piątek, 26 marca 2021

Karol Wielki - Kampania w Hiszpanii

 

Źródło: https://gript.ie/on-this-day-charlemagne-crowned-king-of-the-franks/,
data odczytu: 26.03.2021

Po śmierci Pepina Krótkiego w państwie Franków władzę objeło dwóch jego synów – Karol i Karloman. Wspólne rządy nie idą jednak pomyślnie i między braćmi narasta konflikt. Ostatecznie Karloman umiera w tajemniczych okolicznościach, a Karol przejmuje jego tereny. Zagrożeniem dla władcy byli teraz dwaj synowie zmarłego brata, którzy uciekli na południe do państwa Longobardów. By wyeliminować rywali do tronu król Franków najechał Italię i podporządkowuje ją sobie w 774 roku, a swoich bratanków przymusowo zamyka w klasztorze. Jednocześnie, w Padwie, stolicy Longobardów, koronuje się na władcę podbitego ludu.

Liczący trzydzieści dwie wiosny (lub według inne wersji – dwadzieścia dziewięć) Karol wraca tryumfalnie z Italii. Koronacja na władcę Longobardów nie zapewniła mu jednak całkowitego posłuszeństwa na podbitych terenach. O możliwym buncie poinformował go papież Hadrian I. Bunt wznieciło książę Hrodgaud z Friuli oraz oraz Hildeprand ze Spoleto. Powstanie zostało stłumione w 776 roku.

Na południe od zajętych ziem leżało księstwo Benewetu. Karol próbował rozszerzyć swoje wpływy także i o to państwo ponad dekadę później, w 787 roku. Arechis II, władca Benewetu, chcąc utrzymać pokój, wysłał swoich dwóch synów, Grimoalda III oraz Romoalda jako zakładników do władcy Franków. W rok później zarówno Arechis jak i Romoald zmarli. Karol uwolnił Grimoalda, w zamian za obietnice uznania jego zwierzchności. W tym miejscu do gry powraca Aldagis, syn byłego króla Longobardów, Dezyderiusza. Posiadając wsparcie armii Cesarstwa Wschodniorzymskiego wyruszył by odbić ziemie swojego ojca. Grimoald wespół z Hrodgaudem i Winigesem (następcą Hildepranda) odparli ataki i obronili Italię. Grimoald po latach spróbował wyzwolić się spod zwierzchności Franków, jednak został zmuszony do dalszego posłuszeństwa przez dwóch synów Karola, Pepina Longobardzkiego oraz Karola Młodszego.

Skoro już poruszyliśmy temat dzieci Karola warto się przyjrzeć bliżej jego związkom i licznym potomkom. Pierwszą żoną króla była Himiltruda, z którą miał syna Pepina Garbatego. Historycy nie są zgodni co do legalności tego związku i matka pierworodnego syna Karola określana jest też jako kochanka albo konkubina. Jeśli jednak małżeństwo było zawarte (w 766 roku), to nie zostało anulowane dwa lata później, kiedy to Karol poślubił Gerpergę, córkę Dezyderiusza (ponieważ jako król i wzorowy chrześcijanin mógł sobie pozwolić na bigamię). Drugie małżeństwo zostało anulowane w 771 roku (to też mógł uczynić jako król, bo czemu nie) i Karol zawarł kolejny związek małżeński, tym razem z Hildegardą, córką hrabiego Gerolda z Vizgau. Z trzecią żoną miał aż dziewięcioro dzieci – wspomnianych wcześniej Karola Młodszego i Pepina Longobardzkiego oraz Lotara, Ludwika Pobożnego, Adelajdę, Rotrudę, Bertę, Gizelę i Hildegardę. Po urodzeniu ostatniego dziecka pod koniec 782 roku lub wiosną 783 Hildegarda zachorowała (według kronikarza Pawła Diakona śmierć była spowodowana komplikacjami po porodzie). Ostatnie dziecko Karola, nazwane po matce, nie przeżyło jej długo i w czerwcu tego samego roku również odeszło z tego świata.

W późniejszych latach Karol zawierał związki małżeńskie jeszcze dwa razy – z Fastradą (od 784 roku do jej śmierci w 794 roku), z którą miał dwie córki, Teodradę oraz Hiltrudę, oraz z Luitgardą (od 794 do 800 roku), która zmarła bezdzietnie. Oprócz wymienionych oficjalnych związków Karol miał też kilka kochanek (a bigamia przerodziła się w poligamię); Gerswindę, z którą miał córkę Adaltrudę; Madelgardę, z którą miał córkę Roudhaidę; Amaltrudę Wiedeńską, z którą miał córkę Alpaidę; Reginę, z którą miał dwóch synów – Drogo i Hugo; Ethelindę, z która miał synów Richboda i Teodoryka… Wyliczanka dobiegła końca – pozostaje pytanie, o ilu kolejnych kochankach i dzieciach historia milczy.

Źródło: https://littales.com/2020/11/02/the-song-of-roland-the-medieval-heroic-epic/,
data odczytu: 23.03.2021

Zostawiamy życie osobiste Karola i wracamy na front królestwa Franków. Oprócz kierowania działań zbrojnych na tereny Italii Karol przeprowadzał także kampanię na obszarze Iberii (dzisiejszej Hiszpanii). Już wcześniej Pepin toczyłwalki w Akwitanii u podnóża Pirenejów. Pozornie podporządkowana kraina pod wodzą Hunalda II zbuntowała się przeciwko władzy Franków. Nie jest pewne, czy ojciec Hunalda, Waifer zginął w walkach z Frankami, czy też został zabity przez swojego syna. Jednak kiedy to się stało, względny pokój zakończył się. Hunald szybko został pokonany przez  Karola i Karlomana w 769 roku i schronił się u władcy Gaskonii, Lupusa II. Chociaż Gaskończyk początkowo popierał powstanie Akwitanii, szybko zmienił front i pojmał swojego gościa, wydając go następnie Karolowi. Hunald zmarł tego samego roku.

W 777 roku władze Barcelony, Girony i Saragossy postanowiły nawiązać kontakt z Karolem, w obawie przed muzułmańskim Kalifatem Kordoby. Władca Franków widząc kolejny teren do podboju i chrystianizacji (warto zaznaczyć, że miasta były w obszarze wpływów islamu) przeprawił się na południe przez Pireneje. Po dotarciu do Barcelony i Girony armia Karola napotkała niemiłą niespodziankę w Saragossie, której władca odmówił przyjęcia Franków, twierdząc, iż nigdy nie obiecywał im posłuszeństwa. Miasto oblegane było przez miesiąc – po tym czasie został zawarty rozejm a Karol, który został opłacony złotem i wziął kilku zakładników postanowił zakończyć kampanię na Półwyspie Iberyjskim i wrócić na północ za Pireneje. W drodze powrotnej armie atakowane były przez Basków – lud, który dzielnie opierał się zarówno Frankom jak i Arabom. Karol, by zapobiec potencjalnemu sprzymierzeniu się Basków z muzułmanami, postanowił rozlokować na tym terenie swoje garnizony, a także zdobyć kilka miast... Tak na wszelki wypadek. Pomimo, że baskijskie ziemie nie zostały w pełni podporządkowane Karolowi, jego armie maszerowały przez nie, ogołacając z żywności i dopuszczając się wielu krzywd na miejscowej ludności. Na trasie frankijskich wojsk znalazła się Pampeluna, której mury zostały zburzone przez oblegających. Jednak najsłynniejszym starciem jest zapewne bitwa w wąwozie Roncevaux. Przyczyną ataków była zapewne nienawiść spowodowana spustoszeniem kraju.

Wąwóz Roncevaux, zwany przez Basków Orreaga, znajduje się w Pirenejach. Baskowie, chcąc odegrać się na Karolu za jego kampanię zbrojną, zorganizowali zasadzkę na tylną straż frankijskiej armii 15 sierpnia 778 roku. Starcie zostało opisane (a czyny głównego bohatera wyolbrzymione) w najstarszym francuskich eposie – Pieśni o Rolandzie. Tytułowy Roland był dowódcą straży, która wedle utworu mogła liczyć ok. 20 000 żołnierzy – historycy przyjmują jednak, że ta liczba została kilkukrotnie zawyżona. Baskowie mieli przewagę, jaką dawała im znajomość ich ziem, dzięki czemu mogli skutecznie zaplanować atak z zaskoczenia. Niewykluczone, że znaleźli też sojusznika w Lupusie II z Gaskonii, który mógł sprzymierzyć się zarówno z żądnymi zemsty mieszkańcami Pampeluny, jak i z muzułmańskimi wojskami. O Lupusie wiadomo, że zmarł w tym samym roku, a jego zdradę sugerował już Einhard, nadworny kronikarz Karola Wielkiego.

Frankowie, pomimo iż byli liczniejsi i lepiej uzbrojeni, nie mieli szans z Baskami (chociaż tradycja zastąpiła skromniejsze siły baskijskich górali armią składającą się z 400 000 Saracenów, by wyolbrzymić siły wroga). Ukształtowanie terenu pozwoliło im wybić wszystkich żołnierzy tylnej straży oraz rozkraść całe złoto i kosztowności, które eskortowali przez Pireneje na północ.

Bitwa uznawana jest za największą porażkę w militarnej karierze Karola Wielkiego. Bunt Basków trwał jeszcze dwa lata, do czasu, aż jeden z frankijskich dowódców, Wilhelm z Akwitanii, pojmał ich przywódcę  Adalryka oraz jednego z synów Lupusa II. Sam Karol miał wrócić jeszcze w Pireneje, gdy ponad dekadę później powstała Marchia Hiszpańska (warto zaznaczyć, że nie ma na pewności do istnienia takiego tworu), której zadaniem była ochrona południowego pogranicza państwa Franków przed muzułmanami.

Kampanie Karola Wielkiego nie zakończyły się jednak na walkach w Iberii. W przyszłości omówimy sobie walki z germańskimi plemionami na północy.

Jeśli podoba Ci się to co tworzę i chcesz mnie wesprzeć - grosza daj wikingowi :) Zapraszam na mój profil na Patronite a także do odwiedzenia stron na Facebooku. Już dziś chciałbym podziękować mojemu pierwszemu Patronowi - Piotrowi Brachowiczowi.

piątek, 12 marca 2021

Karol Wielki - Droga do władzy

 

Karol Wielki
źródło: https://twojahistoria.pl/encyklopedia/karol-wielki-krol-frankow-i-cesarz-rzymski-768-814/,
data odczytu: 11.03.2021

Pieśń o Rolandzie to opowieść, którą czytaliśmy jako lekturę szkolną.  Rozgrywa się w 778 roku, a oprócz tytułowego rycerza pojawia się w niej także postać króla Franków, Karola Wielkiego. Władcę poznawaliśmy również na lekcjach historii. Kilka najbliższych tematów chciałbym poświęcić właśnie jego osobie, omawiając wszystkie ważne wydarzenia z jego życiorysu i podkreślając wpływ jaki miał na epokę wikingów.

W VIII wieku królestwo Franków rządzone było przez dynastię Karolingów. W 741 roku zmarł Karol Młot, a jego państwo zostało podzielone pomiędzy dwóch synów – Karlomana i Pepina Krótkiego. W sześć lat później Karloman wycofał się z polityki i przekazał całą władzę swojemu bratu. Prawdopodobnie była to jego własna, dobrowolna decyzja, po której przywdział zakonny habit i kolejne lata życia spędził w klasztorze. W tych samych latach Pepin był w związku małżeńskim ze swoją kuzynką Bertradą z Laonu  (której historia przypisała wspaniały przydomek Berta o Wielkich Stopach), z którą miał kilkoro dzieci  – Karola, zwanego później Wielkim, Karlomana, córkę Gizelę oraz czwórkę potomstwa, która nie dożyła wieku dorosłego – Pepina, Bertę, Adelaidę i Rothaidę. W 754 roku papież Stefan II namaścił Pepina i jego dwóch synów na patrycjuszy rzymskich – był to honorowy tytuł wysoko postawionych urzędników. W tym czasie Karol zdobywał już doświadczenie wojskowe w armii swojego ojca.

By potrzymać rodzinną tradycję, Pepin Krótki chciał podzielić królestwo pomiędzy dwóch synów. I tak oto w roku jego śmierci, to jest w 768, władzę objęli Karol (tereny północno-zachodnie) i Karloman (tereny południowo-wschodnie). Bracia nie darzyli się dużą miłością. Kiedy Pepin poślubił Bertradę, ich małżeństwo nie zostało uznane przez kościół, ponieważ byli ze sobą zbyt blisko spokrewnieni. Ich syn, Karol, który urodził się w 742 lub 747 roku (zapewne błąd w zapisie daty wynikający z podobieństwa dwójki i siódemki) nie był uznawany za ślubne dziecko. Małżeństwo Pepina zostało zalegalizowane w świetle prawa kościelnego dopiero w 749 roku. Karloman urodził się dwa lata później i był uznawany przez wielu za pierwszego ślubnego syna Pepina. Tak więc na dworze Franków dorastało dwóch młodzieńców – jeden, który był pierworodny oraz drugi, który w świetle religii uważany był za prawowitego spadkobiercę. Niezależnie po stronie którego z nich leżały prawa do tronu, obaj musieli podzielić się władzą, co spowodowało wzrost napięcia między nimi.

Mapa państwa Franków na przestrzeni wieków
źródło: https://www.wikiwand.com/pl/Karol_Wielki,
data odczytu: 11.03.2021

W rok po śmierci Pepina wybuchło powstanie w Akwitanii i Gaskonii. Gdy Karol tłumił powstanie, Karloman miał go wesprzeć. Gdzieś pod Moncontour doszło do zwady między braćmi-władcami i młodszy z nich wycofał się z kampanii, co jeszcze bardziej zaogniło konflikt między nimi.

Bertrada, już jako wdowa po Pepinie, nie stała biernie, tylko ciągle starała się aktywnie wzmocnić państwo swoich synów na arenie międzynarodowej. Zaaranżowała drugie małżeństwo (pierwsze nigdy nie zostało oficjalnie anulowane) Karola z Gerpergą, córką Dezyderiusza, władcy Longobardów. Niektórzy uważają, że był to akt faworyzowania pierworodnego syna – tereny, którymi władał Karol oraz państwo Dezyderiusza otaczały teraz ziemie Karlomana.

W 771 roku Karol odesłał Gerpergę do swojego ojca, co odwróciło sytuację o 180 stopni i poślubił nastoletnią Hildegardę. Dezyderiusz uznał to za złamanie sojuszu i sprzymierzył się z Karlomanem. Wkrótce jednak młodszy syn Pepina zmarł ciężko krwawiąc z nosa – przyczyny zgonu nie są jasne. Mogła to być choroba, a równie dobrze mógł odejść z tego świata dzięki pomocy Karola lub jego popleczników. By uciszyć plotki, które już wtedy krążyły na temat rzekomego otrucia, i uhonorować pamięć brata, Karol nazwał swojego drugiego syna (z trzeciego małżeństwa) Karlomanem… Jednak po kilku latach, gdy sprawa nieco przycichła, przechrzcił go na Pepina.

Żona Karlomana, Gerberga (zbieżność imion żon obydwu braci jest przypadkowa) ufała, iż po śmierci jego męża tron przypadnie jej dwóm synom (starszy został nazwany po dziadku Pepin). Jednak plany pokrzyżował Karol, który z pomocą Fulrada, opata z Saint Denis, zajął tereny zmarłego brata, a Gerberga wraz z dziećmi schroniła się na dworzec Dezyderiusza. Władca Longobardów wstawił się za nimi u samego papieża, by ten nadał im królewskie tytuły.

Żelazna Korona
źródło: https://en.wikipedia.org/wiki/Iron_Crown_of_Lombardy,
data odczytu: 11.03.2021

Tytuły królewskie synów Karlomana mogłyby osłabić pozycję Karola. Okazja by zniwelować to zagrożenie nadarzyła się, kiedy Longobardowie zajęli część papieskich miast w Italii. W 773 król Franków poprowadził kampanię na południe, przeciwko Dezyderiuszowi i jego synowi Adalgisowi. W międzyczasie odwiedził Rzym, jako sojusznik papieża Hadriana I. W 774 roku władca Longobardów jak i Gerberga ze swoimi synami zostali pojmani i prawdopodobnie przymusowo umieszczenie w klasztorach. Karol tryumfował – podporządkował sobie państwo swojego byłego teścia i koronował się Żelazną Koroną, znakiem władzy Longobardów, w stolicy ich kraju, Pawii.

Jeśli podoba Ci się to co tworzę i chcesz mnie wesprzeć - grosza daj wikingowi :) Zapraszam na mój profil na Patronite a także do odwiedzenia stron na Facebooku. Już dziś chciałbym podziękować mojemu pierwszemu Patronowi - Piotrowi Brachowiczowi.

piątek, 26 lutego 2021

Thorgest i podbój Irlandii

 

Źródło: https://www.yourirish.com/history/medieval/viking-settlement-dublin,
data odczytu: 25.02.2021

Irlandia była jednym z głównych kierunków wikińskich wypraw w IX wieku. Pierwszy napad miał mieć miejsce w 795 roku, a więc dwa lata po złupieniu angielskiego klasztoru na Lindisfarne. Zielona Wyspa i jej klasztory, jak ten wybudowany na Skellig Michael, były łakomym kąskiem dla skandynawskich najeźdźców. Jednym z nich był wiking imieniem Thorgest.

Thorgest (Þorgestr) był wikińskim przywódcą, który upodobał sobie łupienie Irlandii w pierwszej połowie IX wieku. Jego imię wskazuje, iż prawdopodobnie pochodził z Norwegii. W źródłach łacińskich nazywany jest także Turgesiusem. Zapiski skandynawskie milczą o jego żywocie, a wszystkie podania, które o nim znajdujemy pochodzą z angielskich i irlandzkich podań.

Thorgest miał pierwszy raz stanąć na irlandzkiej ziemi około 820 roku, zaś jako dowódca wrócić z własnymi siłami zbrojnymi w 837 roku. Już jako doświadczony najeźdźca miał stanąć na czele floty 120 drakkarów, które rozdzieliły się i plądrowały krainę wzdłuż rzek Boyne, czyli okolic Newgrange oraz Liffey, nad którą położony jest współczesny Dublin. To właśnie w miejscu obecnego Zamku Dublińskiego między 840 a 841 rokiem stanęła pierwsza warownia Thorgesta (tzw. longphort), z której uczynił on bazę wypadową na resztę wyspy oraz na Morze Irlandzkie i angielską Walię. Inne forty założył m.in. nad jeziorami Ree, Lene, Neagh (warownia Lyndwachill) oraz prawdopodobnie  na terenach obecnych miast Limerick i Waterford. Jego kampania była zakrojona na niespotykaną jak do tej pory skalę, jeśli porównamy do ją do wcześniejszych najazdów na Irlandię. Wcześniejsze wyprawy łupieżcze przypadały na porę lata, a z nadejściem jesieni wikingowie wracali do Anglii lub do Skandynawii. Mnogość fortów założonych przez Thorgesta pozwoliła setkom Skandynawów zimować na irlandzkim lądzie i każdej wiosny wznawiać ataki. W ramach przemieszczenia się w głąb wyspy do jego prawdopodobnie norweskich wojów dołączały mniejsze grupy, które już wcześniej łupiły te tereny, a także rdzenni mieszkańcy Irlandii, którzy zostali uznani przez swoich władców za bandytów i buntowników.

Ruiny klasztoru w Clonmacnoise
Źródło https://www.allaroundireland.ie/clonmacnoise/,
data odczytu: 25.02.2021

W 839 roku Thorgest splądrował klasztor w Armagh – ważny chrześcijański ośrodek założony przez samego Świętego Patryka w 444 roku. W klasztorze miał przezimować, a sam kościół zamienić na miejsce kultu swoich bogów.

W 843 roku jego siły zmierzyły się z królem Ulsteru, Niallem mac Áedą. Irlandzki władca miał odeprzeć dwie armie Thorgesta, jedną kierującą się od jeziora Neagh, a drugą od fiordu Lough Swilly. Do ostatniego starcia doszło na równinie Moyinth, gdzie według podań miała paść niezliczona liczba wojowników po obu stronach, a wikingowie zostali pokonani i zmuszeni do odwrotu.

Kroniki Czterech Mistrzów podają iż w 844 roku Thorgest miał łupić krainy Connacht i Meath, w tym napaść na leżący nad rzeką Shannon klasztor w Clonmacnoise (ir. Cluain Mhic Nóis), który w IX wieku przeżywał rozkwit, a jego drewniana zabudowa była zastępowa solidniejszą i bardziej defensywną kamienną. Prawdopodobnie tu siedzibę mogła mieć żona Thorgesta, o imieniu Auðr lub Odda. Wiadomo, że była wieszczką i tworzyła miejsca kultu w Irlandii. Przemianowanie chrześcijańskiej katedry na świątynię nordyckich bogów byłoby symbolicznym zwycięstwem w religijnej wojnie Thorgesta.

Kroniki Ulsteru podają datę śmierci Thorgesta. Miała ona nastąpić w 845, kiedy został schwytany przez Najwyższego Króla Irlandii, Máela Sechnailla mac Máele Ruanaida (a żeby nie było za proste do wymówienia, to jeszcze dodajmy sobie jego pochodzenie) z klanu Cholmáin. Władca miał wymierzyć śmierć najeźdźcy poprzez utopienie go w odmętach jeziora Owel (ir. Loch Uail). Do śmierci wikinga przyczyniło się jego śmiałe roszczenie skierowanie do Máela Sechnailla. W 843 lub 844 roku Thorgest miał zażądać ręki córki króla (bo dla wikinga jedna żona to nie limit). Władca pozornie zgodził się i wysłał do wikinga orszak dwunastu młodzieńców o wręcz niewieściej urodzie. Mieli udawać jego córkę oraz jej dwórki (dlatego też trzeba bardzo uważać na randki w ciemno!). Po przybyciu na miejsce zaprowadzili fałszywą małżonkę do pokoju wikinga. Kiedy ten położył na przebierańcu swoje dłonie, żołnierze przebrani za druhny pojmali skandynawskiego przywódcę (lub wedle innej wersji, która wyklucza utopienie, zabili go na miejscu). Następnie wysłannicy irlandzkiego króla pozabijali wszystkich wartowników Thorgesta, a jego samego doprowadzili przed oblicze swojego władcy. Ten przywiązał do wikinga kamienne cieżarki i wrzucił w wody wspomnianego jeziora Owel.

Ponoć Máel Sechnaill, poproszony o rękę swojej córki, miał spytać Thorgesta o poradę. Twierdził, że jego ziemię pustoszone są przez stado ptaków i nie wie, co z nimi zrobić. Wiking odpowiedział mu, że najlepszym sposobem pozbycia się szkodników jest zniszczenie ich gniazd. Thorgest nie wiedział, iż Najwyższy Król mówi metaforycznie o jego wikingach. Máel Sechnaill skorzystał z tej rady, starając się niszczyć forty Skandynawów, by wyplenić ich z Irlandii.

Irlandzcy uczeni John O’Donovan i Charrles Haliday, bazując na dziełach Saxo Grammaticusa, utożsamiali Thorgesta z legendarnym duńskim przywódca Ragnarem Lodbrokiem. Duński kronikarz podaje, iż Ragnar najechał Irlandię w 831 roku, jednak ze względu na znajomość konkretnej daty (poprzedzającą śmierć Lodbroka o dwie dekady) i miejsca śmierci Thorgesta, teorię tę należy odrzucić. Przy poruszaniu postaci Ragnara warto porównać armie obydwóch dowódców. Domniemane siły, które w 845 roku pod dowództwem Lodbroka oblegały Paryż liczyły 120 drakkarów i ponad 5000 ludzi – mniej więcej tyle samo, ile dekadę wcześniej  Thorgest rzucił na podbój Irlandii.

Oprócz utożsamiania naszego dzisiejszego bohatera z Ragnarem, były też inne, równie mylne teorie. Przykładowo, Snorri Sturluson opisywał Thorgesta (Torgilsa) jako syna Haralda Pięknowłosego, jednak również i ta teoria jest niezgodna z kronikami irlandzkimi, gdyż Harald urodził w latach 50. IX wieku, a więc co najmniej 5 lat po śmierci Thorgesta.

Thorgest przez ponad dwie dekady najeżdżał Irlandię. Wielkość armii, jaką dowodził, wskazywała na jego znaczącą pozycję wśród Skandynawów – przez wielu uważany jest za wikińskiego króla w Irlandii. Łacińskim imieniem Thorgesta została nazwana wyspa (irl. Inis Thuresius) znajdująca się na jeziorze Lough Lene. To właśnie na niej mieścił się jeden z założonych przez niego fortów. Nie należy również zapomnieć, że to dzięki niemu prawdopodobnie powstały pierwsze umocnienia, które stały się fundamentami Dublina – dzisiejszej stolicy Irlandii.

Jeśli podoba Ci się to co tworzę i chcesz mnie wesprzeć - grosza daj wikingowi :) Zapraszam na mój profil na Patronite a także do odwiedzenia stron na Facebooku. Już dziś chciałbym podziękować mojemu pierwszemu Patronowi - Piotrowi Brachowiczowi.

czwartek, 11 lutego 2021

Niflheim - Kraina Mgieł

 

Źródło: https://cdna.artstation.com/p/assets/images/images/021/739/544/large/mobo-boehme-niflheim-v02.jpg?1572791605, data odczytu: 11.02.2021

Jesień i zima w naszym klimacie to sezon mgieł (i początek sezonu smogu, ale dziś nie o tym). Mgła od tysiącleci uważana była za coś tajemniczego, magicznego, niekoniecznie pochodzącego z tego świata.  Mgła skrywa rzeczywisty świat. Wiedzieli o tym już starożytni Grecy, używając słowa μυω – ukrywać, od którego  pochodzi określenie mistycyzm (odnoszącego się do pozazmysłowego kontaktu z tym, co nadprzyrodzone). Dla wikingów mgła kojarzyła się ze śmiercią. Ich bogata mitologia zawierała nawet świat zwany Niflheimem – czyli dosłownie Krainę Mgieł.

Wzmianki o Niflheimie (nord. nifl – mgła, heimr – świat, dom, dziedzina),  pojawiały się już na moim blogu. Woda w Ginnungagap powstała, kiedy chłód tego świata zetknął się z żarem bijącym z Muspelheimu. To tu znajdowało się źródło lodu Hvergelmir, z którego wypływało jedenaście lodowych rzek Élivágar, lub jak powiedzielibyśmy dziś, jedenaście języków lodowca. Ich nazwy to kolejno Fimbulthul, Fjörm, Gjöll, Gunnthrá, Hríd, Leiptr, Slidr, Svöl, Sylgr, Víd, oraz Ylgr. Nad jedną z rzek, Gjall (Gjöll), zbudowany był most Gjallarbrú, którym dusze zmarłych przechodziły do zaświatów w znajdujących się w Helheimie.

Niflheim czasami utożsamiany jest z Helheimem, innym razem stanowi osobny świat, przedsionek do królestwa umarłych. W pieśni Gylfaginning zaznaczone jest, iż był jednym z dwóch najstarszych, obok Muspelheimu, światów mitologii nordyckiej. Obie krainy leżały w dwóch oddalonych od siebie miejscach – Kraina Mgieł na mroźnej północy, a Kraina Niszczycieli na gorącym południu. Świat zamieszkiwany miał być przez smoka Nidhögga, który podgryzał korzenie Yggdrasilu i spijał krew poległych wojowników, która wsiąkała w ziemie Midgardu i spływała do podziemnego świata. To stąd pierwotnie mieli pochodzić Szronowi Olbrzymi (nord. Hrímþursar)… Przynajmniej według jednej tradycji, bowiem istnieją podania, iż był to jedyny niezamieszkały świat.

Podsumowując, Niflheim na pewno był tak samo niegościnnym miejscem jak ognisty Muspelheim (albowiem wszędzie zalegał ostry cień mgły). Ciężko jednoznacznie również stwierdzić, czy to ten sam świat, co Helheim, czy osobna kraina. W mitologii nordyckiej mowa jest o Dziewięciu Światach, jednak wiele z nich nazywanych jest różnymi określeniami, co współcześnie może wprawiać w zakłopotanie (takim przykładem jest zagadka czy Svartalfheim i Nidavellir to dwa różne miejsca, czy może jedno i to samo). Temat rozwiniemy opowiadając pewnego dnia o następnym podziemnym świecie, Helheimie, wskazując pewne podobieństwa a także sprzeczności w opisach krain.

 Jeśli podoba Ci się to, co tworzę i chcesz wesprzeć moją inicjatywę, zapraszam na mój profil na Patronite a także do odwiedzenia strony na Facebooku.

piątek, 29 stycznia 2021

Mojry - Parki

 

Źródło: https://en.wikipedia.org/wiki/Moirai,
data odczytu: 29.01.2021

O losie wikingów decydowały trzy Norny. Życiem Słowian kierowały trzy Rodzanice, których opis jest lustrzano podobny do nordyckich bogiń. Nie były to jednak jedyne nacje, które wierzyły w trzy istoty tworzące przeznaczenie. Starożytni Grecy mieli również ich odpowiednik – Mojry.

Przypuszczam, iż większość z Was spotkała się już z opisem Mojr, bowiem Mitologia. Wierzenia i podania Greków i Rzymian Jana Parandowskiego jest szkolną lekturą, w przeciwieństwie do jakiejkolwiek książki o tematyce słowiańskich wierzeń. Przypomnijmy sobie więc kilka faktów o Mojrach. Po dwóch poprzednich tematach nie będzie chyba zaskoczenie, że były trzy bóstwa przeznaczenia o imionach Clotho (gr. Prządka), Lachesis (gr. Udzielająca) i Atropos (gr. Nieodwracalna). Ich odpowiednikiem u Rzymian były Parki – odpowiednio Nona (łac. Dziewiąta, jako że była patronką kobiet w dziewiątym miesiącu ciąży), Decima (łac. Dziesiąta, ponieważ była patronką porodu, który następował po dziewiątym miesiącu ciąży) i Morta (imię tej nie pochodzi od żadnego liczebnika – oznacza Umarłą). Niektórzy uważali, że były córkami Zeusa, władcy bogów oraz Temidy, bogini sprawiedliwości. Inna wersja podaje, iż są córkami Nyks, bogini nocy.

Każda z trzech bogiń pełniła inną funkcję, co bardzo mocno upodabnia je do słowiańskich Rodzanic. Najmłodsza Kloto, przędła nić życia każdej istoty. Lachesis decydowała, jaka ta nić będzie – czy prosta i szczęśliwa, czy też może zasupłana i pełna udręki. Z kolei najstarsza z sióstr, Atropos przecinała ją, wyznaczając moment śmierci człowieka. Te same funkcje pełniły Parki. Podobieństwo do słowiańskich i nordyckich wierzeń znaleźć można również w mocy Mojr. To, co przeznaczyły ludziom jest nieodwracalne i nawet bogowie nie mogli ingerować w zmianę losu. Jednak również Grecy wierzyli, że można było wpłynąć na decyzję Mojr o losie człowieka, obdarowując je odpowiednio przed narodzinami dziecka. By zapewnić przyszłemu dziecku jak najlepszy los panny młode obcinały rytualnie kosmyki swoich włosów i składały je w ofierze Mojrom. W przeciwieństwie do swoich północnych odpowiedników greckie boginie miały swoje świątynie, w których również składano im ofiary.

Źródło: http://moirailegal.ae/,
data odczytu: 29.01.2020

Podsumowując fakty z ostatnich tematów możemy stwierdzić, że od Grecji na południu kontynentu, przez Słowiańszczyznę aż po mroźną Skandynawię dawne ludy europejskie wierzyły w trzy boginie przeznaczenia. Zawsze były to kobiece bóstwa, najczęściej w różnym wieku. Atrybutami wszystkich były nici, krosna, wrzeciona, igły. Najmłodsza tworzyła nić życia, druga ją kształtowała, a trzecia przecinała i decydowała o śmierci. Ludzie starali się je przekupić darami, by zapewnić przychodzącemu na świat dziecku lepszy los. Jednak kiedy przeznaczenie zostało już określone, nie było od niego odwrotu.

Przechodząc do podsumowania można wysnuć tezę, iż wszystkie trzy odpowiedniki bóstw losu mają wspólne korzenie i pochodzą z praindoeuropejskich wierzeń, z których wyewoluowały późniejsze mitologie – grecka, rzymska, słowiańska i nordycka. Na moim blogu nie raz przytaczałem podobieństwa między wierzeniami różnych ludów. Dziś mogę już otwarcie powiedzieć, że różne mity to tak naprawdę lokalne wersje tych samych, przedwiecznych historii. W przyszłości będziemy tropić i omawiać sobie kolejne podobieństwa, kolejne wspólne elementy jednej wielkiej starożytnej układanki, jaką są wszystkie mitologie świata.

piątek, 15 stycznia 2021

Rodzanice

 

Źródło:https://slowianowierstwo.wordpress.com/2015/01/14/rodzanice/,
data odczytu: 17.01.2020

Ostatnim razem omówiliśmy sobie Norny, nordyckie boginie przeznaczenia. Wikingowie byli fatalistami – wierzyli, że to co im pisane, jest nieuchronne. Pogląd ten był również obecny w innych kulturach, także wśród naszych przodków. Słowianie bowiem mieli swój własny odpowiednik Norn – Rodzanice.

Były trzy główne Rodzanice, chociaż niektóre źródła wymieniają również inną liczbę – od jednej aż po dziewięć. Ich zadaniem było przędzenie nici ludzkiego życia – im dłuższa nić, tym dłuższe życie człeka. Tak więc zarówno ich liczba, jak i sposób kształtowania losu śmiertelników odpowiada wyobrażeniu nordyckich Norn. Wyobrażono sobie je różnie – od młodych niewiast po dobroduszne staruszki. Czasami każda z nich była w innym wieku; jedna to młoda dziewczyna, druga to dojrzała kobieta, trzecia to sędziwa matrona. Również i ten aspekt jest lustrzano podobny do Norn, wśród których każda wedle wieku zajmowała się innym aspektem czasu - Urðr była odpowiedzialna za przeszłość, Verðandi za teraźniejszość, a Skuld za przyszłość. Trzy rodzanice nosiły szaty w różnych kolorach – dwie najmłodsze miały czerwone i niebieskie odzienie, a więc wyraźne i żywe kolory młodości, natomiast najstarsza zawsze pojawiała się w bieli, która w zamierzchłych czasach była kolorem starości i śmierci. Mogły też pełnić różne role przy wyznaczaniu długości i poziomu życia nowonarodzonego dziecka. Pierwsza z nich przygotowywała nić, druga mówiła, jak ta nić życia ma przebiegać, a trzecia przecinała ją, wyznaczając kres ziemskiej egzystencji.

Wśród południowych Słowian zwane były także Sudiczkami, od słowa sud czyli sąd. Polskie miano ma tą samą etymologię co słowo rodzić, gdyż pojawiały się trzy noce po narodzinach dziecka (wedle innych wersji mogła to być pierwsza, siódma albo dziesiąta noc po przyjściu na świat) i sądziły, jaki los będzie mu pisany. Ponadto Rodzanicom były poświęcane włosy ścięte podczas postrzyżyn, czyli rytualnego ostrzyżenia dziecka, które kończyło siódmy rok życia[1].

Źródło: https://bogowieslowianscy.pl/rodzanice/,
data odczytu: 13.01.2021

By ubłagać Rodzanice o lepszy los dla potomka zostawiano im ofiarny posiłek. Posiłek był bardziej obfity niż owsianka, którą przygotowywali wikingowie, bowiem mógł to być chleb, mięso, sól, miód, wino, ser, kasza, zioła a także przedmioty codziennego użytku takie jak nici czy chustki.

W XIII wieku Rudolf, mnich z Zakonu Cystersów, opisał różne wierzenia słowiańskie, które pomimo chrystianizacji przetrwały do jego czasów. Opisał między innymi Rodzanice[2]:

[Słowianie] składają ofiary owym trzem siostrom, które poganie nazywają Clotho, Lachesis i Atropos, aby im użyczały bogactwa.

Przytoczone przez zakonnika imiona nie brzmią słowiańsko. Warto jednak zaznaczyć, że Rudolf, jako piśmienny chrześcijanin, musiał znać starożytne źródła. Dlatego przypisał Rodzanicom imiona Mojr z mitologii greckiej, które są im podobne tak samo, jak nordyckie Norny… I to właśnie o Mojrach opowiemy sobie następnym razem, a jednocześnie porównamy i podsumujemy wszystkie trzy wersje bogiń przeznaczenia.


[1] Już po publikacji artykułu dwie czytelniczki zwróciły mi uwagę, iż nawet pod koniec XX wieku ciągle istniał zwyczaj zachowywania na piątkę pierwszego pukla ściętych włosów - być może był to nikły ślad po przedchrześcijańskich wierzeniach.

[2] Bestiariusz Słowiański, Paweł Zych, Witold Vargas, Wydawnictwo BOSZ, Olszanica 2016, s. 154.


piątek, 1 stycznia 2021

Norny

 

Źródło: https://www.maier-files.com/the-norns-in-old-norse-mythology/,
data odczytu: 31.12.2020

Ludzkość od zawsze zadawała sobie pytanie, czy sama decyduje o swoim istnieniu, czy może jej los jest z góry przesądzony. W zależności  od religii człowiek albo miał własną wolę, albo jego życiem kierowało przeznaczenie. U wikingów wszystko zostało przesądzone już u zarania dziejów – nawet los bogów i koniec świata. O losie śmiertelników w Skandynawii decydowały Norny – boginie przeznaczenia.

Siedziba Norn znajdowała się w pobliżu największego z korzeni Yggdrasila – drzewa świata. Z imienia wymieniane są trzy dziewice, które prawdopodobnie były olbrzymkami. Powszechnie się przyjmuje, iż Urðr była odpowiedzialna za przeszłość, Verðandi za teraźniejszość, a Skuld za przyszłość. Jednym z obowiązków trzech bogiń było podlewanie Wielkiego Jesionu wodą z Urðarbrunnr (nord. Źródło Urðr), by zapobiec jego uschnięciu. Woda w źródle jest tak czysta i święta, że każdy włożony do niej przedmiot staje się śnieżnobiały, niezależnie jak ciemną barwę miał wcześniej. Rośliny wokół tego miejsca są wiecznie zielone, a po tafli pływają dwa białe łabędzie, od których mają pochodzić wszystkie ptaki tej rasy żyjące w Midgardzie. Jednak to nie prace ogrodnicze przy Yggdrasilu są głównym zajęciem Norn. Trzy boginie decydują o losie każdego człowieka. Towarzyszyły każdemu od jego narodzin do chwili śmierci. Decydowały, co spotka człeka, przędąc nić jego życia – kiedy przecinały nić, kończyły egzystencję danej osoby i odsyłały ją do zaświatów. Od wyznaczonego przez Norny losu nie dało się uciec ani go zmienić.

Snorri Sturluson wspominał, iż istniało więcej Norn – decydowały o żywotach także innych istot – elfów, olbrzymów a nawet bogów. Przykładowo, boginie odpowiadają za los krasnoludów zwane są w Eddzie Starszej Córami Dvalina. Istniało przekonanie, że nici przeznaczenia były tkane w zależności od osobowości danej Norny. Jeśli dana bogini była dobra o łagodnym usposobieniu, zapewniała długie i spokojne życie człowiekowi, za którego los odpowiadała. Natomiast złe i złośliwe Norny lubiły wplatać w ludzką egzystencję ból, choroby i problemy. Istnieje dużo podobieństwo bogiń przeznaczenia do wojowniczych Walkirii, których starsze wyobrażenia przedstawiały niczym demony śmierci. Przędły nici z ludzkich jelit, na krosnach zbudowanych z czaszek i kości. Nornom, nad ich źródłem towarzyszyły dwa łabędzie, natomiast Walkiriom przypisywano możliwość przemiany właśnie w te ptaki. Z czasem jednak wizerunek Walkirii jako tkaczek uległ zmianie, a boskie wojowniczki stały się jeźdźcami przemierzającymi pobojowiska i zabierającymi dusze poległych w zaświaty. Norny natomiast pozostały przy Urðarbrunnr, zsyłając na ludzi szczęśliwe chwile i tragedie.

Źródło: https://www.redbubble.com/i/ipad-skin/The-Norns-by-Ania-Art/36591660.MHP6F,
data odczytu: 31.12.2020

Wiara w boginie przeznaczenia przetrwała chrystianizację krajów nordyckich. W norweskiej miejscowości Borgund, w kościele klepkowym, zachował się zapis runiczny o treści:

 Þórir reist rúnar þessar þann Ólausmessaptan, [e]r han fór hér um. Bæði gerðu Nornir vel ok illa, mikla mœði. skôpuðu þær mér.

A w tłumaczeniu:

Þórir wyrył te runy w wigilię mszy [w dzień świętego] Olausa (Olafa), kiedy przechodził obok. Norny odmierzają dobro i zło. Mi dały wielką udrękę.

Co ciekawe, to nie jedyne powiązanie Norn z chrześcijańską wiarą. Również sam Snorri Sturluson, powołując się na X-wiecznego skalda, Eilífra Goðrúnarsona, pisał[1]:

Hafreiðar var hlœðir hlunns í skírnar brunni Hvíta-Krists sá er hæsta hoddsviptir fekk giptu.

Setbergs—kveða sitja suðr at Urðar brunni— svá hefir ramr konungr remðan Róms banda sik lǫndum.

Hvernig skal Krist kenna? Svá at kalla hann skapara himins ok jarða‹r›, engla ok sólar, stýranda heimsins ok himinríkis ok engla, konung himna ok sólar ok engla ok Jórsala ok Jórdánar ok Griklands, ráðandi postola ok heilagra manna. Forn skáld hafa kent hann við Urðar brunn ok Róm, sem kvað Eilífr Guðrúnarson:

 […]

Máttr er munka dróttins mestr; aflar guð flestu. Kristr skóp ríkr ok reisti Rúms hǫll verǫld alla.

Oraz w tłumaczeniu:

Pstrągi morskie (kenning określający wikingów) ochrzczono w studniach, oświecono najwyższą łaską Chrystusa Białego.

Tron Jego znajduje się na południe od Źródła Urðr. Tak swe rządy Król Krainy Rzymu potwierdził w górskich krainach bogów-olbrzymów.

Jak należy postrzegać Chrystusa? A więc Stwórca Nieba i Ziemi, Aniołów i Słońca, Władcą Świata i Królestwa Niebieskiego, Jerozolimy, Jordanii i Grecji, Nauczycielem Apostołów i Świętych. Starożytni skaldowie pisali o Nim przy metaforach Studni Urðr i Rzymu, jak śpiewał Eilífr Goðrúnarson:

[…]

Król Mnichów jest największy, najpotężniejszy, bowiem Bóg rządzi wszystkim. Moc Chrystusa odmieniła ziemię i uczyniła Rzym na całym świecie.

Pomimo iż Norny były boskimi istotami, nie zachowało się żadne świadectwo mówiące o czczeniu ich czy modleniu się do nich. Być może wikingowie, pewni swojego nieodwracalnego przeznaczenia, nie widzieli sensu w rytuałach poświęconych kapryśnym bóstwom losu. Jedynym wyjątkiem była ofiara przyrządzana dla Norn w momencie narodzin dziecka, nazywana nornagrautr (nord. Owsianką Norn)[2]. Po tym, jak boginie utkały nić przeznaczenia dla noworodka, nie było już sensu niczym ich przekupywać, bowiem przeznaczenia nie było się w stanie zmienić.

Współcześnie w Skandynawii ciągle można spotkać Norny. Odmiana storczyków, o łacińskiej nazwie calypso bul bosa, która występuje w między innymi w Norwegii oraz Szwecji, jest nazywana potocznie Norne.

Źródło: https://pl.wikipedia.org/wiki/Calypso_bulbosa,
data odczytu: 31.12.2020

Poznając bliżej postaci Norn można ulec wrażeniu, iż gdzieś spotkaliśmy się już z podobnymi istotami. Nie da się ukryć porównania do szekspirowskiego Makbeta i trzech czarownic, które przepowiadały przyszłość i los głównego bohatera. Ale czy tylko? Za dwa tygodnie omówimy sobie inne, podobne bóstwa, tym razem z naszych słowiańskich stron.


[1] Skaldskaparmál, Snorri Sturluson, strofy 267-269.

[2] Food Culture In Scandinavia, Henry Notaker, Greenwood, 2008, s. 23.

piątek, 18 grudnia 2020

Nisse


Źródło: https://medium.com/@petrusdeandrada/o-nisse-o-duende-noruegu%C3%AAs-aa25eabe7f5c,
data odczytu: 17.12.2020

Jakiś czas temu opisałem słowiańskie domowoje. Były to dobre duchy domu (dobre tak długo, jak długo były dobrze traktowane), które opiekowały się gospodarstwem. Jednak nie tylko nasi przodkowie posiadali swoich patronów. Podobne istoty istniały w skandynawskim folklorze. Duńczycy i Norwegowie nazywają je nisse a Szwedzi znają je pod nazwą tomte. Inne mniej popularne imiona, pod jakimi znane są w różnych regionach Skandynawii, to gardvord, husnisse, tomtebonde, tufte, tuftekall, tunkall, rudkall, tonttu oraz wiele, wiele innych…

Podobnie jak swoi słowiańscy kuzyni nisse były niskimi, krępymi istotami o siwych brodach. Na głowach nosiły czerwone czapki. Ich rola w świecie śmiertelników była również podobna. W zamian za pozostawioną na noc strawę zajmowały się obejściem. I podobnie jak domowoje, głodne i rozczarowane zachowaniem ludzi, psuły rzeczy i robiły na złość. Wierzono, że dawno zmarły pierwszy gospodarz domu może stać się nisse i strzec swojego majątku nawet po śmierci (czyż nie jest to kolejny element wspólny z domowojem?). Stąd też wywodzi się ich inne określenie – gardvord czyli strażnik obejścia (nord. Garðvǫrðri). Samo słowo nisse pochodzi prawdopodobnie ze staronordyckiego niðsi, którym pierwotnie określało się krewnych. Idąc dalej tym tropem, wszystkie pozostałe imiona są mniej lub bardziej związane z domostwem, bądź z rodziną. I tak tomte to domownik, tontu wywodzi się z fińskiego słowa tontti, czyli działka/grunt, a tunkall można przetłumaczyć jako przyjaciel podwórka.

Oprócz czerwonej czapki nisse nosiły na sobie wełniane tuniki przepasane pasem, najczęściej koloru szarego. Podobnie jak domowoj, potrafił czasem przybierać formy innych istot. Nissego można było odróżnić od karła po kocich oczach, które świeciły w ciemności.

Źródło: https://findaswede.com/traditional-swedish-christmas-food/,
data odczytu: 17.12.2020


Oprócz strawy, którą zostawiało się dla nissego na noc, ważne było także zachowanie gospodarzy. Duszek był szczególnie drażliwy na przeklinanie w obrębie domostwa, oddawanie moczu pod ścianami gospodarstwa albo wylewanie napojów czy rzucanie jedzenia na podłogę. W akcie złości mógł uderzyć niedobrego człowieka w ciemności, zniszczyć rzeczy czy w inny sposób robić na złość. Wyprowadzony z równowagi nisse mógł nawet zabić człowieka – do tak drastycznych czynów posuwały skrzaty, które widziały jak ludzie znęcają się nad zwierzętami. Z kolei zadowolony nisse dbał o zdrowie gospodarzy, czystość w domu i stodole, a także potrafił przynosić różne drobne rzeczy od nielubianego sąsiada (i znów te domowoje!). A jak można je było zadowolić? Podać sowitą owsiankę, tzw. julegrøt, najlepiej tłustą, z dodatkiem masła – było to obowiązkowe danie, zwłaszcza w noc przesilenia zimowego, czyli w Jul (Yule).

Nisse przetrwały chrystianizację Skandynawii. Można w nich dopatrywać się pierwowzorów krasnoludków (czerwona czapka i długa broda) oraz bożonarodzeniowych elfów. Duszki przedstawiane są obecnie w Skandynawii jako pomocnicy Świętego Mikołaja (stąd też jego różne imiona – Niels, Nicholas, Julenissen). Obecnie także skandynawskie imię Nils jest zdrabnieniem do formy Nisse. Nie da się również ukryć podobieństwa Nisse to wszelakiej maści krasnali ogrodowych. Nazwa tomte stała się również określeniem pracowitego człowieka, który dba o swój dom a także osób, które bezinteresownie, niekiedy potajemnie, pomagają innym.

Gdzie je najłatwiej obecnie spotkać? Na przykład na bożonarodzeniowych promocjach w różnych sklepach:

 

Źródło: https://undershop.pl/ozdoby-wiszace/17050-recznie-robiony-szwedzki-wypchane-zabawki-santa-lalki-gnome-skandynawski-tomte-nordic-nisse-sockerbit-karzel-elf-ozdoby-do-domu.html, data odczytu: 17.12.2020

piątek, 4 grudnia 2020

Jólakötturinn

 

Źródło: https://laughingsquid.com/jolakotturinn-yule-cat-icelandic-legend/,
data odczytu: 04.12.2020

Święta to magiczne chwile dla wielu. To czas obdarowywania bliskich prezentami, zwierząt, które w Wigilię przemawiają ludzkim głosem, ubierania choinki... A także czas, w którym można zostać zjedzonym przez ogromnego i upiornego kota… Przynajmniej według Islandczyków. Dziś chciałbym przybliżyć na blogu opis tej bestii – przed Wami Jólakötturinn.

Jólakötturinn (Jólaköttinn), czyli tłumacząc Julowy Kot (Yule to nordycka nazwa święta przesilenia zimowego, a także współczesne określenie Bożego Narodzenia w krajach skandynawskich), to zwierzę należące do Grýli, złowrogiej trollicy lub  czarownicy z islandzkiego folkloru. Co roku w najdłuższą noc kot wielki jak dom wyruszał na łowy ze swojej górskiej kryjówki i zjadał tych, którzy w ciągu minionego roku nie dostali nowego ubrania (przeto pamiętajcie – ciepłe skarpety muszą obowiązkowo znaleźć się w prezentach dla Waszych bliskich!). Dlaczego akurat kryterium ubioru decydowało o dostaniu się do jadłospisu Jólakötturinna? By lepiej to zrozumieć, musimy wyobrazić sobie surowy tryb życia osadników na Islandii. Ta wulkaniczna wyspa położona jest na środku oceanu gdzieś na krańcu znanego świata, smagana silnymi wiatrami i cechująca się niskimi temperaturami północnego klimatu. Do tego małe zadrzewienie wyspy, lodowce i aktywne wulkany. Nie brzmi to jak ciepły i przytulny kurort, a jednak od wielu stuleci jest nieprzerwanie zamieszkana. Jednym z podstaw islandzkiej gospodarki na przestrzeni wieków była hodowla owiec, zarówno na mięso jak i ze względu na wełnę, z której następnie wytwarzano ubrania. I to właśnie ciepłe odzienie pozwalało między innymi przetrwać w nieprzyjaznym arktycznym klimacie. Wyprodukowanie nowych ubrań było więc jednym z elementów przygotowania się do nadchodzącej długiej i ciemnej zimy. Tak więc groźba zjedzenia przez Jólakötturinna miała motywować do pracy, zwłaszcza przy produkcji odzieży. Hodowcy mobilizowali w ten sposób swoich pracowników – ci z nich, którzy spisali się przy wypasie owiec, ich strzyżeniu, oraz przetwarzaniu wełny na koniec sezonu dostawali od pracodawcy nowe ubranie. Z czasem islandzcy rodzice również zaczęli straszyć leniwe dzieci wizją zjedzenia przez olbrzymiego kota. Jedynym wybawieniem było bycie grzecznym i pracowitym przez cały rok, by zasłużyć na nowe odzienie (i tym samym na życie poza żołądkiem Jólakötturinna).

Źródło : https://society6.com/product/yule-cat1798947_print,
data odczytu: 04.12.2020

Islandzki poeta, Jóhannes úr Kötlum, napisał w 1932 roku wiersz poświęcony Jólakötturinnowi. Poniżej znajdziecie moje tłumaczenie z islandzkiego na polski[1]:

Znacie Julowego Kota
- Kot ten jest zaprawdę ogromny.
Ludzie nie wiedzą skąd pochodzi,
ani dokąd odchodzi.

Otworzył szeroko swoje oczy,
oba świecące jasno.
Tylko dzielny człek
potrafił w nie spojrzeć.

Jego wąsy były ostre jak kolce,
grzbiet wygięty wysoko.
A pazury jego włochatych łap
były przerażające.

Machał swoim potężnym ogonem,
skakał, drapał, syczał.
Czasem w dolinie,
czasem na wybrzeżu.

Włóczył się do późna, głodny i zły,
w marznącym Julowym śniegu.
Trwożyły się serca
w każdym mieście.

Kto usłyszał okropne miauczenie,
temu przydarzało się coś złego.
Każdy wiedział, że on poluje na ludzi,
a nie na myszy.

Wybierał bardzo biednych,
tych, co nie dostali nowych ubrań.
Tych, co w Jul żebrali,
i byli w potrzebie.

Tym zabierał od razu,
całe świąteczne jedzenie.
I zjadłby ich także od razu,
gdyby mógł.

Dlatego właśnie kobiety
przędły na kołowrotkach.
Robiły kolorowe włókna
na sukienki i skarpety.

By Kot nie mógł przyjść
i porywać małych dzieci,
[dzieci] musiały zdobyć ubrania
każdego roku od dorosłych.

A kiedy nastawał Julowy Wieczór,
i Kot zaglądał do środka domów,
dzieci stały cicho i spokojnie,
w nowych ubraniach.

Niektóre miały nowe fartuszki,
inne nowe buciki,
lub jeszcze coś innego, potrzebnego
- cokolwiek nowego wystarczało.

Dlatego [Kot] nie mógł ich zjeść,
bo każde miało coś nowego,
więc zasyczał potwornie
i uciekł.

Czy on jeszcze istnieje, tego nie wiem.
Ale jego wizyta byłaby daremna,
gdyby wszyscy następnym razem
mieli nowe ubrania.

Teraz może pomyślisz o dzieciach,
które potrzebują pomocy.
Być może znasz dzieci,
które nic nie mają.

Być może szukanie tych,
którzy żyją w świecie bez nadziei,
uszczęśliwi Cię
i zapewni Wesołe Jul.

Przytoczony utwór ma jeszcze jedno przesłanie. Nie tylko pracowitość może uratować przed Julowym Kotem. Także miłosierdzie i pomoc najbiedniejszym jest niezbędna. Niektórzy, zwłaszcza biedne dzieci, nie mogą same polepszyć swojego losu. Jólakötturinn jest w tej wersji metaforą biedy, która może się bardzo źle skończyć.

Źródło: https://www.iizcat.com/post/4373/The-Christmas-Cat-of-Iceland-a-giant-terrifying-cat-that-gobbles-up-children-if-they-039-re-bad, data odczytu: 04.12.2020

Podsumowując, jeśli dostaniecie nowe skarpety pod choinkę, nie gardźcie nimi. Być może właśnie dzięki temu podarunkowi ktoś uratował Wam życie przed Jólakötturinnem. I na zakończenie do posłuchania piosenka Björk, bazująca na utworze Jóhannesa úr Kötluma: 



[1] JólakötturinnJóhannes úr Kötlum, 1932, źródło: http://johannes.is/jolakotturinn/, data odczytu: 04.12.2020