piątek, 21 czerwca 2024

Hrafnsmál

Źródło: https://www.britannica.com/biography/Harald-I-king-of-Norway,
data odczytu: 19.06.2024


Mitologia nordycka zachowała się głównie w Eddzie Poetyckiej, zwanej Starszą, oraz Edzie Prozaicznej, zwanej Młodszą. Zostały one jednak spisane już po chrystianizacji Islandii, a więc z perspektywy wyznawcy innej religii, pomimo iż stare wierzenia ciągle były jeszcze żywe. Jedną z pieśni wchodzących w skład tych dzieł, Hávamalę (jak sobie spolszczyłem), wyrywkowo poznaliśmy już na blogu. Nie znaczy to jednak, iż do naszych czasów nie zachowały się i inne poematy. Istnieją utwory jak pieśni czy sagi (dzieła o historycznych lub legendarnych wydarzeniach, najczęściej koncentrujące się wokół danego bohatera lub rodu).

Utwór, który sobie dziś omówimy, jest przykładem skaldycznej poezji z IX wieku. Jego autorstwo przypisuje się Torbjørnowi Hornklovemu (lub wedle innego zapisu, Þorbjörn Hornflofiemu). Poeta ów tworzył na dworze norweskiego króla, Haralda Pięknowłosego. Tytuł utworu to Hrafnsmál, czyli Krucza Pieśń. Zalicza się go do gatunku zwanego Málaháttr, których treść ułożona jest w formie rozmowy, a ich wersety zawierają zwykle pięć sylab, chociaż nie jest to stała reguła, co będzie można zauważyć nawet w opisywanym poniżej tekście. Przejdźmy sobie więc przez kolejne przetłumaczone strofy, a następnie powiedzmy sobie jeszcze kilka słów o całej pieśni[1]:

Źródło: https://www.routesnorth.com/language-and-culture/the-valkyrie-symbol/,
data odczytu: 19.06.2024


Słuchajcie władający mieczami

Gdy ja opowiem o Haralda

Dokonaniach bronią,

Który jest wielce zamożny.

Opowiem wieści,

Które zasłyszałem

Od białowłosej dziewczyny,

Gdy rozmawiała z krukiem.

 

Walkiria uważała się za mądrą,

Mężczyźni nie byli chętni

na jej agresywnej myśli.

Rozumiała mowę ptaków.

Białoszyja i jasnorzęsa

Powitała zbieracza czaszek [kruka] Hymira,

Który przysiadł nad urwiskiem.

 

Co u Was słychać, krucy?

Skąd przybywacie

Z zakrwawionymi dziobami

O świcie?

Mięso zwisa z Waszych szponów;        

Padlinę czuć z Waszych ust [dziobów];

Sądzę, że zeszłej nocy przebywaliście w miejscu,

 Gdzie leżą trupy.

 

Szaropióry, zaprzysiężony brat orła [kruk]

Ucieszył się, otarł dziób,

Zastanowił się

I odpowiedział:

Podążaliśmy za Haraldem

Synem Halfdana,

Młodym królem,

Odkąd wykluliśmy się z jaj.

 

Myślałem, że rozpoznasz króla,

Który mieszka w Kvinnum [Karmøy],

Władcę Norwegii,

Który dowodzi głębokimi statkami,

Czerwonymi pierścieniami,

I czerwonymi tarczami,

Wiosłami w smole zanurzonymi,

I zmoczonymi pianą namiotami.

 

Odważny przywódca chce wznieść toast

Na morzu

Podczas świąt [Przypuszcza się, iż w Yule]
za zawody Freja p [Bitwę].

Za młodu znudziło mu się gotowanie

I siedzenie w domu,

Ciepła komnata kobiety

I puchowe rękawice.

 

Czy słyszałaś, jak w Harfsfjord

Szlachetnie urodzony

Król walczył

Z Kjǫtvem Bogatym [przeciwnik Haralda]?

Ze wschodu nadpłynęły

Statki skore do bitwy

Z rozdziawionymi głowami

I zdobnymi deskami na dziobach.

 

Statki były pełne ludzi

I białych tarcz

Zachodnimi włóczniami

I frankijskimi mieczami.

Berserkerowie krzyknęli;

Bitwa na nich czekała

Ulfheðinnowie wyli

Wymachując żelaznymi włóczniami.

 

Poddali próbie śmiałego

Władcę Norwegów,

mieszkającego w Utstein,

Który zmusił ich do ucieczki.

Nǫkkvi [Morski Król, poetycki tytuł] wprawił w ruch morskie konie [statki],

Kiedy spodziewał się walki.

Słychać było uderzenia w tarcze,

 Nim zginął Haklangr [syn Kjǫvtego Bogatego].

 

Władca o grubej szyi [Kjǫvte]

Zmęczył się tedy

Utrzymywaniem pozycji przeciw Kudłatemu [Pięknowłosemu].

 Pozwolił , by wysepka była jego tarczą,

Rzucili się wtedy ranni

Pod ławki wioślarzy.

Wystawały im zadki [co?],

 Gdy przyciskali głowy do dna statków.

 

Mądrzy ludzie sprawili,

Iż dachówki z dworu Sváfnira [Odyna, a więc z Walhalli]

Zalśniły nad ich plecami,

Gdy zostali obrzuceni kamieniami [ginęli w walce].

Wojownicy z pałkami ze wschodu

Zostali poruszeni i przebiegli przez Jaðar [kraina na południe od cieśniny],

Wracając do domu z Harfsfjord

I skupili się na piciu miodu [skål!].

 

Zabity leżał w piasku,

Poświęcony jednookiemu

Oblubieńcowi Friggi [Odynowi].

Z zadowoleniem przyjmujemy takie wieści.

 

Otrzymają inne rzeczy,

Oczekują ich damy Ragnhildy [Zapewne Freji, Pani Bitew],

Dostojne kobiety,

 By biesiadować przy napojach,

Zobaczą bitewne rysie [Rydwan Freji ciągnęły dwa koty],

Którym Harald kazał czekać

W głodzie na krew poległych,

Aż ludzie je nakarmili.

 

Wysoko urodzony król,

Wziął sobie duńską żonę,

Odrzucił Hólmrygirę

Oraz panny z Horðaru,

Każdą z Hedmarku

I z rodziny Hǫlgiego.

 

Jak hojnym jest dla tych,

 Którzy strzegą jego kraju,

Jak doskonałym wojownikiem,

Dla swoich zdolnych ludzi?

 

Uprawiający walkę

Są znacznie bogatsi,

Kiedy rzucają kośćmi

Na dworze Haralda.

Są obdarzani kosztownościami

I pięknymi skarbami,

Metalem Hunów [zapewne z walk z koczowniczymi plemionami z Azji],

Oraz brankami [niewolnicami] ze wschodu.

 

Oni cieszą się,

Gdy mają przed sobą perspektywę bitwy,

Gotowi skoczyć na pokłady,

I wiosłować,

Nawet rozrywając rzemienie,

I roztrzaskując uchwyty wioseł.

Myślę, iż rozkaz ich wodza

Przyspiesza pracę wioseł.

 

Chcę cię zapytać o uposażenie skaldów,

Skoro wydajesz się mieć o nich wiedzę.

Musisz wiedzieć wszystko

O kompanii poetów,

Którzy mieszkają z Haraldem.

 

Po ich rynsztunku

I złotych pierścieniach [bransoletach]

        Widać, iż żyją w przyjaźni z królem.

Mają czerwone płaszcze,

Malowane tarcze,

Rękojeści mieczy owinięte srebrną plecionką,

 Kolczugi przeszywane pierścieniami,

Pozłacane paski do mieczy

I grawerowane hełmy.

Noszą pierścienie,

 Które wybrał dla nich Harald.

 

Chcę zapytać Cię o ekwipunek berserkerów,

Smakoszy wśród morza trupów.

Jakie przepisy są przygotowywane

Dla odważnych wojowników,

Którzy rzucają się do bitwy?

 

Nazywają się Wilczymi Płaszczami,

A w walce noszą

Zakrwawione tarcze.

Czerwone włócznie,

Gdy idą na wojnę.

        Tam [na dworze Haralda]

Siedzą wespół.

 Wierzę, że on jako najmądrzejszy,

Może zaufać walecznym ludziom,

Którzy rąbią tarcze [wrogów].

 

Niewiele Cię pytałam o błaznów i żonglerów,

Jaka jest gościnność

Andaðra i jego towarzyszy

W posiadłości Haralda?

 

Andaðr głaszcze psa bez uszu

i udaje głupiego, rozśmieszając króla.

Są też inni,

Którzy trudzą się przesuwaniem płonącej żagwi

Przez ogień.

Ci, którzy zasługują na kopanie

Mają zatknięte za pasy

płonące trzonki.

Poemat opisuje Haralda Pięknowłosego, króla Norwegii z IX wieku, zwycięzcę morskiej bitwy w Hafrsfjordzie. Przeciwko niemu zawiązała się kolacja czterech, królestw, jednak Pięknowłosy wyszedł z niej zwycięsko. Wynik walk przesądził o zjednoczeniu terenów, które stanowią dziś południowe rejony tego kraju. W samym utworze padają imiona jego przeciwników, takie jak Kjǫvte Bogaty, czy jego syn Haklangr. Autor wychwala też Haralda jako władcę oraz opiewa jego dwór. O przyczynach, przebiegu i znaczeniu samego starcia opowiemy sobie więcej w przyszłości.

Kończąc, chciałbym tradycyjnie zaprosić do polubienia mojego profilu na Facebooku, a także do udostępniania moich artykułów, bym mógł dotrzeć do szerszego grona Czytelników. A jeśli jesteś w stanie wesprzeć mnie finansowo, zachęcam do zostania moim Patronem, wzorem Piotra Brachowicza.


[1] Haraldskvæði (Hrafnsmál) — Þhorn Harkv, źródło: https://skaldic.org/m.php?i=1436&p=text, data odczytu: 19.06.2024

piątek, 7 czerwca 2024

Artefakty Thora

 

Źródło: https://www.quora.com/How-strong-is-mythological-Thor-s-power-scaled,
data odczytu: 07.06.2024

Thor, Bóg Piorunów, był i jest jedną z bardziej rozpoznawanych postaci z mitologii nordyckiej. Na moim blogu wspominany był jednak dość mało. Powodów ku temu jest kilka, a jednym z nich jest właśnie ogrom historii o nim. Niektórzy Bogowie, jak opisany Ull, pojawiają się w zachowanych źródłach bardzo rzadko, z kolei o Thorze można by pisać i pisać. Dlatego też czuję się zobowiązany poświęcić mu wiele tematów, pierw mając także zaplecze innych artykułów, do których mógłbym się odwoływać. Drugim równie ważnym powodem jest, jak często twórcy sięgają po jego postać. Czy to bazujący na nim heros Marvela czy też nawiązania w serialu Rangarok od Netflixa. Z tych samych przyczyn za rozłożenie na części pierwsze Gry o Tron zabrałem się dopiero po końcu serialu i z tych samych powodów omijam jeszcze szerokim łukiem Wikingów od History Channel. Często wątki zaczerpnięte z mitologii są przeinaczane, dostosowane do wizji osób odpowiedzialnych za adaptacje. To też czasami wolę, by temat przebrzmiał, by móc Wam pozwolić odkryć go na nowo, by był świeży i bardziej wierny źródłom. Jednak w końcu przychodzi ten moment, gdy temat należy omówić… Albo przynajmniej zacząć go omawiać. Co dziś bym Wam chciał przybliżyć, to nie przygody Thora, jego pochodzenie, czy przeznaczenie, ale artefakty, którymi posługiwał się w swoich historiach. A więc zaczynajmy, bez niespodzianek, od najbardziej charakterystycznego przedmiotu w jego ekwipunku.

Mjolnir był magicznym młotem Thora. Jego nazwę można tłumaczyć jako Miażdżyciel i pochodzi najprawdopodobniej od starosłowiańskiego słowa oznaczającego miażdżenie, mielenie (podobnie jak skandynawskie określenie miodu pitnego, mjød, tak wszystkie słowa zaczynające się od mj- były zaczerpnięte ze Słowiańszczyzny). Młot powstał w skutek knowań Lokiego. Kiedy ściął włosy Sif, żonie Thora, ściągnął na siebie gniew Boga Piorunów. Asaowie zażądali w ramach zadośćuczynienia, by olbrzym zwrócił Sif włosy piękniejsze, niż te, które miała przed ścięciem. Loki wiedział, że tylko w jednym świecie znajdują się istoty, które mogą podołać temu zadaniu. Udał się tedy do Svartalfheimu, królestwa krasnoludów. Zamiast jednak po prostu prosić o pomoc, Loki zaczął knuć. Podjudził właścicieli dwóch kuźni, synów Ivaldiego oraz braci Eitriego i Brokka, do współzawodnictwa, by stworzyli najznamienitsze przedmioty dla Asów, jakie byli w stanie. I tak oprócz nowych, złotych włosów dla Sif powstały i inne magiczne artefakty, w tym Mjolnir. Jednak młot miał zbyt krótką rękojeść, jak na oręż, a doszło do tego przez kolejne knowania Lokiego. Eitri pewny siebie i swojego brata, uznał, iż na pewno stworzą wspanialsze przedmioty, niż synowie Ivaldiego i jest gotów postawić swoje życie na szali. Loki, uznał, iż założy się o swoją głowę, że to jednak ich przeciwnicy stworzą bardziej okazałe dzieła. Widząc jednak, jak idą prace w obu kuźniach, stwierdził, iż zakład przegra. Pod postacią muchy przeszkadzał i kąsał Eitriego oraz Brokka. Podczas jednego z ataków owada, ugryziony nad okiem Brokk, miał zalane krwią oko. Skutkiem tego uciął rękojeść młota za blisko obuchu, czyniąc z Mjolnira broń nadającą się tylko do walki jedną ręką.

Źródło: https://norsespirit.com/products/bronze-ragnarok-mjolnir-hammer,
data odczytu: 07.06.2024

Młot został uznany za najwspanialszy z przedmiotów (a sam Loki, chociaż przegrał zakład, wykaraskał się, nie tracąc głowy, ale to historia na inny dzień). Oprócz krótkiej rękojeści, która była jedyną wadą broni, miał szereg zalet. Zawsze uderzał w cel z taką siłą, z jaką Thor chciał. Zawsze też wracał do jego dłoni, kiedy był rzucony w przeciwnika. Zmieniał także wielkość. Dopasowywał się do ręki, a kiedy nie był potrzebny, stawał się nadzwyczajnie mały i spokojnie mieścił się w kieszeni.

Z młotem wiążę się także mit, gdy Thor obudził się i zauważył, iż broń skradziono. Przestępstwa dopuścił się olbrzym Thrym, który w zamian za oddanie Mjolnira, zażądał ręki Freji. W tym miejscu na scenie znów pojawił się Loki, który chciał pomóc Asom odzyskać oręż fortelem. Namówił Thora na przebranie się za pannę młodą i ukrycie twarz pod welonem. Sam udawał jedną z dwórek Freji. Podczas uczty poprzedzającej ślub Thrym dziwił się muskulaturze i apetytowi swojej przyszłej żony, ale iż był już sędziwym olbrzymem, nie dowidział i nie rozpoznał twarzy Boga Piorunów pod welonem. Gdy jako prezent ślubny ofiarował Mjolnir, welon spadł z głowy prawowitego właściciela broni. I zamiast hucznego wesela, była wielka rozróba, a olbrzymy zostały pozabijane przez Thora szalejącego w sukni ślubnej.

Mjolnir zostanie także użyty w ostatniej bitwie świata, Ragnaröku, do walki z synem z Lokiego, Jormugandem. W tej potyczce Thor zginie, a oręż po nim odziedziczą jego dwaj synowie, Mangi i Modi, którzy wespół będą go używać w odrodzonym świecie.

Sam młot jest bodaj najpopularniejszym symbolem z czasów wikingów. Noszony nawet współcześnie jako wisiorek (sam taki posiadam), wkomponowany w herby kilku gmin i miejscowości w Skandynawii, a także przewija się w popkulturze – od broni we wspomnianych produkcjach Marvela i Netflixa, przez nazwę statku w Gwiezdnych Wrotach, aż po jeden z artefaktów, który zdobyli bracia Winchesterowie w serialu Supernatural.

Źródło: https://thevikingherald.com/article/everything-you-need-to-know-about-jarngreipr-thor-s-iron-gloves/577,
data odczytu: 07.06.2024

Nieodłącznym elementem do używania Mjolnira były rękawice Thora, Járngreipy (nord. Żelazne Chwytaki). Edda Prozaiczna, wspomina, iż Bóg Piorunów nigdy nie używał młota nim pierw nie założył rękawic. Być może pomagały mu one chwycić zbyt krótką rękojeść. Być może też amortyzowały uderzenie, kiedy rzucony oręż wracał do właściciela. No i w końcu warto wspomnieć o mojej ulubionej teorii, wedle której stanowiły izolator, dla broni potrafiącej ciskać piorunami, tym samym chroniąc używającego go Asa przed porażeniem.

Kolejnym magicznym przedmiotem Thora był jego pas Megingjord (Megingjörð, dosłownie, Pas Mocy). Wedle podań miał on zwiększać nadnaturalną siłę Boga po dwakroć. W połączeniu z mocą Mjolnira stanowił nierówne wsparcie w walkach z lodowymi olbrzymami, z którymi Thor często się potykał.

Źródło: https://commons.wikimedia.org/wiki/File:Ny_Carlsberg_Bryghus_-_Thor_sculpture.jpg,
data odczytu: 07.06.2024

Thor przemieszczał się w magicznym, latającym rydwanie, ciągniętym przez dwa kozły, Tanngrisnira (nord. Zgrzytającego Zębami) oraz Tanngnjóstra (nord. Zaciskającego Zęby). Obydwa zwierzaki miały mieć niesamowite rogi, wyróżniające je od innych przedstawicieli gatunku. Bodaj najsłynniejsze wyobrażenie tego pojazdu znajduje się na dachu browaru Carlsberg w Danii. Kiedy Thor wyruszał w drogę, za pożywienie służyły mu właśnie te dwa kozły. Zjadane na wieczór odradzały się (lub były wskrzeszane dzięki mocy Mjolnira) nazajutrz. Jedyne, czego Bóg Piorunów nie mógł zrobić, to przy posiłku złamać żadnej kości któregoś ze zwierzaków, gdyż te się nie regenerowały. Kiedy pewnego razu Thor i Loki gościli u ubogich ludzi, na kolację również podał swoje kozły. Następnego dnia, wskrzeszając je, zauważył, iż jeden z nich kuśtyka. Przyczyną okazała się złamana noga, przez syna gospodarzy, Thjálfiego, który chciał wyssać szpik z wnętrza. Za karę, by zrekompensować kalectwo kozła, dzieciak został giermkiem Thora i towarzyszył mu w jego dalszych przygodach.

Ostatnią rzeczą, a raczej miejscem, należącym do Thora jest pałac Bilskirnir (wedle jednej z wersji, tłumaczone jako Nagle Rozświetlony¸ co pasowałoby do posiadłości Boga Piorunów). Nie jest to co prawda przedmiot, ale uznałem, że warto wpleść go w ten temat, jako składnik majątku Boga Piorunów. To tu Thor mieszkał ze swoją żoną i dziećmi. Nieruchomość położona była w Asgardzie, w dzielnicy rejonie zwanym Thrudheim (Trudvang). Wielkością dorównywała innemu znanemu pałacowi, Walhalli. W Eddzie Prozaiczniej wspomniane jest, iż mieściło się w niej 540 komnat (co ciekawe, wspomniana z kolei Walhalla miała mieć równo 540 bram – obie liczby dzielą się przez 9, co też warto podkreślić). Pod względem pomieszczeń uznawany był za największy budynek we wszystkich światach. Niektórzy uważają, iż liczba mylnie została utożsamiona z Walhallą, gdyż to ósemka, a nie dziewiątka była przypisywana Thorowi, a jej potęga dawała 64, a nie 54. W serialu Gwiezdne Wrota pojawia się klasa statków o nazwie Bilskirnir właśnie, należących do rasy Asgardian.

Na dzisiaj kończymy temat, ale go nie wyczerpujemy. Thor na pewno nie raz powróci na blogu – chyba o żadnym innym Bogu nie dotrwało do naszych czasów tyle mitów, co o nim.

Kończąc, chciałbym tradycyjnie zaprosić do polubienia mojego profilu na Facebooku, a także do udostępniania moich artykułów, bym mógł dotrzeć do szerszego grona Czytelników. A jeśli jesteś w stanie wesprzeć mnie finansowo, zachęcam do zostania moim Patronem, wzorem Piotra Brachowicza.

piątek, 24 maja 2024

Nuckelavee

 

Źródło: https://www.worldanvil.com/w/cimmerian-shade/a/nuckalavee-article,
data odczytu: 24.05.2024


W wierzeniach z całego świata pojawiają się przerażające istoty. W niektórych przypadkach grozę wywołuje to, co potrafią zrobić ludziom. W innych, już sam widok przyprawia o dreszcze. Do tej drugiej grupy zaliczyć można demona zwanego Nuckelavee, który nawiedzał Orkady na północ od szkockiego wybrzeża, i to jemu poświęcimy sobie dzisiejszy temat.

Uważa się, iż początków legendy o Nuckelavee należy szukać w czasach najazdów wikingów, którzy gościli na Orkadach od początku IX wieku. Wcześniejsze, celtyckie wierzenia, wymieszały się z nowymi opowieściami ze Skandynawii. Być może jednym z elementów połączonych w nową istotę były celtyckie Kelpie.

Nuckelavee jest przede wszystkich istotą morską, atakuje wzdłuż wybrzeży, rzadziej zapuszcza się w głąb lądu, a zupełnie stroni od słodkich zbiorników wodnych. Dlatego też, podobnie jak w przypadku spotkań z innymi duchami, przekroczenie rzeki dawało gwarancję, iż demon nie będzie podążał za swoją ofiarą. Potrafił zatrzymać się przy brzegu, gdy padał deszcz – w taką pogodę odmawiał wyjścia na ląd. Jego wtargnięcie na suchy ląd powodowało więdnięcie roślin oraz szerzenie się zarazy wśród zwierząt oraz ludzi. W tym miejscu warto wspomnieć o innym koniu ze skandynawskich wierzeń, który miał pojawiać się przed wybuchem zarazy – Helheście. Sam Jakub Grimm wspominał, iż podczas epidemii w rejonie Szlezwizku gmin powiadał Hel jeździ na trójnogim koniu, niszcząc ludzi.

Imię miało oznaczać w miejscowym dialekcie Diabła Morskiego, czym oddaję naturę i nastawienie stworzenia wobec innych istot. Mieszkańcy Szetlandów nazywali go Mukkelevi. W ich języku pojawiało się także słowo Neugle, określające magicznego konia morskiego (być może etymologicznie wywodziło się z tego samego rdzenia, co Nuckelavee właśnie). Ciekawostką językową może być, iż w dawnych wiekach mieszkańcy Anglii nazywali diabła Old Nick (Stary Nick), a wszystkie te nazwy brzmią bardzo do siebie podobnie. Nazwa budzi także skojarzenia ze skandynawskich Nøkkiem, co by potwierdzało teorię o wpływach wikingów na uformowanie się Nuckelavee. Jego imię owiane było taką niesławą, że mieszkańcy Orkadów stronili od wymawiania go (Sam-Wiesz-Kto!) lub tuż po wypowiedzeniu, odmawiali modlitwę. Nuckelavee rozsierdzał się w szczególności, gdy czuł dym z palonych wodorostów. Takie prace wykonywano na Orkadach by pozyskać składniki do produkcji mydła czy szkła (popiół z morskich roślin jest bogaty w potas oraz sodę), a uważane były za obrazę dla Diabła Morskiego.

Źródło: https://aminoapps.com/c/atheist-amino/page/blog/the-nuckelavee/r01Q_LeZueu0zdv0wZlDWq4YpxoqPg121a6,
data odczytu: 24.05.2024


Tym razem, poznając nową mitologiczną istotę, zostawiłem jej opis na później. Wedle świadków, była to nieopisana, wypaczona, chodząca groza. Częściowo wyglądał jak upiorny koń, o płetwach, a nie kopytach, czym jeszcze można by przyrównać go do wielu magicznych stworzeń. Jednak co odróżniało go od innych gatunków i nadawało niepowtarzalny wygląd, to wyrastający z grzbietu męski tors z długimi ramionami sięgającymi do ziemi. Pozbawiony był za to ludzkich nóg. Mógł mieć olbrzymią głowę, o średnicy nawet trzech stóp, zwieńczoną świńskim ryjem. Z kolei koński łeb ma nienaturalnie szeroką paszczę z ostrymi zębami i to z niego wydobywał się trujący opar, który powodował chorobę i śmierć roślin, zwierząt, a nawet ludzi. Otwór gębowy może przypominać też ten u wielorybów, wypełniony fiszbinami. Nad tym pyskiem znajdowało się wielkie, pojedyncze oko. Całe ciało, zarówno część końska, jak i ludzka, pozbawiona jest skóry, tak że widać wszystkie mięśnie i ścięgna, które pulsują w nienaturalny sposób. Mało tego, z tkanek wypływa czarna ropa oraz krew.

W przeciwieństwie do innych stworzeń, jak Nøkki, które można było udobruchać, Nuckelavee był do szpiku kości zły i jego jedyną rolą było zatruwanie tego, co napotka. Osobiście, zastanawiam się, czy początkowi legendy nie dała jakaś krwawa ofiara z epoki wikingów, której świadkom wbiły się w pamięć obrazy obdartego ze skóry i wypatroszonego jeźdźca wraz z jego koniem… Taki widok mógł pozostać z obserwatorami na długie lata, powodując traumę, a z czasem, wraz z przekazywaniem tej opowieści, przerodzić się w omówionego dziś Diabła Morskiego z Orkadów.

Kończąc, chciałbym tradycyjnie zaprosić do polubienia mojego profilu na Facebooku, a także do udostępniania moich artykułów, bym mógł dotrzeć do szerszego grona Czytelników. A jeśli jesteś w stanie wesprzeć mnie finansowo, zachęcam do zostania moim Patronem, wzorem Piotra Brachowicza.


sobota, 11 maja 2024

Cynocefal

 

Źródło: https://pl.wikipedia.org/wiki/Cynocefal,
data odczytu: 11.05.2024

Źródła historyczne spisane przed wiekami nie raz mieszają chronologię wydarzeń, stopnie pokrewieństw władców, czy też prawdziwe osoby z fikcyjnymi postaciami. Często te opisy powstały na bazie zasłyszanych relacji od podróżników lub były ubarwiane przez autora. Jednym z takich przykładów jest udokumentowana przez starożytnych rasa Cynocefali, którą to właśnie dziś sobie omówimy.

W V wieku przed naszą erą grecki historyk Herodot z Halikarnasu wspominał Cynocefalach, rasie o ciele ludzi i głowie psa. Prawie sto lat później, inny grecki historyk, a także lekarz, Ktezjasz z Knidos, również opisał lud Cynocefali w swoim dziele O Indiach, umieszczając tę rasę właśnie na wschodzie. Twierdził, że w swoich plemionach są sprawiedliwi, tworzą struktury społeczne, ale nie znają wielu dobrodziejstw cywilizacji. Nie zajmują się rolą, a jedynie polowaniami. To, co pochwycą, suszą na słońcu, gdyż nie znają ognia. Mieli handlować zebranymi i upolowanymi dobrami z Hindusami, których to mowę rozumieją, ale nie potrafią się jej nauczyć. Ze swojej strony porozumiewali się szczekaniem, wyciem i gestami. W zamiast za dobra, dostawali broń i strzały do polowań. Do opisu Herodota Ktezjasz dodał również, iż posiadali oni psi ogon. Doniesienia potwierdzać miał również grecki podróżnik, Megastenes, który w III wieku przed naszą erą udał się w podróż do Indii. Sama nazwa Cynocefal pochodzi od greckiego wyrażenia κυνοκέφαλοι (kynokephaloi), które jest połączeniem dwóch słów – κύων (kyno), oznaczającego psa oraz κεφαλή (kephalē) oznaczającego głowę. Można więc spolszczyć całą nazwę na Psiogłowy. W tym miejscu warto zaznaczyć, iż Herodot opisał między innymi geografię, architekturę i kulturę ówczesnego mu Egiptu, tak więc zapewne znane mu było wyobrażenie Boga Anubisa, o głowie szakala.

Następne relacje pochodzą z dzieł Piliniusza Starszego (tego samego, który również w swej Historii Naturalnej opisał olbrzymiego morskiego potwora z mackami) i zostały spisane już w I wieku naszej ery. Ten rzymski historyk dopowiedział, iż Cynocefale porozumiewały się nie mową, a szczekaniem. Ich ojczyznę również umieszczał na terenach Indii, gdzie miały mieszkać w jaskiniach znajdujących się na górzystych terenach na północy kraju. Potrafili posługiwać się łukami, mieczami oraz włóczniami, a ubierali się w skóry zwierząt, które upolowali. Również w wierzeniach Saamów z dalekiej północy pojawiała się rasa Padnakjunne, która była człekokształtnymi istotami o głowie psów, zjadającymi ludzi.

Źródło: https://pl.m.wikipedia.org/wiki/Plik:Saint_christopher_cynocephalus.gif,
data odczytu: 11.05.2024


Źródła o Cynocefalach nie ograniczają się jednak do starożytności. W IX wieku Ratramnus, mnich z opactwa w Korbei (tereny państwa Franków) rozwinął temat Psiogłowych. Z jednej strony w jego czasach uważano, iż rasa ta była niebezpieczna, potrafiła ziać ogniem a także miała skłonności kanibalistyczne. Z drugiej jednak widział w nich istoty z duszami, które można było ochrzcić. Ponadto uważał, iż u zarania dziejów, tak samo jak ludzie, wywodzili się od biblijnego Adama. Argumentował w następujący sposób, iż mogą posiadać duszę. Otóż głowa człowieka wieńczy ludzkie ciało od góry, przez co jest bliższa niebu, niż głowa psa, który chodzi na czterech łapach. Stąd też, Cynocefale, mając głowę na ramionach, mają dusze (z tą logiką nie da się polemizować). Ponadto, powołując się na swego przedmówcę, z ust którego słyszał o tej rasie, uważał, że mogą być rozumnym gatunkiem, albowiem tworzą społeczeństwo, uprawiają rolę (w przeciwieństwie do Ktezjusza), a także noszą ubrania, czym bliżej im do ludzi.

Święty Augustyn z Hippony wchodził w polemikę z tą tezą, nie mogąc jednoznacznie stwierdzić, czy bliżej im do zwierząt, czy też do ludzi (ani czy w ogóle istnieją). Jednak przyznawał, iż jeśli ta druga wersja jest prawdziwa, to bez wątpienia pochodzili od Adama. Inne to źródło, to relacja słynnego podróżnika z Wenecji, Marco Polo, który przyrównywał przedstawicieli tego gatunku do mastifów z twarzy. Ów włoski kupiec również umieszczał ojczyznę Cynocefali w Indiach, jednak nie na samym półwyspie, a na archipelagu Andamanów, na Oceanie Indyjskim. Również XII-wieczny dominikanin, Wincenty z Beauvais, opisywał istotę o ciele człowieka i głowie psa. Twierdził, że Psiogłowy gdy jest spokojny, zachowuje się jak człek, jednak gdy wpada w złość, bliżej mu do zwierzęcia. Również Paweł Diakon, benedyktyński mnich, przywoływał historie, wedle których byli dzicy, niebezpieczni i pili ludzką krew. Angielski podróżnik, żyjący w XIV wieku Sir John Mandeville wspominał o nich w relacjach ze swoich podróży. Wedle niego był to pół dziki, niebezpieczny lud, który chodził praktycznie nagi, jednak posługiwał się bronią. Główne bóstwo w ich panteonie miało wyglądać jak złoty lub srebrny wół. Swoich wrogów mieli zjadać żywcem.

Z czasem oprócz anonimowych przedstawicieli ludu w dalekiej Azji przynależność do rasy Psiogłowych zaczęto przypisywać także i znanym jednostkom. I tak oto Cyncefalem miał być święty Merkuriusz, a także znany z breloczków i obrazków kierowców, święty Krzysztof. Ten ostatni miał urodzić z głową psa, a rodzice nadali mu imię Reprobus (łac. Odrzucony). O jego cynocefalskim pochodzeniu pisał wspomniany już Ratramnus. Wedle żyjącego w X wieku niemieckiego biskupa, Waltera ze Spreyer, Reprobus mieszkał wśród innych przedstawicieli swojej rasy w Kanaanie. Ten duchowny do opisu Psiogłowych dodał nadnaturalny wzrost oraz potwierdził szczekanie i zjadanie innych ludzi.  Jednak po ochrzczeniu jego głowa zamieniła się w ludzką i przyjął imię Krzysztof. Inna wersja mówi z kolei, iż urodził się jako bardzo przystojny mężczyzna. Chcąc w swym pokornym życiu uwolnić się od zalotnic, prosił Boga o oszpecenie i ten przemienił jego głowę w łeb psa. Z mniej znanych świętych, w kościele koptyjskim czczono dwóch, Ahrakasa oraz Auganiego, których jeszcze w XVIII wieku przedstawiano jako Cynocefali.

Przejdźmy teraz to relacji z dalszego wschodu. W pochodzącej z VII wieku chińskiej Księdze Liang, buddyjski mnich Hui Shen opisuje swoją podróż daleko na wschód za ocen (czyżby do Ameryki?), w której to spotkał ludzi o psich głowach. XIV-wieczny arabski podróżnik, Muhammad Ibn Battuta również przypisywał Psiogłowym, iż pochodzą z wysp gdzieś pomiędzy Indiami a Sumatrą. Nazywał ich Barahnakar. Twierdził, iż osobiście odwiedził ich plemię. Mieli mieszkać w domach z trzciny. Mężczyźni tej rasy mieli chodzić nadzy, z wyjątkiem pasa z zawieszonym u niego woreczkiem. Kobiety miały nie mieć psich pysków, a ludzkie twarze, a odziewać miały się w suknie z liści drzew. Mieli oswoić słonie, a na czele ich społeczeństwa stał król.

Być może wszystkie relacje o Cynocefalach były wymysły ludźmi, którzy chcieli ubarwić swoje przygody. Być może też zainspirowały ich spotkania ze zwierzętami, których wcześniej nie znali, jak pawiany czy makaki, które mają nieco inny, bardziej wydłużony kształt czaszki, niż ludzka. A być może też faktycznie spotkali przedstawicieli rasy, której próżno jest szukać we współczesnym nam świecie…

Kończąc, chciałbym tradycyjnie zaprosić do polubienia mojego profilu na Facebooku, a także do udostępniania moich artykułów, bym mógł dotrzeć do szerszego grona Czytelników. A jeśli jesteś w stanie wesprzeć mnie finansowo, zachęcam do zostania moim Patronem, wzorem Piotra Brachowicza.

piątek, 26 kwietnia 2024

Ulfheðnar - Wilczy Wojownicy

Źródło: https://askunnr.no/ulfhednar,
data odczytu: 25.04.2024

Człowiek stawia się nad wszystkie inne istoty żywe na planecie. Jednak nie zawsze tak było. W Epoce Wikingów zwierzęta inspirowały, chciano się z nimi utożsamiać. Opisaliśmy już sobie berserkerów, wojowników, którzy naśladowali zachowaniem i strojem niedźwiedzie oraz wprowadzali się w szał bitewny. Były też oddziały naśladujące szarżę dzika, tworzące formację zwaną svinfylking. Dziś omówimy sobie trzecią grupę, która na swojego zwierzęcego patrona obrała wilka.

Wilk, jako zwierzę, nie był inspiracją jeno dla Skandynawów. Wojownicy utożsamiali się z tym drapieżnikiem na przestrzeni wieków w różnych kulturach i zakątkach świata – od mieszkańców Azji, aż po rdzenne plemiona Ameryki Północnej. Jako ciekawostkę warto wspomnieć, iż rzymski historyk Herodot wspominał o ludzie Neurów, żyjących na północ od Morza Czarnego (a więc na terenach dzisiejszej Ukrainy), którego to przedstawiciele mieli zdolność raz do roku przemieniać się na kilka dni w wilki. Wśród ludów germańskich wizerunki ludzi-wilków znaleźć już można na dekoracjach z czasów Wielkiej Wędrówki Ludów, a zapewne jako symbol funkcjonowały wcześniej. Taki wizerunek znajduje się chociażby na pochodzącej z VII wieku pochwie miecza znalezionej w niemieckiej miejscowości Gutenstein. Przedstawia ona istotę, lub człowieka w wilczej masce, z mieczem, w pełnej zbroi.

Źródło: https://sv.wikipedia.org/wiki/Torslunda_socken, data odczytu: 25.04.2024

Na bazie tej fascynacji wilkiem powstał w Skandynawii rodzaj wojowników zwany Ulfheðinnami (nord. Wilczy Płaszcz, liczba mnoga Ulfheðnar). Mieli oni przywdziewać na kolczugi (lub nagą skórę) wilcze futra. Czasami swoją własną skórę malowani na czarno, zapewne barwnikami z domieszką węgla, by bardziej uwydatnić nakładane nań futra. Prawdopodobnie obowiązywała ich reguła, by skórę wilka nosić na sobie przez dziewięć dni pod rząd, która to liczba dla wikingów była święta, a jedynie dziesiątego dnia można było ją zdjąć, wedle potrzeb.

Przypisywano im nadnaturalne zdolności. W Sadze o Egilu wspomniany jest dziadek tytułowego bohatera, wojownik o przydomku Wieczorny Wilk (nord. Kveld Ulf), który pod osłoną nocy mógł przemieniać się w wilka. W ciągu dnia zaś, po ponownej przemianie, stawał się ponury i małomówny. Śladów tych wojowników można dopatrywać się także w innych sagach i podaniach. Ponoć sam norweski król, Harald Pięknowłosy, miał mieć u swojego boku elitarny oddział Ulfheðinnów.

Odyn, Wszechojciec, posiadał na swoje zawołanie dwa wilki, Geriego i Frekiego. Nic więc dziwnego, że i sami Ulfheðinnowi byli z nim łączeni. Na płycie z Torslundy obok postaci utożsamianej z Odynem właśnie, jest także człowiek z głową wilka, włócznią i mieczem. Podobnie jak Berserkerowie, mieli wpadać w szał – gryźć zarówno przeciwników, jak i swoje tarcze, nie reagować jak ból i rany, oraz zachować się jak wściekłe psy. Ich okrzyki bitewne miały naśladować wycie wilków. Tak samo łączyli się w grupy, wzorem wilczych watach, w przeciwieństwie do Berserkerów, którzy jako niedźwiedzie, prowadzili bardziej samotniczy tryb życia. W gromadzie Ulfheðinnów obowiązywały też pewne zasady – jedną z nich był zakaz polowań na wilki, które były dla nich świętych wzorem. Nie mogli również ścinać włosów czy golić bród, wszak były to czynności typowe dla ludzkiego społeczeństwa, a nie wilków. Tak samo przechodzili na zwierzęcą dietę – spożywane mięso musiało być surowe, tak jak jedzą je prawdziwe drapieżniki. Wybierali odludne miejsca, zapewne lasy. Inicjacja i dołączanie do takiej watahy miała miejsce na wczesnym etapie życia, zapewne przed dziesiątym rokiem życia.

Nic dziwnego – jedną z najbardziej niebezpiecznych i niszczycielskich istot w mitologii nordyckiej jest olbrzymi wilk Fenrir, który odegra kluczową rolę w wydarzeniach końca świata, Ragnaröku, a dwaj inni przedstawiciele tego gatunku, Sköll i Hati, mają przy końcu czasu pożreć słońce i księżyc. Tak więc same wilki były dla wikingów jak najbardziej symbolami chaosu i zniszczenia. Samo wprowadzanie się w szał, podobnie jak u Berserkerów, było formą rytuału, w której podczas dzikiego tańca śpiewano lub inkantowano słowa, mające zwiększyć ich siłę oraz szybkość, na wzór swych zwierzęcych patronów.

Źródło: https://www.gmbinder.com/share/-MPO18QO-QVH4PdRaN1N,
data odczytu: 25.04.2024

Na cześć Ulfheðinnów został nazwany jeden z gatunków wilkołaków pojawiający się w grze Wiedźmin III: Dziki Gon. Jest to, wzorem Sagi o Egilu, dość bezpośrednie nawiązanie do przemiany człowieka w wilka, nie tylko duchowo, ale i fizycznie.

Kończąc, chciałbym tradycyjnie zaprosić do polubienia mojego profilu na Facebooku, a także do udostępniania moich artykułów, bym mógł dotrzeć do szerszego grona Czytelników. A jeśli jesteś w stanie wesprzeć mnie finansowo, zachęcam do zostania Patronem, wzorem Piotra Brachowicza.

piątek, 12 kwietnia 2024

Havhest

Źródło: https://woodenwallsproject.com/portfolio/,
data odczytu: 11.04.2024

Woda i to, co kryło się pod jej powierzchnią, zawsze fascynowała i przerażała ludzkość. To w jej odmętach czaiły się Nøkki i inne podobne im stwory, przed którymi ostrzegano dzieci oraz podróżnych. To z jej głębin wynurzały się olbrzymie Krakeny, potrafiące zatapiać statki. Dziś omówimy sobie kolejną morską istotę, którą wikingowie nazywali Havhestem.

Havhest, znany też jako Sjøhest, to istota łącząca w sobie cechy konia oraz węża. Nawet współczesne języki skandynawskie zawierają słowa, które tworzą ich nazwę, w praktycznie niezmienionej formie (norweskie hav to ocean, sjø oznacza morze, a hest to koń). Samo stworzenie miało posiadać głowę konia, którą można było jednak odróżnić od lądowych wierzchowców po dwóch rzędach zębów, ostrych kłach oraz żółtych oczach, oraz resztę ciała jak u węża, czy ryby. Pomimo, iż jego siedliskiem były słone zbiorniki wodne, potrafił ziać ogniem z paszczy (czyli zupełnie jak Mario Bros na podwodnych poziomach w grze). Bywał niebezpieczny zarówno dla marynarzy, jak i innych stworzeń morskich.

Nie da się ukryć, iż łączenie cech konia z żywiołem wody nie było unikatowe Skandynawii. O podobnym stworzeniu, celtyckim Kelpie, już opowiedzieliśmy sobie na blogu. Obydwa stworzenia potrafiły być niebezpieczne dla ludzi.

Źródło: https://no.wikipedia.org/wiki/Sj%C3%B8hest_%28fabelvesen%29,
data odczytu: 11.04.2024

Wędrując dalej na południe, natrafiamy również na greckie Hippokampy, które również miały mieć ciało ryb, końskie głowy i przednią parę kończyn. Posejdon, Bóg Mórz, miał podróżować rydwanem zaprzężonym w dwa takie stworzenia.

Havhest chętnie używany był jako symbol rodowy w Norwegii. Przykład takiego zachowanego symbolu można znaleźć w kościelem Tanum w miejscowości Bærum, który został ufundowany przez rodzinę Vogt. Również założona w 1972 roku Oljedirektoratet, czyli Norweska Dyrekcja ds. Ropy Naftowej, obrała sobie za logo Havhesta.

Dziś obie nazwy przypisywane są również innym stworzeniom. Havhestem nazwano morskiego ptaka zamieszkującego arktyczne wybrzeża, a Sjøhest to norweska nazwa pławikonika. Być może kształt głowy tego ostatniego gatunku, połączony z płetwami i rybim ogonem stał się przed wiekami źródłem wierzeń swojego straszniejszego, ziejącego ogniem, odpowiednika.

Źródło: https://ebird.org/species/norful?siteLanguage=no,
data odczytu: 11.04.2024

Kończąc, tradycyjnie chciałbym zaprosić do polubienia mojego profilu na Facebooku, a także do udostępniania moich artykułów, bym mógł dotrzeć do szerszego grona Czytelników. A jeśli jesteś w stanie wesprzeć mnie finansow, zachęcam do zostania Patronem, wzorem Piotra Brachowicza.

piątek, 29 marca 2024

Króliki Wikingów

Źródło: https://phiik.bandcamp.com/track/kurt-mcburt-prod-by-olasegun,
data odczytu: 29.03.2024
 

793 rok A.D. Tego roku nadeszły złowieszcze znaki nad ziemię Nortumbrii, przerażające ludzi najbardziej: Były to ogromne świetlne pioruny pędzące w powietrzu, trąby powietrzne i ogniste króliki lecące po firmamencie. Po tych strasznych znakach nastąpił wielki głód: niedługo później, szóstego dnia przed idami czerwcowymi tego samego roku, wstrząsające najazdy pogan z królikami dokonały zniszczeń w Kościele Bożym na Świętej Wyspie, plądrując, mordując i gryząc meble...

Cytat ten pochodzi z Kroniki Anglosaskiej i opisuje najazd na wyspę Lindisfarne, dokonany przez wikingów 8 czerwca 793. Groza wojowników ze Skandynawii zawładnęła Europą na kolejne wieki. Nie bali się śmierci, siłę czerpali z natury. W ich szeregach znajdowało się wiele osób, które utożsamiało się z dziki bestiami, starając się je naśladować i pozyskać ich siłę. I tak oto mieliśmy Berserkerów, którzy za swego zwierzęcego patrona obrali sobie niedźwiedzia, Svinfylkingów, naśladujących dziki czy też Ulfheðinów, zachowujących się jak wilki. Dziś opowiemy sobie o kolejnej zwierzęcej inspiracji, która odmieniła Skandynawię, a także budziła nieskrywany lęk w innych narodach. Mowa o królikach.

Źródło: https://www.freepik.com/premium-ai-image/rabbit-sky_53241991.htm,
data odczytu: 29.03.2024

Kultu tych niesamowitych i niebezpiecznych zwierząt można dopatrywać się w samych wikińskich wierzeniach. Powszechnie znanym faktem jest, iż rydwan Thora zaprzężony był w dwa magiczne kozły, z kolei ten należący do Freji ciągnięty był przez dwa koty, lub wedle innej wersji, dwa rysie. Odyn, Wszechojciec, najwyższy z panteonu nordyckiego również miał parę zwierząt u swego boku, a były to właśnie króliki o imionach Freki oraz Geri (nord. Zachłanny oraz Wygłodniały – każdy, kto odważył się oswoić te zwierzęta wie, iż imiona są adekwatne do ich natury). Wiara jednak ewoluuje, a wiele z tego co wiemy o mitach wikingów zostało spisane dopiero po chrystianizacji Północy. Mnisi i skrybowie spisujący podania, głównie na Islandii chcieli złagodzić obraz tych bestii i zastąpili je mniej groźnymi od królików wilkami.

Źródło: https://dangerousminds.net/comments/medieval_times_attack_of_the_giant_killer_rabbits,
data odczytu: 29.03.2024

Śladów, jak ważne dla wikingów były króliki można szukać także w języku. Do dziś dotrwały nazwy miejscowości takie jak Harstad czy Harby pochodzące od staro nordyckiego słowa hari, oznaczającego królika lub zająca (z tego samego źródła wywodzi się współczesne angielskie słowo hare). Podziwiając niesamowitą potęgę i zniszczenie, jakie potrafiły siać te zwierzęta, nadawali także swoim dzieciom groźnie brzmiące imiona. I tak chociażby wyboru dokonali rodzice króla Norwegii, Haralda Srogiego (obecny władca tego państwa, Harald V, również nosi imię etymologicznie związane z królikami).

Wielu z Was zapewne słyszało o rogatych hełmach wikingów. I zapewne wiecie też, że był to mit, gdyż nie wieńczyły one nakryć głowy skandynawskich wojowników. Duża w tym zasługa przekręcenia tłumaczenia przez Ole Worma, duńskiego uczonego, który znany jest także z przypisania wikingom picia z czaszek wrogów. Ten sam Duńczyk pomylił słowa rogi z uszami, gdyż tak naprawdę pierwotnie słynne wikińskie hełmy zdobione były na wzór króliczych uszu, by budzić strach wśród wrogów widzących, jak zza burt wyłaniały się te nietypowe nakrycia głów. Tak samo zdobione były dzioby drakkarów. Obok głów smoków i wilków to właśnie drewniane króliki często zwiastowały nadciągającą flotę wikingów.

Źródło: https://jaionline.net/2020/11/24/thewitcher3game/,
data odczytu: 29.03.2024


Oprócz samego utożsamiania się z nimi, co bardziej odważni starali się oswoić je. Najgroźniejsze i największe pochodziły z dalekich, odludnych terenów północnej Norwegii i wielkością dorównywały brytanom. Armia, która posiadała takie wsparcie była niemalże niezwyciężona. Wpuszczone pomiędzy szeregi wroga króliki momentalnie dziesiątkowały przeciwników, pozwalając wikingom skutecznie, nawet bez dobrego oręża i zorganizowanych armii, zdobywać kolejne ziemie. To właśnie dzięki nim możliwa była ekspansja na tereny wielu krajów, pomimo iż Skandynawia była dość słabo zaludniona oraz nie posiadała bogatych złóż metali. Znany jest przypadek, jak podczas bitwy o Stamford Bridge jeden samotny królik nie pozwalał angielskiemu pościgowi osaczyć uciekającej norweskiej armii przez wiele godzin!

Źródło: https://www.happyhenryshomes.co.uk/product-page/rabbit-castle-bridge-only,
data odczytu: 29.03.2024

Echa tych przerażających bestii ciągle pobrzmiewały w późniejszych epokach. Wiele średniowiecznych manuskryptów zawiera ryciny przedstawiające króliki skutecznie pokonujące rycerzy czy zdobywające zamki. Warto o tym pamiętać, kiedy następny raz staniecie oko w oko z jednym z nich – przed wiekami to właśnie te zwierzęta rzuciły na kolana całą Europę. Trwoga przed królikami odbiła się nawet na wersecie średniowiecznej modlitwy – A furore cuniculorum libera nos Domine – Od furii królików północy, wybaw nas Panie.

Oczywiście za trzy dni jest Prima Aprillis, który chciałem nieco uprzedzić i większość tego, co właśnie przeczytaliście przyjmijcie z przymrużeniem oka. Do napisania tego tematu zainspirowała mnie właśnie mnogość przedstawień królików, jako groźnych bestii, na kartach średniowiecznych ksiąg. Współcześnie mamy kontakt z ich mniej groźnymi potomkami, które prędzej zjedzą coś z ręki, niż samą dłoń. Oczywiście, jest jeszcze ten osobnik:

Na sam koniec, już zupełnie poważnie, pragnę zaprosić do polubienia mojego profilu na Facebooku, a także do udostępniania moich artykułów, bym mógł dotrzeć do szerszego grona Czytelników. A jeśli drogi Czytelniku i droga Czytelniczko jesteście w stanie wesprzeć mnie finansowo, zachęcam do odwiedzenia mojej strony na Patronite i dołączenia do grona Patronów, wzorem Piotra Brachowicza.

P.S. I zachowujcie względy bezpieczeństwa w obecności królików. Zawsze

piątek, 8 marca 2024

Meluzyna


Źródło: https://wachtyrz.eu/gornoslaska-meluzyna/,
data odczytu: 07.03.2024

Wśród mitologicznych stworzeń jednymi z bardziej rozpoznawalnych istot są syreny. Ich starsze wyobrażenia to pół kobiety, pół ptaki. Taki obraz znany jest tym, którzy czytali chociażby Odyseję Homera. Późniejsze wariacje przedstawiają je jako kobiety od pasa w górę i ryby od pasa w dół. Współcześnie jest to zapewne bardziej utrwalony stereotyp syreny, znany chociażby z baśni Hansa Christiana Andersena czy też z herbu naszej stolicy, Warszawy (chociaż ta ostatnia, do XVII była również przedstawiana ze skrzydłami). Istotą, która łączyła zarówno powietrzne, jak i wodne wyobrażenie była popularna od średniowiecza Meluzyna, której poświęcę dzisiejszy temat.

Meluzyna była przedstawiana jako kobieta o rybim lub wężowym ogonie, albo nawet i dwóch, rozdzielających się. Często posiadała także skrzydła. Jedne z najstarszych źródeł opisujące tego stwora pochodzą z terenów Zachodniej Europy, szczególnie z Francji. Sama nazwa zapewne także pochodzi z tamtych regionów, prawdopodobne od łacińskiego melus (słodki, melodyjny, przyjemny) tudzież od imienia przywódczyni wróżek z francuskiego folkloru, Mère Lusine, czyli Matki Lusine.

Źródło: https://pl.wikipedia.org/wiki/Herb_Warszawy,
data odczytu: 07.03.2024

Najstarsza europejska wersja została spisana przez angielskiego pisarza, Waltera Mapa w XII wieku. Wedle niego rycerz Henno z Normandii ocalił z rozbitego statku tajemniczą piękność. Ta, po jakimś czasie urodziła mu synów, jednak zawsze kąpała ich w odosobnieniu, a także tajemniczo znikała w trakcie mszy świętej. Namówiony przez swoją matkę Henno postanawia śledzić swoją żoną i zauważył, że ich potomstwo w wodzie zmienia się w smoki. Zdemaskowana małżonka wyleciała wtedy na skrzydłach przez dach, by już nigdy nie powrócić do męża.

W latach 1382-1394 najpopularniejszą bodaj wersję spisał Jean d’Arras, francuski pisarz. Jego wersja podaje, iż w czasach wypraw krzyżowych król Szkocji (nazywanej przez autora Albą), Helmas, wybrał się do lasów na polowanie. Tam spotkał piękną damę o imieniu Presina (Pressyne). Miała odznaczać się nadzwyczajną urodą, gdyż należała do rasy elfów. Zgodziła się wyjść za mąż za Helmasa, stawiając mu tylko jeden warunek. Miał zakaz wchodzenia do jej komnaty, kiedy ta będzie rodzić dzieci lub następnie je kąpać. Król zgodził się, jednak po latach złamał zakaz. Pressyne urodziła mu trzy córki i pewnego dnia, gdy je kąpała, król wtargnął do pomieszczenia, gdzie kąpiel się odbywała. Elfka zabrała ich potomstwo i udała się na legendarną wyspę Avalon, tę samą, na której schronił się śmiertelnie ranny król Artur.

Trzy córki, Meluzyna, Meliora i Palatina, dorastały na Wyspie Jabłek. W dniu swoich piętnastych urodzin, najmłodsza z rodzeństwa Meluzyna spytała ich matki, czemu mieszkają w Avalonie. Ta opowiedziała jej o złamanej obietnicy Helamasa. Wściekła córka zaczęła szukać zemsty i wespół z siostrami porwały króla Alby, a następnie uwięziły w szkockich górach.

Po latach, Meluzynę, podobnie jak jej matkę wcześniej, ujrzał w lesie inny wędrowiec. Był nim Rajmund z Poitou (południowo-zachodnia Francja). I historia zatoczyła krąg, gdyż zakochał się w niej i poprosił ją o rękę. Ta zgodziła się, wymagając na nim podobnej obietnicy, jak jej matka na jej ojcu. Rajmund nie mógł wejść do jej komnaty w sobotę. Wzięli ślub i Meluzyna urodziła mu dziesięciu synów. Pomagała także w budowaniu wielu wspaniałych zamków na jego ziemiach (ten sam motyw pojawia się w legendzie o wspomnianej Mère Lusine). Lata mijały i w końcu Rajmund dał się skusić ciekawości. Zajrzał do komnaty Meluzyny w sobotę, gdy ta brała kąpiel. Zobaczył swoją żonę z wężowym ogonem, jednak zachował to w tajemnicy. Niestety, w ich rodzinie doszło do tragedii. Jeden z ich synów zabił drugiego. Wtedy też władca Poitou oskarżył swoją żoną, iż to jej wina i nazwał ją wężem. Ta, uświadomiwszy sobie, iż nie dotrzymał danej obietnicy, przybrała swoją magiczną postać, jej nogi zamieniły się w ogon, a także wyrosły jej skrzydła, a następnie opuściła małżonka, wylatując przez okno. Do zamku wracała tylko nocami, by ciągle karmić dwójkę najmłodszych dzieci.

Źródło: https://everydayoriginal.com/product/melusines-gaze/, 
data odczytu: 07.03.2024

Jean d’Arras posunął się o krok dalej, łącząc francuski lud Lusignanów, z którego wywodził się między innymi Gwidon, jeden z królów Jerozolimy, właśnie z Meluzyną. Wedle autora, władca Ziemi Świętej był synem tej magicznej istoty. Presina, dowiedziawszy się o występku swoich dzieci, rzuciła na nie klątwę. Od tej pory w każdą sobotę ich nogi zamieniały się w wężowy ogon. Wiele innych rodów z Zachodniej Europy również podchwyciło tę modłę i przypisywało sobie jakiegoś przodka pochodzącego od Meluzyny. Warianty historii tej istoty zmieniały się w zależności od regionu. Czasami jej tożsamość zostawała odkryta w komnacie, czasami podczas kąpieli, innym razem podczas mszy w kościele (stwory nie cierpiały nabożeństw i zawsze opuszczały je przedwcześnie). Często zdemaskowane zabierały ze sobą na zawsze jedno lub kilkoro swoich dzieci, albo na wzór Meluzyny, wracały do nich, ale tylko potajemnie. Chrześcijaństwo, starając się walczyć z popularnością tych wierzeń, dawało stworzeniom cechy demoniczne, przyrównując je do sukkubów.

Historie o podobnych stworach, pół ludziach, pół wężach, stały się popularne po epoce krucjat. Być może wracający rycerze i pielgrzymi przywieźli zasłyszane opowieści do Europy ze Wschodu. Nie da się bowiem ukryć, iż do tych istot podobni są hinduscy Nagowie, wodne istoty, które również posiadały gadzie ogony.

Na ziemie polskie Meluzyna zawędrowała gdzieś w XVI wieku i została utrwalona w przekładzie legendy Marcina Siennika z 1569 pod tytułem Historyja o szlachetnej i pięknej Meluzynie, teraz nowo z niemieckiego języka na polski przełożona. Prawdopodobnie historia dotarła do nas z czeskich ziem, albowiem tam przekład ukazał się kilkanaście lat wcześniej, a dość dużą popularnością cieszył się na ziemiach śląskich. Tu dopowiedziano jej historię, jakoby Bolko (nie da się jednak utożsamić go jednoznacznie ani z cieszyńskim Bolkiem I ani Bolkiem II), cieszyński książę, miał poślubić księżniczkę Meluzynę. Na tym etapie nie będzie już niespodzianką, iż panna wymusiła na nim obietnicę, by z soboty na niedzielę, nie wchodził do ogrodu, gdyż chce wtedy brać samotne kąpiele. Władca przystał na warunek, jednak po pewnym czasie, namówiony przez swoją matkę, Monikę, postanowił sprawdzić, czy jego małżonka nie wyprawia jakichś bezeceństw w sobotnie noce. Odkrywszy, iż posiada rybi ogon i skrzydła, przeraził się, a sama Meluzyna, zawiedziona złamaną przysięgą, wyleciała przez okno i tyle ją widziano w Cieszynie (zapewne narażając się na zawianie/przewianie, gdyż kto rozsądny wylatuje w zimną noc przez okno tuż po kąpieli?!).

Następnie w tradycji ludowej przypisywano jej powiązanie z wiatrem i burzami, czym łączyła swój częściowo wodny charakter z żywiołem powietrza. Przypisywano jej także życie wzdłuż brzegów Odry, a jej natura była mniej dostojna, niż zaczarowanej księżniczki. Bliżej jej było do krwiożerczych bestii z greckich wierzeń i miała polować na młodych mężczyzn. Z czasem zaczęto przypisywać jej inne magiczne zdolności, jak paraliżowanie, zamienianie ofiar w kamień czy nawet zabijanie wzrokiem. Pojawiły się też mutacje posiadające kopyta, miast rybiego lub gadziego ogona.

Źródło: https://mail.creativeuncut.com/gallery-25/tw3wh-siren.html,
data odczytu: 07.03.2024

Meluzyna stała się popularnym motywem, często witającym w różnych utworach, dziełach sztuki i zdobieniach. Jako gatunek stwora pojawia się w grze Wiedźmin III: Dziki Gon, gdzie pod postacią skrzydlatej istoty z wężowym ogonem zamieszkuje wyspę Spikeroog na archipelagu Skellige. Tym, którzy pamiętają Podróże Pana Kleksa nie obca jest piosenka Meluzyna, czyli historia podwodnej piosenki, zaśpiewana przez Małgorzatę Ostrowską.

Historia Meluzyny jest w pewnych miejscach podobna do skandynawskiej Huldry, ale to już temat na inny dzień.


Na sam koniec chciałbym tradycyjnie zachęcić do polubienia mojego profilu na Facebooku, a także do udostępniania moich artykułów, bym mógł dotrzeć do szerszego grona Czytelników. A jeśli jesteś w stanie wesprzeć finansowo rozwój mojego bloga, zaprasza na Patronite i dołączenia do grona Patronów, wzorem Piotra Brachowicza.