piątek, 29 stycznia 2021

Mojry - Parki

 

Źródło: https://en.wikipedia.org/wiki/Moirai,
data odczytu: 29.01.2021

O losie wikingów decydowały trzy Norny. Życiem Słowian kierowały trzy Rodzanice, których opis jest lustrzano podobny do nordyckich bogiń. Nie były to jednak jedyne nacje, które wierzyły w trzy istoty tworzące przeznaczenie. Starożytni Grecy mieli również ich odpowiednik – Mojry.

Przypuszczam, iż większość z Was spotkała się już z opisem Mojr, bowiem Mitologia. Wierzenia i podania Greków i Rzymian Jana Parandowskiego jest szkolną lekturą, w przeciwieństwie do jakiejkolwiek książki o tematyce słowiańskich wierzeń. Przypomnijmy sobie więc kilka faktów o Mojrach. Po dwóch poprzednich tematach nie będzie chyba zaskoczenie, że były trzy bóstwa przeznaczenia o imionach Clotho (gr. Prządka), Lachesis (gr. Udzielająca) i Atropos (gr. Nieodwracalna). Ich odpowiednikiem u Rzymian były Parki – odpowiednio Nona (łac. Dziewiąta, jako że była patronką kobiet w dziewiątym miesiącu ciąży), Decima (łac. Dziesiąta, ponieważ była patronką porodu, który następował po dziewiątym miesiącu ciąży) i Morta (imię tej nie pochodzi od żadnego liczebnika – oznacza Umarłą). Niektórzy uważali, że były córkami Zeusa, władcy bogów oraz Temidy, bogini sprawiedliwości. Inna wersja podaje, iż są córkami Nyks, bogini nocy.

Każda z trzech bogiń pełniła inną funkcję, co bardzo mocno upodabnia je do słowiańskich Rodzanic. Najmłodsza Kloto, przędła nić życia każdej istoty. Lachesis decydowała, jaka ta nić będzie – czy prosta i szczęśliwa, czy też może zasupłana i pełna udręki. Z kolei najstarsza z sióstr, Atropos przecinała ją, wyznaczając moment śmierci człowieka. Te same funkcje pełniły Parki. Podobieństwo do słowiańskich i nordyckich wierzeń znaleźć można również w mocy Mojr. To, co przeznaczyły ludziom jest nieodwracalne i nawet bogowie nie mogli ingerować w zmianę losu. Jednak również Grecy wierzyli, że można było wpłynąć na decyzję Mojr o losie człowieka, obdarowując je odpowiednio przed narodzinami dziecka. By zapewnić przyszłemu dziecku jak najlepszy los panny młode obcinały rytualnie kosmyki swoich włosów i składały je w ofierze Mojrom. W przeciwieństwie do swoich północnych odpowiedników greckie boginie miały swoje świątynie, w których również składano im ofiary.

Źródło: http://moirailegal.ae/,
data odczytu: 29.01.2020

Podsumowując fakty z ostatnich tematów możemy stwierdzić, że od Grecji na południu kontynentu, przez Słowiańszczyznę aż po mroźną Skandynawię dawne ludy europejskie wierzyły w trzy boginie przeznaczenia. Zawsze były to kobiece bóstwa, najczęściej w różnym wieku. Atrybutami wszystkich były nici, krosna, wrzeciona, igły. Najmłodsza tworzyła nić życia, druga ją kształtowała, a trzecia przecinała i decydowała o śmierci. Ludzie starali się je przekupić darami, by zapewnić przychodzącemu na świat dziecku lepszy los. Jednak kiedy przeznaczenie zostało już określone, nie było od niego odwrotu.

Przechodząc do podsumowania można wysnuć tezę, iż wszystkie trzy odpowiedniki bóstw losu mają wspólne korzenie i pochodzą z praindoeuropejskich wierzeń, z których wyewoluowały późniejsze mitologie – grecka, rzymska, słowiańska i nordycka. Na moim blogu nie raz przytaczałem podobieństwa między wierzeniami różnych ludów. Dziś mogę już otwarcie powiedzieć, że różne mity to tak naprawdę lokalne wersje tych samych, przedwiecznych historii. W przyszłości będziemy tropić i omawiać sobie kolejne podobieństwa, kolejne wspólne elementy jednej wielkiej starożytnej układanki, jaką są wszystkie mitologie świata.

piątek, 15 stycznia 2021

Rodzanice

 

Źródło:https://slowianowierstwo.wordpress.com/2015/01/14/rodzanice/,
data odczytu: 17.01.2020

Ostatnim razem omówiliśmy sobie Norny, nordyckie boginie przeznaczenia. Wikingowie byli fatalistami – wierzyli, że to co im pisane, jest nieuchronne. Pogląd ten był również obecny w innych kulturach, także wśród naszych przodków. Słowianie bowiem mieli swój własny odpowiednik Norn – Rodzanice.

Były trzy główne Rodzanice, chociaż niektóre źródła wymieniają również inną liczbę – od jednej aż po dziewięć. Ich zadaniem było przędzenie nici ludzkiego życia – im dłuższa nić, tym dłuższe życie człeka. Tak więc zarówno ich liczba, jak i sposób kształtowania losu śmiertelników odpowiada wyobrażeniu nordyckich Norn. Wyobrażono sobie je różnie – od młodych niewiast po dobroduszne staruszki. Czasami każda z nich była w innym wieku; jedna to młoda dziewczyna, druga to dojrzała kobieta, trzecia to sędziwa matrona. Również i ten aspekt jest lustrzano podobny do Norn, wśród których każda wedle wieku zajmowała się innym aspektem czasu - Urðr była odpowiedzialna za przeszłość, Verðandi za teraźniejszość, a Skuld za przyszłość. Trzy rodzanice nosiły szaty w różnych kolorach – dwie najmłodsze miały czerwone i niebieskie odzienie, a więc wyraźne i żywe kolory młodości, natomiast najstarsza zawsze pojawiała się w bieli, która w zamierzchłych czasach była kolorem starości i śmierci. Mogły też pełnić różne role przy wyznaczaniu długości i poziomu życia nowonarodzonego dziecka. Pierwsza z nich przygotowywała nić, druga mówiła, jak ta nić życia ma przebiegać, a trzecia przecinała ją, wyznaczając kres ziemskiej egzystencji.

Wśród południowych Słowian zwane były także Sudiczkami, od słowa sud czyli sąd. Polskie miano ma tą samą etymologię co słowo rodzić, gdyż pojawiały się trzy noce po narodzinach dziecka (wedle innych wersji mogła to być pierwsza, siódma albo dziesiąta noc po przyjściu na świat) i sądziły, jaki los będzie mu pisany. Ponadto Rodzanicom były poświęcane włosy ścięte podczas postrzyżyn, czyli rytualnego ostrzyżenia dziecka, które kończyło siódmy rok życia[1].

Źródło: https://bogowieslowianscy.pl/rodzanice/,
data odczytu: 13.01.2021

By ubłagać Rodzanice o lepszy los dla potomka zostawiano im ofiarny posiłek. Posiłek był bardziej obfity niż owsianka, którą przygotowywali wikingowie, bowiem mógł to być chleb, mięso, sól, miód, wino, ser, kasza, zioła a także przedmioty codziennego użytku takie jak nici czy chustki.

W XIII wieku Rudolf, mnich z Zakonu Cystersów, opisał różne wierzenia słowiańskie, które pomimo chrystianizacji przetrwały do jego czasów. Opisał między innymi Rodzanice[2]:

[Słowianie] składają ofiary owym trzem siostrom, które poganie nazywają Clotho, Lachesis i Atropos, aby im użyczały bogactwa.

Przytoczone przez zakonnika imiona nie brzmią słowiańsko. Warto jednak zaznaczyć, że Rudolf, jako piśmienny chrześcijanin, musiał znać starożytne źródła. Dlatego przypisał Rodzanicom imiona Mojr z mitologii greckiej, które są im podobne tak samo, jak nordyckie Norny… I to właśnie o Mojrach opowiemy sobie następnym razem, a jednocześnie porównamy i podsumujemy wszystkie trzy wersje bogiń przeznaczenia.


[1] Już po publikacji artykułu dwie czytelniczki zwróciły mi uwagę, iż nawet pod koniec XX wieku ciągle istniał zwyczaj zachowywania na piątkę pierwszego pukla ściętych włosów - być może był to nikły ślad po przedchrześcijańskich wierzeniach.

[2] Bestiariusz Słowiański, Paweł Zych, Witold Vargas, Wydawnictwo BOSZ, Olszanica 2016, s. 154.


piątek, 1 stycznia 2021

Norny

 

Źródło: https://www.maier-files.com/the-norns-in-old-norse-mythology/,
data odczytu: 31.12.2020

Ludzkość od zawsze zadawała sobie pytanie, czy sama decyduje o swoim istnieniu, czy może jej los jest z góry przesądzony. W zależności  od religii człowiek albo miał własną wolę, albo jego życiem kierowało przeznaczenie. U wikingów wszystko zostało przesądzone już u zarania dziejów – nawet los bogów i koniec świata. O losie śmiertelników w Skandynawii decydowały Norny – boginie przeznaczenia.

Siedziba Norn znajdowała się w pobliżu największego z korzeni Yggdrasila – drzewa świata. Z imienia wymieniane są trzy dziewice, które prawdopodobnie były olbrzymkami. Powszechnie się przyjmuje, iż Urðr była odpowiedzialna za przeszłość, Verðandi za teraźniejszość, a Skuld za przyszłość. Jednym z obowiązków trzech bogiń było podlewanie Wielkiego Jesionu wodą z Urðarbrunnr (nord. Źródło Urðr), by zapobiec jego uschnięciu. Woda w źródle jest tak czysta i święta, że każdy włożony do niej przedmiot staje się śnieżnobiały, niezależnie jak ciemną barwę miał wcześniej. Rośliny wokół tego miejsca są wiecznie zielone, a po tafli pływają dwa białe łabędzie, od których mają pochodzić wszystkie ptaki tej rasy żyjące w Midgardzie. Jednak to nie prace ogrodnicze przy Yggdrasilu są głównym zajęciem Norn. Trzy boginie decydują o losie każdego człowieka. Towarzyszyły każdemu od jego narodzin do chwili śmierci. Decydowały, co spotka człeka, przędąc nić jego życia – kiedy przecinały nić, kończyły egzystencję danej osoby i odsyłały ją do zaświatów. Od wyznaczonego przez Norny losu nie dało się uciec ani go zmienić.

Snorri Sturluson wspominał, iż istniało więcej Norn – decydowały o żywotach także innych istot – elfów, olbrzymów a nawet bogów. Przykładowo, boginie odpowiadają za los krasnoludów zwane są w Eddzie Starszej Córami Dvalina. Istniało przekonanie, że nici przeznaczenia były tkane w zależności od osobowości danej Norny. Jeśli dana bogini była dobra o łagodnym usposobieniu, zapewniała długie i spokojne życie człowiekowi, za którego los odpowiadała. Natomiast złe i złośliwe Norny lubiły wplatać w ludzką egzystencję ból, choroby i problemy. Istnieje dużo podobieństwo bogiń przeznaczenia do wojowniczych Walkirii, których starsze wyobrażenia przedstawiały niczym demony śmierci. Przędły nici z ludzkich jelit, na krosnach zbudowanych z czaszek i kości. Nornom, nad ich źródłem towarzyszyły dwa łabędzie, natomiast Walkiriom przypisywano możliwość przemiany właśnie w te ptaki. Z czasem jednak wizerunek Walkirii jako tkaczek uległ zmianie, a boskie wojowniczki stały się jeźdźcami przemierzającymi pobojowiska i zabierającymi dusze poległych w zaświaty. Norny natomiast pozostały przy Urðarbrunnr, zsyłając na ludzi szczęśliwe chwile i tragedie.

Źródło: https://www.redbubble.com/i/ipad-skin/The-Norns-by-Ania-Art/36591660.MHP6F,
data odczytu: 31.12.2020

Wiara w boginie przeznaczenia przetrwała chrystianizację krajów nordyckich. W norweskiej miejscowości Borgund, w kościele klepkowym, zachował się zapis runiczny o treści:

 Þórir reist rúnar þessar þann Ólausmessaptan, [e]r han fór hér um. Bæði gerðu Nornir vel ok illa, mikla mœði. skôpuðu þær mér.

A w tłumaczeniu:

Þórir wyrył te runy w wigilię mszy [w dzień świętego] Olausa (Olafa), kiedy przechodził obok. Norny odmierzają dobro i zło. Mi dały wielką udrękę.

Co ciekawe, to nie jedyne powiązanie Norn z chrześcijańską wiarą. Również sam Snorri Sturluson, powołując się na X-wiecznego skalda, Eilífra Goðrúnarsona, pisał[1]:

Hafreiðar var hlœðir hlunns í skírnar brunni Hvíta-Krists sá er hæsta hoddsviptir fekk giptu.

Setbergs—kveða sitja suðr at Urðar brunni— svá hefir ramr konungr remðan Róms banda sik lǫndum.

Hvernig skal Krist kenna? Svá at kalla hann skapara himins ok jarða‹r›, engla ok sólar, stýranda heimsins ok himinríkis ok engla, konung himna ok sólar ok engla ok Jórsala ok Jórdánar ok Griklands, ráðandi postola ok heilagra manna. Forn skáld hafa kent hann við Urðar brunn ok Róm, sem kvað Eilífr Guðrúnarson:

 […]

Máttr er munka dróttins mestr; aflar guð flestu. Kristr skóp ríkr ok reisti Rúms hǫll verǫld alla.

Oraz w tłumaczeniu:

Pstrągi morskie (kenning określający wikingów) ochrzczono w studniach, oświecono najwyższą łaską Chrystusa Białego.

Tron Jego znajduje się na południe od Źródła Urðr. Tak swe rządy Król Krainy Rzymu potwierdził w górskich krainach bogów-olbrzymów.

Jak należy postrzegać Chrystusa? A więc Stwórca Nieba i Ziemi, Aniołów i Słońca, Władcą Świata i Królestwa Niebieskiego, Jerozolimy, Jordanii i Grecji, Nauczycielem Apostołów i Świętych. Starożytni skaldowie pisali o Nim przy metaforach Studni Urðr i Rzymu, jak śpiewał Eilífr Goðrúnarson:

[…]

Król Mnichów jest największy, najpotężniejszy, bowiem Bóg rządzi wszystkim. Moc Chrystusa odmieniła ziemię i uczyniła Rzym na całym świecie.

Pomimo iż Norny były boskimi istotami, nie zachowało się żadne świadectwo mówiące o czczeniu ich czy modleniu się do nich. Być może wikingowie, pewni swojego nieodwracalnego przeznaczenia, nie widzieli sensu w rytuałach poświęconych kapryśnym bóstwom losu. Jedynym wyjątkiem była ofiara przyrządzana dla Norn w momencie narodzin dziecka, nazywana nornagrautr (nord. Owsianką Norn)[2]. Po tym, jak boginie utkały nić przeznaczenia dla noworodka, nie było już sensu niczym ich przekupywać, bowiem przeznaczenia nie było się w stanie zmienić.

Współcześnie w Skandynawii ciągle można spotkać Norny. Odmiana storczyków, o łacińskiej nazwie calypso bul bosa, która występuje w między innymi w Norwegii oraz Szwecji, jest nazywana potocznie Norne.

Źródło: https://pl.wikipedia.org/wiki/Calypso_bulbosa,
data odczytu: 31.12.2020

Poznając bliżej postaci Norn można ulec wrażeniu, iż gdzieś spotkaliśmy się już z podobnymi istotami. Nie da się ukryć porównania do szekspirowskiego Makbeta i trzech czarownic, które przepowiadały przyszłość i los głównego bohatera. Ale czy tylko? Za dwa tygodnie omówimy sobie inne, podobne bóstwa, tym razem z naszych słowiańskich stron.


[1] Skaldskaparmál, Snorri Sturluson, strofy 267-269.

[2] Food Culture In Scandinavia, Henry Notaker, Greenwood, 2008, s. 23.

piątek, 18 grudnia 2020

Nisse


Źródło: https://medium.com/@petrusdeandrada/o-nisse-o-duende-noruegu%C3%AAs-aa25eabe7f5c,
data odczytu: 17.12.2020

Jakiś czas temu opisałem słowiańskie domowoje. Były to dobre duchy domu (dobre tak długo, jak długo były dobrze traktowane), które opiekowały się gospodarstwem. Jednak nie tylko nasi przodkowie posiadali swoich patronów. Podobne istoty istniały w skandynawskim folklorze. Duńczycy i Norwegowie nazywają je nisse a Szwedzi znają je pod nazwą tomte. Inne mniej popularne imiona, pod jakimi znane są w różnych regionach Skandynawii, to gardvord, husnisse, tomtebonde, tufte, tuftekall, tunkall, rudkall, tonttu oraz wiele, wiele innych…

Podobnie jak swoi słowiańscy kuzyni nisse były niskimi, krępymi istotami o siwych brodach. Na głowach nosiły czerwone czapki. Ich rola w świecie śmiertelników była również podobna. W zamian za pozostawioną na noc strawę zajmowały się obejściem. I podobnie jak domowoje, głodne i rozczarowane zachowaniem ludzi, psuły rzeczy i robiły na złość. Wierzono, że dawno zmarły pierwszy gospodarz domu może stać się nisse i strzec swojego majątku nawet po śmierci (czyż nie jest to kolejny element wspólny z domowojem?). Stąd też wywodzi się ich inne określenie – gardvord czyli strażnik obejścia (nord. Garðvǫrðri). Samo słowo nisse pochodzi prawdopodobnie ze staronordyckiego niðsi, którym pierwotnie określało się krewnych. Idąc dalej tym tropem, wszystkie pozostałe imiona są mniej lub bardziej związane z domostwem, bądź z rodziną. I tak tomte to domownik, tontu wywodzi się z fińskiego słowa tontti, czyli działka/grunt, a tunkall można przetłumaczyć jako przyjaciel podwórka.

Oprócz czerwonej czapki nisse nosiły na sobie wełniane tuniki przepasane pasem, najczęściej koloru szarego. Podobnie jak domowoj, potrafił czasem przybierać formy innych istot. Nissego można było odróżnić od karła po kocich oczach, które świeciły w ciemności.

Źródło: https://findaswede.com/traditional-swedish-christmas-food/,
data odczytu: 17.12.2020


Oprócz strawy, którą zostawiało się dla nissego na noc, ważne było także zachowanie gospodarzy. Duszek był szczególnie drażliwy na przeklinanie w obrębie domostwa, oddawanie moczu pod ścianami gospodarstwa albo wylewanie napojów czy rzucanie jedzenia na podłogę. W akcie złości mógł uderzyć niedobrego człowieka w ciemności, zniszczyć rzeczy czy w inny sposób robić na złość. Wyprowadzony z równowagi nisse mógł nawet zabić człowieka – do tak drastycznych czynów posuwały skrzaty, które widziały jak ludzie znęcają się nad zwierzętami. Z kolei zadowolony nisse dbał o zdrowie gospodarzy, czystość w domu i stodole, a także potrafił przynosić różne drobne rzeczy od nielubianego sąsiada (i znów te domowoje!). A jak można je było zadowolić? Podać sowitą owsiankę, tzw. julegrøt, najlepiej tłustą, z dodatkiem masła – było to obowiązkowe danie, zwłaszcza w noc przesilenia zimowego, czyli w Jul (Yule).

Nisse przetrwały chrystianizację Skandynawii. Można w nich dopatrywać się pierwowzorów krasnoludków (czerwona czapka i długa broda) oraz bożonarodzeniowych elfów. Duszki przedstawiane są obecnie w Skandynawii jako pomocnicy Świętego Mikołaja (stąd też jego różne imiona – Niels, Nicholas, Julenissen). Obecnie także skandynawskie imię Nils jest zdrabnieniem do formy Nisse. Nie da się również ukryć podobieństwa Nisse to wszelakiej maści krasnali ogrodowych. Nazwa tomte stała się również określeniem pracowitego człowieka, który dba o swój dom a także osób, które bezinteresownie, niekiedy potajemnie, pomagają innym.

Gdzie je najłatwiej obecnie spotkać? Na przykład na bożonarodzeniowych promocjach w różnych sklepach:

 

Źródło: https://undershop.pl/ozdoby-wiszace/17050-recznie-robiony-szwedzki-wypchane-zabawki-santa-lalki-gnome-skandynawski-tomte-nordic-nisse-sockerbit-karzel-elf-ozdoby-do-domu.html, data odczytu: 17.12.2020

piątek, 4 grudnia 2020

Jólakötturinn

 

Źródło: https://laughingsquid.com/jolakotturinn-yule-cat-icelandic-legend/,
data odczytu: 04.12.2020

Święta to magiczne chwile dla wielu. To czas obdarowywania bliskich prezentami, zwierząt, które w Wigilię przemawiają ludzkim głosem, ubierania choinki... A także czas, w którym można zostać zjedzonym przez ogromnego i upiornego kota… Przynajmniej według Islandczyków. Dziś chciałbym przybliżyć na blogu opis tej bestii – przed Wami Jólakötturinn.

Jólakötturinn (Jólaköttinn), czyli tłumacząc Julowy Kot (Yule to nordycka nazwa święta przesilenia zimowego, a także współczesne określenie Bożego Narodzenia w krajach skandynawskich), to zwierzę należące do Grýli, złowrogiej trollicy lub  czarownicy z islandzkiego folkloru. Co roku w najdłuższą noc kot wielki jak dom wyruszał na łowy ze swojej górskiej kryjówki i zjadał tych, którzy w ciągu minionego roku nie dostali nowego ubrania (przeto pamiętajcie – ciepłe skarpety muszą obowiązkowo znaleźć się w prezentach dla Waszych bliskich!). Dlaczego akurat kryterium ubioru decydowało o dostaniu się do jadłospisu Jólakötturinna? By lepiej to zrozumieć, musimy wyobrazić sobie surowy tryb życia osadników na Islandii. Ta wulkaniczna wyspa położona jest na środku oceanu gdzieś na krańcu znanego świata, smagana silnymi wiatrami i cechująca się niskimi temperaturami północnego klimatu. Do tego małe zadrzewienie wyspy, lodowce i aktywne wulkany. Nie brzmi to jak ciepły i przytulny kurort, a jednak od wielu stuleci jest nieprzerwanie zamieszkana. Jednym z podstaw islandzkiej gospodarki na przestrzeni wieków była hodowla owiec, zarówno na mięso jak i ze względu na wełnę, z której następnie wytwarzano ubrania. I to właśnie ciepłe odzienie pozwalało między innymi przetrwać w nieprzyjaznym arktycznym klimacie. Wyprodukowanie nowych ubrań było więc jednym z elementów przygotowania się do nadchodzącej długiej i ciemnej zimy. Tak więc groźba zjedzenia przez Jólakötturinna miała motywować do pracy, zwłaszcza przy produkcji odzieży. Hodowcy mobilizowali w ten sposób swoich pracowników – ci z nich, którzy spisali się przy wypasie owiec, ich strzyżeniu, oraz przetwarzaniu wełny na koniec sezonu dostawali od pracodawcy nowe ubranie. Z czasem islandzcy rodzice również zaczęli straszyć leniwe dzieci wizją zjedzenia przez olbrzymiego kota. Jedynym wybawieniem było bycie grzecznym i pracowitym przez cały rok, by zasłużyć na nowe odzienie (i tym samym na życie poza żołądkiem Jólakötturinna).

Źródło : https://society6.com/product/yule-cat1798947_print,
data odczytu: 04.12.2020

Islandzki poeta, Jóhannes úr Kötlum, napisał w 1932 roku wiersz poświęcony Jólakötturinnowi. Poniżej znajdziecie moje tłumaczenie z islandzkiego na polski[1]:

Znacie Julowego Kota
- Kot ten jest zaprawdę ogromny.
Ludzie nie wiedzą skąd pochodzi,
ani dokąd odchodzi.

Otworzył szeroko swoje oczy,
oba świecące jasno.
Tylko dzielny człek
potrafił w nie spojrzeć.

Jego wąsy były ostre jak kolce,
grzbiet wygięty wysoko.
A pazury jego włochatych łap
były przerażające.

Machał swoim potężnym ogonem,
skakał, drapał, syczał.
Czasem w dolinie,
czasem na wybrzeżu.

Włóczył się do późna, głodny i zły,
w marznącym Julowym śniegu.
Trwożyły się serca
w każdym mieście.

Kto usłyszał okropne miauczenie,
temu przydarzało się coś złego.
Każdy wiedział, że on poluje na ludzi,
a nie na myszy.

Wybierał bardzo biednych,
tych, co nie dostali nowych ubrań.
Tych, co w Jul żebrali,
i byli w potrzebie.

Tym zabierał od razu,
całe świąteczne jedzenie.
I zjadłby ich także od razu,
gdyby mógł.

Dlatego właśnie kobiety
przędły na kołowrotkach.
Robiły kolorowe włókna
na sukienki i skarpety.

By Kot nie mógł przyjść
i porywać małych dzieci,
[dzieci] musiały zdobyć ubrania
każdego roku od dorosłych.

A kiedy nastawał Julowy Wieczór,
i Kot zaglądał do środka domów,
dzieci stały cicho i spokojnie,
w nowych ubraniach.

Niektóre miały nowe fartuszki,
inne nowe buciki,
lub jeszcze coś innego, potrzebnego
- cokolwiek nowego wystarczało.

Dlatego [Kot] nie mógł ich zjeść,
bo każde miało coś nowego,
więc zasyczał potwornie
i uciekł.

Czy on jeszcze istnieje, tego nie wiem.
Ale jego wizyta byłaby daremna,
gdyby wszyscy następnym razem
mieli nowe ubrania.

Teraz może pomyślisz o dzieciach,
które potrzebują pomocy.
Być może znasz dzieci,
które nic nie mają.

Być może szukanie tych,
którzy żyją w świecie bez nadziei,
uszczęśliwi Cię
i zapewni Wesołe Jul.

Przytoczony utwór ma jeszcze jedno przesłanie. Nie tylko pracowitość może uratować przed Julowym Kotem. Także miłosierdzie i pomoc najbiedniejszym jest niezbędna. Niektórzy, zwłaszcza biedne dzieci, nie mogą same polepszyć swojego losu. Jólakötturinn jest w tej wersji metaforą biedy, która może się bardzo źle skończyć.

Źródło: https://www.iizcat.com/post/4373/The-Christmas-Cat-of-Iceland-a-giant-terrifying-cat-that-gobbles-up-children-if-they-039-re-bad, data odczytu: 04.12.2020

Podsumowując, jeśli dostaniecie nowe skarpety pod choinkę, nie gardźcie nimi. Być może właśnie dzięki temu podarunkowi ktoś uratował Wam życie przed Jólakötturinnem. I na zakończenie do posłuchania piosenka Björk, bazująca na utworze Jóhannesa úr Kötluma: 



[1] JólakötturinnJóhannes úr Kötlum, 1932, źródło: http://johannes.is/jolakotturinn/, data odczytu: 04.12.2020

piątek, 20 listopada 2020

Goseck

 

Źródło obrazka: https://www.tajemnice-swiata.pl/obserwatorium-sloneczne-w-goseck/,
data odczytu: 17.11.2020

Mówiąc o astronomii i jej korzeniach zapewne pomyślimy o Mezopotamii czy Egipcie. O tych krainach uczyliśmy się ze szkolnych podręczników – były zawsze podawane jako kolebki ludzkości i najszybciej rozwijające się cywilizacje starożytności. Jednak odkrycia z ostatnich kilkudziesięciu lat pokazują, iż wiele działo się również na terenach Europy, a jej mieszkańcy posiadali zdumiewającą wiedzę astronomiczną. 

Jest rok 1991. Były niemiecki pułkownik Otto Braasch przelatuje nad miejscowością Goseck, leżącą 200 kilometrów na zachód od polskiej granicy. Od 1980 trudzi się specyficznym zajęciem – bada z powietrza ślady osadnictwa na terenie całej Europy. Braasch, przelatując nad dotkniętą suszą okolicą Goseck, zauważa coś nienaturalnego. Na jednym z pól obsianych pszenicą dostrzega olbrzymie kręgi – pozostałości prehistorycznej budowli.

W latach 2002-2004 archeolodzy François Bertemes i Peter Biehl z Uniwerystetu Halle ustali, iż budowla pochodzi z neolitu i datowana jest na lata 4800-4900 p.n.e.. Rok później, po dwunastu latach od jej odkrycia, informacje o niesamowitym znalezisku zostały podane do publicznej informacji. Po zakończonych pracach archeologicznych i rekonstrukcji miejsce zostało udostępnione jako obiekt turystyczny dokładnie w przesilenie zimowe, 21 grudnia 2005 roku. Odbudowana konstrukcja składa się z wysokich na 2,5 metra dębowych słupów (w liczbie 1675). Poddano jej ręcznej obróbce, by jak najlepiej oddawały oryginalny, kilkutysięczny charakter tego miejsca.

W skład budowli wchodzą dwa rzędy palisad, każda posiadająca po trzy bramy, kopiec oraz otaczający je rów o zewnętrznej średnicy 75 metrów i głębokości 1,8 metra. Wybrana ziemia posłużyła do zbudowania wału dookoła  konstrukcji. Krąg taki, jak i podobne do niej neolityczne budowle rozsiane po całym kontynencie, nazywany jest rondlem. Południowo-wschód wejście wskazuje dokładnie wschód słońca, a południowo-zachodnie zachód w dniu przesilenia zimowego. Trzecie wyjście skierowane jest na północ (bliskie linii astronomicznego południka). Ten specyficzny układ bram stał się podstawą do określenia budowli jako najstarsze odnalezione obserwatorium.

Źródło obrazka: https://travel.sygic.com/en/poi/goseck-circle-poi:9118,
data odczytu: 18.11.2020


W obrębie rondla odnaleziono ślady rytualnych ognisk, szczątki zwierzęce oraz ludzkie, w tym pozbawiony głowy szkielet. Część naukowców uważa zdekapitowane zwłoki za dowód krwawej ofiary. Druga część – za przejaw specyficznego rytuału pogrzebowego. Według badań kręgi pozostawały w użytkowaniu tylko przez dwieście lat i około 4700 roku p.n.e. zostały porzucone z nieznanych przyczyn.

I na sam koniec ciekawostka – rondel w Goseck (5°11'53.62" N) leży na bardzo podobnej szerokości geograficznej co najbardziej znany kamienny krąg – Stonehenge (51°10'26.30" N). Warto pamiętać, że podobne budowle powstały w całej Europie. Kilka z nich miałem okazję zobaczyć na własne oczy… Ale to już temat na inny dzień...

piątek, 6 listopada 2020

Skaldowie

Źródło obrazka: https://www.artstation.com/artwork/1dbW2, 
data odczytu: 06.11.2020


Gdybym zapytał kim byli skaldowie, zapewne usłyszałbym dwie odpowiedzi. Pierwsza grupa wskazałaby polski zespół muzyczny powstały w latach 60. XX wieku. Druga grupa natomiast odniosłaby się do poetów i pieśniarzy ze Skandynawii. I właśnie tym drugim skaldom chciałbym poświęcić dziś trochę uwagi.

Etymologia słowa jest dość oczywista – staronordyckie słowo skáld i jego współczesny islandzki odpowiednik oznaczają po prostu poetę. Jednak rola, jaką odgrywali wykraczała daleko poza to, co uważamy za tworzenie poezji. Skaldowie nie tylko układali pieśni – także je wygłaszali, a kiedy utwór tego wymagał – wcielali się w opiewanych bohaterów, niczym aktorzy na deskach teatru. Ich pieśni można przyporządkować do dwóch głównych grup. Pierwsza to Eddy, czyli historie o tematyce mitologicznej. Przedstawiali w nich przygody nordyckich bogów, wydarzenia ze wszystkich Dziewięciu Światów, a także czyny legendarnych bohaterów. Drugi rodzaj to poezja skaldyczna. Z kolei te wiersze pisane były by sławić przede wszystkich historycznych władców jak i wielkich wojowników (utwory na czyjąś cześć nosiły nazwę Lofkvedi). Niekoniecznie musiały być obiektywne – mogły powstawać już na zamówienie, jako swoista propaganda na użytek konkretnego jarla. Taki skald mógł być cennym nabytkiem na dworze lokalnego władcy. Jeśli jego utwory były bardzo dobre, jarl nie chciał się z nim rozstawać i obdarowywał go kosztownościami oraz drogimi przedmiotami. Dlatego wybitni skaldowie nie byli biednymi ludźmi, tylko bogaczami. Można więc uznać ich za osobną klasę społeczną, gdyż wraz z ich sławą rósł także ich majątek.

Źródło obrazka: https://en.wikipedia.org/wiki/Bragi, data odczytu: 06.11.2020


Zdarzało się także, że sam jarl był skaldem i tworzył poezję. Przykładem może być władca Orkadów, Ragnvald Kale Kolsson, który opiewał własne osiągnięcia sportowe (jak mawia moja przyjaciółka Ewelina - nikt nie doceni Cię tak bardzo, jak Ty sam). Jak widać skaldowie nie żyli z samej poezji. Często byli wojownikami, którzy pierw samemu brali udział w bitwach, a następnie mogli je dokładnie opowiadać (lub też koloryzować, uwydatniając zasługi jednej lub drugiej strony). Przykładem wikinga, który chwytał zarówno za topór jak i za lirę może być również legendarny Ragnar Lodbrok.

Do dzisiejszych czasów zachowały się imiona kilkuset skaldów, z czego kilka z nich to kobiety – skaldkony. Najsławniejszym z skaldów jest niewątpliwie Snorri Sturluson. To on w XIII wieku n.e. spisał mitologię nordycką, a także opracował podręcznik dla skladów, Skáldskaparmál (isl. Język Poezji). Były to czasy, gdy chrześcijaństwo prawie wyparło starsze wierzenia. Dzięki Sturlusonowi zachowało się wiele informacji o wierzeniach, a także o sposobie tworzenia poezji skaldycznej.

Skáldskaparmál jest spisana jako rozmowa boga mórz, Ægira oraz boga poezji, Bragiego (ilustracja powyżej). Bragi objaśnia w niej tzw. kenningi, czyli metafory i metonimie używane przez skaldów. Jest to więc rodzaj swoistego rodzaju słowniczek, ubrany w fabułę. Wikingowie uwielbiali przenośnie używane w poezji. Nie ma chyba lepszego przykładu, niż określenia na słowo bitwa – istnieje bowiem aż 600 kenningów na jego zastąpienie![1] Jeden z takich kenningów był źródłem nieporozumienia w XVI wieku. W poemacie  Krákumál o ostatnich chwilach Ragnara Lodbroka pada wyrażenie[2]:

Drekkum bjór af bragði ór bjúgviðum hausa.

Tłumacząc na polski oznacza Pić będę z zakrzywionych gałęzi czaszek.

Duński uczony, Ole Worm błędnie przetłumaczył ten kenning jako Pić będę z czaszek zabitych wrogów. Skąd mu się to wzięło? Nie wiadomo. Jednak poprawnym tłumaczeniem gałęzi czaszek powinny być po prostu rogi, z których wikingowie pijali... A tak powstał błędny mit, jakoby wikingowie pili z czaszek pokonanych przeciwników.

Oprócz kenningów poezja skaldyczna rządziła się także pewnymi regułami. Nie były to więc przypadkowo zrymowane strofy, a precyzyjnie układane utwory. Osoby, które chciały zostać skaldami poświęcały wiele lat na poznanie mitów, języka a także różnych form poezji. Młodzi adepci poezji często pobierali nauki u już wsławionych skaldów. W Skandynawii żywe było przekonanie, iż natchnienie można dziedziczyć. Tak więc dzieci i wnukowie słynnego skalda mogli również okazać się zdolnymi poetami.

Jednym z środków stylistycznych w poezji skaldycznej było powtórzenie głosek w kolejnych wyrazach danego wersu lub w następujących po sobie wersach, tzw. aliteracja. Przykładem może być Saga o Egilu, gdzie każde dwie kolejne linijki zaczynają się od podobnie brzmiących wyrazów[3]:

Hrammtangar lætr hanga

hrynvirgil mér brynju

Höðr á hauki troðnum

heiðis vingameiði;

Ten sam fragment może być przykładem budowy poezji skaldycznej. Każdy wers składa się z sześciu sylab, po których następuje średniówka. Taki układ nazywał się dróttkvætt (nord. rym dworski) i pojawiał się najczęściej w pieśniach pochwalnych dla władców lub opisujących historyczne zwycięstwa.

Źródło obrazka: https://is.wikipedia.org/wiki/Snorri_Sturluson,
data odczytu: 06.11.2020


Poezja skaldyczna dzieliła się na kilka podgatunków[4]. Bálkr to długi utwór, w którym narrator opowiadał epicką historię. Drápa była długim wierszem z refrenem. Flokkr z kolei był tego refrenu pozbawiony. Lausavísur, czyli w dokładnym tłumaczeniu, Swobodna Zwrotka, to krótki wiersz, często improwizowany. Skald Oddr Örvar miał ponoć stanąć do pojedynku na improwizowaną poezję (takie potyczki mogły zdarzać się dość często). Zasady były proste. Uczestnicy mieli na przemian wypić róg piwa i wyrecytować wymyśloną na szybko strofę, nabijając się z rywala (utwory, które nabijały się z innych zwane były Níðvísur). Przegrywał ten, komu pierwszemu zaczął plątać się język i nie potrafił ułożyć porządnego wiersza. Oddr wygrał konkurs. Jak widać wikingowie wyprzedzili o setki lat bitwy raperów. Innymi rodzajami utworów były Kjærleiksvise, czyli poezja miłosna. Z kolei Ættekvad to epitafium poświęcone zmarłym przodkom. Greppaminni to utwór ułożony w formie dialogu, gdzie jedna strona najczęściej zadaje pytania, a druga jej odpowiada. Przykładem może być pieśń Gylfa Omamienie, którą nie raz cytowałem na blogu.

Przytoczyłem dziś garść podstawowych faktów o skaldach, ich poezji i kenningach. Temat jest jednak rozległy niczym Droga Wieloryba ( Hwæl-Weġ – Kenning określający morze J). I na pewno nie raz i nie dwa będę do niego wracał. 


[1] Expressions for battle, conflict, Źródło: https://skaldic.abdn.ac.uk/m.php?p=kenning&i=128, data odczytu: 06.11.2020.

[2] Did Vikings drink from the skulls of their enemies?, Źródło: http://www.worldtreeproject.org/exhibits/show/miscon/drinkingskulls, data odczytu: 06.11.20200.

[3] Viking-age Skaldic Poetry, Źródło: www.hurstwic.org/history/articles/literature/text/Skaldic_Poetry.htm, data odczytu: 06.11.2020.

[4] Old Norse-Icelandic Technical Terms, Źródło: https://skaldic.abdn.ac.uk/m.php?p=doc&i=545, data odczytu: 06.11.2020.

piątek, 23 października 2020

Dullahanowie - Jeźdźcy bez głów

Źródło obrazka: https://sleepyhollow.fandom.com/wiki/Headless_Horseman_(film),
data odczytu: 20.10.2020


Sleepy Hollow – senna miejscowość w Stanach Zjednoczonych, która stała się miejscem akcji opowiadania Washingtona Irvinga. Ta niepozorna i cicha wieś była nawiedzana przez Jeźdźca bez głowy. Upiór za życia był heskim 
najemnikiem, zdekapitowanym podczas Wojny o Niepodległość Stanów Zjednoczonych (1775-1783). Po śmierci przemierzał Senną Kotlinę szukając swojej utraconej głowy... Heski żołnierz nie był jednak pierwszą istotą, która wędrowała po świecie śmiertelników bez głowy. Mitologia irlandzka zawiera opis podobnej zjawy. Jednak, w przeciwieństwie do Sleepy Hollow i jej jedynego upiornego mieszkańca, Irlandię nawiedzały całe rzesze Dullhanów, jak nazywali ich miejscowi.

Dullahanowie (ir. Mroczni Ludzie) byli zwani także Gan Ceann (ir. Bez Głowy). To upiorni jeźdźcy, obojga płci, podróżujący najczęściej na czarnych koniach i w ubraniu tego samego koloru. Odcięte głowy trzymali w rękach lub przywiązywali je do siodeł. Pomimo, że oderwane od ciała, czerepy zachowywały się jak żywe. Uśmiechały się złowieszczo, a ich oczy bez przerwy rozglądały się dookoła, zachowując doskonały wzrok w ciemnościach nocy. Nie tylko jeźdźcowi mogło brakować głowy. Czasami również jego zwierzę było zdekapitowane, przez co przypominało duńskiego Helhesta. Niektóre relacje zamieniały pojedynczego jeźdźca na rumaku w woźnicę kierującego upiornym powozem (ir. Cóiste Bodhar – Powóz Śmierci), który przewoził, a jakże inaczej, pasażerów bez głów (wszak w grupie zawsze raźniej tracić głowę...). Części takiego wozu były zrobione z ludzkich kości a bicz powożącego z kręgosłupa.

Źródło obrazka: https://www.yourirish.com/folklore/coiste-bodhar,
data odczytu: 20.10.2020

Jeśli podczas swojej upiornej jazdy Dullahan zatrzymałby się w jakiejś miejscowości, to jego postój zwiastować mógł tylko śmierć jednego z jej mieszkańców. Podobną złowrogą wróżbą było wypowiedzenie czyjegoś imienia przez odciętą głowę Dullahana. Taka osoba natychmiast padała martwa, niczym rażona piorunem. Warto zaznaczyć, że jeździec mógł ponoć wypowiedzieć tylko jedno imię podczas każdej nocy, co ograniczało dobową liczbę jego ofiar.

Gan Ceann miał jedną, jedyną słabość – złoto. Złote obiekty mogły przestraszyć jeźdźca, lub położone na środku drogi, uniemożliwić mu dalszy przejazd. Jeśli komuś udało się nawet przetrwać spotkanie z upiorem, cena dalszego życia była ogromna. Śmiertelnik tracił wzrok, jeśli spojrzał na Dullahana (według innej wersji tylko spojrzenie prosto w nieumarłe oczy oślepiało nieszczęśnika).

Źródeł legendy o Dullahanach można upatrywać w kulcie boga Crom Dubha, który oczekiwał corocznych ofiar składanych z ludzi. I nie będzie już chyba niespodzianką, że ludzie składani mu w ofierze byli... Skracani o głowę. Nie jest to jednak jedyne możliwe źródło historii o jeźdźcach bez głowy, gdyż Wyspy Brytyjskie posiadają również inne podobne przekazy. Wśród legend arturiańskich pojawia się pan Gawain (Gawen), który miał skrócić o głowę nad wyraz wysokiego Zielonego Rycerza. Ten drugi, nic sobie nie robiąc z powierzchownej rany, podniósł swój odcięty czerep, wyzwał przeciwnika na rewanż za rok i odjechał z Kamelotu. Z kolei na szkockiej wyspie Mull podczas bitwy o Glen Cainnir biorący udział w walce człowiek imieniem Ewen, jak i jego wierzchowiec, mieli zostać ścięci. Po śmierci oboje zaczęli nawiedzać okolicę, oczywiście już bez swoich głów.

Źródło obrazka: https://www.deviantart.com/blizzardhelen/art/Dullahan-788088843,
data odczytu: 20.10.2020

Mając już wyobrażenie o bezgłowych jeźdźcach z Wysp Brytyjskich możemy wrócić do Sleepy Hollow. Washington Irving, autor Legendy o Sennej Kotlinie, urodził się w Nowym Jorku, ale jego rodzice przyjechali do Ameryki ze Starego Świata. Ojciec pisarza pochodził z Orkadów a matka z Kornwalii. Ponadto niania, którą zatrudnili państwo Irvingowie, miała szkockie korzenie. Mały Washington z pewnością poznał większość przytoczonych postaci już jako dziecko. Nic dziwnego, że zainspirowały go w dorosłym życiu do opisania Jeźdźca bez głowy.

I na sam koniec ciekawostka. Polacy, nie gęsi, swojego Jeźdźca bez głowy także mają. W dawnej wsi Sklęczki, obecnie stanowiącej dzielnicę Kutna, nocami można spotkać ducha grubego szlachcica, który objeżdża okolicę na wielkim koźle, w ręku trzymając swoją własną głowę. Ten upiorny arystokrata miał zostać skazany po śmierci na wieczną tułaczkę za okrutne traktowanie chłopów w swoich włościach.

piątek, 9 października 2020

Codzienne życie w langhúsie

Langhús w Borg na Lofotach 
źródło obrazka: https://www.lofotr.no/en/component/content/article?id=91:season&Itemid=373,
data odczytu: 07.10.2020

Na przestrzeni wieków różne kultury budowały swoje domostwa w odmiennych stylach. O kształcie i funkcjonalności budynków decydował teren, dostępne zasoby a także lokalny klimat. W Skandynawii epoki wikingów, gdzie głównym surowcem było drewno, a niskie temperatury i długie zimy wymuszały zapewnienia komfortu cieplnego, powstał charakterystyczny typ domostwa – tak zwany langhús, czyli długi dom.

Drewniana konstrukcja, która przede wszystkim kojarzy się z epoką wikingów, to długi statek zwany drakkerem. Jednak statki służyły tylko do przemieszczenia się po wodach i do prowadzenia wypraw łupieżczych, a wiking, jak każdy człowiek, musiał przecież gdzieś mieszkać. W średniowiecznej Skandynawii główną grupę społeczną (około 85% populacji) stanowili karlowie, czyli wolni ludzie. Byli to rolnicy, hodowcy, rzemieślnicy i kupcy. Ludzie ci związani byli z ziemią – to na niej i wokół niej toczyło się ich życie.

Źródło obrazka: https://historienet.no/sivilisasjoner/vikinger/bonden-holdt-hjulene-i-gang,
data odczytu: 07.10.2020


Drewno, które zimą zapewniało więcej ciepła niż kamień, było dla Skandynawów zdecydowanie lepszym budulcem. Było też łatwe do pozyskania (oprócz terenów surowej Islandii, gdzie zastępowano je torfem). Dom wyglądał jak odwrócony kadłub statku. W środku biegły dwa rzędy filarów podtrzymujących sklepienie. Wzdłuż kolumn domostwo było często dzielone na osobne pomieszczenia, wśród których można wymienić spiżarnie (nord. Matbúr – pomieszczenie żywności) oraz schowki (nord. Utibúrpomieszczenie zewnętrzne). Ściany były wykonane z desek lub bali, uszczelnione gliną i torfem, a dach mógł być pokryty trawą, która dobrze izolowała go od chłodu. Podczas mrozów część domu służyła jako schronienie dla zwierząt. Co większe langhúsy mogły mieć poddasze, zagospodarowane jako dodatkowy schowek. Takie piętra na pewno nie nadawały się  do spania, ponieważ były zbyt zadymione od zlokalizowanego na dole paleniska.

Jeśli chodzi o wielkość domów, to znalezione pozostałości sugerują, że nie było jednych ustalonych proporcji. Szerokość budowli mogła wynosić od 5 do 10 metrów a ich długość wynosiła od 15 do 80 metrów. Podłogę domostwa stanowiło klepisko lub rzadziej drewniane deski. Pozostałości domu w Vatnsfjörður na Islandii wskazują, iż langhúsy mogły mieć własne śmietniki[1]. Znaleziony dół z kamiennymi ściankami zawierał śmieci oraz kawałek biżuterii.

Źródło obrazka: https://www.vakrenordnorge.no/wp-content/uploads/2018/12/Foto-Kjell-Ove-Storvik-Lofotr-Vikingmuseum-130.jpg, data odczytu: 07.10.2020


Wnętrza były dość ciemne, gdyż wikingowie nie umieszczali w langhúsach okien. Światło mogło dostawać się do środka przez jedną lub dwie pary drzwi, a także przez otwory wentylacyjne i kominowe znajdujące się w dachu. Otwory wentylacyjne mogły być zamykane lub zasłaniane zwierzęcymi skórami, by nie wpuszczać do środka chłodu. Na środku izby znajdowało się palenisko, najczęściej kamiennie, które zapobiegało zaprószeniu ognia w drewnianym wnętrzu. To właśnie było centrum wikińskiego życia, gdzie spotykano się, jedzono posiłki, opowiadano sagi. Przypuszcza się, że każdy miał swoje miejsce przy ogniu – bliższe siedziska zajmowały ważniejsze i bardziej szanowane osoby. Paleniska miały też inną funkcję. Popiół z ognisk był rozmieszczany w różnych miejscach domu i służył do pochłaniania wilgoci  wszechobecnej w skandynawskich klimacie. Wnętrze mogło być także rozświetlone lampami, świecami lub wypalanym tłuszczem umieszczonym w kamiennych naczyniach z knotem. W wielu domach za miejsce do snu służyły ławy, które w dzień były siedziskami. Same łóżka, w formie, jaką znamy obecnie, znajdywane są o wiele rzadziej. Do spania wikingowie używali skór zwierzęcych a także poduszek z pierza. Bogatsi ludzie mogli pozwolić sobie nawet na ściąganie lepszych tkanin z południa i ze wschodu (nawet z Jedwabnego Szlaku).

Szwecja za sprawą IKEI kojarzy się nam z meblami, które trzeba składać samemu. Nie inaczej było w czasach wikingów, kiedy to oprócz własnoręcznego montażu należało się zająć wcześniej także pozyskaniem odpowiednich materiałów. Zdobione stoły, ławy, łóżka czy kufry były wykonywane przez domowników lub na zlecenie miejscowego stolarza. Oprócz funkcji mieszkalnej domostwa stanowiły także miejsca pracy. W izbach można było spotkać krosna, kowadła, przechowywane narzędzia rolnicze. W bogatszych domach (jarlów lub zamożniejszych karlów, tzw. Óðalsbóndi) na ścianach zawieszone mogły być ozdoby. W pozostałych domach były to głównie tarcze umieszczone tak, by w razie zagrożenia łatwo było je dostać.

Domostwa były wielorodzinne. Każdy z członków rodziny miał wyznaczone obowiązki. Młodsi pracowali w polu, łowili ryby i polowali na zwierzynę, podczas gdy starsi zajmowali się głównie pracami w izbie. Nawet przy wydzielonych pomieszczeniach ciężko było o prywatność i chwilę dla siebie. Dzień pracy wyznaczały wschody i zachody słońca, dlatego też większość zajęć rozpoczynano  o poranku, by mieć jak najwięcej czasu i potrzebnego światła.

Basen przy domu Snorriego Sturlusona 
źródło obrazka: https://www.youtube.com/watch?v=Y73qDtpAmcQ,
data odczytu: 07.10.2020


W 2002 roku podczas wykopalisk na terenie niegdysiejszej posiadłości Snorriego Sturlusona, znaleziono kanały biegnące pod jego domem. Archeolodzy uważają, iż mogły stanowić system ogrzewania i przeprowadzać pod budynkiem ciepłą wodę z pobliskich gorących źródeł celem nagrzania domu w zimie. Zapewnienie sobie komfortu cieplnego u tego XIII-wiecznego historyka nie powinno  dziwić. Przy jego domu znaleziono także… Basen z doprowadzaną gorącą wodą. Saga o Refie Chytrym również wspomina o istnieniu systemu rur biegnących pod domem.

Historycy i archeologowie przypuszczają, że niekiedy długi dom mógł być spalany podczas ceremonii pogrzebowej, podobnie jak podczas podpalania całego drakkara z leżącym na jego pokładzie ciałem lub ciałami. Oczywiście taki pochówek był drogi i wiązał się z nieodwracalną utratą domostwa, dlatego mogli sobie na niego pozwolić tylko najbogatsi, w tym wodzowie. Poświęcenie w pogrzebowej ofierze budynku mogło symbolizować jego znaczenie lub też chęć wysłania do zaświatów żegnanej osoby wraz z jej siedzibą.

Źródło obrazka: https://ar.pinterest.com/pin/452400725043985437/,
data odczytu: 07.10.2020

Langhúsy były takie, jak ich właściciele – dostosowane do północnego klimatu i wytrzymałe. Zapewniały swoim mieszkańcom przetrwanie i miejsce do życia. Niestety, w dzisiejszych czasach możemy zobaczyć tylko rekonstrukcje, które powstały na bazie znalezionych kamienno-glinianych fundamentów. Ich odbudowa pokazuje, jak bardzo wikingowie stawiali na funkcjonalność i jak pomysłowi byli w zapewniani sobie ciepła i przetrwania w swojej epoce.

Długi dom to tylko jedna z niesamowitych konstrukcji, jakie stawiali wikingowie. W przyszłości omówimy sobie także inne. Tymczasem zapraszam do polubienia moje strony na Facebooku.



[1] Longhouses In the Viking Age, źródło: http://www.hurstwic.org/history/articles/daily_living/text/longhouse.htm, data odczytu: 07.10.2020.