czwartek, 27 czerwca 2019

Danevirke - Wielki Mur Duński

Źródło obrazka: https://blenderartists.org/t/medieval-wall-danevirke/581225, 
data odczytu: 27.05.2019.


O Wielkim Murze Chińskim każdy zapewne słyszał. Większość z Was zna pewnie i Mur Hadriana zbudowany w Brytanii za czasów Cesarstwa Rzymskiego. O wiele mniej znany jest za to mur wzniesiony przez wikingów – Danevirke.

Danevirke, czyli Dzieło Duńczyków, to system murów i fortyfikacji wzniesiony między VIII a XII wiekiem naszej ery. Jego zadaniem była ochrona półwyspu Jutlandzkiego (kontynentalnych terenów Danii) przed najazdami z południa. Najdłuższy odcinek mierzył ponad 30 kilometrów. Może się to wydawać mało w porównaniu ze wspomnianym Murem Hadriana o długości 117 kilometrów. Należy jednak zaznaczyć, że został wybudowany w jednej z najwęższych części półwyspu, między Zatoką Schlei (Morze Bałtyckie) a Zatoką Husum (Morze Północne) której szerokość wynosi około 50 kilometrów. Mur wznosił się na wschód od rzeki Treene (obecnie Niemcy). Tereny na zachód były nieprzebytymi mokradłami, co stanowiło naturalną ochronę przed atakami obcych wojsk.

Źródło obrazka: https://whc.unesco.org/en/list/1553, 
data odczytu: 27.06.2019.

Fortyfikacje duńskie w regionie Szlezwiku zaczęły powstawać już w VI wieku n.e., jednak pierwszy odcinek muru, który stał się podwalinami Danevirke, powstał w 737 roku. Był to wał ziemny z drewnianą palisadą o długości ponad 7 kilometrów. , w formie wału z palisadą, postawiono w 737 r n.e. Przypuszcza się, że fortyfikacja mogła zostać zbudowana z rozkazu duńskiego króla Angantyra (znanego w łacińskiej literaturze pod imieniem Ongendus). Danevirke mógł bronić jego włości przed Słowianami Połabskimi lub Frankami dowodzonymi przez Karola Młota (O walkach Franków z Fryzyjczykami wspominałem przy okazji historii świętego Bonifacego). Sto lat później król Godfred zapragnął rozbudować fortyfikację i lepiej zabezpieczyć południe Danii. Kroniki podają, iż mur można było przekroczyć tylko w jednym miejscu  - przez bramę w miejscowości Hedeby. Umocniwszy obronę swojego kraju Godfred wyruszył w 808 roku na Słowian Połabskich. Gdy złupił ich tereny wrócił do Danii. Ze zrabowanych bogactw ufundował nowe fortyfikacje, które leżały bardziej na południe i posiadały głębszą fosę  – część muru została nazwana Kovirke (nord. Krowie Dzieło - zapewne do jego budowy wykorzystano siłę pociągową bydła). Nowy mur miał przede wszystkim powstrzymać odwet ze strony pokonanych Słowian. Godfred nie poprzestał na jednej wojnie. Dwa lata później zaatakował Fryzję, która już wchodziła w skład kraju Franków. Być może był to atak odwetowy za zajęcie Fryzji przez Karola Młota oraz zniszczenie przez Karola Wielkiego świętego dębu Irminsul.

Kronikarz Arild Hvitfeldt pisał, iż  Gorm Stary, uważany za pierwszego historycznego króla Danii, miał za namową swojej żony Thyry ściągnąć budowniczych z całej Danii i umocnić fortyfikacje ok. 940 roku. Kolejne prace budowlane przy Danevirke miały miejsce w 968 roku. Dobudowano ponad 14 kilometrów fortyfikacji, które sięgały prawie do rzeki Treene. Umocniono wtedy także i pierwsze, ziemne odcinki muru.

Królowa Thyra doglądająca rozbudowy muru Danevirke.
Źródło obrazka: https://norse-mythology.net/dannevirke-the-viking-wall-across-denmark/, 
data odczytu: 27.06.2019.

W 973 roku po śmierci Cesarza Niemieckiego Ottona I król duński Harald Sinozęby najechał północną Germanię. Rok później Otton II postanowił wyruszyć na wyprawę odwetową. Wojska niemieckie otrzymały posiłki zarówno z Fryzji, jak i od plemion Słowiańskich (zapewne Połabskich). Ponadto, Otton II mógł dysponować oddziałem wikingów, bowiem to właśnie w jego wojsku militarną karierę zaczynał Olaf Tryggvason, ten sam, który miał przyjąć chrzest na wyspieSkellig a następnie zostać królem Norwegii. Cesarska armia składała się głównie z piechoty, a tereny na południe od Danevirke były wyniszczone najazdem Sinozębego. Niemcy spróbowali zdobyć mur, jednak konnica nie zapewniała im przewagi podczas oblężenia i szturm nie powiódł się. Doszło do kontrataku i Otton został odparty od muru. W obozie Duńczyków panowała radość po zwycięstwie, a na Danevirke pojawili się już nawet skaldowie, opiewający zwycięski bój. Niestety, doszło do kłótni między Sinozębym a jednym z jego sojuszników, norweskim jarlem Haakonem. Podczas gdy król Danii chciał bronić muru i odpierać następne ataki z niego, Haakon uważał, że Niemcy ściągną machiny oblężnicze. Uważając, że bezczynne czekanie na wałach nie przyniesie mu sławy, a może ściągnąć tylko gniew Ottona, norweski jarl wypowiedział posłuszeństwo Danii i wraz ze swoimi oddziałami opuścił region. Sinozęby nie dysponując zbyt dużymi siłami do obrony Danevirke wycofał się do ufortyfikowanego Hedeby. Do Ottona uśmiechnęło się szczęście – bez problemu przekroczył mur a jego ciężka jazda dogoniła Duńczyków i rozgromiła ich. Mur został przejęty przez Cesarstwo Niemieckie, fortyfikacje skierowane w stronę Półwyspu Jutlandzkiego, a Sinozęby zmuszony został do płacenia trybutu. Względny pokój trwał przez dziewięć lat, kiedy to w 983 roku wybuchło powstanie Słowian Połabskich. Duńczycy poparli ich, wykorzystali także sytuację i odbili mur.

Źródło obrazka: https://commons.wikimedia.org/wiki/File:Danevirke,_Valdemar%27s_Wall.jpg, 
data odczytu: 27.06.2019.

Następna rozbudowa przypadła na XI wiek. Zbudowano wtedy dodatkową palisadę. Ostatnia modernizacja w średniowieczu przypadła na rządy króla Waldemara Wielkiego (1146-1157), który kazał obmurować Danevirke cegłą.

Wysokość wszystkich murów wybudowanych na przestrzeni tych kilku stuleci waha się od 4 do 6 metrów. Główną część stanowi wał nazywany Østervold (nord. Wschodni Wał), który chroni półwysep Svanso (dan. Półwysep Łabędzi), obecnie znajdujący się na terenie Niemiec i nazywany Schwansen.

Historyk Henning Hellmuth Andersen wysunął tezę, jakoby fosa, która poprzedzała mury, miała być kanałem łączącym Morze Bałtyckie i Morze Norweskie. Tym sposobem oprócz funkcji militarnej Danevirke pełniłoby rolę drogi morskiej, skracając podróż dookoła półwyspu Jutlandzkiego i pozwalając małym łodziom przepłynąć w linii prostej z Hedeby do Husum.

30 czerwca 2018 roku mury Danevirke zostały wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO, jak największa budowla średniowiecznej Skandynawii, co na pewno przyczyni się do rozpromowania tego zabytku.  

Źródło obrazka: https://en.wikipedia.org/wiki/Danevirke, 
data odczytu: 27.06.2019.

czwartek, 13 czerwca 2019

Kraken


Źródło obrazka: https://manitee.bandcamp.com/track/kraken, data odczytu: 13.06.2019.

W ciągu kilkunastu ostatnich lat kraken grasował po wielu morzach. W „Piratach z Karaibów” mogliśmy oglądać, jak ten olbrzymi potwór ściga Jacka Sparrowa. W opartej na mitologii greckiej „Starciu Tytanów” z monstrum walczy Perseusz, a w „Grze o Tron” kraken widnieje na żaglach floty Greyjoyów. Jednak nie jest to istota ani z marynarskich legend, ani z greckich mitów, ani nie jest wymysłem pisarzy fantasy. Kraken pochodzi, a jakże, ze Skandynawii.

Prawdopodobnie za istnieniem Krakenów stały opowieści o spotkaniach z kałamarnicami olbrzymimi. Zwierzęta te potrafią osiągać długość ciała nawet 37 metrów i posiadają dziesięć macek. Inną cechą charakterystyczną jest także ostry dziób służący do rozgryzania pożywienia. Zamieszkują między innymi północną część Oceanu Atlantyckiego, czyli wody, po których pływali wikingowie. Już w XVII wieku wielorybnicy opisywali, iż w treści pokarmowej zabitych wielorybów można było znaleźć olbrzymie macki. Odnóża były uważane oczywiście za kończy Krakena. Także skóry wielorybów nosiły znamiona walk z tymi bestiami – ślady zadrapań i blizny po odciśniętych przyssawkach.

Źródło obrazka: https://animalplanetsthemostextreme.fandom.com/wiki/Giant_Squid, data odczytu: 13.06.2019.

Jako pierwszy o Krakenie pisał norweski król Sverrre w 1180 roku. W jego państwie stwora nazywano Krake, z kolei na Islandii Kráki, co oznacza Nienaturalne Zwierzę. Islandczycy wierzyli, że stwór miał być na tyle duży, iż można go było omyłkowo wziąć za wyspę. Do atakowania statków miał używać swoich kilkunastometrowych macek. Kiedy ta taktyka nie przynosiła efektu i zaatakowana załoga dzielnie odpierała potwora, Kraken zaczynał krążyć wokół swoich ofiar Jego prędkość miała być tak duża, że tworzył wir, który pochłaniał statek. W XIII-wiecznej sadze o Örvarze Oddzie wspomiane są dwa olbrzymie potwory morskie. Jeden z nich, Hafgufu lub Hafgufa (nord. Morska Para) miał udawać wyspę, kiedy polował na swoje ofiary. Hafgufu był tak olbrzymi, że potrafił połykać całe statki z załogami, a nawet wieloryby. Jego łowy wyglądały następująco – wypluwał połknięte ryby, jako przynętę na inne stworzenia. Kiedy w okolicy pojawiło się więcej drapieżników, wszystkich pożerał. W Skandynawii powstało przekonanie, że ryzykownym, ale intratnym sposobem połowu ryb jest podążanie za Krakenem, gdyż wiele ryb ciągnęło za nim, czekając, na wyplucie padliny. Innym, chyba najdziwniejszym z wierzeń związanych z potworem jest przekonanie, jakoby bursztyn stanowił… Jego odchody (zdecydowanie bardziej wolę legendę o Juracie, w której bursztyn stanowił resztki jej pałacu)[1].

Nazwa Kraken została użyta przez włoskiego podróżnika Francesco Negri w 1700 roku, który błędnie podał liczbę mnogą od słowa Krake. I tak już zostało po dziś dzień. Sześć lat później stwora opisał również niemiecki uczony Christian Franz Paullini. Według niego monstrum miało pojawiać się u wybrzeży Finmarku i Laplandu (północna część Półwyspu Skandynawskiego). Wedle opisu jego cielsko było tak duże, że cały oddział żołnierzy mógłby po nim maszerować tam i z powrotem. Erik Pontoppidan, biskup Bergen, w swoim dziele Det første Forsøg paa Norges naturlige Historie (duń. Pierwszy Opis Historii Naturalnej Norwegii) pisał, iż było to największe z żyjących stworzeń (długość ciała szacowana na ok. 2,5 km!) . Kiedy rybacy zauważyli, że morze nagle się cofało, należało uciekać, gdyż zbliżał się Kraken. Jego macki miały wystawać z wody niczym maszty i mogły pochwycić nieostrożnego człowieka, wciągając go na zawsze pod powierzchnię. W 1781 roku szwedzki pisarz Jacob Wallenberg opisał Krakena jako istotę, której rozmiary nie przekraczają szerokości Olandii (ot, maksymalnie 16 kilometrów). Co ciekawe, z opisu Wallenberga wynika, że Krakenowi bliżej było z wyglądu do kraba, niż do kałamarnicy. Bestia miała być królem podwodnych zwierząt. Ryby służyły jej za pokarm, a także same dostarczały go Krakenowi, by nie zostać zjedzone. Z kolei według pisarza Henry’ego Lee pewien biskup Midaros (nie udało mi się jednoznacznie określić, gdzie leżało Midaros - czyżby chodziło o Nidaros, dawniejszą nazwę Trondheim?) miał przez pomyłkę wziąć Krakena na wielką skałę i użyć go jako ołtarza do odprawienia mszy. Wedle relacji stwór cierpliwie czekał na brzegu, aż kapłan skończy obrzędy i dopiero wtedy wrócił do morza. Gigantyczne kałamarnice pojawiają się także w powieści Juliusza Verne’a Dwadzieścia Tysięcy Mil Podmorskiej Żeglugi.

Źródło obrazka: https://twitter.com/iamsciart/status/965449422527070209
data odczytu: 13.06.2019.

Dlaczego jednak Kraken często kojarzony jest z mitologią grecką? Otóż w wierzeniach starożytnych Greków istniał potwór zwany Ketos (gr. Κήτος). Niekoniecznie był to odpowiednik Krakena, gdyż mianem Ketosa Grecy określali różne morskie stworzenia, a nawet wieloryby (obecnie Κήτος to naukowa nazwa ssaków z rzędu waleni w języku greckim). Niektórzy twierdzą, że Kraken w obrębie Morza Śródziemnego  nie jest wymysłem scenarzystów filmowego Starcia Tytanów, a Piliniusza Starszego, który w swej Historii Naturalnej opisał podobnego stwora zamieszkującego Cieśninę Gibraltarską[2]. Według tego rzymskiego historyka potwór miał mieć niewyobrażalne rozmiary, posiadał ogromne zęby a swoimi kończynami potrafił atakować ludzi. Głowa jego miała być tak duża jak piętnaście amfor a z ciała wydobywał się okropny smród. I właśnie te opisy zainspirowały scenarzystów z Hollywood do powiązania greckich historii z nordyckim Krakenem. Kto wie, może kiedyś dane nam będzie ujrzeć w kinie Krakena w swoim naturalnym środowisku – nie w Starożytnej Grecji ani na XVIII-wiecznym Morzu Karaibskim, a wśród norweskich fiordów w Epoce Wikingów.

P.S. Mimo, iż Kraken pochodzi z mroźnej Północy, nie mogłem się oprzeć, by na sam koniec wrzucić tą oto scenkę:



[1] The Kraken: when myth encounters science, Rodrigo B. Salvador, Barbara M. Tomotani, História, Ciências,
Saúde – Manguinhos, v.21, Rio de Janeiro 2014, s. 974.
[2] Release the kraken! 2,000 years of tall tales (and a smattering of truth), https://arstechnica.com/science/2013/01/release-the-kraken-2000-years-of-tall-tales-and-a-smattering-of-truth/, data odczytu: 13.06.2019.

czwartek, 30 maja 2019

Święty Bonifacy - męczennik czy samobójca?


Źródło obrazka: https://en.wikipedia.org/wiki/Donar%27s_Oak, 
data odczytu: 30.05.2019

Dziś chciałbym przytoczyć postać jednego z świętych Kościoła katolickiego – Bonifacego Winfrida. Winfrid urodził się pomiędzy 672 a 675 rokiem n.e. w mieścinie Crediton (Devonshire) wchodzącej w skład ówczesnego królestwa Wessexu. Jego rodzina była majętna i dobrze znana w okolicy. Ojciec Winfrida sprzeciwiał się by jego syn został mnichem. Ponoć dopiero ciężka choroba, którą przebył, odmieniła jego zdanie i Winfrid wstąpił do klasztoru w Exeter (również w Devonshire), kierowanym przez opata Wulfharda. Następnie przeniósł się do założonego w 686 roku n.e. zgromadzenia benedyktynów w Nursling (Hampshire). Klasztor prowadzony był przez opata Winberta. Bonifacy uczył się pod jego okiem i w wieku 30 lat sam został kapłanem. Zaczął również nauczać łaciny w przyklasztornej szkole.

W 716 roku Winfrid udał się do Utrechtu (na terenach obecnej Holandii), gdzie spotkał innego misjonarza, Willibrorda, który od ponad dwudziestu lat nauczał Fryzyjczyków chrześcijaństwa. Nie zabawił jednak długo na misji. Niespełna dwa lata później wybuchł konflikt pomiędzy dowodzonymi przez Karola Młota Frankami a Fryzyjczykami pod panowaniem Radboda. Podczas gdy Karol był już chrześcijańskim władcą, Radbod ciągle czcił germańskich bogów. Misjonarze uciekli z ogarniętego wojną kraju – Winfird powrócił do opactwa w Nursling. W międzyczasie opat Winbert umarł, a na nowego przełożonego został wybrany właśnie Winfird. Jednak krótko piastował  ten urząd i w 718 roku n.e. Winfird wyruszył na pielgrzymkę do Rzymu. Tam papież Grzegorz II nadał mu drugie imię Bonifacy, na cześć męczennika z Tarsu żyjącego w IV wieku. Wyznaczył mu także zadanie - misję chrystianizacji Germanii. Były to czasy, gdy na terenach ludów germańskich nie istniał jeszcze żaden kościół.

Bonifacy zasłynął ścinając święte drzewo Germanów w 723 lub 724 roku n.e. Mowa o Dąbie Donara (lub Dąbie Thora, bowiem drzewo było także miejscem kultu dla ludów nordyckich). Drzewo miało rosnąć w pobliżu Gaesmere (obecnie Geismar) jak podaje angielski biskup Willibald. Część mieszkańców germańskiej Hesji była już wtedy nawrócona na chrześcijaństwo, jednak lud ciągle składał ofiary bogom ze swojej rodzimej religii. Według relacji Winfrid zaczął osobiście ścinać olbrzymie drzewo, by pokazać miejscowej ludności, że ich bogowie nie zainterweniują i nie porażą go piorunem. Scenę miało obserwować wielu Germanów, co wskazuje, iż Bonifacy na pewno nie wystąpił samodzielnie. Jawne niszczenie obiektu kultu mogłoby wywołać agresję i źle skończyć się dla misjonarza. Podczas ścinania drzewa zerwała się ogromna wichura i powaliła je. Upadający dąb miał rozpaść się na cztery części, a każda odwrócić się w innym kierunku świata, tworząc tym samym krzyż. Zebrany lud tak bardzo przejął się owym zjawiskiem, że bez trudu dał się nawrócić na chrześcijaństwo. W miejscu ściętego dębu stanęła kaplica pod wezwaniem św. Piotra, a w późniejszych latach klasztor (deski ze ściętego drzewa miały posłużyć do budowy pierwszego obiektu)… Przynajmniej tak brzmi wersja oficjalna. W liście do papieża sam Winfrid napisał, iż potrzebował wielu godzin i mnóstwa wysiłku by ściąć drzewo. Należy zastanowić się również, czy Germanie tak ochoczo wyparli się wiary swoich przodków widząc upadek świętego dębu.

Źródło obrazka: http://www.pathguy.com/thorsoak.html, data odczytu: 30.05.2019.

W tym samym roku wspomniany Karol Młot zaczął udzielać poparcia Bonifacemu. Jego aspiracją było pokonanie swoich niechrześcijańskich rywali  i włączenie ich ziem do państwa Franków. Niszczenie kultów dawnej religii mogło osłabić pozycję i tożsamość Fryzyjczyków oraz innych plemion germańskich. W 732 roku Bonifacy udaje się do Rzymu by spotkać nowego papieża, Grzegorza III. Ten nadaje mu tytuł pierwszego arcybiskupa  w Niemczech, a kilka lat później Legata (przedstawiciela) papieskiego. W 745 roku został metropolitą w Moguncji. Przez te kilkanaście lat, wspierany dalej przez Franków, założył różne diecezje na wschód od Renu. Pod jego zwierzchnictwem powstały także klasztory.

W roku 754 n. e. osiemdziesięciolatek Bonifacy wraca do Fryzji z misją chrystianizacji. Po śmierci Willibrorda lokalna ludność zaczęła wracać do swojej rodzimej wiary. Cytując żywot świętego Bonifacego[1]:

Tymczasem umarł Biskup fryzyjski św. Willibrord, a chrześcijaństwo pomiędzy Fryzyjczykami groziło upadkiem. Wtedy postanowił sędziwy już Bonifacy podjąć pielgrzymkę, aby ostatnie dni życia poświęcić zbawieniu tego ludu. Za pozwoleniem Papieża mianował Lullusa następcą swym w Moguncyi i wybierając się w drogę zabrał z sobą całun, jakby w przeczuciu blizkiego zgonu. Przed opuszczeniem Moguncyi rozporządził, aby ciało jego, jeśli go śmierć spotka, pochowane było w Fuldzie, nie jako Biskupa, lecz jako zwykłego zakonnika.

Bonifacy na powrót rozpoczął nauczanie i udzielał chrztu. Podobno miał  mieć przy sobie Księgę Anzlema, traktującą o tym, jak godnie umrzeć[2]. 5 czerwca po dotarciu do miejscowości Dokkum wszedł do świętego gaju. Nie spodobało się to miejscowym, którzy uznali ten czyn za zbezczeszczenie miejsca kultu.. Uzbrojeni stanęli przed Winfridem. Arcybiskup sam posiadał zbrojną straż, jednak nakazał im opuścić broń. Ponoć jego ostatnimi słowami miało być nawiązanie do Pisma Świętego, by nie odpłacać złem za zło, lecz zło dobrem zwyciężać. Świadkowie zdarzenia mieli później zeznać, iż Winfrid w ostatniej chwili zasłaniał się Ewangelią. Księga ta, pocięta mieczem i poplamiona krwią, miała później zostać pochowana razem z kapłanem. Fryzyjczycy tłumaczyli się później, że działali zgodnie z ich prawem, gdyż Bonifacy wtargnął do świętego gaju i zaczął go niszczyć.

Wszyscy uczestnicy misji Bonifacego, a było ich łącznie pięćdziesięciu trzech, zostali zabici. Jego szczątki zgodnie z ostatnią wolą miały zostać przewiezione i pochowane w niemieckiej miejscowości Fulda. Bonifacy Winfrid został męczennikiem i świętym Kościoła katolickiego - jest dziś nazywany Apostołem Niemiec.

Znając żywot Bonifacego zastanawiać może jedna kwestia – czemu uciekał z Fryzji podczas swojej pierwszej misji, mając lat czterdzieści, a dobrowolnie wrócił tam, mając lat osiemdziesiąt? Czyżby będąc już sędziwym kapłanem dążył dobrowolnie do męczeństwa? Czy właśnie po to wziął ze sobą całun pogrzebowy i Księgę Anzelma, kiedy wyruszał w ostatnią podróż? Czy zdawał sobie sprawę z niebezpieczeństwa, na jakie narażał siebie i swoich towarzyszy? Obracając się przez większość życia wśród germańskich plemion znał ich zwyczaje i prawa religijne, musiał więc wiedzieć, czym będzie skutkowało wkroczenie do świętego miejsca i próba zniszczenia go. Jeśli był tego wszystkiego świadomy i dążył do tej samobójczej śmierci, wraz ze sobą skazał na śmierć pięćdziesiąt dwie inne osoby.

Źródło obrazka: https://pl.pinterest.com/pin/258253359868218036/?lp=true, 
data odczytu: 30.05.2019

Bonifacy Winfrid nie był jedynym chrześcijaninem, który ścinał święte drzewa. Misjonarze uważali to za jeden z programowych elementów niszczenia starych wierzeń. Innym znanym przykładem jest upadek dębu Irminsul  w 772 roku – ściąć go miał nie kto inny, tylko Karol Wielki. Ale jak to się mówi, nosił wilk razy kilka, ponieśli i wilka. Na odpowiedź ludów germańskich i nordyckich nie trzeba było długo czekać. Latem 793 roku do angielskiego klasztoru Lindisfarne dopłynęły wikińskie drakkary. Rozpoczęła się rzeź, która jest symbolicznym początkiem epoki nazywanej Wikingą Zachodnią. Ale to już historia na inny dzień…



[1] Żywoty Świętych Pańskich na wszystkie dnie rok - Czerwiec, ks. Piotr Skarga, o. Prokop Leszczyński, o. Otto Bitschnau, wyd. Karol Miarka, Mikołów-Warszawa, 1910, s. 55.
[2] The Incident at Thor's Oak, źródło: www.pathguy.com/thorsoak.html, data odczytu: 30.05.2019.

piątek, 10 maja 2019

Wikingowie na Skellig Michael


Widok z klasztor na wybrzeże Irlandii.
Źródło obrazka: https://www.lonelyplanet.com/ireland/travel-tips-and-articles/on-the-star-wars-trail-in-ireland/40625c8c-8a11-5710-a052-1479d276cfc6, data odczytu: 09.05.2019.

Skellig Michael to wyspa leżąca na Oceanie Atlantyckim, na zachód od Irlandii. Samo miejsce jak i sposób dotarcia na nią opisałem w marcu. Dziś chciałbym się skupić na historii klasztoru mieszczącego się u jej szczytu.

Pierwsza wzmianka o wyspie pochodzi z podań o Milezjanach – legendarnej irlandzkiej nacji. Na wyspie miał zostać pochowany Ir, syn niejakiego Milesiusa. Z kolei tekst z przełomu VIII i IX wieku wspomina, że król Munsteru (irlandzkiej prowincji) Duagh uciekł na Scellecc[1].

Przejdźmy teraz do klasztoru i jego historii. Budowla została wspomniana w Martyrology of Tallaght, manuskrypcie spisanym w 790 roku[2], a więc na trzy lata zanim wikingowie dotarli do angielskiego Lindisfarne. Pismo to wymienia jednego z mieszkających na wyspie mnichów z imienia - zwał on się Suibhni. Samo założenie klasztoru przypisuje się świętemu Finianowi z Clonardu (irl. Fionáin), który zmarł w VI wieku, jednak nie istnieją żadne historyczne dokumenty, które opisywałyby zasiedlenie wyspy w tym czasie. Pierwotnie wyspa pojawiała się pod nazwami Scelec, Scellecc, Sceilig lub Sceilig Figil. Drugi człon, Michael, pierwszy raz został wspomniany w 1044 roku, razem ze śmiercią jednego z pustelników, Aedha. Prawdopodobnie klasztor poświęcono świętemu Michałowi Archaniołowi między 950 a 1044 r n.e. i wybudowano kościół pod jego wezwaniem. Giraldus Cambrensis, walijski mnich, opisał, iż w klasztorze podczas jednego z oblężeń nastąpiło cudowne pojawienie się wina [3]:

Jest pewna wyspa z kościołem poświęconym świętemu Michałowi, z dawien dawna znana ze swojej świętości i rygoru. Na zewnątrz podwórza, po prawej stronie, znajduje się kamień, częściowo wbudowany w mur, z dziurą w swej powierzchni, która to każdego ranka dzięki zasługom świętego, któremu kościół jest poświęcony, wypełnia się taką ilością wina, by wystarczyło na wszystkie msze święte danego dnia, w zależności od liczby kapłanów, którzy w owy dzień odprawiają msze (ang. There is an island with a church dedicated to St. Michael, famed for its orthodox sanctity from very ancient times. There is a stone outside the porch of this church, on the right hand, and party fixed in the wall, with a hollow in its surface, which, every morning, through the merits of the saint to whom the church is dedicated, is filled with as much wine as will conveniently suffice for the service of the masses on the day ensuing, according to the number of the priests there who have to celebrate them).

Klasztor na Skellig. 
Zbiory własne.

Około XIII wieku zakonnicy opuścili Skellig i założyli nowy klasztor nazwany Ballinskelligs (było to klasztor Augustianów) 20 km na wschód, już na wybrzeżu Irlandii (hrabstwo Kerry). Czynnikiem który o tym zadecydował były prawdopodobnie trudne warunki do życia na wyspie – lokalny klimat ochłodził się, częściej zdarzały się sztormy. Klasztor na Skellig pozostał jednak w posiadaniu zakonników, będąc miejscem licznych pielgrzymek.

No dobrze, ale gdzie w tym wszystkim byli wikingowie? Ano, pierwszy raz pojawili się oni u wybrzeży wyspy w 823 lub w 824 roku[4]:

Skellig zostało złupione przez pogan, a Etgal wzięty w niewolę, gdzie został przez nich zagłodzony (ang. Scelec was plundered by the heathens and Etgal was carried off into captivity, and he died of hunger on their hands).

Kolejny najazd i splądrowanie miało miejsce w 850 roku[5]:

Przybyła flota od Luimnech w południowej Irlandii. Splądrowała Skellig Michael i Inishfallen i Disert Donnain i Cluain Mor. Zabili pustelnika Rudgaile’a, syna Selbacha. To on po dwakroć uwolnił anioła, a cudzoziemcy po dwakroć go związali (ang. There came a fleet from Luimnech in the south of Erinn, they plundered Skellig Michael, and Inishfallen and Disert Donnain and Cluain Mor, and they killed Rudgaile, son of Selbach, the anchorite. It was he whom the angel set loose twice, and the foreigners bound him twice each time).

Mapa Irlandii z zaznaczonymi miejscami ataków i fortami wikingów. Skellig Michael znajduje się w lewym dolnym rogu. 
Źródło obrazka: https://www.wesleyjohnston.com/users/ireland/past/pre_norman_history/vikings.html, data odczytu: 09.05.2019.

Ataki skutkowały wzmacnianiem murów klasztoru, wystawianiem wart, które obserwowały Ocean oraz szykowaniem pułapek. Przykładem może być wąskie przejście nazywane Okiem Igły (ang. Needle’s Eye) na południowym stoku wyspy. Był to chodnik przez który na raz mógł przejść tylko jeden człowiek. Gdyby to był napastnik, mnisi mogli na niego z góry zrzucać kamienie. Agresor był zupełnie odsłonięty, po jednej stronie mając strome zbocze, a nad sobą mnichów ciskających pociskami. Naturalną ochroną były też częste deszcze i sztormy – z doświadczenia wiem, jak ciężko przybić do brzegu w Zatoce Ślepca, nawet kiedy nie ma opadów, a wieje silny wiatr.

Klasztor był odbudowywany i wzmacniamy po każdym ataku. Nowsza zabudowa była wyższa i solidniejsza. Pamiętam, jak będąc na Skellig jedna z przewodniczek opowiadała, że któryś z ataków wikingów nie skończył się zdobyciem klasztoru – umocnienia się sprawdziły. Niestety, same mury nie uratowały mnichów. Wikingowie cierpliwie poczekali i wzięli odcięty od świata klasztor głodem.

Olaf Tryggvasson.
Źródło obrazka: http://www.wikiwand.com/en/Olaf_Tryggvason, 
data odczytu: 09.05.2019.
Jednak nie za każdym razem przybycie wikingów wiązało się z plądrowaniem. W 993 roku na wyspę miał przybyć sam Olaf Tryggvason, z zamiarem jej złupienia (wspominałem o nim podczas opisywania mojej wizyty w Trondheim). Legendy mówią, że jeden z mnichów odwiódł go od tego zamiaru, a następnie ochrzcił Olafa (inna wersja historii podaje, iż miało to miejsce na brytyjskiej wyspie Scilly - podobieństwo nazw jest uderzające). Tryggvason został koronowany w 995 roku, a rok później założył Nidaros, które stało się stolicą Norwegii (obecna nazwa miasta to Trondheim). Ale to już materiał na inną historię...



[1] Skellig Michael: Historical background, źródło: http://www.worldheritageireland.ie/skellig-michael/historical-background/, data odczytu: 09.05.2019
[2] Martyrology of Tallaght, źródło: https://www.catholic.org/saints/saint.php?saint_id=4743, data odczytu: 09.05.2019
[3] Skellig Michael, źródło: https://voicesfromthedawn.com/skellig-michael/, data odczytu: 09.05.2019
[4] Arrival of Vikings, źródło: https://publishing.cdlib.org/ucpressebooks/view?docId=ft1d5nb0gb&chunk.id=d0e2807&toc.id=d0e2502&brand=ucpress, data odcztytu: 09.05.2019
[5] War of the Gaedhil with the Gaill, James Henthorn Todd, wyd. Kraus Reprint, 1965, s. 228.

piątek, 3 maja 2019

Jak dorosnę, zostanę wikingiem - Strona na Facebooku


Źródło obrazka: https://pl.pinterest.com/CATJ07/viking-norse/?lp=true, 
data odczytu: 03.05.2019.

Dzisiaj krótko i informacyjnie. Blog Jak dorosnę, zostanę wikingiem doczekał się strony na Facebooku. Zapraszam do polubienia:

https://www.facebook.com/Jak-dorosnę-zostanę-wikingiem-786573195057708/

A już wkrótce na blogu nowy temat - kontynuacja wątku o  Skellig Michael. Tym razem bliżej poznamy historię wyspy i znajdującego się na nim klasztoru.

piątek, 26 kwietnia 2019

Kattakyn - Kot zombie


Źródło obrazka: https://www.photoshoplady.com/manipulating-a-zombie-cat/, data odczytu: 26.04.2019.

Jakiś czas temu opisałem draugów – umarłych wojowników, zombie z mitologii nordyckiej. Wspomniałem także, że w pewnej sadze jeden z umrzyków potrafił zmieniać się w kota. Dziś chciałbym rozwinąć ten temat.

Kattakyn, bo tak dokładnie w wierzeniach wikingów,nazywało się to nieumarłe zwierzę, jest niczym innym jak kocim zombie. Jego nazwę można tłumaczyć na język polski jako Kotowaty. Kattakyny były mięsożerne. Najlepszym sposobem na pozbycie się ich było odcięcie upiornemu futrzakowi głowy.

W sadze o Hrómundzie Gripssonie główny bohater starł się z nieumarłym królem Þrainnem, byłym władcą Galii. Hrómund szukał kurhanu króla – miał tam znajdować się wyjątkowy miecz, Mistilteinn (nord. Jemioła), którym Þrainn zabił czterystu dwudziestu przeciwników. Kiedy wojownik w końcu znalazł grobowiec, okazało się że pochowany w nim władca zamienił się w drauga (na marginesie mała ciekawostka – draugi, które nie wałęsały się swobodnie po świecie a tylko pilnowały swoich grobów nazywane były Haugbui, czyli Mieszkańcami Kurhanów). Podczas walki nieumarły zmienił postać – pierw przemienił się w  zombie-trolla a później w kattakyna właśnie, raniąc ostrymi pazurami plecy Hrómunda. W końcu jednak dzielny wiking pokonał drauga i spalił jego zwłoki, a następnie zabrał Mistilteinna ze sobą.

Niektóre sagi wspominają, że matki osób, które uciekły z Helheimu, również mogły zostać ściągnięte z powrotem na ziemski padół. Włóczyły się w okolicach grobów swoich zmarłych dzieci. Opisywane były jako groźne potwory o długich szponach. Taki stwór nosił nazwę Ketta, czyli Kocica[1].

Kattakyny nie były jedynymi zwierzęcymi zombie znanymi w Skandynawii. Sagi wspominają także o  nieumarłych byka, koniach a nawet fokach, jednak tylko Kotowate doczekały się swojej własnej nazwy.



[1] The Monsters and Beowulf,  Nora K. Chadwick, wyd. Bowes and Bowes, Lodnyn 1959, s. 178).

czwartek, 4 kwietnia 2019

Idunna - bogini wiosny


Źródło obrazka: https://mitologia.fandom.com/pl/wiki/Idunn, 
data odczytu: 04.04.2019.

Dwa tygodnie temu, wraz z równonocą, rozpoczęła się astronomiczna wiosna. Skorzystam z okazji i dzisiejszy temat poświęcę Idunnie, która jest nordycką boginią tej pory roku.

Idunnę (nord. Iðunn - Odmładzającaprzedstawia się jako młodą, piękną boginię, a jej atrybutami są złote jabłka i kwitnące kwiaty. W przeciwieństwie do większości nordyckich bogów, nie pochodziła z dynastii Asów. Była córką krasnoluda Ivaldiego. Poślubiła Bragiego, boga poezji i patrona skaldów. Idunna była opiekunką ogrodu, w którym rosły złote jabłka. Inna wersja mówi, iż była posiadaczką magicznej skrzyni Eski (nord. Jesionowa), która sama napełniała się owocami. Tu muszę zaznaczyć, że bogowie świata wikingów nie byli nieśmiertelni. Starzeli się, a odmłodnieć mogli właśnie dzięki wspomnianym złotym jabłkom. Druga uwaga tyczy się samej istoty jabłek. Gabriel Turville-Petre, znawca islandzkich utworów, twierdził, że staronordyckie słowo Epli oznaczało nie tylko jabłka. Mogłoby to być inne owoce, jednak wizerunek złotego jabłuszka utarł się w literaturze.

Jeden z mitów opowiada o porwaniu Idunny przez olbrzyma imieniem Þjazi. Pewnego razu Odyn, Loki i Hœnir (lub Villi) wyprawili się daleko poza Asgard, do Jotunheimu. Szukając pożywienia zauważyli stado wołów. Jednego z nich upolowali na kolację, a następnie rozpalili ognisko. Mięso z wołu nie chciało się jednak ugotować. Nad sobą zobaczyli olbrzymiego czarnego orła, który do nich przemówił. Ptak rzekł, że to on rzuca zaklęcie, przez które mięso pozostaje surowe. Orzeł obiecał jednak, że jak dostanie swoją część posiłku, zdejmie zaklęcie z tego, co zostanie. W pierwszej chwili trójka bogów oburzyła się, jednak nie mając innego wyboru, zgodzili się na propozycję. Wtedy orzeł pikując porwał największą i najlepszą część wołu. Rozzłościło to Lokiego, który chwycił leżącą na ziemi gałąź i próbował uderzyć orła. Ptak chwycił w locie drugi koniec konara i zaczął wzbijać się w powietrze, podnosząc do góry także i boga oszustw. Będąc już wysoko na niebie Loki przeraził się i zaczął błagać skrzydlatego porywacza, by ten sprowadził go na ziemię. Orzeł zgodził się i przedstawił jeden warunek – żądał, by Loki przyprowadził Idunnę do jego włości, Þrymheimu, a wraz z nią jej wszystkie złote jabłka. Przewrotny bóg przystał na żądanie, po czym obaj wylądowali na ziemi. Okazało się, że czarnym ptakiem był obrzym Þjazi, który potrafił zmieniać postać.

Źródło obrazka: https://www.shmoop.com/loki/photo-loki-pjazi.html, 
data odczytu: 04.04.2019.
Po powrocie Loki zastanawiał się, w jaki sposób sprowadzi Idunnę do pałacu Þjaziego. Pewnego dnia powiedział jej, że znalazł poza Asgardem jabłka o takiej samej mocy jak te z jej ogrodu, a przy tym ładniejsze. Zaciekawiło to Idunnę, ponieważ sądziła, że odmładzające owoce rosną tylko u niej. Wraz z Lokim opuściła świat bogów i udała się na ich poszukiwanie. Wedle wersji o samonapełniającej się skrzyni Idunna miała ją wziąć ze sobą, by porównać owoce. Nagle z nieba zleciał olbrzym Þjazi, który znów przyjął formę czarnego orła i porwał boginię wiosny. Loki, nic sobie nie robiąc z porwania, wrócił do Asgardu.
Wkrótce pozbawieni złotych jabłek Asowie zaczęli się starzeć i podejrzewać, że w zniknięcie Idunny jest zamieszany Loki. Bóg oszustw wyjawił prawdę. Freya pożyczyła mu swój płaszcz, dzięki któremu mógł zamienić się w sokoła, a następnie został wysłany do pałacu porywacza, by sprowadzić boginię i jej złote jabłka z powrotem. Loki udał się do Þrymheimudomostwa Þjaziego i korzystając z nieobecności właściciela zamienił Idunnę w orzech laskowy. Pod tą postacią wyniósł ją i przybrawszy z powrotem postać sokoła odleciał do Asgardu. Þjazi wkrótce wrócił do swojego pałacu i spostrzegł, że nie ma jego zakładniczki. Rozzłoszczony przemienił się w orła i poszybował w stronę świata bogów.
Loki był już w pobliżu murów Asgardu, gdy nagle spostrzegł za sobą czarne skrzydła. Zobaczyli je i Asowie, którzy wypatrywali z murów powrotu Idunny. Szybko zaczęli budować podłużny stos z drewna. Kiedy Loki przeleciał nad nim podpalili drwa. Płomienie pojawiły się tak szybko i sięgnęły tak wysoko, że lecący za nim Þjazi nie zdążył zmienić kierunku lotu, ani zmniejszyć prędkości – po chwili strawił go ogień. Asowie powitali Idunnę. Bragi, jej mąż, który podczas jej nieobecności stracił wenę, wrócił do tworzenia poezji. Wszyscy otrzymali owoce, dzięki którym ich młodość i siła powróciły.
Źródło obrazka: https://en.wikipedia.org/wiki/Bragi, 
data odczytu: 04.04.2019.

Idunnę utożsamia się z germańską boginią Ostarą oraz z celtycką Ēostrą ­- w każdej religii była to patronka wiosny, a podobieństwa między nimi (a także między celtyckim i germańskim imieniem) są uderzające. Postać Idunny, czy też Ēostry mogła wpłynąć na powstanie legend arturiańskich. Jak wiadomo Król Artur trafił na wyspę Avalon – kraina ta opisywana była jako miejsce wiecznej wiosny, a jej mieszkańcy byli nieśmiertelni. Inna znana nazwa Avalonu to… Wyspa Jabłek.

Podobny motyw występuje także w Biblii, gdzie w Edenie miało rosnąc Drzewo Życia, a owoce zeń zerwane zapewniały nieśmiertelność. Nie da się też ukryć podobieństwa Idunny do greckiej bogini Hebe – patronki młodości. To ona zapewniała dostęp do nektaru i ambrozji greckim bogom, przez co pozostawali wiecznie młodzi. Ponadto, w mitologii greckiej także występowały złote jabłka – rosły w magicznym ogrodzie i były celem jednej z prac Heraklesa.

Podobnie jak opisywany jakiś czas temu Ymir, także imię Idunny stało się sławne. Na planecie Wenus jeden z łańcuchów górskich nazwano Idunn Mons a w animacji Kraina Lodu imię to nosi matka głównych bohaterek.

Źródło obrazka: https://publicdomainclip-art.blogspot.com/2017/03/vernal-equinox-ostara.html, 
data odczytu: 04.04.2019.

piątek, 15 marca 2019

Wyspa Skellig Michael

Źródło obrazka: https://www.dochara.com/places-to-visit/monastic-sites/skellig-michael/, data odczytU: 13.04.2019.

17 marca Irlandczycy obchodzą Dzień Świętego Patryka. Z tej okazji zrobimy małą odskocznię od  mitologii nordyckiej. Wikingowie w swojej niespokojnej epoce docierali do wielu zakątków naszego kontynentu, a także daleko poza jego granice. Jednym z tych miejsc była właśnie Irlandia i sąsiadujące z nią wyspy. Pierwsza ich wyprawa na te ziemie miała miejsce w 795 roku (czyli zaledwie dwa lata po ataku na angielską wyspę Lindisfarne). W 823 roku wikingowie zapuścili się na południowo-zachodnie wybrzeże Irlandii, atakując klasztor na wyspie Skellig Michael (ir. Sceilig Mhichíl).

Zbiory własne

Kilkanaście kilometrów na zachód od irlandzkiego miasteczka Portmagee leżą dwie wyspy – Mała Skellig (irl. Sceilig Bheag) oraz Skellig Michael zwana także Wielką Skellig (irl. Sceilig Mhór). Nazwa wywodzi się od słowa Sceillic oznaczającego Stromą Skałę. Mała Skellig jest rezerwatem ptaków morskich, do którego turyści nie ma wstępu. Na Skellig Michael można dotrzeć kutrami, które odpływają m.in. z Portmagee. Cena biletu to ok. 40,00 €. Kutry kursują tylko w sezonie letnim, a dziennie na wyspę wpuszczanych jest maksymalnie 180 osób. Restrykcje spowodowane są utworzonym na wyspie rezerwatem przyrody a także wpisaniem jej  na listę światowego dziedzictwa UNESCO[1].

Zbiory własne

Razem z przyjacielem odwiedziłem wyspę 9 czerwca 2017 roku. Rejs na Skellig rezerwowaliśmy kilka tygodni wcześniej. Przez długi czas możliwość rezerwacji była w ogóle wyłączona – firmy zajmujące się przewozem czekały na decyzję o nowych dziennych limitach turystów. W końcu pewnego kwietniowego dnia, kiedy rezerwacje ruszyły, strony przewoźników były przeciążone przez kilka godzin. Czatowałem całe popołudnie i dopiero wieczorem udało się znaleźć dwa miejsca w terminie, który nas interesował. Dzień przed rejsem byliśmy już w Portmagee. Wieczorem potwierdzałem u kapitana udział w rejsie. Powiedział mi, że na następny dzień zapowiadają silny wiatr oraz wysokie fale i być może nie dostanie pozwolenia na przybicie do Skellig. W takim wypadku, zapewnił, że nie weźmie od nas pieniędzy, a sam rejs do brzegu wyspy i z powrotem byłby darmowy. Uczciwy i dobry człowiek. Pamiętam, że ciężko mi było go zrozumieć, ponieważ miał mocny irlandzki akcent, charakterystyczny dla hrabstwa Kerry, jakże inny od znanego mi sposobu wysławiania się Anglików.

Zbiory własne

Kiedy następnego dnia wsiedliśmy na pokład kutra otrzymaliśmy kapoki i peleryny przeciwdeszczowe. W trakcie trwającego prawie godzinę rejsu na Skellig pytano nas, jak się czujemy, a osoby, które gorzej znosiły ośmiometrowe fale na Atlantyku otrzymywały imbir do żucia… Lub w ostateczności wiadro. Fale miotały małym kutrem, na którego pokładzie znajdował się tuzin osób. Dwie wyspy Skellig to znikały, to pojawiały się ponad falami. Kiedy mijaliśmy mniejszą z nich dało się słyszeć skrzeczenie i czuć zapach dziesiątek tysięcy ptaków, które na niej gniazdowały. W końcu znaleźli się w pobliżu Skellig Michael. Po dotarciu do Zatoki Ślepca (ang. Blind Man’s Cove) czekaliśmy na pozwolenie na przybicie do brzegu. Trwały chwile niepewności, w końcu jednak na przystani pojawił się przewodnik i machając nam ręką dał znak do zejścia na ląd. Powitał nas i następnie ruszyliśmy wzdłuż znajdującego się na wyspie lądowiska dla helikopterów w stronę klasztornej zabudowy. I tu ważna informacja dla odwiedzających – na wyspie nie ma żadnej toalety, a zwiedzanie wraz z rejsem tam i z powrotem trwają 4-5 godzin.

Zbiory własne

Sam klasztor znajduje się w jednym z najwyższych punktów wyspy na wysokości 180 m n.p.m. i prowadzi do niego 618 stopni wykutych w skale. Cała wyspa jest kamienista i porasta ją tylko niska roślinność, jak paprocie, porosty i trawa. Zajmuje powierzchnię niecałych 22 hektarów, a najwyższy jej szczyt ma 218 m n.p.m. Na Skellig występuje kilka gatunków ptaków. Z tych, które udało nam się obserwować to mewy, alki, gołębie, ale przede wszystkim najwięcej widzieliśmy maskonurów. Te małe zwierzaki (długość ciała ok. 30 cm, rozpiętość 50 cm, waga 300-600 g) nie mające na Skellig zagrożenia ze strony drapieżników i z powodu małej liczby odwiedzających wyspę ludzi, nie bały się nas. Można było spokojnie podejść do nich na odległość 30 cm by móc przyjrzeć im się z bliska. Pamiętam ich charakterystyczny lot – szybowanie z rozłożonymi łapkami (większość ptaków podwija nóżki do lotu) oraz osobniki, które wykopywały sobie norki (maskonury nie budują gniazd, a jaja składają właśnie pod ziemią).

Zbiory własne

Po wspinaczce na szczyt mogliśmy usłyszeć historię klasztoru – tą szczegółowiej opiszę w osobnej notatce. Wszystkie chatki zakonników były zbudowane z kamieni. Tereny mieszkalne otoczone są murami. Przewodniczka wskazywała na różnice w budowie – młodsza część klasztoru miała wyższe mury i masywniejsze ściany. Powodem mocniejszej zabudowy było wzmocnienie funkcji obronnej przed napadami wikingów. W obrębie klasztoru znajduje się także cmentarz i sieć kanałów do zbierania wody deszczowej. Na Skellig nie ma źródeł słodkiej wody – mnisi, którzy tu mieszkali gromadzili deszczówkę, której w Irlandii nie brakuje, w kamiennych zbiornikach. Prowiant dowożono także z wybrzeża, gdyż obok niewielkich wyrównanych tarasów nie było tam wystarczająco gleby pod uprawę roli.

Zbiory własne

Tereny klasztoru na Skellig można było oglądać w dwóch częściach Gwiezdnych WojenPrzebudzeniu Mocy i Ostatnim Jedi. Filmy te stały się reklamą dla wyspy – W Portmagee widzieliśmy wiele pamiątek nawiązujących jednocześnie do Skellg, jak i do Gwiezdnych Wojen. Inspiracji wyspą można doszukać się także w drugim filmie – pojawiające się tam porgi, czyli małe skrzydlate stworzonka, są wzorowane na  zamieszkujących wyspę maskonurach.

Zbiory własne

Wszystkim, którzy mają możliwość odwiedzenia irlandzkiego hrabstwa Kerry w sezonie letnim polecam wybrać się na Skellig. Miejsce jest niesamowite - spokojne i odizolowane od świata. Czuję respekt dla mnichów, którzy włożyli ciężką pracę, by wybudować klasztor tak daleko od brzegu Irlandii, na stromej i niedostępnej skale. Wyspie poświęcę jeszcze jedną notkę - opiszę w niej historię miejsca i rolę, jaką odegrali w niej wikingowie.

Zbiory własne

I na sam koniec zapraszam do obejrzenia filmiku z pięknymi ujęciami ze Skellig Michael.




[1] Sceilg Mhichíl, http://whc.unesco.org/en/list/757, data odczytu: 15.03.2019.