piątek, 24 kwietnia 2020

Vardøger



Joanna Gondek, Vardøger, 2020 rok

Wyobraźcie sobie, że oczekujecie przybycia gościa. W końcu pojawia się… A po chwili w niewyjaśniony sposób znika. Następnie znów widzicie gościa, który do Was przychodzi. Pytacie go o niespodziewane zniknięcie, a on o niczym nie ma pojęcia, gdyż dopiero co przybył. Wy jesteście w szoku, bo nie rozumiecie, co przed chwilą się wydarzyło, a on zastawia się, czy nie robicie sobie z niego żartów. Czyżby omamy? Niekoniecznie. W mroźnej Skandynawii wierzono w istotę zwaną Vardøgerem, która mogła spowodować takie oto zamieszanie.

Nazwa Vardøger  pochodzi od staronordyckich słów vǫrð czyli stróż oraz hugr czyli duch. Te dwa słowa zostały połączone w idiom vardøger. Jak możemy to przetłumaczyć? Najdokładniejsze byłoby głos/obraz osoby przed jej przybyciem. I właśnie to określenie najlepiej oddaje istotę stworzenia, które naturę dziś omówimy.

Vardøger (zwany też Vardevil, Vardyvle lub Varsel) jest sobowtórem. Podobnie jak germański  Doppelgänger potrafi przybierać postać innych ludzi. Jedna tym, co go wyróżnia, jest czas, w którym się pojawia. Vardøger zjawia się bowiem przed przybyciem osoby, której wizerunek skradł. To tak, jakby mieć déjà vu, zanim coś się zdarzyło. Co jednak odróżnia go od swojego prawdziwego pierwowzoru to zachowanie. Zjawisko niekoniecznie musi łączyć się z widzeniem danego człowieka. Może to być charakterystyczny sposób chodzenia, głos dobywający się z innego pomieszczenia, pomimo, że nikogo tam nie ma, lub posługiwanie się przedmiotami właściciela, pomimo jego nieobecności.

Często zostawia po sobie złe wrażenie i psuje opinię osoby, która po nim przyjdzie. Wierzy się również, że może zwiastować nadchodzące nieszczęście. Zdarzają się jednak i przyjazne Vardøgery, które tylko ostrzegają przed zagrożeniami – te pełnią więc rolę aniołów stróżów (co nawiązuje do pierwszego członu ich imienia).

Jedna z ciekawszych współczesnych relacji o Vardøgerze pochodzi od L. Davida Leitera. Zdarzenie miało miejsce wiosną 1979 lub 1980 roku w Stanach Zjednoczonych. Poniżej przytoczę fragment tej historii[1]:

Tego dnia […] dojechałem do mojego zjazdu na rogatkach w Willow Grove i przejechałem ostatni odcinek drogi ulicami miasta. Zaparkowałem jak zwykle na podjeździe przed naszym domem, wziąłem z samochodu moją teczkę oraz sportową kurtkę i wszedłem przez frontowe drzwi, które zwyczajowo były za dnia otwarte (przez wzgląd na dwójkę dorastających dzieci, które ciągle wbiegały i wybiegały).

Moja żona była jak zwykle w kuchni, przygotowując kolację. Do tego momentu był to scenariusz który powtarzał się tysiące razy przez prawie 20 lat naszego małżeństwa. Usłyszała, jak wchodzę, wyszła z kuchni i zapytała mnie „Co robisz, wchodząc ponownie?”. Odpowiedziałem własnym pytaniem „O czym ty mówisz?”. Na co odpowiedziała „ Wszedłeś około 10 minut temu i poszedłeś na górę”. W tym momencie zacząłem się irytować jej pozornie irracjonalnymi pytaniami i rzekłem „Kochanie, o czym ty mówisz? Dopiero teraz wyłączyłem silnik samochodu na podjeździe i wszedłem do środka!”.

Odpowiedziała z rosnącym zmieszaniem i niepokojem, że chwilę temu wszedłem do domu i poszedłem na górę. Następnie, by potwierdzić to stwierdzenie zawołała naszego syna, który był na piętrze, w swojej sypialni za zamkniętymi drzwiami i spytała go „Czy słyszałeś, jak twój ojciec wchodził po schodach chwilę temu?”. Odpowiedział stłumionym głosem „Tak, mamo”. W tym momencie moja żona zdenerwowała się i nalegała, bym sprawdził wszystkie pokoje na górze w poszukiwaniu intruza, co zrobiłem sumiennie, chociaż niechętnie. Po kompletnej inspekcji, nawet w szafach i pod łóżkami, wróciłem do niej. Na górze nie było nikogo oprócz naszego syna.

W obronie mojej żony (i dla mojego dobrego samopoczucia w małżeństwie) - jest ona jedną z najbardziej racjonalnych i zrównoważonych osób, jakie znam. Nigdy nie widziałem, by wyobrażała sobie jakieś rzeczy, miała halucynacje lub zachowywała się w nienaturalny sposób – nigdy! Co więcej, nigdy jak dotąd nic takiego nam się nie zdarzyło. To samo dotyczy naszego syna.

Kiedy się uspokoiła, zaczęliśmy rozmawiać o tym, co się stało. Oprócz początkowej irytacji przez cały czas byłem spokojny. Koniec końców to ona miała dziwne doświadczenie, a nie ja. Powiedziała mi, że przed moim przyjazdem przybyłem do domu w pozornie normalny sposób, a ponieważ słyszała, jak wchodzę przez frontowe drzwi, wyjrzała z kuchni żeby mnie zobaczyć. Powiedziała, że wyglądałem zupełnie normalnie, przynajmniej fizycznie. Co ciekawe, nie wspominała, by moje ubranie było inne niż to co faktycznie miałem na sobie; jeśli więc była jakaś różnica, nie była dla niej widoczna na pierwszy rzut oka.

Co zwróciło jej uwagę, to "moje" nietypowe zachowanie. Podczas "mego" wcześniejszego przybycia spojrzała na mnie z kuchni a "ja" miałem na nią po prostu rzucić okiem z neutralnym wyrazem twarzy i pójść na górę, trzymając moją teczkę i sportową kurtkę (aczkolwiek nie skomentowała tych szczegółów). W każdym razie takie zachowanie było zupełnie do mnie niepodobne. Jak większość ludzi mam swoje przyzwyczajenia. Kiedy wracam do domu, po całym dniu nieobecności, po pracy lub innych sprawach, a moja żona nie jest na zakupach lub w dorywczej pracy, moim normalnym zwyczajem jest powitanie jej „Cześć kochanie, jak leci?”. Potem całuję ją w policzek, a jeśli jest przy zlewie lub kuchence i ma pełne ręce roboty, to całuję ją w szyję. Jest to drobny rytuał, który kultywuje wiele par. W związku z tym, podczas mojego wcześniejszego przybycia, najwidoczniej początkowo założyła, że miałem wyjątkowo ciężki dzień i byłem pochłonięty myślami.

 W dalszej części artykułu autor opisuje jeszcze jedną sytuację ze swoim Vardøgerem, a także przytacza inne przypadki. Zastanawia się również, czy zjawisko nie jest podobne do bilokacji (czyli pojawiania się w dwóch miejscach na raz). Przytacza przykład zjawiska, które jest znane wielu właścicielom zwierząt. Wiele domowych zwierzaków potrafiło przewidzieć podjęcie decyzji o powrocie przez swojego właściciela lub wyczuć moment rozpoczęcia podróży powrotnej. W artykule pada hipoteza, iż oba zjawiska mogą być powodowane tym samym mechanizmem, przez co osoba przybywająca wyprzedza w czasie swoje pojawienie się, tworząc niejako projekcję samej siebie.

Czy więc Vardøger to niezależny byt, duchowy stróż człowieka, czy też projekcja wyprzedzająca nas samych? A może sny na jawie, które nawiedzają nas w oczekiwaniu na czyjeś przybycie?

Na sam koniec zapraszam również do polubienia mojej strony na Facebooku:


https://www.facebook.com/Jak-dorosn%C4%99-zostan%C4%99-wikingiem-786573195057708/


oraz zapoznania się z portfolio Joanny Gondek, która zilustrowała dzisiejszy artykuł:

https://agsoina.artstation.com/projects



[1] The Vardøgr, Perhaps Another Indicator of the Non-Locality of Consciousness, L. David Leiter,  Journal of Scientic Exploration, Tom. 16, Numer 4, 2002, s. 623.

piątek, 10 kwietnia 2020

Domowoj


Źródło obrazka: https://vladtime.ru/nauka/sverhestestvennoe/734613, data odczytu: 09.04.2020

Czy zdarzyło Wam się kiedyś usłyszeć dziwne odgłosy w domu? Albo ku własnemu zaskoczeniu znaleźć monetę w starych spodniach? A może po zrobieniu prania zauważyć, że brakuje skarpetki do pary? Nasi przodkowie wierzyli, że takie rzeczy nie działy się bez powodu i stała za nimi istota zwana Domowojem.

Domowoj, zwany też Domowikiem/Domownikiem, Chatnikiem, Dziadkiem lub Ojczulkiem, był duchem zamieszkującym przede wszystkim domostwa Słowian na Rusi Kijowskiej. Uważano go za dobrą istotę… Tak długo jak długo był dobrze traktowany przez gospodarzy. Domowoje najbardziej lubiły ciepłe okolice pieców i właśnie tam najłatwiej było je dostrzec oraz to właśnie tam trzeba było składać im podarunki. Najlepszym darem była strawa, zostawiana mu co wieczór przed snem. Najedzony Domowoj odganiał złe duchy i mógł pomagać w codziennym życiu swojej rodzinie. Jego zachowanie przepowiadało także przyszłość mieszkańcom domu. Jeśli nagle znikąd dał się słyszeć serdeczny śmiech, nie był to powód do obaw, gdyż głos ten zwiastował pomyślność i dostatek w nadchodzącym roku. Samoistne trzaskanie okien miało z kolei zwrócić uwagę na zabezpieczenie domu przed nadchodzącą nawałnicą. Z kolei wycie dochodzące zza pieca zwiastowało śmierć członka rodziny. Gdy rodzina postanowiła przeprowadzić się w nowe miejsce, a zaskarbiła sobie przychylność Domowoja, ten przenosił się razem z nią, by otoczyć opieką nowe domostwo. Jeśli mieszkaniec domu obudzi się w nocy i ujrzy ducha siedzącego na swojej klatce piersiowej, lub zobaczy cień i będzie czuł nacisk na żebrach to oznaka, że Domowoj chce zapowiedzieć jakieś zdarzenie. Można go wtedy zapytać, czy przynosi wieści o dobrym czy złym wydarzeniu. Jeśli przemówi, to zapowiada szczęście. Jeśli będzie siedział w milczeniu, pomrukiwał lub kaszlał – należy mieć się na baczności, gdyż nadchodzą złe rzeczy.

Źródło obrazka: https://www.slawoslaw.pl/slowianska-pomoc-domowa-domowik-i-spolka/,
data odczytu: 09.04.2020

Głodny Domowoj sprowadzał nieszczęścia i robił ludziom na złość. Drażniły go także kłótnie w domostwie. Jeśli mieszkaniec domu odłożył jakiś przedmiot,  a później nie mógł go znaleźć, chociaż wie, że zostawił rzecz w konkretnym miejscu – zapewne została ona ukryta przez rozjuszonego Domowoja. W ostateczności rozczarowany zachowaniem mieszkańców duch potrafił opuścić gospodarstwo, zostawiając je niechronione przed innymi istotami.

Wierzono, że Domowojem stawał się pierwszy członek rodziny, który przekroczył próg nowo wybudowanego domu. Co się tyczy samej budowy domu – podczas prac należało wrzucić do ziemi cztery monety, po jednej w każdym rogu budowli. Po wprowadzeniu się do nowego domu pierwszy chleb, który został w nim upieczony, należało oddać Domowojowi.

Jako iż Domowoje uważane były za duchy przodów, które nie opuściły rodziny i nie udały się do zaświatów (czyli do słowiańskiej Nawii), wyobrażano je sobie stosownie do ich wieku. Miały wygląd niskich, krępych staruszków, o siwych włosach i brodach, a odziane były w stare i znoszone ubrania – stałym elementem była koszula i kaftan. Od żywych ludzi odróżniała je nieproporcjonalnie większa głowa i spłaszczona twarz. Domowoje potrafiły zmieniać swoją postać i ukazać w się w chałupach jako psy, koty szczury lub pająki. Takiego pająka, nawet jeśli ktoś miałby fobię, nie należało krzywdzić. Czasami nie miał konkretnej formy, a mieszkańcy mogli zauważyć tylko jego cień przesuwający się ukradkiem na tle ściany.

Rzeźba Domowoja na Moście Miodowym w Kalindgradzie
Źródło obrazka: https://www.svoboda.org/a/29845430.html,
data odczytu: 09.04.2020

Domowoj przewodził innym duchom zamieszkującym domostwo. Do jego podwładnych zaliczyć można Korgorusze – pomniejsze duchy domowe, które najczęściej przybierały postać czarnych kotów. Ich działania uzależnione były od nastroju ich przywódcy. Jeśli Domowoj był sowicie karmiony, na jego rozkaz przynosiły pieniądze, lub inne znaleziska do gospodarstwa. Jeśli jednak był zaniedbywany, pomagały mu tłuc naczynia, uszkadzać sprzęty i ogólnie wyrządzać przenajróżniejsze szkody.

Żeńską formą Domowoja, lub wedle innej wersji jego żoną, miała być Domowicha, zwana także Domachą. Oba duchy mogły mieć także córkę, Domowinkę. Typowo polskim odpowiednikiem Domowoja było Bożątko, które mogło być duchem przodka rodziny lub przedwcześnie zmarłego dziecka, mieszkającego drzewiej w danym domostwie. Z kolei południowi Słowianie mieli swojego opiekuńczego Stopana… Ale historie ich istot to już opowieści na inny dzień…

Domowicha
Źródło obrazka: https://www.kaliningrad.kp.ru/daily/26963/4019086/,
data odczytu: 09.04.2020.
I na sam koniec ciekawostka. W naszych czasach zainteresowanie słowiańskimi wierzeniami powraca. Za ciekawą inicjatywę uważam rzeźbę Domowoja, która stanęła w 2018 roku na Moście Miodowym w Kalindgradzie. Z kolei przy Muzeum Bursztynu w tym samym mieście postawiono podobiznę jego towarzyszki, Domowichy. Podobny pomysł pojawił się swego czasu w Katowicach, gdzie w pobliżu Spodka pojawił się Bebok.

sobota, 28 marca 2020

Walkiria z Hårby


Źródło obrazka: https://norse-mythology.net/unique-valkyrie-discovered-in-denmark/,
data odczytu: 26.03.2020.

Pierwszą rzeczą, o jakiej można pomyśleć o wikingach, to ich zuchwałe najazdy na większość europejskich wybrzeży. Jednak wikingowie nie byli tylko wojownikami. To także odkrywcy, kupcy, twórcy i rzemieślnicy. Zachowane artefakty z ich czasów potrafią wprawić w zdumienie. I dziś chciałbym przybliżyć jedno z takich znalezisk, odkopane kilka lat temu na terenie Danii.

Jest 28 grudnia 2012 roku, mroźny zimowy dzień na duńskiej wyspie Fionia. Czwórka archeologów amatorów wyprawiła się z wykrywaczami metali w pobliże zaoranego pola pod miejscowością Hårby. Hårby nie zostało wybrane przypadkowo. W okolicy znaleziono wcześniej wiele pozostałości wikińskiego osadnictwa – narzędzia, biżuterię oraz liczne monety. W pewnym momencie jeden z nich, Morten Skovsby, usłyszał dźwięk wydawany przez wykrywacz. Łopatą zaczął mozolnie rozkopywać zmarzniętą ziemię. Po chwili ujrzał coś małego i połyskującego. Coś, co miało ludzką twarz.

Źródło obrazka:
https://www.reddit.com/r/ArtefactPorn/comments/3v1xo9/the_h%C3%A5rby_valkyrie_silver_figurine_is_the_only,
data odczytu: 26.03.2020.

Twarzyczka należała do niewielkiej figurki Walkirii o wysokości zaledwie 3,4 centymetra. Postać dzierży w prawej ręce miecz, a w lewej tarczę. Odziana jest w suknię z szerokim pasem. Jej uczesanie w kucyk pokazuje, jakie fryzury mogły być modne w epoce wikingów. Znalezisko datuje się na ok. 800 rok naszej ery i nie jest podobne do niczego innego, co do tej pory zostało znalezione w Skandynawii. Wykonana ze srebra, została następnie pozłacana, a niektóre jej elementy pokryto specjalną metalową pastą, nadającą im czarny kolor (tzw. Metoda Niello). Okrągły otwór z tyłu głowy mógł służyć do przeplatania rzemyka lub łańcuszka. Zachowana część figurki (jak widać na zdjęciach część nóg uległa zniszczeniu) waży jedyne 13,4 grama. Morten Skovsby po udokumentowaniu znaleziska przekazał je kuratorowi muzeum w Odense, Mogensowi Bo Henriksenowi.

Na koniec warto także zaznaczyć, iż figurę okrzyknięto Walkirią, chociaż równie dobrze może przedstawiać śmiertelną tarczowniczkę… Albo samą boginię Freyę, która była patronką nie tylko miłości i kobiecości, ale i wojowniczką, przywódczynią Walkirii. 

piątek, 13 marca 2020

Dzień i Noc, Słońce i Księżyc

Nott jadąca na Hrimfaxim, Peter Nicolai Arbo,
źródło obrazka: http://figurativepaintingref.blogspot.com/2013/04/peter-nicolai-arbo.html,
data odczytu: 13.03.2020.

U początku świata, kiedy Bogowie stworzyli ludzi, nie było podziału na dzień i noc. Olbrzym Narfi, jeden z potomków Bergelmira (i być może syn Lokiego), miał piękną córkę imieniem Nott (nord. Noc). Nott była ciemnowłosą olbrzymką o oczach czarnych jak węgiel i śniadej skórze.

W pieśni Alvíssmál krasnolud imieniem Alviss (nord. Wszystkowiedzący) wymienia Thorowi wszystkie imiona Nott, pod jakimi jest znana w różnych światach. I tak ludzkość zwie ją Noc, Bogowie Ciemność, czarodzieje Maskująca, olbrzymi Niejasna, elfy Radość Spania, a krasnoludy Sen Njördun.

Nott wychodziła za mąż trzy razy. Pierwszy raz wzięła ślub z Naglfarim, z którym miała syna imieniem Auðr (nord. Dobrobyt). Powód dla którego małżeństwo nie przetrwało nie jest znany. Z Annarem, jej drugim mężem, miała córkę Jörð (nord. Ziemia), która kiedyś urodzi Thora – Boga burz. Jednak i ten związek nie przetrwał próby czasu i Nott wyszła znów za mąż, tym razem za Dellinga (nord. Świetlisty), który należał do dynastii Asów i był Bogiem zmierzchu. Owocem tego ostatniego związku był syn Dag (nord. Dzień).


Dagr, Peter Nicoal Arbo,
źródło obrazka: https://en.wikipedia.org/wiki/Dagr#/media/File:Dagr_by_Arbo.jpg,
data odczytu: 13.03.2020

Odyn obdarował zarówno Nott jak i Daga – nowo mianowana Bogini nocy otrzymała ciemnego konia imieniem Hrimfaxi (nord. Szronogrzywy), a jej syn otrzymał Skinfaxiego (nord. Lśniącogrzywy) oraz latający rydwan. Oboje podróżują po niebie – najpierw Noc, a za nią zawsze podąża Dzień.

W Midgardzie, w którym istniał już podział na dzień i noc, żył człowiek imieniem Mundilfari (nord. Poruszający się zgodnie z czasem). Miał on dwójkę dzieci – córkę Sol (nord. Słońce) i syna Mániego (nord. Księżyc). Dziewczyna miała podobno promieniować jasnym, ciepłym światłem, a wokół twarzy chłopaka roztaczała się srebrna i chłodna łuna. 

W owym świecie istniała już pierwsza wersja słońca, jednak była to tylko olbrzymia iskra z Muspelheimu, którą ciągnął za sobą rydwan bez kierowcy. Kiedy Asowie dowiedzieli, że ktoś śmiał nazwać swoje potomstwo imionami Słońca i Księżyca, postanowili je odebrać. Dumny Mundilfari z początku nie zgodził się, twierdząc, iż miejsce jego dzieci jest w jego domostwie. By pokrzyżować plany Bogów wydał córkę za mąż za rolnika imieniem Glaur, a syna z siostrą Glaura. Jednak Asowie unieważnili małżeństwa, zabrali Sol i Maniego, uznając że wyjątkowe rodzeństwo stworzone jest do wyższych celów, niż życie na roli.

Sköll i Hati
Copilot 2025


I tak oto Sol została osobą powożącą słonecznym rydwanem, a Mani miał kierować księżycowym wozem. Imiona koni ciągnących pojazd Maniego nie zachowały się po dziś dzień. Z kolei zwierzęta Sol to odpowiednio Árvakr (nord. Wcześnie Wstający) oraz Alsviðr (nord. Rączy). Oba rydwany nieustannie jeżdżą po niebie, ponieważ ścigane są przez dwa olbrzymie wilki – Skölla (nord. Zdrada) oraz Hatiego (nord. Nienawiść) Hróðvitnissonów (nord. Synowie Słynnego Wilka). Podczas Ragnaröku bestie dopadną i pożrą zarówno Słońce jak i Księżyc. Nim to jednak się stanie co jakiś czas doganiają rydwany i je przesłaniają – w Midgardzie dochodzi wtedy do zaćmienia Słońca lub Księżyca (stąd bierze się też inne miano Hatiego – Mánagarmr, czyli Księżycowy Ogar). Wierzono, że obie bestie są potomstwem Fenrira, czyli Słynnego Wilka.

W rydwanie Sol znajduje się magiczna tarcza Svalinn (nord. Chłodząca), która odbija swoją tarczą promienie słoneczne. Gdyby nie rozpraszała światła, żar słoneczny spaliłby Midgard i doprowadził do wyparowania oceanów.  

Nott
Copilot 2025


Dawno temu, przy opisywaniu rydwanów wspominałem o znalezisku z duńskiej miejscowości Trundholm. Była to figurka konia, który ciągnął rydwan z umieszczonym na nim słońcem. Pochodzący sprzed epoki wikingów artefakt udowadnia tylko, jak bardzo w skandynawskiej cywilizacji zakorzeniona była wizja ciał niebieskich poruszających się jako latające rydwany. Nie da się ukryć także podobieństwa do innej mitologicznej postaci, greckiego Boga Słońca Heliosa, który również przemierzał niebo w rydwanie.

sobota, 29 lutego 2020

Walkirie - Boskie wojowniczki

Źródło obrazka: http://universo1939.blogspot.com/2014/01/artes-conceituas-das-valquirias-e-de.html, data odczytu: 29.02.2020.

Walkirie – jedne z bardziej popularnych istot z mitologii nordyckiej. Inspirowały od wieków, a liczne nawiązania do nich nie trudno wskazać. Dziś powiemy sobie kilka słów o tych legendarnych wojowniczkach.

Staronordyckie słowo Valkyrja oznacza Wybierającą Poległych. Tak więc już sama ich nazwa wskazuje, czym się trudziły. Inne znane określenia to Óskmeyer (nord. Damy Życzeń) oraz Óðins Meyjar (nord. Damy Odyna). Wśród wikingów za dobrą śmierć uważano tą poniesioną w walce. Walkirie wybierały spośród zabitych tych, których Odyn uważał za godnych pośmiertnego życia w Walhalli (nord. Valhöll – Sala Poległych) lub których bogini Freja wybrała do zamieszkania w Fólkvangu (nord. Fólkvangr – Miejsce Ludzi). Potrafiły także w magiczny sposób interweniować w przebieg bitew. Sama Freja uważana była za przywódczynię Walkirii. Niektóre podania mówią, iż czasami ruszała ze swoimi wojowniczkami na pole bitwy, by osobiście dokonywać selekcji wojowników – miała wtedy prawo jako pierwsza decydować, kto trafi do jej krainy. Wybrani wojownicy określani byli mianem Einherjerów (nord. Ongiś Walczących). Po bitwach, kiedy już zebrały wszystkich podległych, służyły podczas uczt w Walhalli.


Źródło obrazka: http://www.goodwp.com/anime-and-fantasy/19690-marek-okon-art-arrow-death-angel-fairy-valkyrie-sword-soldier.html, data odczytu: 29.02.2020.

W źródłach pojawia się różna liczba Walkirii, od trzech do kilkudziesięciu. Wszystkie miały być córkami Odyna, boginiami lub półboginiami. Przedstawia się je jako piękne, młode uzbrojone wojowniczki, galopujące po niebie na grzbietach magicznych wierzchowców – koni lub wilków. Konie pojawiają się w późniejszych wyobrażeniach Walkirii. Być może spowodowane było to przejęzyczeniem – wierzchowiec Walkirii nazywany był Koniem Gunnara. Określenie to jest kenningiem (nordycką metaforą) wilka. Starsze wyobrażenia Walkirii nie były także zbyt przyjazne dla oka. Istoty te przypominały bardziej wiedźmy lub złowrogie demony śmierci. W tej upiornej formie daleko im było do pięknych wojowniczek. Przedstawiano je jako tkaczki, których krosna zbudowane były z czaszek, strzał i mieczy a same nici uplecione z ludzkich jelit[1]. Angielska pisarka Hilda Erris Davidson wspominała, iż wśród ludów germańskich istniały zjawy, które miały podżegać do bitew, a następnie zjadać ciała wojów poległych na pobojowiskach[2]. Łączyło się je także z mitem o Asgardareii lub mówiąc po naszemu Dzikim Gonie (chociaż w polskich wierzeniach Walkirie zastąpione są upiornymi Krzyżakami). W tych podaniach Walkirie miały towarzyszyć Odynowi w jego polowaniach, pędząc po niebie. Zobaczenie goniących boginek na niebie zwiastowało śmierć, katastrofę lub wojnę.

Kiedy Walkirie nie przemierzały pól bitewnych Odyn pozwalał im zwiedzać Midgard. Przybierały wtedy postać białych, lśniących łabędzi. Gdyby jednak przebywając w świecie ludzi ktoś ujrzałby Walkirię bez jej łabędziego przebrania natychmiast straciłaby swoją moc i żyła jako zwykła śmiertelniczka. Czasami utożsamiano je także z sokołami. Ten drapieżny ptak był kojarzony z Freją (opisując historię Idunny wspominałem, iż bogini posiadała płaszcz pozwalający jej przybrać postać sokoła). Przemawiać za tym miałoby też inne określenie Walkirii – Herfjötur, czyli wojowniczki zajmujące się sokolnictwem lub ubrane w ptasie pióra.


Źródło obrazka: http://www.nicholas-wade.com/valkyrie-norse-mythology/norse-valkyrie-painting-at-paintingvalley-com-explore/, data odczytu: 29.02.2020.

Wielu autorów wskazuje na podobieństwo Walkirii do Norn – nordyckich bogiń przeznaczenia, które przędły linie życia śmiertelników. Jednak teorię tą podważał już Jakub Grimm. Twierdził, że chociaż obie grupy boginek są odpowiedzialne za przeznaczenie, to jednak Walkirie nierozerwalnie wiążą się z walką i jeździectwem, podczas gdy Norny przebywały przy korzeniach Yggdrasilu lub pieszo przechadzały się po Midgardzie[3].

Jak już wspomniałem, w źródłach pojawia się różna liczba Walkirii. Niektóre imiona uważane są za przydomki tych samych postaci lub za personifikację aspektów wojny. Poniżej prezentuję listę wszystkich znanych nazw Walkirii wraz z proponowanymi przeze mnie tłumaczeniami:

·         Brunhilda – Zbroja Bitewna
·         Eir – Łaska
·         Geirahöð – Włócznia Bitewna
·         Geiravör – Ostrożna Włócznia
·         Geirdriful – Ciskająca Włócznią
·         Geirrönul – Atakująca Włócznią
·         Geirskögul – Nacierająca Włócznią
·         Göll – Wrzawa
·         Göndul – Dzierżąca Różdżkę
·         Gunnr – Wojna
·         Herfjötur – Okowy Wojny/Pióra Wojny
·         Herja – Niszcząca
·         Hlaðguðr Svanhvít – Biały-Łabędź Rozpoczynający Bitwę
·         Hildr – Bitwa
·         Hjalmþrimul – Dźwięcząca Hełmem
·         Hervör alvitr – Mądra Wojowniczka
·         Hjörþrimul – Mieczniczka
·         Hlökk – Wrzawa Bitewna
·         Hrist – Wstrząsająca
·         Hrund – Kłująca
·         Kára – Dzika
 Mist – Mgła
·         Ölrún –Runa Szczęścia
·         Randgríðr – Chroniona Tarczą
·         Ráðgríðr ­– Doradzająca Pokój
·         Reginleif – Córka Boga
·         Róta – Powalająca
·         Sanngriðr – Bardzo Okrutna
·         Sigrdrífa – Pragnąca Zwycięstwa
·         Sigrún – Runa Zwycięstwa
·         Skalmöld – Czas Miecza
·         Skeggjöld – Era Topora
·         Skögul – Bardzo Wysoka
·         Skuld – Przyszłość
·         Sveið – Drżąca
·         Svipul – Zmienna
·         Þögn – Cisza
·         Þrima – Walka
·         Þrúðr – Siła


Źródło obrazka: https://eclecticlight.co/2016/05/09/the-story-in-paintings-peter-nicolai-arbo-valkyries-and-mermen/, data odczytu: 29.02.2020.

Słowo Valkyrja przeniknęło do języka staroangielskiego. Miano Wælcyrge/Wælcyrie pojawia się w kilku średniowiecznych manuskryptach jako synonim bogini lub czarodziejki. Żyjący w XI wieku angielski biskup Wulfstan wymieniał je pomiędzy czarownicami i rozbójnikami, demonizując w ten sposób istoty z innej wiary. Warto również wspomnieć o podobieństwie do celtyckiej bogini Morrigan. Była bóstwem wojny i śmierci, przedstawiano ją w pełnej zbroi. Krążyła nad polami bitew pod postacią kruka (a więc symbolu Odyna). Inną celtycką boginią wojny była Badb, również potrafiąca zamienić się w kruka i swoją mocą przechylać szalę zwycięstwa w bitwach na stronę armii, którą faworyzowała. Czy to Walkirie zainspirowały Celtów, czy może Morrigan Skandynawów? A może wszystkie te postaci miały wspólny pierwowzór?

Nawiązań do postaci Walkirii jest zbyt wiele, by wymienić je w kilku zdaniach. Dziś zapraszam do przesłuchania Jazdy Walkirii Ryszarda Wagnera, a innym zainspirowanym utworom i postaciom poświęcę w przyszłości osobny temat:





[1] Walkirie, źródło: http://encyklopediafantastyki.pl/index.php/Walkiria, data odczytu: 13.04.2019.
[2] Gods and Myths of Northern Europe, Hilda Roderck Ellis Davidson, Davidson, wyd. Penguin Books, 1990, s. 61.
[3] Teutonic Mythology: Translated from the Fourth Edition with Notes and Appendix, Volume I, Jakub Grimm, wyd. George Bell and Sons, Londyn 1882, s 421.

piątek, 14 lutego 2020

Bieda


Bieda
ChatGPT


Kiedy mówimy o biedzie, myślimy o ubóstwie, o niewystarczających funduszach do zaspokojenia potrzeb życiowych. Jednak samo pojęcie Biedy ma drugie dno i pochodzi z czasów przedchrześcijańskich – to imię złowrogiej istoty, która zamieszkiwała domostwa naszych przodków. Demon ten był nieśmiertelny, co czyniło go wyjątkowo groźnym i trudnym przeciwnikiem do pozbycia się.

Bieda była przedstawiana najczęściej jako wysoka i wychudzona starsza kobieta. Skóra Biedy nie wygląda naturalnie, bowiem zamiast ciała, kości jej pokrywa powłoka szara, niby mgła[1]. Jej ubiór również nie był zbyt modny – nosiła podarte, stare ubrania. Potrafiła stawać się niewidzialna, zmieniać się w małe zwierzęta, a także przybierać postać przedmiotów i narzędzi codziennego użytku. Szczególnie upodobała sobie okolice pieca. Zdarzało się, że kiedy tak wylegiwała się w ciepłym miejscu ludzie zwracali się do niej per Biedusiu, po czym odechciewało się jej zsyłać na ludzi krzywdy.

Bieda ściągała ku sobie tragedie. Gospodarstwo, w którym się zadomowiła, w krótkim czasie zostawało dotknięte serią nieszczęść. A to ktoś ciężko zachorował, a to stodoła spłonęła, a to z nieznanych powodów doszło do pomoru wśród trzody chlewnej. Bieda potrafiła wykończyć człowieka fizycznie, powodując nieszczęśliwą śmierć lub psychicznie, doprowadzając do samobójstwa.

Jedno z opisanych nawiedzeń Biedy zdarzyło się w powiecie pińczowskim[2] (obecnie województwo świętokrzyskie). Pewien mieszkaniec nie mógł jej przepędzić ze swojego gospodarstwa, więc postanowił porzucić swój dobytek, zabrać rodzinę i spróbować zacząć nowe życie gdzie indziej. W trakcie podróży zdał sobie jednak sprawę, że zapomniał wziąć z domu żaren. Chłop wróciwszy do domu zauważył leżącą na piecu Biedę. Ta zaczęła go prosić, by wziął ją do nowego miejsca. Mężczyzna zgodził się. Następnie jadąc z rodziną i Biedą na wozie przez las zauważył dąb. Zsiadł z pojazdu, wziął ze sobą siekierę i podszedł do drzewa. Poprosił demona, by pomógł mu je ściąć. Bieda podparła pień, a sam zaczął wyrąbywać w nim otwór. Kiedy dziura była wystarczająco duża, szybko pochwycił kościste ręce demona, przeciągnął do otworu i przybił mocno klinem. Bieda szarpała się, jednak nie mogła wyciągnąć ramion z pułapki. Próbowała przekupić mężczyznę, obiecując mu wskazanie miejsca, gdzie ukryty jest wielki skarb. Chłop przystał na propozycję, po czym udał się do opisanego przez Biedę lochu. Tam znalazł pełno złotych monet. Zebrawszy cały skarb postanowił wrócić do swojego starego domu i nie uwalniać demona przybitego do dębu.

Źródło obrazka: https://www.jestpozytywnie.pl/bieda-demon/2/, data odczytu: 14.02.2020.

Po przeniesieniu wszystkich monet chłop postanowił zważy całe złoto. Udał się do swojego chciwego brata by pożyczyć wielki garniec, twierdząc, że chce zważyć ziarno. Wróciwszy wsypał wszystkie monety do środka. Niestety, nie zauważył, że w naczyniu były szczeliny i kilka monet utknęło w środku. Gdy oddał bratu garniec, ten zaczął wypytać, skąd ma złoto. Chłop opowiedział mu o przygodzie z Biedą i gdzie przybił ją do drzewa. Brat, nie czekając długo, pobiegł do lasu. Znalazł demona we wskazanym miejscu. Obiecał Biedzie że ją uwolni, jeśli ta również i jemu wskaże miejsce ukrycia skarbu. Przybita do pnia istota zgodziła się, jednak najpierw chciała, by ją uwolnić. Chciwy brat oswobodził demona a ten z radości podskoczył i zawiesił swoje długie ramiona na jego szyi. Bieda, mając nauczkę, jak potraktował ją drugi z braci, obiecała, że swojego wyzwoliciela nie opuści aż do śmierci. Złota nie wskazała, a zrobiła to, co umie najlepiej – ściągnęła serię nieszczęść na dom skąpca. Wkrótce jego żona zachorowała, złodzieje ukradli mu konie, bydło pomarło, a na koniec pożar strawił całe gospodarstwo.

Biedna odcisnęła swoje piętno na języku polskim. Do dziś przetrwały stare przysłowia jak Bieda, aż piszczy. Powiedzenie to miało swoje korzenie w dawnych wierzeniach. Kiedy Bieda zamieniła się w jakiś drobny przedmiot, dla przykładu w łyżkę, i jeden z domowników ją podniósł, potrafiła wydać z siebie przerażający pisk. Inne porzekadło to Goń Biedę drzwiami, to wlezie oknem, pokazuje, jak trudno było się jej pozbyć. Nawet wyrzucenie wspomnianej łyżki nie było gwarancją odejścia Biedy. Demon musiał mieć gospodarstwo, które powoli niszczył. Po wyrzuceniu nawiedzonego przedmiotu wracał i zadamawiał się w innej rzeczy. Skuteczniejsze było więc podrzucenie komuś opętanej rzeczy. Wtedy i tylko wtedy Bieda znajdywała sobie nowe gniazdo i nie wracała do poprzedniego… Miała wszakże w nowym miejscu kolejną ofiarę do wykańczania.

Innym sposobem było przyłapanie Biedy na gorącym uczynku. Kiedy nękany przez demona człek zauważył, jak potwór obgryzał ostatnie kostki z potrawy, trzeba było szybko chwycić resztki jedzenia i wynieść je na pole. Bieda tak zapalczywie wysysała nawet ostatni szpik z kości, że nie przerywała posiłku. Następnie należało ją zakopać jak najgłębiej... I liczyć, że się nie wydostanie.



[1] Materyjały do etnografii ludu polskiego z okolic Pińczowa, Władysław Siarkowski, Drukarnia Uniwersytetu Jagiellońskiego, 1885, s 52.
[2] Tamże s. 53.

czwartek, 30 stycznia 2020

Skadi - bogini zimy


Skadi
ChatGPT, 2026

Niespełna rok temu opisałem postać Idunny, bogini wiosny. Została porwana przez olbrzyma Þjaziego. Loki, ten sam, który przyczynił się do jej porwania, pomógł później w jej oswobodzeniu. Zamieniwszy boginię w orzech lasowy, a samemu przybrawszy formę sokoła, chwycił ją szponami i wyniósł z pałacu olbrzyma. Þjazi zauważył zniknięcie swojej zakładniczki, przemienił się w wielkiego orła i ruszył za nimi w pościg.

Świadkami pościgu byli Asowie, którzy z murów swojej twierdzy obserwowali całe zdarzenie. Widząc orła ścigającego Lokiego-sokoła zaczęli budować wielki stos z drewna. Kiedy Loki był już w obrębie murów, podpalili przygotowane drwa. Płomienie buchnęły wysoko w niebo, tworząc ścianę ognia. Þjazi nie zdążył wytracić prędkości ani zmienić kierunku lotu – po chwili pozostały po nim tylko nadpalone czarne pióra.

Asowie cieszyli się na powrót Idunny. Pod jej nieobecność wszyscy znacząco posunęli się w latach, a teraz, mogli na powrót odmłodnieć. Bogini rozdała wszystkim swoje złote jabłka, dzięki którym zachowali młodość. Radość zapanowała w Asgardzie, ale nie w Þrymheimie, siedzibie Þjaziego. Wieść o śmierci ich władcy szybko dotarła do pałacu olbrzymów. Jego córka Skadi (Skaði) poprzysięgła zemstę na Asach.

Nie czekając długo ubrała swój hełm, kolczugę, chwyciła za łuk oraz włócznię i sama wyruszyła do Asgardu. Odważna olbrzymka stanęła przed Asami. Bogowie uważali Þjaziego winnym porwania Idunny, jednak nie chcieli sobie tworzyć nowego wroga. Odyn zaproponował jej, że w ramach zadośćuczynienia może wybrać sobie jednego z bogów na męża. Postawił jeden warunek – wybór miał dokonać się tylko po oglądaniu bosych stóp.

Źródło obrazka: https://katar.artstation.com/projects/qez5e,
data odczytu: 28.01.2019

Skadi przystała na propozycję, jednak stwierdziła, że Asowie muszą zrobić więcej, by odpokutować za śmierć jej ojca. Zgodziła się wybaczyć, jeśli uda im się ją rozśmieszyć. Wyzwania podjął się Loki. Wziął w ręce sznurek i przywiązał jego jeden koniec do brody kozła, drugi zaś do swojego własnego przyrodzenia. Zaczęło się nietypowe przeciąganie liny między bogiem oszustwa a rogatym zwierzęciem. W końcu Loki przewrócił się, upadając do stóp Skadi, a ta roześmiała się. Wszystkim ulżyło, a Odyn wpadł na jeszcze jeden pomysł. Wziął oczy zabitego Þjaziego i cisnął je w niebo. Powstały z nich dwie gwiazdy, by olbrzymka mogła zawsze widzieć na nieboskłonie pamiątkę po swoim ojcu. Przypuszcza się, że te gwiazdy są znane nam obecnie jako Kastor i Polluks - dwa najjaśniejsze ciała niebieskie w gwiazdozbiorze Bliźniąt[1].

W końcu nadszedł czas, w którym Skadi miała wybrać sobie męża. Jedna z par stóp przykuła jej uwagę w szczególności. Były wyjątkowo gładkie, więc uznała, że muszą należeć do boga piękna, Baldura. Córka Þjaziego dokonała wyboru, jednak jej domysły nie były słuszne. Okazało się, że wybrała stopy Njorda, boga spokojnego morza. Były one nad wyraz gładkie, bowiem często spacerował wzdłuż brzegu i woda obmywała jego nogi.

Tak oto Njord i Skadi wzięli ślub i zamieszkali w pałacu boga morza, Noatun (nord. Miejsce Statku). Olbrzymka nie była jednak szczęśliwa. Brakowało jej gór, polowań oraz jazdy na nartach, do których przywykła mieszkając w Þrymheimie. Ponadto szum morza nie pozwalał jej spać, a rano budziły ją mewy. Doszła do porozumienia z Njordem, by dziewięć nocy spędzali w jego nadmorskiej siedzibie, a następnie dziewięć nocy w pałacu jej zmarłego ojca. Kiedy jednak przenieśli się do Þrymheimu, Njord nie był zadowolony z pobytu. Brakowało mu morza, nad którym lubił się przechadzać i męczył go zimny klimat krainy olbrzymów. Skadi i Njord nie byli szczęśliwi, a ich małżeństwo nie zostało skonsumowane. Oboje udali się do Odyna przedstawiając mu całą sytuację. I tak oto doszło do pierwszego rozwodu w historii Dziewięciu Światów. Ich związek został oficjalnie unieważniony, ponieważ nie każdą naturę da się ze sobą pogodzić. W Skandynawii wierzono, że rozwód Skadi i Njorda jest także metaforą różnic między zimową porą a łagodnym latem północnych krain.

Źródło obrazka: https://www.shirepost.com/products/skadi-veg-necklace,
data odczytu: 28.01.2019

Skadi, pomimo że zamieszkała w mroźnym Þrymheimie, została na zawsze w panteonie nordyckich bogów. Olbrzymce przypadła rola odpowiadająca jej zainteresowaniom – stała się bóstwem gór, zimy, łowiectwa oraz narciarstwa. Jeden z jej przydomków brzmi Öndurdís (nord. Pani Narciarstwa). Po rozwodzie z Njordem Skadi miała mieć romans z Odynem, a z ich związku narodził się Sæmingr, jeden z legendarnych królów Norwegii.

Skadi odegrała również istotną rolę w pojmaniu Lokiego. Kiedy został schwytany i skuty łańcuchami po śmierci Baldura, to właśnie bogini zimy umieściła nad jego głową węża. Z kłów gada na głowę przewrotnego boga kapał jad. Ile razy trująca kropla parzyła go, ten szarpał pętające go okowy, powodując trzęsienia ziemi w Midgardzie... Ale to już historia na inny dzień.


[1] Młot i Krzyż – Nowa historia wikingów, Robert Ferguson, Wydawnictwo Dolnośląskie, Wrocław 2018, s.34.