sobota, 6 lipca 2024

Krzyż z Gosforth


Źródło: https://www.thelakes100.co.uk/listing/gosforth-viking-anglo-saxon-cross/,
data odczytu: 03.07.2024

Epoka wikingów to czas przenikania się kultur i religii. Stara religia, w której Skandynawowie oddawali cześć Bogom z dystonii Asów i Wanów przeplatała się z chrześcijańskimi motywami. Widzieliśmy to omawiając Norny, Boginie przeznaczenia. Wspomniany został Þórnir, który żalił się na los, jaki go spotkał. Na ścianie chrześcijańskiego kościoła zachowały się napisy jego autorstwa, którymi wyraził żal, iż Trzy Prządki zesłały na niego wielką udrękę. Czczenie Chrystusa nie przeszkadzała mu w ciągłej wierze w starych Bogów. Podobne wpływy obu religii omówimy sobie dziś, analizując pewien krzyż z Wysp Brytyjskich.

Miejscowość Gosforth w hrabstwie Kumbria w Anglii. W IX wieku znalazło się pod wpływem wikingów. Historycy nie są zgodni, jak duża część tego regionu i w dokładnie których latach była pod wpływem Skandynawów. Ba, nie ma nawet pewności, jak agresywne były to kontakty – czy Norwegowie i Duńczycy osiedlili się na wyludnionych terenach, czy też zbrojnie przejęli władzę. Kumbria na przestrzeni lat była obiektem zainteresowań także innych angielskich królestw, a same kroniki z tego czasu skupiają przede wszystkim na losach Wessexu. Niezależnie od szczegółowych losów hrabstwa, wikingowie pozostawili po sobie na tych ziemiach wiele artefaktów i śladów. Jednym z nich jest krzyż, który zachował się po dziś dzień w miejscowości Gosforth.

Źródło: https://www.researchgate.net/figure/The-Gosforth-Cross-as-Drawn-by-W-G-Collingwood-Order-of-faces-from-left-to-right_fig1_337885815, data odczytu: 03.07.2024


Krzyż ów datowany jest na lata 920-950, tak więc w momencie jego powstania osadnictwo wikińskie mogło być obecne w tej miejscowości dobre sto lat, albo i więcej. Wykonany został z piaskowca i mierzy dokładnie 4 metry oraz 42 centymetry. Potwierdzono, iż ciągle stoi w swoim pierwotnym miejscu, mianowicie na cmentarzyku przylegającym od południa do kościoła i nie był przenoszony. Ponadto przypuszcza się, iż był głównym obiektem sakralnym w okolicy, nawet przed budową samej świątyni. W dobie chrystianizacji wikińskich osad w Anglii powszechną praktyką było odprawianie mszy pod gołym niebem. Krzyż górował nad okolicą, nad nagrobkami, tak więc mógł stanowić główną oś, wokół której odprawiano rytuały.

Podstawą konstrukcji jest okrągły i płaski walec sięgający ponad jedną czwartą wysokości pomnika. Stoi on na kwadratowej bryle o trzech stopniach z każdej strony. Następnie gładka powierzchnia przechodzi w charakterystyczną dla nordyckiej architektury plecionkę. Przed połową wysokości zaczynają się ciekawsze elementy. Kształt krzyża zmienia się z okrągłego na czteroboczny na wysokości 2 metrów i 10 centymetrów. Wśród dalszych plecionek widnieją różne sceny łączące historie biblijne z mitologią nordycką. Na jednej ze ścian widać wizerunek umierającego Chrystusa, w towarzystwie Marii Magdaleny oraz rzymskiego żołnierza, Longinusa, który przebił jego bok na krzyżu. Ale ta sama scena interpretowana jest również jako śmierć Baldura, której towarzyszyła jego żona Nanna (przyjmującą klasyczną pozę nordyckiej dísy znaną chociażby z wisiorka z Hårby) oraz Hodur, ślepy Bóg, z którego to pośredniej winy jego brat zginał przebity strzałą. Również inne sceny można dwojako odczytywać. Pojmanie Lokiego (tu warto zauważyć, iż figura Lokiego interpretowana jest jako warkocz) mogłoby być równie dobrze uwięzieniem Lucyfera w piekle, a Heimdall obwieszczający nadejście Ragnaröku, grając na rogu Gjallarhorn (nord. Huczący Róg) to dla niektórych anioł obwieszczający koniec świata i nadejście Dnia Sądu Ostatecznego. Scena, której Widar rozrywa paszczę Fenrira jest także interpretowana jako zwycięstwo Chrystusa nad smokiem, a niektórzy idą o krok dalej – uważają, że Widar i Chrystus byli dla wykonawcy płaskorzeźb tym samym Bóstwem. Sam Fenrir oprócz wilczej głowy ma ciało zbliżone do węża, być może Jormungada, który chrześcijanom zapewne kojarzył się z Lewiatanem (albo po prostu ktoś chciał zrobić sobie ładny szlaczek).

Źródło: https://co-curate.ncl.ac.uk/resources/view/117022/,
data odczytu: 03.07.2024

Nie ma się bowiem czemu dziwić. W sytuacji, gdy ktoś dorastał w jednej religii i nagle był nauczany zupełnie nowej wiary, musiało dojść do dysonansu poznawczego. Człek taki, próbował zapewne pogodzić w swojej głowie sprzeczności z tym, co poznawał. Być może starał się nawet zachować jakiś złoty środek między nimi. Stąd też, zapewne nie kłóciło się w jego oczach umieszczania podobizn nordyckich Bogów na obszarze chrześcijańskiego kościoła, ani dołączenie Chrystusa do swojego panteonu. Zapewne nie raziło to też lokalnej społeczności, ani miejscowych kapłanów, którzy mogli wywodzić się z podobnego środowiska i którzy pozwolili krzyżowi przetrwać ponad 1000 lat. Podobne zabiegi znaleźć można na kamieniu z Jelling, który na pewno omówimy sobie w kontekście chrystianizacji Danii i który również zawierał elementy zaczerpnięte z obydwóch religii.

Przypuszcza się również, że sam krzyż mógł imitować Yggdrasil, Wielki Jesion, oś świata. Takie filary nie były Germanom obce. Przypuszcza się, że jeżeli Irminsul nie był żywym drzewem, dębem, poświęconym Donarowi, to zapewne był jego imitacją. Ramiona krzyża u jego góry są zdobione plecionkami w kształcie tzw. triquetry. Dla wikingów był to symbol swoistej karmy, mówiący, iż cokolwiek człek robi, wraca do niego z podwójną siłą, jak ramiona odbiegające i powracające do punktu wyjścia. Chrześcijanie zaadaptowali go jako znak Trójcy Świętej.

Warto również wspomnieć, iż w kościele obok znajdują się nagrobki i kamienie również nawiązujące do mitologii nordyckiej. Te być może omówimy sobie szczegółowiej w przyszłości.

Krzyż Gosforth nie jest jedynym tego typu znaleziskiem z Wysp Brytyjskich. Istnieją także inne, jednak ten jest z nich najwyższy i być może najciekawszy. Takie konstrukcje łączy charakterystyczny dla epoki wikingów synkretyzm religijny, gdzie ludzie żyjący na pograniczu dwóch systemów wierzeń szukali wspólnych elementów, a nie różnic. Być może był to też celowy zabieg artysty, który chciał, by jego płaskorzeźby były uniwersalne dla obydwu religii. Być może to dobra lekcja na dla współcześnie. Wiara w Widara czy Chrystusa? Wybór nie powinien mieć znaczenia, jeśli człek stara się żyć moralnie, czynić dobro.

Kończąc, chciałbym tradycyjnie zaprosić do polubienia mojego profilu na Facebooku, a także do udostępniania moich artykułów, bym mógł dotrzeć do szerszego grona Czytelników. A jeśli jesteś w stanie wesprzeć mnie finansowo, zachęcam do zostania moim Patronem, wzorem Piotra Brachowicza.

piątek, 21 czerwca 2024

Hrafnsmál

Źródło: https://www.britannica.com/biography/Harald-I-king-of-Norway,
data odczytu: 19.06.2024


Mitologia nordycka zachowała się głównie w Eddzie Poetyckiej, zwanej Starszą, oraz Edzie Prozaicznej, zwanej Młodszą. Zostały one jednak spisane już po chrystianizacji Islandii, a więc z perspektywy wyznawcy innej religii, pomimo iż stare wierzenia ciągle były jeszcze żywe. Jedną z pieśni wchodzących w skład tych dzieł, Hávamalę (jak sobie spolszczyłem), wyrywkowo poznaliśmy już na blogu. Nie znaczy to jednak, iż do naszych czasów nie zachowały się i inne poematy. Istnieją utwory jak pieśni czy sagi (dzieła o historycznych lub legendarnych wydarzeniach, najczęściej koncentrujące się wokół danego bohatera lub rodu).

Utwór, który sobie dziś omówimy, jest przykładem skaldycznej poezji z IX wieku. Jego autorstwo przypisuje się Torbjørnowi Hornklovemu (lub wedle innego zapisu, Þorbjörn Hornflofiemu). Poeta ów tworzył na dworze norweskiego króla, Haralda Pięknowłosego. Tytuł utworu to Hrafnsmál, czyli Krucza Pieśń. Zalicza się go do gatunku zwanego Málaháttr, których treść ułożona jest w formie rozmowy, a ich wersety zawierają zwykle pięć sylab, chociaż nie jest to stała reguła, co będzie można zauważyć nawet w opisywanym poniżej tekście. Przejdźmy sobie więc przez kolejne przetłumaczone strofy, a następnie powiedzmy sobie jeszcze kilka słów o całej pieśni[1]:

Źródło: https://www.routesnorth.com/language-and-culture/the-valkyrie-symbol/,
data odczytu: 19.06.2024


Słuchajcie władający mieczami

Gdy ja opowiem o Haralda

Dokonaniach bronią,

Który jest wielce zamożny.

Opowiem wieści,

Które zasłyszałem

Od białowłosej dziewczyny,

Gdy rozmawiała z krukiem.

 

Walkiria uważała się za mądrą,

Mężczyźni nie byli chętni

na jej agresywnej myśli.

Rozumiała mowę ptaków.

Białoszyja i jasnorzęsa

Powitała zbieracza czaszek [kruka] Hymira,

Który przysiadł nad urwiskiem.

 

Co u Was słychać, krucy?

Skąd przybywacie

Z zakrwawionymi dziobami

O świcie?

Mięso zwisa z Waszych szponów;        

Padlinę czuć z Waszych ust [dziobów];

Sądzę, że zeszłej nocy przebywaliście w miejscu,

 Gdzie leżą trupy.

 

Szaropióry, zaprzysiężony brat orła [kruk]

Ucieszył się, otarł dziób,

Zastanowił się

I odpowiedział:

Podążaliśmy za Haraldem

Synem Halfdana,

Młodym królem,

Odkąd wykluliśmy się z jaj.

 

Myślałem, że rozpoznasz króla,

Który mieszka w Kvinnum [Karmøy],

Władcę Norwegii,

Który dowodzi głębokimi statkami,

Czerwonymi pierścieniami,

I czerwonymi tarczami,

Wiosłami w smole zanurzonymi,

I zmoczonymi pianą namiotami.

 

Odważny przywódca chce wznieść toast

Na morzu

Podczas świąt [Przypuszcza się, iż w Yule]
za zawody Freja p [Bitwę].

Za młodu znudziło mu się gotowanie

I siedzenie w domu,

Ciepła komnata kobiety

I puchowe rękawice.

 

Czy słyszałaś, jak w Harfsfjord

Szlachetnie urodzony

Król walczył

Z Kjǫtvem Bogatym [przeciwnik Haralda]?

Ze wschodu nadpłynęły

Statki skore do bitwy

Z rozdziawionymi głowami

I zdobnymi deskami na dziobach.

 

Statki były pełne ludzi

I białych tarcz

Zachodnimi włóczniami

I frankijskimi mieczami.

Berserkerowie krzyknęli;

Bitwa na nich czekała

Ulfheðinnowie wyli

Wymachując żelaznymi włóczniami.

 

Poddali próbie śmiałego

Władcę Norwegów,

mieszkającego w Utstein,

Który zmusił ich do ucieczki.

Nǫkkvi [Morski Król, poetycki tytuł] wprawił w ruch morskie konie [statki],

Kiedy spodziewał się walki.

Słychać było uderzenia w tarcze,

 Nim zginął Haklangr [syn Kjǫvtego Bogatego].

 

Władca o grubej szyi [Kjǫvte]

Zmęczył się tedy

Utrzymywaniem pozycji przeciw Kudłatemu [Pięknowłosemu].

 Pozwolił , by wysepka była jego tarczą,

Rzucili się wtedy ranni

Pod ławki wioślarzy.

Wystawały im zadki [co?],

 Gdy przyciskali głowy do dna statków.

 

Mądrzy ludzie sprawili,

Iż dachówki z dworu Sváfnira [Odyna, a więc z Walhalli]

Zalśniły nad ich plecami,

Gdy zostali obrzuceni kamieniami [ginęli w walce].

Wojownicy z pałkami ze wschodu

Zostali poruszeni i przebiegli przez Jaðar [kraina na południe od cieśniny],

Wracając do domu z Harfsfjord

I skupili się na piciu miodu [skål!].

 

Zabity leżał w piasku,

Poświęcony jednookiemu

Oblubieńcowi Friggi [Odynowi].

Z zadowoleniem przyjmujemy takie wieści.

 

Otrzymają inne rzeczy,

Oczekują ich damy Ragnhildy [Zapewne Freji, Pani Bitew],

Dostojne kobiety,

 By biesiadować przy napojach,

Zobaczą bitewne rysie [Rydwan Freji ciągnęły dwa koty],

Którym Harald kazał czekać

W głodzie na krew poległych,

Aż ludzie je nakarmili.

 

Wysoko urodzony król,

Wziął sobie duńską żonę,

Odrzucił Hólmrygirę

Oraz panny z Horðaru,

Każdą z Hedmarku

I z rodziny Hǫlgiego.

 

Jak hojnym jest dla tych,

 Którzy strzegą jego kraju,

Jak doskonałym wojownikiem,

Dla swoich zdolnych ludzi?

 

Uprawiający walkę

Są znacznie bogatsi,

Kiedy rzucają kośćmi

Na dworze Haralda.

Są obdarzani kosztownościami

I pięknymi skarbami,

Metalem Hunów [zapewne z walk z koczowniczymi plemionami z Azji],

Oraz brankami [niewolnicami] ze wschodu.

 

Oni cieszą się,

Gdy mają przed sobą perspektywę bitwy,

Gotowi skoczyć na pokłady,

I wiosłować,

Nawet rozrywając rzemienie,

I roztrzaskując uchwyty wioseł.

Myślę, iż rozkaz ich wodza

Przyspiesza pracę wioseł.

 

Chcę cię zapytać o uposażenie skaldów,

Skoro wydajesz się mieć o nich wiedzę.

Musisz wiedzieć wszystko

O kompanii poetów,

Którzy mieszkają z Haraldem.

 

Po ich rynsztunku

I złotych pierścieniach [bransoletach]

        Widać, iż żyją w przyjaźni z królem.

Mają czerwone płaszcze,

Malowane tarcze,

Rękojeści mieczy owinięte srebrną plecionką,

 Kolczugi przeszywane pierścieniami,

Pozłacane paski do mieczy

I grawerowane hełmy.

Noszą pierścienie,

 Które wybrał dla nich Harald.

 

Chcę zapytać Cię o ekwipunek berserkerów,

Smakoszy wśród morza trupów.

Jakie przepisy są przygotowywane

Dla odważnych wojowników,

Którzy rzucają się do bitwy?

 

Nazywają się Wilczymi Płaszczami,

A w walce noszą

Zakrwawione tarcze.

Czerwone włócznie,

Gdy idą na wojnę.

        Tam [na dworze Haralda]

Siedzą wespół.

 Wierzę, że on jako najmądrzejszy,

Może zaufać walecznym ludziom,

Którzy rąbią tarcze [wrogów].

 

Niewiele Cię pytałam o błaznów i żonglerów,

Jaka jest gościnność

Andaðra i jego towarzyszy

W posiadłości Haralda?

 

Andaðr głaszcze psa bez uszu

i udaje głupiego, rozśmieszając króla.

Są też inni,

Którzy trudzą się przesuwaniem płonącej żagwi

Przez ogień.

Ci, którzy zasługują na kopanie

Mają zatknięte za pasy

płonące trzonki.

Poemat opisuje Haralda Pięknowłosego, króla Norwegii z IX wieku, zwycięzcę morskiej bitwy w Hafrsfjordzie. Przeciwko niemu zawiązała się kolacja czterech, królestw, jednak Pięknowłosy wyszedł z niej zwycięsko. Wynik walk przesądził o zjednoczeniu terenów, które stanowią dziś południowe rejony tego kraju. W samym utworze padają imiona jego przeciwników, takie jak Kjǫvte Bogaty, czy jego syn Haklangr. Autor wychwala też Haralda jako władcę oraz opiewa jego dwór. O przyczynach, przebiegu i znaczeniu samego starcia opowiemy sobie więcej w przyszłości.

Kończąc, chciałbym tradycyjnie zaprosić do polubienia mojego profilu na Facebooku, a także do udostępniania moich artykułów, bym mógł dotrzeć do szerszego grona Czytelników. A jeśli jesteś w stanie wesprzeć mnie finansowo, zachęcam do zostania moim Patronem, wzorem Piotra Brachowicza.


[1] Haraldskvæði (Hrafnsmál) — Þhorn Harkv, źródło: https://skaldic.org/m.php?i=1436&p=text, data odczytu: 19.06.2024

piątek, 7 czerwca 2024

Artefakty Thora

 

Źródło: https://www.quora.com/How-strong-is-mythological-Thor-s-power-scaled,
data odczytu: 07.06.2024

Thor, Bóg Piorunów, był i jest jedną z bardziej rozpoznawanych postaci z mitologii nordyckiej. Na moim blogu wspominany był jednak dość mało. Powodów ku temu jest kilka, a jednym z nich jest właśnie ogrom historii o nim. Niektórzy Bogowie, jak opisany Ull, pojawiają się w zachowanych źródłach bardzo rzadko, z kolei o Thorze można by pisać i pisać. Dlatego też czuję się zobowiązany poświęcić mu wiele tematów, pierw mając także zaplecze innych artykułów, do których mógłbym się odwoływać. Drugim równie ważnym powodem jest, jak często twórcy sięgają po jego postać. Czy to bazujący na nim heros Marvela czy też nawiązania w serialu Rangarok od Netflixa. Z tych samych przyczyn za rozłożenie na części pierwsze Gry o Tron zabrałem się dopiero po końcu serialu i z tych samych powodów omijam jeszcze szerokim łukiem Wikingów od History Channel. Często wątki zaczerpnięte z mitologii są przeinaczane, dostosowane do wizji osób odpowiedzialnych za adaptacje. To też czasami wolę, by temat przebrzmiał, by móc Wam pozwolić odkryć go na nowo, by był świeży i bardziej wierny źródłom. Jednak w końcu przychodzi ten moment, gdy temat należy omówić… Albo przynajmniej zacząć go omawiać. Co dziś bym Wam chciał przybliżyć, to nie przygody Thora, jego pochodzenie, czy przeznaczenie, ale artefakty, którymi posługiwał się w swoich historiach. A więc zaczynajmy, bez niespodzianek, od najbardziej charakterystycznego przedmiotu w jego ekwipunku.

Mjolnir był magicznym młotem Thora. Jego nazwę można tłumaczyć jako Miażdżyciel i pochodzi najprawdopodobniej od starosłowiańskiego słowa oznaczającego miażdżenie, mielenie (podobnie jak skandynawskie określenie miodu pitnego, mjød, tak wszystkie słowa zaczynające się od mj- były zaczerpnięte ze Słowiańszczyzny). Młot powstał w skutek knowań Lokiego. Kiedy ściął włosy Sif, żonie Thora, ściągnął na siebie gniew Boga Piorunów. Asaowie zażądali w ramach zadośćuczynienia, by olbrzym zwrócił Sif włosy piękniejsze, niż te, które miała przed ścięciem. Loki wiedział, że tylko w jednym świecie znajdują się istoty, które mogą podołać temu zadaniu. Udał się tedy do Svartalfheimu, królestwa krasnoludów. Zamiast jednak po prostu prosić o pomoc, Loki zaczął knuć. Podjudził właścicieli dwóch kuźni, synów Ivaldiego oraz braci Eitriego i Brokka, do współzawodnictwa, by stworzyli najznamienitsze przedmioty dla Asów, jakie byli w stanie. I tak oprócz nowych, złotych włosów dla Sif powstały i inne magiczne artefakty, w tym Mjolnir. Jednak młot miał zbyt krótką rękojeść, jak na oręż, a doszło do tego przez kolejne knowania Lokiego. Eitri pewny siebie i swojego brata, uznał, iż na pewno stworzą wspanialsze przedmioty, niż synowie Ivaldiego i jest gotów postawić swoje życie na szali. Loki, uznał, iż założy się o swoją głowę, że to jednak ich przeciwnicy stworzą bardziej okazałe dzieła. Widząc jednak, jak idą prace w obu kuźniach, stwierdził, iż zakład przegra. Pod postacią muchy przeszkadzał i kąsał Eitriego oraz Brokka. Podczas jednego z ataków owada, ugryziony nad okiem Brokk, miał zalane krwią oko. Skutkiem tego uciął rękojeść młota za blisko obuchu, czyniąc z Mjolnira broń nadającą się tylko do walki jedną ręką.

Źródło: https://norsespirit.com/products/bronze-ragnarok-mjolnir-hammer,
data odczytu: 07.06.2024

Młot został uznany za najwspanialszy z przedmiotów (a sam Loki, chociaż przegrał zakład, wykaraskał się, nie tracąc głowy, ale to historia na inny dzień). Oprócz krótkiej rękojeści, która była jedyną wadą broni, miał szereg zalet. Zawsze uderzał w cel z taką siłą, z jaką Thor chciał. Zawsze też wracał do jego dłoni, kiedy był rzucony w przeciwnika. Zmieniał także wielkość. Dopasowywał się do ręki, a kiedy nie był potrzebny, stawał się nadzwyczajnie mały i spokojnie mieścił się w kieszeni.

Z młotem wiążę się także mit, gdy Thor obudził się i zauważył, iż broń skradziono. Przestępstwa dopuścił się olbrzym Thrym, który w zamian za oddanie Mjolnira, zażądał ręki Freji. W tym miejscu na scenie znów pojawił się Loki, który chciał pomóc Asom odzyskać oręż fortelem. Namówił Thora na przebranie się za pannę młodą i ukrycie twarz pod welonem. Sam udawał jedną z dwórek Freji. Podczas uczty poprzedzającej ślub Thrym dziwił się muskulaturze i apetytowi swojej przyszłej żony, ale iż był już sędziwym olbrzymem, nie dowidział i nie rozpoznał twarzy Boga Piorunów pod welonem. Gdy jako prezent ślubny ofiarował Mjolnir, welon spadł z głowy prawowitego właściciela broni. I zamiast hucznego wesela, była wielka rozróba, a olbrzymy zostały pozabijane przez Thora szalejącego w sukni ślubnej.

Mjolnir zostanie także użyty w ostatniej bitwie świata, Ragnaröku, do walki z synem z Lokiego, Jormugandem. W tej potyczce Thor zginie, a oręż po nim odziedziczą jego dwaj synowie, Mangi i Modi, którzy wespół będą go używać w odrodzonym świecie.

Sam młot jest bodaj najpopularniejszym symbolem z czasów wikingów. Noszony nawet współcześnie jako wisiorek (sam taki posiadam), wkomponowany w herby kilku gmin i miejscowości w Skandynawii, a także przewija się w popkulturze – od broni we wspomnianych produkcjach Marvela i Netflixa, przez nazwę statku w Gwiezdnych Wrotach, aż po jeden z artefaktów, który zdobyli bracia Winchesterowie w serialu Supernatural.

Źródło: https://thevikingherald.com/article/everything-you-need-to-know-about-jarngreipr-thor-s-iron-gloves/577,
data odczytu: 07.06.2024

Nieodłącznym elementem do używania Mjolnira były rękawice Thora, Járngreipy (nord. Żelazne Chwytaki). Edda Prozaiczna, wspomina, iż Bóg Piorunów nigdy nie używał młota nim pierw nie założył rękawic. Być może pomagały mu one chwycić zbyt krótką rękojeść. Być może też amortyzowały uderzenie, kiedy rzucony oręż wracał do właściciela. No i w końcu warto wspomnieć o mojej ulubionej teorii, wedle której stanowiły izolator, dla broni potrafiącej ciskać piorunami, tym samym chroniąc używającego go Asa przed porażeniem.

Kolejnym magicznym przedmiotem Thora był jego pas Megingjord (Megingjörð, dosłownie, Pas Mocy). Wedle podań miał on zwiększać nadnaturalną siłę Boga po dwakroć. W połączeniu z mocą Mjolnira stanowił nierówne wsparcie w walkach z lodowymi olbrzymami, z którymi Thor często się potykał.

Źródło: https://commons.wikimedia.org/wiki/File:Ny_Carlsberg_Bryghus_-_Thor_sculpture.jpg,
data odczytu: 07.06.2024

Thor przemieszczał się w magicznym, latającym rydwanie, ciągniętym przez dwa kozły, Tanngrisnira (nord. Zgrzytającego Zębami) oraz Tanngnjóstra (nord. Zaciskającego Zęby). Obydwa zwierzaki miały mieć niesamowite rogi, wyróżniające je od innych przedstawicieli gatunku. Bodaj najsłynniejsze wyobrażenie tego pojazdu znajduje się na dachu browaru Carlsberg w Danii. Kiedy Thor wyruszał w drogę, za pożywienie służyły mu właśnie te dwa kozły. Zjadane na wieczór odradzały się (lub były wskrzeszane dzięki mocy Mjolnira) nazajutrz. Jedyne, czego Bóg Piorunów nie mógł zrobić, to przy posiłku złamać żadnej kości któregoś ze zwierzaków, gdyż te się nie regenerowały. Kiedy pewnego razu Thor i Loki gościli u ubogich ludzi, na kolację również podał swoje kozły. Następnego dnia, wskrzeszając je, zauważył, iż jeden z nich kuśtyka. Przyczyną okazała się złamana noga, przez syna gospodarzy, Thjálfiego, który chciał wyssać szpik z wnętrza. Za karę, by zrekompensować kalectwo kozła, dzieciak został giermkiem Thora i towarzyszył mu w jego dalszych przygodach.

Ostatnią rzeczą, a raczej miejscem, należącym do Thora jest pałac Bilskirnir (wedle jednej z wersji, tłumaczone jako Nagle Rozświetlony¸ co pasowałoby do posiadłości Boga Piorunów). Nie jest to co prawda przedmiot, ale uznałem, że warto wpleść go w ten temat, jako składnik majątku Boga Piorunów. To tu Thor mieszkał ze swoją żoną i dziećmi. Nieruchomość położona była w Asgardzie, w dzielnicy rejonie zwanym Thrudheim (Trudvang). Wielkością dorównywała innemu znanemu pałacowi, Walhalli. W Eddzie Prozaiczniej wspomniane jest, iż mieściło się w niej 540 komnat (co ciekawe, wspomniana z kolei Walhalla miała mieć równo 540 bram – obie liczby dzielą się przez 9, co też warto podkreślić). Pod względem pomieszczeń uznawany był za największy budynek we wszystkich światach. Niektórzy uważają, iż liczba mylnie została utożsamiona z Walhallą, gdyż to ósemka, a nie dziewiątka była przypisywana Thorowi, a jej potęga dawała 64, a nie 54. W serialu Gwiezdne Wrota pojawia się klasa statków o nazwie Bilskirnir właśnie, należących do rasy Asgardian.

Na dzisiaj kończymy temat, ale go nie wyczerpujemy. Thor na pewno nie raz powróci na blogu – chyba o żadnym innym Bogu nie dotrwało do naszych czasów tyle mitów, co o nim.

Kończąc, chciałbym tradycyjnie zaprosić do polubienia mojego profilu na Facebooku, a także do udostępniania moich artykułów, bym mógł dotrzeć do szerszego grona Czytelników. A jeśli jesteś w stanie wesprzeć mnie finansowo, zachęcam do zostania moim Patronem, wzorem Piotra Brachowicza.

piątek, 24 maja 2024

Nuckelavee

 

Źródło: https://www.worldanvil.com/w/cimmerian-shade/a/nuckalavee-article,
data odczytu: 24.05.2024


W wierzeniach z całego świata pojawiają się przerażające istoty. W niektórych przypadkach grozę wywołuje to, co potrafią zrobić ludziom. W innych, już sam widok przyprawia o dreszcze. Do tej drugiej grupy zaliczyć można demona zwanego Nuckelavee, który nawiedzał Orkady na północ od szkockiego wybrzeża, i to jemu poświęcimy sobie dzisiejszy temat.

Uważa się, iż początków legendy o Nuckelavee należy szukać w czasach najazdów wikingów, którzy gościli na Orkadach od początku IX wieku. Wcześniejsze, celtyckie wierzenia, wymieszały się z nowymi opowieściami ze Skandynawii. Być może jednym z elementów połączonych w nową istotę były celtyckie Kelpie.

Nuckelavee jest przede wszystkich istotą morską, atakuje wzdłuż wybrzeży, rzadziej zapuszcza się w głąb lądu, a zupełnie stroni od słodkich zbiorników wodnych. Dlatego też, podobnie jak w przypadku spotkań z innymi duchami, przekroczenie rzeki dawało gwarancję, iż demon nie będzie podążał za swoją ofiarą. Potrafił zatrzymać się przy brzegu, gdy padał deszcz – w taką pogodę odmawiał wyjścia na ląd. Jego wtargnięcie na suchy ląd powodowało więdnięcie roślin oraz szerzenie się zarazy wśród zwierząt oraz ludzi. W tym miejscu warto wspomnieć o innym koniu ze skandynawskich wierzeń, który miał pojawiać się przed wybuchem zarazy – Helheście. Sam Jakub Grimm wspominał, iż podczas epidemii w rejonie Szlezwizku gmin powiadał Hel jeździ na trójnogim koniu, niszcząc ludzi.

Imię miało oznaczać w miejscowym dialekcie Diabła Morskiego, czym oddaję naturę i nastawienie stworzenia wobec innych istot. Mieszkańcy Szetlandów nazywali go Mukkelevi. W ich języku pojawiało się także słowo Neugle, określające magicznego konia morskiego (być może etymologicznie wywodziło się z tego samego rdzenia, co Nuckelavee właśnie). Ciekawostką językową może być, iż w dawnych wiekach mieszkańcy Anglii nazywali diabła Old Nick (Stary Nick), a wszystkie te nazwy brzmią bardzo do siebie podobnie. Nazwa budzi także skojarzenia ze skandynawskich Nøkkiem, co by potwierdzało teorię o wpływach wikingów na uformowanie się Nuckelavee. Jego imię owiane było taką niesławą, że mieszkańcy Orkadów stronili od wymawiania go (Sam-Wiesz-Kto!) lub tuż po wypowiedzeniu, odmawiali modlitwę. Nuckelavee rozsierdzał się w szczególności, gdy czuł dym z palonych wodorostów. Takie prace wykonywano na Orkadach by pozyskać składniki do produkcji mydła czy szkła (popiół z morskich roślin jest bogaty w potas oraz sodę), a uważane były za obrazę dla Diabła Morskiego.

Źródło: https://aminoapps.com/c/atheist-amino/page/blog/the-nuckelavee/r01Q_LeZueu0zdv0wZlDWq4YpxoqPg121a6,
data odczytu: 24.05.2024


Tym razem, poznając nową mitologiczną istotę, zostawiłem jej opis na później. Wedle świadków, była to nieopisana, wypaczona, chodząca groza. Częściowo wyglądał jak upiorny koń, o płetwach, a nie kopytach, czym jeszcze można by przyrównać go do wielu magicznych stworzeń. Jednak co odróżniało go od innych gatunków i nadawało niepowtarzalny wygląd, to wyrastający z grzbietu męski tors z długimi ramionami sięgającymi do ziemi. Pozbawiony był za to ludzkich nóg. Mógł mieć olbrzymią głowę, o średnicy nawet trzech stóp, zwieńczoną świńskim ryjem. Z kolei koński łeb ma nienaturalnie szeroką paszczę z ostrymi zębami i to z niego wydobywał się trujący opar, który powodował chorobę i śmierć roślin, zwierząt, a nawet ludzi. Otwór gębowy może przypominać też ten u wielorybów, wypełniony fiszbinami. Nad tym pyskiem znajdowało się wielkie, pojedyncze oko. Całe ciało, zarówno część końska, jak i ludzka, pozbawiona jest skóry, tak że widać wszystkie mięśnie i ścięgna, które pulsują w nienaturalny sposób. Mało tego, z tkanek wypływa czarna ropa oraz krew.

W przeciwieństwie do innych stworzeń, jak Nøkki, które można było udobruchać, Nuckelavee był do szpiku kości zły i jego jedyną rolą było zatruwanie tego, co napotka. Osobiście, zastanawiam się, czy początkowi legendy nie dała jakaś krwawa ofiara z epoki wikingów, której świadkom wbiły się w pamięć obrazy obdartego ze skóry i wypatroszonego jeźdźca wraz z jego koniem… Taki widok mógł pozostać z obserwatorami na długie lata, powodując traumę, a z czasem, wraz z przekazywaniem tej opowieści, przerodzić się w omówionego dziś Diabła Morskiego z Orkadów.

Kończąc, chciałbym tradycyjnie zaprosić do polubienia mojego profilu na Facebooku, a także do udostępniania moich artykułów, bym mógł dotrzeć do szerszego grona Czytelników. A jeśli jesteś w stanie wesprzeć mnie finansowo, zachęcam do zostania moim Patronem, wzorem Piotra Brachowicza.


sobota, 11 maja 2024

Cynocefal

 

Źródło: https://pl.wikipedia.org/wiki/Cynocefal,
data odczytu: 11.05.2024

Źródła historyczne spisane przed wiekami nie raz mieszają chronologię wydarzeń, stopnie pokrewieństw władców, czy też prawdziwe osoby z fikcyjnymi postaciami. Często te opisy powstały na bazie zasłyszanych relacji od podróżników lub były ubarwiane przez autora. Jednym z takich przykładów jest udokumentowana przez starożytnych rasa Cynocefali, którą to właśnie dziś sobie omówimy.

W V wieku przed naszą erą grecki historyk Herodot z Halikarnasu wspominał Cynocefalach, rasie o ciele ludzi i głowie psa. Prawie sto lat później, inny grecki historyk, a także lekarz, Ktezjasz z Knidos, również opisał lud Cynocefali w swoim dziele O Indiach, umieszczając tę rasę właśnie na wschodzie. Twierdził, że w swoich plemionach są sprawiedliwi, tworzą struktury społeczne, ale nie znają wielu dobrodziejstw cywilizacji. Nie zajmują się rolą, a jedynie polowaniami. To, co pochwycą, suszą na słońcu, gdyż nie znają ognia. Mieli handlować zebranymi i upolowanymi dobrami z Hindusami, których to mowę rozumieją, ale nie potrafią się jej nauczyć. Ze swojej strony porozumiewali się szczekaniem, wyciem i gestami. W zamiast za dobra, dostawali broń i strzały do polowań. Do opisu Herodota Ktezjasz dodał również, iż posiadali oni psi ogon. Doniesienia potwierdzać miał również grecki podróżnik, Megastenes, który w III wieku przed naszą erą udał się w podróż do Indii. Sama nazwa Cynocefal pochodzi od greckiego wyrażenia κυνοκέφαλοι (kynokephaloi), które jest połączeniem dwóch słów – κύων (kyno), oznaczającego psa oraz κεφαλή (kephalē) oznaczającego głowę. Można więc spolszczyć całą nazwę na Psiogłowy. W tym miejscu warto zaznaczyć, iż Herodot opisał między innymi geografię, architekturę i kulturę ówczesnego mu Egiptu, tak więc zapewne znane mu było wyobrażenie Boga Anubisa, o głowie szakala.

Następne relacje pochodzą z dzieł Piliniusza Starszego (tego samego, który również w swej Historii Naturalnej opisał olbrzymiego morskiego potwora z mackami) i zostały spisane już w I wieku naszej ery. Ten rzymski historyk dopowiedział, iż Cynocefale porozumiewały się nie mową, a szczekaniem. Ich ojczyznę również umieszczał na terenach Indii, gdzie miały mieszkać w jaskiniach znajdujących się na górzystych terenach na północy kraju. Potrafili posługiwać się łukami, mieczami oraz włóczniami, a ubierali się w skóry zwierząt, które upolowali. Również w wierzeniach Saamów z dalekiej północy pojawiała się rasa Padnakjunne, która była człekokształtnymi istotami o głowie psów, zjadającymi ludzi.

Źródło: https://pl.m.wikipedia.org/wiki/Plik:Saint_christopher_cynocephalus.gif,
data odczytu: 11.05.2024


Źródła o Cynocefalach nie ograniczają się jednak do starożytności. W IX wieku Ratramnus, mnich z opactwa w Korbei (tereny państwa Franków) rozwinął temat Psiogłowych. Z jednej strony w jego czasach uważano, iż rasa ta była niebezpieczna, potrafiła ziać ogniem a także miała skłonności kanibalistyczne. Z drugiej jednak widział w nich istoty z duszami, które można było ochrzcić. Ponadto uważał, iż u zarania dziejów, tak samo jak ludzie, wywodzili się od biblijnego Adama. Argumentował w następujący sposób, iż mogą posiadać duszę. Otóż głowa człowieka wieńczy ludzkie ciało od góry, przez co jest bliższa niebu, niż głowa psa, który chodzi na czterech łapach. Stąd też, Cynocefale, mając głowę na ramionach, mają dusze (z tą logiką nie da się polemizować). Ponadto, powołując się na swego przedmówcę, z ust którego słyszał o tej rasie, uważał, że mogą być rozumnym gatunkiem, albowiem tworzą społeczeństwo, uprawiają rolę (w przeciwieństwie do Ktezjusza), a także noszą ubrania, czym bliżej im do ludzi.

Święty Augustyn z Hippony wchodził w polemikę z tą tezą, nie mogąc jednoznacznie stwierdzić, czy bliżej im do zwierząt, czy też do ludzi (ani czy w ogóle istnieją). Jednak przyznawał, iż jeśli ta druga wersja jest prawdziwa, to bez wątpienia pochodzili od Adama. Inne to źródło, to relacja słynnego podróżnika z Wenecji, Marco Polo, który przyrównywał przedstawicieli tego gatunku do mastifów z twarzy. Ów włoski kupiec również umieszczał ojczyznę Cynocefali w Indiach, jednak nie na samym półwyspie, a na archipelagu Andamanów, na Oceanie Indyjskim. Również XII-wieczny dominikanin, Wincenty z Beauvais, opisywał istotę o ciele człowieka i głowie psa. Twierdził, że Psiogłowy gdy jest spokojny, zachowuje się jak człek, jednak gdy wpada w złość, bliżej mu do zwierzęcia. Również Paweł Diakon, benedyktyński mnich, przywoływał historie, wedle których byli dzicy, niebezpieczni i pili ludzką krew. Angielski podróżnik, żyjący w XIV wieku Sir John Mandeville wspominał o nich w relacjach ze swoich podróży. Wedle niego był to pół dziki, niebezpieczny lud, który chodził praktycznie nagi, jednak posługiwał się bronią. Główne bóstwo w ich panteonie miało wyglądać jak złoty lub srebrny wół. Swoich wrogów mieli zjadać żywcem.

Z czasem oprócz anonimowych przedstawicieli ludu w dalekiej Azji przynależność do rasy Psiogłowych zaczęto przypisywać także i znanym jednostkom. I tak oto Cyncefalem miał być święty Merkuriusz, a także znany z breloczków i obrazków kierowców, święty Krzysztof. Ten ostatni miał urodzić z głową psa, a rodzice nadali mu imię Reprobus (łac. Odrzucony). O jego cynocefalskim pochodzeniu pisał wspomniany już Ratramnus. Wedle żyjącego w X wieku niemieckiego biskupa, Waltera ze Spreyer, Reprobus mieszkał wśród innych przedstawicieli swojej rasy w Kanaanie. Ten duchowny do opisu Psiogłowych dodał nadnaturalny wzrost oraz potwierdził szczekanie i zjadanie innych ludzi.  Jednak po ochrzczeniu jego głowa zamieniła się w ludzką i przyjął imię Krzysztof. Inna wersja mówi z kolei, iż urodził się jako bardzo przystojny mężczyzna. Chcąc w swym pokornym życiu uwolnić się od zalotnic, prosił Boga o oszpecenie i ten przemienił jego głowę w łeb psa. Z mniej znanych świętych, w kościele koptyjskim czczono dwóch, Ahrakasa oraz Auganiego, których jeszcze w XVIII wieku przedstawiano jako Cynocefali.

Przejdźmy teraz to relacji z dalszego wschodu. W pochodzącej z VII wieku chińskiej Księdze Liang, buddyjski mnich Hui Shen opisuje swoją podróż daleko na wschód za ocen (czyżby do Ameryki?), w której to spotkał ludzi o psich głowach. XIV-wieczny arabski podróżnik, Muhammad Ibn Battuta również przypisywał Psiogłowym, iż pochodzą z wysp gdzieś pomiędzy Indiami a Sumatrą. Nazywał ich Barahnakar. Twierdził, iż osobiście odwiedził ich plemię. Mieli mieszkać w domach z trzciny. Mężczyźni tej rasy mieli chodzić nadzy, z wyjątkiem pasa z zawieszonym u niego woreczkiem. Kobiety miały nie mieć psich pysków, a ludzkie twarze, a odziewać miały się w suknie z liści drzew. Mieli oswoić słonie, a na czele ich społeczeństwa stał król.

Być może wszystkie relacje o Cynocefalach były wymysły ludźmi, którzy chcieli ubarwić swoje przygody. Być może też zainspirowały ich spotkania ze zwierzętami, których wcześniej nie znali, jak pawiany czy makaki, które mają nieco inny, bardziej wydłużony kształt czaszki, niż ludzka. A być może też faktycznie spotkali przedstawicieli rasy, której próżno jest szukać we współczesnym nam świecie…

Kończąc, chciałbym tradycyjnie zaprosić do polubienia mojego profilu na Facebooku, a także do udostępniania moich artykułów, bym mógł dotrzeć do szerszego grona Czytelników. A jeśli jesteś w stanie wesprzeć mnie finansowo, zachęcam do zostania moim Patronem, wzorem Piotra Brachowicza.