pokoleń. Statki z masztami niewątpliwie poprawiły możliwości do szybkiego przemieszczenia się wzdłuż europejskich wybrzeży oraz na Wyspy Brytyjskie i bez nich wiele inwazji, w tym kampania Wielkiej Armii Pogan w drugiej połowie IX wieku, byłyby znacznie wolniejsze lub niemal niemożliwe. Ciężko jednak uznać, by to konstrukcja okrętów przyczyniła się do nagłej ekspansji pod koniec VIII wieku.

Wystawa m.in. monet wikińskich w muzeum w Elblągu
Zbiory własne


Złoto

Złoto, srebro, inne kruszce i cenne towary. Rabowanie od tysiącleci przynosiło zysk. Wiedzieli o tym morscy rozbójnicy przemierzający Morze Śródziemne w starożytności, wiedzieli bukanierzy na Karabiach. Klasztory, które łupione były przez wikingów i miasta, które płaciły okup, by najeźdźcy zakończyli oblężenia, pełne były złota z podatków i darów wiernych. W Anglii powstało nawet pojęcie Danegeld (śr.ang. DanDuńczyk, gelddanina, pieniądze) określające haracz, jakiego wikingowie żądali za odpuszczenie grabieży i powrót do swoich ojczyzn (a, to że za rok wracali po by zebrać kolejne Danegeld, to już inna sprawa...). Złoto nie było tak powszechne w Skandynawii, jak srebrno czy mniej cenne kruszce, stanowiło więc łakomy kąsek przywożony z wypraw. Mogło odpowiadać dziewięcio- lub dziesięciokrotności ceny srebra. Stanowiło też uniwersalny środek płatniczy na zagranicznych rynkach – wszak który kraj i dziś nie ceni sobie złota? Chęć wzbogacenia się może być zrozumiałym powodem brania udziału w zbrojnych atakach na zagraniczne tereny. Jednak ciągle nie tłumaczy skali, do jakiej urosło morskie rozbójnictwo i grabienie praktycznie wszystkich możliwych chrześcijańskich krain w IX i X wieku.

Irlandzkie wybrzeże, które również było odwiedzane przez wikingów
Zbiory własne


Ziemia

Dania to stosunkowo mały kraj rozrzucony na setkach wysp, z czego tylko kilkadziesiąt jest zamieszkałych. Norwegia z kolei to górzysty kraj z licznymi stromymi fiordami, a tylko 3% jej powierzchni nadaje się pod pola uprawne, nawet we współczesnych nam czasach. Zakłada się, że między VIII a XIV wiekiem miało miejsce optimum klimatyczne, gdy temperatury były wyższe, niż w poprzednich wiekach (zwłaszcza w porównaniu do VI wieku, co będzie kluczowe dla tematów poruszanych w przyszłości). To właśnie te kilka cieplejszych stuleci pozwoliły Skandynawom skolonizować Islandię a także Grenlandię (gdzie kolonie upadły, gdy klimat zaczął się oziębiać)  i dopłynąć do Kanady. Poprawienie się klimatu mogło pośrednio wpłynąć na wzrost populacji w Skandynawii i swoiste przeludnienie. Chęć szukania nowych ziem można uznać za jeden z powodów zmasowanej inwazji na inne tereny. Wielu wikingów, którzy docierali do obcych krain i je łupili otrzymywało propozycję osiedlenia się pod warunkiem, że zaprzestaną agresywnych działań. Przykładem może być chociaż Rolf Piechur, który w zamian za obietnicę porzucenia swojego dotychczasowego życia otrzymał tytuł pierwszego księcia Normandii i następnie bronił terenów frankijskich przed innymi łupieżcami z północy. Cieplejszy klimat i mniej gór lodowych na morzu także zwiększało ekspansję – żegluga do dalekich krain była łatwiejsza i bezpieczniejsza. Można było rozpocząć podróż wcześniej po zimie i zakończyć później latem lub jesienią. Jednak biorąc pod uwagę, że lepsze warunki powinny występować w większej części świata, podobne zjawiska i ruchy całych społeczeństw powinny być obserwowane także wśród innych nacji – mielibyśmy do czynienia z drugą Wielką Wędrówką Ludów, jak kilka stuleci wcześniej.

Jomsborg na Wolinie - dawniejsze emporium handlowe wikingów u ujścia Odry
Zbiory własne

Nowe możliwości

Współcześnie wiele ludzi migruje ze swoich ojczyzn za lepszym życiem, zarobkami, uciekając od wojen. Nie inaczej mogło być w średniowieczu – brak perspektyw, podania o lepszych ziemiach, wewnętrzne konflikty społeczne czy w końcu chęć odkrywania tego, co nieznane, mogły pchać wikingów do ich słynnych wypraw. Przykładem może być ojciec Eryka Rudego, który został wygnany z Norwegii za dokonane morderstwo. Innym wikingiem, któremu nie w głowie było palenie wiosek i gwałcenie był Ohthere, norweski podróżnik, który zdawał relację ze swoich wypraw na dworzec angielskiego króla Alfreda Wielkiego. Norweg twierdził, że w swojej ojczyźnie uchodził za wyjątkowo bogatego człowieka – przechwalał się, że posiada stado sześciuset reniferów. W temacie o niesamowitych odkryciach z epoki wikingów przytoczyłem przykłady pawi, posążka buddy czyarabskiego pierścienia. Pokazuje to, iż w pogoni za szlakami handlowymi nawiązywano kontakty z całym znanym im współcześnie światem – od Kanady na zachodzie, skąd prawdopodobnie trafiało drewno do kolonii na Grenlandii po Morze Czarne, gdzie któryś ze Skandynawów mógł mieć kontakt z orientalnymi religiami, oraz od północnych wybrzeży Syberii, gdzie można było zaopatrzyć się w cenne futra, po wybrzeża Afryki na południu, na których słuchać było muzułmańskie modły.  Wszystkie te szlaki handlowe tworzyły imponującą mapę. Pokazywały ponadto, że można było współżyć pokojowo i utrzymywać dobre stosunki handlowe, a nie tylko dopuszczać się napadów na przybrzeżne porty i zapuszczać się w głąb rzek, paląc wszystkie napotkane osady.

Wizerunek Thora, Boga Piorunów, w Borg na Lofotach
Zbiory własne

Religia

Przytoczone wcześniejsze czynniki uznaję zarówno za częściowe powody jak i skutki ekspansji wikingów. Jednak jest jedna kwestia, która najbardziej mnie przekonuje, skąd wzięła się nagła agresja i przemoc u Skandynawów, którzy do tej pory pozostawali na uboczu głównych wydarzeń historycznych Europy. Chodzi mianowie o religię. Ekspansja Karola Wielkiego w VIII wieku nie była procesem pokojowym. Liczne bunty sąsiadujących z nim ludów, wzniecane przeciwko narzucanym przez niego rządom, pokazują, iż atakowane plemiona nie chciały zwierzchnictwa Franków ani ich chrześcijańskiej religii. Podporządkowanie sobie germańskich i słowiańskich plemion na terenach współczesnych Niemiec bezpośrednio zetknęło tereny nowej wiary, gdzie wierzono w skandynawskich Bogów. Nie tylko żołnierze poszerzali swoje terytoria ogniem i mieczem. W ślad za nimi szli misjonarze, niszcząc święte dla Germanów drzewa i przejawy ich religii. To, co było stare i znane lokalnym ludziom miało ustąpić przed niesionym krzyżem, gdyż utożsamiane było z demonami. Wiedział to między innymi duński król Godfred, kiedy jego granice zaczęły stykać się z poszerzonym terenem Franków i zamiast czekać na kolejną kampanię Karola, sam zaatakował frankistą Fryzję. Germańskie plemiona uznawały drzewa za święta – widząc, jak obiekty ich kultu są ścinane, mogli zapałać chęcią zemsty i burzyć chrześcijańskie świątynie. Przejaw odwetu widać także w brutalnych mordach dokonywanych przez wikingów na mnichach z Lindisfarne – byli oni topieni, jakby miało to być wypaczenie rytuału chrztu i odpowiedź na masakrę w Verden w Dolnej Saksonii, kiedy to 4500 pojmanych przez Karola buntowników zostało przymusowo ochrzczonych, a następnie zabitych, by nie wrócili na drogę pogaństwa. Tak więc krwawy okres, który zapoczątkowali nie był wyjątkiem, jak na średniowieczne standardy – po prostu wpisał w kolejny etap brutalnych wojen, które szargały kontynentem.

Wikingowie fascynują do dziś - na zdjęciu rekonstrukcja bitwy podczas Festiwalu Słowian i Wikingów w 2017 roku

Niezależnie, która z przyczyn najbardziej do Was przemawia, Epoka Wikingów zmieniła oblicze ówczesnego świata, a Skandynawowie budzili strach i szacunek. Cesarze Bizantyjscy rekrutowali swoją gwardię tylko ze Skandynawów, uważając ich za mniej przekupnych, niż lokalnych wojowników, oraz przewyższających innych w sztukach walki. Wikingowie odcisnęli swoje piętno na każdym kraju, do którego dotarli, czy to ze względu na walki, czy też kulturę lub język. Ich dokonania fascynują do dziś. Nie byli jednym narodem, im ojczyzna była surowa i nie zapewniała łatwego życia. Potrafili jednak pomimo wszystkiego rzucić na kolana największe mocarstwa, z którymi się mierzyli. Po kilku latach prowadzenia bloga doszedłem w końcu do momentu, gdzie mogłem przedstawić Wam powody, jakie mogły nimi kierować. Wiele wcześniejszych tematów, jak te o Karolu Wielkim, czy łodzi z Hjortspring przybliżało nas do tej chwili. Teraz, wiedząc jak to wszystko się zaczęło, możemy jeszcze bardziej zagłębić się w tą mroczną, ale fascynującą epokę.

Na koniec podziękowania dla Piotra Brachowicza za rok wspierania mojego bloga. Jeśli i Ty chcesz wesprzeć moją twórczośc, zapraszam na mój profil na Patronite. Zachęcam również do polubienia bloga i odwiedzenia mojej strony na Facebooku


piątek, 24 grudnia 2021

Mimir i Źródło Mądrości

 

Źródło: https://www.britannica.com/topic/Mimir,
data odczytu: 21.12.2021

Bogowie nordyccy nie byli wszechpotężni. Tak jak ludzie miewali swoje słabości, lęki, targały nimi emocje. Nie byli nieśmiertelni, co omówiliśmy sobie przy historii Idunny, a jedynie potrafili powstrzymać starzenie lub nawet cofnąć ten proces. I w końcu, co nas dziś będzie najbardziej interesować, nie posiadali nieograniczonej wiedzy. Mądrość można było uzyskać między innymi poprzez napicie się z magicznej Studni Mimira.

Mimir był jednym z najstarszych bytów w mitologii nordyckiej. Źródła wspominają, iż był on wujem Odyna. Przypuszcza się, że urodził się jako syn olbrzyma Bölþorna i był bratem Bestli, żony Borra. Etymologia jego imienia nie jest jasna, jednak wiele wskazuje, iż łączy się z pojęciami takimi jak wiedza, mądrość, pamięć (imię Mimir może wydawać się nawet podobne do łacińskiego Memento).

Siedziba Mimira znajdowała się u jednego z korzeni Kosmicznego Jesionu Yggdrasil, w pobliżu lub nawet w samym Jotunheim, świecie lodowych olbrzymów. Jest to dość logiczne, jeśli bierze się pod uwagę fakt, że mędrzec pochodził właśnie z rodu gigantów. Mimir codziennie pił wodę ze swojego źródła a także miód pitny z rogu o nazwie Gjallarhorn (nord. Huczący Róg). W przepowiedni o Ragnaröku wymienionych jest siedmiu synów mędrca, jednak żadna bardziej szczegółowa informacja na ich temat nie zachowała się do naszych czasów, a cały zwrot mógł być jedną z licznych stosowanych przez skaldów przenośni. Również przy tej samej okazji wspomniany jest jego róg, którego przy końcu czasów będzie używał bóg Heimdall, ale nie jako naczynia tylko jako instrumentu muzycznego.

Pierwsza historia o Mimirze, którą sobie dziś przytoczymy, dotyczy chęci zdobycia przez Odyna większej mądrości. W tym celu udał się do Mímisbrunnr (nord. Studni Mimira). Pilnujący jej mędrzec nie chciał się jednak zgodzić, by dobrowolnie dać się napić ze źródła mądrości, nawet swojemu krewnemu. Zażądał wysokiej ofiary – w zamian za możliwość skosztowania magicznej wody Odyn miał mu oddać swoje oko – wszak czyjaś gałka oczna to zawsze fajny przedmiot do prywatnej kolekcji, prawda? Wszechojciec zgodził się na wymianę i do Asgardu wrócił jednooki, ale z o wiele większą wiedzą. Mimir ostatecznie umieścił otrzymane oko na dnie swojej studni. Inną ofiarę mógł złożyć także Heimdall. Zdaniem profesor Carolye Larrington wystąpiło pewne nieporozumienie w tłumaczeniu, łączące róg Mimira z rogiem drugiego boga. Uczona twierdzi, że mylnie uznano staronordyckie słowo słyszeć, jako róg/grać na rogu. Według niej Heimdall, tak samo jak Odyn, musiał złożyć przy studni ofiarę, w jego przypadku było to ucho. Być może tym razem nagrodą za ofiarę nie była wiedza, a doskonały słuch. Mówiono bowiem, że Heidemall potrafił usłyszeć szelest trawy w każdym zakątku świata a nawet wełnę rosnącą na owcach.

Źródło: https://historyofvikings.com/brutal-torture-in-norse-mythology/,
data odczytu: 21.12.2021


Drugi raz Mimir pojawia się na kartach mitologii po wojnie Asów z Wanami. Dwie dynastie bogów toczyły ze sobą walki, jednak zwycięzcy nie było i obie strony postanowiły zawrzeć rozejm. Jednym z jego warunków było wymienienie zakładników. Z Asgardu do Wanaheimu zostali wysłani Hönir oraz Mimir. Ten pierwszy zdawał się być nad wyraz mądry, tak iż został uznany wodzem Wanów. Jednak jego sekret szybko został odkryty. Gdy w pobliżu nie było Mimira Hönir nie potrafił decydować i kazał robić to innym za siebie. Wściekli mieszkańcy Wanaheimu, widząc, że Hönir tylko słucha rad mędrca, odnaleźli Mimira i ścięli jego głowę, którą następnie odesłali do Asgardu. Odyn otrzymawszy tak drastyczny prezent postanowił w jakimś stopniu odzyskać mądrość Mimira. Zabalsamował odcięty czerep mędrca ziołami i wypowiedział nad nim magiczne słowa. Od tej chwili głowa doradzała mu, przekazując różne sekrety i wiedzę.

Z Mimirem kojarzą się jeszcze dwie nazwy. Pierwsza z nich to Mímameiðr, czyli Drzewo Mimira. Jego opis jest bardzo zbliżony do Yggdrsasilu, a przez wzgląd na zlokalizowanie Źródła Mimira przy korzeniu kosmicznego Jesionu uważa się, że to jedno i to samo drzewo. Inne określenie to Hoddmímis, czyli Spichlerz Mimira. Było to miejsce albo kolejny synonim Yggdrasila, gdzie para ludzi, Lif oraz Lifþrasir przetrwają nordycki koniec świata, Ragnarök. Nim to się jednak stanie Asowie ostatni raz zbiorą się przy Źródle Mimira, by naradzić się przed ostatnią wojną.

Mędrzec (oraz jego odcięta głowa) są zapewne znani fanom gry God of War z 2018, której akcja w przeciwieństwie do poprzednich części przeniosła się ze starożytnej Grecji w świat mitów skandynawskich.

Na sam koniec chciałbym zaprosić na mój profil na Facebooku, a także tradycyjnie podziękować Patronowi, Piotrowi Brachowiczowi, za wspieranie mojej twórczości.

piątek, 10 grudnia 2021

Jak dorosnę, zostanę wikingiem - czyli kim?

Źródło: http://www.puttyandpaint.com/projects/20166, data odczytu: 07.12.2021

Jak dorosnę, zostanę wikingiem… Czyli właściwie kim? Na to pytanie nie ma jednoznacznej odpowiedzi, ponieważ etymologia staronordyckiej nazwy vikingr ginie w mrokach historii. Dziś omówimy sobie kilka teorii dotyczących tego miana. A okazja, by w końcu zastanowić się nad znaczeniem nazwy bloga, jest szczególna - 19 grudnia mija siedem lat odkąd zacząłem tworzyć stronę, a w tym miesiącu przekroczyliśmy także 20.000 odwiedzin! Z tej okazji chciałbym podziękować każdej osobie, która wspierała moją twórczość, za każde miłe słowo oraz wszystkim, którzy znaleźli na blogu coś dla siebie i wracają po kolejne tematy. A teraz już przejdźmy do dzisiejszego tematu!

Oryginalna forma rzeczownika brzmiała víkingr lub víkingur, a liczba mnoga víkingar. Ostatnia litera r wskazuje, iż był to rzeczownik rodzaju męskiego. Pierwszy człon – vík – oznacza zatokę. Nawet współcześnie można spotkać się z tym znaczeniem słowa w językach skandynawskich, a wiele miejscowości zawiera je w swoich nazwach – by nie szukać daleko, podam przykład stolicy Islandii, Reykjavíku. Drugi człon – ingr – ma kilka znaczeń, jednak na potrzeby dzisiejszego tematu przytoczę tylko jedno oznaczające kogoś pochodzącego z danego miejsca. Tak więc pierwszym tłumaczeniem słowa víkingr może być Człowiek pochodzący znad zatoki. Takie określenie nie dziwi, jeśli weźmie się pod uwagę, iż całe skandynawskie wybrzeże poprzecinane jest zatokami.

Skoro już wiemy, że víkingr to mieszkaniec zatoki, to skąd przekonanie, iż wikingowie byli skandynawskimi piratami morskimi? W tym momencie musimy cofnąć się do przełomu VI i VII wieku. Mniej więcej w tym czasie powstał anglosaski poemat Widsið (stang. Pieśń Wędrowca). Utwór wspomina króla Hrodgara, który miał odpierać ataki nacji Wikingów (Stang. Wicinga cynn). Zapewne było to błędnie przyjęte miano – pierwsi wikingowie musieli sami siebie określić tą nazwą, by podkreślić, iż przypłynęli ze skandynawskich zatok. Zostało jednak błędnie połączone z tym, czego dokonywali – czyli z rozbojami na morzu i nabrzeżach. Sami Skandynawie użyliby zapewne na miejscu Anglosasów określenia drængr/drengr – czyli wojownik, śmiałek, twardziel. W innym poemacie, starszym o ponad wiek Exodus, pojawia się określenie sæwicingas, które zostało przetłumaczone na współczesny angielski jako morscy wojownicy (ang. sea-warriors). Co ciekawe, nie odnosiło ono do Skandynawów… A do ludu Ruben, jednego z dwunastu plemion Izraela[1].          

Przybycie wikingów do Anglii z zatoki lub zatok nie koniecznie musiało oznaczać niezliczone fiordy Skandynawii, a nazywać konkretny obszar. Od średniowiecza nazwa Viken określała jeden z największych fiordów Norwegii – dziś znany jako Oslofjorden. Wskazywałoby to, że najeźdźcy Wysp Brytyjskich mogli pochodzić właśnie z tych terenów albo przynajmniej być z nimi utożsamiani. Opuszczając fiord udawali się w podróż po zatoce, która to wyprawa w staronordyckim nazywana była… Víking. Tak więc zwrot fara í víking oznaczał dokładnie wyruszyć na wyprawę (po zatoce, morską).

Do tej pory omawialiśmy sobie tezy, wedle których nazwa víkingr związana jest z morzem. W literaturze pojawiają się jednak i inne, mniej lub bardziej wiarygodne przypuszczenia[2]. I tak niektórzy uważają, że określenie pochodzi od staronordyckiego vig oznaczającego coś związanego z bitwą, od słowa víkja, które można przetłumaczyć jako przemieszczać się (w związkach frazeologicznych używa się go także jako poddawać się, jednak ze względu na naturę wikingów to przypuszczenie należy odrzucić) lub od łacińskiego vikus, czyli osada lub obóz, co miałoby podkreślić osadniczy tryb życia Skandynawów w różnych zakątkach Europy.

Określenie víkingr, pomimo, że w samej epoce było stosowane dość sporadycznie, nie było obce ani i Skandynawom, ani ludom, które najeżdżali. Anglosaskie kroniki sprzed bitwy o Hastings (1066 rok) używają go tylko cztery razy w formie wícenga oraz wícinga. W szwedzkiej miejscowości Bro (której nazwę można tłumaczyć jako Most) w pobliżu kościoła stoi kamień runiczny o oznaczeniu U 617. Jego fundatorka, niejaka Ginnlaug, wniosła go na pamiątkę po swoim zmarłym mężu, Assurze, który miał chronić miejscowość przed wikingami. Poezja skaldyczna, która przetrwała do naszych czasów, zawiera kilkadziesiąt odniesień do wikingów – wszystkie mają formę pochwał i podkreślania heroicznej natury wojowników.

Źródło: https://www.visitengland.com/experience/visit-largest-viking-festival-europe,
data odczytu: 07.12.2021

W epoce wikingów pojawiały się także inne określenia na Skandynawów. Adam z Bremy używał zlatynizowanej germańskiej nazwy Ascomanni, czyli Mieszkańcy Jesionu (Popielnego Drzewa), jak zapewne wikingowie nazywali sami siebie. W mitologii nordyckiej wielki jesion Yggdrasil był osią całego świata, a w jego centrum leżał Midgard – świat ludzi. Na wschodzie szwedzcy wikingowie nazywani byli Rusami (Rhos). Określenie to pochodzi z fińskiego słowa Routsi, określającego wioślarza. Zostało następnie spopularyzowane na Słowiańszczyźnie, w krajach arabskich oraz w Cesarstwie Wschodniorzymskim. A skoro już jesteśmy przy Bizancjum to warto wspomnieć o określeniu Waregowie, pochodzącego od staronordyckiego vearingi określającego sprzymierzeńca, gdyż od X wieku osobista gwardia cesarza składała się ze Skandynawów, wysłanych do niego z terenów Rusi Kijowskiej. Z kolei Frankowie określali ich Nortmannami, a więc Ludźmi Północy. Gaelowie nazywali ich po prostu Obcymi (gd. Gaill, czasami doprecyzowując Finn-Gaill, Jasnowłosi, odnośnie Norwegów i Dubh-Gaill, Ciemnowłosi, odnośnie Duńczyków). Dla Irlandczyków byli to Lochlannach Ludzie Jezior/Zatok (Loch to także współczesne irlandzkie określenie na obydwa zbiorniki wodne).

Ustalenia najbardziej uniwersalnego określenia wikingów nie ułatwia fakt, iż sami Skandynawowie określali się różnie, w zależności skąd pochodzili i o kim mówili. Przykładowo, dla osadników na Islandii Norwegiowie nie byli Ludźmi Północy, jak w zwyczaju mieli określać ich Frankowie, a Ludźmi Wschodu ­- Austmenn, co zrozumiałe, biorąc pod uwagę geograficzne rozmieszczenie obu krain. Tak samo nazywali siebie i swoich krewnych wikingowie, którzy podbijali Irlandię - pozostałość po tej nazwie widać do dziś w jednej z dzielnic Dublina (skąd inąd, wikińskiej osady), która zwie się Oxmantown (dawniejsze Austmanna-tún, czyli Dziedzina Ludzi Wschodu).

Mnogość określeń, mnogość znaczeń i przypuszczeń… Czy więc powinniśmy utożsamiać wikingów jako ludzi trudzących się wyprawami morskimi, czy raczej określać tym mianem plemiona zamieszkujące brzegi zatok? A może ważniejszy jest kierunek świata z którego przybywali lub to, gdzie umiejscawiali samych siebie w przedchrześcijańskich wierzeniach? Odpowiedź pozostawiam Wam – ufam, że każdy z czytelników znajdzie po dzisiejszym artykule miano dla Skandynawów, które przypadnie mu do gustu.

Płynąc wzdłuż Lofotów :)

P.S. Na sam koniec przyznam się, która etymologia słowa víkingr najbardziej mi odpowiada. Ponieważ dane mi było w życiu żeglować na pokładzie drakkaru po norweskim fiordzie i nie tylko, więc mogę z czystym sumieniem uznać się za wikinga, wedle teorii, iż miano to pochodzi od przemierzania skandynawskich fiordów :)


[1] Młot i Krzyż – Nowa historia wikingów, Robert Ferguson, Wydawnictwo Dolnośląskie, Wrocław 2018, s. 13

[2] Furia Ludzi Północy. Dzieje Świata Wikingów, Philip Parker, Dom Wydawniczy REBIS, Poznań 2016., s. 18

piątek, 26 listopada 2021

Þat mælti min móðir - My Mother told me - Tak powiedziała moja matka

Źródło obrazka: https://icelandmag.is/tags/day-tours-reykjavik,
data odczytu: 23.11.2021

Dzisiejszy artykuł będzie zawierał spoilery z serialu Wikingowie, o czym z góry uprzedzam. Fani produkcji na pewno kojarzą ekranowych braci – Haralda Pięknowłosego i Halfdana Czarnego (warto zaznaczyć, że z historycznego punktu widzenia nie byli rodzeństwem, a ten pierwszy był synem drugiego). Przed bitwą, którą obaj mieli stoczyć po różnych stronach konfliktu śpiewają pieśń Þat mælti min móðir (nord. Tak powiedziała moja matka). Ten sam utwór powtórzony jest przy (równie niehistorycznej) śmierci Haralda. O wspomnianych władcach Norwegii opowiemy sobie innym razem – dziś omówimy sobie samą pieśń, szukając odpowiedzi, czy była wymyślona na potrzeby serialu czy też bazowała na prawdziwym źródle, znanym w epoce wikingów?


By poszukać odpowiedzi, musimy przenieść się na Islandię do X wieku. Wtedy też swoją karierę zaczynał młody skald, Egil Skallagrímsson. Urodził się między 900 a 905 rokiem naszej ery. Mając siedem lat podczas gry w knattleikr (na chwilę obecną przyjmijmy, że jest to gra najbardziej podobna do współczesnego hurlingu, w której dwie drużyny uderzając piłkę drewnianymi kijami starają się ją wbić do bramki przeciwnika) pokłócił się ze starszym i silniejszym od siebie Grimem. Egil przegrał bójkę i upokorzony wrócił do domu. Jego przyjaciel, Thord Granason, zaproponował, iż użyczy mu topora o grubym ostrzu i razem wrócą zmierzyć się z nastolatkiem, który pokonał Egila. Grim i inny chłopcy grali dalej. Gdy Egil dotarł do boiska, nie czekając ani chwili ruszył na niego i jednym ciosem rozpłatał mu głowę, aż do mózgu (jak pięknie opisano to później w sadze o jego przygodach). Rozgorzała regularna walka, kto mógł, chwycił za broń. Kiedy kurz opadł nad pobojowiskiem łącznie siedem osób leżało martwych na ziemi. Ot, typowa zabawa wikingów – od niewinnej gry w piłkę do rzezi na boisku.


Po powrocie do domu Skallagrim, ojciec Egila, stwierdził, że nie jest zadowolony z zachowania syna. Jego matka, Bera, stwierdziła natomiast z dumą, iż stał się prawdziwym wikingiem i pewnego dnia będzie posiadał okręt wojenny. Siedmioletni chłopiec miał wówczas wyrecytować swój pierwszy poemat. Został on następnie przytoczony w spisanej w XII wieku Sadze o Egilu, w rozdziale 40:

Þat mælti mín móðir,

at mér skyldi kaupa

fley ok fagrar árar,

fara á brott með víkingum,

standa upp í stafni,

stýra dýrum knerri,

halda svá til hafnar

höggva mann ok annan

 

I w przekładzie na nasz język:

Tak powiedziała mi matka,
że powinienem kupić
okręt z pięknymi wiosłami
i pożeglować z wikingami.
Stanąć przy sterze
i kierować statkiem.
Obrać kurs na zatokę,
gdy już usiekę człowieka lub dwóch

Jak pewnie widać nie jest to wierszyk, którego uczą się współcześni siedmiolatkowie. Na ile też umiejętności retoryczne małoletniego Egila pozwalały na wygłoszenie tego utworu, nie wiadomo. Przyjmijmy jednak, że wygłosił je po zabiciu Grima – musiało to mieć miejsce między 907 a 912 rokiem naszej ery (bazując, iż urodził się pomiędzy 900 a 905 rokiem). Halfdan Czarny zmarł ok. 860 roku, tak więc nie mógł w żaden sposób poznać utworu, który powstał na Islandii co najmniej kilkadziesiąt lat później. Harald Pięknowłosy urodził w 855 a zmarł w 933 roku. Ten władca był w stanie już zapoznać się z twórczością młodego Egila, o ile założymy, że jego utwór znalazł się na listach przebojów skaldów w Norwegii. Sędziwy król abdykował w 930 – na pewno więc nie śpiewał tej pieśni umierając na polu bitwy, jak było to przedstawione w serialu. Zmarł trzy lata później, w podeszłym wieku.


Cokolwiek by nie powiedzieć o piosence, jej współczesna wersja wpada w ucho. W sieci można znaleźć jej liczne przeróbki. Kilka z nich powplatałem między akapity dzisiejszego artykułu – na koniec nie zostaje mi nic innego, jak zaprosić Was do ich przesłuchania!

Tradycyjnie zaprasza do odwiedzenia profilu na Facebooku oraz dziękuję Piotrowi Brachowiczowi, za wspieranie mojej twórczości.

piątek, 12 listopada 2021

Vegvísir

 

Źródło: https://akademiaducha.pl/vegvisir-runiczny-kompas-ochronny/,
data odczytu: 11.11.2021

Serial Wikingowie od History Channel rozpromował nordyckich wojowników w telewizji. To samo miało miejsce w świecie gier komputerowych dzięki God of War czy Assasin Creed: Valhalla. Wikingowie stali się więc ostatnimi czasy bardziej modni, a to co z nimi związane trafiło na koszulki, kubki czy posłużyło jako wzory tatuaży. Oprócz wizerunków wojowników, bogów czy statków pojawiają się także runy. Były to litery, którym przypisywano magiczną moc i boskie pochodzenie – ludzie nauczyli się ich od Odyna, Wszechojca. Oprócz samego alfabetu, który mniej lub bardziej odpowiada naszym literom, powstawały także złożone runiczne symbole. Przykładem może być tatuaż, który na ramieniu ma islandzka piosenkarka Björk i który sam otrzymałem na koszulce od mojej żony (a wtedy jeszcze narzeczonej :). To właśnie ten znak sobie dziś omówimy.

Vegvísir, bo tak się nazywa ów symbol, pierwszy raz pojawia się w XIX-wiecznym manuskrypcie Huld pióra Geira Vigfussona. Nazwa oznacza Wskazującego Drogę. Autor objaśnia, że ten kto używa tego symbolu nigdy nie zabłądzi w czasie burzy lub złej pogody, nawet jeśli nie zna drogi (dla zainteresowanych w oryginale - Beri maður stafi þessa á sér villist maður ekki í hríðum né vondu veðri þó ókunnugur sé). Cofając się o ponad dwa stulecia wcześniej, uproszczona forma pojawia się w magicznej księdze Galdrabók (dosłownie Księga Zaklęć)  z 1600 roku. W podaniach pojawił się jednak już w XIII/XIV wieku. Saga o Hranim Htringu wspomina, iż był używany do nawigacji na morzu. W pochmurny dzień, kiedy nie można było ustalić pozycji słońca na niebie, Vegvísir potrafił wskazać właściwy kierunek. Ten opis przywodzi na myśl inny przyrząd nawigacyjny stosowany w Skandynawii – szpat islandzki, rodzaj kalcytu, który skupiał światło słoneczne na tyle, iż dzięki niemu można było ustalić, gdzie za chmurami znajduje się słońce. Czyżby więc oryginalny Vegvísir był poetycką nazwą kryształu?

Źródło: https://bavipower.com/blogs/bavipower-viking-blog/the-vikings-used-sunstone-for-navigation-study-shows, data odczytu: 11.11.2021


Co się tyczy samego symbolu, to ma on odzwierciedlać kosmologiczne wyobrażenie wikingów o świecie. Ze środka, który reprezentuje świat ludzi, Midgard, wychodzi osiem ramion, a runiczne zakończenie każdego z nich przedstawia inną krainę. I tak oto trzy górne promienie wskazują odpowiednio Vanaheim (Świat Wanów), Asgard (Świat Asów) oraz Alfhreim (Świat Elfów), boczne odchodzą w stronę Jotunheimu (Świata Lodowych Olbrzymów) i Muspelheimu (Świata Ognistych Olbrzymów), a trzy dolne to Svartalfhaimu (Świata Ciemnych Elfów), Helheimu (Świata Umarłych) oraz Nilfheimu (Świata Mgieł).

Obecnie Vegvísirowi przypisuje się także kierowanie ludźmi, podejmującymi różne decyzje, tak więc stał się nie tylko kompasem na morzu, pomiędzy Dziewięcioma Światami, ale i na ścieżce życia. Nie da się jednak jednoznacznie odpowiedzieć na pytanie, jak zapatrywali się na niego wikingowie tysiąc lat temu. Nie jest nawet pewne, czy go znali. Na Islandii przetrwało wiele spisanych sag, język mieszkańców tej mroźnej wyspy najmniej zmienił się od setek lat. Być może Huld i Galdrabók były oparte na wcześniejszych rękopisach, jednak dopóki nie zostaną one odnalezione, ciężko doszukiwać się wcześniejszych wyobrażeń Vegvísira. Jego kształt przypomina inne magiczne symbole oraz pieczęci ze średniowiecza, być może był więc inspirowany wpływamy z kontynentu.

Tradycyjnie zaprasza do odwiedzenia profilu na Facebooku oraz składam podziękowania dla Piotra Brachowicza, za wspieranie mojego bloga. Ponadto chciałem podziękować tym wszystkim czytelnikom, którzy ostatnimi czasy podesłali mi inspiracje do tworzenia nowych tematów, wskazali literówki w już istniejących oraz podzielili się swoimi historiami dotyczącymi tradycji Pustej Nocy.

sobota, 23 października 2021

Pusta Noc - Òpi oraz Wieszczi

Źródło: https://pl.wikipedia.org/wiki/Dziady_(zwyczaj),
data odczytu: 23.10.2021


Śmierć bliskiej osoby nie jest łatwym przeżyciem. Historia ludzkości pokazuje, iż nigdy nie była. W wierzeniach na całym świecie powstały różne zwyczaje i obrzędy, które przeprowadzają przez pogrzeb człowieka, na drodze do zaświatów. Rytuały nie musiały dotyczyć bezpośrednio samego pochówku, ale także dni, które go poprzedzały, oraz tych następujących po nim. Dziś omówimy sobie jedną z takich tradycji. 

Pusta Noc (kasz. Pustô Noc) to zwyczaj, który prawdopodobnie znany był wśród wszystkich ludów słowiańskich i bałtyckich. Najdłużej zachował się na Kaszubach, zdarza się iż jest ciągle praktykowany, zwłaszcza w wiejskich regionach. W wieczór przed pogrzebem zmarłego bliscy przybywali do jego domu, by czuwać przy ciele zmarłego. Obecnie ciała nie pozostawia się w domostwie, ale bliscy ciągle zbierają się na czas czuwania w samym domu lub w wyznaczonej kaplicy. Jako przykład można podać zbiorowe obrzędy Pustej Nocy, które odbył się także w nocy poprzedzającą pogrzeb Jana Pawła II w 2005 roku.

Czuwanie trwało całą noc, podczas której odmawiano modlitwy oraz śpiewano tzw. pieśni pustonocne. Melodie pieśni mogą różnić się w zależności od regionu. Często, zwłaszcza w dawnych czasach, nie były zapisywane, tylko przekazywane i wyuczane z pokolenia na pokolenie. Utwory dobierane są także do odpowiedniej godziny czuwania. Dla przykładu, nad ranem śpiewa się pieśni o tytułach takich jak Godzinki oraz Zawitaj ranna Jutrzenko. Ważne jest, by osoby prowadzące śpiew potrafiły wytrzymać długie nocne godziny. Utwory trwają od kilku do kilkunastu minut i chociaż pomiędzy nimi następują przerwy, wszystko odbywa się przez bardzo długi czas. Przerwa, która następuje po północy (samej godzinie towarzyszy utwór Zegar), jest wykorzystywana między innymi na spożywanie posiłków, czym mogą budzić skojarzenia do Wigilii Bożego Narodzenia, gdzie również w przededniu ważnego święta spożywa się dania w uroczysty sposób. 

Źródło: https://wydarzenia.interia.pl/tylko-u-nas/news-oswajanie-smierci-czyli-jak-sie-dawniej-umieralo-w-domu,nId,1544170, data odczyytu: 23.10.2021


Stoły wewnątrz domu nakryte są białymi obrusami (w średniowieczu to biały, a nie czarny kolor kojarzony był ze śmiercią), porozstawiane są zapalone świece oraz krzyż. Jeśli w pomieszczeniu znajdywały się zegary naścienne, zatrzymywano je symbolicznie na czas obrzędów. Tak samo lustra były zakrywane – jako magiczny przedmiot w tradycji ludowej uznawano je za obiekty, które mogą schwytać duszę opuszczającą ciało. Stąd też przykrycie zwierciadła miało zapobiec uwięzieniu zmarłego w jego tafli. O tym przesądzie warto powiedzieć kilka słów więcej. Na pewno spotkaliście się ze stwierdzeniem, że stłuczenie lustra to siedem lat nieszczęścia. Jest ono nierozerwalnie związane z możliwością uwięzienia duszy wewnątrz obiektu. Duch, który spędził długie lata w przedmiocie w momencie jego rozbicia uwalniał się, a wraz z nim wszystkie cierpienia i cały ból, który przez ten czas się kumulował – stąd też pochodzi wiara w obchodzenie się z lustrami z należytą ostrożnością (tak więc jeśli lustro nie było świadkiem niczyjej śmierci, możecie tłuc je dowoli, na małe kawałeczki, bez obawy o złe konsekwencje).

Nazwa może nawiązywać do pustki i ciszy, która pozostała po zmarłym lub do zakazu wykonywania głośnych prac w obrębie gospodarstwa aż do momentu pogrzebu. Można znaleźć również inne znaczenia, gdyż pusty odnosił się w dawnych wiekach także do rzeczy i osób zapomnianych oraz opuszczonych. Takie rozumienie pojęcia pozwala wysnuć wnioski, iż celem tradycji jest niedopuszczenie, by dusza odchodzącego człowieka czuła się samotna i zapomniana przez jego bliskich.

Pusta Noc daje możliwość pożegnania się ze zmarłym, zwłaszcza jeśli dana osoba nie będzie mogła uczestniczyć w pogrzebie następnego dnia. Zgromadzenie się w domu zmarłego pokazuje też, na kogo można liczyć, kto opłakuje nieboszczyka. Z punktu widzenia wierzeń ludowych to także czas, gdy ciągle można wyświadczyć odchodzącej duszy największą przysługę. Wierzy się bowiem, że duch zmarłego ciągle obecny jest na świecie do momentu jego pogrzebu, najczęściej przebywa właśnie w jego domu, lub w pobliżu. Modlitwy i pieśni mogą mu pomóc w zaświatach i uchronić, by nie stał się złym duchem, który będzie nawiedzał i nękał domowników.

Źródło: https://wydarzenia.interia.pl/tylko-u-nas/news-oswajanie-smierci-czyli-jak-sie-dawniej-umieralo-w-domu,nId,1544170, data odczytu: 23.10.2021

Dusze, które po Pustych Nocach nie odnalazły spokoju w zaświatach, stawały się złowrogimi wieszczimi lub òpimi. Osobę, która potencjalnie mogła stać się jednym z tych upiorów można było rozpoznać już za życia. Rodzili się oni bowiem z wyrośniętymi ząbkami albo w czepku na głowie. Takie nakrycie głowy należało z noworodka zdjąć i spalić, a jeśli niemowlę miało ząbki – wszystkie wybić. Również chwile obserwowania ciała podczas Pustej Nocy mogły dać wskazówki, czy zmarły przemieni się w upiora, czy nie. Rumieniące się policzki u nieboszczyka, albo nagle opadające ręce wskazywały, że jest na prostej drodze do stania się wieszczim (forma żeńska – wieszczą) lub òpim. Jeśli ciągle miało się podejrzewania, że zmarły powróci po śmierci nękać żywych, można było pochować go z książeczką do modlitw, jednak należało wyrwać z niej wszystkie kawałki kartek, na których znajdywało się słowo amen, zwyczajowo kończące modlitwy. Taki upiór  budząc się w trumnie zaciekawi się i zacznie je czytać. Nie mogąc ich jednak skończyć przez brakujące słowo, będzie powtarzał je w kółko, przez całą wieczność. Dawano im również inne zajęcia. Można było włożyć do trumny dawno nieużywany i zniszczony sweter. Upiór, który lubił niszczyć, zaczynał pruć odzienie, a następnie zwijać włóczkę w kłębek. Innym sposobem było włożenie do ust zmarłego monety. Wieszci i òpi lubili ponoć ssać złoto. Im cenniejsza moneta i zawierająca więcej drogocennego kruszcu tym dłuższy spokój, jaki mogła zapewnić od powrotu ducha na ziemię. Jednak kiedy już upiory wróciły do swoich domostw zaczynały nękać ludzi. Potrafiły nawet porwać żyjących w zaświaty. W środku nocy wieszczi mógł zapukać w okno izby, gdzie spali domownicy i zapytać śpicie? (kasz. spita wa?) Jeśli ktoś z mieszkańców nie rozpoznał w nim złego ducha i odpowiedział śpimy, wówczas upiór odpowiadał No to śpijcie na wieki! (kasz. spita, na wieczi wieków!). Po czym zsyłał śmierć na nieszczęśników. Wieszci potrafił w ten sposób zabić tylko osoby spokrewnione z nim za życia, òpiego z kolei nie ograniczały żadne stopnie pokrewieństwa.

Kiedy było już pewne, iż ktoś z niedawno zmarłych przemienił się w upiora można było wezwać księdza, by odprawił egzorcyzmy. Innym sposobem było odkopanie trumny i sprawdzenie stanu ciała nieboszczyka. Jeśli było pogryzione, to oznacza że wieszczi sam siebie zaczął podjadać. Warto również wspomnieć, iż nieumarły potrafił opuszczać swoją trumnę nocami i tak samo gryźć lub wysysać krew ze swoich żyjących krewnych. W takich wypadkach skuteczna była dekapitacja – odciętą głowę umieszczano w nogach zmarłego. Òpi był o wiele bardziej niebezpieczny od wieszcziego. Potrafił wydostać się ze swojego grobu i skierować w stronę przykościelnej dzwonnicy. Jeśli zabił w dzwon, krzycząc przy tym kto ten dzwon usłyszy, musi umrzeć (kasz. chto te zwònë czëje, mùszi ùmrzéc). Mógł zabić wszystkich mieszkańców danej wioski w jednej chwili. Przekazywane były w różnych miejscowościach podania o straszliwym wyścigu upiora i kościelnego, który go spostrzegł, na szczyt dzwonnicy, od którego to zależał los wszystkich mieszkańców.

Zwyczaje Pustej Nocy łączą chrześcijańskie elementy z ludowymi wierzeniami. Pokazują jak ważne dla żyjących było odpowiednie pożegnanie zmarłego oraz jak istotne było zapewnienie mu spokoju w zaświatach. Celem tego artykułu było przybliżenie tej zanikającej już tradycji, by nie została całkiem zapomniana.

Na sam koniec chciałbym zaprosić na mój profil na Facebooku, a także podziękować Patronowi, Piotrowi Brachowiczowi, za wspieranie mojego bloga.