piątek, 22 lipca 2022

Ataki wikingów na Wyspy Brytyjskie przed rokiem 793

 

Źródło: https://www.military-history.org/feature/the-myth-of-the-invincible-vikings.htm,
data odczytu: 21.07.2022


Przyjmuje się, że Epoka Wikingów zaczęła się dość gwałtownie, niczym apokaliptyczna zagłada, 8 czerwca 793 roku, kiedy to został złupiony klasztor na wyspie Lindisfarne, co zostało opisane w Kronice Anglosaskiej:

793 rok A.D. Tego roku nadeszły złowieszcze znaki nad ziemię Nortumbrii, przerażające ludzi najbardziej: Były to ogromne świetlne pioruny pędzące w powietrzu, trąby powietrzne i ogniste smoki lecące po firmamencie. Po tych strasznych znakach nastąpił wielki głód: niedługo później, szóstego dnia przed idami czerwcowymi tego samego roku, wstrząsające najazdy pogan dokonały zniszczeń w Kościele Bożym na Świętej Wyspie, plądrując i mordując[1].

Atak na Lindisfarne był najbardziej przerażającym i znanym przykładem napadu skandynawskich wojowników na angielskie ziemie. Był też najbardziej znaczący, ponieważ pierwszy raz złupiono chrześcijańską świątynie. Jednak dziś musimy umniejszyć jego znaczeniu, wskazując starcia, do których doszło przed tym symbolicznym początkiem Epoki Wikingów.

Wspomniana Kronika Anglosaska omawia inny atak, do którego doszło w 787 roku, a więc na kila lat wcześniej:

W tym roku król Beorhtric wziął sobie za żonę Edburge, córkę Offy. I za jego czasów przybyły trzy statki Ludzi Północy z krainy rabusiów. Urzędnik (ang. reeve) znalazł ich i miał odwieźć do miasta królewskiego, bowiem nie wiedział, kim są. I tam został zabity. To były pierwsze statki Duńczyków, które szukały ziemi narodu Angielskiego.

Przypuszcza się, że atak mógł mieć miejsce dwa lata później, niż jest wspomniane w kronice, kiedy wikińskie drakkary dopłynęły do wybrzeży Dorset oraz do wyspy Portland. Urzędnik miał nazywać się Beaduheard i liczył sobie ponad 30 wiosen. Prawdopodobnie piastował stanowisko w Dorchester. Usłyszawszy o przybyciu obcych miał wskoczyć na konia i wespół z kilkoma ludźmi udać się do portu. Pretekstem do jego zabicia rzekomo był rozkazujący ton, w jakim przemawiał do Skandynawów.

Wspomniany atak nie mógł być jedyny. W 792 roku, a więc ciągle rok przed atakiem na Lindisfarne, Offa, król Mercii i teść Beorhtrica wzywał w dekrecie mieszkańców Kentu do obrony przed pogańskimi ludami. Rozporządzenie to zwalniało także kościoły z podatku z jednym wyjątkiem – sytuacji, w której złoto potrzebne byłoby na sfinansowanie obrony przed najeźdźcami w wiosłowych statkach (a więc w drakkarach).

Kronika Anglosaska w dużej mierze skupia się na dziejach Wessexu, które wysuwa się przed inne angielskie królestwa. Być może to jest jeden z powodów, dlaczego tak mało wiemy o wikińskich atakach przed Lindisfarne – Dorset, Kent czy Nortumbria nie były wtedy jeszcze w kręgu zainteresowania kronikarzy, a inne lokalne dokumenty mogły nie dotrwać do naszych czasów, ulegając zniszczeniu nawet podczas skandynawskich najazdów.

To kolejne wydarzenia, tak jak opisane dzieje Yngvara Wysokiego, które nakazują zadać sobie pytanie, czy słusznie przyjmuje się atak na Lindisfarne jako początek Epoki Wikingów. Zostawiam Was, drodzy czytelnicy z tym pytaniem, tradycyjnie zapraszając do odwiedzenia mojej strony na Facebooku oraz do wsparcia mojej twórczości na profilu na Patronite. Nie mogłoby się oczywiście obyć bez podziękowań dla Piotra Brachowicza, który został pierwszym Patronem bloga.


[1] Wstęp do roku 793 w Kronice Anglosaskiej

piątek, 8 lipca 2022

Sigfred, Anulo i Reginfrid

Sigfred
Źródło: https://commons.wikimedia.org/wiki/File:Sigfred_-_Sigurd_-_Sigifridus_-_Sigfridus_%28dansk_konge,_%3F_-_777-798_-_%3F_%29.jpg, data odczytu 08.07.2022

W 810 roku prowadząc kampanię przeciw Frankom we Fryzji ginie duński król Godfred. Jego następca, Hemming, pospiesznie zawarł rozejm z Karolem Wielkim. Nowy władca nie nacieszył się królewskim tytułem zbyt długo, ponieważ już w 812 roku zmarł. W Danii rozgorzała walka o władzę. Jednym z pretendentów do tronu był Sigfred, brat lub kuzyn Hemminga (wiemy jedynie, że był bratankiem Godfreda).

O tron wystąpił jednak inny krewniak Godfreda, Anulo (zwany też Ale – zbieżność nazw do piwa jest przypadkowa). Jego imię podobne jest do zawartego w Beowulfie imienia Onel lub innego wariantu, Áli. Anulo był prawdopodobnie synem Halfdana, który złożył hołd Karolowi Wielkiemu w 807 roku, tak więc jego linia krwi również dawała mu prawa do królewskiego tytułu. A niestety w ludzkiej naturze jest chęć walki o władzę, która pchnęła tych dwóch krewnych przeciwko sobie.

Anulo
Źródło: https://en.wikipedia.org/wiki/Anulo,
data odczytu: 08.07.2022


Między krewnymi doszło do bitwy, w której miało zginąć, jak dokładnie podają kroniki frankijskie, 10 940 ludzi. Sam Sigfred pobił rekord swojego poprzednika i panował jeszcze krócej niż Hemming – nie minął nawet rok, gdy zginął w walnej bitwie nad brzegiem morza z Anulo... Tak samo, jak ten ostatni. Strona Anulo odniosła jednak zwycięstwo i na tronie obsadziła dwóch kolejnych braci lub kuzynów Hemminga, Reginfrida i Haralda Klaka. Prawdopodobnie cała trójka (wliczając w to zabitego Anulo) była zwolennikami pokoju z Frankami, co mogło być głównym punktem, w którym nie zgadzali się z innymi potomkami Godfreda, jak chociażby z Sigfredem. Widać potwierdzenie tego już w pierwszych działaniach Reginfrida i Haralda, którzy wysłali posłów do Karola Wielkiego w celu odnowienia pokoju i granic na rzece Eider oraz uwolnienia ich kolejnego brata, który był przetrzymywany jako zakładnik polityczny na frankijskim dworze. Prawdopodobnie ów brat, lub jak możemy się już domyśleć, być może kuzyn, także miał na imię Hemming. Niestety, Saxo Gramatyk jest nie jest tu zbyt pomocny i myli w swej kronice czasami stopnie pokrewieństwa w duńskich rodach, co przy powtarzających się imionach nie ułatwia sprawy.

Następny rok, 813, przyniósł jednak dalsze dynastyczne spory. Pięciu synów Godfreda, którzy przebywali w szwedzkiej Skanii, upomniało się o duński tron. Wykorzystali fakt, że Reginfrid i Harald udali się do południowej Norwegii by tłumić bunt w Vestfold i zajęli Jutlandię. Po powrocie braci, ku ich zdziwieniu, wygnali ich z kraju.

Rok później Reginfrid i Harald wrócili do Danii, próbując odzyskać władzę. Udało im się zabić jednego z synów Godfreda, jednak sam Reginfrid również poniósł śmierć, a Harald Klak zmuszony był uciekać. Legendy głoszą, że Reginfrid jakimś cudem uszedł z życiem, ale nie miał już ambicji by odzyskać tron i zajął się piractwem, jednak jest to mało prawdopodobne.

Co się tyczy Haralda Klaka, to wróci na strony mojego bloga, ponieważ odegrał w późniejszych latach większą rolę w walkach o tron Danii… Ale to już historia na inny dzień.

Tradycyjne podziękowania kieruję dla Piotra Brachowicza, za wspieranie mojego bloga. Jeśli również chcecie dołożyć swoją cegiełkę, zapraszam do odwiedzenia mojego profilu na Patronite. Zachęcam również do udostępniania linków do moich artykułów lub do odwiedzenia mojego profilu na Facebooku.

czwartek, 23 czerwca 2022

Polewik

 

Źródło: https://www.slawoslaw.pl/polewik-opiekun-pol-i-roli/,
data odczytu: 23.06.2022

Wśród Słowian była powszechna wiara w rożne istoty, bezpośrednio związane z poszczególnymi dziedzinami życia.  Jednym z głównych sposobów życia w danych wiekach była praca na roli. Nic więc dziwnego, że wiele duchów i stworów w wierzeniach naszych przodków zajmowało się tym, co związane z rolnictwem. Wśród nich można wymieniać omawianą kiedyś Południcę (której to poświęcony artykuł został zilustrowany przez Asię Gondek). Dziś omówimy sobie innego ducha, który był również istotny dla chłopów w ich codziennej pracy.

Polewik (znany też jako Polewoj, Żytni Dziad lub Polowy Diabeł na Ukrainie), bo o nim mowa, zamieszkiwał obsiane zbożem pola. Mieszkał wśród dojrzewających łanów i opiekował się nimi. Strzegł także zakopanych na polu skarbów. Ci, którzy go dostrzegli opowiadali o niskim sędziwym człowieczku, który miał skórę koloru ziemi a zamiast włosów i brody wyrastały mu kłosy zbóż. Takie owłosienie zmieniało kolor wraz z porami roku – od zielonego na wiosnę po złote w czasie żniw. Ich wzrost również się zmieniał – im wyższe było otaczające ich zboże, tym większe były one same, czym przypominały polną odmianę leszych (te leśne duchy były tak wysokie, jak otaczający je drzewostan). Nosił zazwyczaj białą koszulę. Na Wschodzie wierzono, że potrafi także przybierać postać dziecka ukazującego się wśród łanów, ptaka czy innego polnego zwierzęcia. Pod postacią człowieka mógł ciągle przejawiać zwierzęce cechy, dla przykładu, mieć rogi, skrzydła lub zwierzęce łapy miast dłoni. Często uważano go za męski odpowiednik Południc, jednak w przeciwieństwie do żeńskich demonów, były mniej wrogie wobec śmiertelników.

Nie znaczy to jednak, że nie trzeba było czuć przed nimi respektu albo nawet strachu. Jeśli spacerując w południe lub o zmierzchu po miedzy znalazł śpiącego a nie pracującego chłopa, mógł go w złości podduszać, kopać, deptać po jego żebrach lub zesłać chorobę. Potrafił się szczególnie rozsierdzić, jeśli człowiek był pijany – taka osoba mogła zostać wyprowadzana przez ducha na manowce (stąd prawdopodobnie pochodzi współczesne wyrażenie wyprowadzić kogoś w pole), a nawet postradać życie w konfrontacji ze stworem. Na Rusi przypisywano mu wynalezienie alkoholu, który następnie gubił jego ofiary. Zapewne miało to być przestrogą przed spożywaniem alkoholu podczas pracy, nieostrożnym zasypianiu w niebezpiecznych miejscach i o niebezpiecznych porach, kiedy to w południe żar słoneczny (lub Południca) mógł spowodować udar słoneczny albo też pod wieczór, gdy na drogach i polach wychodziło więcej dzikich zwierząt i zbójców. Wieczorami także można było nabawić się chory, jeśli w zimny wieczór ktoś zasnął na ziemi i przemarzł.

Źródło: https://brendan-noble.com/polewik-polevik-slavic-spirit-of-the-fields-slavic-mythology-saturday/,
data odczytu: 23.06.2022


Polewik, któremu ludzie nie zaszli na skórę, mógł być pomocny. Odprowadzał zagubione w polu dzieci lub bydło, które odeszło za daleko od pastwiska. Dbał o dobre zdrowie zboża lub chronił je przed gradem i wirami powietrznymi. Jeśli gospodarz był z nim w dobrych układach, burza mogła zniszczyć wszystkie pola dookoła, ale oszczędzić zboże człowieka, którego duch darzył sympatią. By przypodobać się Polewikowi można była zostać dla niego strawę na miedzy (w szczególności upodobały sobie kurze jajka). Warunek był jeden – nikt inny nie mógł tego widzieć ani o tym wiedzieć. W Przeciwnym wypadku stworek wpadał w nieuzasadnioną złość i zamiast pomagać, zaczynał szkodzić. Pod tym względem różnił się od Południcy, która nie była zbyt przekupna. Na terenach Białorusi zachowała się legenda, w której dwóch głodnych wędrowców napotkało Polewika. Poprosili go o jedzenie. Ten dał chleb, ale tylko jednemu z nich – temu, który miał na dłoniach odciski od ciężkiej pracy w polu.

Chrześcijaństwo starało się degradować znaczenie Polewników, przypisując im demoniczne moce i wrogą naturę wobec człowieka. W późniejszych wiekach straszono nimi dzieci, które nieostrożnie bawiły się w polu, zwłaszcza w trakcie żniw. Misjonarze dopisali im także nową genezę – miały to być anioły, strącone z Nieba za bunt przeciw Bogu.

Kiedy nastawał czas żniw trzeba było być szczególnie ostrożnym. Żytni Dziad uciekał przez kosą czy też sierpem chłopa, aż w końcu znajdywał schronienie w ostatnim łanach zboża. Taki snop, nazywany Diduchem należało ostrożnie i z należytym szacunkiem ściąć i zanieść do stodoły. Przenoszeniu kryjówki Polewika mogły towarzyszyć śpiewy i inne rytuały. Następnie snop stawiano w kącie i nikt nie mógł go dotknąć lub w inny sposób zakłócać zimowego snu duszka. Jeśli Polewik został obudzony w zimie, mógł w akcje zemsty zasypać pobliskie rowy śniegiem, tak, że niczego nieświadomy człowiek, myśląc, iż pod białym puchem jest dalej droga, zapadał się w nich. Niedopełnienie obowiązków z odpowiednim przechowaniem snopa zamieszkałego przez Żytniego Dziada mogło skutkować także tym, iż w następnym roku nikt nie zajmie się polem lub nawet ześle na nie nieurodzaj. Co ciekawe, taki ostatni snop Słowianie Wschodni nazywali brodą Wesela, boga zaświatów, który także mógł patronować bydłu, jak czynił to sam Polewik. Również zwierzęce elementy jego wyglądu, takie jak rogi czy ogon, mogą sugerować wcześniejsze, zapomniane więzi z bydłem. Czy zatem polne duchy były sługami Welesa, czy może też jego wizerunkiem, zdegradowanym przez chrześcijaństwo?

Na koniec tradycyjnie chciałbym podziękować Piotrowi Brachowiczowi za wspieranie moje twórczości. Jeśli i Ty chcesz grosza dać wikingowi, zapraszam na mój profil na Patronite. Możesz mnie wesprzeć także niefinansowo - jeśli podobał Ci się ten artykuł, udostępnij, bym mógł dotrzeć do większego grona czytelników. Ponadto zachęcam do odwiedzenia mojej strony na Facebooku

Dziś również ponawiam prośbę o wsparcia projektu Alana Gajewskiego, którego ilustracje pojawiały się na blogu. Jeśli lubicie komiksy, wikingów, kosmiczne klimaty lub wikingów (bo tych nigdy za wiele na moim blogu) to zachęcam do wsparcia projektu Alana na Kickstarterze.

piątek, 10 czerwca 2022

Atak na Lindisfarne

 

Źródło: https://navtur.pl/place/show/2153,zamek-lindisfarne,
data odczytu: 09.06.2022

793 rok A.D. Tego roku nadeszły złowieszcze znaki nad ziemię Nortumbrii, przerażające ludzi najbardziej: Były to ogromne świetlne pioruny pędzące w powietrzu, trąby powietrzne i ogniste smoki lecące po firmamencie. Po tych strasznych znakach nastąpił wielki głód: niedługo później, szóstego dnia przed idami czerwcowymi tego samego roku, wstrząsające najazdy pogan dokonały zniszczeń w Kościele Bożym na Świętej Wyspie, plądrując i mordując[1].

Te słowa opisują w Kronice Anglosaskiej pierwszy wikiński atak na chrześcijański klasztor w Anglii, który miał miejsce 8 czerwca 793 roku. Wcześniejsze najazdy miały miejsce w hrabstwach Dorset i Kent, jednak były wymierzone w miasta i porty. Rzeź w Lindisfarne stała się głośna, gdyż był to pierwszy udokumentowany atak na angielski obiekt sakralny.

Klasztor w Lindisfarne, nazywanym także Świętą Wyspą, został założone w 634 roku przez świętego Aidana, mnicha i biskupa, nazywanego Apostołem Nortumbrii. Miejsce nie zostało wybrane przypadkowo. Podobnie jak klasztor na Skellig Michael odosobniona wyspa miała sprzyjać duchowym przeżyciom, separując mnichów od pokus świata. Również współcześnie wyspa jest odcięta od lądu – można na nią dojechać groblą, która jest przejezdna tylko podczas odpływu. Przy zbliżającym się przypływie kierowcy ryzykują, że ich samochody pochłonie morze (wikingowie nie mieli tego problemu, ponieważ używali łodzi).

Po Aidanie jednym z kolejnych opatów klasztoru był św. Kutbert, którego też pierwotnie pochowano w opactwie w 698 roku. Napisane na jego cześć anonimowe dzieło Vita Sancti Cuthberti (łac. Żywot Świętego Kutberta) jest jednym z najstarszych, jak nie najstarszym, angielskim dokumentem opisującym czyjeś działania i cuda dokonywane za życia. Pierwsza egzemplarz miał powstać pod koniec VII wieku właśnie na Świętej Wyspie. Tu też powstały najstarsze zachowane do czasów współczesnych egzemplarze angielskich Ewangelii.

Źródło: https://www.nationalgeographic.com/history/article/140926-vikings-norse-raiding-berserkers-scandinavia-winroth,
data odczytu: 09.06.2022


Z czasem klasztor tracił na znaczeniu, jednak utrzymał się jako ważny ośrodek pielgrzymek i misyjny w północnej Anglii, która w tamtych czasach nie stanowiła jeszcze jednolitego tworu państwowego, a była podzielona pomiędzy kilka królestw. W przekonaniu mieszkańców Nortumbii stanowił serce nowej religii, gdyż to z tego miejsca chrystianizowana była ich kraina. Tym bardziej dotkliwe były wydarzenia, które miały miejsce w 793 roku. Alkuin, znany z dworu Karola Wielkiego mnich pochodzenia anglosaskiego, tak pisał o tych wydarzeniach w liście do Higbalda, biskupa Lindisfarne, któremu udało się uciec z rzezi[2]:

Nigdy wcześniej takie przerażenie nie pojawiło się w Brytanii, jak wtedy, gdy ucierpieliśmy przez pogańską rasę. Poganie przelali krew świętych wokół ołtarza i deptali ciała świętych w świątyni Boga, jak gnój na ulicy.

Atak zaskoczył mnichów. Rekonstrukcja wydarzeń wykazała, iż nawet w pogodny dzień statki można było dostrzec z wyspy z odległości 18 mil morskich. Dla wikińskich drakkarów to ponad godzina drogi, przy sprzyjającym wietrze. Jednak 8 czerwca 793 rok nie był słonecznym dniem, a silny wiatr ze wschodu pchał żagle smoczych łodzi z wielką siłą. Mnisi mogli mieć tylko kilkadziesiąt minut na zauważenie zagrożenia. Ponadto, nikt się nie spodziewał najazdu z drugiej strony Morza Północnego. Jak pisze Alkuin:

My i nasi ojcowie żyliśmy na tej dobrej ziemi od prawie trzystu pięćdziesięciu lat i nigdy wcześniej nie widziano takiego okrucieństwa w Brytanii, jakiego teraz doznaliśmy z rąk pogańskiego ludu. Taka wyprawa uważana była za niemożliwą. Kościół świętego Kutberta jest splamiony krwią kapłanów Boga, odarty z wszelkich ozdób, wystawiony na plądrowanie pogan – miejsce bardziej święte, niż każde inne w Brytanii.

Ci spośród mnichów, którzy nie zginęli, zostali skuci łańcuchami i wzięci w niewolę. Część została również zaciągnięta na pobliską plażę i tam utopiona. Jak już sugerowałem omawiając życie Karola Wielkiego, dopatruję się tu wypatrzenia rytuału chrztu i rzezi, jakiej dokonał król Franków w pobliżu Verden. Skarby z kościoła zrabowano, ołtarz i wiele innych przedmiotów zniszczono.

Zagadką jest, czy wikingowie, którzy najechali Lindisfarne pochodzili z Danii czy z Norwegii. Różne źródła przypisują zasługę innym nacjom. Za teorią, iż byli to Duńczycy przemawiać może fakt, że wcześniejsze ataki na Dorset i Kent dokonane miały być właśnie przez nich. Ponadto, jeśli by uznać teorię, iż topienie mnichów było zemstą za Verden, wikingowie z Danii mieliby lepszy motyw, by tego dokonać. Germański wódz Widukind chronił się na duńskim dworze i nawet poślubił córkę ich króla. Na pewno okrucieństwo, z jakim Frankowie chrystianizowali germańskie ziemię znane było na Półwyspie Jutlandzkim. Z drugiej strony Duńczycy już wcześniej handlowali w Portach Franków i Anglosasów, a jak wspomina Alkuin, wyprawa morskich rozbójników na Lindisfarne była wcześniej uważana za niemożliwą. Czy zatem mogli pochodzić z Norwegii i jako pierwsi z tej krainy dotrzeć i złupić wybrzeże brytyjskie? Istnieje jeszcze teoria spiskowa, wedle której to Karol Wielki zorganizował atak na Lindisfarne, by uargumentować swoje dalsze podboje we Fryzji, Germanii i Skandynawii, pokazując ludzi północy jako wielkie zagrożenie dla chrześcijaństwa. Nie zachowały się jednak żadne dokumenty świadczące, iż to Frankowie rzeczywiście przygotowywali ten atak. Osobiście skłaniam się do teorii, iż byli to Duńczycy, jednak żadne źródła nie dają stuprocentowej pewności.

Po zajęciu Yorku przez wikingów w 873 roku mnisi opuścili klasztor. W 875 roku kości świętego Kutberta zostały ostatecznie zabrane i przeniesione do katedry w Durham. Na wyspie pozostała jednak chrześcijańska społeczność, prawdopodobnie rybaków, gdyż miejscowy cmentarz ciągle był używany w X wieku, a pochówki dokonywane w duchu nowej wiary. Obecnie można podziwiać na Świętej Wyspie ruiny XVI-wiecznego zamku. W IX wieku powstał kamień upamiętniający tragiczne wydarzenia lata 793 roku. Przedstawia on siedmiu mężczyzn z mieczami i toporami – symboliczne wyobrażenie wikińskich najeźdźców. Druga strona kamienia przedstawia chrześcijańskie symbole i zapowiada Dzień Sądu u kresu świata. I tak zapewne wyglądała inwazja wikingów w oczach współczesnych im Anglosasów – jako zapowiedź i początek Czasów Ostatecznych.

Źródło: http://larryvienneauprints.blogspot.com/2018/06/the-raven-and-viking-raid-on-lindisfarne.html, data odczytu: 09.06.2022

Alkuin pisząc dalej do Higbalda dopatrywał się, iż przemoc mogła być karą za grzechy:

Jak bezpieczne są kościoły na Wyspach Brytyjskich jeśli święty Kutbert z wielką rzeszą świętych nie będzie bronił swoich? Albo to jest początek jeszcze większego [zdarzenia] albo grzechy tych, którzy tam żyją, sprowadziły to na nich.

Co ciekawe, niejaki Sigca 23 września 788 roku poprowadził grupę spiskowców i zabił króla Nortumbri, Ælfwalda. Ten sam Sigca miał targnąć się na swoje życie w lutym 793 roku a 23 kwietnia jego ciało zostało pochowane właśnie na wyspie Lindisfarne. Czy zatem pochówek królobójcy i samobójcy w jednej osobie w tym świętym miejscu ściągnął na Anglię Gniew Boży? A może chodziło mu o powtórkę z historii, gdyż prawie cztery wieki wcześniej to właśnie Anglosasi zajmowali brytyjskie ziemie, wypierając rdzennych mieszkańców, którzy przetrwali jeszcze wcześniejszy rzymski podbój?

Czy była to kara za grzechy, czy też zemsta za wcześniejsze niszczenie przez chrześcijan świętych miejsc poprzednich wierzeń, pozostawiam Wam do oceny. Alkuin miał jednak rację co do jednego – Lindisfarne był początkiem większego smutku, a wyprawy łupieżcze wikingów trwały na Wyspach Brytyjskich przez kolejne stulecia.

Na koniec tradycyjnie chciałbym podziękować Piotrowi Brachowiczowi za wspieranie moje twórczości. Jeśli i Ty chcesz grosza dać wikingowi, zapraszam na mój profil na Patronite. Możesz mnie wesprzeć także niefinansowo - jeśli podobał Ci się ten artykuł, udostępnij, bym mógł dotrzeć do większego grona czytelników. Ponadto zachęcam do odwiedzenia mojej strony na Facebooku

Dziś także nietypowo zachęcam do wsparcia projektu Alana Gajewskiego, którego ilustracje pojawiały się na blogu. Jeśli lubicie komiksy, wikingów, kosmiczne klimaty lub wikingów (bo tych nigdy za wiele na moim blogu to zachęcam do wsparcia projektu Alana na Kickstarterze


[1] Wstęp do roku 793 w Kronice Anglosaskiej.

[2]Where the Vikings once tread, https://timesofmalta.com/articles/view/Where-the-Vikings-once-tread.373824, data odczytu 09.06.2022

piątek, 27 maja 2022

Yngvar Wysoki

 

Źródło: https://sv.wikipedia.org/wiki/Yngvar_(Ynglinga%C3%A4tten),
data odczytu: 27.05.2022

Wyprawy plemion szwedzkich na drugą stronę Bałtyku zaczęły się w VII wieku. To stamtąd przybyli skandynawscy osadnicy, którzy zasiedlili miejscowość Grobiņa na terenach dzisiejszej Łotwy. Również inne nadbałtyckie kraje poznały, czy tego chciały czy nie, napływających z północy wikingów. Jednym z przywódców, który śmiało przeprawiał się przez nasze morze był Yngvar Eysteinsson i to jego historię sobie dziś omówimy.

Yngvar był synem szwedzkiego władcy Eysteina (szw. Östena), który panował na przełomie VI i VII wieku. Podczas jednej z uczt jego dwór został otoczony przez wojska najeźdźcy z Jutlandii (dzisiejsza Dania), Sölvego. Wszyscy biesiadnicy zginęli w płomieniach. Sölve domagał się, by Szwedzi uznali go za swojego nowego władcę, jednak ci nie chcieli oddać tronu komuś, kto tak brutalnie zabił ich króla wraz z całym otoczeniem. Jedenastodniowa rebelia zakończyła się jednak zwycięstwem najeźdźców.

Po pewnym czasie Szwedom udało się obalić uzurpatora i na tronie posadzili Yngvara, którego nie było w trakcie nieszczęsnej uczty. Yngvar już za młodu wsławił się jako wielki wojownik. Lud nadał mu przydomek Harra, co znaczy Wysoki. Po śmierci Sölvego prowadził walki z Jutlandią, a także z mieszkańcami wysp znajdującymi się u wybrzeży Estonii. Po zawarciu pokoju z pierwszymi mógł się całkowicie skupić na kampanii prowadzonej na wschodzie Bałtyku.

Podczas pewnego lata wyprawił się na wyspę zwaną Ozylia (dziś to estońska Sarema) zginął w walce z miejscowymi i tam też został pochowany. Prawdopodobnie tubylcy zgodzili się na pochówek jego i innych zabitych Szwedów.

Historycy otwierają się o lata życia Yngvara. Rozrzut jest dość duży i zahacza zarówno o VI jak i VIII wiek, obejmując niemożliwy do przeżycia okres 170 lat. Najczęściej pojawia się teza, iż urodził się około 615/616 roku, a zginął w okolicach lat 70. VII wieku. Nie jest wymieniane nawet we wszystkich źródłach. Jego pominięcie może świadczyć, iż był na półlegendarnym władcą. Nie ma także pewności co do jego przydomku, gdyż niektórzy uważają, że doszło do błędu i powinien nosić miano Siwy, a nie Wysoki. Jednak w każdej legendzie jest ziarno prawdy i czyjś żywot i osiągnięcia dały początek historii Yngvara.

Odkrycia archeologiczne pochówków i łodzi z wyspy Saremy potwierdzają, iż VII wiek był czasem ekspansji Szwedów na wschód. Swego czasu opisałem już Grobiņę, osadę leżącą niedaleko wybrzeża w Estonii. Historia Yngvara i pozostałości znalezione na pobliskiej wyspie tylko potwierdzają, iż wikingowie interesowali się wschodem Bałtyku już w VII wieku.

Na koniec tradycyjnie chciałbym podziękować Piotrowi Brachowiczowi za wspieranie mojego bloga. Jeśli i Ty chcesz dołożyć swoją cegiełkę do dalszego rozwoju strony - zapraszam na mój profil na Patronite. Możesz mnie wesprzeć także niefinansowo - jeśli podobał Ci się ten artykuł, udostępnij, bym mógł dotrzeć do większego grona czytelników. Ponadto zachęcam do odwiedzenia mojej strony na Facebooku.

piątek, 13 maja 2022

Grobiņa

 

Źródło: https://www.followthevikings.com/visit/grobina,
data odczytu: 13.05.2022

Epokę wikingów tradycyjnie rozpoczyna się od 793 roku, kiedy miał miejsce pierwszy udokumentowany atak Skandynawów na klasztor na Świętej Wyspie Lindisfarne. Moment ten wyznacza punkt w historii, kiedy zaczęły się zmasowane ataki na zachód Europy przez Duńczyków i Norwegów (a raczej przez nacje, które utworzą kiedyś te kraje – dla uproszczenia przyjmijmy jednak te nazwy). Szwedzi nie mieli otwartego wyjścia na Morze Północne czy Norweskie, jednak byli tak samo żądni przygód i kolonizacji dalekich ziem. Już w połowie VII wieku, a więc na kilkanaście dekad przed atakiem na Lindisdarne, zapuszczali się na wschodnie wybrzeże Bałtyku. Osady, które kiedyś utworzą dadzą początek Rusi.

Nad zachodzie Łotwy, nad rzeką Ālande leży miasteczko Grobiņa. Pierwsza wzmianka o tej liczącej niecałe 4000 mieszkańców miejscowości pochodzi z 854 roku. Jednak historia osady jest znacznie starsza i sięga około 650 roku. Na bazie wykopalisk ustalono, że to tu, nad brzegiem jeziora Liepāja powstało pierwsze osiedle. Połączenie zbiornika wodnego przez rzekę Ālande zapewniało dostęp statkom do Bałtyku.

Wykopaliska przeprowadzone na pierwszym odnalezionym średniowiecznym cmentarzu wykazały, że ludzie pochowani tam byli zgodnie ze skandynawskim obrządkiem. Niskie kurhany miały średnio 0,1-1,4 metra wysokości. Kopce zwieńczone były kamiennymi nagrobkami. Do dnia dzisiejszego zachował się tylko jeden, odnaleziony w 1987 roku. W grobach znaleziono między innymi miecze, włócznie, hełmy, resztki licznych drewnianych tarcz a także biżuterię broszki, pierścienie, bransolety, grzebienie, klucze i naczynia. Znaleziony nagrobek i obrączki wewnątrz grobów zawierają powtarzający się wizerunek dwóch kaczek, niektóre z nich stykały się dziobami – charakterystyczne ozdoby dla kultury znanej ze szwedzkiej Gotlandii. W XX wieku odnajdywano także inne miejsca pochówków – łącznie szacuje się, że mogło być ich ponad 3000 między VII a IX wiekiem. Przypuszcza się, że w jednym momencie liczebność osady nie przekraczała 300-500 mieszkańców.

Źródło: https://www.tripadvisor.com/LocationPhotos-g2346059-Grobina_Kurzeme_Region.html,
data odczytu: 13.05.2022


Pobliskie znaleziska wskazują, iż od początku powstania osady dochodziło do licznych potyczek z miejscowymi ludami. W 800 roku osada została zajęta przez Kurów (jedno z plemion bałtyckich). W 854 roku Duńczycy spróbowali przejąć Grobiņę, ale zostali pokonani przez Bałtów. W następnym roku szczęścia w przywróceniu kolonii spróbował szwedzki król Olof. Po serii potyczek tubylcy skapitulowali – późniejsze źródła przypisywały ten zwrot akcji modlitwom Olofa do chrześcijańskiego Boga. Ślady walk po tym wydarzeniu są już mniej liczne, co wskazuje, że Skandynawowie i Bałtowie mogli zacząć bardziej pokojowo współistnieć obok siebie. W tym samym czasie znaczenie Grobiņy na wschodnich szlakach handlowych zaczęło maleć na rzecz osady Truso (obecnie Janów pod Elblągiem) i Kaup (Mokowoje w Obwodzie Kalingradzkim).

W 2011 stanowisko archeologiczne w Grobiņie zostało nominowane do wpisania na listę informacyjną UNESCO, a sam wpis miał miejsce w 2017 roku. Dziś znajduje się tam rekonstrukcja osady i odbywają się festiwale wikingów. 

Ślady wypraw i walk Skandynawów na wschodnim wybrzeżu Bałtyku pozwalają postawić pytanie - czy słusznie 793 rok uważa się za początek epoki wikingów, skoro Ci wojowali ponad sto lat wcześniej?

Na koniec tradycyjnie chciałbym podziękować Piotrowi Brachowiczowi za wspieranie mojego bloga. Jeśli i Ty chcesz dołożyć swoją cegiełkę do dalszego rozwoju strony - zapraszam na mój profil na Patronite. Możesz mnie wesprzeć także niefinansowo - jeśli podobał Ci się ten artykuł, udostępnij, bym mógł dotrzeć do większego grona czytelników. Ponadto zachęcam do odwiedzenia mojej strony na Facebooku

sobota, 30 kwietnia 2022

Alp

 

Źródło: https://en.wikipedia.org/wiki/Alp_(folklore),
data odczytu: 30.04.2022

Noc budzi grozę. To co nieznane, skryte w ciemności, czego nie widać - potrafi przerażać. Godzina złodziei przypada na porę nocną. Tak samo godzina duchów. Nic więc dziwnego, że to właśnie wtedy wszystkie nadprzyrodzone istoty były najgroźniejsze. Dziś przybliżymy sobie jedno z takich stworzeń – znanego z germańskiej mitologii Alpa.

Alp miał wiele wspólnego z wampirami, gdyż jako i one wysysał krew ze swoich ofiar. Pojawiał się pod postacią mężczyzny (często ze zrośniętymi na środku brwiami) w pobliżu wiejskich zabudowań, najczęściej podczas pełni, czym z kolei bliżej mu było do wilkołaka. I tak jak likantrop, potrafił zmieniać swój wygląd, jednak nie ograniczyła się do jednego zwierzęcia – to mógł być pies, kot, ptak wąż a nawet motyl. Przybierał też postać mgły i mógł w ten sposób przecisnąć się przez szczelinę pod drzwiami czy dziurkę od klucza. Atakował przeważnie kobiety. Podczas spożywania krwi wprowadzał do ciała ofiary truciznę, która powodowała koszmary i paraliż senny. Następnego dnia taka osoba budziła się wyczerpana, mogąc jedynie pamięć przebłyski wydarzeń minionej nocy. Atakując kobiety potrafił także spijać mleko z ich piersi, a z sutków mężczyzn i dzieci krew. Mógł także plątać ludziom włosy nocną porą, tworząc kołtuny a także zsyłać na ludzi choroby i nieszczęścia.

Również zwierzęta w gospodarstwie nie mogły czuć się bezpieczny. Końskie grzywy mogły również zostać zasupłane, a same wierzchowce przez całą noc ujeżdżane, nawet do zajeżdżenia ich na śmierć. Jeśli wampir nie mógł spijać mleka od kobiety, zakradał się do obory. Krowy, które padły jego ofiarą nie dawały mleka lub dawały kwaśne.

Uważano, że Alpem może stać się niedawno zmarły krewny. Podatność na zostanie tymi potworami po śmierci miały dzieci, które urodziły się z owłosionymi dłońmi lub w czepku na głowie (czym bardzo przypominały kaszubskich òpi). Również noworodki,  które zmarły w trakcie porodu mogły powracać w ten sposób zza grobu. Niewskazane było również, by matka w połogu w bólach gryzła końską uprzęż – jej potomstwo również było narażone na przemianę w demona. Alpy mogły zostać nasłane na człowieka przez nieprzychylną wiedźmę. Oszukane lub przekupione potrafiły doprowadzić ofiarę do osoby, która nimi kierowała. Niektórzy mogli stawać się Alpami już za życia, zmieniając się w nie w nocy i normalnie funkcjonując za dnia, niczego nawet nie będąc świadomym. Taka osoba mogła zostać wyleczona, najczęściej przez znalezienie delikwenta, który rzucił na nią klątwę i przez który to czar następowała ta cykliczna przemiana.

Niektórzy uważali, że źródłem mocy potwora był jego biały kapelusz, zwany tarnkappe (niem. maskująca czapka). Nakrycie głowy czyniło jego właściciela niewidzialnym, jednak samo pozostawało widoczne. Po tym fakcie można było zauważyć zbliżające się zagrożenie – jeśli w powietrzu unosił się kapelusz, to znaczy, że Alp wyszedł na żer. Opowiadano, że stwory czasem gubiły swoje czapki – by je odzyskać, obiecywały mnóstwo złota temu, kto przyniesie im zgubę.

Co ciekawe, w starożytności, wśród germańskiego ludu Teutonów Alpy potrafiły być przyjazne. Niczym islandzkie elfy, znały się na magii i mogły pomóc ludziom. Zamieszkiwały odosobnione górzyste tereny i to właśnie z tymi regionami związane są pierwsze podania o nich. Najprawdopodobniej ten wizerunek uległ zniekształceniu w późniejszych wiekach, kiedy chrześcijańscy misjonarze degradowali wszystkie nadprzyrodzone istoty do rangi demonów. Kościół w obronie przed Alpami zalecał odmawianie nocnych modlitw. Również napisanie kredą imion Trzech Królów wraz z narysowaną sześcioramienną gwiazdą na drzwiach chroniło przed wdarciem się demona do wnętrza pomieszczenia. Innym wariantem była pięcioramienna gwiazda z imionami Eliasza i Henocha. Ludowymi sposobami ochrony było zostawianie światła na noc, kładzenie miotły pod poduszkę, zawieszanie podkowy na rogu łóżka, zatykanie dziurek od klucza, ustawianie butów przy łóżku noskami w stronę drzwi, a także spanie z lusterkiem na klatce piersiowej (na pewno poprawiało to komfort snu, zwłaszcza, jak się stłukło). Należy pamiętać, że dziurka do klucza musi zostać uszczelniona przed potencjalnym wejściem do sypialni – w przeciwnym razie potwór może zostać uwięziony w pomieszczeniu i powodować więcej szkód, gdyż może je opuścić tylko tym samym otworem, którym wszedł. Również pochowanie ludzkiego płodu lub zmarłego noworodka pod progiem drzwi mogło utworzyć magiczną barierę, której Alp nie mógł przekroczyć. Zwyczaj ten omówimy sobie szerzej przy słowiańskich Porońcach i Kłobukach. Najdziwniejszym sposobem na pozbycie się Alpa z otoczenia było oddanie moczu do nowej, czystej butelki i powieszenie jej w miejscu, w którym mogła być oświetlona przez promienie słoneczne, na trzy dni. Następnie, w całkowitym milczeniu, należało zanieść naczynie nad brzeg rzeki i rzucić je w nurt wody przez głowę, stojąc plecami do wody.

W bezpośredniej konfrontacji z Alpem, kiedy człowiek obudzi się ze stworem na sobie, można prosić go, by przestał i wrócił rano. Istota była przekupna, dlatego można było zaoferować następnego dnia jakiś prezent lub poczęstunek. Do pomocy może przyjść również drugi człowiek, który czuwa przy potencjalnej ofierze Alpa. Widząc atak potwora może starać się go zrzucić lub wetknąć do paszczy stwora cytrynę (co potrafiło odebrać im siły, albowiem prawdopodobnie były uczulone na cytrusy). Można także spróbować zabrać mu kapelusz – bez niego demon staje się bezradny.

Śladów po koszmarach, które nieodłącznie towarzyszyły atakom Alpa można szukać we współczesnym języku niemieckim. Słowo alptraum oznacza właśnie koszmar senny. Sam ucisk na klatkę piersiową przy paraliżu sennym nazywany jest alpdrücknacisk alpa. Samo słowo alp ma tą samą etymologię co angielskie elf, islandzkie alf, czy współczesne niemieckie elb – nic dziwnego, skoro pierwotnie te istoty były czasami przyjaznymi, posługującymi się magią, mieszkańcami górskich lasów.

Na koniec tradycyjnie chciałbym podziękować Piotrowi Brachowiczowi za wspieranie mojego bloga. Jeśli i Ty chcesz dołożyć swoją cegiełkę do dalszego rozwoju strony - zapraszam na mój profil na Patronite. Ponadto zachęcam do odwiedzenia mojej strony na Facebooku.

piątek, 15 kwietnia 2022

Dziewczyna z Egtved

 

Źródło: https://oldeuropeanculture.blogspot.com/2019/10/,
data odczytu: 14.04.2022

Omawiając wydarzenia historyczne najczęściej porusza się żywoty znanych osób, władców, czy osób, które odegrały kluczową rolę w danym wydarzeniu. Dziś omówimy sobie osobę, której imienia nikt nie zna, ale która stała się znana, dzięki odkryciu dokonanym nieco ponad sto lat temu.

W 1921 roku duński rolnik Peter Platz oczyszczał z głazów swoje pole, które znajdowało się nieopodal  miejscowości Egtved. Kamienie były czymś więcej, niż tylko pozostałościami po ostatnim zlodowaceniu. W trakcie prac natrafił na dębową trumnę, która została złożona do ziemi zgodnie z kierunkami wschód-zachód. Platz poinformował odpowiednie instytucje i następnie zapieczętowana trumna pod kierownictwem Thomasa Thomsena została przewieziona do Muzeum Narodowego w Kopenhadze. Tam pod okiem ekspertów ostrożnie ją otworzono, odkrywając szczątki dziewczyny w wieku 16-18 lat.

Zwłoki zawinięte były w skórę wołu i przykryte wełnianym kocem. Odziane były w luźną i krótką koszulę, która odsłaniała brzuch, z rękawami sięgającymi za łokcie oraz krótką spódniczkę ze sznurka sięgającą do kolan. Do wełnianego pasa przyczepiony był zdobiony dysk, a zań wsunięty grzebień wykonany z rogu. Wzory na ozdobie przypominają inne znaleziska z Danii i Szwecji, wskazując, iż ubierała się wedle regionalnej mody. Na rękach miała bransolety, a w uchu kolczyk. Nogi zaś owinięte były płótnem. Przy głowie dziewczyny umieszczono pudełko z brzozy, a w środku znajdowało się szydło, brązowa szpilka i siatka na włosy. U stóp dziewczyny złożono skremowane szczątki dziecka w wielku 5-6 lat. Badania wykazały, iż nie było spokrewnione z kobietą. Na trumnie złożono krwawnik pospolity, co może wskazywać, iż pochówek miał miejsce między lipcem a październikiem, kiedy to ta roślina kwitnie. Pozostałe złożone rośliny – kwitnąca od maja do czerwca woskownica europejska i kwitnąca od maja do lipca borówka brusznica zawężają ten przedział czasowy do początkowych dni lipca. Ponadto złożono do grobu wiadro pszenicznego piwa (na bazie pszenicy, żurawiny i lipy) oraz miód.

Odkrycie grobu wywołało sensację. Strój dziewczyny nie pasował do ówczesnej wiedzy o modzie w epoce brązu – wydawał się aż nadto skąpy i prowokujący. Kwaśna ziemia, charakterystyczna dla okolic Egtved, zakonserwowała pochówek na wiele stuleci, pozwalając nam na wgląd w zwyczaje pogrzebowe i ubiór z nordyckiej epoki brązu. Dalsze badania wykazały, iż dziewczyna w chwili śmierci miała 160 cm wzrostu, była szczupła, miała jasne włosy (długości ok. 23 cm) i starannie przycięte paznokcie. Pochówek datowany jest metodą dendrochronologiczną na 1370 rok p.n.e.

Źródło: https://www.livescience.com/65017-priestess-probably-not-world-traveler.html,
data odczytu: 14.04.2022

Badania zachowanych tkanek miękkich z 2019 roku wykazały, że dziewczyna pół roku przebywała w okolicy rzeki przepływającej niedaleko Egtved, a drugie pół roku spędzała na pobliskiej wyżynie. Prawdopodobnie taki tryb życia związany był z sezonowym wypasem trzody. Niektórzy badacze podważają te teorie, bazując na izotopach strontu pozyskanych z włosów dziewczyny, twierdząc iż pochodziła z innych stron – z ziem leżących na południu i znajdujących się obecnie na terenie Niemiec lub wręcz przeciwnie, na północy, we współczesnej Szwecji.

Dziś przy kurhanie nazywanym Storhøj stoi kamień pamiątkowy wskazujący miejsce znalezienia trumny. Obok wznosi się zrekonstruowany kopiec o średnicy 22 i wysokości 4 metrów. Nieopodal postawiono mały budynek muzeum z wystawą dedykowaną dziewczynie z Egtved. Znalezisko pokazuje, iż jedno przypadkowe nawet odkrycie może wywrócić całą wiedzę o danej epoce do góry nogami.

Na koniec tradycyjne podziękowania dla Piotra Brachowicza za wsparcie mojej twórczości. Jeśli i Ty chcesz pomóc w rozwoju bloga - zapraszam na mój profil na Patronite. Ponadto zachęcam do odwiedzenia mojej strony na Facebooku.

piątek, 1 kwietnia 2022

Hemming

 

Źródło: https://en.wikipedia.org/wiki/Hemming_of_Denmark#/media/File:Hemming,_konge_(810-812).jpg,
data odczytu: 01.04.2022

Na początku IX wieku królestwo Danii zaczęło bezpośrednio stykać się z terenami Karola Wielkiego, który podporządkował sobie tereny Sasów. Panujący wówczas król Godfred, nie czekając, aż kolejna kampania Franków dotknie jego domeny, zaatakował w 810 roku zajętą przez nich Fryzję. Pomimo kilku zwycięstwo kampania zakończyła się fiaskiem, gdy w tym samym roku duński król został zamordowany.

Następnie na tronie Danii zasiadł Hemming, syn Halfdana i bratanek zabitego władcy. Godfred miał co najmniej pięciu synów, w tym jednego tylko znanego historii z imienia, Horika. Nie wiadomo, dlaczego żaden z nich nie zasiadł po nim na tronie. Być może z powodu niepełnoletności lub złych relacji (jedną z teorią jaka krążyła wokół śmierci władcy było przekonanie, iż skrytobójca działał na zlecenie jednego z jego synów). Koniec końców w sukcesji zostali pominięci, a królem został ich kuzyn.

Jednym z pierwszym decyzji Hemminga jako króla było zawarcie rozejmu z sędziwym wtedy Karolem Wielkim.  W 807 roku ojciec Hemminga złożył Karolowi hołd. Być może akt ten stworzył podatny grunt do negocjacji trzy lata później. Władcy ustalili, że granica między Danią a państwem Franków będzie przebiegać wzdłuż rzeki Eider (obecnie na terenie Niemiec). Jest to dość znaczące osiągnięcie, biorąc pod uwagę, że Frankowie nie dyskutowali zbytnio ze swoimi sąsiadami, tylko z reguły podnosili na nich miecz. Przekonali się o tym zarówno Longobardowie, Baskowie jak i Sasi we wcześniejszych latach. Kroniki frankijskie zawierają dość szczegółowy opis tego wydarzenia. Początkowo rozejm został wymuszony przez surową zimę, która unieruchomiła obie armie i najprawdopodobniej ostudziła zapał do dalszej wojny.  Karola wielkiego reprezentowali niejaki hrabia Walach, syn Bernhalda, Burchard, Unroc, Uodo, Meginhard, Bernhard, Egbert, Theoteri, Abo, Osdag oraz Wigman. Ze strony duńskiej rozmowy prowadziło dwóch braci Hemminga, Hakon i Angantyr (zapisane jako Hankwin i Angandeo), a także szlachetnie urodzeni Osfrid Turdimulo, Warstein, Suomi, Urm, Osfrid syn Helgiego, Osfrid ze Skanii (strasznie dużo tych Osfridów!), Hebbi i Aowin.

Innymi znanymi krewnymi Hemminga byłi Harald, Reginold, Reginfrid i Sigfried. Harald i Sigfried z pewnością byli braćmi Hemminga. O pozostałych dwóch wiemy jedynie, że byli bratankami Godfreda. Mogli więc być albo braćmi albo kuzynami nowego króla. Reginold zginął w 808 roku, jeszcze za życia poprzedniego władcy, kiedy Duńczycy toczyli walki na ziemiach Obodrytów. O reszcie braci wspomnimy sobie w przyszłości.

Hemming nie nacieszył się zbyt długo władzą – zmarł zaledwie dwa lata później. Po jego śmierci o tron walczyło dwóch jego krewnych, Anulo oraz Sigfired. Śmierć Hemminga zapoczątkowała kilka lat wojny domowej w Danii. W krwawych starciach w 814 roku zginął Reginfrid, który obok Anulo i Sigfrieda, również rościł sobie sprawa do duńskiego tronu po śmierci swojego brata... Ale to już historia na inny dzień.

Kończąc chciałbym tradycyjnie podziękować Piotrowi Brachowiczowi za wspieranie mojej twórczości. Jeśli i Ty chcesz pomóc w rozwoju bloga - zapraszam na mój profil na Patronite. Ponadto zachęcam do odwiedzenia mojej strony na Facebooku.